ŻEBY Z MĘCZEŃSKIEJ ŚMIERCI WYROSŁO JAK NAJWIĘCEJ DOBRA

Radiowe przemówienk wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.

w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA

20 październik, 1991

ŻEBY Z MĘCZEŃSKIEJ ŚMIERCI WYROSŁO JAK NAJWIĘCEJ DOBRA

(x. J. Popieluszko)

Witam Was Zacni Rodacy i Mile Rodaczki staropolskim — Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

W dwa dni po pogrzebie księdza Jerzego Popiełuszki Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział do pielgrzymów polskich w Rzymie: "Drodzy Rodacy! Ja modle się za księdza Jerzego Popiełuszkę, ale jeszcze bardziej modlę się o to, żeby z tej męczeńskiej śmierci wyrosło jak najwięcej dobra dla mojej Ojczyzny — tak jak z Krzyża Chrystusowego wyrosło zmartwychwstanie".
Ta modlitewna prośba Namiestnika Chrystusowego chyba się sprawdza, skoro w ostatnich pięciu latach aż siedem milionów pielgrzymów przybyło do grobu męczennika przy kościele Św. Stanisława Kostki na Żoliborzu w Warszawie. Jego grób stał się nowym sanktuarium narodowym. Wielu z odwiedzających mogiłę przybywa z racji politycznych lub czysto humanitarnych, żeby oddać hołd bohaterskiemu obrońcy praw człowieka. Większość jednak szuka u grobu światła dla swojej drogi życiowej lub pragnie pogłębić swa wiarę i miłość.
Sprawy ducha są niewymierne. Poznajemy je po owocach. Te zaś Wyrastające ze śmierci męczeńskiej księdza Jerzego są nie tylko stokrotne, tysiąckrotne, ale milionkrotne, toteż możemy z nich wnioskować, że nasz męczennik więcej działa po śmierci niż .za swego krótkiego, choć tak bogatego w wydarzenia, życia.
W dzisiejszej pogadance zobrazuję nieco to oddziaływanie na dusze ludzkie. Pogadanka nosi tytuł:

ŻEBY Z MĘCZEŃSKIEJ ŚMIERCI WYROSŁO JAK NAJWIĘCEJ DOBRA

(O Ks. J. Popiełuszce)

W niecały rok po śmierci księdza Jerzego na jego grób przybyła grupa urzędników z Pomorza. Spytała stojącego opodal księdza: "Co się tu dzieje przy tym grobie? Tyle kwiatów, wieńców, zniczy, tyle ludzi . . . Co to za uroczystość była lub będzie?" Kapłan odpowiedział: "Panowie, przecież tak tu jest już od dziesięciu miesięcy! Tutaj znicze nie gasną dzień i noc! Kwiaty codziennie świeże!". Oni na to: "Tak?! A nam mówiono na zebraniach, że już wszystko się skończyło!". Powiedział ksiądz: "Można przebaczyć, ale zapomnieć? Można przebaczyć na przykład oprawcom Maksymiliana Kolbego, ale zapomnieć się nie da!".

Budziciel sumień

Tak, nie da się zapomnieć . . . Jan Paweł II powiedział kiedyś, że w jasnogórskim sanktuarium bije serce narodu polskiego. A my możemy twierdzić, że w sanktuarium Św. Stanisława Kostki na Żoliborzu ksiądz Jerzy budzi sumienia swoich rodaków i wszystkich, którzy do jego grobu przybywają. Każdy bowiem człowiek, który staje przy tym grobie — jeśli nie jest bezmyślny, jeśli nie jest płytki albo bez sumienia — musi sobie odpowiedzieć na pytanie: "Mam tylko jedno życie. Co z nim zrobię? Po której jestem stronie? Po stronie dobra czy zła? Prawdy czy kłamstwa? Miłości czy nienawiści?". Tam więc pielgrzymi uczą się "zło dobrem zwyciężać" (Rz 12, 21). Tam uświadamiają sobie, że miłość i prawdę można ukrzyżować, ale nie można ich unicestwić. Po tej głębokiej refleksji i modlitwie odchodzą stamtąd już inni, duchowo przemienieni.

Przykłady nawróceń

Niekiedy do grobu przychodzą zatwardziali grzesznicy, a wstrząśnięci tym, co się stało 19 października 1984 z bohaterskim młodym kapłanem, kruszą się, nawracają do Boga, wracają do wspólnoty Kościoła Chrystusowego. Tak było z jednym mężczyzną, który zwierzył się pewnemu kapłanowi:
"Proszę księdza, ja jestem katolikiem, ale w ostatnich latach zaniedbałem się. W niedzielę, zamiast do kościoła, jeździłem na swoją działkę i tam budowałem sobie domek. Kiedy stanąłem przy grobie księdza Jerzego, kiedy zobaczyłem te tysiące kwiatów, wieńców, zniczy i tyle ludzi modlących się i płaczących, tak mną coś wstrząsnęło, że zrozumiałem jedno: ten młody, 37-letni ksiądz oddał swoje życie nie dla działki, nie dla domku, nie dla wartości materialnych, ale dla wyższych wartości — duchowych, religijnych, patriotycznych. Poświęcił swoje młode życie. Jak jak wyglądam wobec tego księdza-Polaka-męczennika? Wstrząśnięty poszedłem do spowiedzi. I odtąd co niedziela jestem w kościele".

