Czy Pan Bóg może się na nas gniewać?

Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu
GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA
2 grudnia 1990

CZY PAN BÓG MOŻE SIĘ NA NAS GNIEWAĆ?


Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Gdy ktoś nie odda nam honoru, nie powie: "Dzień dobry" — na powitanie dnia, nie odzywa się przez dłuższy czas, chodzi nadąsany i zły jak chmura gradowa, snujemy wówczas domysły, że się na nas gniewa. Zły nastrój drugiego człowieka nam ciąży. Jesteśmy w ciemni, nie wiemy, jak jest naprawdę, gniewa się czy się nie gniewa. Zaoszczędzilibyśmy sobie wiele rozterki, niepokoju, bólu, gdybyśmy umieli czytać w myślach bliźniego. Nie mamy jednak wglądu w tajniki cudzej duszy, wiec snujemy rozmaite przypuszczenia. Najłatwiej posądzić kogoś o gniew, tymczasem powód dziwnego zachowania się bliźniego może być zupełnie inny — złe samopoczucie, przykra wiadomość, drążąca choroba, niepowodzenie w pracy . . .
Bywa jednak, że narażamy się, słusznie lub niesłusznie, na czyjś gniew. Gniew to gwałtowna namiętność. Gdy spadają na nas nieszczęścia, wówczas nawet Bogu, na sposób ludzki, przypisujemy reakcje i uczucia, jakie ma człowiek. Mówimy, że Pan Bóg się na nas gniewa. Czy Bogu przystoi gniew? Przecież jest On najdoskonalsza Istota. Czy może podlegać namiętnościom ludzkim? Problem ten rozpatrzymy w dzisiejszej pogadance pod tytułem:

CZY PAN BÓG MOŻE SIĘ NA NAS GNIEWAĆ?

Gniew, który Bogu nie przystoi
Bez większego zastanowienia możemy wykluczyć gniew, który nie przystoi Boskiemu Majestatowi. Mianowicie, nie przystoi Mu gniew niepohamowany, wściekły, niepowstrzymany, głuchy, ślepy, gwałtowny. Taki stan nie przystoi nawet człowiekowi. Powinien się on powściągnąć, opanować, by drugich nie poniżać, nie ranić, nie popychać do smutku i rozpaczy. Polskie czasowniki dobitnie odzwierciedlają stan niepohamowanego gniewu, który człowiekowi nie przystoi. Mówimy, że z gniewu można "szaleć", "miotać się", "pienić się", "trząść się", "kipieć", "gniewem się unosić", "gniewem wybuchać", "zapalać się", "płonąć", "zaciąć się", "na kimś gniew wyładować". Powyższe określenia wskazują że człowiek, będąc obdarzony rozumem i wolną wolą, łatwo robi z siebie widowisko. Nic wiec dziwnego że osoba niepohamowana w gniewie budzi odrazę i odpycha. Nie, takiego gniewu nie można przypisać Bogu.

Gniew usprawiedliwiony
Z drugiej strony istnieje pewien rodzaj gniewu, który ludzie zdrowo myślący uznają za usprawiedliwiony, a jego brak poczytują nawet za winę. Usprawiedliwiony gniew budzi się w nas na wieść, że terroryści, chcąc zwrócić uwagę na jakąś sprawę publiczną, mordują kobiety i starców, uprowadzają dzieci i żądają okupu. Słuszny gniew budzi się w nas, gdy młodzi, pod wpływem alkoholu lub narkotyków, powodują katastrofy samochodowe, w których giną niewinni ludzie lub stają się kalekami. Niedawno społeczeństwo polskie zareagowało słusznym gniewem na wieść o ogromnych ilościach trunków alkoholowych, które przewieziono z zagranicy do Polski bez kontroli i cła, jakby komuś zależało na rozpijaniu Polaków. Usprawiedliwiony jest nasz gniew, gdy pod płaszczykiem sztuki propaguje się pornografię, deprawuje dzieci i młodzież. Nasz gniew jest usprawiedliwiony, gdy patrzymy na skutki wandalizmu: połamane ławki w parku, potłuczone lampy, graffitti na ścianach pięknych gmachów lub wagonów kolejki podziemnej w Nowym Jorku. W gruncie rzeczy chodzi nie tylko o ukaranie winnych. Tu żądanie sprawiedliwości schodzi w naszej świadomości na drugi plan. Najpierw domagamy się zabezpieczenia społeczeństwa przed podobnymi wybrykami.
Wpadamy w gniew często, niemal na porządku dziennym, gdy ktoś nie chce dopuścić nas do głosu, gdy przypisuje sobie rację lub czyjeś zasługi, gdy usuwa innych w cień, by siebie wywyższyć. Są to małe niesprawiedliwości, ale gdy się je zsumuje, czynią one życie koszmarem.
Brak gniewu wobec krzyczącego zła jest postawą naganną. Brak ostrej reakcji z naszej strony jest tolerowaniem zła, powoduje jego rozpowszechnianie się i zakorzenienie w duszach ludzkich. Naród niemiecki ponosi jakiś stopień winy za tolerowanie Hitlera.

