DUCH ŚWIĘTY PRZYŚPIESZA DZIEŃ ZJEDNOCZENIA CHRZEŚCIJAN

Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.

w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA

14-ty styczeń, 1990

DUCH ŚWIĘTY PRZYŚPIESZA DZIEŃ ZJEDNOCZENIA CHRZEŚCIJAN

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

W czerwcu ubiegłego roku (1989) Papież Jan Paweł II odbył dziesięciodniową pielgrzymkę po krajach skandynawskich: Norwegii, Islandii, Finlandii, Danii i Szwecji. Była to już jego 42 z kolei podróż duszpasterska. W krajach tych mniej niż jeden procent stanowią katolicy. Diecezja najbardziej wysunięta na północ w Norwegu liczy zaledwie 250 wiernych. Zaś jedna z pięciu parafii finlandzkich pokrywa obszar większy niż całe Niemcy Zachodnie i liczy 450 parafian.
Celem podróży Ojca Świętego było przede wszystkim wspólne przeżycie wiary z katolikami, którzy w tym morzu protestantyzmu mogą się czuć bardzo osamotnieni. Papieska pielgrzymka stanowiła jednocześnie gest pojednawczy wobec skłóconego z Rzymem Kościoła luteranskiego. Wprawdzie większość luterańskich biskupów zbojkotowała nabożeństwa ekumeniczne odprawiane przez Papieża, domagając się publicznego odwołania przez Stolicę Apostolską eskomuniki rzuconej na Marcina Lutra w 1521 roku, niemniej było to przetarcie drogi wiodącej ku jedności. Jan Paweł H zdał sobie sprawę z czekających go trudności, toteż w drodze do Oslo, na pokładzie samolotu zażartował: "Mówią mi, że najlepszą rzeczą dla sprawy ekumenizmu i zbliżenia Kościołów byłoby, gdyby papież, król Szwecji i król Norwegii razem wyruszyli na narty".
Jedność Chrześcijan jest sprawą, która może najbardziej leży Papieżowi na sercu. Nie może być inaczej. Chrystus Pan bowiem w wigilię swej śmierci pozostawił Piotrowi i jego następcom niejako testament, modląc się do Ojca: "Proszę, aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno" (J 17, 20 n.).
Czy sprawa zjednoczenia nabiera jakichś realnych kształtów? Czy jest na tej drodze jakiś postęp? Na powyższe pytania odpowiem w pogadance zatytułowanej:

DUCH ŚWIĘTY PRZYŚPIESZA DZIEŃ ZJEDNOCZENIA CHRZEŚCIJAN

Tęsknota za jednością

Potrzebę jedności odczuwają niemal wszyscy, zarówno duchowni jak świeccy. Podczas drugiej wojny światowej, w łagrze sowieckim dwaj duchowni Kościoła
prawosławnego, zbliżyli się nieśmiało do polskiego kapłana, księdza Franciszka Pluty, obecnie prałata mieszkającego w Kanadzie i zapytali jak sobie wyobraża koniec wojny, kto ją wygra i jaki będzie układ stosunków międzynarodowych i kościelnych. Rozmowę zakończyli wyznaniem: Jeśli przeżyjemy katorgę, nie wrócimy już pod władzę patriarchy moskiewskiego. Patriarchowie prawosławni nie przestali być narzędziem polityki białych i czerwonych carów. My przejdziemy pod władzę papieża Kościoła rzymsko-katolickiego.
Parę lat temu, w Los Angeles, polscy księża Chrystusowcy urządzili ekumeniczne nabożeństwo. Po nabożeństwie jedna z Polek powiedziała: "Jestem protestantką. Wiele mnie to kosztowało. I tam w Warszawie, gdzie w latach szkolnych czułam się bardzo osamotnioną i niezrozumianą, i tu w Los Angeles, gdzie nie ma zorganizowanej wspólnoty protestanckiej. Chodzę więc od lat tu do kościoła katolickiego. Tak z konieczności i z wewnętrznej potrzeby. Teraz będę się tu czuła bardziej swojsko i bardziej u siebie".
Od zamknięcia Soboru Watykańskiego Drugiego sprawa zjednoczenia chrześcijan ruszyła raźno naprzód. Już obserwatorzy protestanccy i prawosławni zaproszeni na Sobór zapoczątkowali dialog z katolikami.
Po Soborze nastąpiły oficjalne kontakty i rozmowy, podczas których omawia się wszystko, co nas łączy i dzieli. A przy tym wspólnie rozważa się Pismo Święte, radośnie śpiewa się psalmy i modli. To jest bardzo ważne, bo jak powiedział święty Augustyn: "ludzie tak długo pozostaną sobie braćmi, jak długo będą razem zwracać się do Boga, mówiąc: Ojcze nasz!" Chrześcijanie odprawiają też wspólnie pokutę, programują wspólną akcję charytatywną. Słowem katolicy wprowadzają poprawki do odziedziczonego obrazu protestantyzmu, a protestanci i prawosławni korygują odziedziczony obraz katolicyzmu.

