APOSTOŁKA MIŁOSIERDZIA BOŻEGO

Radiowe przemówienie wygłoszone przez o. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ OJCA JUSTYNA
8-my luty 1976

APOSOŁKA MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
(S. M. Faustyna Kowalska)

Witam Was, Zacni Rodacy i Miło Rodaczki słowami:
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Francja dała światu świętą Teresę od Dzieciątka Jezus, która przez swoje „Dzieje duszy” ukazała ludziom, zaślepionym wiarą w nieograniczone możliwości rozumu, drogę powrotu do Boga; przypomniała ewangeliczną drogę dziecięcego zaufania i pokory, którą nazwała „Małą Drogą”. Może wkrótce Bóg wsławi Polskę przez siostrę Faustynę, również młodą zakonnicę, która wierzyła, że Bóg powierzył jej misję przypomnienia ludziom żyjącym w rozpaczy prawdy o Miłosierdziu Bożym.
Siostra Maria Faustyna Kowalska, o które mówię, pochodziła ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, i podobnie jak jej francuska partnerka, święta Teresa, otrzymała od swego przewodnika duchowego Księdza Michała Sopoćki nakaz pisania Dziennika - dziejów swej własnej duszy. Będąc w Polsce oglądałem parę zeszytów tego Dziennika. W sumie jest ich tyle, że skoro będą kiedyś wydane drukiem, utworzą wcale pokaźne dzieło. Podziwiałem czyste, kształtne, krągłe litery jej pisma, jak wyszlifowane przez górski potok kamienie. Siostra Faustyna ukończyła zaledwie trzy klasy szkoły podstawowej, gdyż potrzebna była w gospodarstwie do pasienia krów i do innych zajęć. Toteż tekst Dziennika jest zaprószony błędami gramatycznymi. Ale strumień słów płynie gładko i wartko spod jej pióra. Nigdy nie przekreślała wyrazów, nie poprawiała, celowo nie upiększała. Rozwija natomiast zdumiewającą i urzekającą treść. Zda się, że potok jej myśli wypływa wprost z ognia Miłości Bożej.
Niejeden już z was o niej słyszał, niejedna rodzina ma u siebie obraz miłosiernego Jezusa z podpisem: „Jezu, ufam Tobie”, niejeden modli się o miłosierdzie dla zagrożonego dziś świata. Pogadankę dzisiejszą poświęcam Siostrze Faustynie. Tytułuje ją:

APOSTOŁKA MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
(S. M. Faustyna Kowalska)

Krótki życiorys

Helena Kowalska, zwana później w zakonie Siostrą Marią Faustyną, urodziła się w 1905 roku we wsi Głogowiec w powiecie Turek w rodzinie chłopskiej. Już w siódmym roku życia słyszy głos Boga w duszy zapraszający ją do życia doskonalszego. Było to podczas nieszporów z wystawieniem Najświętszego Sakramentu. "Wtenczas - mówi o sobie - po raz pierwszy udzieliła się mi miłość Boża i napełniła moje małe serce, a Pan udzielił mi zrozumienia
rzeczy Bożych".
Kto raz doświadczy Boga, ten już nigdy o Nim całkowicie zapomnieć nie może. Od tego czasu wzrasta w niej miłość do Boga. Śni o Nim po nocach, budzi się siada na łóżku i modli się. Jako pasterka gromadzi przy sobie rodzeństwo, a niekiedy i dzieci sąsiadów i powiada im życiorysy świętych, mówi o pustelnikach, pielgrzymach, misjonarzach. Wspomina, że nadejdzie czas, kiedy i ona opuści dom i wieś rodzinną i przyłączy się do nich.
Mając lat 20 wstępuje do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Warszawie. Nowicjat odbywa w Łagiewnikach pod Krakowem. Śluby wieczyste składa w 1933 roku. Pracuje w różnych domach Zgromadzenia - w Warszawie, Płocku, Wilnie i innych, to w kuchni lub piekarni, to w ogrodzie lub przy furcie. Często "zapycha się nią dziury" - gdzie jakaś zakonnica zachorowała, Faustyna jedzie ją zastąpić. Czyni to zresztą chętnie, z radością, choć praca wszędzie jest ciężka, przekraczająca jej siły. Pod koniec życia zapada na gruźlicę i umiera w szpitalu na Prądniku w Krakowie 5 października 1938 roku.

