"Nie ma w nikim innym zbawienia"

Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu
GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA
6 stycznia 1991

„NIE MA W NIKIM INNYM ZBAWIENIA”

Witam Was Zacni Rodacy i Mile Rodaczki staropolskim Niech bidzie pochwalony Jezus Chrystus!

Systemy polityczno społeczne naszych czasów jak kapitalizm, socjalizm i komu¬nizm, postawiły sobie za cel uszczęśliwienie ludzkości przez wybawienie jej od głodu, nędzy, analfabetyzmu, chorób i cierpienia. Kapitalizm pragnie dokonać tego przez podniesienie oświaty, technikę i tworzenie dóbr materialnych. Socjalizm — przez wprowadzenie w życiu ducha równości i braterstwa. Komunizm jest formą radykalnego socjalizmu — niszczy sprawców głodu, nędzy, cierpień i wojen przez egzekucje lub odizolowanie bogaczy w obozach koncentracyjnych. Po takiej "czystce" społeczności zamierzał zbudować nowy porządek świata bez plag dręczących ludzkość.
To są ludzkie sposoby zbawiania i uszczęśliwiania ludzkości. Jedne są mniej, drugie bardziej radykalne, ale wszystkie niedostateczne, powierzchowne, pełne błędów i nadużyć. Człowiek nie może zbawić siebie samego, lak jak nie potrafi siebie podnieść nawet na cal w górę ciągnąc za uszy swych cholew. Ponadto — żaden system po lityczne-społeczny nie obiecuje nas zbawić od śmierci.
Skutecznie zbawia nas tylko Bóg i to nie tylko od braków i chorób cielesnych, lecz przede wszystkim duchowych. Akcja Bożego zbawienia obejmuje całego człowieka, jego dusze i ciało, życie i śmierć. Powiem o niej w dzisiejszej pogadance zatytułowanej:

"NIE MA W NIKIM INNYM ZBAWIENIA"

Boża akcja sięga do korzeni zła
Tylu! jest częścią wypowiedzi świętego Piotra apostoła do Najwyższej Rady Żydowskiej, Sanhedrynu, w Jerozolimie, po Zesłaniu Ducha Świętego na apostołów. W całości wypowiedź ta brzmi: "Nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni" (Dz 4, 12).
Święty Piotr mówił o Jezusie, którego Żydzi kazali ukrzyżować przekonani, że czynią Bogu przysługę. Jezus jest "kamieniem węgielnym" przez nich odrzuconym, fundamentem nowej budowli, nowej społeczności zwanej Ludem Bożym czyli Kościołem. Sam Bóg nadał imię swojemu Synowi zesłanemu na ziemie: Jezus. A imię to znaczy Zbawiciel. Jego akcja zbawcza sięga do samych korzeni zła — do grzechu (por. Mt l, 21).

Zbawcza akcja Jezusa Chrystusa
Jezus w zbawczej akcji obejmuje całego człowieka —jego dusze i ciało. Widać to ze sceny ewangelicznej omawiającej cud uzdrowienia sparaliżowanego człowieka. Kiedy chorego spuszczono przez otwór w dachu, gdyż drzwi i okna były oblężone przez tłum cisnący się do Zbawiciela, Jezus powiedział nieszczęśliwemu: "Odpuszczają ci się grzechy". Chrystus mógł poprzestać na zdjęciu ciężaru grzechów z sumienia człowieka, co samo w sobie było już wielkim dobrodziejstwem, ale ponieważ wielu faryzeuszów i uczonych w Piśmie świętym zgorszyło się uważając to za bluźnierstwo, gdyż jedynie Bóg może odpuszczać grzechy, wiec Jezus dla udowodnienia swej boskiej mocy powiedział do sparaliżowanego: "Wstań, weź swoje łoże i chodź" (Mk 2, 1-2).
Jezus zbawia nas przez wiarę, a zbawienie rozciąga na całego człowieka — na jego dusze i ciało, na jego życie i śmierć: "Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Każdy kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki" (J 11, 25 n.).