Oddolny nurt ekumeniczny

Obok oficjalnego dialogu ekumenicznego prowadzonego przez Kościół katolicki z Kościołami odłączonymi, pojawił się w łonie protestantyzmu oddolny nurt ekumeniczny, przyśpieszający w pewnej mierze dzień zjednoczenia. Nurt ten podjął wartości, które Marcin Luter odrzucił, między innymi wartość życia zakonnego, poświęcenie się całkowite Bogu, życie oparte na radach ewangelicznych. Odrzucając tę wartość bez mała pięćset lat temu Marcin Luter nazwał klasztory "pchłami na Bożym futrze". Znane są wypowiedzi reformatora przeciwko życiu zakonnemu.
Tymczasem od drugiej wojny światowej powstało już ponad trzy tuziny klasztorów męskich, a żeńskich chyba więcej. Ich wspólną cechą jest dążenie do zjednoczenia. O jednej wspólnocie protestanckiej we Francji, w Taize, i jej wybitnym charakterze ekumenicznym, mówiłem parę lat temu.
Tego oddolnego nurtu zjednoczeniowego nie można inaczej wytłumaczyć jak tylko działaniem Ducha Świętego, który "tchnie kędy chce". Nurt ten stwarza klimat wzajemnego zaufania, dobrej woli i wzajemnej miłości.
Dla zobrazowania tego zjawiska przytoczę wypadek z własnego doświadczenia. Spotkałem przypadkowo dziwnego zakonnika. Był to człowiek młody, z czarną brodą, po studiach uniwersyteckich, ubrany w spodnie i kurtkę brunatnego koloru. Kurtkę skrojoną na kształt karmelitańskiego szkaplerza przepasywał franciszkański sznur. Na kurtce widniał wyszyty krzyż. Okazało się, że ten zakonnik był członkiem luterańskiej wspólnoty zakonnej założonej piętnaście lat temu w Niemczech Zachodnich niedaleko Frankfurtu. Wspólnota nosi nazwę: Kananejscy Bracia Franciszkanie. Regułą ich życia jest Ewangelia, tak jak u świętego Franciszka z Asyżu, ściślej zaś, Osiem Błogosławieństw, ubóstwo w duchu, cichość i pokora, czystość serca, miłosierdzie, umiłowanie i zaprowadzanie pokoju, sprawiedliwość. Jeszcze większe ogarnęło mnie zdumienie gdym się dowiedział, że zgromadzenie to obrało sobie za wzór i za Patrona świętego Maksymiliana Kolbe. Apostołują, jak on, przy pomocy najnowocześniejszych środków techniki — radia, telewizji, taśm video, komputerów. Luterański mnich uznał spotkanie ze mną za opatrznościowe i przez kilka dni przychodził do mnie na rozmowy i na Mszę świętą.

