BÓG ZWRÓCIŁ KU NAM SWOJE OBLICZE (I) (Odrodzenie Religijne w Rosji)

Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliami Dende, OFMConv.

w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA

14-ty lipiec 1991

BÓG ZWRÓCIŁ KU NAM SWOJE OBLICZE (I) (Odrodzenie Religijne w Rosji)

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Niedawno temu "Moskiewskie Wiadomości" ogłosiły wyniki sondażu opinii publicznej na temat: kto w niedalekiej przyszłości będzie wywierał największy wpływ na umysły obywateli Związku Sowieckiego? Większość ankietowanych opowiedziała się za Jezusem Chrystusem, dopiero na dalszym planie wymieniano postacie współczesne jak niedawno zmarłego Andrieja Sacharowa, fizyka, laureata nagrody Nobla i bojownika o wolność, dalej twórcę "pierestrojki" Michaiła Gorbaczowa. Mały procent opowiedział się za Leninem i Stalinem.
Wpływ Jezusa Chrystusa, Boga - Człowieka na umysły obywateli sowieckich rośnie z dnia na dzień, równolegle do upadku komunizmu. Stwierdzili to naocznie trzej klerycy z Polski, którzy odwiedzili parafie polskie na Ukrainie, w Wilnie i seminarium duchowne w Rydze na Łotwie, gdzie oficjalnie mogą się przygotowywać do kapłaństwa ludzie, których diecezją jest obecnie cały Związek Sowiecki z wyjątkiem Litwy. W seminarium tym, na ogólna liczbę 103 kleryków, studiuje 43 Polaków. Klerycy z Polski po swoich święceniach pragną poświęcić się pracy duszpasterskiej w Rosji. Jeden z nich, Marian Lisowski, opisał swoje wrażenia z pobytu w polskiej parafii w miejscowości Sławuta, na Ukrainie.
Podam Warn w dzisiejszej pogadance jego wrażenia, które obrazują światła i cienie życia religijnego na terenie brutalnie ateizowanym przez ostatnie 70 lat. Tytuł pogadanki jest wzruszającą wypowiedzią jednego z tamtejszych wiernych:

BÓG ZWRÓCIŁ KU NAM SWOJE OBLICZE (Część I) (Odrodzenie religijne w Rosji)