Zbawienie przez posłuszeństwo przykazaniom Bożym
Kto wierzy w Jezusa i kocha Go, chowa Jego przykazania (por. J 14, 15). Wierność przykazaniom może nas ustrzec od wielu nieszczęść. Bóg dał nam przykazania, żeby nas zabezpieczyć od zła moralnego i fizycznego. Jako Stworzyciel wie dobrze co służy naszemu pokojowi, naszej równowadze psychicznej, co przynosi nam szczęście (por. Łk 19, 42).
Zło jednak bardzo często zakryte jest przed naszymi oczami, bo nie myślimy dość głęboko. Nasze czyny nie są przemyślane do końca. Współczesny filozof niemiecki Martin Heidegger powiedział: "Najbardziej daje do myślenia to, że jeszcze nie myślimy". Tkwi w nas skłonność do grzechu, do nieposłuszeństwa Bogu. Jak często się łapiemy na tym, że chcieliśmy czynić dobro, lecz w istocie czynimy zło, którego nie pragniemy. Nazywamy się chełpliwie istotą myślącą, lecz nie sięgamy myślą aż tak daleko i tak głęboko, żeby przewidzieć następstwa swoich czynów. Zamiast myśleć, kombinujemy, kalkulujemy, żeby obejść Boskie przykazania i żeby wyszło dobro z naszych egoistycznych zachcianek i żądz. Pozostaje wiele spraw do przemyślenia i uregulowania według zasad Bożych w małżeństwie.

