O. Władysław Mężyk: Zaangażowanie o. Justyna Figasa w niesienie pomocy Polsce i Polakom w czasie II wojny światowej

ZAANGAŻOWANIE O. JUSTYNA FIGASA
W NIESIENIE POMOCY POLSCE I POLAKOM
W CZASIE II WOJNY ŚWIATOWEJ

Referat O. Władka Mężyka, OFM Conv.* - Dyrektora Godziny Różańcowej O. Justyna
zaprezentowany 29 maja 2004 r. na VIII Zjeździe Nauczycieli Polonijnych
w czasie bankietu w hotelu Holiday Inn Select, Niagara Falls, NY
Poniższy referat został opublikowany w kwartalniku "Głos Nauczyciela" Rok XIX/NR 2** (Wiosna 2004)

1. Wyjazd do Rumunii w 1939 r.
2. Wyjazd do Wielkiej Brytanii.


Ojciec Justyn Figas, wieloletni przełożony franciszkańskiej prowincji zakonnej św. Antoniego, twórca i dyrektor katolickiego programu radiowego dla Polonii był najpopularniejszym polskim kapłanem w Stanach Zjednoczonych w pierwszej połowie XX wieku. Urodził się w 1886 r. w McClure, PA w rodzinie polskich imigrantów, którzy przyjechali do Ameryki w poszukiwaniu wolności i chleba. Pracując razem ze swym ojcem w kopalni węgla poznał ciężką pracę robotników i niesprawiedliwość społeczną. Widział potrzebę poprawienia bytu polskich rodzin poprzez edukację i kierownictwo duchowe. Zachęcony przez ojca do poświęcenia życia Bogu po swym cudownym uzdrowieniu z paraliżu dziecięcego, postanowił wstąpić do Franciszkanów (Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych). Swoje siły i czas oddał pracy na rzecz polskich imigratów i ich dzieci. Środkiem, za pomocą którego mógł nieść pomoc Polonii stało się radio. Po jednym gościnnym wystąpieniu na stacji WEBR w Buffalo, zasypany tysiącami listów od radiosłuchaczy, pozostał na falach radiowych do końca swego życia. 6 grudnia 1931 r. rozpoczął nadawanie programu, który nazwał Godziną Różańcową. Symboliczna nazwa programu oznaczała skupiska polonijne, które jak paciorki połączone siecią radiową tworzyły różaniec wokół Wielkich Jezior. Godzina Różańcowa była pierwszą religijną siecią radiową w języku polskim na świecie, a imię O. Justyna szybko zostało złączone z nazwą tego popularnego programu. Audycja ta jako Godzina Różańcowa Ojca Justyna nadawana jest do dziś przez sieć 40 radiostacji w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Można jej też słuchać na całym świecie przez internet.

Marzenia O. Justyna, aby nieść pomoc swoim rodakom rozciągnęły się w szczególny sposób na cały naród polski z chwilą wybuchu II wojny światowej. Choć dla wielu Amerykanów wojna zaczęła się 7 grudnia 1941 r. to dla O. Justyna wybuchła ona wraz z atakiem Niemiec hitlerowskich na Polskę 1 września 1939 r. oraz inwazją Rosji Sowieckiej 17 września. Zaraz po wybuchu wojny, O. Justyn odbył podróż do Europy, żeby zbadać sytuację pokrzywdzonej ludności polskiej i ustalić plan działania. Podczas jego nieobecności na falach radiowych zastępował go przed mikrofonem przełożony franciszkańskiej Prowincji Św. Antoniego O. Wawrzyniec Cyman oraz O. Alojzy Sobuś. Po powrocie, w programach radiowych Godziny Różańcowej opisywał okrucieństwa dokonywane na Polakach przez Niemców, nieludzkie warunki, w jakich przebywali uchodźcy polscy, apelował o ratowanie Polski i Narodu polskiego. Pod wpływem radiowych wystąpień O. Justyna słuchacze przysyłali pieniądze, które O. Justyn mógł przekazać na zaspokojenie potrzeb polskich uchodźców, poczynając od najbardziej podstawowych, takich jak jedzenie i odzież po tworzenie świetlic, w których mogliby się spotykać, obchodzić święta czy upamiętniać ważne rocznice narodowe. Akcję pomocy potrzebującej Polsce za pośrednictwem Godziny Różańcowej O. Justyn prowadził przez cały czas wojny i okupacji. Niósł pomoc materialną nie tylko ludność cywilną, ale również żołnierzom polskim - czy to w Armii Polskiej na Zachodzie, czy to w obozach jenieckich. W programach radiowych apelował do Polonii amerykańskiej o wysyłanie listów i paczek dla żołnierzy.

