KS. JERZY POPIEŁUSZKO — NIEZŁOMNY WIKARY KOŚCIOŁA ŚW. STANISŁAWA KOSTKI W WARSZAWIE

Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.

w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA

14-ty październik, 1990

KS. JERZY POPIEŁUSZKO — NIEZŁOMNY WIKARY KOŚCIOŁA ŚW. STANISŁAWA KOSTKI W WARSZAWIE

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Od męczeńskiej śmierci księdza Jerzego Popiełuszki w nocy z 19 na 20 października 1984 roku wydano drukiem w Polsce i zagranicą wiele książek poświęconych jego życiu, działalności religijno-patriotycznej i męczeństwu. Przetłumaczono między innymi na język angielski, duński, francuski, hiszpański, niemiecki, norweski, węgierski i włoski patriotyczne kazania księdza Jerzego oraz opis jego życia, pracy duszpasterskiej i procesu toruńskiego wytoczonego przeciwko jego mordercom.
Obecnie w wolnej od zmory komunistycznej Polsce wymiar sprawiedliwości przygotowuje wznowienie procesu, aby się dowiedzieć, kto rzeczywiście był odpowiedzialny za to morderstwo.

Pragnąc przybliżyć Warn reakcje, jakie wywołała wiadomość o śmierci księdza Jerzego, o wydobyciu jego zmasakrowanego ciała z Wisły, prezentuję audycję z Dnia Zadusznego 1984 roku. Zabierają w niej głos: animator, korespondent rozgłośni Radio Wolna Europa i Ojciec Święty Jan Paweł II.

KSIĄDZ JERZY POPIEŁUSZKO — NIEZŁOMNY WIKARY KOŚCIOŁA ŚW. STANISŁAWA KOSTKI W WARSZAWIE

(Audycja refleksyjna poświęcona jego pamięci)

W czasie tegorocznego Święta Zmarłych polska ziemia wzbogaciła się o jeszcze jedną mogiłę — mogiłę księdza Jerzego Popiełuszki. Odszedł od nas młody, pełen żaru, pasji i poświęcenia kaznodzieja, którego życiu położyła kres zbrodnicza ręka. "Więcej niż zabić mnie nie mogą" — zwykł odpowiadać na pogróżki nieprzejednanych wrogów wolności ksiądz Popiełuszko. Swe pogróżki zrealizowali. Rzadko w naszej historii rodzima ręka porywała się na kapłana. Czynili to obcy, dokonując egzekucji na księdzu Brzósce czy zabijając kapelana młodzieży harcerskiej — księdza Skorupkę. W czasie ostatniej wojny i okupacji duchownych zabijali oprawcy z trupimi czaszkami na czapkach. Zabójstwo księdza Popiełuszki dokonane było polską ręką. Sprawcami morderstwa byli oficerowie Służby Bezpieczeństwa. Ksiądz Popiełuszko wszedł do panteonu tych, którzy stali się przez swą męczeńską śmierć twierdzą siły. Ta mogiła jest zagrożeniem dla wszystkich, którzy depczą wolność.

Pożegnanie księdza Jerzego. (Tadeusz Nowakowski):

Drodzy Rodacy! Zebraliśmy się, by pożegnać księdza Jerzego, żołnierza sprawy polskiej. Jakimi słowami żegnać maryjnego husarza żoliborskiej reduty, idąc w wyobraźni za jego trumną, przyłączając się do konduktu trzydziestu kilku milionów Polaków? Czarne chorągwie spływają dziś z kościelnych wież jak Polska długa i szeroka, i z wielkich historycznych katedr, i ze skromnych wiejskich kościółków. Pamiętam z lat wczesnego dzieciństwa, że kiedy na Wiśle ukazała się na pokładzie statku trumna Słowackiego, wracającego do ojczyzny, po obu brzegach rzeki lud padł na kolana z odsłoniętymi głowami i na głos zaszlochał. Ten płacz wyrażał uczucia narodu, któremu poezja przez kilka pokoleń zastępowała brak własnego państwa.
Głucho dudni dzisiaj królewski Zygmunt, serce ma kirem owinięte. Pienia żałobne rozlegają się w Poznaniu i w Gnieźnie, w kolebce polskiego chrześcijaństwa, na jasnogórskim szańcu, gdzie Maryja na cudami słynącym obrazie smutnym okiem spogląda na kraj udręczony, i w Nowej Hucie, gdzie robotnicy w gniewie ściśnięte pięści przemieniają w złożone do modlitwy dłonie. Ale wzrok kierujemy w tej chwili na ten kościół, który ten młody entuzjasta zmienił w fortecę nie do zdobycia, w okopy wiary, nadziei i miłości, z których dowodzić będzie nadal i tak długo, póki Polska nie odzyska wolności.