Gniew może mieć na oku czyjeś dobro
Gniew służy po to, by przywieść bliźniego do opamiętania i poprawy, zwłaszcza gdy perswazje i prośby nie skutkują. Gdy wybuchamy gniewem możemy mieć na oku czyjeś dobro. Niekiedy dobro winowajcy jest pierwszym naszym celem. Na przykład rodzice unoszą się słusznym gniewem, gdy syn przebywa w złym towa¬rzystwie, gdy późnym wieczorem wraca do domu, gdy zaniedbuje naukę i nabywa złych manier. Rodzice mają słuszny powód do gniewu, gdy dziecko odsuwa przy¬gotowany z pieczołowitością posiłek, a napycha się tak zwanym "junk food", który mu na zdrowie nie wyjdzie. Bywa nieraz, że tylko gniewem można zapędzić chorego człowieka do łóżka. Przypomnijmy sobie scenę z Ewangelii o wypędzeniu przez Pana Jezusa przekupniów ze świątyni lub Jego gniewne słowa skierowane do faryzeuszów.
Święty Tomasz uważał usprawiedliwiony gniew za cnotę, bo jest on czynną reakcją przeciwko złu. Ale wtedy powód gniewu musi być naprawdę słuszny. Można się gniewać na zło obiektywne, a nigdy z tego powodu, że coś się dzieje nie po czyjejś myśli. Nie wolno popadać w gniew z powodu jakiegoś dobra, które nam się nie podoba. Naśladujemy wtedy diabła, który —jak pisze święty Jan w Apokalipsie — "zapałał wielkim gniewem, świadom, że mało ma czasu" (12, 12).

Nie powinniśmy się gniewać o byle co, gdy sprawę możemy załatwić dobrocią, życzliwym słowem. Nie powinniśmy dać się ponieść gniewowi. Liczne dynamizmy niższe, jakie w sobie nosimy, są darem Bożym: mogą pomóc w dążeniu do wzrostu miłości, w szukaniu prawdy i czynieniu dobra, pod warunkiem że nad nimi panujemy. W przeciwnym razie staną się siłą niszczącą. Nawet gniew przeciwko autentycznemu złu może zniszczyć człowieka, jeśli jest to tylko ciemna i głucha namiętność. Wreszcie, gniew może przerodzić się w nienawiść. Obiektem naszego gniewu powinno być samo zło, a nigdy człowiek, choćby największy gałgan, złoczyńca. Człowieka czyniącego zło trzeba ukarać, nigdy jednak nie wolno wymierzać mu kary w taki sposób, by utrudnić lub nawet uniemożliwić przemianę ku lepszemu.

Bóg nie może patrzeć obojętnie na zło
Zajmijmy się teraz gniewem Bożym. Czy Bóg może na nas się gniewać? Otóż byłoby wprost grzechem pomyśleć, że Pan Bóg mógłby obojętnie patrzeć na zło. Oczywiście, gniew Boży wolny jest nawet od cienia tych niedoskonałości, jakim podlega gniew ludzki.
Każdy z nas jest grzesznikiem i na każdego Pan Bóg może się gniewać, jeśli się nie poprawia. Do każdego z nas odnoszą się słowa z Listu świętego Pawła do Rzymian: "Oto przez swoją zatwardziałość i nie skruszone serce skarbisz sobie gniew na dzień gniewu i objawienia się sprawiedliwego sądu Boga, który odda każdemu według jego czynów" (2, 5 n.), a także słowa z Listu do Hebrajczyków: "Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga żyjącego" (10, 31). Całe społeczności, całe narody mogą zasłużyć sobie na gniew Boży. Grzech Sodomy polegał nie tylko na demoralizacji jej poszczególnych mieszkańców — miarę niegodziwości dopełniło to, że powszechna opinia w tym mieście nawet oczywistego zła nie uważała za zło. Dziś w społeczeństwie amerykańskim wyrosło pokolenie tak przyzwyczajone do zalegalizowanej aborcji, że nie widzi w niej żadnego zła i z faktyczną zaciekłością broni "prawa" do usunięcia ciąży, uważając legalizację aborcji za miarę postępu. Uciera się też opinia, że aktywny homoseksualizm, a więc obcowanie mężczyzny z mężczyzną lub kobiety z kobietą, jest objawem naturalnym.