Na szczególną uwagę zasługują dwie podróże O. Justyna związane z niesieniem pomocy Polsce: pierwsza w listopadzie 1939 r. do Rumunii, celem zbadania sytuacji dotyczącej narodu polskiego oraz ustalenia instytucji lub miejsc, przez które mogłyby przepływać fundusze przeznaczone na pomoc polskim uchodźcom przebywającym w obozach bądź Polakom pozostałym w kraju; druga na Wyspy Brytyjskie w 1942 r. na zaproszenie premiera i naczelnego wodza, generała Władysława Sikorskiego, celem której było odwiedzenie Polskich Sił Zbrojnych. Bogate doświadczenia z obydwu podróży stały się po powrocie do Stanów Zjednoczonych tematami pogadanek O. Justyna w Godzinie Różańcowej, a później materiałem zebranym w książkach pt.: "Pustki w piekle" oraz "Z Kanady do Wielkiej Brytanii bombowcem".

Wyjazd do Rumunii w 1939 r.

Podróż do Rumunii w 1939 r. nie była pierwotnie w planach O. Justyna. Zaraz po wybuchu wojny chciał on dotrzeć bezpośrednio do Polski, aby zbadać sytuację w kraju i ustalić jaka pomoc jest potrzebna walczącej ojczyźnie. Udał się więc do Ambasady Związku Sowieckiego w Waszyngtonie, aby uzyskać pozwolenie wjazdu na wschodnie tereny Polski. W rozmowie z urzędnikiem otrzymał odpowiedź: "Księdza katolickiego tam nie chcemy i ksiądz katolicki nie ma tam co robić". O. Justyn udał się więc do ambasady Niemiec. Przypuszczał, że tutaj może być pomocne świadectwo urodzenia jego ojca, który z racji zamieszkania na terenach zaboru pruskiego, traktowany był w chwili wyjazdu z Polski jako obywatel niemiecki. Z chwilą jednak, gdy O. Justyn oświadczył, że on sam jest Amerykaninem polskiego pochodzenia, a nie niemieckiego, zalecono "chwilowo" czekać i nie udzielono pozwolenia na wjazd do Polski. W tej sytuacji pozostała jedynie Rumunia we wspólnej wyprawie z komisją amerykańską. Choć i stąd planował on przedostanie się do Polski przez tzw. zieloną granicę. Plan ten był jednak nie do zrealizowania. Mimo to trzeba podziwiać przedsiębiorczość O. Justyna, jego odwagę i absolutne poświęcenie się sprawom Polski.

Do Rumunii O. Justyn został wysłany przez duchowieństwo polskie z diecezji Scranton. Duchowieństwo polskie finansowało jego przejazd. Cała podróż do Europy trwała 6 tygodni, objęła również Włochy, Jugosławię oraz Bułgarię. W samej Rumunii O. Justyn przebywał przez cztery tygodnie. Zrobił dokładny spis 36 obozów, które otrzymywały zapomogi od nowojorskiego Komitetu dla Niesienia Pomocy (Commission for Polish Relief), zaznaczając przy każdym ilość i rodzaj internowanych (cywile, wojskowi) oraz notując nazwiska księży sprawujących duchową opiekę nad nimi. Z relacji O. Justyna wynika, że wszystkich obozów było 47, a liczba uchodźców sięgała ok. 120 tysięcy, mimo, że oficjalne oceny rządu rumuńskiego podawała tylko liczbę 40 tysięcy. Wiele obozów znajdowało się także poza Karpatami w północnej Rumunii, jednak nie udało się ich odwiedzić. Małe obozy (liczące poniżej 100 uchodźców) nie otrzymywały żadnej pomocy, tułacze żyli tam bez najmniejszej opieki, w całkowitym zapomnieniu. O. Justyn zanotował, że na terenie rumuńskim pracowały dwie organizacje zajmujące się uchodźcami: Amerykański Komitet Pomocy Polakom oraz Centralny Komitet Polski, zorganizowany przy Ambasadzie Polskiej w Bukareszcie.

