POD SZTANDAREM CHRYSTUSA (Św. Ignacy Loyola i jego zakon)

Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliana Dante, OFMConv.

w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA

28 lipiec 1991

POD SZTANDAREM CHRYSTUSA (Św. Ignacy Loyola i jego zakon)

Witani Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Świeci są dobrem Kościoła powszechnego, lecz ci, którzy w czasach przełomowych i krytycznych dla niego przyczynili się do jego odrodzenia i odnowienia, doznają największej od nas czci i miłości. W ich gronie poczesne miejsce zajmuje święty Ignacy Loyola, Hiszpan, który ze swymi duchownymi synami powstrzymał pochód protestantyzacji Europy.
Tak się złożyło, że dwa kolejne lata — 1990 i 1991 są latami jubileuszowymi. W bieżącym roku bowiem przypada 500 rocznica urodzin świętego Ignacego, a w ubiegłym 450 rocznica założenia zakonu jezuitów. Obie rocznice spięto klamra Jubileuszowego Roku Ignacjańskiego. Centralne uroczystości odbyły się w kwietniu tego roku w Rzymie z udziałem Ojca Świętego Jana Pawła II. Hołd zakonowi jezuitów złożyła również Organizacja Narodów Zjednoczonych, z racji jego zasług na polu nauki i kultury. Godzina Różańcowa przytacza się do powszechnego chóru "Te Deum laudamus — Ciebie Boże chwalimy" w dzisiejszej pogadance pod tytułem:

POD SZTANDAREM CHRYSTUSA (Św. Ignacy Loyola i jego zakon)

Najbardziej nieznany wielki Święty

Święty Ignacy Loyola jest jednym z największych świętych Kościoła, niemniej zasłużony niż święty Franciszek z Asyżu, mniej jednak od niego popularny. Ktoś powiedział, że jest "najbardziej nieznanym wielkim świętym". Niewielu wie, że kilkakrotnie był kandydatem na papieża.
Dlaczego jest tak mało znany? Może dlatego, że był małomówny. Baskowie, mieszkańcy północnej Hiszpanii, słyną z małomówności. Można go postawić obok wielkich mistyków takich jak św. Jan od Krzyża, święta Teresa z Awili, bo Bóg obdarzył go również głębokimi przeżyciami mistycznymi. Jednak "na pierwszy rzut oka — mówi biograf Świętego James Brodrick SJ — święty Ignacy wygląda jak wróbel między słowikami. Nie potrafiłby oddać swych przeżyć z takim kunsztem jak tamci". Lecz dawny oficer na służbie wicekróla Nawarry odznaczał się innymi walorami — był człowiekiem czynu, działania, mistrzem praktyki i strategii. Lenin z ogromnym podziwem studiował organizacje założonego przezeń zakonu jezuitów.
W młodości Ignacy Loyola — był jak się to mówi — katolikiem z metryki, powierzchownym. Sam o sobie powiedział, że do trzydziestego roku życia oddawał się marnościom tego świata. Podobał się sobie. Lubił nosić długie włosy spadające mu aż na ramiona, różnobarwne spodnie i kolorowa czapkę. W służbie zaś paradował na pysznym rumaku, zbrojny w pancerz, miecz, sztylet i muszkiet. Największa jego uciechą były ćwiczenia rycerskie, a ambicją próżna sława. Rozczytywał się w romansach i powieściach bohaterskich.

Nawrócenie

Miał trzydzieści lat gdy w jego życiu nastąpił duchowy przełom. Okolicznością stał się długi okres rekonwalescencji po doznanej kontuzji w czasie oblężenia cytadeli w Pampelunie przez wojska francuskie. Kula armatnia strzaskała mu głowę. Składali ją najpierw lekarze francuscy, potem kilkakrotnie hiszpańscy, zawsze bez znieczulenia. Rycerz, który nie wydał jęku, nazwał operację jatką.
Dochodząc do zdrowia w ponurym i starym zamku rodzinnym, z nudów sięgnął po żywot Jezusa Chrystusa i Złotą Legendę, czyli żywoty świętych, bo romansów nie było. Z początku męczyła go ta lektura, dobra, jak myślał, dla mnichów, nie dla rycerzy. Ale z czasem rozmiłował się w tej lekturze. Otworzyła ona przed nim nowy świat duchowy, szlachetny, radosny, dający pokój. Zaczął pilnie przepisywać w zeszycie wyjątki z tych książek, notując słowa Zbawiciela czerwonym atramentem, Matki Bożej zaś niebieskim. Z zeszytem tym nie rozstawał się nigdy. Nosił go wszędzie w swoich wędrówkach.

