Dlaczego chcą nas spokrewnić ze zwierzętami?

Radiowe przemówienie wygłoszone przez
o. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu
GODZINY RÓŻAŃCOWEJ o. JUSTYNA
22-gi luty, 1976

Dlaczego chcą nas spokrewnić ze zwierzętami?

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

"Wolność dla małp!" - Z tym hasłem wystąpili członkowie nowo założonego w Milwaukee, Wisconsin (1974 r.) ruchu wyzwoleńczego małp (The Ape Liberation Movement). Miłośnicy tych zwierząt domagali się wypuszczenia z klatek i oswobodzenia z ogrodów zoologicznych wszystkich szympansów, goryli, orangutanów, pawianów, koczkodanów i innych przedstawicieli małpiej rodziny.
Odruch współczucia dla zwierząt jest zrozumiały, lecz żądanie pewnej rehabilitacji małp, czyli przywrócenia im godności rzekomo odebranej przez ludzi, zakrawa na żart. Miłośnicy małp żądają, żeby mapły przeszkolić i zatrudnić w fabrykach, na farmach, na przykład do zbierania owoców, bawełny, przy zautomatyzowanej produkcji (on the assembly line), a nawet w barach, przy nalewaniu piwa i przygotowaniu cocktailów. Pewien bezrobotny z Virginia podobno tak wziął ten apel do serca, że zaprotestował przeciwko zatrudnianiu małp w fabrykach, ze względu na obecny ostry kryzys ekonomiczny i bezrobocie. Angażowanie małp w tych warunkach byłoby krzywdą dla ludzi.
Jakie mogli mieć pobudki miłośnicy małp, którzy domagają się ich rehabilitacji? Może są wyznawcami teorii Darwina, która mówi, że człowiek jest spokrewniony z małpą? Może boleją nad losem małp, które nie miały szansy rozwinąć się jak ludzie? Może sam człowiek przyczynił się do pewnego ich zdegenerowania przez zamknięcie ich w klatkach i ogrodach zoologicznych? A więc teraz, gdy wszyscy walczą o równouprawnienie, trzeba by upośledzonym krewniakom podać rękę.
A może za tym ruchem oswobodzenia i rehabilitacji małp kryje się jeszcze coś więcej, mianowicie - usprawiedliwienie niewiary, odstępstwa od Boga Stworzyciela i Rządcy świata? Albo co najmniej próba usprawiedliwienia niemoralnego postępowania, bez hamulców, według dyktanda ślepych instynktów?
Cały ten apel jest wart beczki śmiechu, ale nie są śmieszne następstwa hipotezy Darwina, że cały człowiek rozwinął się ze zwierzęcia, bo jej zwolennicy zwalniają człowieka z odpowiedzialności za czyny i każą mu postępować według zwierzęcych instynków. Ponieważ tego zezwierzęcenia mamy już za dużo, więc w dzisiejszej pogadance rozprawię się z tym zagadnieniem. Tytuł pogadanki brzmi:

DLACZEGO CHCĄ NAS SPOKREWNIĆ ZE ZWIERZĘTAMI?