O. Justyn odwiedził osobiście 8 obozów uchodźców polskich w Bukareszcie i okolicach oraz 14 w innych miastach, w tym 3 wielkie obozy rozbrojonych jeńców i pilotów polskich. Podróżował głównie samochodem udostępnionym przez Ambasadę Polską wraz z Amerykaninem, panem Super’em, który stał na czele Amerykańskiego Komitetu oraz kilkoma innymi osobami. Celem odwiedzania obozów było zobaczenie rzeczywistego położenia uchodźców oraz poznanie ich potrzeb.

O. Justyn pragnął również usłyszeć z ich ust, co przeżywali w czasie najazdu na Polskę i w czasie ucieczki z kraju. Jeśli byłaby taka możliwość, chciał też spotkać się z byłym prezydentem, Ignacym Mościckim, z marszałkiem Rydzem-Śmigłym oraz ministrem spraw zagranicznych, Józefem Beckiem. Tego ostatniego zamiaru nie udało mu się jednak zrealizować.

"W tych rozmaitych osiedlach, siedliskach i obozach widziałem około 40 tysięcy żołnierzy i cywilów. Wśród cywilnych staruszkowie, kobiety i dzieci małe, które straciły rodziców albo zagubiły się w ucieczce. Rozmawiałem z ponad trzema tysiącami tułaczów. Żadne pióro ludzkie nie może dokładnie opisać, żadne usta ludzkie [...] nie są zdolne opowiedzieć tych scen, na które patrzyłem, tych zdarzeń mi określanych przez usta strwożonych i wystraszonych uchodźców i tułaczów rozprutej, zgniecionej, zgwałconej Polski!" - tak O. Justyn wspominał swą podróż w programie Godziny Różańcowej, nadanym 31 grudnia 1939 r. Był on naocznym świadkiem głodu, nędzy, chorób, takich jak: tyfus, malaria, febra, czerwonka, które to doprowadziły do zgonu ogromną liczbę uchodźców w obozach.

Podczas tej podróży Ojciec Justyn spotkał się z wieloma wpływowymi osobistościami, które również miały na względzie dobro Polski oraz pragnęły nieść pomoc dotkniętym wojną Polakom. Zdawał im relację o warunkach w jakich przebywali uchodźcy polscy i prosił o konkretną pomoc dla nich. W Bukareszcie rozmawiał z ówczesnym Nuncjuszem Apostolskim przy rządzie polskim, Arcybiskupem Filippo Certesi, który osobiście przekazywał pomoc do obozów polskich w Rumunii. Środki finansowe pochodziły od Papieża Piusa XII, z którym O. Justyn trzykrotnie rozmawiał podczas dwutygodniowego pobytu w Rzymie. Oto wspomnienie jednej z wizyt u Ojca Świętego z książki pt. "Pustki w piekle": "Teraz znów doznaję strachu. Mam przecież orędować sprawę tułaczów przed najwyższą instancją ludzką na świecie. Przed głową widzialną Chrystusa, Następcą Księcia Apostołów i Pasterza całego Kościoła! No, potrzeba mi naprawdę pomocy Ducha Świętego! [...] Idę na salę przyjęć papieskich. [...] Ojciec Święty przystaje przy mnie. Tłumaczę Jego Świątobliwości kto jestem, skąd i po co przyjechałem. Ojciec Święty mówi, że już rozmawiał z kardynałem sekretarzem o tym, co powiedziałem ustnie. Oddaję mój raport w ręce Papieża. Tłumaczę mu dodatkowo moje spostrzeżenia i proszę usilnie o pomoc. Ojciec Święty obiecuje, ze uczyni wszystko, co tylko da się zrobić dla uchodźców w Rumunii." Kilka razy O. Justyn rozmawiał z Sekretarzem Stanu, Kardynałem Luigi Maglione oraz jego zastępcą, Arcybiskupem Domenico Tardini, a także z Podsekretarzem Stanu, Arcybiskupem Giovanni Battistą Montinim (późniejszym Papieżem Pawłem VI). Podczas pobytu w Rzymie spotkał się również z Prymasem Polski, Ks. Kardynałem Augustem Hlondem i złożył mu relację o sytuacji polskich uchodźców w obozach w Rumuni: "Zajeżdżam do Salezjanów, na Via Marsala pod numer 46. Tu zamieszkuje Prymas Polski. Przyjmuje mnie w sposób ojcowski. Raz jeszcze opowiadam Eminencji moje spostrzeżenia w obozach i osiedlach uchodźców w Rumunii. Prymas chce wiedzieć o wszystkim w najmniejszych szczegółach! Łzy pokazują się w jego oczach! W końcu prosi o pisemne sprawozdanie." Ojciec Justyn rozmawiał również z Ambasadorem Rzeczpospolitej Polskiej przy rządzie włoskim, Gen. Wieniawą-Długoszewskim oraz Ambasadorem RP przy Watykanie, Dr. Kazimierzem Papée. Spotkał się też z Generałem Zakonu Jezuitów, O. Włodzimierzem Ledóchowskim i z Dyrektorem "L'Osservatore Romano", Giuseppe della Torre.