Odbudowa domu Bożego

Opowiem o miejscowości Sławuta liczącej 40.000 mieszkańców. Ma stary zrujnowany kościół zamieniony na skład soli. Miasteczko leży około czterysta kilometrów od obecnej granicy polskiej, a około trzydzieści kilometrów od dawnej granicy, już na terytorium Związku Sowieckiego. Ludzie pozbawieni są opieki duszpasterskiej od lat czterdziestych, kiedy to ostatniego działającego na tych terenach księdza
franciszkanina Ojca Kaszubę władze zesłały do Kazachstanu. W połowie lat osiemdziesiątych w odległej o 70 kilometrów miejscowości Połonne pojawił się znowu kapłan. Stara się on wprawdzie objąć jakąś formą duszpasterskiej pieczy mieszkań¬ców Sławuty i okolic, ale przecież powierzchnia jego "parafii", jeśli tak można to w ogóle nazwać, sięga chyba obszaru jednej trzeciej sporej diecezji. Do Sławuty przyjeżdża co dwa lub trzy tygodnie, odprawia Msze świętą, udziela sakramentów świętych, zwłaszcza słucha spowiedzi świętej i odjeżdża. Taki był stan rzeczy, gdy do tej miejscowości skierowany został trzy lata temu młody, wyświęcony zresztą, według oceny władz państwowych nielegalnie, kapłan — ksiądz Antoni. Dopiero po pół roku pracy w charakterze kierowcy ciężarówek, którą podjął, aby uzyskać zameldowanie w Sławucie, udaje mu się uzyskać zgodę władz na oficjalną pracę duszpasterską w tej parafii. Kolejnym krokiem musiała być budowa kaplicy, w której można by się modlić i odprawiać Mszę świętą i udzielać sakramentów świętych.
Nie była to sprawa prosta zważywszy niechęć władz do tej inicjatywy, oraz fakt, że na społeczność wiernych składała się garstka, przeważnie starszych i biednych osób. Tylko dzięki wyjątkowemu samozaparciu księdza Antoniego, przy wydatnej pomocy polskich robotników przebywających w pobliżu na kontrakcie, udało sieją wybudować w ciągu jednego roku. Równocześnie z budową kaplicy ksiądz Antoni podjął bardzo żmudne i długotrwałe starania o zwrot przez władze starego kościoła i opróżnienie go z zapasów soli. Nawet po uzyskaniu dwa lata temu formalnej zgody na przejęcie kościoła, wierni inspirowani przez proboszcza niejedną noc muszą czuwać przy kościele, gdyż władze nadal usiłują umieszczać w nim odpady i śmiecie. Po ostatecznym usunięciu z kościoła odpadów i soli rozpoczyna się odbudowa. A odbudowy wymaga dosłownie wszystko — począwszy od przeciekającego dachu, na którym rosną krzewy, a nawet drzewka, po naprawę drzwi, konfesjonałów, ołtarza, tynkowania od zewnątrz i malowania wewnątrz. Niezbędne jest też zdobycie obrazów, szat, ksiąg i sprzętu liturgicznego. Potrzebom końca nie widać. Ale i pomysłowość jest niesamowita. Pewnego razu podczas procesji z braku dzwonu zrabowanego niegdyś z dzwonnicy, ksiądz Antoni, chcąc zwrócić uwagę mieszkańców Sławuty, z których wielu od lat nie miało styczności z kościołem, kazał ministrantowi bić w szynę.

Gorliwość o dom Boży

Oprócz jednak wszystkich tych, bardzo prozaicznych, utrudniających życie przeszkód i braków, kapłan w Związku Sowieckim posiada niezwykle ostry bodziec do pracy w postaci wiernych świeckich. Ich poświęcenie i ofiarność są wprost niezwykłe, a przywiązanie do kościoła i księdza przewyższa to wszystko do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Raz pozyskani dla wiary, lgną do niej całym sercem, swoim zapałem i zaangażowaniem w sprawy religijne, nasuwając nam nieraz skojarzenia z pierwotnym chrześcijaństwem. Nie ma takiej pracy, której by się nie podjęli, nie ma takiej ofiary, której by nie złożyli dla dobra religii, którą wyznają. Mimo woli nasuwa się refleksja o ileż więcej wśród tych ludzi, żyjących przecież w bardzo trudnych warunkach, często szykanowanych za swoją wiarę — zapału, zaangażowania i gorliwości, niż wśród wiernych w Polsce, którzy mogą w sposób nieskrępowany wyrażać swą wiarę. A jest tak chyba dlatego, że więcej dla spraw wiary poświęciwszy, więcej ją sobie cenią niż wierni w Polsce. Jak mówił Ojciec Święty w Częstochowie w czasie drugiej pielgrzymki do Polski: "To co dużo kosztuje, to właśnie stanowi wartość". Warto chyba nad tym czasem się zastanowić.