Ewolucja w przyrodzie

Największą zagadkę dla człowieka stanowi życie. Skąd się ono wzięło? Kiedy? Jakim sposobem? Według jakich praw? Wszystkie ludy wszystkich pokoleń wierzyły, że Źródłem życia i Stwórcą wszystkich gatunków tak roślin jak zwierząt jest Bóg. Później potwierdziła to Biblia, a więc Objawienie Boże. Biblia jednak daje nam zbyt obrazowy opis dzieła stworzenia, przystosowany do mentalności starożytnych ludzi. Dzieło stworzenia miało trwać sześć dni. Dawniej ludzie brali ten okres dosłownie - każdy dzień po 24 godziny.
Bóg obdarzył człowieka rozumem, więc człowiek począł jakoby Boga podglądać, obserwować Jego dzieła, analizować je, aby dowiedzieć się czegoś więcej. Wszystkim bez wyjątku rzuciło się w oczy zjawisko ustawicznego rozwoju w przyrodzie. Z języka łacińskiego przyjęliśmy określenie: ewolucja. Znaczy ono to samo co rozwój, wzrost, przemiana, przeobrażenie, dojrzewanie. Życie jest w ustawicznym ruchu, ciągle się rozwija i odnawia, tworzy nowe formy, przystosowuje się do warunków zewnętrznych takich jak światło, temperatura, ciśnienie, woda, powietrze . . .
Rozwój w przyrodzie nie uszedł uwagi nawet dzieci jaskiniowego człowieka. Na pewno tak samo wścibskie i spostrzegawcze jak dzieci naszego XX wieku zauważały, że kurczęta, ptaki i jaszczurki wylęgają się z jaj; że odrażająca gąsienica zamyka się w poczwarce jak w trumnie i tam się przeobraża w pięknego motyla, zaś kijanka podobna z początku do rybki zmienia się w żabę. Ich rodzice, bliżsi źródeł życia jeszcze więcej wiedzieli o zmianach, przeobrażeniach w nich następujących. Zwłaszcza matka wyczuwała co działo się w jej łonie po poczęciu, nim noworodek w jej łonie dojrzał i przyszedł na świat jako nowy, w pełni uformowany człowiek. Zdawali sobie sprawę, że ich udział w tworzeniu nowego życia jest niewielki, że wprawili tylko w ruch potężne siły natury podobnie jak inżynier za pociśnięciem guzika włącza w ruch potężną elektrownię. Starożytni Indianie zasiewający ziarno kukurydzy, albo Chińczyk flancujący źdźbło ryżu czy też Słowianin zakopujący w ziemię pestkę jabłoni - wszyscy oni dobrze wiedzieli, że natura została obdarzona przez Stwórcę potężnymi siłami rozwojowymi i poddana jest prawom, które pozwalają nasionom rozwijać się rosnąć, przeobrażać się w zboża, trawy, jarzyny, drzewa, kwiaty i owoce. Każdej wiosny ludzie oglądają cud odradzania się całej natury.

Ewolucja nie jest odkryciem ostatnich czasów

Tę cudowną ewolucję kontemplowali w ciszy i zachwycieniu. Ci, co więcej poświęcali czasu obserwacjom, lepiej zapoznawali się z tajemnicami natury, uchodzili za mądrych. Dzięki tym badaczom pokolenia gromadziły wiedzę o przyrodzie, a rozwoju jej życia. Dziś mamy do dyspozycji tyle spostrzeżeń i faktów, że nie starczy nam lat życia, aby wszystko samemu ogarnąć, przebadać, pojąć i zapamiętać. Wiemy na przykład, że z opuszczeniem matczynego łona rozwój człowieka się nie kończy, bo człowiek to nie tylko sama materia. Jego rozwój fizyczny trwa przeciętnie do 21 roku życia, zaś rozwój duchowy trwa aż do śmierci i to jeszcze nie koniec, bo dla ludzi wierzących jest jasne, że człowiek po śmierci zostanie przeobrażony, zmartwychwstanie do nowego życia w Królestwie Bożym. Wiemy również, że w całym wszechświecie istnieje ustawiczny ruch: jedne gwiazdy powstają, inne zamierają; cały świat, olbrzymie zbiory słońc i planet pędzą gdzieś w jakimś kierunku, a cały świat pulsuje, to się kurczy, to znów rozszerza.

Ewolucja nie jest więc zjawiskiem, czy odkryciem ostatnich czasów. Jest ona faktem znanym od zamierzchłych czasów. Ale ciekawość ludzka nie ma granic. Już starożytni myśliciele greccy starali się dotrzeć do samego źródła życia, poznać skąd się życie wzięło, jak się po raz pierwszy poczęło. W nowszych zaś czasach najpopularniejszym w tej dziedzinie stał się angielski przyrodnik Karol Darwin. Byłbym o nim wcale nie wspominał, i o rozwoju życia nie mówił, bo to sprawa raczej czystej nauki. Mówię jednak o tym ze względu na wnioski, jakie Darwin i jego zwolennicy z tych badań wyprowadzili, a które i dzisiaj rozprowadza się w szkołach średnich i na uniwersytetach.