Powiernica Milosierdzia Bożego

Siostra Faustyna dochodzi do stanu mistycznego zjednoczenia z Bogiem. Duszę jej ogarnia takie odczucie bliskości Boga, że nie wie co się wokół niej dzieje. Duch jej po prostu tonie w Bogu. Trwa nieraz na modlitwie godzinami, choć te wydają się jej minutami. Czuje, że Bóg rozwiązuje jej skrzydła do lotu; pragnie szybować w sam żar słońca Bożej miłości i nie zatrzymywać lotu, aż spocznie w Bogu na wieki. Jak wszyscy ludzie święci, żyje jedynie dla chwały Bożej i wypełnia we wszystkim Jego świętą wolę.
Na zewnątrz Siostra Faustyna niczym się nie różni od innych sióstr, jak tylko tym - zeznaje jedna z nich - że jest "cnotliwsza, więcej skupioną, bardziej z Bogiem zjednoczoną".

Dnia 22 lutego 1931 roku Siostra Faustyna staje się powiernicą Miłosierdzia Bożego. Przebywa wtedy w Płocku. Pisze o tym wydarzeniu w Dzienniku: "Wieczorem, gdy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szatę białą. Jedną rękę miał wzniesioną do błogosławieństwa, a drugą dotykał szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwie wiązki promieni: jedna czerwona, a druga biała. W milczeniu wpatrywałam się w Pana. Dusza moja była przyjęta bojaźnią, ale i radością wielką. Po chwili powiedział Pan Jezus: Wymaluj obraz według wzoru, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie! Pragnę, aby ten obraz czczono na całym świecie. Obiecuję, że dusza, która czcić będzie ten obraz nie zginie. Obiecuję także już tu na ziemi zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi, a szczególnie w godzinę śmierci. Ja bronić jej będę jako swej chwały".
Pan Jezus przedstawił jeszcze inne życzenia: 1. Pragnę ustanowienia święta Miłosierdzia Bożego; 2. Chcę, aby ten obraz, który wymalujesz pędzlem, był uroczyście poświęcony w pierwszą Niedzielę po Wielkanocy; 3. Ta niedziela ma być świętem Miłosierdzia; 4. Pragnę, aby kapłani głosili wielkie miłosierdzie Moje względem dusz grzesznych. "Niech się nie lęka zbliżać do Mnie grzesznik. Palą mnie płomienie miłosierdzia, chcę je wylać na dusze ludzkie".

Dwie związki promieni mają symbolizować krew i wodę, które wypłynęły z boku Chrystusa przebitego włócznią. Obraz ma przypominać udręczonej ludzkości Miłosierdzie Boże objawione w Chrystusie. Obraz ma też stać się dla niej naczyniem wielu łask. Pan Jezus nazywa Siostrę Faustynę "sekretarką swojej najgłębszej tajemnicy". Odtąd powiernica Boża jest cała przejęta wychwalaniem Miłosierdzia Bożego. Zupełnie zapomina o sobie i rozszerza tajemnicę Miłosierdzia Bożego. Tym jednym tylko żyje. Pragnie, by jak najwięcej dusz zdobyć dla Boga. Nigdy nie zdradzi najmniejszego wahania co do prawdziwości swego posłannictwa. Cały jej Dziennik jest jednym hymnem uwielbienia Miłosierdzia Bożego.

