Wizja męki Pańskiej Sługi Bożej Wandy Malczewskiej

Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.

w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA

24 marzec, 1991

WIZJA MĘKI PAŃSKIEJ SŁUGI BOŻEJ WANDY MALCZEWSKIEJ

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

W objawienia prywatne można nie wierzyć, jeśli są wątpliwości co do ich autentyczności. Byłoby jednak nieroztropnie je odrzucać, gdy przemawiają prawdą Ewangelii, są źródłem pocieszenia, pouczenia i lepszego poznania działania Opatrzności Bożej.
Wśród świątobliwych kobiet Kościoła katolickiego w Polsce, Sługa Boża Wanda Malczewska wyróżniała się głębokim życiem wewnętrznym i mistycznym. Zmarła ona w 1896 roku. Jej proces beatyfikacyjny przerwany przez dwie wojny światowe, został znów wznowiony. Od wczesnej młodości Bóg darzył ją niezwykłymi łaskami. Przeżywała zachwyty, objawienia i inne stany mistyczne zazwyczaj podczas nawiedzenia Najświętszego Sakramentu i uczestniczenia we Mszy świętej. W Wielkim Poście każdego piątku podczas rozważania męki Pańskiej przeżywała ekstazę i widziała wszystkie ważniejsze momenty męki Pana Jezusa. Wanda Malczewska miała też dar widzenia rzeczy przyszłych dotyczących Kościoła i Polski. Przytoczę Wam dzisiaj jej własny opis ekstazy z 1872 roku. Łatwo spostrzeżecie, że obrazy jakie przesuwały się w czasie objawień przed jej oczyma robią wrażenie jakby wszystko działo się w teraźniejszości. Niech więc przemówi do serc naszych jej wizja. A oto tytuł pogadanki:

WIZJA MĘKI PAŃSKIEJ SŁUGI BOŻEJ WANDY MALCZEWSKIEJ

Chusta Weroniki

"Dziś byłam na ulicach Jerozolimy, którymi Pana Jezusa prowadzili na Kalwarię. Widziałam wszędzie zbiegowisko ludzi przybyłych z różnych stron na obchód świąt wielkanocnych. Imię Pana Jezusa było znane, bo wiemy, że na Jego nauki zewsząd lud gromadził się i korzystał z jego cudownych uzdrowień i rozmnożenia chleba na polu. Toteż wśród mnóstwa ludzi widziałam wielu płaczących na widok, że ten Dobroczyńca, Jezus z Nazaretu, skazany został na ukrzyżowanie.
Na jednej z ulic miała dom pobożna niewiasta Weronika, która od pierwszej chwili, gdy Pan Jezus wystąpił publicznie, przystąpiła do Niego jako wierna
i nieodstępna uczennica. Gdy Pan Jezus został pojmany, ona we łzach cały czas spędziła i czekała na sposobna chwilę, aby się mogła jeszcze z Nim zobaczyć, jeszcze jakie słowo usłyszeć i pożegnać się. Modliła się, aby Pan Jezus przechodził koło jej domu. Modlitwa jej była wysłuchana. Weronika z upragnieniem wyczekiwała na ulicy. Słyszałam jak się modliła:
— Jezu Najdroższy, jeśli złość ludzka skazała Cię na takie męczarnie, jeżeli
masz już umierać, błagam Cię, daj mi jeszcze tę łaskę, bym Cię pożegnała i odebrała
od Ciebie błogosławieństwo.
Jak tylko zbliżył się orszak prowadzący Pana Jezusa, wybiegła z odwaga i prędko uklękła przed Panem Jezusem. Z cichym, serdecznym żalem podała Mu czysta, biała chustę do otarcia twarzy krwią zbroczonej, łzami zalanej. Pan Jezus trzymając lewa ręka krzyż na ramieniu, prawą odebrał chustę, otarł twarz, a oddając ją z powrotem, rzekł:
— Błogosławię cię za ten miłosierny uczynek. I poszedł dalej. Weronika odeszła
na bok, rozwinęła chustę i z wielką radością zobaczyła na niej cudownie odtworzone Oblicze Boskiego Zbawiciela, w jakim stanie wtenczas było. Widziałam jak
z radością zapłakała, jak tę najdroższa pamiątkę po ukochanym Nauczycielu całowała.
Przed rozłożona na stole chustą klękła i gorąco się modliła, a potem z wielkim
uszanowaniem ją złożyła, wonnym olejkiem skropiła i do skrzyni włożyła.
O szczęśliwa niewiasto — rzekłam — że masz taki skarb; będziesz w niego wpatrywała się i przypominała Pana Jezusa w ostatniej, przedśmiertelnej godzinie. Przez ciebie całe chrześcijaństwo będzie szczęśliwe, bo z tej chusty pozwolisz przemalować obrazy dla rozpowszechnienia ich wśród katolickiego ludu.

