REALIZM CHRZEŚCIJAŃSKI

Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.

w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA

7 styczeń, 1990

REALIZM CHRZEŚCIJAŃSKI

Witam Was Zacni Rodacy i Mile Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Przypowieści ewangeliczne mogą sprawiać wrażenie, jakby Pan Jezus używał obrazowego języka z konieczności ze względu na prostych i niewykształconych słuchaczy, którzy nie umieli czytać, pisać, ani nie posiadali tej wiedzy, jaką posiadamy my, ludzie XX wieku. Mylił by się kto tak by myślał i grzeszyłby zarozumiałością. Przypowieści swe Jezus kierował również, i to bardzo często, do uczonych w Pismie i faryzeuszów. Przyznajmy się. że i my wolimy, gdy ktoś do nas przemawia jeżykiem obrazowym. Dzieci wołają o bajki, my wołamy o porównania, metafory i przypowieści.
Umiejętność obrazowego wyrażania myśli jest wielkim darem Boga dla użytku wszystkich. Jeżyk obrazowy lubimy nie dlatego, że jesteśmy leniwi i ociężali w myśleniu. Wręcz odwrotnie. Jeżyk obrazowy pobudza i rozpala nasza wyobraźnię, daje nam więcej do myślenia niż mówią słowa. Mówca używający porównań, metafor, obrazów z życia nie potrzebuje wiele się rozwodzić i wyjaśniać. Domyślamy się bowiem o co chodzi.
Przypowieści Pana Jezusa są kopalnią, z której ludzka myśl czerpie ciągle nowe treści. Z porównań Chrystusa bodaj najmilsza i bardzo wymowna jest przypowieść o liliach polnych. Oto sam Bóg je przyodziewa piękniej, niż mógł wystroić się sam król Salomon w całym swym bogactwie. Jakże wiele nam dają do myślenia współczesne porównania i metafory, przenośnie jak: "ten człowiek walczy jak lew", albo — "on w bitwie jest lwem, a w domu jagnięciem". O człowieku nieugiętym mówimy, że "jest jak stal", a o śpiewaku posiadającym wielką skal? głosu i głos mocny, mówimy, że "ma glos dźwięczny jak dzwon".

Dzisiejszą pogadankę rozpocznę również od takiej przypowieści. Pragnę przypomnieć w niej dobrą nowinę o Chrystusie, który przyszedł na ziemie, aby ocalić, uświęcić i zbawić każdego z nas. Oto jej tytuł:

REALIZM CHRZEŚCIJAŃSKI

Kłopot mnicha Bertrama

Rozpoczynam wiec od dawnej legendy niemieckiej. Bohaterem tej legendy jest stary mnich Bertram. który większość swego zakonnego życia spędził w swoim
rzeźbiarskim warsztacie. Wszystkie statuy świętych zdobiące kaplice, korytarze, wirydarze i ogród byty jego dziełem. Pewnego dnia opat przywołał go do siebie i rzekł: "Przyjeżdża do nas z wizytą Jego Eminencja, Ksiądz Kardynał. Wszystko jest już przygotowane na jego przyjęcie. Brak nam tylko statuy Chrystusa do głównego ołtarza. Niewiele czasu pozostało do tej wizyty, lecz twój talent i wieloletnie doświadczenie jakoś temu zaradzą".
Mnich wrócił do swego warsztatu z bólem głowy i wątpliwościami. 'Skąd ja wezmę odpowiedni materiał do rzeźbienia — pomrukiwał pod nosem. Przecież tu chodzi o postać samego Zbawiciela. Oj, żebym to miał drzewo cedrowe z Libanu, to by się Pan Jezus ucieszył. Niestety, w kącie leży stara sztuka drzewa dębowego, na nic nie zdatna i kurzem pokryta. Ciągle ją odrzucam, bo pokręcona i pełna sęków ..."
Tak mamrocząc mnich długo jeszcze marzył o różnych szlachetnych drzewach do rzeźbienia aż w końcu zapadł w głęboki sen. Legenda mówi, że podczas tego snu spłynął na ziemie anioł, podjął rzeźbiarskie narzędzia i zabrał się gorliwie do pracy. Wyciągnął z kąta dębowy pień, rąbał, ociosywał, rył różnymi dłutami, aż w pewnej chwili spod jego rąk poczęła wyłaniać się piękna postać Chrystusa. Do świtania anioł skończył statuę, potem podrażnił stróżyną nos mnicha, żeby go przebudzić i uleciał do nieba.
Po przebudzeniu, mnich oczom nie wierzył. To, co ujrzał przeszło najśmielsze marzenia. Statua nauralnej wielkości była jak żywa. Przedstawiała Boskiego Zbawiciela w postawie mówcy głoszącego Kazanie na Górze ośmiu błogosławieństw. Najwięcej mnicha zdziwiło, że statua została sporządzona z pokręconego pnia dębowego, który on ciągle odrzucał.
Powiadomiony o wszystkim opat, olśniony pięknością rzeźby, rzekł do Ber-trama: "Chrystus oczekuje, żeby każdy z nas rzeźbił z materiału, który posiada. Każdy z nas jest żywym materiałem, który rzeźbimy przez całe życie. Nie trzeba nigdy marzyć, że stanę się lepszym człowiekiem i będę innym, tylko w zmienionych i korzystniejszych warunkach i okolicznościach życia".

