JAŚNIEJĄCE CNOTY BŁOGOSŁAWIONEJ ANIELI SALAWY

Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliami Dende, OFMConv.

w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA

29 wrzesień, 1991

JAŚNIEJĄCE CNOTY BŁOGOSŁAWIONEJ ANIELI SALAWY

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim — Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Starożytny cynik grecki Diogones z latarnią chodził po ulicach Aten szukając człowieka. Miał na myśli człowieka uczciwego, cnotliwego. Kościół przez beatyfikacje i kanonizacje wskazuje nam ludzi cnotliwych. Ostatnio ukazał nam (13. VIII. 1991) Błogosławioną Anielę Salawę. Prymas Tysiąclecia Stefan Wyszyński ujął całe bogactwo jej serca i ducha w jednym zdaniu: "Im bardziej zdobywał ją sobie Bóg, tym więcej oddawała się ludziom w prawdziwej gotowości ofiary i usłużności, a nawet zastępczego cierpienia" ("Zapiski więzienne"). Paryż 1982, s. 31 10.X.1963).
Pragnę więc dziś ukazać Wam nieprzeciętna osobowość, pogłębioną duchowość i ofiarne życie tej bohaterskiej, prostej służącej. Niech będzie drogowskazem na nasze czasy pełne samowoli i nadmiernego użycia dóbr doczesnych ze szkodą dla naszego życia duchowego. Pogadankę tytułuję:

JAŚNIEJĄCE CNOTY BŁOGOSŁAWIONEJ ANIELI SALAWY

Życzliwość

Aniela Salawa była wysoka, smukła, czarnooka, zawsze ładnie ubrana. Na ramionach nosiła szeroki jedwabny szal. Tak ją odmalowano na beatyfikacyjnym obrazie. Lecz urok jej osobowości pochodził od wewnątrz, z jej duszy. Ze wszystkich cnót, jakimi jaśniała, najbardziej rzucała się w oczy jej życzliwość. Toteż lgnęły do niej ludzkie serca. Lgnęły przede wszystkim serca koleżanek. Nie dostrzegały u niej cienia zazdrości, zarozumiałości czy chłodnej obojętności.
Ta odruchowa uprzejmość i serdeczność nie spadła jej z nieba. Wypracowała ją w sobie wielkim wysiłkiem i pracą nad sobą, wyrzeczeniem się i samozaparciem. Jej przyjaciółka, Kasia, opowiada: "Wśród wiru zajęć i krzątaniny (do mieszkania Anieli) ustawicznie ktoś wchodził. Ten prosił o wsparcie, inny o radę, ów o protekcję, tamta p parę słów pokrzepiających . . . Nudzili, zabierali czas, a ona jakoś temu wszystkiemu podołała, taka pogodzona ze wszystkim, uśmiechnięta. 'Anielciu — mówię do niej — jakaś ty zgodzona ze wszystkim, szczególnie z ludźmi, drzwi
się prawie nie zamykają przed tą procesją, a tyś taka zadowolona, uśmiechnięta, jak gdyby nigdy nic'. 'Ej, Kasiu — odpowiedziała Aniela — ino tak po wierzchu, ale wewnątrz to nerwy skomlą. Ale ja bym dla Jezusa jeszcze więcej zniosła' ". Aniela odnosiła się do wszystkich z szacunkiem, toteż była bardzo wrażliwa gdy w jej obecności poruszano cudze grzechy i upadki. "Zostawmy to Panu Bogu, Bóg najlepiej wszystko wie . . . Kto tam wie jak było? Bóg jeden wie, jak sądzić. A czy ty, moja kochana, wiesz powody takiego postępku? Ja nie siedzę w jej sercu ani w głowie — cóż o tym mogę powiedzieć? Jezus jeden wie, jaką miała intencję". Nie znaczy to, że Aniela była obojętna wobec zła i grzechu. Zawsze miała odwagę każdego napomnieć, każdemu w oczy wytknąć jego złe uczynki, ale też umiała osłaniać człowieka przed sądem nieżyczliwym i niechętnym. A to dlatego, że niewiele mniemała o sobie, a drugich, każdego człowieka, otaczała głębokim szacunkiem.

Wykwintność i dobry smak

O świętych zazwyczaj myślimy, że skoro nie dbają o dobra doczesne, ich zewnętrzny wygląd nie miał dla nich znaczenia. Nie tak było z Anielą. Lubiła się ładnie ubierać i z dużym gustem. Nie był to z jej strony nigdy odruch kokieterii. Wyrzekła się przecież małżeńskiej, ludzkiej miłości, lecz uważała, że skoro całkowicie oddała się służbie Bożej, musi wyglądać nie tylko porządnie, ale i ładnie. Pan Bóg umie ocenić gust i elegancję skoro tak pięknie przystroił lilie polne, że sam król .Salomon w całym swym przepychu nie mógł się mierzyć z ich pięknością (por.Łk 12, 27). Aniela starała się o elegancję, bo mówiła, że "tak przystoi dziewczynie, która kocha Boga". Wszyscy, nawet księża podkreślali jej wyjątkowo miłą powierzchowność, jej sympatyczny wygląd, pełen wykwintności, dystynkcji i dobrego smaku.