Pan Jezus spotyka plączące niewiasty

Dalej na ulicy, przy wyjściu z miasta, widziałam gromadę około pięciuset niewiast z dziećmi różnego wzrostu i wieku, od rana prawie czekające na Pana Jezusa, aby się z Nim pożegnać, usłyszeć jakąś naukę, podziękować za odebrane dobrodziejstwa i poprosić o błogosławieństwo dla dzieci. Widziałam, że żołnierze maszerujący naprzód mieli zamiar usunąć je, ale niewiasty tak groźną postawę przybrały, że chcąc swój zamiar spełnić, musieliby na to użyć gwałtu, a na to odważyć się nie śmieli, więc pozostawili je w spokoju.
Gdy nadszedł Pan Jezus, zastąpiły Mu drogę. Nastąpiła scena trudna do opisania, scena bardzo bolesna i rozrzewniająca. Matki brały młodsze dzieci na ręce i podnosiły w górę, a starsze stały obok nich. Matki wskazywały im Pana Jezusa i z płaczem głośno mówiły:
— Widzisz moje dziecko tego Więźnia dźwigającego krzyż? To Pan Jezus, który
cię z choroby uzdrowił ... na kolanach cię pieścił, całował i nie pozwolił odsunąć
od piersi swoich i mówił, że takich jest królestwo niebieskie . . .; za to, że Pan
Jezus był taki dobry, żeśmy poczęli garnąć się do Niego, starsi przełożeni Żydzi
postanowili Go zgładzić, bo bali się, żeby cały naród nie przystał do Niego. Patrzcie
dzieci, jak ci zbóje zmordowali Pana Jezusa i ciągnął Go na Kalwarię, żeby Go tam
przybić do krzyża, który Mu nieść kazali.

Rozdzierająca to była chwila, gdy wszystkie dzieci wraz z matkami na różne tony zaczęły płakać i wołać:
— Puście nam Pana Jezusa, nie zabijajcie Go . . . Za tę niesprawiedliwość kara
Boska spadnie na was i na całe miasto.
Na ten płacz dziecięcy, na to wołanie rozdzierające serce, wielu z tłumu rozpoczęło płakać, nawet w oczach niektórych żołnierzy widziałam łzy. Jedni tylko faryzeusze byli niewzruszeni. Poczęli usuwać płaczących z drogi, a Pana Jezusa przynaglali do pochodu, bo szabat się zbliżał.

Dotąd widziałam Pana Jezusa tak osłabionego, że ledwie szedł, a teraz jakaś nieziemska siła wstąpiła w Niego. Wyprostował się i powaga Swoją majestatyczną, jak wzburzonemu morzu, tak wzburzonym faryzeuszom nakazał milczenie. Powiedział im:
— Już słyszeliście ode Mnie, że Syn Człowieczy jest Panem szabatu. Jeżeli na głos Jozuego słońce wstrzymało się i dzień się przedłużył, aby lud wygnany wygrał bitwę z nieprzyjacielem, to i teraz na głos Syna Człowieczego, który idzie stoczyć bitwę ostateczna z szatanem, słońce zatrzymać się może.
Nikt nie śmiał zaprotestować przeciwko tym słowom Jezusa. Szymon Cyrenejczyk, stojący blisko, podszedł, wziął krzyż w swoje ręce, a Pan Jezus zwrócił się do matek i tak przemówił:

Nie płaczcie madę Mną

"— Nie płaczcie nade Mną, bo mękę, jaką ponoszę i śmierć na krzyżu podjąłem z woli Ojca Niebieskiego. Więc dobrowolnie pozwoliłem się pojmać, dobrowolnie katować, dobrowolnie żywot na krzyżu zakończyć, dla waszego zbawienia, dla zmazania grzechów waszych i dla zadośćuczynienia sprawiedliwości Boskiej za wszystkie krzywdy Bogu wyrządzone przez grzeszników całego świata. Płaczcie nad sobą i nad synami waszymi, jeżeli z męki Mojej nie skorzystacie i pokuty czynić nie będziecie. Jak Ja nie wrócę tą drogą, którą idę, tak wy z synami waszymi porzućcie dawną drogę grzechu i niesprawiedliwości, a idźcie droga nowa wskazana wam przeze Mnie. Kto idzie za Mną, nie chodzi w ciemnościach, ale będzie miał światło życia. Te miłe dzieci, co je nieraz błogosławiłem i uczyłem, a teraz je widzę zapłakane, błogosławię, aby Duch Święty wstąpił w nie i uczynił je gorliwymi głosicielami i mężnymi obrońcami Ewangelii. Błogosławię i was, matki, na staranne wychowanie tych dzieci, za wpojone w nie zasady wiary, za miłość względem Mnie a zarazem upominam was, abyście w dalszym życiu te obowiązki święte spełniały. Jak matka Machabeuszów w siedmiu swoich synów wpoiła nieustraszone męstwo, że nie ulękli się srogiego Antiocha i w obronie praw ojczystych życie poświęcili i sama z nimi śmierć poniosła — tak i wy swoich synów wychowujcie na bohaterów, gotowych do oddania życia za wiarę i same bądźcie gotowe dać im przykład tego bohaterstwa".

