ADWENT, CZYLI CZUWANIE NA PRZYJŚCIE ZBAWICIELA

Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.

w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA

3-ci grudzień, 1989

ADWENT, CZYLI CZUWANIE NA PRZYJŚCIE ZBAWICIELA

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Sławny mędrzec grecki Diogenes zmarły w 323 roku przed Chrystusem, pewnego dnia rozbił namiot na rynku greckiego miasta Aten i umieścił na nim napis: "Tu sprzedaje się mądrość!" Mieszkańcy miasta śmiali się z Diogenesa, ale jeden z nich zaciekawiony co się za tym kryje, poszedł do mędrca, wręczył mu trzy sesterce, wartości jednego dolara i zapytał: "Ile mi dasz za to mądrości?" Diogenes spokojnie schował monetę do kieszeni i rzekł: "We wszystkim co czynisz myśl o końcu"
— o celu do jakiego zdążasz. To powiedzenie — "respice finem — patrz na koniec"
— tak spodobało się owemu obywatelowi Aten, że kazał je wyryć złotymi zgłoskami
na drzwiach swego domu, by on sam — jak też wszyscy odwiedzający go — mogli
je możliwie jak najczęściej odczytać.
Podobnie jak ten mędrzec, czyni również Kościół. W pierwszą Niedziele Adwentu, a więc na samym początku roku kościelnego, który symbolizuje naszą ziemską wędrówkę i pielgrzymowanie do domu Ojca niebieskiego, podaje nam do rozważania Ewangelię o końcu świata i końcu życia ludzkiego. Mówi do nas: myśl często o celu ostatecznym! Myśl o końcu życiowego egzaminu! Myśl o sądzie Bożym nie po to, abyś cały czas żył w lęku, ale byś poważnie traktował dar życia i to wszystko, co czynisz.
Powtórne przyjście Pana Jezusa na ziemię, zakończenie dziejów historii ludzkości, sąd ostateczny i definitywny triumf dobra nad złem, miłości nad nienawiścią, sprawiedliwości nad krzywdą, będzie tematem dzisiejszej pogadanki, którą tytułuję:

ADWENT, CZYLI CZUWANIE NA PRZYJŚCIE ZBAWICIELA

Tęskne oczekiwanie

Tęskne oczekiwanie przeżywamy wszyscy. Jakże żywo przypominamy sobie święta Bożego Narodzenia z okresu naszego dzieciństwa. Fascynowały nas i wabiły smaczności stołu wigilijnego przygotowywane przez matkę, roziskrzona światełkami choinka, kolędy, a przede wszystkim prezenty . . . Nie mogliśmy się doczekać pierwszej gwiazdki na niebie, wigilijnego wieczoru, by wreszcie zasiąść do wieczerzy wigilijnej a tym samym rozpocząć korowód radosnych przeżyć. Ale pamiętajmy też, że skoro święta minęły, pryskał ich czar. Popsute zabawki poniewierały się w kącie, inne już nas nudziły . . .
Następowały nowe święta, poprzedzone znów przez dreszcz oczekiwania i przeżywane z podobną radością, ale ponieważ z każdym rokiem stawaliśmy się starsi i bardziej dojrzali nie pragnęliśmy już zabawek. Nie znaczy to, że tęsknota i marzenia naszego serca wygasły. Tylko ich przedmiot się zmienił. Z kolei upatrywaliśmy w czymś innym źródło naszego szczęścia: żeby skończyć pomyślnie szkołę i studia, otrzymać dobre świadectwo dojrzałości, zdobyć dobrą pracę. Później wyczekują młodzi podwyżki wynagrodzenia za prace, zawarcia dobranego małżeństwa. Pragnął mieć własny dom, samochód coraz bardziej luksusowy, myślą o podróżach . . .
Po urzeczywistnieniu tych marzeń i tęsknot przkonywaliśmy się, że właściwie nic nas całkowicie na zadawala, że życie jest niekompletne, że tęsknota nasza za szczęściem wzrasta. Nadchodzi w życiu każdego człowieka dzień, w którym stwierdza, że właściwie nic go w tym życiu w pełni nie cieszy, a każda przeżyta radość jest przelotna jak chmurka na niebie i nie każda radość jest czysta, zadawalająca serce. Na ten moment czeka Bóg, aby ukazać nam cel prawdziwy, ostateczny, którym jest On sam.

Nie spuszczajmy oka z celu ostatecznego

Przepełnia nas wtedy świadomość, że życie nasze zawsze będzie niekompletne, a serce zawsze będzie targane tęsknotą za czymś większym, i wyższym, dopóki nie będziemy mieć przed oczyma celu ostatecznego, powtórnego przyjścia na ziemię naszego Zbawiciela, który przygotowuje nam wieczne mieszkanie w domu Ojca, w niebie, szczęście bez granic, ukojenie wszelkich szlachetnych tęsknot.
Patrz na koniec — mówił mędrzec Diogenes. Patrz w przyszłość, miej dalekosiężny wzrok, obejmuj nim całe życie i nie spuszczaj z oka celu ostatecznego. Żaden pielgrzym idący do Częstochowy nie zapomina dokąd zdąża i nie pozwoli się odciągnąć na manowce, lecz z uporem kroczy w określonym kierunku. Mieć cel na oku to bezcenna mądrość. Mądrość ta jest cechą wielkich ludzi: artystów, uczonych, konstruktorów, rolników, a przede wszystkim świętych. Świętych bowiem nie zadawalają wyłącznie doczesne cele, bo choć są dobre, pożyteczne a nawet konieczne, są przecież przemijające. Świętych interesuje najbardziej cel ostateczny, któremu wszystkie ziemskie cele są podporządkowane. Miłować Boga i być z Nim na zawsze, na wieczność całą, wraz z ludźmi, którzy towarzyszyli nam w wędrówce ziemskiej, i już nas uprzedzili do Królestwa niebieskiego, to jet cel ostateczny, najwyższy, najbardziej godny człowieka.

