SPRAWIEDLIWY Z WIARY ŻYJE

Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv,

w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA

7-my kwiecień, 1991

SPRAWIEDLIWY Z WIARY ŻYJE

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Słynny pisarz włoski i konwertyta Jan Papini przed śmiercią ciężko chorował, ale zachował pogodę ducha, a nawet wewnętrzną radość. Oto co mówił o swoim cierpieniu: "Dziwię się, widząc tylu ludzi zdumionych moim spokojem w czasie mej choroby. Straciłem władzę nad nogami, dłońmi, ramionami. Stałem się prawie niemy i ślepy. Nie mogę już chodzić, ani uścisnąć dłoni przyjaciela. Nie mogę się nawet podpisać, nie mogę czytać, a nawet rozmawiać i dyktować . . . Lecz zdaję sobie sprawę z tego, co mi zostaje. Mogę jeszcze widzieć słońce, kolory kwiatów i rysy twarzy. Ale to wszystko jest niczym w porównaniu do darów, które Bóg dla mnie zachował: wiarę, bystrość umysłu, pasję do rozmyślań i to światło wewnętrzne, które zwie się natchnieniem" (F. N. D. IV 757).

Wiara — to najcenniejszy dar Boży dla człowieka, bo z nią można odzyskać wszystko, cośmy przez grzech pierworodny stracili. Odzyskujemy, a raczej odnajdujemy Boga, który jest naszym Stwórcą, Panem i kochającym Ojcem.
Jak żyć wiarą? To będzie przedmiotem dzisiejszej pogadanki zatytułowanej:

SPRAWIEDLIWY Z WIARY ŻYJE

Wiara ostoją człowieka

Tytuł pogadanki jest wzięty z Listu świętego Pawła apostoła do Hebrajczyków (10, 38). W pojęciu Hebrajczyków słowo "sprawiedliwy" oznacza tego, w którym Pan Bóg ma upodobanie, który oddaje to, co się słusznie należy Bogu, ludziom, stworzeniom żyjącym i martwym. Sprawiedliwy modli się do Boga, oddaje Mu cześć i świadomy jest swej zależności od Niego. Uważa swą żonę lub męża za człowieka mającego równe prawa, za towarzysza lub towarzyszkę swojego życia a nie za przedmiot bezduszny, który można wykorzystać dla samolubnych celów. Sprawiedliwi rodzice są świadomi swej odpowiedzialności za dziecko i wychowują je nie tylko na dobrego obywatela tej ziemi, lecz również na obywatela królestwa Bożego. Sprawiedliwy nie znęca się nad zwierzętami, a także celowo nie niszczy i nie zatruwa środowiska. Słowo "sprawiedliwy" jest synonimem słowa "święty", dobry w stopniu heroicznym.
"Sprawiedliwy z wiary żyje". W doli i niedoli, w szczęściu i niepowodzeniu, w chorobie, cierpieniu i doświadczeniu towarzyszy mu silna, nieustraszona, bez cienia wątpliwości wiara. Krzepią go słowa Zbawiciela: "Odwagi, Ja jestem, nie lękajcie się" (Mt 14, 27).

Człowiek wiary wnosi ład Boży w życie polityczne i gospodarcze. Bez zachowania nakazów wiary, życie gospodarcze i polityczne łatwo może przybrać formy ucisku i zniewolenia jak to się działo w komunistycznej Rosji, która prowadziła walkę z wiarą i z Bogiem. Wszyscy wiemy, że niełatwo kierować się zasadami wiary we wszystkich dziedzinach życia. W dzisiejszym świecie, który oddalił się od wiary i Boga, tych którzy chcą "żyć zbożnie w Chrystusie Jezusie spotkają prześladowania" — mówi święty Paweł apostoł (2 Tm 3, 12).
Ale wiara jest najpewniejszą ostoją człowieka w zmiennych kolejach życia: pociesza smutnych, oświeca szukających prawdy, daje siłę w cierpieniu, moc przetrwania w kryzysach i przeciwnościach, w zamieszaniu przynosi ciszę i pokój, którego świat dać nie może; ukazuje ostateczny, eschatologiczny sens życia i cel naszego ziemskiego pielgrzymowania, którym jest Bóg, wieczność, pełnia pokoju i szczęścia z Nim.
Stwierdza jasno święty Paweł, że "bez wiary nie można podobać się Bogu" (Hbr 11, 6). Brak wiary, wyeliminowanie Boga z pola widzenia lub odwrócenie się od Niego, degraduje człowieka, poniża jego godność, czyni go niewolnikiem niskich instynktów, napawa lękiem, małodusznością, gasi entuzjazm życia i pogrąża w otchłani niepokoju. Człowiekowi bowiem niewierzącemu nie przyświeca głębsza idea bytowania tu na ziemi ani wizja życia wiecznego.