Błogosławieństwo dla Polski

Polski jeszcze nie było na mapie świata. Jej dzieje miały się rozpocząć dopiero za 900 lat, ale gdy Wanda Malczewska zauważyła w widzeniu, że Pan Jezus zabierał się do dalszej drogi, w ten sposób poczęła go prosić:
— Jezu Najmiłosierniejszy, ja też proszę o błogosławieństwo dla matek i dzieci w mojej ojczyźnie.
Na to Pan Jezus odpowiedział:
— Słyszałaś co mówiłem do matek i dzieci tu obecnych. Daj to na piśmie księdzu proboszczowi, a on we właściwym czasie powtórzy to w parafii, a stad ta wiadomość pójdzie dalej. Do tego co słyszałaś dodam jeszcze, że zbliżają się czasy
przewrotu. Ojczyzna wasza będzie wolna od ucisku wrogów zewnętrznych, aleją opanują wrogowie wewnętrzni. Przede wszystkim będą się starali wziąść w swoje ręce młodzież szkolną. Dowodzić będą, że religia w szkole jest niepotrzebna, że można ją zastąpić innymi naukami. Spowiedź i inne praktyki religijne, kontrola Kościoła nad szkołami zbyteczna, bo ścieśnia samodzielność myślenia ucznia. Krzyże i obrazy religijne z sal szkolnych będą chcieli usunąć. Przez młodzież pozbawioną wiary, zechcą w całym narodzie wprowadzić niedowiarstwo. Jeżeli naród uwierzy temu i pozbędzie się wiary, straci przywróconą ojczyznę. Niechaj ojcowie i matki zwracają uwagę na szkoły. Niech protestują przeciwko usuwaniu wizerunków religijnych ze szkoły i przeciwko nauczycielom dążącym do zaprowadzenia szkoły bezwyznaniowej. Nauka bez wiary nie zrodzi świętych, ani bohaterów narodowych. Zrodzi szkodników. Módl się o dobrą chrześcijańską szkołę ..."

Gdy Jezus błogosławił matki jerozolimskie i dzieci, które Go otoczyły, rzekł:
— Puśćcie Mnie, muszę iść w dalszą drogę, albowiem zbliża się godzina spełnienia ofiary krwawej na krzyżu . . . Zachowajcie w pamięci Moje słowa . . .
Wszyscy wybuchnęli głośnym płaczem i zawołali:
— Jezu, pozostań z nami! Bez Ciebie ciężkie będzie życie nasze.
Starsze dzieci rzuciły się do nóg Jezusa, całowały je i zbierały ziemię spod nóg Jego mówiąc:
— Tę ziemię skropioną krwią Twoją i łzami, Najukochańszy nasz Ojcze zbierzemy w naczynia, zasadzimy w nich kwiaty i łzami je skrapiać będziemy. One
przypominać nam będą Ciebie, Najdroższy Ojcze, Najpiękniejszy Kwiecie i Ozdobo
Nieba . . . Przypominać nam będą nauki Twoje i zachęcać, abyśmy cnotliwie żyli
i dla chwały Twojej pracowali.

Widziałam, że Pan Jezus żegnając się z tymi dobrymi dziećmi płakał. I ja płakałam i mówiłam:
— Mój Boże, jaka to szkoda, że tu nie ma polskich dzieci, że razem z tymi
dziećmi nie żegnają Pana Jezusa.
Nie było polskich dzieci, gdy Jezus dźwigał krzyż na Kalwarię. Nie było również nas, ale Mękę Pańską, według wizji Służebnicy Bożej Wandy Malczewskiej, możemy wszyscy rozważać z boleścią serca, z miłością i z wielkim pożytkiem dla duszy w Tygodniu Męki Pańskiej.