Małżeństwo w planach zbawienia
Dla większości ludzi małżeństwo jest powołaniem życiowym i drogą zbawienia. Miłość małżonków jest obrazem miłości Chrystusa do Kościoła. Małżonkowie są współpracownikami Boga w budzeniu nowego życia, w czym powinni być posłuszni prawu Bożemu.
Niemiecka psychoterapeutka Christa Meves, która niedawno przeszła z protestantyzmu na katolicyzm przytacza przykład ze swej praktyki, który winien pobudzić wielu małżonków do wypełniania w życiu najświętszej woli Bożej.
"Chciałabym tak bardzo mieć dziecko" — skarżyła się przed nią dziewczęco wyglądająca trzydziestosześcioletnia kobieta. - "Jesteśmy z mężem szczęśliwym małżeństwem, mamy piękny dom z ładnym ogrodem. Jest wiec wszystko dla rodziny. Jednak od pewnego czasu wiem już, w czym leży przyczyna, że kołyska u nas jest pusta. Gdy zakochałam się w swym mężu, udałam się po poradę do 'Pro Familia' — odpowiednika amerykańskiej organizacji Planned Parenthood i pozwoliłam założyć sobie spirale". (Dla wyjaśnienia nadmienię, że spirala nie jest środkiem zapobiegającym ciąży, lecz jest środkiem wczesnoporonnym. Po jej założeniu jajeczkowanie i zapłodnienie odbywa się normalnie. Jednak rozwijający się zarodek, który jest już dzieckiem w pierwszej fazie rozwoju, po kilkudniowej wędrówce przez jajowód, nie może zagnieździć się w macicy. Jej śluzówka jest bowiem uszkodzona przez spirale, toteż dziecko musi umrzeć i zostaje wydalone na zewnątrz).
Młoda kobieta zwierzała się dalej: "Nie mogliśmy się zaraz pobrać, gdyż oboje jeszcze się uczyliśmy. Po pewnym czasie pojawiło u mnie zapalenie jajowodów, które szybko dało się wyleczyć. Jednak od tego czasu — tak brzmi diagnoza lekarska — obydwa jajowody są tak pozarastane, że naturalne poczęcie nie jest już możliwe.
A teraz mój problem: lekarz ginekolog zaproponował mi sztuczne zapłodnienie oraz wyjaśnił mi, że przy tym dochodzi często do ciąży mnogiej. Wtedy można, po zbadaniu ultrasonografią, samemu zdecydować się, ile dzieci chce się donosić. Zaszokowana spytałam go, czy to znaczy, że nadmiar dzieci można na życzenie usunąć? Lekarz potwierdził to i dodał, że ciąża mnoga byłaby przy mojej delikatnej budowie niebezpieczna i z tego powodu zaistniałoby wskazanie lekarskie do tego. Potem dodał: Obecnie coraz częściej kobiety decydują się na urodzenie wszystkich dzieci. Oczywiście przeważnie dochodzi do wcześniejszego porodu i mocno nie-donoszone dzieci muszą przebywać długi czas w cieplarkach — inkubatorach.
— A jak dzieci znoszą przebywanie w cieplarkach?
- Dobrze, jeśli są już dojrzałe i nie za małe.
— A jeśli są niedojrzałe? — dopytywałam się.
- Wtedy są często uszkodzone — odpowiedział lekarz.
Byłam jak ogłuszona i poprosiłam o czas do namysłu. W tym czasie razem z mężem zajęliśmy się bardzo tym problemem. Przeglądaliśmy nową literaturę ginekologiczną i dowiadywaliśmy się, jakie doświadczenia wiążą się z tą sprawą. Były różne: radość tych rodziców, którzy długo nie mieli dzieci, ze zdrowego dziecka. Była też para małżeńska z bardzo mizernymi, ciągle chorującymi piecioraczkami. Była też matka, która po długim czasie bezpłodności poddana została leczeniu hormonalnemu, po którym wystąpiła ciąża trojacza, ale w piątym miesiącu ciąży okazało się, że matka jest chora na sclerosis multiplex — i usunięto dzieci, podczas gdy matka czuła już dobrze ich ruchy.
Widziałam wiec twarze, pełne cierpienia i widziałam też takie, które były pełne matczynej radości, które moją tęsknotę doprowadzały do szczytu . . .
— Potrzebuje rady pani — zakończyła swoje sprawozdanie kobieta.
- Czy Pani jest wierząca? — spytała psychoterapeutka.
Tak — odpowiedziałam. — Jesteśmy katolikami i oczywiście powiedzieliśmy
sobie to też: Gdybyśmy kierowali się wskazaniami naszego Kościoła, gdybyśmy nie
byli tacy niecierpliwi i nie zastosowali tej okropnej spirali — czytaliśmy w fachowym
szwajcarskim czasopiśmie, że to jest niedopuszczalny błąd, założyć spirale młodej dziewczynie — to nie mielibyśmy teraz tego problemu. Jesteśmy winni, na pewno. My w swojej lekkomyślności wierzyliśmy, że specjaliści wiedzą, co można stosować. Dopiero później zmądrzeliśmy. Teraz wiemy, że lepiej było słuchać Pana Boga i Kościoła, i że ... ta szybka niecierpliwa przyjemność nie była uciecha prawdziwa, że sprawa dzieci jest zbyt święta, aby można było tak bez zastanowienia postępować. Wobec tego, mając takie doświadczenie, proszę postawić teraz pytanie naszemu Bogu — poleciła psychoterapeutka. Młoda kobieta spojrzała na nią wielkimi oczyma, potem spuściła głowę i powiedziała cicho: Tak, ja wiem, co On mówi. Nie powinniśmy uznawać się za tych, co wszystko sami mogą; powinniśmy misterium życia przyjmować z Jego ręki. Jednak — dodała głosem, w którym czuło się łzy — jest tak ciężko powiedzieć "tak". To jest kara na całe życie, nie dająca się naprawić.
Na każde z trudem przychodzące, pokorne "tak" wobec Boga, Bóg odpowiada nie karą lecz błogosławieństwem — odpowiedziała psychoterapeutka — i to dosłownie. Wydaje mi się często — mówiła — że właśnie wtedy przychodzi szczególne błogosławieństwo od dobrego Boga. Proszę skontaktować się z organizacjami, które bronią prawa do życia i które stykają się z matkami będącymi w ciężkiej sytuacji i chcącymi oddać swe dziecko do adopcji, zwłaszcza, gdy się zorientują, jakie ciepłe gniazdo na nie czeka. Można też modlić się o ratunek dla któregoś z 200.000 nienarodzonych, które u nas każdego roku w klinikach i szpitalach wyrzucane są do śmieci. Takie postępowanie więcej znaczy niż rezygnacja czy upór. W takim postępowaniu zawiera się też dla nas wszystkich nadzieja na przyszłość.
Po jakimś czasie psychoterapeutka dostała cudowną wiadomość: "Nasz Immanuel waży trzy i pół kilograma, ma ciemne oczy, silny głos i został nam powierzony w trzecim dniu po porodzie. Alleluja"! (Duszpasterz Polski Zagranicą, Nr 4, 1990, str. 590).
Przytoczone zdarzenie poświadcza, że idziemy drogą zbawienia tylko wtedy, gdy jesteśmy posłuszni Zbawicielowi i Jego nakazom Ewangelii. Łamanie przykazań Bożych naraża nas na cierpienia. Konwertyta angielski Malcolm Muggeridge mówi, że cierpienie jest niekiedy jedyną nauczycielką życia.
Krzyż Chrystusa prowadzi nas przez cierpienie do chwały wiecznej. Krzyż Chrystusa nadaje sens naszemu życiu, bo przez śmierć na krzyżu Chrystus nas zbawił. Rozważajmy wiec słowa Chrystusa wyrzeczone na drogach palestyńskich: "A Ja, gdy zostanę nad ziemie wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie" (J 12, 32).
"W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie, w krzyżu miłości nauka" — mówi polska pieśń. — "Kto Ciebie Boże, raz pojąć może, ten nic nie pragnie, ni szuka".
Naturalne planowanie poczęć w małżeństwie zgodne z prawem Bożym, łączy się z wyrzeczeniem i krzyżem. Ale powołanie małżeńskie jest przecież z woli Chrystusa drogą do zbawienia wiecznego.