Wielki mędrzec i mówca żyjący na przełomie IV i V wieku w Afryce Północnej, a potem działający w Rzymie i Mediolanie, Augustyn, jako student prowadził rozwiązłe życie, jak wielu studentów naszych czasów. Pociągały go wolnomyślicielskie prądy intelektualne i pogańskie obyczaje. Przerzucał się z jednej ideologii w drugą. Przez czternaście lat żył z dziewczyną i miał z nią nieślubne dziecko, aż wreszcie, przy pomocy łaski Bożej, znalazł prawdziwy sens życia, który w swym życiorysie pod tytułem "Wyznania" określił tymi słowami: "Stworzyłeś nas, Panie, jako skierowanych ku Tobie. I niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie". Łaska Boża przywiodła Augustyna do opamiętania i nawrócenia. Zerwał z grzesznymi nałogami, został kapłanem, potem biskupem Hippony w Północnej Afryce. Czcimy go dziś jako
Wielkiego Doktora Kościoła Zachodniego.

Bóg spełnia tęsknoty ludzkiego serca

Dzięki łasce Bożej nie potrzebujemy brnąć przez życie po omacku, w ciemności. Święty Paweł mówi, że z przyjściem Jezusa Chrystusa na ziemię "noc się posunęła, a przybliżył się dzień" (Rz 13, 12). Jezus, Światłość świata, wchodzi w nasze życie i poucza, że głodu naszego serca w pełni nie zaspokoi, ani tęsknot nie urzeczywistni żadne stworzenie, ani człowiek, choćby najbardziej bliski, ukochany i szlachetny, a tym bardziej nie uczynią tego bogactwo, sława, honory . . . Serce człowieka ma bowiem wprost nieskończoną pojemność i władzę miłowania, przeżywania szczęścia, którą zadowolić może jedynie Bóg. Jeśli serce nie obierze Boga za najwyższe swoje dobro i źródło szczęścia, pozostanie rozbite, niespokojne, puste. Chrystus, Światłość świata jest także Drogą do osiągnięcia naszego szczęścia. Jego życie wskazuje kierunek naszej drogi, Jego śmierć oczyszcza drogę z wszelkich przeszkód, Jego zmartwychwstanie opromienia cel ostateczny złotym blaskiem obietnicy.
Przez przyjście Jezusa Chrystusa na ziemię tęsknota naszego serca nabrała sen¬su i napełnia się nadzieją. Nadal mamy swoje ludzkie zamiłowania i ambicje, lecz ze ślepych uliczek zmieniły się one w szeroką wstęgę szosy prowadzącej do nieba. Znajdujemy w nich radość, gdyż są przedsmakiem większej radości w niebie. Cenimy sobie każde dobro w nich zawarte, bo wszelkie dobro stanowi prostą drogę do szczęścia wiecznego. Odrzucamy w naszych zamiłowaniach i ambicjach to, co w nich jest złe, bo zło odciąga nas z właściwej drogi na manowce.

Czuwajcie

Pan Jezus mówi, że koniec świata i koniec naszego życia przyjdzie niespodziewanie, jak złodziej, w chwili kiedy się tego najmniej spodziewamy. Ponieważ więc nie znamy ani dnia, ani godziny tych wydarzeń, dlatego każdego dnia, to znaczy zawsze powinniśmy czuwać i starać się być gotowi na to ostateczne spotkanie z Panem naszym i Zbawcą.
To upomnienie i zachętę, w imieniu Chrystusa, kieruje do nas dziś Kościół. Jako dobra Matka budzi nas i otrząsa z ospałości w naszym życiu religijnym i w naszej pracy nad samym sobą. Łatwo jest zadawalać wszystkie swoje zachcianki, niczego się nie wyrzekać i nie robić żadnych wysiłków, słowem znajdować się w stanie drzemki duchowej, w czasie której cieszymy się z obecnej wygody i przyjemności, nie myśląc, co będzie za miesiąc, za rok, przy końcu życia.
Kościół powtarza nam za świętym Pawłem: "Zbudźcie się ze snu!" Dlaczego? Bo dzień już blisko, dzień przyjścia Chrystusa. Miejmy na oku cel ostateczny. Przygotujmy się na dzień spotkania z Bogiem przeprowadzając jakby ćwiczenia duchowne przez najbliższe cztery tygodnie Adwentu. Myślmy o tym, co jest na końcu Adwentu, to jest Bożym Narodzeniu. Starajmy się otrząsnąć z gnuśności, czuwajmy . . ., przez modlitwę, dobre uczynki i szczerą spowiedź przygotujmy się do tego najbliższego przyjścia naszego Zbawiciela. Takie z roku na rok przeżywanie tęskne Adwentu, aby się przygotować do Bożego Narodzenia, będzie jednocześnie najlepszym przygotowaniem na spotkanie z Panem Jezusem na końcu naszego życia i na końcu świata. Oczekujemy tęsknie spotkania, podczas którego Zbawiciel, dziś ukryty w Hostii, w Najświętszym Sakramencie, objawi się nam w blasku swej wieczystej chwały i ujrzymy Go na własne oczy, tak jak Go widzieli i widzą obecnie Apostołowie i Matka Boża, Maryja, w niebie.
Takie tęskne oczekiwanie Bożego Narodzenia w każdej katolickiej rodzinie jest już samo w sobie wielkim świątecznym darem Bożym. Takie wyczekiwanie Świąt i taka tęsknota za nimi odradza nas duchowo, jednoczy między sobą i z Ukochanym Zbawicielem.