Darwin i jego bezbożne wnioski

Wnioski jakie Darwin wyprowadza ze swych badań strzeszczają się do dwóch tez: pierwsza - że życie powstało zupełnie przypadkowo, bez udziału Boga Stworzyciela. Druga teza - że człowiek jest tylko zwierzęciem, że rozwinął się z najwyższego gatunku zwierząt, prawdopodobnie z małp człekokształtnych, również bez udziału Stwórcy.
Sto lat temu z górą, dokładnie 27 grudnia 1831 roku, młody, wykształcony przyrodnik Charles Darwin, człowiek o niezwykle zaostrzonym zmyśle obserwacyjnym, z grupą uczonych wyruszył w podróż do najbardziej odległych, egzotycznych zakątków naszego globu, z angielskiego portu Davenport. Wyprawa trwała kilka lat. Statek "Beagle" - pływające laboratorium - stał się dla uczonych domem. Z niego robili wypady na ląd celem badania okazów świata roślinnego i zwierzęcego, i na nim przeprowadzali badania. Głównie zaś zajęli się rozpoznaniem źródła życia i mechanizmem przyrody, który stwarzał bogactwo różnych form, odmian, gatunków. Po powrocie z wyprawy Darwin ogłosił swoje spostrzeżenia i wnioski w książkach. A wnioski te były rewolucyjne.
Darwin do końca życia pozostał człowiekiem religijnym, ale wnioski jakie podawał były bezbożne. Uczonego uderzyła pozorna sprzeczność między tym czego uczyła Biblia o powstaniu życia na ziemi, a tym co zaobserwował w przyrodzie. Jako protestant uznawał tak zwany fundamentalizm w tłumaczeniu Pisma świętego. Brał więc dosłownie, że Pan Bóg stworzył świat w siedmiu dniach; że swoim wszechmocnym "fiat" - "stań się" stworzył niebo i ziemię oraz powołał do życia kolejno wszystkie gatunki, a na koniec człowieka, koronę całego stworzenia.

Darwin twierdził, że rzecz miała się inaczej. Pana Boga nie było przy stworzeniu życia na ziemi. Poczęło się ono samo, przypadkowo, dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Poczęło się z martwej nieorganicznej materii na skutek sprzyjających warunków fizyko-chemicznych. Pierwsze życie - powiada Darwin - powstało w oceanach, w wodzie. Przyszło w postaci małej komórki, z której w pochodzie wieków, rozwinęły się wszystkie istoty żyjące, i z niższych powstawały wyższe, z prostych coraz bardziej złożone i doskonafee. Wśród zwierząt najbardziej doskonałym gatunkiem okazały się małpy człekokształtne, jak goryl, szympans, orangutan, z których rozwinął się człowiek. Proces tych gigantycznych przemian trwał miliony lat, a nie siedem dni, jak mówi Biblia.

Darwin nie był jedynym uczonym, który wyszedł z hipotezą o rozwoju życia na ziemi. Liczymy jeszcze pięćdziesiąt siedem innych hipotez, które podają takie czy inne rozwiązanie zagadki życia na ziemi. Teoria Darwina stała się jednak najpopularniejszą, przyjęto ją z entuzjazmem, a jej idee królowały przez długi okres czasu. Królują nawet i dziś, mówi się o niej na uniwersytetach, mimo że co poważniesi uczeni ze wstydem jej się wyrzekli i nazywają ją bajką dla dorosłych.

Bezbożne wnioski

Ironią wieloletnich badań Darwina i jego zwolenników jest to, że szukając rozwiązania zagadki życia, gasili oni życie w jego najwyższej formie i godzili w życie duchowe człowieka. Jeśli bowiem przyjmie się, że życie powstało przypadkowo, bez udziału Boga, bez Jego planu, wtedy człowiek nie ma duszy, nie jest odpowiedzialny za swoje czyny przed nikim, ani przed Bogiem ani przed ludźmi. Może sobie życie odebrać, zniszczyć je w zarodku lub zmarnować przez niemoralne prowadzenie się. Jeśli Bóg człowiek nie stworzył, to człowiek nie ma żadnego wyższego celu życia i jest igraszką ślepych sił przyrody.
Jeśli człowiek jest zwierzęciem bez duszy, to nie grzeszy i może postępować jak zwierzę, bez jakichkolwiek moralnych hamulców i zasad. Jeśli jest zwierzęciem, wtedy miłość bliźniego oznacza słabość. Powinien kierować się egoizmem, przepychać się przez życie łokciami, iść po trupach innych, aby utrzymać się przy życiu, zdobyć sławę, powodzenie, pieniędze. Tego wymaga zasada bezpardonowej walki o byt. Tylko najsilniejsze jednostki mają prawo do życia. Wtedy Hitler miałby rację, że tępił narody, które w jego mniemaniu były słabsze. Miał rację mordując miliony Żydów, Polaków, Rosjan i Cyganów w komorach gazowych. Nauka Darwina usprawiedliwiała zbrodnie Hitlera. Walka o byt usprawiedliwia dziś mordowanie tysięcy dzieci rocznie w łonach matek. Są światu niepotrzebne, zawadzają. Walka o byt może zażądać, że za parę lat w ten sam sposób będzie się usuwać starców, kaleki, umysłowo chorych, sieroty, przestępców. Wszystko to będzie się robić dla oczyszczenia społeczeństwa i uwolnienia go od ciężarów.

