WIGILIA NA SYBERII

Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.,

w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA

24-ty grudzień, 1989

WIGILIA NA SYBERII

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Jesteśmy szczęśliwi, bo w podniosłych chwilach naszego życia, jak w przeżywaniu Wigilii Bożego Narodzenia, przychodzi nam z pomocą poezja narodowa. Poeta Jan Kasprowicz wypowiada w strofach swego wiersza tradycje narodową i chrześcijańską:
Przy wigilijnym stole,
Łamiąc opłatek święty,
pomnijcie, że dzień ten radosny
W miłości jest poczęty;
Że, jak mówi wam wszystkim
Dawne, odwieczne orędzie,
Z pierwszą na niebie gwiazdą
Bóg w waszym domu zasiądzie.
Sercem Go przyjąć gorącym,
Na ścieżaj otworzyć wrota
Oto co czynić wam każe
Miłość, największa cnota.
Tym wierszem zapraszam Was do wysłuchania świątecznej pogadanki. Bóg, Jezus Chrystus, który zstąpił z nieba pod postacią człowieka, i dziś szuka mieszkania w sercach ludzkich, aby móg się w nich narodzić, On, który jest samą miłością. Gdy zaślepieni odmawiają Mu miejsca w gospodzie swego serca i ze złością zatrzaskują przed Nim drzwi, Jego miłośnicy zawsze gotowi są Go przyjąć, choćby nawet w najbardziej ubożuchnych warunkach swego życia. Dzisiejsza pogadanka zwraca się do wszystkich ludzi dobrej woli, by przyjęli Boże Dzieciątko gorącym sercem. Daje jej tytuł:

WIGILIA NA SYBERII

Czas niewoli

Artysta-malarz Jacek Malczewski pod koniec ubiegłego wieku pozostawił szereg obrazów zwanych "cyklem syberyjskim". Jeden obraz przedstawia "Wigilie na Syberii". Malowidło wstrząsa widzem do głębi i wywołuje w nim odruch protestu.
Kontrasty, do których malarz się ucieka, potęgują grozę nieszczęścia, bólu, osamotnienia i upokorzenia polskich zesłańców. Wzrok widza uderza widok pustej ściany, spod której w kierunku stołu pochylają się zamyślone, posępne twarze mężczyzn w sile wieku. Ale i tu w katorgach zesłania rodzi się Chrystus! Stół jest pokryty białym obrusem, spod którego wyzierają źdźbła siana. Nie widać tradycyjnego opłatka. Listy od rodzin nie dotarły. A zesłańcy w nieprzyjaznych warunkach nie mogli upiec opłatków. Są tylko puste misy, łyżki i kawałek razowego chleba. Twarze zesłańców rozświetla blask świecy. Nikt nie je. Wszyscy oniemieli z bólu, osamotnienia i rozłąki z rodzinami. Ktoś ociera ukradkiem łzy. Zalega cisza nikt nie otwiera ust. U jednych powieki przymknięte, u innych wzrok natężony, jakby siłą myśli chcieli dosięgnąć kraju i swoich ukochanych. Więzi ich głęboka tajga, lecz duszą w tę Świętą Noc wybiegają daleko, daleko do utraconej Ojczyzny, rodzinnego domu i swego kościoła. Łączy ich przecież jedna wiara święta, jedyna nadzieja przetrwania, dlatego choć na chwilę zapomną o swych cierpieniach i całym sercem przyłącza się do tych, którzy z wiarą i miłością kolędują Bożemu Dziecięciu, dziś nam narodzonemu, bo kolędy mówią nam o tajemnicy Wcielenia Syna Bożego.

Nowa próba dziejowa

Minął długi wiek niewoli upamiętniony zesłaniami na Sybir politycznych więźniów, młodych, najbardziej wartościowych synów Narodu Polskiego. Ale Bóg ulitował się nad męką Narodu i Polska zmartwychwstała, odzyskała upragnioną wolność. Odżyły tradycje narodowe i religijne. Ledwie zdołało wyrosnąć jedno pokolenie w upragnionej i wywalczonej wolności, gdy rozpętała się okropna druga wojna światowa, którą nazwano totalną. Objęła nie tylko żołnierzy i obiekty wojskowe, lecz także ludność cywilną, spokojne miasta i wioski. I znowu wywlekano z łóżek pośrodku nocy starców, ojców, matki, często ciężarne, niemowlęta i kazano im zebrać się w ciągu godziny. Znowu uprowadzano bezbronnych w nieznane, przerażające przestrzenie Sybiru. Musieli pozostawić dom, zagrodę, bydło, spichlerz, cały dorobek, a przede wszystkim ukochaną ziemię ojczystą i swój kościół parafialny. Dla tysięcy i milionów nie wystarczyłoby wozów kibitek, jak dla dawnych zesłańców. Podstawiono im towarowe, bydlęce wagony. Mordercza podróż, trwała często cztery długie tygodnie pośród ostrej zimy.
Naród polski utracił w czasie tej wojny około dwa miliony samych dzieci, w tym 600.000 dzieci żydowskich. Mało z nich ocalało, bo w zamyśle tyranów wszystkie były skazane na zagładę.