"Jest jak ziarno wrzucone w ziemię"

Śmierć księdza Jerzego jest jak ziarno wrzucone w ziemię, które coraz pełniej zaczyna owocować. Przykład takiego owocowania przytoczył ojciec Kalikst Suszyłło, dominikanin, opowiadając w czasie jednej homilii, jak przy grobie księdza Jerzego przeszedł ogromną duchową przemianę i wstąpił do seminarium. Przytaczam jego świadectwo:
"Gdy miałem kilkanaście lat, utraciłem wiarę w Boga, stałem się ateistą. Religia była dla mnie owym przysłowiowym 'opium dla ludu'. Kościół był dla mnie miejscem kultu, wspomnieniem dzieciństwa, zabytkiem architektonicznym. Nie mogłem jednak nie dostrzec, że w tych trudnych miesiącach i latach stał się on jeszcze czymś innym. Stał się miejscem pokojowej walki o powszechne dobro i sprawiedliwe prawa. Symbolem kapłana walczącego o te wartości był dla mnie ksiądz Jerzy Popiełuszko. (...) Ksiądz Jerzy, choć nigdy go nie poznałem osobiście, stał się dla mnie kimś bliskim. Dlatego właśnie jego męczeńska śmierć była dla mnie wstrząsem. Ten duchowny zginął również za mnie — myślałem. Zapragnąłem złożyć mu hołd, odwiedzając jego grób. Po kilkakrotnym odkładaniu tego zamiaru udało mi się wreszcie w końcu lipca 1985 roku wypełnić złożoną sobie obietnicę.

To normalne, że ogarnęło mnie wzruszenie przy jego grobie. Nie było normalne, że przeżegnałem się. Nie czyniłem tego od wielu, wielu lat. Bezwiednie wszedłem do kościoła Św. Stanisława Kostki. Odruchowo zmówiłem 'Ojcze nasz'. Nieporadnie przypomniałem sobie tekst modlitwy z dzieciństwa. Ze świątyni wyszedłem oszołomiony. Nie rozumiałem swego zachowania. Potem był szybki powrót do Poznania i ta pamiętna noc . . . Noc szczerego żalu za utarconym Bogiem i gorącej tęsknoty do Niego. Łzy były moją pierwszą żarliwą modlitwą. I nagle wszystko się w moim życiu odmieniło. Następnego dnia pobiegłem do kościoła na Mszę świętą. Byłem radosny jak nigdy. Po blisko trzydziestu latach uczestniczyłem we Mszy
świętej. (. . .) Szczęście, jakie mnie spotkało, zawdzięczam księdzu Jerzemu. To za jego wstawiennictwem otrzymałem od miłosiernego Pana Boga łaską (. . .). Duch Święty poruszył moje serce i napełnił mnie wiarą. Nie odrzuciłem jej (. . .).
Wreszcie naszedł ten dzień. Ten wielki dzień sakramentu pokuty i pojednania. Nigdy go nie zapomnę. Zaliczam go do najszczęśliwszych dni w życiu. Nie mogłem doczekać ranka, kiedy to pobiegłem jak najwcześniej na Mszę świętą, aby przyjąć Pana Jezusa. I stało się. Jeszcze raz się narodziłem! Tego niezwykłego błogosławieństwa me rozumie nikt, kto sam nie doświadczył (. . .). Moim najgorętszym pragnieniem i celem życia jest stać się wiernym uczniem Chrystusa. Tak mi, Panie Boże, dopomóż!".
To autentyczne świadectwo nawrócenia nie jest jedynym. Ksiądz Jerzy jest jak jasna latarnia morska, która pomaga trafić rozbitkom na wzburzonych falach oceanu życia do portu zbawienia, do Boga. Dlatego też jego grób, znajdujący się w sercu Polski, jest tak tłumnie odwiedzany.