Życie wiarą

Wiarą trzeba ciągle żyć, by zbliżać się do Boga. Dar wiary zaszczepił w nas Chrystus w chwili Chrztu świętego. Dał ją nam jako zarodek, nasienie, byśmy ją rozwijali, pogłębiali i według niej żyli i mieli z tego zasługę. W miarę umysłowego dojrzewania trzeba na nią odpowiedzieć świadomie i dobrowolnie. O tym obowiązku Kościół przypomina nam w Wielką Sobotę, dając okazję do odnowienia przyrzeczeń Chrztu świętego. A na początku Wielkiego Postu woła słowami proroka Joela: "Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem" (Jl 2, 12). Ma to być nawrócenie i przyjęcie wiary całkowite i bez zastrzeżeń. Życie bez światła wiary nie może być pełnym życiem.

Niech nas pouczy o tym następujący przykład:
Światowej sławy polski geograf Eugeniusz Romer (+1954) otrzymał w niemowlęctwie dar wiary, ale później go zaniedbał, nie pogłębiał swej wiary w miarę dojrzewania umysłowego. Pojęcia religijne z dzieciństwa w zderzeniu z wiedzą świecką nie wytrzymały próby. W szesnastym roku życia zaniedbał praktyki religijne. Po okresie niepokoju i wątpliwości stopniowo wzrastała w nim obojętność i niechęć do religii, gdyż zbyt racjonalistycznie do niej podchodził. W końcu za postawę życia przyjął liberalizm, niezależność od nakazów religii, i ostatecznie niewiarę. Chlubił się nią. Przestrzeganie naturalnej moralności i prosta wiara w Absolut dawały mu poczucie zadowolenia, spokoju i bezpieczeństwa. W swym specyficznym ateiźmie nie był jednak wrogiem Kościoła ani wiary. Szanował uczucia religijne swych rodaków i innowierców. Z podziwem, a nawet i czcią patrzył na swego starszego brata, generała Wojsk Polskich, jak ten u progu kościoła padał na kolana i w pokorze bił czołem przed Najświętszym Sakramentem. Występował niekiedy w obronie Kościoła, apoteozował i wychwalał nawet rolę katolicyzmu, który uważał za' 'tarczę polskiej narodowości" i państwowości". W oczach rodaków mógł nawet uchodzić za katolika. Ale stwierdzał o sobie: "Moje poczucie katolicyzmu miało tylko patynę kulturalną i narodową, był to katolicyzm nominalny", z imienia, z metryki.

Eugeniusz Romer, profesor Uniwersytetu Lwowskiego, a potem Jagiellońskiego w Krakowie z nieprzebranego miłosierdzia Bożego otrzymał łaskę nawrócenia. Dzień nawrócenia uważał za bardzo ważny skoro w swym pamiętniku napisał: "Mój akt poznania Boga został zatwierdzony wolą Bożą 25 września 1940 roku, u schyłku 70-go roku życia".
Odtąd wiara, obok nauki, stała się jego pasją życia. W swej gorliwości napisał: "Musimy uwolnić człowieka od Kosmosu stworzonego genialnością fizyków i astronomów, od tego Kosmosu, w którym jest on zamknięty od czasów Odrodzenia. Mimo piękna i ogromu, świat materii żywej jest za ciasny dla niego". Po drugiej wojnie światowej Eugeniusz Romer pragnął nawet przyjąć święcenia kapłańskie, czemu jednak przeciwił się kardynał Adam Sapieha.

Wiara, dając pełny wymiar naszemu życiu, kieruje nas do Boga i pozwala popatrzeć na wszystko nagle inaczej, z punktu widzenia Bożego, pod kątem wieczności. Dopiero takie spojrzenie przywraca pokój serca. Świat materialny jest za ciasny dla człowieka!