Z podróży tej, oprócz ważnych notatek, O. Justyn przywiózł listy od polskich uchodźców z Rumunii pisane do krewnych w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Krewnych, których adresy nie były znane, O. Justyn informował drogą radiową, by zgłaszali się do Godziny Różańcowej po odbiór listów i tak nawiązywał się kontakt pomiędzy rodzinami.

Po powrocie do Ameryki O. Justyn był zmienionym człowiekiem. Wyjazd do ogarniętej wojną Europy nie tylko go fizycznie i psychicznie wyczerpał, przygnębił tym, co zobaczył, ale i duchowo ubogacił. W wigilię Bożego Narodzenia trudno było mu się cieszyć świętami, gdyż przed oczy stale powracały mu obrazy nędzy, głodu, wojny i śmierci, jakie na co dzień doświadczali polscy uchodźcy. "Zdaje mi się, żem [...] był w niewoli, w piekle, a dziś w raju." - pisał po powrocie z Rumunii. Postanowił poświęci się jednoczeniu amerykańskich obywateli polskiego wokół pomocy uciemiężonej Polsce i Polakom. O barbarzyństwach wojennych hitlerowskich Niemiec i sowieckiej Rosji obrazowo opowiadał w Godzinie Różańcowej, co niemal doprowadziło do usunięcia tego programu z kilku radiostacji pod wpływem sił niechętnych zaangażowaniu się Stanów Zjednoczonych w wojnę w Europie.

Wyjazd do Wielkiej Brytanii

Gdy polscy lotnicy z obozów jenieckich w Rumunii przerzuceni zostali do Wielkiej Brytanii, powstała tam myśl zaproszenia Ojca Justyna do odwiedzenia polskich oddziałów wojskowych. Na zaproszenie naczelnego wodza, generała Władysława Sikorskiego i Rady Narodowej w Londynie, za zgodą rządu brytyjskiego oraz osobistą aprobatą prezydenta Franklina D. Roosevelta O. Justyn wyruszył na tę drugą wyprawę jesienią 1942 r. Jej celem było odwiedzenie żołnierzy polskich: Marynarki Polskiej, Lotnictwa Polskiego i Armii Polskiej, a także poznanie działalności Rządu Polskiego. Podczas trzytygodniowej podróży Polskie Siły Zbrojne wzbudziły ogromny podziw w O. Justynie.

W Wielkiej Brytanii O. Justyn poznał osobiście gen. Sikorskiego, a także spotkał się z prof. Stanisławem Grabskim - przewodniczącym Rady Narodowej oraz z prezydentem Władysławem Raczkiewiczem. Został również przyjęty przez katolickiego Prymasa Anglii Kardynała Arthura Hinsley’a, serdecznego orędownika spraw polskich w czasie II wojny światowej. Doświadczenia z podróży po Wyspach Brytyjskich oraz ciekawy przelot w obydwie strony samolotem bombowym O. Justyn opisał w książce "Z Kanady do Wielkiej Brytanii bombowcem".

