DAR PAPIEŻA NA ŚWIATOWY DZIEŃ MŁODZIEŻY (Beatyfikacja Anieli Salawy)

Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.

w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA

22 wrzesień, 1991

DAR PAPIEŻA NA ŚWIATOWY DZIEŃ MŁODZIEŻY (Beatyfikacja Anieli Salawy)

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim — Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Od pamiętnego roku 1794, kiedy to na Rynku w Krakowie generał Tadeusz Kościuszko składał uroczystą przysięgę obejmując stanowisko Najwyższego Naczelnika Powstania, mieszkańcy tego miasta nie widzieli chyba tak wielkich tłumów ani takiego entuzjazmu jak 13 sierpnia bieżącego roku (1991) podczas uroczystości wyniesienia na ołtarze prostej służącej Anieli Salawy, przez papieża Polaka.
Jan Paweł II już od młodych lat pozostawał pod urokiem świętości Anieli. Znał
warunki jej ciężkiego życia, bo obydwoje pochodzą z tej samej Ziemi Krakowskiej,
a ich miejsca urodzenia Siepraw i Wadowice są odległe od siebie zaledwie o 20 mil.
O wiele więcej łączy ich dusze Karmel. Obydwoje zamierzali do niego wstąpić,
a choć Opatrzność inaczej ich życiem pokierowała, oboje pozostali wierni duchowi
karmelitańskiemu, bo byli rozmiłowani w mistyce świętego Jana od Krzyża i świętej
Teresy z Avila.
Jako metropolita krakowski Karol Wojtyła lubił uczęszczać do bazyliki OO. (Ojców) Franciszkanów w Krakowie, gdzie odmawiał brewiarz opodal kaplicy Męki Pańskiej, gdzie znajduje się grób błogosławionej Anieli, byłej tercjarki franciszkańskiej.
Beatyfikacja Anieli Salawy w wigilię Szóstego Światowego Dnia Młodzieży na Jasnej Górze w Częstochowie jest rzeczą znamienną. Najwidoczniej Ojciec Święty pragnie dać błogosławioną Anielę za wzór młodzieży bałamuconej fałszywymi bożyszczami współczesnego świata. Pogadankę tytułuję:

DAR PAPIEŻA NA ŚWIATOWY DZIEŃ MŁODZIEŻY (Beatyfikacja Anieli Salawy)

Skarb jaki powinna posiadać każda młodzież

Aniela, przedostatnia z dziesięciorga dzieci Bartłomieja i Ewy Salawów miała jeszcze dwu przyrodnich braci, bo jej ojciec Bartłomiej był wdowcem i miał dwu synów z pierwszego małżeństwa. Aniela umarła w Krakowie w czterdziestym
pierwszym roku życia. Od dziecka rosła w biedzie. Ojciec, nie mogąc wyżywić licznej rodziny z małego, sześciomorgowego pola, dorabiał rzemiosłem jako kowal. Chodził od domu do domu, naprawiał kosy, sierpy i różne rolnicze narzędzia. Aniela zaś przechodziła etapy wiejskiej "edukacji" — pasienia gęsi i krów, obierania kartofli i pomocy w gospodarstwie domowym. Ukończyła dwie klasy szkoły podstawowej. Nauczyła się czytać, pisać, rachować i haftować.
Ale Aniela otrzymała w domu skarb, który przydałby się dziś młodzieży: solidne wychowanie. Ojciec służył przykładem chrześcijańskiego życia. Dzieci widziały nieraz, jak wieczorami siadywał przed domem i głośno odmawiał różaniec, lub śpiewał pobożne pieśni. Matka była nieco więcej od męża wykształcona, a przy tym inteligentna, niezwykle pracowita i energiczna, nadawała ton domowi. Ona była jego duszą,. Ona przede wszystkim zajmowała się dziećmi i ich wychowaniem. Kształciła ich charakter, chroniła przed złem, a w dusze wszczepiała prawdziwą, ofiarna miłość Boga i człowieka. Cnoty dzieci nie rozwijały się w miękkiej, cieplarnianej atmosferze. W codziennym trudzie hartowała je i przygotowała ich dusze na ciężką walkę życia. I taką właśnie miłością rzetelną, wymagającą, hartowną i mocną kochała swe dzieci. "Tato był ostry — wspomina jedna z córek Salawów — a mama dobra, ale nas krótko trzymała, nie pozwoliła nigdzie się wałęsać; mieliśmy czas wolny to kazała nam czytać książkę pobożną".