Osobowy charakter wiary

Jesteśmy wielką rodziną, toteż w wielu przypadkach występujemy razem i mówi¬my w liczbie mnogiej, chóralnie. Większość pacierzy jest w liczbie mnogiej: "Ojcze nasz", "Zdrowaś Maryjo", "Pod Twoją obronę", wszystkie litanie, "Chwała na wysokości Bogu", "Baranku Boży", itd. Wiarę jednak wyznajemy w liczbie pojedynczej, osobiście, a nie zbiorowo. Mówimy: "Wierzę w Boga" . . . Nawet gdy w kościele cała wspólnota parafialna recytuje wyznanie wiary, mówimy w liczbie pojedynczej: "Wierzę". Dlaczego? Bo są pewne czynności, kiedy każdy człowiek jest odpowiedzialny za siebie. Rodzimy się pojedynczo i umieramy pojedynczo, a nie zbiorowo. Idziemy do tego samego nieba, ale każdy idzie swoją drogą, ma własne koleje losu, posiada odrębną osobowość, inne talenty, napotyka na inne okoliczności i trudności życia, inne przeciwności. Wierzyć mogę sam wsparty łaską Bożą. Brak mojej wiary nie zastąpi wiara innych, nawet wiara świętej mojej matki, siostry czy brata. Oczywiście, że wspólnotowe, publiczne wyznanie wiary ma wielkie znaczenie dla życia religijnego, ale w tej samej rodzinie jedno dziecko może się zbawić a drugie z powodu braku wiary potępić. Wiara jest wyrazem osobistej, a nie tylko zbiorowej akceptacji tego, co Kościół do wierzenia podaje. Nie można za kogoś uwierzyć. To każdy z nas sam musi odpowiedzieć na dar wiary.
W Stanach Zjednoczonych odmawia się wyznanie wiary w liczbie mnogiej: "We believe in one God, the Father, the Almighty". . . Episkopat amerykański osłabił przez to siłę tej modlitwy, osłabił jej osobowy charakter. Ale kiedy w polskich kościołach odmawiamy wspólnie, chórem: "Wierzę w Boga", czy mamy należytą świadomość, że deklarujemy swą wiarę osobiście? Że jesteśmy za nią odpowiedzialni, za życie z wiary?

Świadectwo wiary

Uważajmy, żeby nas nie spotkał wyrzut naszego Zbawiciela: "Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie" (Mt 15, 8). Mamy obowiązek
dawać świadectwo swej wiary czynem. Chrystus wzywa nas do świadczenia o swej wierze: "Do każdego, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie" (Mt 10, 32). Dobre drzewo rodzi dobre owoce. Światła nie kryje się pod korcem, lecz stawia się je na świeczniku, żeby ludziom świeciło. Tak wiec niech uczynki nasze będą poświadczeniem wyznawanej wiary.
Świadectwo wiary jest równocześnie apostolatem, głoszeniem Chrystusa. Angielski pisarz katolicki Archibald Józef Cronrn, z zawodu lekarz, wspomina, że przed nawróceniem, gdy myślał nieraz o Bogu, było to "poczucie wyższości wobec legend i mitów, które się dawno przeżyły". Do wiary w Boga sprowadziło go postępowanie katolików z przekonania wyznających wiarę czynem. Przytoczę epizod podany jego własnymi słowami: "Przeniosłem się na praktykę prywatna do małej mieściny zaniedbanej pod względem sanitarnym. Tu zetknąłem się z rejonową pielęgniarką, silną kobieta o pomarszczonej twarzy. Jej oczy miały w sobie światło, nadające pospolitym rysom wyraz szczególny. Prawie 20 lat sama jedna opiekowała się rejonem. Jej służba była twarda: 10 mil w promieniu, bez niedziel i świąt. Podziwiałem jej odwagę i siłę, cierpliwość i pogodę, a przede wszystkim bezinteresowność. Nigdy nie brakło jej czasu na słowo współczucia lub pokrzepienia, nigdy nie czuła się zbyt zmęczona, by wśród głębokiej nocy nie usłuchać wezwania o pomoc. Płace miała mizerną, że raz, gdy wspólnie piliśmy herbatę po szczególnie ciężkim dniu, odważyłem się powiedzieć: — 'Siostro, dlaczego nie żąda pani więcej? Powinna pani dostawać choć funta tygodniowo więcej. Zasłużyła pani na to!
Powstała chwila ciszy. Potem ona uśmiechnęła się i rzekła spokojnie: — 'Doktorze, jeśli Bóg o tym wie, cóż ja się będę o to troszczyć'? Wtedy poznałem, że cała jej służba i altruizm był nieustannym świadectwem jej wiary. I nagle zrozumiałem bogactwo jej życia, a ubóstwo i pustkę własnego. W ten sposób dzięki przypadkowej uwadze pielęgniarki wyszedłem z trzęsawiska zwątpień na twardy grunt wiary".

Świat na nas czeka, a jeśli nie czeka, to potrzebuje świadectwa naszej wiary, żeby się mógł odrodzić, żeby znalazł w tym ziemskim życiu trochę światia, radości, pociechy. Potrzeba świadectwa naszej wiary. Dzięki katolickiej wierze jesterfiy dziećmi światłości. Nie jest to światłość nasza własna, ale odbita od Tego, który się nazwał Światłością świata, a do nas zwrócił się z rozkazaniem: "Wy jesteście światłem świata. Nie zapala się światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie" (Mt 5, 14-16).