Ks. Prof. T. Zasępa - Ojciec Justyn (9)

9. Choroba i śmierć Ojca Justyna - pamięć żyjących

Przez wiele lat chorował O. Justyn na astmę i cierpiał w związku z niedomogą krążenia. Na wiosnę 1959 r. nastąpiło pogorszenie stanu zdrowia. Nie mógł on nawet wziąć udziału w akademii zorganizowanej ku jego czci przez komitet budowy szpitala św. Józefa, jednego z wielkich dzieł jego życia. Nie zaprzestał jednak pracy radiowej, choć w ostatnim miesiącu swej pracy, podczas nadawania programu obecny był przy nim lekarz, Dr Stephen Graczyk, by w chwilach nasilenia się trudności oddychania, podać mu tlen.

Nowy sezon radiowy miał się rozpocząć, jak zwykle, w I niedzielę miesiąca listopada. Niestety, już 10 października skierowano Ojca Justyna do szpitala Mercy w Buffalo, N.Y., gdzie mimo wielkiego wysiłku lekarzy, nie odzyskał już zdrowia. Opatrzony świętymi sakramentami, zmarł 23 października 1959 r. o godz. 3.30 nad ranem. Uroczysty pogrzeb, z udziałem miejscowego biskupa ordynariusza Józefa A. Burke, duchowieństwa diecezjalnego i zakonnego z całych Stanów Zjednoczonych i nieprzebranych rzesz wiernych - głównie słuchaczy, odbył się w Buffalo, dnia 27 października 1959 r. Ciało spoczywa na cmentarzu św. Stanisława, w kwaterze franciszkańskiej.

W chwilach konania modlił się O. Justyn za Papieża Jana XXIII, prosił Boga o opiekę nad Godziną Różańcową, szeptał westchnienia o pomoc Polakom. Szczegóły te przekazał O. Kornelian Dende, który objął kierownictwo Godziny Różańcowej po śmierci jej założyciela. W swej pierwszej pogadance powiedział o nim: "Zmarł dla śmiertelnych, ale odtąd już przed tronem niebieskim będzie nieustannie powtarzał - "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus".

W ciągu 28 lat pracy nadał O. Justyn 750 programów, docierając do 5 milionów słuchaczy w USA i Kanadzie. Jego popularność i pamięć o nim uzewnętrzniają się w tym, iż jego imieniem nazwano Godzinę Różańcową. Jego imię nosi bursa uczniowska szkoły św. Franciszka w Athol Springs, N.Y. - Justin Hall. Jedna z gałęzi prestiżowej organizacji katolickiej - Rycerze Kolumba, nosi imię O. Justyna. Kaplica w szpitalu św. Józefa w Buffalo dedykowana jest także pamięci O. Justyna. Franciszkański Instytut Radia i Telewizji w Stanach Zjednoczonych odznaczył Ojca Justyna. W domu profesorskim Szkoły św. Franciszka w Athol Springs, w hallu głównym istnieje ogromny fresk, przedstawiający O. Justyna nadającego pogram, na tle kościoła Bożego Ciała w Buffalo. Symboliczne koła - fale radiowe obejmują różne grupy polonijne, a wszystkiemu patronuje Matka Boża Częstochowska. Postać O. Justyna widnieje także na innym dziele profesora J. Sławińskiego. Jest nim fresk wykonany dla upamiętnienia 100-lecia Polonii w Buffalo i tych tradycji milenijnych, które emigranci polscy przenieśli do Ameryki. O. Justyn był jednym z tych, którzy te tradycje utwierdzali na ziemi amerykańskiej. Twórczą obecność Ojca Justyna w Buffalo upamiętnia tablica wmurowana na frontowej ścianie kościoła Bożego Ciała. Jej treść jest następująca: "Godzina Różańcowa Ojca Justyna tutaj rozpoczęła nadawanie swego tygodniowego programu w r. 1931. Godzina Różańcowa Ojca Justyna jest dzisiaj najrozleglejszą siecią radiową w języku polskim na całym świecie". Frank Sedita Mayor Miasta Buffalo ogłosił dzień 8 września 1968 r. "Dniem Ojca Justyna w Buffalo".

Sporo uzbierało się tych wyrazów pamięci O. Justyna Figasa. Są one tylko zewnętrznym wyrazem ciągle żywej obecności tego człowieka w środowisku polonijnym Stanów Zjednoczonych i Kanady.
Zamiast podsumowania, niech O. Justyn przemówi do nas żywym słowem: "Jestem zwyczajnym księdzem, ubogim franciszkaninem, człowiekiem często niezrozumiałym. Ludzie oczekują ode mnie doskonałości, ale jeśli zaczniesz szukać błędów... O! Ile ich znajdziesz. Gdy nie przygotuję się do pogadanki i przemawiam chaotycznie, słuchacze uważają, że mówię zbyt głęboko. Gdy zaś wszystko wypracuję i opanuję tekst pamięciowo - mówią, że jestem sztuczny. Gdy dokucza mi wątroba, gdy przepracowany jest mój umysł i psychicznie czuję się zmęczony, ludzie mówią, że wyglądam pobożnie i kreują mnie na świętego. Kiedy zaś czuję się wspaniale i pozwalam sobie na humor i żarty, mówią, że jestem frywolny. Uważają, że powinienem kochać każdego. Jeśli czynię w tym kierunku niemały wysiłek, określają mnie hipokrytą. A jeśli daję odczuć, że na czymś mi bardzo zależy - wtedy jestem snobem. Chciałbym więc wszystkim, całemu światu, powiedzieć, że moja koloratka nie zmienia we mnie ludzkiej natury. Jestem takim jak inni ludzie. Tak jak oni, lubię się zabawić, choć na własny sposób. Chcę im powiedzieć, że dawniej nie znosiłem przecieru jabłkowego. O mdłości przyprawiały mnie wszelkie mydła toaletowe. Chcę im powiedzieć, że uodporniłem się na wszelkiego rodzaju ciosy i krytyki, że wdzięczny jestem za szczerą i obiektywną aprobatę, nie oczekując od nikogo czołobitności. W pracę swą wkładam to wszystko, co e mnie jest najlepsze i ufam, że Bóg mi za to wynagrodzi. Nie szukam żadnych przywilejów, a każdym gestem chcę potwierdzić, iż jestem prawdziwym człowiekiem i usiłuję być prawdziwym kapłanem.

Szczegółowe i dociekliwie badania nad życiem O. Justyna w pełni potwierdzają jego słowa. Znajdowały one pokrycie w jego codzienności, w ciągu 24 lat, jakie upłynęły od chwili ich wypowiedzenia w r. 1935 do chwili śmierci w r. 1959, i są prawdziwe w świetle badań, których dokonano w 25 lat po jego śmierci.