NIE ZOSTAWIAJMY PAPIEŻA SAMEGO

Radiowe przemówienie wykoszone przez O. Korneliami Dende, OFMConv.

w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA

9 czerwiec 1991

NIE ZOSTAWIAJMY PAPIEŻA SAMEGO

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Najpierw Napoleon czy kanclerz niemiecki Bismarck, a potem Stalin — kiedy zalecano im liczyć się ze Stolicą Apostolską — postawili ironiczne pytanie: a ile dywizji papież ma do dyspozycji? Za obecnym dziś Papieżem Janem Pawłem II stoi wielomilionowa społeczność katolicka, a w tym co najmniej 30 milionów polskich serc, które potężnie wspierają go swoją wiarą, miłością i modlitwą. Ojciec Święty ze zdumiewającą sprawnością wypełnia swoje zadania, których wiele się namnożyło. Zdobywa dla Chrystusa na wszystkich kontynentach miliony dusz i serc. W pociąga¬jący sposób objawia ludzkości prawdziwe oblicze Chrystusa. Jest to niemała zasługa wiernych i rodaków rosianych po całym świecie, którzy wytrwale wspierają go duchowo modlitwą. Role tego wsparcia doceniał Papież od samego początku, gdy zaraz po swej intronizacji prosił swych rodaków: "nie zostawiajcie mnie samego!" Przypominam Warn dziś tę prośbę i ten obowiązek w pogadance pod takim właśnie tytułem:

NIE ZOSTAWIAJMY PAPIEŻA SAMEGO

Modlitwa Kościoła

Nie zostawiać Ojca Świętego samego znaczy przede wszystkim wspierać go swoją modlitwą. W tym naśladujemy samego Pana Jezusa, który wspierał wyraźnie modlitwą pierwszego papieża, świętego Piotra, o czym wyraźnie go zapewnił w czasie Ostatniej Wieczerzy: "Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara" (Lk 22, 32). Chrystus napewno wspiera swą cudowną pomocą wszystkich papieży, dzięki czemu zdołali oni przez dwa tysiece lat przechować nienaruszony depozyt wiary i zasad Chrystusowych. Widzimy, ile trudności i przeciwności musi przezwyciężać obecny Papież, podobnie zresztą, jak już jego poprzednik Paweł VI, dla zachowania w Kościele tego skarbu wiary i zasad moralnych; ilu doznaje sprzeciwów, pogróżek a nawet obelg ze strony lekkomyślnych teologów, niektórych sióstr zakonnych a także świeckich katolików w społeczeństwach zachodnioeuropejskich i amerykańskich. To jest nie tylko osobista sprawa Papieża; to powinno nas wszystkich obchodzić i boleć.
Potrzebne jest Ojcu Świętemu nasze modlitewne wsparcie, takie, jakie świadczył pierwszemu Namiestnikowi Chrystusa pierwotny Kościół. Czytamy w Dziejach Apostolskich: gdy Piotr był w wiezieniu, "Kościół modlił się za niego nieustannie do Boga" (12, 5). Czy i my modlimy się nieustannie w intencji Papieża, o którym i duma mówimy, że jest" naszym Papieżem'' ? Czy wspieramy go bodaj raz w miesiącu? On wie o tych comiesięcznych nabożeństwach jakie odprawiają się w kościolach polskich w jego intencji. Liczy na nie, cieszy się nimi i czerpie z nich wielką pociechę.

Dzielić odpowiedzialność za losy Kościoła

Nie pozostawiać Ojca Świętego samego jak o to prosił to znaczy coś więcej niż tylko modlić się w jego intencji; znaczy to również dzielić z nim odpowiedzialność za losy tej wielkiej sprawy, jaką jest życie całego Kościoła. Ściślej mówiąc, chodzi o życie Jezusa Chrystusa w Jego świętym Kościele. Mówimy: "nasz Ojciec Święty" — a więc i jego sprawy i troski muszą stać się naszymi sprawami i troskami. A ileż ma on tych trosk i spraw!? Jakże one są trudne!? Ojciec Święty może powiedzieć dosłownie jak święty Paweł mówił "o swojej codziennej udręce, płynącej z troski o wszystkie Kościoły" (2 Kor 11, 28). Czyż nie dręczy Papieża to, co dzieje się w różnych Kościołach, jak w Kos'ciele niemieckim, holenderskim, francuskim, a zwłaszcza w naszym, amerykańskim? Czy pozostawimy Ojca Świętego samego z jego udręką?
Jakkolwiek spojrzelibyśmy na Kościół, spojrzenie to musi rodzić w nas poczucie odpowiedzialności za Kościół, do którego należymy.
Czymże jest Kościół? Jest on, w pewnym znaczeniu, samym Chrystusem; wciąż Chrystus żyje pośród nas i działa na naszych oczach w Kościele. Mówimy w uniesieniu ducha, że kochamy Jezusa, naszego Zbawiciela. Ale kochać Chrystusa to pragnąć tego, czego On pragnie, gdy woła: "Ogień przyszedłem rzucić na ziemię i czegóż innego pragnę, jak tylko aby był rozniecony" (Łk 12,49). To jest to gorące pragnienie Najświętszego Serca naszego Zbawiciela, które musi stać się naszym pragnieniem. Ten ogień wiary i miłości rozniecony przez Chrystusa jeszcze nie płonie pełnym blaskiem w oziębłych sercach ludzkich! Chrystus gorąco pragnie, aby ogień Jego łaski, ogień Jego miłości, ogień Jego prawdy i wiary zdobył i ożywił serca ludzkie; aby prawda i moralność Chrystusowa, które Chrystus głosi w Kościele przemieniały, uszlachetniały i uszczęśliwiały serca umęczonych ludzi, odnowiły życie wokół nas; poprzez nasze słowa, nasze czyny i nasze zachowanie Chrystus pragnie zdobyć każdy dom i każde serce. Nie możemy uchylać się od tej współpracy z Chrystusem w zbawieniu świata.