Reakcja Zgromadzenia i księży

Reakcja przełożonych Siostry Faustyny jest do przewidzenia. Wszyscy są ostrożni, kierują się roztropnością, odwlekają decyzję, aż zdobędą więcej danych. Spowiednik, któremu Siostra Faustyna zwierza się z żądaniem Jezusa, aby namalować obraz, mówi jej: "Tak, maluj obraz Boży w swojej duszy". Faustyna słyszy protest Jezusa: "Mój obraz jest w duszy twojej". Siostra Przełożona żąda, aby Pan Jezus dał jej jakiś znak, że jej widzenie i zlecenia Jezusa nie są iluzją. Matka Generalna Zgromadzenia M. Moraczewska nie bierze do serca tej sprawy. Dopóki wizje Faustyny dotyczyły wyłącznie jej życia osobistego, odnosiła się do nich życzliwie, lecz teraz sprawa przybiera inny obrót. Faustyna ma być inicjatorką nowego, dotychczas nie spotykanego obrazu. Prócz tego ujawnia swoją misję, która ma objąć nie tylko Zgromadzenia, lecz cały świat. Postanawia więc nie interesować się tą sprawą. Gdy Faustyna osobiście zwróciła się do niej z prośbą, by pomogła jej spełnić żądanie Chrystusa, mówi nieufnie i lekceważąco: "Dobrze, dam Siostrze płótno i farby, niech Siostra maluje".
Gdy wieści o łaskach mistycznych udzielonych Siostrze Faustynie poczęły potajemnie krążyć po klasztorach Zgromadzenia, wymowne spojrzenia, ironiczne uśmiechy, niekiedy wprost słowa potępienia poczęły spadać na udręczoną duszę Faustyny jak bicze. Jej widzenia przypisuje się histerii, dziwactwu, marzycielstwu, złudzeniu, lub wręcz działaniu złego ducha. Jedna z matek mówi jej: "Niepodobna, aby tak Bóg obcował ze stworzeniem. Ja się o Siostrę boję, czy nie jest to złudzenie". Druga strofuje ją: "Niech Siostra sobie wybije z głowy, żeby Pan Jezus miał z Siostrą tak poufale przestawać z taką nędzną, taką niedoskonałą. Pan Jezus tylko ze świętymi duszami tak obcuje . . . zapamiętaj to sobie". Jedna z Sióstr lituje się nad nią: "Słyszę jak mówią o Siostrze, że jest fanatyczką, że ma jakieś widzenia. Biedna Siostra, niech się Siostra broni przed tym".