Apel zza grobu trwa

Apel zza grobu ciągle się do nas niesie. Jest jak testament: Odnajdźcie sens swojego życia! Uporządkujcie swoje życie małżeńskie i rodzinne! Pojednajcie się z Bogiem. Nie przestawajcie być Jego dziećmi! Niech Bóg ma w was zawsze upodobanie. Katechizm nazywa to stanem łaski uświęcającej. Staniecie się wtedy Bogiem silni. Spotykając Boga, odnajdziecie w bliźnich braci i siostry. Nawet w tych, których nazywacie swoimi wrogami, nieprzyjaciółmi. Nienawiść jest uczuciem niegodnym człowieka, uczuciem moralnie degradującym.
Bierzmy z przykładu księdza Jerzego tyle, ile się da. Nie narzekajmy na trudności, niepowodzenia, cierpienia. Jemu trudniejsze lata przypadły w udziale. On nas uczy mądrości życiowej. Tylu było bardziej od niego wykształconych, lepszych mówców, imponujących erudytów. Tymczasem właśnie on, któremu w młodości nic nie było łatwo dane, przyciągał wszystkich do siebie. "On potrafił wypracować w ciągu swoich dwunastu latach kapłaństwa piękny model życia dla drugich" (ks. kard. J. Glemp). Brońmy się przed zatruciem moralnym, któremu tak wielu bezwiednie ulega. Zło nigdy nie rodzi dobra. Ofiarnie i z odwagą występujemy w obronie drogich nam wartości.

Pisał kiedyś wielki myśliciel rosyjski Lew Tołstoj:
"Człowiek, dorosły człowiek, bez światopoglądu religijnego, bez wiary jest duchowym i moralnym kaleką i może robić to, co właściwe jest człowiekowi, to jest żyć tylko dzięki sztucznym urządzeniom, jak zabawy, sztuka, żądza, ambicja, chęć zysku, ciekawość, nauka. Taki człowiek, tak jak kaleka, zawsze ulega władzy wszystkich. Można z nim robić wszystko, co się chce", (koniec cytatu).

Jeżeli tak bardzo ksiądz Jerzy zabiegał o to, aby Bóg był w sercu każdego wierzącego, to chciał, żeby ludzie nie byli kukłami, manekinami, ale żeby mogli dzięki Bogu być sobą.
Ksiądz Antoni Lewek napisał piękny wiersz pod tytułem "Jaka będziesz, Polsko?". Pod słowo "Polsko" podstawmy wyraz "Polonio".
Jaka będziesz, Polonio?!
"Gdy nam już zgaśnie gwiazda czerwona,
A biały orzeł błyśnie nad nami,
Wtedy będziemy wszyscy od nowa
Wszelkiemu złu winni sobie sami.
Zanim nadejdzie ten wyśniony czas,
Gdy wolność nam miłość swą wyzna,
Niechaj już dziś zapyta każdy z nas,
Jakaż będzie ta nasza Ojczyzna?
Czy nadal w niej będzie tyle kłamstwa,
Korupcji, kradzieży i zawiści,
Tyle płaczu z powodu pijaństwa,
Zbrodni Kaina i nienawiści?
Czy będą Polacy wreszcie uczciwi,
Życzliwi, trzeźwi i gospodarni,
Czy zechcą także być sprawiedliwi,
Mądrzy, bogobojni, solidarni?
Bo nie wystarczy zmiana ustroju,
Lecz prawdziwej tu trzeba mądrości.
Nic nie wywiedzie Polski z zastoju,
Tylko Boży duch solidarności.
Wiec wołajmy dziś: My chcemy Boga
W domu, w szkole, w polskiej codzienności.
Niech obca nam będzie przemoc i trwoga,
Bo my z Bogiem — ku Polsce przyszłości!" (koniec wiersza)

Gwiazda czerwona już zgasła: Nadszedł wyśniony czas — Polska zrzuciła kajdany bolszewickiej niewoli. Jaka teraz będzie? Zależy od Polaków, którzy żyją nad Wisłą i Bugiem, Wartą i Odrą. A jaka będzie Polonia? To też od nas zależy. Pamięć o bohaterskim życiu i śmierci księdza Jerzego Popiełuszki powinna nas wszystkich uczynić lepszymi. Pamięć ta jest bardzo żywa, skoro sławi ją film i pieśń ulubiona przez młodzież:
"Pamiętasz, nie tak dawno żył człowiek pośród nas
Do głębi wypełniony Chrystusem.
Na ustach swych kapłańskich niósł ewangelii treść
I nią jak ostrą szpadą dotykał ludzkich serc.
Refren: Choć odszedł w dal, żyje pośród nas
W milionach serc Jego serce drga — a swoim drżeniem
Wystukuje bardzo prosty rytm, że Ojczyzna Matką,
A Bóg Ojcem mym.
Na straży stał narodu, narodu, który wie,
Co godne jest człowieka, co Boże.
Są jednak ludzie, którzy odmienny mają cel,
Do niego ślepo dążą, choć ceną jego grzech.
Choć odszedł w dal. . .
Czy można mieć mu za złe, że kochał tak jak Ten,
Któremu wiernie służył do końca? Słowami,
które głosił uderzał prosto w cel,
Lecz zamiast nawrócenia, napotkał gorzką śmierć.
Choć odszedł w dal. . .
Pamiętasz nie tak dawno żył człowiek pośród nas
Do głębi wypełniony Chrystusem.
On zlecił nam zadanie
I udowodnił nam, że Polska nie zaginie,
dopóki Bóg jest w nas.
Choć odszedł w dal. . . (Fioretti B 5. Wciąż żywy. . .)