Nie marnotrawić czasu na płonne marzenia

Jaka w tym opowiadaniu jest wielka mądrość. Czyż i my często nie puszczamy wodzy naszej wyobraźni i nie marzymy o czynach, których byśmy dokonali, gdyby nie nasze skromne zdolności i kiepskie warunki i okoliczności, w których przyszło nam, żyć? Czy nie mówiliśmy sobie: "Gdybym żył w czasach Pana Jezusa, jakżebym Go kochał gorąco. Na pewno stałbym się świętym". Młodzieniec mówi: "Gdy pójdę do wyższych szkół i nabiorę więcej rozumu, stanę się lepszym człowiekiem". Człowiek w sile wieku mówi: "Teraz nie mam czasu na kościół, ani dla Boga. Muszę pracować, starać się o rodzinę, ojej byt i zabezpieczenie na starość! Gdy przyjdzie starość będę miał dużo czasu na modlitwę, lekturę duchowną, nabożeństwa ..." Starsi zaś biadolą: "Gdybym to miał siły jak dawniej. Żeby nie ta okropna ostatnia wojna światowa, zsyłka na Sybir, głód, mróz, wszy, pluskwy, poniewierka, a potem długa tułaczka, na pewno byłbym innym człowiekiem".
Nie marnotrawmy życia na płonne marzenia. Nie zajmujmy swych myśli przeszłością ani przyszłością, żeby się nam cenna teraźniejszość nie wymknęła. Chwile obecne są wartościowe. Tylko teraz mamy okazję pracować nad sobą, nad uszlachetnieniem swego charakteru, nad odnową ducha. Nie popełniajmy błędu jak stary mnich z legendy, który narzekał, że Pan Bóg dał mu kiepski materiał do rzeźbienia. Bóg wie co robi. Dał nam takie tworzywo, że i z niego możemy wyrzeźbić świętość, to znaczy, odtworzyć w sobie obraz podobieństwa Bożego, według którego nas stworzył. Bóg miał określony cel powołując nas do życia w XX wieku. Jeden urodził się w Ameryce, drugi w Polsce, skąd został wypędzony lub zabrany w czasie wojny na poniewierkę i tułaczkę i nie mógł wrócić do swej ojczyzny ... W tym wszystkim jest jakiś bliżej nieznany nam cel osłonięty tajemnicą. W jakichkolwiek kto znalazł się warunkach, w tych ma się zbawić, wydobywając z siebie jak najwięcej, aby podobać się Bogu.
Człowiek jest jedyną istotą pod słońcem, która stawia pytania. Najważniejsze z nich to: kim jest, skąd się wziął, dokąd zdąża i jak powinien przeżyć swe życie, według jakich kryteriów powinien je oceniać. Nie wszyscy osiągają cel swego życia, bo czasami działamy wbrew najlepszym swoim interesom. W sercu człowieka często wrze wojna. Grozi mu niebezpieczeństwo, że nie znajdzie odpowiedzi na istotne pytania o sobie i życiu. A może stać się, że po ich poznaniu zawiedzie, zmarnuje swe życie na zawsze.