Umiłowanie książek

Kochała też książki religijne. Tę tradycje wyniosła z domu. Absolwentka drugiej klasy szkoły podstawowej mogła się śmiało zmierzyć z niejednym teologiem. W wyborze książek była wybredna. Sięgała po najlepsze, najbardziej wartościowe i umiała sobie przyswoić ich treść. "Dziwiłem się — opowiada jeden z ojców karmelitów — skąd taka prosta dziewczyna cytowała na pamięć całe ustępy dzieł świętej Teresy z Avila i świętego Jana od Krzyża. Sam na nowo musiałem studiować te dzieła, by jej dać odpowiedź".
Lektury otwierały przed nią wspaniałe horyzonty, nowy, przedziwny świat nadprzyrodzony, tak mało znany przeciętnym katolikom. Rozpalały jej serce coraz gorętszą miłością Bożą, pomagały w coraz lepszym skupieniu i coraz bliżej prowadziły do Boga. Zdobyła nie tylko wiedzę religijną, lecz prawdziwą mądrość, "nadzwyczaj trafny, jasny, trzeźwy sąd o rzeczach i ludziach". "Nieraz z nią rozmawiałem — pisze jej spowiednik — Ojciec I. Nowakowski, jezuita — o niebie, o wieczności, o wierze świętej itp. Nigdy nie były to rozmowy banalne, jałowe,
nudne, ale pełne przekonania, życia, zapału i miłości Bożej". A inny z jej spowiedników tak się wyraża: "Rozmowa z nią, niewykształconą, wiejską dziewczyną
1 służącą — przedstawiała prawdziwą ucztę dla ducha". Wobec koleżanek odgrywała
często rolę duchowego kierownika. Aniela umiała trafnie tłumaczyć rzeczy niejasne
i trudności religijne i tłumaczyła je z takim namaszczeniem i stanowczością, jakby
przez nią sam Bóg przemawiał" — pisze jedna z nich.

Cierpienia laską

Aniela oglądała i wartościowała swe życie w świetle wiary. Cierpiała dużo a ostatnie cztery lata jej życia były istną gehenną. Ale nawet cierpienie w osamotnieniu przyjmowała z wielkim spokojem. "Jestem najspokojniejsza — mówiła - gdy się na cierpienie zgadzam". O. Nowakowski, który w okresie choroby często zanosił jej Komunię świętą wspomina: "Nigdy nie widziałem jej smutnej, zagniewanej, niecierpliwej, zniechęconej do życia, skarżącej się na głód, zimno, na obojętność ludzką. A przecież, (ponieważ zarobione pieniądze oddawała ubogim), żyła po prostu w nędzy, zdana na dobre serca znajomych i przyjaciółek. Jadła to, co jej zanoszono, a jadła bardzo mało. Mimo tego niedostatku zastawałem ją zawsze promieniejącą radością, uśmiechniętą i tak pełną wesela, że nieraz zdawało mi się iż przed moim przybyciem miała jakiegoś gościa z nieba i stąd ta ciągła radość nad przyrodzona przenikała jej serce i oblicze".

Pewnego razu Aniela "wyliczała swej znajomej wszystkie choroby, jakie ją dotknęły, a czyniła to z tak szczerą radością, że zdziwiona jej zachowaniem zapytała: "To się cieszysz z tego, że tyle cię chorób dręczy? A ona na to: Jeżeli Pan Jezu: daje, to jest to łaska Jego".
Aniela przyjmowała choroby jako łaskę i dar Boży, a nawet brała cierpienii drugich na siebie. Uczy nas, byśmy nie marnowali cierpienia jako okazji do doskonalenia się i wynagrodzenia za grzechy.
W dwóch wiadomych przypadkach Aniela prosiła Boga o przeniesienie cudzego cierpienia na nią. Pewien młody człowiek, dotknięty lekkim paraliżem prawej połowi ciała, pociągał prawą nogą, rozpaczał, bluźnił i narzekał na swój los groźbą odebrania sobie życia. Aniela przerażona jego duchowym stanem prosiła Boga "Jezu! Daj mi chorobę tego obłąkańca ... On poniewiera Twym skarbem i ukochaniem — krzyżem, on piekło sobie chce nim otworzyć" ... W niedługim czasie młodzieniec ten zupełnie wyzdrowiał. Aniela natomiast zapadła rzeczywiście na lekk paraliż prawej strony ciała. Do śmierci powłóczyła prawą nogą i miała utrudniom wszelkie ruchy prawej połowy ciała.