Poznaje istotę świętości

Ignacy z początku myślał, że miarą świętości jest surowość życia, toteż pościł i niemiłosiernie się biczował. Rozważał możliwość wstąpienia do klasztoru kartuzów w Sewilli w charakterze braciszka. Później dopiero miał poznać, że istotą świętości jest miłość we wszystkich odmianach pokory, cierpliwości, roztropności, sprawiedliwości . . .
Wciąż jeszcze ślepy w rzeczach duchowych, ale płonący pragnieniem służenia Bogu, udał się z pielgrzymką do sanktuarium Maryi w Moserrat, położonego około 50 mil od Barcelony. Tam wsłuchując się w spokojny śpiew gregoriański mnichów benedyktyńskich, odzyskał spokój duszy, pogodził się z Bogiem, z ludźmi, z samym sobą i odbył generalną spowiedź. Spisał ją na kartkach, a wyznawał przez trzy dni. Na znak, że "zwlókł z siebie starego człowieka" (Koi. 3, 9), zerwał z grzechami młodości i z wszystkim, co w całej jego przeszłości nie było służbą Najwyższemu; swój miecz i sztylet zawiesił przed statuą Matki Bożej, przywdział pokutny wór, a swe piękne dworskie szaty podarował włóczędze.

Duchowa donkiszoteria

Spowiedź tak szczegółowa nie pozbawiła Ignacego skrupułów. W drodze do Barcelony zatrzymał się w pobliskim miasteczku Manresa. Chciał w nim zabawić parę dni, a pozostał dziesięć miesięcy. Tam, w klasztorze dominikańskim, a potem w grocie, dokonała się w nim kompletna przemiana wewnętrzna. Co dzień uczestniczył we Mszy świętej, w nieszporach i wieczornych modlitwach dominikanów, a przez większość dnia oddawał się modlitwie, rozmyślaniu i poznawaniu siebie. Owocem rozmyślań był szkic słynnej książeczki "Ćwiczenia duchowne". Święty będzie ją uzupełniał i udoskonalał przez 20 lat. "Jest to dziwna książeczka" — pisze ksiądz Stanisław Obirek, jezuita. "Z jednej strony podziwiana i obdarzana przywilejami papieży, a z drugiej strony właściwie nie znana i nie czytana. Prawdę powiedziawszy, nie była to książeczka lecz rodzaj instrukcji dla umiejących dawać ćwiczenia duchowne. Tak więc nie jest to książka do czytania, a jednak ona właściwie jest źródłem największej chwały Ignacego; jest rodzajem zaproszenia dla każdego, kto nie boi się ryzyka zmiany. Drobiazgowe wskazania porządku dnia, nocy, snu nawet, posiłków itd., to nic innego, jak ogromny wysiłek uporządkowania chaosu rzeczywistości, próba uchwycenia utraconego porządku" (Kalendarz Serca Jezusowego 1991, Kraków).
Ignacy jest wybitnym realistą. Jego "Ćwiczenia duchowne" są "podręcznikiem najlepszym ze wszystkich, jakie kiedykolwiek napisano, chrześcijańskiej roztropności" (Brodrick). Ignacego przyrównuje się często do błędnego rycerza Don Kichota z powieści Cervantesa, to prawda, ale on przekształcił donkiszotowskie szaleństwo w szaleństwo dla Chrystusa. Oznaczało ono "stać się uczniem Chrystusa, aby w ten sposób odłączyć się od otoczenia a być złączonym tylko z Jezusem jako Jego towarzysz" (CD #167).