Przed wyjazdem O. Justyn wydał następujące oświadczenie w Katolickiej Agencji Prasowej: "Jestem szczerze wdzięczny Generałowi Sikorskiemu za zaproszenie mnie do tymczasowej siedziby Rządu Polskiego. Zdaję sobie sprawę, że zaszczyt złożenia hołdu bohaterskiej Armii Polskiej, spada nie tylko na mnie, ale na całą Polonię amerykańską. [...] Jestem szczęśliwy, że będę mógł zapewnić Generała Sikorskiego, że Polonia amerykańska uczyni wszystko, co możliwe, aby w tej walce Ojczyźnie swych przodków nieść pomoc w każdej formie i popierać poczynania Rządu Polskiego, że niezłomnie wierzy w ostateczne zwycięstwo naszej wspólnej sprawy i w triumf sprawiedliwości."

Jednym z pierwszych spostrzeżeń O. Justyna podczas spotkania z polskimi żołnierzami była wielka uwaga przykładana do potrzeb religijnych. Stwierdził, że "nie ma drugiej armii na całym świecie, w którejby regulamin wojskowy kładł tyle nacisku w sprawach religijnych." Każdy dzień rozpoczynał się i kończył modlitwą. Dla zilustrowania przytoczę rozkaz wydany przez Gen. Brygady, Dr. Kukiela, wówczas Ministra Spraw Wojskowych: "Codziennie z rana o godzinie wyznaczonej przez dowódcę oddziału wszyscy żołnierze wyznań chrześcijańskich zbierają się na placu koszarowym w celu odmówienia modlitwy porannej. Oficer lub podoficer ustawia żołnierzy w zwartym szeregu, po czym po komendzie: 'Do modlitwy!', rozpoczyna modlitwę, którą żołnierze odmawiają chóralnie w porządku następującym: Znak Krzyża, Ojcze nasz, Zdrowaś, pieśń śpiewana chóralnie: Kiedy ranne wstają zorze (3 zwrotki). W Imię Ojca, Syna i Ducha Świętego, Amen. Komenda: 'Po modlitwie!'" Podobna modlitwa następuje wieczorem, dodatkowo odmawia się Wieczny odpoczynek za żołnierzy poległych w walce oraz chóralnie śpiewa się pieśń: Wszystkie nasze dzienne sprawy (3 zwrotki). Oprócz tego, każdy żołnierz posiadał "Mały Modlitewnik", który O. Justyn otrzymał na pamiątkę od jednego z kapelanów.

Przy okazji wizyty u lotników polskich, O. Justyn miał okazję zobaczenia wielu lotnisk z ogromnymi hangarami, wspaniale zakamuflażowanych. Obserwował lekcję dla lotników, widział jak przygotowują się do lotu, czekają na rozkaz, po którym w 3 minutach mają być już w powietrzu i jak powracają z eskapad powietrznych, przeżywając śmierć swoich kolegów. Zwiedził też podziemny szpital, przekonując się o braku potrzebnych instrumentów chirurgicznych i wielu innych potrzebach. Odwiedzając kapliczkę dla pilotów, w której przechowywany był Przenajświętszy Sakrament, przekonał się, że lotnicy bardzo chętnie przychodzili na nabożeństwa. Obiecał, że postara się przysłać żołnierzom medaliki i różańce, o które prosili sami żołnierze. O. Justyn zapewniał lotników, że Amerykanie pilnie śledzili poczynania polskiej armii, marynarki i lotnictwa. Gdy chwalił pilotów i zapewniał o modlitwie, widział łzy w ich oczach. Sam też wzruszał się i nie mógł dalej mówić.