Spoglądamy na tonący w kwiatach wizerunek kapłana, którego lud Boży, nie czekając na decyzję odpowiedniej Kongregacji, samorzutnie wyniósł na ołtarze. Historia Kościoła niewiele zna podobnych odruchów serca, tęsknoty do zadośćuczynienia, do zapłaty za krzywdę niezasłużoną i niepojętą. Ksiądz Jerzy jakby przeczuwał swój los. Jego młoda i pełna zapału twarz na zdjęciach fotograficznych, które ogłaszają gazety na Zachodzie, widnieje na tle portretu św'. Maksymiliana, męczennika Oświęcimia. Jeden i drugi padli ofiarą nienawiści. 7 czerwca 1979 roku w Brzezince nachylony nad ludzkim prochem Jan Paweł II, oddając hołd pozagrobowemu zwycięstwu franciszkanina w obozowym pasiaku, wołał: "Godność człowieka, zagrożenie człowieka — te niezbywalne prawa zostały podeptane i unicestwione przez człowieka. Wystarczy go ubrać w mundur, uzbroić w aparat przemocy, środki zniszczenia, wystarczy mu narzucić ideę, której prawa ludzkie są jej podporządkowane bezwzględnie — tak bezwzględnie, że faktycznie przestają istnieć. Tak było, a dzisiaj na miejscu straszliwego podeptania człowieka i godności ludzkiej ogłaszam zwycięstwo człowieka przez wiarę i niebo, zwycięstwo nad śmiercią i nienawiścią".

Ksiądz Jerzy dochował wierności tym, od których przyjmował ślubowanie w czasie święcenia sztandarów Solidarności. "Jest bowiem w naszym kraju wierność przegranej sprawie, nieznana na innych krańcach świata" — pisał Żeromski. I my jemu, księdzy Jerzemu, wierności dzisiaj dochowujemy. Zanim się na jego sutannie pokazała krew, zbruzgano ją farbą drukarską. Wyrok na księdza Jerzego wydali swoi, nie obcy; ludzie, którzy w dzieciństwie odmawiali ten sam pacierz, co ksiądz Jerzy. Wyrok na duszpasterza zapadł na długo przed jego uprowadzeniem. Dawno już zarzuconu mu pętle nienawiści i kłamstwa na szyi, a złoczyńcy — pomocnicy kata — tylko ją zaciągnęli. Ukryci i jawni kaci przestępstwa przeliczyli się sądząc, że pod ciosem tej zbrodni społeczeństwo ogarnie poczucie bezsilności i wszystko paraliżującego przygnębienia. "Zmarli moi, tylko przy waszej śmierci bliski jestem życia" — pisał poeta emigracyjny Kazimierz Wierzyński. W tej śmierci tak bolesnej, tak podstępnej rodzi się jednak nie tylko żarliwy protest w obronie praw człowieka, ale i siła potrzebna do urzeczywistnienia ideałów, którymi żył i za które oddał swe młode życie uskrzydlony miłością Boga i człowieka jeszcze jeden patron Solidarności. Ci, którzy maja nieczyste sumienie, ci, których naród jeszcze przed tragedią październikowej nocy posadził na ławie oskarżonych, lękają się manifestacji żałobnej. Pamiętają, że styczniowy zryw 1863 zaczął się od pogrzebu pięciu poległych. Lękają się napisu na murze: "Mane, Tekel, Fares", ale lud ożałobiony nie wychodzi z krzykiem na ulice. Jedyną bronią jego jest krzyż i dwa palce uniesione ku niebu, i hymn narodowy. A jeśli się odwraca z niesmakiem plecami do tych, którzy w imie¬niu władzy składają wieńce, to najniewinniejsza demonstracja, którą sobie w godzinie dramatu wyobrazić można.