Pan Bóg nie może obojętnie patrzeć na zło. Miłosierny jest wobec grzeszników, którzy zaraz się podnoszą i żałują. Większe od gniewu jest Jego miłosierdzie. Nie może jednak patrzeć na to, gdy ludzie nie uważają zła oczywistego za zło, gdy mówią, że grzechu nie ma, że to najwyżej pomyłka, potknięcie się, błąd. Pana Boga gniewa wszelkie bałwochwalstwo, czynienie sobie bożka z pieniędzy, władzy, zdrowia, wiedzy, seksu . . . Jest to bowiem stawianie niższych wartości ponad Niego, który jest najwyższym Dobrem i Prawdą. Podobnie jak kiedyś nie mógł obojętnie znosić zabijania w ofierze Molochowi dzieci lub wyrywania żywcem serca ofiarom składanym przez Azteków bogu Słońcu, którzy dopuszczali się tego w obawie, że przestanie świecić, tak tym bardziej nie pozwoli na zabijanie milionów dzieci w łonach matek po to, by społeczeństwo mogło utrzymać wysoki poziom materialnego życia i cieszyć się wygodami dwudziestego wieku.
Nadchodzi czas, że miara zła się dopełnia. Niesprawiedliwości, bandytyzm, akty terrorystyczne, rozpusta, chciwość, pijaństwo, narkomania stawiają społeczeństwa na krawędzi katastrofy. Społeczeństwa rozkładają się moralnie, psują się. Ktoś powiedział o naszych czasach, że bezprawie i chaos są tak wielkie, iż nasz świat
jest podobny do domu wariatów. Ludzie świadomi, że zło istnieje, maja wówczas przeczucie nadchodzącej kary Bożej, która położy kres dalszemu rozkładowi moralnemu. Pobożni Izraelici w podobnych przypadkach zanosili prośby do Boga, by ujawnił wreszcie swój gniew przeciwko niegodziwościom, w wyniku których cierpią niewinni: "Wlej na nich swoje oburzenie — mówi Psalmista — niech ogarnie ich żar Twego gniewu" (Ps 69, 25). "Ogień gniewu niech strawi lego, kto czyni zło, a ci, co krzywdzą Twój lud, niech znajda zagładę. Zetrzyj głowy panujących wrogów, którzy mówią: 'Prócz nas nie ma nikogo' " (Syr 36, 8-9). Biada człowiekowi, który by się odważył zanosić takie prośby przeciwko podobnym sobie grzesznikom. Ale wolno modlić się w ten sposób przeciwko zbrodniczym systemom i instytucjom. W czasie drugiej wojny światowej naród polski wołał do Boga, kiedy chciano go wepchnąć w przepaść: "O Boże, skrusz ten miecz, co siecze nasze kraj!".
W Piśmie Świętym pełno jest jednocześnie zapewnień, że gniew Boży, który nie jest przecież niczym innym, jak tylko dramatycznym krzykiem miłości, nie trwa bez końca. Bóg chciałby powściągnąć swój gniew i z niecierpliwością czeka na nawrócenie swoich dzieci. Przez usta proroka Izajasza mówi pod adresem narodu żydowskiego: "W moim gniewie cios zadałem (. . .). Aleja go uleczę i pocieszę" (Iz 57; 17-18).
Jezus Chrystus, zapowiadając zburzenie Jerozolimy i duchowa pustkę w narodzie, która szatan wykorzystuje, oświadczył, że jedynym ocaleniem dla niego będzie powrót do Boga, uznanie w Jezusie Chrystusie Mesjasza, Zbawiciela, który jest Drogą, Prawdą i Życiem. Chrystus wróci do ich domu, gdy powiedzą: "Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie" (Mt 23, 39).
Podobne są koleje losu każdego grzesznego człowieka i każdego narodu. Kary Boże ustaną z chwilą nawrócenia, z chwilą zejścia z manowców grzechu, z chwilą uznania w Bogu swego Pana i Ojca.