Na kartach Dziennika Siostra Faustyna skarży się: "Jezus kazał mi o wszystkim mówić przełożonym, a przełożone niedowierzają moim słowo ale okazują mi litość, jak bym była w złudzeniu, albo pod wpływem wyobraźni". Przyznaje siostrom rację, że jest nędzna, ale ufa miłosierdziu Bożemu. Jezus ją uspakaja słowami: "Bądź spokojna, moja córko, właśnie przez taką nędzę chcę okazać moc Miłosierdzia Swego".
Udręczona tymi trudnościami pragnie mieć dobrego spowiednika, kierownika duszy. Bóg w wewnętrznym widzeniu dwukrotnie - raz w Warszawie, drugi raz w Krakowie - wskazuje jej księdza Michała Sopoćkę, profesora uniwersytetu i seminarium duchowego w Wilnie. Nie wiedziała wtedy jak się nazywa i gdzie przebywa. Dopiero gdy zostaje przeniesiona do Wilna rozpoznaje go a jednocześnie słyszy głos: "Oto jest pomoc widzialna dla ciebie, on ci dopomoże spełnić wolę Moją na ziemi".
Ksiądz Michał Sopoćko od pierwszego spotkania jest pod wrażeniem nowej penitentki. W późniejszych swoich wspomnieniach napisze: "Zwróciła ona moją uwagę na siebie niezwykłą subtelnością sumienia i ścisłym zjednoczeniem z Bogiem: przeważnie nie było materii do rozgrzeszenia, a nigdy nie obraziła Boga ciężkim grzechem". Również piękne świadectwo wystawia jej drugi spowiednik Ojciec Edmund Elter, jezuita, który się z nią zetknął na rok przed jej śmiercią. Po wielu latach od opisanego wydarzenia zeznaje:
"Wśród odprawiających rekolekcje była Siostra Faustyna, o której nic zgoła nie wiedziałem - nie znałem nawet jej imienia. Przyszła do mnie do konfesjonału, by otrzymać łaskę sakramentalną i wskazówki na najbliższą przyszłość. To, co mówiła i sposób w jaki to mówiła wzbudziły we mnie przeświadczenie, że mam do czynienia z duszą prawdziwie przez Pana Jezusa wybrana. Zrobiła na mnie wrażenie "świętej" (używam tego terminu bez chęci przesądzania o obiektywnym stanie rzeczy). Choć w ciągu trzydziestu z górą lat kapłańskiego życia stykałem się z wielu duszami dużej świątobliwości, nigdy, prócz jednego jeszcze wypadku - podobnego wrażenia świętości osoby, z którą rozmawiałem, nie doznałem. Przeświadczenie to odnośnie Siostry Faustyny, której nawet twarzy nie widziałem, było wynikiem stwierdzenia w jej duszy przedziwnego połączenia darów mistycznych, poufałego obcowania duchowego z Panem Jezusem z niezwykłą prostotą zewnętrznego sposobu życia i traktowania spraw codziennych. Byłem tym wielce zbudowany, na duchu podniesiony i wewnętrznie rozradowany. Pogłębił się mój szacunek do Zgromadzenia, które Pan Jezus takim skarbem obdarzył. Imię Siostry poznałem dopiero w kilka lat po jej śmierci, kiedy jej sława publicznie poczęła się szerzyć. Prawdziwość tego, co tu piszę, gotów jestem w razie potrzeby potwierdzić przysięgą wobec kompetentnego kościelnego trybunału".

Ksiądz Spoćko z miejsca prosił o zbadanie zdrowia psychicznego i fizycznego Siostry Faustyny. Wynik badań był pomyślny. Mimo to ksiądz Sopoćko przez dłuższy czas przyjął postawę wyczekującą, radząc się kilku światłych kapłanów w tej sprawie. Gdy wszystko przemawiało za tym, że Faustyna jest osobą ubogaconą przez Boga niezwykłą łaska, uznał prawdziwość jej wizji. Wtedy polecił tej pisać Dziennik, a artyście E. Kazimierowskiemu zlecił namalowanie obrazu według wskazań Siostry Faustyny. Potem zajął się wystawieniem obrazu najpierw w klasztorze Sióstr Bernardynek, potem w Ostrej Bramie, podczas Triduum na zakończenie Jubileuszu Odkupienia, a wreszcie, za pozwoleniem arcybiskupa Jałbrzykowskiego, w kościele świętego Michała w Wilnie. Napisał też szereg artykułów o Miłosierdziu Bożym i ułożył litanię o Miłosierdziu Bożym.

Legitymacja cierpienia

Każde dzieło Boże legitymuje się cierpieniem tych, którzy do niego przykładają rękę. Wiele cierpi Siostra Faustyna. Jedne cierpienia pochodzą za złej woli i złośliwości niektórych sióstr; drugie są cierpieniami zastępczymi, które Faustyna sama podejmowała za grzeszników, by ich uchronić od kary Bożej i zatraty duszy; inne wreszcie pochodzą wprost od Boga z niewypowiedzianej tęsknoty za Nim i z bólu, gdy Bóg się przed nią kryje pozostawiając w ciemnościach i w stanie duchowego opuszczenia. Cierpi też od szatanów. Zdumiewające fakty działania szatańskiego znane w życiu świętego Jana Bosko i innych zdarzają, się również w jej życiu. Szczytem cierpień będzie, gdy dzieło, "które tak Bóg zaleca" zostanie niemal całkowicie zniszczone. Faustyna otrzymuje od Jezusa zapowiedź tych trudności i pociesza księdza Sopoćkę: "Dusza twoja będzie nasycona goryczą na widok zniszczenia twoich usiłowań. Jednak zniszczenie to jest tylko pozorne, ponieważ Bóg co raz postanowił, nie zmienia. Kiedy to nastąpi, nie wiem; jak długo trwać będzie, nie wiem. Lecz wtedy właśnie wystąpi działanie Boże z wielką siłą, która da świadectwo prawdziwości. Kiedy ten triumf nadejdzie, to my już będziemy w nowym życiu. Miłosierdzie Boże będzie nowym blaskiem dla Kościoła, chociaż od dawna w nim spoczywającym.
Bóg pragnie, aby zanim przyjdzie powtórnie jako sędzia, wszystkie dusze poznały Go jako Króla Miłosierdzia. Czas powtórnego przyjścia Pana nie jest daleki".