Chrystus jest odpowiedzą

Odpowiedzią na wszystkie istotne nasze pytania jest Chrystus dla milionów ludzi każdego pokolenia od dwóch tysięcy lat. Religia chrześcijańska głosi, że Jezus Chrystus jest źródłem, w którym człowiek znajduje odpowiedź na dręczące go pytania, drogę i środki do ich realizacji. Chrystus powiedział o Sobie: "Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem . . . Ja jestem światłem świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia" (J 14, 6; 8, 12).
Chrystus jest nie tylko najważniejszą dla nas Osobą, którą kiedykolwiek spotkaliśmy w życiu. On jes Tym, od którego wszystko i wszyscy zależą. W Nim znajdujemy sens naszego istnienia i wzór dla naszego życia. On oświeca nasze życie od wewnątrz i z zewnątrz. Poznając Jezusa lepiej rozumiemy siebie. Pascal miał rację mówiąc: "Wprawdzie znamy Boga tylko dzięki Jezusowi Chrystusowi, ale i siebie samych poznajemy tylko dzięki Niemu. Życie i śmierć znamy tylko przez Jezusa Chrystusa. Z daleka od Niego nie wiemy, ani czym jest nasze życie, ani nasza śmierć, ani Bóg, ani my sami" (Myśli, 548).
Świat, w którym żyjemy obecnie tonie w ciemnościach grzechu. To sprawia, że żyjemy w ustawicznym strachu. Sumienia są obciążone kłamstwami, tak że trud¬no rozpoznać już prawdę. Niewiele prawdziwych wartości w naszym społeczeństwie ocalało. Wielu nie przejmuje się religią. Inni nie biorą jej ne serio. Maleje szacunek dla drugiego człowieka i dla ludzkiego życia.

Chrystus nas zbawia i ocala

W tej trudnej sytuacji obecnego świata każdy chrześcijanin z woli Chrystusa ma być "światłem świata" (Mt 5, 14). Ma to światło czerpać z Chrystusa. On jest źródłem światła, tak jak światło księżyca odbija tylko światło słońca. Otwórzmy się więc szeroko na światło Chrystusa i promieniujmy nim dokoła. "Nie zapala się światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim" (Mt 5, 15).
Dziś Chrystus pyta każdego z nas: "Czy jesteś ze Mną? Czy życie twoje jest światłem dla tych, którzy żyją w ciemności grzechu? Każdy pragnie odróżniać się od innych, być jedynym, niepowtarzalnym, chce mieć w sobie coś specjalnego. Nikt nie chce być zwyczajnym zjadaczem chleba, przeciętnym, miernotą. Pan Bóg właśnie takim chce mieć każdego z nas. Chrystus za każdego z nas cierpiał i oddał życie na krzyżu. Każdy z nas w oczach Boga ma wielką, niepowtarzalną wartość. U Niego nie ma dwóch jednakowych nawet kwiatów, nawet dwóch płatków śniegu, dwóch identycznych osób ludzkich. Jesteśmy w szkole Chrystusa i Jego ewangelii, tak zdumiewająco nowej, oryginalnej, Bożej i możemy zaznaczyć swą oryginalność, odmienność przez rozwój swojej osobowości, talentów, darów, wrodzonych cech, przez wykorzystanie warunków i okoliczności w jakich przychodzi nam żyć. W tych warunkach postawił nas Bóg. Żeby osiągnąć pełnie swojej osobowości, musimy działać teraz. Nie wolno marnować cennego czasu na marzenia, czym moglibyśmy być w innym społeczeństwie, w innej rodzinie, w innym okresie czasu. Bądźmy zawsze sobą teraz według planu, jaki nam Stwórca i Ojciec niebieski nakreślił od wieków, a wtedy ludziom, którzy z nami żyją będzie lżej żyć, szczęśliwiej. Nasze s'wiadectwo życia o Chrystusie przywiedzie do Niego zabłąkanych i obałamuconych. Chrystus nas zbawia, ocala świat, bo On jest Drogą, Prawdą i Życiem.