Żeńskie zgromadzenie

Luterańscy franciszkanie są gałęzią wcześniej założonej żeńskiej wspólnoty przez luterankę Dr. Klarę Schlink w Darmstadt pod Frankfurtem. Myśl założenia zgromadzenia zakonnego o charakterze ekumenicznym zrodziła się w niej podczas nalotu bombowców alianckich na to miasto w nocy z 11 / 12 września 1944 roku, kiedy to w osiemnastu minutach miasto zostało zamienione w pustynię gruzów i zgliszczy; dwanaście tysięcy mieszkańców straciło życie, a siedemdziesiąt tysięcy zostało bez dachu nad głową. W czasie tej potwornej nocy, czterdziestoletnią Klarę Schlink natchnęły słowa modlitwy Pana Jezusa: "aby wszyscy byli jedno" — jedną rodziną Bożą, bo tylko wtedy, gdy ludzie uznają Boga za Ojca, poczują się wzajemnie braćmi i będą się miłować.
Po wojnie Dr. Klara Schlink odrzuciła propozycję zamążpójścia i ofiarowała się całkowicie na służbę Bogu i ludziom, by zaprowadzić Królestwo Boże na ziemi, Królestwo miłości. Wspólnota przez nią założona w roku 1947 nosi nazwę: Ewangeliczne Siostry Maryi. Zgromadzenie zapuściło już korzenie w przeszło w dwudziestu krajach na pięciu kontynentach. Siostry noszą długie beżowe habity i białe czepki na głowie. Poza uświęceniem własnym pracują nad tym, żeby wszyscy ludzie "poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam" (I J 4, 16), żeby za tę miłość odwzajemniali się i czuli się odpowiedzialni za losy drugich ludzi tak, by nie dopuścić do nowych wojen, a skłonić ludzi do oddawania czci i chwały Bogu. W tym celu zakonnice prowadzą domy rekolekcyjne, kursy biblijne, organizują konferencje religijne, spotkania modlitewne, pogłębiają życie liturgiczne przez rozwój muzyki kościelnej. Propagują wartości chrześcijańskie w inscenizowanych misteriach religijnych na wzór misteriów średniowiecznych. Rysem szczególnym wspólnoty powstałej w Niemczech jest ekspiacja, zadośćuczynienie za zbrodnie nazistów przez ożywioną akcję miłosierdzia i osobistą pokutę. Celem zgromadzenia zakonnego nie jest nawracanie ludzi na luteranizm, lecz obalanie barier wrogości, uprzedzeń i nieporozumień, zwłaszcza mędzy chrześcijanami różnych odłamów. Podczas drugiej wizyty Dr. Klary Schlink w Watykanie, ktoś z otoczenia Ojca Świętego powiedział: Wasza wiara niczym się nie różni od wiary katolickiej, dlaczego więc nie połączycie się z Kościołem katolickim? Ale same siostry nie wyraziły takiego pragnienia, więc Ojciec Święty miał odpowiedzieć: "Niech pozostaną tak jak są, jako znak, jako światło latarni morskiej na morzu protestantyzmu, prowadzące innych do portu zbawienia. Gdyby się połączyły, zniknęłyby z horyzontu i przestały spełniać rolę znaku".
Jak długo będą trwać rozmowy i dyskusje? Kiedy nastąpi upragniony dzień zjednoczenia? Nikt tego przewidzieć nie może. Ból ściska serce, gdy nagle spotykamy jakaś przeszkodę, wobec której jesteśmy bezradni. Taka przeszkoda zaistniała niedawno po stronie anglikanów, którzy poczęli świecić kobiety na kapłanki i na biskupów. Musimy wiele uczyć się od Chrystusa, przyjąć pełnię Jego objawionej prawdy i więcej liczyć na Jego laskę i pornoc. Oczywiście w każdej diecezji katolickiej są konwersje i powroty na łono Kościoła katolickiego. Ruch ekumeniczny z całą pewnością otwiera oczy i serca wielu na duchowe skarby i moce Kościoła świętego. Nie przestajmy się modlić o światło prawdziwej wiary dla wszystkich ludzi dobrej woli, stęsknionych prawdy Bożej.
Pogadankę zakończę słowami wielkiej konwertytki niemieckiej, pisarki Gertrudy von Le Fort: "Zrozumiałam, że istnieje jedność, która przezwycięża wszelkie podziały i chociaż nie widzimy jej naszymi ziemskimi oczami, jednak istnieje ona w głębi naszych dusz i nadal tam pozostanie. Odwieczna tajemnica dla wszystkich i na zawsze: nie ma podziałów w miłości do Boga".