Uświęcenie miłości małżeńskiej

Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu
GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA
27 stycznia 1991

UŚWIĘCENIE MIŁOŚCI MAŁŻEŃSKIEJ

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Święty Mateusz apostoł podaje w swej Ewangelii zarys słynnej debaty Pana Jezusa z faryzeuszami na temat małżeństwa i rozwodu. W Starym Testamencie, aż do czasów przyjścia Zbawiciela na świat obyczajowość małżeńska u Żydów obniżyła się, a rodzina odeszła od pierwotnego wzoru ukazanego przez Stwórcę na pierwszych kartkach Pisma Świętego. Mojżesz zmuszony do ustępstwa od ideału, zezwolił na rozwody.
Faryzeusze zapytali o zdanie Jezusa: "Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?" (Mt 19, 3). W odpowiedzi Jezus stwierdził: "Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony; lecz od początku tak nie było" (tamże w. 8).
Wypowiedź Chrystusa zawierała jednocześnie wyrzut i potępienie. W Nowym Testamencie Chrystus przywrócił godność związkowi małżeńskiemu i podniósł go do rangi sakramentu czyli zbawczego uświęcenia; małżeństwo ochrzczonych staje się znakiem nowego i wiecznego Przymierza, zawartego we Krwi Chrystusa.
W niedziele 10 lutego, Kościół obchodzi dziewiąty z kolei Światowy Dzień Małżeństw, by dać wiernym sposobność pogłębienia wiedzy o sakramentalnym charakterze chrześcijańskiego małżeństwa. Przygotujmy się na ten dzień rozważając temat pogadanki pod tytułem:

UŚWIĘCENIE MIŁOŚCI MAŁŻEŃSKIEJ

"Od początku tak nie było"
"Od początku tak nie było" — powiedział Jezus o praktyce rozwodów, to znaczy, że miłość małżeńska z istoty swej jest nierozerwalna i nie dopuszcza roz¬wodów. Chrystus przypomniał ów "początek", zaranie dziejów ludzkości: "Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ludzi jako mężczyznę i kobietę? . . . Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co wiec Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela" (tamże w. 4-6). W stworzeniu pierwszego mężczyzny, Adama, zarysował się wyraźny plan Boży. Bóg przeznaczył go do wspólnego życia w miłości. Na razie Adam był sam. Poznawał zwierzęta, które mu Bóg przedstawił, lecz czuł osamotnienie. Widział, że zwierzęta były kształtne, piękne, mocne, niektóre obdarzone bystrzejszym wzrokiem, lepszym słuchem, delikatniejszym powonieniem niż on sam. Porównując swoje ciało z ich ciałem dostrzegł pewne cechy wspólne, ale różnica była wielka, zasadnicza. W żadnym ze zwierząt nie mógł szukać równego sobie partnera, towarzysza życia, godną "pomoc dla siebie". Przewyższał je wszystkie rozumem, inteligencja, wolą i wolnością. Przede wszystkim w swym sercu odczuwał miłość do Boga-Stwórcy i tęsknił za istotą równą sobie, zdolną do duchowej miłości, która by go rozumiała, kochała, przed którą mógłby się zwierzać ze swych myśli i pragnień, dzielić z nią swe doświadczenia ludzkie i radości i wspólnie kochać Boga. Pan Bóg nie zamie¬rzał pozostawić Adama w osamotnieniu bolesnym i rzekł: "Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc" (Rdz 2, 18). I stworzył niewiastę. Taki plan miał od wieczności. Kiedy przyprowadził niewiastę do mężczyzny, Adam z zachwytem uznał: "Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała" (tamże w. 23).