Opłatek w tajdze

Jedna z dziewcząt zesłana na Sybir opisuje osobliwą Wigilię, jaką przeżyła wraz z koleżanką na nieludzkiej ziemi. Oto jej opowieść. Wywieziono je na daleką północ do krainy nieprzebytych lasów i śniegów. Co dzień sypała i nie przestawała sypać śnieżyca już od kilku dni. Skąd te młode dziewczęta znajdowały siłę, by po spożyciu wodnistej zupy iść do lasu oddalonego o 8 km i pracować cały dzień przy zwalaniu drzewa, po pas w śniegu i jeszcze dowlec się z powrotem do baraku na noc. Jakoś do tej pory udawało się im to ... Ale były u kresu sił i wyczerpania. Taką samą pracę musiały wykonać również pamiętnego 24 grudnia, a więc w samą Wigilię Bożego Narodzenia.
Tym razem usiadły na pniu i oddychały ciężko. Do posiołka, do ich baraku miały jeszcze dobrych 5 kilometrów, ale zabrakło im zupełnie sił. Nogi drżały im z potwornego wysiłku i zimny pot spływał po ich bladych czołach, a do tego wszystkiego ogarnęła je ogromna beznadziejność jak czarny całun, wtłaczając swoim nieznośnym ciężarem w spróchniały przydrożny pień, na którym przysiadły.
Co za dzień — wyszeptała Irena. Ty wiesz, że dziś Wigilia Bożego Narodzenia. Wszyscy wygnańcy wiedzieli o tym. I może właśnie dlatego tak było im ciężko na duszy. Ludzie umęczeni używają nieraz zwrotu: "boli mnie serce!" Ale i dusza potrafi boleć, oj potrafi.
— Mów coś, bo się wścieknę! — warknęła Irena do milczącej koleżanki, i rozmyślała dalej. — Ha, może to byłoby i pewnego rodzaju wyjście. Człowiek nie zdaje sobie już sprawy z położenia, które staje się, tak jak nasze, nie do zniesienia.
Kto tam na przykład teraz wie, że my dwie, biedne, kompletnie wyczerpane, głodne,
obdarte istoty siedzimy na tym pniu i czekamy na jakieś zmiłowanie Boże, bo nie
mamy już sił dowlec się do baraku? Wiadomo, że żadna pomoc nie przyjdzie, bo
już dawno wszyscy się rozeszli i my same jesteśmy w tym ogromnym syberyjskim
lesie.
— Rano nas znajdą, dwie zamarznięte figurki przytulone do siebie, zapatrzone
lodowatymi oczami w wieczność.
Zapanowała ciężka i groźna cisza. Ogromne puszyste płatki śniegu pokrywały coraz grubszą warstwą skulone dwie postacie.
W tym Irena zdławionym głosem szepnęła, szukając czegoś przy sobie.
Wiesz, zachowałam mały kawałeczek chleba, to podzielimy się nim jak opłatkiem i oddamy się opiece Bożej, niech robi z nami co chce, bo przecież nie mamy już więcej sił walczyć z tym życiem.
Skostniałe ręce szukały długo w podartej, watowanej kurtce zwanej kufajką, aż wydostały kawałeczek czegoś, co przypominało chleb. Rzeczywiście potrafiła jakimś cudem zachować tę odrobinę chleba. Teraz dopiero zdała sobie sprawę, jak potwornie jest głodna, bo przy olbrzymim zmęczeniu i wyczerpaniu zapomniała nawet o gryzącym głodzie, największej udręce syberyjskiej katorgi.
Rozpoczęła dziwny obrzęd. Wyszeptała modlitwę.
I ja z nią potrafiłam otworzyć usta, ale słowa uwięzły mi w ściśniętym gardle, tylko łzy wielkiego żalu wydobyły się z moich oczu i jednocześnie zamarzły na policzkach. Czy był to żal za zmarnowanym życiem, czy świadomość, że nawet Bóg nas opuścił i zapomniał w tym śnieżnym odludziu. Byłyśmy tu zagubione.
Połamałyśmy się zamarzającym już chlebem bez słowa. Czułam tylko, że drżę na całym ciele i grozi mi śmiertelne niebezpieczeństwo. Przyszła mi na pamięć wigilijna wieczerza w rodzinnym domu, Pasterka o północy i Komunia święta . . . Odczułam dziwny napływ sił i niespodziewanej nadziei. Pamiętam dobrze jak wyszeptałam:
— Nie pozwól, Panie, bym straciła wiarę i świadomość Twojej obecności przy
mnie . . .