Podobnie O. Justyn przeżywał zwiedzając szkołę marynarzy polskich, dla których odprawił Mszę świętą. Tak wspominał to wydarzenie: "Zaczynam Mszę świętą. Marynarze rozpoczynają śpiewać polskie pieśni kościelne. Głos mi zamarł w piersiach. Jakieś dziwne uczucie zdusiło serce, i ani rusz. Zapomniałem słów Introitu. I tak stałem kilka minut. Wreszcie oprzytomniałem. - Z ręką na sercu powiadam wam, że żaden naród na świecie nie umie tak wylewać swą duszę przed Bogiem, jak to robi Polak! [...] Kiedy bowiem spojrzałem na te setki i setki twarzy zwróconych ku mnie - zakręciło mi się w głowie, pociemniało w oczach i musiałem oprzeć się o ołtarz, aby nie paść. Mówiłem powoli, a słowa skrapiałem łzami. Mogę powiedzieć, że wielu chłopaków płakało ze mną! A co za wrażenie zrobiło na mnie, kiedy z tej gromady przeszło 200 przystąpiło do Komunii świętej. Szkoda, że moja wiara nie dorównywa wierze tych chłopaków, młodych marynarzy!"

O. Justynowi nie brakowało słów podziwu dla polskiej armii w Wielkiej Brytanii. Względy bezpieczeństwa nie pozwalały mówić mu o liczebności wojsk, ale stale podkreślał on bohaterstwo i waleczność żołnierzy oraz ich ogromne pragnienie zaniesienia wolności Ojczyźnie. Opisując nową odbudowaną armię na ziemi brytyjskiej tak mówił: "Oglądałem nie tylko słynne polskie dywizje pościgowe i bombowe, ale też i ich spadochroniarzy, czołgistów, a nawet marynarzy z polskich kontrtorpedowców i łodzi podwodnych. Spotkałem oficerów dowodzących tą armią: nie są oni gorsi od elity każdej armii na świecie."
Sami Brytyjczycy nie mieli dość słów pochwalnych dla Polaków. Waleczność i determinacja polskiego żołnierza były przedmiotem ogólnego podziwu i wdzięczności.

Zdając sprawozdanie ze swej podróży dla "Polski Walczącej", O. Justyn powiedział m. in.: "Jestem zaskoczony i oczarowany tym, co widziałem. Nigdy nie przypuszczałem, że po latach tułaczki i po ciężkich przejściach wojennych nastrój naszych obozów wojskowych może być tak doskonały, tak młodzieńczo świeży i tak zdrowy. Rozmawiałem z lotnikami, którzy wracali dopiero co z niebezpiecznych wypraw - byłem na pokładzie trzech okrętów wojennych, które zapisały właśnie świeże karty swego bohaterskiego żywota i wszędzie spotkałem niezłomną wiarę w zwycięstwo i wolę walki o wolność Polski i lepszy świat. W wojsku lądowym [...] panuje nastrój oczekiwania. [...] ale z wszystkich rozmów, jakie tam przeprowadziłem wynika niezbicie, że gdy nadejdzie decydująca chwila, wojsko lądowe zda swój egzamin równie dobrze, jak polskie lotnictwo i marynarka. Wrócę do Ameryki z dobrymi nowinami dla tamtejszej Polonii. Powiem im szczerze, że może być dumną ze swych walczących rodaków."

Rekonesans Polskich Sił Zbrojnych w Wielkiej Brytanii dał O. Justynowi możliwość zapoznania się z położeniem żołnierzy polskich i ukazał nowe możliwości służenia walczącemu narodowi. Po powrocie do Ameryki O. Justyn nie ustawał w apelach radiowych o pomoc dla kraju.

Podróże Ojca Justyna do Rumunii i Rzymu w 1939 r. i na Wyspy Brytyjskie w roku 1942, podczas działań wojennych, jego spotkania na najwyższych szczeblach, a potem czynny udział w organizowaniu i niesieniu pomocy wojsku polskiemu w Rumunii i Wielkiej Brytanii, dają powód, by uważać go za współtwórcę historii Polski i Polonii. Jest on także przez swoją twórczość i pracę kapłana-społecznika niewątpliwie współtwórcą historii Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza historii Kościoła katolickiego w tym kraju. Warto więc, aby jego postać i wkład w pomoc sprawie polskiej podczas II wojny światowej nie zostały zapomniane.