Równość przed Bogiem
Teraz obydwoje mogli określić pozytywnie i wyznać kim właściwie są. Obydwoje dostrzegali, że są stworzeni przez Boga na jego "obraz i podobieństwo". Mogli się wspólnie kochać i kochać Boga, panować nad zwierzętami, korzystać z ich pomocy i troszczyć się o nie rozumnie. Dostojeństwo podobieństwa do Boga odbija się w równej mierze w ludzkiej naturze kobiety i mężczyzny. Co do godności są równi wobec siebie i wobec Boga. Adam mógł powiedzieć; ona jest z mojego rodu i będzie matką wszystkich żyjących ludzi, dzieci Bożych.
Miłość była dla nich najradośniejszym objawem. Święty Paweł powie później, że miłość te rozlewa Duch Święty w sercach ludzkich (Rz 5, 5). Miłość przyciągała ich do siebie, ogarniała i jednoczyła. Może Adam mówił do danej mu towarzyszki podobnie jak dziś mówią młodzi do siebie: "Jak dobrze, że jesteś", "dobrze, że jesteś taką, jaką jesteś". Każdy oczekuje akceptacji od drugiego człowieka, bo nienawiść boleśnie rani ludzkie serce i jest niegodna rozumnego człowieka. Oboje poznali, że zostali stworzeni przez Boga i uzdolnieni do miłowania siebie, do najszlachetniejszego daru z siebie samych. Z pewnością swą miłość wyrazili sobie w słowach uroczystych, które zawierały istotne słowa ślubowania młodych wszystkich wieków i pokoleń, a które streszczają się w przysiędze: "ślubuje ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz że cię nigdy nie opuszczę". W nich jest całkowite oddanie się, bez zastrzeżeń i na wieczność całą. Ślubowanie to składali przed Bogiem, który uczynił ich mężczyzną i niewiastą. Według Jego planu, przez miłość stali się wspólnotą nierozerwalną, jednością, jednym ciałem, jednym sercem, jedną duszą. Rozpoczęła się dla nich najpiękniejsza wspólnota życia i przygoda.
Tak było "od początku" z ustanowieniem wspólnoty małżeńskiej zaplanowanej przez Boga od wieczności. Do tego początku, jak do źródła, kazał Pan Jezus wracać zawsze ludziom, gdy małżeństwo ich jest zagrożone.

Grzech wrogiem szczęścia małżeńskiego
Pierwsza para małżeńska występowała zawsze razem. Przed nią stanął szatan, aby zbuntować ją przeciwko Jego woli: "Nie umrzecie" —jak wam grozi Bóg -Przeciwnie, "otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło" (Rdz 3, 4-5). Będziecie wielcy, potężni, mądrzy. Zerwanie z Bogiem zagroziło wspólnotę pierwszego małżeństwa. Upadek pierwszych rodziców rozerwał ich harmonijną wspólnotę małżeńską. Poczęli się wzajemnie przed Bogiem oskarżać. Prawdziwe szczęście małżeńskie prysło jak bańka mydlana.
Podobnie jak dobro, tak i zło posiada charakter wspólnotowy. Nie ma dobra prywatnego, ale nie ma także prywatnego zła. Katastrofa Adama i Ewy znana pod nazwą grzechu pierworodnego wstrząsnęła fundamentami samoświadomości każdego człowieka w każdym pokoleniu. Znakomity poeta rzymski Owidiusz, który urodził się 43 lata przed Chrystusem i był poganinem, nie wiedział skąd i dlaczego odczuwa rozdźwięk w swojej osobowości. Upokorzony zwierzył się: "Widzę i uznaje to, co dobre, a idę za złem". Te skłonność do złego w człowieku oddał święty Paweł w podobnych słowach: "Nie czynie dobra, którego chce, ale czynie to zło, którego nie chce. . ." (por. Rz 7, 19).
Rozdźwięk w naszej osobowości sprawia, że zmysły i żądze biorą nieraz górę nad rozumem i pociągają wole. We wspólnotach małżeńskich, które nie łączy głęboka miłość Boga, pojawi się i rozpanoszy egoizm, nieufność, wybuchną kłótnie, wzajemne oskarżenia, złość, nienawiść, terror, wspólne maltretowanie siebie. To są nieszczęsne skutki grzechu pierworodnego. Za świętym Pawłem powiemy: "Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała (co wiedzie ku) śmierci?" Ratunkiem w każdym ludzkim zagrożeniu jest szczery powrót do Boga i Chrystusa, powrót do źródła prawdziwej miłości.