Biblioteka domowa

Jeszcze jedno wskazuje na mądrość życiową tych wiejskich rodziców. W domu, w którym się nigdy nie przelewało, była stosunkowo bogata biblioteczka. Na półkach stały nieodzowne w polskim domu Żywoty Świętych Piotra Skargi, Pismo święte w tłumaczeniu Jakuba Wujka, Filotea, czyli droga do życia pobożnego świętego Franciszka Salezego, biskupa Genewy, dzieła ascetyczno-moralne świętego Alfonsa Liguori'ego oraz wiele różnych nabożnych książek i broszur współczesnych. Przy każdej okazji, na przykład robiąc zakupy w mieście, kupowano też religijną książkę. Sama "matka bardzo była oświecona w sprawach wiary" — jak powiada o niej jedna z osób opisujących młodość Anieli. I dbała, by tak samo oświecone były jej dzieci.
Toteż biblioteka nie stała bezużytecznie. Była pilnie czytywana. W niedzielne popołudnia, gdy już zmyto statki po obiedzie, gromadziły się w izbie wszystkie dzieci. Ojciec lub matka czytali głośno ustęp z jakiejś książki. Potem - posługując sięjakżeż nowoczesnymi metodami dydaktycznymi - ustęp ten z dziećmi omawiali, tłumaczyli im i objaśniali. Dzieci zadawały pytania. Była to formalna, doskonale prowadzona pogadanka. Prawdziwie po chrześcijańsku święcona niedziela.
Z podziwem i wzruszeniem patrzymy na takich rodziców, którzy jedyną wolną chwilę w tygodniu wypoczynku i rozrywki - łączą z ważną pracą nauczania katechizmu i prawd wiary. Roztropnie i mądrze potrafią wygospodarować w wypoczynku niedzielnym cenną godzinę na wspólne czytanie i omawianie prawd wiary, zamiast pozwolić swym pociechom beztrosko rozbiec się w poszukiwaniu zabaw i gier i wątpliwej jakości towarzystwa, lub ślęczeć przy telewizorze.

Służebne zajęcie

W 16 roku życia Aniela odrzuciła propozycję małżeństwa i w 1897 roku, za wzorem swej siostry Teresy, poszła z rodzinnego domu szukać pracy w Krakowie. Anielka miała naturalne poczucie piękna i wyjątkową na nie wrażliwość. Chłonęła młodzieńczą duszą wszystkie przejawy życia miejskiego. Lubiła elegancję w strojach, towarzystwo rówieśniczek i zabawy z nimi. Ale po śmierci ukochanej siostry Teresy, uznawanej za wzorową i świątobliwą niewiastę, w duszy Anieli nastąpił prawdziwy i głęboki przełom.
Przed młodą dziewczyną nie otwierały się różne możliwości pracy. Aniela podjęła służbę, a więc pracę najmniej płatną, lekceważoną i na ogół pogardzaną. Podjęła chętnie pracę domowa. "W duszy czułam zawsze, od dziecka - pisze pod koniec życia w swoim dzienniku - że tylko będąc w najbardziej poniżonym stanie odpowiem łasce Bożej. I dlatego dobrowolnie obrałam stan służącej, być służącą, wzgardziwszy szczęściem, które mi się nastręczało, ufna, że w tym stanie, tak upokarzającym, odpowiem żądaniu Bożemu".
W tym dobrowolnym wyborze najniższego stanu Aniela podobna jest do Karola de Foucauld, oficera francuskiego, którym wstrząsnęły słowa księdza Huvelin z parafii świętego Augustyna w Paryżu: "Pan Jezus obrał tak bardzo ostatnie miejsce, że nikt nie mógł Mu go odebrać". Te słowa stały się potem przewodnim hasłem jego życia. Niczego już nie pragnął, jak tylko samemu szukać z kolei ostatniego miejsca między ludźmi współczesnymi, bo tu jedynie mógł przebywać najbliżej Chrystusa.
Aniela Salawa również naśladowała Chrystusa w swych skromnych i ubogich warunkach, żyjąc w sytuacji ciągłego wyrzeczenia. Sytuacje życia codziennego uważała za swoją specyficzną misję w Kościele. Przez cierpienia włączyła się w Chrystusowe dzieło zbawienia ludzi, "dopełniając w swym ciele braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół" (Kol l, 24). Służąc, wykonała to, co najcięższe i najmniej przyjemne. Toteż od pierwszej chwili waliło się na nią wszystko co niemiłe. Dźwigała na sobie skutki cudzego kalectwa, choroby, przykrego usposobienia, nawet złych skłonności czy narkomanii członków rodziny, dla których pracowała. "Kochałam moją służbę - mówiła - bo w niej mam wyborną sposobność wiele cierpieć, wiele pracować i wiele się modlić, a poza tym niczego na świecie nie szukam i nie pragnę".
Anielę cechowała prawdziwa chrześcijańska postawa wobec pracy. Żadna praca jej nie hańbiła. Z każdej robiła arcydzieło, wykonując ją sumiennie i dokładnie z miłości do Boga i ludzi. Przez jakiś czas nosiła się z zamiarem wstąpienia do karmelitanek, lecz za radą spowiednika pozostała w świecie, by mieć bezpośredni dostęp do nędzy ludzkiej zarówno materialnej i moralnej. Złożyła ślub dziewiczej czystości, żeby owocniej poświęcić się swojej misji.