Rozkwit głębokiego życia modlitwy

Nas, którzyśmy z bliska widzieli wielką odporność na trudy, ofiarność i zaangażowanie tych ludzi, dziwiło jeszcze co innego — rozkwit głębokiego życia modlitwy.
Nie będzie to żadną przesadą z mojej strony gdy powiem, że nieraz widząc ich gorliwość, pełną zapału i wiary, modlitwę, czułem się zawstydzony i zazdrościłem im tej wiary i tej modlitwy. Tam nie była już konieczna zachęta kapłana do modlitwy mimo, że często on ją czynił wzywając ludzi do wciąż intensywniejszej modlitwy. Owszem, była i jest ona niezbędna wśród ludzi, którzy niedawno dopiero i bardzo pobieżnie zetknęli się z religią i dotąd się nie modlili. Nawet i oni jednak w krótkim czasie "nadrobili zaległości" w modlitwie. Tak więc modlitwa w życiu chrześcijan w Związku Sowieckim odgrywa większą niż u nas rolę, już przez sam fakt długości i intensywności. Ci ludzie modlą się nie tylko podczas dłuższych i uroczystszych niż u nas Mszy świętych. Na przykład w Sławucie są celebrowane Msze święte z codziennym kazaniem o charakterze katechizmowym. Oni modlą się przed i po każdej Mszy świętej, zwłaszcza w niedziele i święta. Ich niesamowite rozmodlenie, wprost zamiłowanie do modlitwy szokuje przybyszów z Polski, także kapłanów czy kleryków.
Wystarczy wyobrazić sobie półtoragodzinne, dwugodzinne modlitwy przed Najświętszym Sakramentem w pierwszą niedzielę miesiąca przed Mszą świętą, te niezliczone pieśni, których teksty widnieją często na ręcznie przepisywanych kartkach, a słowa śpiewane są z wielką uwagą i gorliwością, litanie do Najświętszego Serca, do Krwi Najdroższej, do Matki Bożej, te cząstki różańca poprzedzane rozmaitymi modlitwami, itd. . . .

Pobożność eucharystyczna

Podkreślenia wymaga ich pobożność eucharystyczna. Podczas każdej Mszy świętej właściwie wszyscy przyjmują Chrystusa w Komunii świętej. W przeciwieństwie do wiernych ze Stanów Zjednoczonych czy Zachodniej Europy, wierni w Rosji Sowieckiej jednak bardzo często, przynajmniej jeden raz w miesiącu przystępują do spowiedzi świętej w przekonaniu, że tego wymaga szacunek dla Chrystusa w Komunii świętej. Mam tu na myśli oczywiście tylko wiernych utrzymujących stały kontakt z kapłanami. Wielką czcią otaczają wierni także Najświętsze Serce Jezusowe. W każdy piątek odbywa się specjalne nabożeństwo ku czci Serca Jezusowego przed Chrystusem wystawionym w monstrancji. Wśród rozlicznych modlitw prowadzonych zresztą przez samych wiernych, podczas gdy kapłan spowiadał, był również śpiew, w Polsce raczej nieznanych, "Godzinek do Najświętszego Serca Pana Jezusa". Stanowią one tylko przykład wielu unikalnych zapewne, zapomnianych u nas modlitw i nabożeństw znakomicie podtrzymywanych pobożnością tamtejszych wiernych.
Przerywani teraz sprawozdanie seminarzysty Mariana Lisowskiego. Zakończenie tego sprawozdania podam za tydzień. Pod ich silnym wrażeniem przyszły mi na myśl żarliwe słowa nawróconej literatki rosyjskiej Tatiany Goriczewy w jej "Listach o modlitwie do Matki Bożej": "Byliśmy już straceni, ale zostaliśmy wybawieni. Matka Boża nazywana jest u nas 'Zbawieniem zagubionych', nie tych,
którzy znajdują się w niebezpieczeństwie, lecz tych, którzy są zagubieni, bez jakiejkolwiek nadziei. Jedynie cud mógł nas uratować - i cud nastąpił. Matka Boska jest obrończynią rodzaju ludzkiego przed Bogiem, Ona hamuje Jego gniew. Miłosier-izie Matki Boga jest niezmierzone, gdyż jedynie miłosierdzie i miłość mogą przezwyciężyć w nas to, czym staliśmy się przez ateizm, może przezwyciężyć beznadziejność i okrucieństwo bezdusznej egzystencji ..."

I my tutaj, w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie, módlmy się i dziękujmy Matce Bożej z Fatimy za cud religijnego przebudzenia w Rosji