Wyniesienie małżeństwa do godności sakramentu
Z pomocą małżonkom przychodzi Chrystus. Przypomnijmy sobie jeszcze raz owe głębokie słowa przytoczone w debacie z faryzeuszami o małżeństwie: "Stworzył Bóg człowieka na Swe podobieństwo, na wyobrażenie Boga go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę" (Rdz l, 27). Bóg, który jest Miłością, podniósł miłość małżeńską na wyżyny dotąd niespotykane. Syn Boży, Jezus Chrystus, uświęcił małżeństwo przez uczestniczenie w uroczystościach weselnych w Kanie Galilejskiej, gdzie uczynił — u progu swej publicznej działalności — pierwszy cud. A przez fakt Swojego Wcielenia i przyjścia na świat w rodzinie i życie w niej, uświęcił rodzinę.
Chrystus okazał ludziom największą swą miłość, gdy ich odkupił i przez Krew Swoją za nas przelaną wyniósł małżeństwo do godności sakramentu. Dzięki łasce Chrystusa małżeństwo chrześcijańskie jest związkiem świętym i uświęcającym. Nie znamy słów ustanowienia tego sakramentu przez Chrystusa. Fragment Listu świętego Pawła do Efezjan (5, 21-33), mówiący o wielkiej świętości małżeństwa chrześcijańskiego, stanowi najprawdopodobniej echo formalnego ustanowienia tego sakramentu. W rzeczywistości dowodu na sakramentalność małżeństwa dostarcza nie tyle Pismo święte ile Tradycja.
Życie i obowiązki małżeńsko-rodzinne chrześcijan wymagają niejednokrotnie szczególnej pomocy i łaski do należytego ich wypełnienia. Łaskę te daje chrześcijańskim małżonkom — w przeciwieństwie do naturalnego małżeństwa pogan — właśnie sakrament małżeństwa. Łaska Chrystusa uzdalnia małżonków do dochowania wierności, do znoszenia wszelkich ciężarów życia małżeńskiego i rodzinnego, do chrześcijańskiego wychowania dzieci. Chrześcijańska rodzina staje się szkołą świętości, w której rodzice i dzieci i domownicy realizują swe powołanie życiowe i osiągają zbawienie. Bez Chrystusa nikt nie może wypełnić swego wzniosłego powołania życiowego i osiągnąć zbawienia.
Pogadankę dzisiejszą zakończę słowami Ojców Soboru Watykańskiego Drugiego: "Chrystus Pan szczodrze ubłogosławił tę wielokształtną miłość, która powstała z Bożego źródła miłości i została ustanowiona na obraz Jego jedności z Kościołem. Jak bowiem niegdyś Bóg wyszedł naprzeciw swemu ludowi z przymierzem miłości i wierności, tak teraz Zbawca ludzi i Oblubieniec Kościoła wychodzi naprzeciw chrześcijańskim małżonkom przez sakrament małżeństwa. I pozostaje z nimi nadal po to, aby tak jak On umiłował Kościół i wydał zań siebie samego, również małżonkowie, przez obopólne oddanie się sobie, miłowali się wzajemnie w trwałej wierności. Prawdziwa miłość małżeńska włącza się w miłość Bożą . . . Dlatego osobny sakrament umacnia i jakby konsekruje małżonków chrześcijańskich do speł¬nienia ich obowiązków i utrzymania godności ich stanu" (G S, 48).
Rodzice są uszczęśliwieni, gdy ich dorosłe dzieci są uległe woli Chrystusa i wiążą się na wspólne życie sakramentem małżeństwa. Na nową drogę życia wkraczają ufnie z Chrystusem.