Ogień, który zapala innych

Dobro ze swej natury rozprzestrzenia się, rozlewa, promieniuje, udziela się innym. Słynny konwertyta włoski i pisarz Giovanni Papini napisał: "Ogień, który nie zapala innych, szybko gaśnie". Życie potwierdza to piękne powiedzenie. Święci, którzy płonęli miłością Bożą, pragnęli, by i inni ogniem tym zapłonęli.
Nie było świętego ani świętej, nie było duszy naprawdę pobożnej, która nie byłaby ożywiona duchem apostolskim. I właściwie inaczej być nie może: dusza oddana Bogu nie może nie pragnąć, by ten Bóg był coraz szerzej znany, czczony i kochany; nie może pragnąć, by na świecie umniejszała się ilość zła, a mnożyła się
ilość dobra. Ożywiona prawdziwa i dobrze rozumianą miłością bliźniego — nie może nie pragnąć, by ludzie posiedli, i to w stopniu możliwie najwyższym dobro najwyższe: samego Boga.
Z tą właśnie miłością bliźniego, miłością przepojoną żarliwością apostolską, odnosiła się Aniela do swego otoczenia. Będąc prostą służącą nie miała sposobności do tworzenia wielkich dzieł. Poprzestała na małych osiągnięciach zewnętrznych, ale ogień miłości jej serca ogarnął Kraków i Polskę.
Otaczała miłością młode dziewczęta, które przyjeżdżały do miasta na służbę. Z miłością troszczyła się o nie nieraz przez długie lata. Gdy któraś straciła pracę, szukała dla niej nowego zajęcia. Interesowała się losem jej i pomagała przetrwać trudny okres dzieląc się swą pensją. W swym pokoiku, w chwile wolne od pracy, urządzała dla koleżanek rodzaj rekolekcji i porad. Czuwała, by prowadziły życie chrześcijańskie. Kierowała je na drogę cnoty, a czyniła to z taką wesołością i bezpośredniością, że dziewczęta lgnęły do niej. Drzwi jej mieszkania nie zamykały się przed potrzebującymi. Dzieliła się swymi zarobkami, strojem, a nawet obiadami. Nie pozwoliła, żeby żaden biedak odszedł bez wsparcia.
Miłosierdzie jej zajaśniało w pełni w czasie pierwszej wojny światowej. Przywożono wielu rannych żołnierzy. Kraków zamienił się w ogromny szpital. Klasztory i większe domy przeznaczano również na miejsca ratowania rannych i chorych. Aniela wszystkie godziny wolne od obowiązków domowych spędzała przy rannych. Zjawiała się codziennie w szpitalu przynosząc żywność, różne przysmaki, papierosy i z miłym uśmiechem rozdawała je żołnierzom. Wypatrywali jej i nazywali ją "naszą świętą panienką". Otoczyła opieką również jeńców wojennych, nosząc im wraz z koleżenkami gorącą zupę i chleb.
Pełna miłości Boga, Aniela uważała, że każdy czas, każde miejsce i każde zajęcie jest odpowiednie do świadczenia dobra, czyli do szerzenia Królestwa Bożego na ziemi, królestwa sprawiedliwości miłości i pokoju. Poświęcenie, oddanie się z bezinteresownej miłości zawsze imponują młodym i czystym duszom. Szukając wzorów pragną swe życie uczynić jak najbardziej sensownym, wartościowym — prawdziwą pieśnią dla Boga. Takim wzorem i taką pieśnią dla Boga jest właśnie trudne i święte życie Błogosławionej Anieli Salawy.
Błogosławiona Anielo Salawo — módl się za nami!