Ocalenie

Jakby w odpowiedzi na moje błaganie, usłyszałyśmy jakiś odgłos. Mrok gęstniał, więc trudno było cokolwiek dojrzeć. Ale jakieś głosy zbliżały się coraz bardziej. Upłynęło jeszcze dobrych kilka chwil, zanim ukazały się sanie ciągnione przez konia grzebiącego się po brzuch w śniegu. Skulone dwie postacie podniosły się z pnia.
— Co wy tu robicie w tej śnieżycy? — zapytał nadjeżdżający okutany kołchoźnik. Wyjaśniły mu, że wracają z pracy i ustały w drodze ze zmęczenia.
Chętnie zabrał je na sanie. Robił dostawę do miasta i nie wiadomo dlaczego pękły mu sanie, więc musiał je na postoju zbijać gwoździami, ale chciał wrócić na noc do domu.
Dwa zamarznięte obdartusy wdrapały się z tyłu na wiązkę słomy przytulając się do siebie, by uchronić się od przenikającego mrozu. Nie mogły uwierzyć w cud
zesłanej pomocy. Bóg raczył je wysłuchać w pamiętną Noc Bożego Narodzenia w tajdze syberyjskiej.
Polskie dzieci były rozproszone po całej Rosji, i w tajgach Sybiru, stepach Kazachstanu i w tundrach pod Archangielskiem. Zadokumentował to poeta: Rozegnała nas dola Na bezdroża, na pola, W tundry, tajgi, za góry, za morza. Bieda była, oj bieda! Trzeba było się nie dać, Trzeba było być twardym, upartym . . . Wszyscy zesłańcy zgodnie przyznają, że w tej walce o przetrwanie największą sile dawała wiara święta, modlitwa, wspomnienie świąt. Wigilia Bożego Narodzenia, Wielkanocy, Bożego Ciała, Mszy świętej i Komunii ... O tej nadziei płynącej z wiary mówi kolęda, która powstała w jednym obozie za Uralem: Witaj, gwiazdko złota, hen na polskim niebie, Z sercami w tęsknocie idziemy do Ciebie. Promieniami swymi dotrzyj do Uralu, Osusz łzy płynące, serca z bólu, żalu. W lasach syberyjskich żyje nas tysiące, Liczymy niewolę na długie miesiące. Kiedyż się to skończy? O, Dziecino, mała, Oby Twa raczyna powrót, wolność dała. Dodawaj nam siły, mocy do wytrwania, Przymieramy głodem i męką czekania. Rozbite rodziny złącz, Boża Dziecino, I wspieraj walczących, niech darmo nie giną.
Do ogromnej ofiary niewinnych dzieci w czasie drugiej wojny światowej możemy odnieść słowa Błogosławionego Honorata Koźmińskiego, który dysponując na śmierć lub na syberyjskie wygnanie więźniów politycznych, powtarzał: "Pamiętajcie, że jesteście ofiarami, po których przyjdzie Miłosierdzie Boże dla Kraju".
Odrodzenie duchowe Polaków, ich zwycięstwo wiary, solidarności chrześcijańskiej i miłości, na jakie dzisiaj patrzymy, jakby na drugi cud nad Wisłą, z całą pewnością jest również owocem niewinnej ofiary dzieci.
Znowu rozważamy tajemnicę Bożego Narodzenia. Oto Bóg przyszedł na świat pod postacią Dzieciątka, aby wszystkich zbawić od grzechu i zapalić w naszych sercach miłość. Nasze duchowe odrodzenie jest darem Bożego Dzieciątka, owocem modlitwy adwentowej, czuwania, Spowiedzi, Komunii świętej. Boże Narodzenie jednoczy wszystkich Polaków w Kraju i w całym świecie w słusznych i sprawiedliwych staraniach o prawdziwą wolność i wszyscy modlimy się słowami kolędy:
"Podnieś rękę, Boże Dziecię, Błogosław Ojczyznę miłą. W dobrych radach, w dobrym bycie — Wspieraj jej siłę swą siłą. Doma nasz i majętność całą — I wszystkie wioski z miastami. A Słowo ciałem się stało — I mieszkało między nami".