Proroctwa Siostry Faustyny

Siostra Faustyna cieszy się również darem proroctwa. Przepowiada, że powstanie nowe Zgromadzenie Miłosierdzia w trzech różnych postaciach: jako zgromadzenie kontemplacyjne, zgromadzenie czynne i instytut świecki. Widzi w duchu pierwsze sześć sióstr, składających śluby wśród nocy w drewnianej kaplicy. Tak się też stało. W 1944 roku. dnia 16 listopada w kaplicy Sióstr Karmelitanek w Wilnie sześć pierwszych sióstr Zgromadzenia Jezusa Miłosiernego składało swoje śluby prywatnie na ręce księdza Sopocki.
Zapowiada też straszną karę Bożą. Nastąpi wielka i długa wojna, prześladowania, klasztory i kościoły będą niszczone. Wiele ludzi będzie cierpieć i dużo z nich wyginie. Wizja wojny często się powtarza, przynagla Faustynę do podwojenia modłów, ofiar i cierpień za świat. Polska też jest niewdzięczna Bogu, a za grzechy, które zasługują na najwyższą karę, strasznie ucierpi. Najpiękniejsze jej miasto zostanie zniszczone doszczętnie jak Sodoma i Gomora. Ale te doświadczenia będą dla niej oczyszczeniem. Odrodzenie przyjdzie przez kapłanów. Przez Matkę Najświętszą spłyną na Polskę wielkie dobrodziejstwa. Bóg przygotowuje dla Polski wielka tajemnicza misję. Faustyna zapisuje słowa Chrystusa: "Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie Mojej woli, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne Moje przyjście".

Faustyna widzi też triumf Miłosierdzia Bożego nad całym światem. Przed jej oczyma przesuwają się obrazy dysput teologicznych w Watykanie na temat Miłosierdzia Bożego, zeznania sióstr, badania i upakarzania Faustyny. Ale Chrystus ją broni, dając duchownym do zrozumienia to, czego nie mogli pojąć. W końcu widzi wielką uroczystość odbywającą się równocześnie - jedną w Polsce, w kaplicy swego Zgromadzenia, drugą w pięknej świątyni Wiecznego Miasta, przy udziale wielkich tłumów. W Rzymie przemawia sam święty Piotr stojący między ołtarzem i Ojcem Świętym. Nie mogła go zrozumieć. Rozumiał go jednak Papież. Żywy Pan Jezus w postaci jak na obrazach stoi na ołtarzu, bierze ją, Faustynę, stawia obok siebie o rozsiewa promienie po całym świecie.
Na dwa lata przed swoją śmiercią przepowiada, że umrze w wieku lat 33, a dokładną datę śmierci poda na dziesięć dni przed swoim zgonem.