Kościół społecznością ludzi dobrej woli

Czymże — dalej — jest Kościół? Jest społecznością ochrzczonych w imię Trójcy Świętej, społecznością uświęconą darami chrztu, społecznością ludzi dobrej woli. Ta społeczność w chwili powstania była — jak sam Chrystus określił — maleńkim ziarnkiem, ale ustanowiona została dla całej ludzkości. Prawda, którą Bóg powierzył człowiekowi, odnosi się do każdego człowieka i każdemu jest potrzebna do życia prawego i wartościowego. Oburzamy się, gdy widzimy, że ktoś nie otrzymuje tego, co powinien otrzymać, jeśli nie otrzymuje chleba, jeśli nie otrzymuje prawdy, która jest chlebem dla duszy. Nie może być dla chrześcijanina obojętne, jakie zasady wyznają inni ludzie, jak postępują, co robią ze swoim życiem, ze swoją duszą. Musi
nas boleć, że są ludzie, którzy prawdy Chrystusowej nie znają, którzy ją lekceważą, którzy według niej nie postępują, lub od niej odeszli. Ważne jest dla nas co dzieje się w Kościołach zachodnich, ale jeszcze ważniejsze jest dla nas, co dzieje się w naszej diecezji i w naszej parafii.

Kościół jest Królestwem Bożym

Czymże jeszcze jest Kościół? Jest Królestwem Bożym. Tym Królestwem, którym rządzą prawa Boże, przykazania Boże, zasady Chrystusowe. Według najnowszych statystyk, żyje na świecie ponad 800 milionów katolików. Czy to jest dużo czy mało — to jeszcze nie najważniejsze. Nie jest najważniejsza liczba katolików; najważniejsza jest ich jakość. I jeżeli czasem budzi się w nas chęć krytyki Kościoła, to wiedzmy, że takim jest Kościół, jakim jestem ja. W XVIII wieku, gdy osłabła religijność francuskich katolików, ich ziomek, materialista Diderot, zagadnięty na temat Kościoła, odpowiedział lekceważąco: "jeszcze żyje; jeszcze żyje Kościół, ale już ledwie żyje". Otóż żyje Kościół Chrystusowy, jeżeli żyje w nas Chrystusowa cierpliwość, Chrystusowa ofiarność, Chrystusowe miłosierdzie i przebaczenie. Z poczucia odpowiedzialności za Kościół, rozwijajmy przede wszystkim we własnym sercu Chrystusowe wartości. To będzie najlepszą propagandą Kościoła. W ten sposób Kościół stanie się tym "znakiem podniesionym między narodami" — jak życzył Kościołowi ostatni Sobór. Słowo "propaganda" ma dzisiaj niemiłe skojarzenia: propaganda to jest to, co się często wypisuje w brukowych gazetach i w rozlepionych na murach afiszach; ale obok propagandy fałszywej i głupiej musi istnieć propaganda prawdy i dobra. Do uprawiania dobrej propagandy wszyscy jesteśmy zobowiązani. Uświadamiajmy sobie: jestem odpowiedzialny za posiadaną prawdę, na przykład, że czystość serca zapewnia szczęście w życiu! Nie dostałem tej prawdy tylko dla siebie. Mam dawać jej świadectwo własnym czystym życiem. Bo według mego życia będą sądzić tę prawdę ci, którzy pytają jak piłat: co to jest prawda? Według naszego życia inni sądzą Kościół, i słusznie sądzą, bo Kościół to nie tylko biskupi i księża — ale my wszyscy ochrzczeni w imię Trójcy Świętej.