W drugim przypadku Aniela spotykała na ulicy człowieka, którego twarz byla zupełnie zjedzona przez raka. Poprosiła Pana Jezusa o przeniesienie jego chorób na nią. Człowiek ów cudownie uzdrowiał, a do gruźlicy Anieli dołączył się rak żołądka.
Może powiemy: zbieg okoliczności! Rozważmy jednak samą heroiczną gotowość odważnego wyciągania rąk po cudze cierpienie, a przecież to liczy się u Boga.

Życie wewnętrzne

Podkreślę jeszcze jej ścisłe zjednoczenie z Bogiem, do którego doszła przez stan pogłębienie życia wewnętrznego. Nie przyszło to jej łatwo.
Przeszła kolejno wszystkie etapy życia duchowego mistyków: przez ich trudności, stany, oschłości i wzloty; wznosiła się coraz wyżej ku Bogu po tych samych stopniach modlitwy. Zapytana kiedyś przez koleżankę jaki jest najwyższy stopień modlitwy, odpowiedziała: "Najwyższy stopień modlitwy jest, jeżeli dusza już nic nie mówi do Pana Jezusa . . . Ino spogląda na Niego w milczeniu . . . Owładnięte Jego Majestatem uwielbia Go bez dźwięku i hałasu słów — wewnętrznym spojrzeniem i krzykiem duszy".
To głębokie życie wewnętrzne sprawiało, że Aniela mogła z łatwością mówić
0 Bogu. Mówiąc o przeżyciach mistycznych nie zatraciła swego prostego stylu,
własnego obrazowania. Oto jak raz opisała jednej z koleżanek cierpienia Chrystusa:
"Wiesz Andziu — opowiem ci o tym, co cierpiał Pan Jezus. Z Wielkiej Środy na Czwartek całą noc spędził Jezus na rozmowie ze swoja ukochaną Matka. Opowiadał Jej o całej swojej bolesnej Męce, przedstawiając Jej w szczegółach, co Go czeka, jakie cierpienia będzie przechodził i w jaki sposób umrze na krzyżu na Golgocie, że Matka Najświętsza cała zapłakana drżała: Matko Moja ukochana wszyscy Mnie odstąpią, wszyscy o Mnie zwątpią — wszyscy uciekną i znikąd żadnej pociechy miał nie będę — Ty jedna mnie nie opuszczaj, jako nigdy dotychczas. . . Będziesz przy Mnie kochana Matko? — A na to Matka Najświętsza taką odpowiedź dała Jezusowi: Synu mój, widzisz, że to nad moje siły, jakże ja na te Twoje męki patrzeć będę, oko nie wytrzyma, serce nie zniesie, oczy moje utracą światło a serce z bólu pęknie. . . I jakże Cię przez to pocieszę, ja najbiedniejsza ze wszystkich matek. . . Synu mój, proszę, racz to sprawić dla Siebie i dla mnie, abym zasnęła na ten czas, a Twojej męki nie widziała. . . Pan Jezus przycisnąwszy czule do serca Swa Matkę Najświętszą, rzekł Jej na to: A któżby Mnie moja Matko żałował. . . Uczniowie? — Jeden Mnie zdradził, drugi się Mnie zaprze, inni uciekną. . . przyjaciele się pokryją, wrogowie Moi pod krzyżem cieszyć się będą i szydzić z męki i śmierci Mojej. . . Kogóż mieć będę przy sobie na krzyżu. . . Ciebie jedną, Matko moja miła, i Twoje kochające serce. . . Wiec Matka Najświętsza na to się zgodziła". . .
Słuchając tego opisu mamy wrażenie, jakby został wyjęty ze staropolskich Lamentacji, z naszych Gorzkich Żalów, tyle w nim prostoty i serdeczności. Serce Anieli było rozgrzane miłością Boża. Cała jej istota już była przeniknięta Bogiem, Jego obecnością. W Nim powoli się roztapiała, gubiąc resztę swych przywiązań i zainteresowań ziemskich. "Cała jestem gorejąca" — mówiła. Była "gorejąca"
miłością Boża i tęsknota za Bogiem w chmurach kurzu przy sprzątaniu, w kłębach
kuchennej pary, wśród garnków, szczotek i froterek i w cierpieniach przewlekłej
choroby; wszędzie wyczuwała święta obecność Boga.

Święty Augustyn przy swoim nawróceniu mówił do siebie: Mogli ci święci, mogły tamte święte wznieść się na szczyt doskonałości, dlaczego byś ty nie potrafił, Augustynie?
W życiu amerykańskim jesteśmy zagubieni w sprawach materialnych, zewnętrznych, w aktywności, w sportach widowiskowych, ale i dla nas jest otwarta droga do bogatego życia duchowego i prawdziwego szcęścia. Wskazuje ją nam prosta służąca, absolwentka dwóch klas szkoły podstawowej.
Błogosławiona Anielo Saiawo — módl się za nami. Wyjednaj nam łaskę postępu w życiu duchowym.