Śmierć

Śmierć ją nie przeraża. "Konam za Bogiem ... - pisze. Jak strasznie czuję, że jestem na wygnaniu. O, Jezu, kiedy nadejdzie chwila pożądana?" Ostatnie kartki Dziennika słabnącą ręką kreślone są jakby testamentem. Pisze między innymi: "Niech łaska Twoja, która spływa na mnie z litościwego Serca Twego umocni mnie do walki i cierpień, bym pozostała Ci wierną, a choć tak nędzną jestem, nie lękam się Ciebie, bo znam dobrze Twoje miłosierdzie. Nic mnie nie odstrasza od Ciebie, Boże . . ." Księdzu Sopoćce mówi, że niedługo już umrze, "i że już wszystko, co miała do powiedzenia i napisania, załatwiła . . ." Na parę dni przed śmiercią nie chce już rozmawiać z księdzem Sopocką tłumacząc, że jest "zajęta obcowaniem z Ojcem niebieskim". Przytomna do ostatniej chwili oddaje Bogu ducha z oczyma utkwionymi w obraz Chrystusa.

Zahamowanie i odrodzenie kultu Miłosierdzia Bożego

"Czuję dobrze, - mówiła kiedyś Siostra Faustyna - że moje posłannictwo nie skończy się ze śmiercią, ale się zacznie". Nie pomyliła się. Kult Chrystusa Miłosiernego istotnie zaczął się szerzyć nie tylko w Polsce, lecz także w innych krajach Europy, zwłaszcza we Włoszech i w Ameryce. Siostra Faustyna jest dziś znana na całym świecie. Obraz Chrystusa Miłosiernego rozszedł się po świecie z napisem "Jezu, ufam Tobie" w 60 językach.
Tymczasem na krótki czas przyszło zahamowanie kultu. Sprawa wizji była
badana przez Kościół. W 1959 roku Kongregacja Świętego Oficjum ogłosiła
dekret, w którym nie wypowiadając się w kwestii osobistej świętości Siostry
Faustyny - orzekła, że jej wizje nie posiadają znamion "objawienia prywatnego", że Stolica Apostolska nie zamierza ustanawiać osobnego święta Miłosierdzia Bożego: że kult Miłosierdzia w formie wskazanej przez Siostrę Faustyne jest odtąd zakazany, zaś roztropności biskupów pozostawia się sprawę usuwania lub nic usuwania obrazów, które zostały umieszczone w kościołach. Zabronienie przez Kościół rozpowszechnienia obrazu i nabożeństwa w formie polecanej przeznSiostrę Faustyne było dekretem czysto dyscyplinarnym. Prywatnie nadal zanoszono gorące modły do Miłosierdzia Bożego. Samo niebo zdawało się dopomagać. Duch Drugiego Soboru Watykańskiego sprzyjał kultowi.

Posłannictwo

Siostry Faustyny jest na czasie wobec szerzącej się w świecie rozpaczy. Siostra
Faustyna zanotowała słowa Chrystusa: "Nie znajdzie ludzkość uspokojenia,
dopóki się nie zwróci z ufnością do Mego Miłosierdzia". Jednym z częstych
powodów" odejścia od Boga jest nie brak wiary w istnienie Boga, lecz właśnie
rozpacz człowieka uwikłanego w grzechy nałogowe, wątpiącego w możliwość
otrzymania od Boga przebaczenia.
W czytaniach liturgicznych we Mszy świętej jest często mowa o Miłosierdziu Bożym, ale Kościół nie zatwierdził odrębnego nabożeństwa liturgicznego lub paraliturgicznego ku czci Chrystusa Miłosiernego. To wcale nie znaczy, że kult ten jest teologicznie nie uzasadniony i w ogóle nie wskazany. Nic nie stoi na przeszkodzie ustanowieniu święta Chrystusa Miłosiernego. Święto to jest zgodne z duchem Ewangelii, z duchem Soboru Watykańskiego drugiego. Za wzorem Chrystusa Sobór wychodzi naprzeciw wszystkich ludzi, potępiając błąd, zło, grzech, ale nie samych ludzi. Tę ewangeliczną drogę - drogę miłosierdzia - wytyczył Kościołowi jeszcze przed soborem Papież Jan XXIII i taką droogę wskazuje Paweł VI w przededniu zamknięcia Soboru. Święto Chrystusa Miłosiernego zbliżyło by wiernym najpiękniejsze stronice Ewangelii o dobrym rasterzu miłosiernym Samarytaninie, o wyrozumieniu dla grzeszników, o miłosierdziu Najświętszego Serca Jezusowego. Tajemnicę miłosierdzia Bożego rozświetla w części kult Najświętszego Serca Jezusowego. Wskazanie przez Siostrę Faustyne Niedzieli Przewodniej na święto Chrystusa. Miłosiernego jest bardzo odpowiednie, kiedy to Kościół wprowadza nas w tajemnicę zbawienia, jeśli chodzi o wizerunek Chrystusa Miłosiernego, to istnieje on już w dwudziestu co najmniej werjsach. Obraz przedstawia postać Chrystusa. Siostrze Faustynie nie podobał się obraz namalowany na zlecenie księdza Sopocki przez artystę E Kazimierowskiego. Nie był tak piękny jak ten, który oglądała w widzeniach. Chrystus miał jej na to powiedzieć: "Nie w piękności farby, ani pędzla jest wielkość obrazu, lecz w łasce Mojej".
Inne praktyki kultu Chrystusa Miłosiernego, propagowane przez Siostrę Faustyne i księdza Sopoćkę, jak litania do Miłosierdzia Bożego, nowenna ko¬ronka i kilka pieśni - powinny być uzgodnione z duchem liturgicznych modłów
Kościoła.