Kościół strzeże Chrystusową prawdę i sprawiedliwość

Czymże jest wreszcie Kościół, do którego należę? Kościół jest instytucją, którą Chrystus powołał do życia, aby strzegła jego prawdy i sprawiedliwości. Ale z pojęciem instytucji wiąże się pojęcie władzy, administracji i funkcjonariuszy. Wówczas nasze spojrzenie kieruje się ku ludziom duchownym i przychodzi pokusa, aby powiedzieć: to oni odpowiadają! Oni mają głosić prawdę i sprawiedliwość? Oni mają jej bronić! Oni mają za nią cierpieć i umierać!! A my, owszem, będziemy ich szanować, słuchać, będziemy ich nawet utrzymywać, będziemy się ostatecznie za nich modlić, aby ich Duch Święty nie opuścił. Cała reszta należy do nich! Taka postawa jest bardzo wygodna — ale tchórzliwa i nieszlachetna i niedojrzała. Z jednej strony odżegnujemy się od klerykalizmu, gdy mówimy: co księża mają się wtrącać do wszystkiego, przecież oni nie mogą się na wszystkim wyznawać! Z drugiej zaś strony, gdy trzeba się narazić na przykrości — mówimy: ksiądz ich nauczy, ksiądz im pokaże, ksiądz im wygarnie, ksiądz im da! Katolicy świeccy stanowiący trzon Kościoła w krytycznych zmaganiach z niewiarą nie mogą chować się za księżowską sutannę.
Od takiego klerykalizmu odżegnał się ostatni Sobór, który podkreślił, że duchowni nie są po to, aby całe zbawcze posłannictwo brać na samych siebie (por. KK 30). Katolicy świeccy też otrzymali moc Ducha Świętego. Oni nie są tylko
"do pomocy" księżem, ale mają swoje własne zadania do spełnienia i docierają tam, dokąd nie może dotrzeć kapłan. Katolicy świeccy uobecniają Kościół w świecie i umożliwiają jego działanie w sprawach doczesnych (por. DA 29).

Szczególna odpowiedzialność Kościoła w Polsce

Od poczucia odpowiedzialności nie uwalnia nas fakt, że nasz naród "dał" światu Papieża. Wprost przeciwnie, prosił nas Papież: "nie sprawiajcie mi trudności! Wspomagajcie mnie!" Brakiem odpowiedzialności możemy mu tylko utrudniać działalność. Złośliwi mogą mu powiedzieć: "Ojcze Święty, zamiast nawoływać cały świat do poprawy, pozostań w swojej ojczyźnie i naucz najpierw swoich rodaków trzeźwości, oszczędności, solidności, pracowitości, poszanowania życia w łonie matki, bo z takimi zaletami pozostają w tyle za całym światem".
Po powstaniu Solidarności w 1980 roku w jednym liceum warszawskim młodzież samorzutnie udała się do dyrektora z żądaniem, aby w klasach zawieszono krzyże. Dyrektor był w niemałym kłopocie, bo reżim był jeszcze komunistyczny. Ale zlecił tę sprawę przebiegłej wychowawczyni, która powiedziała uczniom tak: "Słuchajcie! Krzyże mogą być — ale pod jednym warunkiem. Jako katolicy musicie zrozumieć jedno: krzyż to jest znak pewnej określonej postawy. Jeżeli będzie w klasie krzyż — to skończą się wagary (to znaczy wałęsanie się poza szkołą, gdy inni są na lekcjach), skończy się rozrabianie, skończy się palenie papierosów po kątach — skończą się wybryki seksualne i skończą się stopnie niedostateczne. Do tego musicie się wszyscy zobowiązać". Uczniom wydłużyły się miny i ustąpili. Ale nie całkiem. Zażądali, aby przynajmniej na korytarzach zawiesić portrety Papieża — jako wielkiego Polaka. Na to dyrektor się zgodził: wielki Polak może sobie figurować. Ostatecznie co Papież to nie krzyż. I wszyscy byli zadowoleni. Istotnie: pod krzyżem nie wypada wagarować, leniuchować, niszczyć swego życia papierosami i napojami alkoholowymi, rozpustą . . . itd. A czy pod portretem Papieża można żyć nieodpowiedzialnie?!
Niech więc obecność naszego rodaka na stolicy świętej zobowiąże nas do solidarności z nim w naszym prawdziwie chrześcijańskim życiu. W duchu odpowiedzialności za Kościół i współodpowiedzialności z Ojcem Świętym za trudne sprawy Kościoła, módlmy się za Papieża. Postawą apostolską i całym swoim życiem utwierdzajmy wraz z Janem Pawłem Królestwo Boże, Królestwo prawdy, sprawiedliwości, miłości i pokoju.

(Na podstawie ks. Tad. Olszańskiego, CM)