Zalążek zakonu

Kiedy Ignacy doszedł do przekonania, że jego życie może być poświęcone jedynie służbie duszom, i że musi w tym celu zdobyć odpowiednie wykształcenie, zabrał się do nauki. Miał 34 lata, gdy razem z małymi chłopcami z Barcelony wkuwał łacińskie delkinacje. Dwa lata później udał się do Alcala, następnie do Salamanki na studia teologiczne. Skończył je jednak na uniwersytecie w Paryżu, dokąd przykuśtykał całą drogę z Barcelony, mając za jedynego towarzysza podróży obładowanego książkami osiołka.
Podczas studiów zaprzyjaźnił się z błogosławionym Piotrem i ze świętym Franciszkiem Ksawerym. Do ich trójki dołączyło niebawem pięciu innych. Wszyscy ogarnięci tym samym duchem apostolskim co święty Ignacy zebrali się rankiem 15 sierpnia 1534 roku w kapliczce na zboczu wzgórza Montmartre i tam w czasie Mszy świętej, odprawionej przez Piotra Favre, który właśnie przed miesiącem otrzymał święcenia kapłańskie, złożyli śluby zakonne. To był zalążek zakonu. Ignacy liczył już 43 lata, kiedy cała grupa udała się do Rzymu, aby przedstawić się papieżowi Pawłowi Ul i oddać się do jego dyspozycji. Korzystając z zachęty papieża wszyscy przyjęli święcenia kapłańskie. W 1540 roku papież zatwierdził nowy zakon zwany Towarzystwem Jezusowym. Członkowie zaciągający się pod sztandar Chrystusa ślubowali naśladować Boskiego Mistrza i być Jego uczniami - towarzyszami, jak ongiś apostołowie. Ponieważ widzialnym namiestnikiem Jezusa jest papież, oddali się pod jego rozkazy, składając specjalny czwarty ślub, gotowi "natychmiast wykonać cokolwiek rozkaże dla dobra i postępu dusz i rozszerzenia wiary" czyniąc to "bez wymówek i ociągania się'' gdziekolwiek by ich wysłał.

Idźcie, zapalcie wszystko

Dzieło okazało się dla Kościoła opatrznościowe. Liczba członków wzrastała z dnia na dzień. Między innymi zgłosił się do zakonu wicekról Katalonii, książę Gandii, święty FranciszekBorgiasz. "Idźcie, zapalajcie wszystko i rozpłomieńcie"! — mówił Ignacy do wyruszających na prace apostolskie. Franciszek Ksawery wyjechał do Indii, Piotr Favre głosił słowo Boże we Włoszech, Francji i Hiszpanii. Jeszcze za życia Ignacego jego duchowni synowie przepłynęli wszystkie morza
świata i apostołowali w Anglii, Brazylii, Japonii, w Kongo, Abisynii, w Chinach . . . Zaledwie osiem lat po śmierci zakonodawcy, przybyli do Polski, na zaproszenie kardynała Hozjusza. Dzięki działalności takich luminarzy jak złotousty Piotr Skarga, tłumacz Biblii Jakub Wujek, Polska nie padła ofiarą protestanckiej herezji.
W latach powszechnego Soboru Trydenckiego (1545-1563) jezuici byli już tak liczni i potężni, że odegrali w nim główną rolę. Był to pierwszy publiczny egzamin zakonu i jego triumf. Teolodzy jezuiccy wykazywali błędy protestantów, kazno¬dzieje walczyli z ignorancją religijną wiernych, wykładali Pismo święte, słuchali spowiedzi, nauczali dzieci, odwiedzali chorych w szpitalach, zakładali szkoły.
Ignacy Loyola był do dyspozycji duchownych synów dzień i noc. Ze swej kwatery głównej w Rzymie kierował całym dziełem. Samych jego listów zachowało się około 7.000. Przy jego śmierci zakon liczył już około tysiąc zakonników. Według statystyki z 1976 roku, zakon zajmował pierwsze miejsce wśród ponad dwustu zatwierdzonych przez Rzym, prowadził 17 radiostacji, 1361 uniwersytetów i szkół, wydawał ponad tysiąc sto czasopism w 50 językach. Na misjach pracowało około 7.000 ojców i braci.
Największą chlubą zakonu są błogosławieni i święci, pośród których wielkim światłem jaśnieje Polak, święty Stanisław Kostka, Patron młodzieży i męczennik — święty Andrzej Bobola. Nam, żyjącym w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie bliscy są pierwsi męczennicy jezuiccy, którzy zginęli z rąk Indian ze szczepu Irokezów, którymi są Jan de Brebeuf, Izaak Jogues, Renę Goupil, Jean de la Lande, Gabriel Lalemant i inni. Każdego roku pielgrzymujemy do sławnych miejsc ich męczeństwa w Midland, Ontario w Kanadzie i Auriesville, N.Y, w Stanach Zjednoczonych.
Utarła się opinia o jezuitach jako o zakonie szkolnym. Owszem, szkoły są ich chwałą. Krótko przed Rewolucją Francuską w ich rękach były niemal wszystkie szkoły w Europie. Ale nie wystarczy mówić o jezuitach, że są zakonem szkolnym. Podstawą rodzącego się zakonu był religijny zapał i wiara, że można całą ludzkość sprowadzić do Chrystusa, zgromadzić pod Jego sztandarem. Jeśli synowie duchowi świętego Ignacego będą służyć Kościołowi religijnym zapałem i wiarą, ubogacą dzieje Kościoła wielmożnymi dziełami Bożymi i w obecnym zmaterializowanym życiu.