Objawienia prywatne

Pamiętajmy też, że Kościół nie podaje do wierzenia objawień prywatnych nawet wtedy, gdy nie widzi w nich nauki sprzecznej z wiarą i moralnością chrześcijańską. Katolik nie ma więc obowiązku wierzyć w prawdziwość objawień danych Małgorzacie Marii Alacoque czy też objawień w Lourdes, Fatima . . . Ale objawienia w Paray-le-Monial, w Lourdes, Fatima zapoczątkowały nowe formy pobożności i rozbudziły żarliwość religijną i przyczyniają się do odrodzenia religijnego. W objawieniach Siostry Faustyny Kowalskiej trudno się dopatrzeć znaków cudu. Nie znaczy to jednak, że nie miały charakteru nadprzyrodzonego. Nie można wykluczać, że Opatrzność Boża chce posłużyć się Siostrą Faustyna do pogłębienia katolickiej religijności.
Zwróciłem Waszą uwagę na Siostrę Faustynę, ale oczywiście, że chodzi głównie o zaufanie Miłosierdziu Bożemu. W każdej sytuacji bezgranicznie liczmy na Miłosierdzie Boże i sami też praktykujmy miłosierdzie względem naszych bliźnich w życiu codziennym za wezwaniem Chrystusa: "Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny" (Łk 6, 36).
Takim duchem była przejęta Siostra Faustyna. Właśnie zakończę rozważanie piękną modlitwą Siostry Faustyny:
". . . Dopomóż mi do tego, Panie, aby oczy moje były miłosierne, bym nigdy nie podejrzewała i nie sądziła wedle zewnętrznych pozorów, ale upatrywała to, co piękne w duszach ludzkich, i przychodziła im z pomocą. Dopomóż mi, aby słuch mój był miołsierny, abym skłaniała się do potrzeb bliźnich, aby uszy moje nie były obojętne na ludzkie bóle. Dopomóż mi, Panie, aby język mój był miłosierny, bym nigdy nie mówiła ujemnie o bliźnich, ale dla każdego miała słowo pociechy i przebaczenia. Dopomóż mi, Panie, aby ręce moje były miłosierne i pełne dobrych uczynków, abym umiała czynić dobrze ludziom, na siebie przyjmować cięższe, mozolniejsze prace. Dopomóż mi, Panie, aby nogi moje były miłosierne, abym zawsze spieszyła z pomocą bliźnim, opanowując własne znużenie i zmęczenie (...) Dopomóż mi, Panie, aby serce moje było miłosierne, abym czuła z wszystkimi cierpieniami bliźnich . . ."