Drodzy Rodacy, w "Weselu" Wyspiańskiego do przygnębionego narodową niedolą inteligenta zwraca się chłop polski ze słowami pokrzepienia: "Jeszcze dużo takich Polaków zostało, co są piękni". Legenda pięknego Polaka, śp. Jerzego, rosnąć będzie z roku na rok. Jest to legenda życiodajna, potrzebna narodowi jak światło pochodni w głębi nocy. Przyszłe pokolenia powiedzą o tym młodzieńcu, który umiłował Ojczyznę ponad wszystko: "My wszyscy z niego. Z jego ofiary wyrosła pszenica wolności". Zapłakana matka i zapłakany ojciec, którzy przez łzy wpatrują się w trumnę syna, mogą być dumni, że wychowali go na wielkiego człowieka, że na jego prochy pamięć ludzka zarzuca dzisiaj płaszcz nieśmiertelności. Całujemy spracowane ręce matki, której z całego serca współczują dzisiaj wszyscy Polacy zespoleni tą samą żałobą. Niechaj ta Matka Niebieska, pod krzyżem Boleściwa, która opłakała na Golgocie śmierć swego Syna, przyjmie duszę i zamęczone ciało bohaterskiego kapłana. Niechaj nie odpoczywa w pokoju wiecznym. Niechaj nadal sieje niepokój w serca i umysłów. Niechaj dalej niestrudzony, nieustraszony pisze w chmurach swój krwią przypieczętowany manifest wolności i niepodległości!

Znak zbawienia

Ojcze mój! Twa łódź wprost na most płynie.
Maszt uderzy — wróć lub wszystko zginie.
Patrz! Jaki tam krzyż! Krzyż niebezpieczny!
Maszt się niesie wzwyż, most mu poprzeczny.
Synku, trwogi zbądź. To znak zbawienia.
Płyńmy bądź co bądź. Patrz, jak się zmienia.
Oto krzyż i wzwyż szybko toż samo.
Gdzież się podział krzyż? Stał się nam bramą.

Nadzieja nasza pełna nieśmiertelności

W sobotę 3 listopada 1984 roku cała Polska odprowadziła księdza Jerzego Popiełuszkę na wieczny spoczynek, sypiąc mu symboliczny grób ze smutku i łez. Papież Jan Paweł II, nawiązując do Święta Zmarłych, tak mówił o kapłanie żoliborskim:
"W perspektywie uroczystości Wszystkich Świętych oraz Dnia Zadusznego myśli moje podążają razem z Wami, Drodzy Pielgrzymi z Polski oraz wszyscy
Drodzy Rodacy, na te rozliczne cmentarze, na których spoczywają nasi bliscy. Wiele tych cmentarzy jest na ziemi polskiej i wiele poza Ojczyzną. Wszystkich, którzy na nich spoczywają, ogarniamy wiarą, nadzieją i modlitwa do Tego, który jest Ojcem przyszłego wieku, do Tego, dla którego wszystko żyje. Włączamy w naszą modlitwę w szczególności osobę tego kapłana, którego śmierć wstrząsnęła opinią i sumieniem ludzi w Polsce i na całym świecie. Choć w ludzkim zrozumieniu doznał on kaźni, nadzieja nasza pełna jest nieśmiertelności. Oddajmy mu ostatnią przysługę z chrześcijańską godnością i spokojem".