Darwin idzie na rękę bezbożnym

Nauka Darwina została przez późniejszych uczonych odrzucona. Nie nazywa się jej nawet teoria, bo teoria musi się opierać na jakichś faktach, doświadczeniach, jest raczej hipotezą, przypuszczeniem, bo Darwin tylko spekuluje, fantazjuje. Pewien uczony powiedział, że powstanie człowieka z małpy jest "dość zabawne - pokazuje to jak filozofowie dochodzą nieraz do romantyzowania nauki". Inny uczony czuje "zawstydzenie na myśl, że tego rodzaju rzeczy podaje się za naukę". Jeszcze inni nazwali naukę Darwina "teoria bezwartościową", "wprowadzającą chaos w umysły ludzkie", "bajką dla dorosłych", "fantazją".
A jednak wielu ludzi zwłaszcza półinteligentnych przyjmuje hipotezę Darwina jakoby za pewnik. Dlaczego? Dlaczego ludzie z reguły krytyczni, opierający swe przekonanie na faktach, sprawdzający wszystko po sto razy, w tym wypadku dają się nabrać i ponosić fantastycznym ideom angielskiego uczonego?
Nie przypuszczajmy, by ci ludzie kiedykolwiek zawiesili broń i przestali mówić o zwierzęcym pokrewieństwie człowieka. Będą się trzymać tej hipotezy jak rzep psiego ogona ze względów praktycznych, światopoglądowych, bo są ateistami, bo nie wierzą w Boga. odrzucają grzech, odrzucają plan zbawienia ludzkości, moralność. Darwinizm idzie im na rękę. Nie tyle obchodzi ich darwinizm jako hipoteza przyrodnicza, co jego wnioski: że życie powstało na ziemi samorodnie, przypadkowo, bez woli Stwórcy. Wtedy łatwiej dowodzić, że Bóg jest niepotrzebny, a nawet, że nie istnieje. Podoba im się przypuszczenie Darwina, bo jeśli człowiek jest tylko zwierzęciem, to nie ma duszy nieśmiertelnej, nie ma nieba. Królestwa Bożego, a tylko jest ziemia, która ma być rajem. Ateiści czują się po prostu zmuszeni opowiedzieć się za ewolucjonizmem i przy nim uparcie trwać. Ewolucjonizm jest dla nich jedyną logiczną konkluzją. On usprawiedliwia ich niewiarę, pozwala na swobodę w postępowaniu moralnym.

Odrzucamy naukę Darwina i jego wnioski, nie zaś samą ewolucję

Odrzucamy hipotezę Darwina i jego wnioski, ale nie musimy odrzucić ewolucji jako takiej. Na wstępie już wykazałem, że fakt ewolucji był znany starożytnym, a nawet prymitywnym ludziom. Ewolucja nie jest sprzeczna ani z filozofią ani z teologią. Kościół katolicki nie zabrania nam jej uznawać. Nie możemy się tylko zgodzić, że życie powstało przypadkiem, bez udziału Boga, i że cały człowiek rozwinął się ze zwierzęcia. Jako wierzący katolicy możemy nawet przyjąć, że samo ciało człowieka pochodzi od zwierzęcia, że jest z nim spokrewnione. To nam nie przeszkadza. Filozofia katolicka zawsze podkreśla stronę zwierzęcą człowieka, określa go jednak jako zwierzę rozumne - "animal rationale", czyli jako istotę złożoną z duszy i ciała. Przez swoje ciało człowiek spokrewniony jest z całą naturą; budowa ciała zawiera pierwiastki znajdujące się w ziemi: wodę siarkę, wapno, fosfor, żelazo . . . Ciało ludzkie ma życie wegetatywne tak jak rośliny; ma też życie zmysłowe, tak jak zwierzęta.
Niektórzy katolicy utrzymują, że ciało ludzkie mogło drogą ewolucji rozwinąć się z ciała zwierzęcego. Kościół nie wypowiedział się definitywnie co do sposobu utworzenia ciała, ani co do czasu kiedy Pan Bóg wlał w ciało duszę nieśmiertelną. Z Biblii też o tym nie wiemy. Zresztą Biblia nie jest podręcznikiem biologii. Ona przekazuje nam tylko prawdę, że Bóg jest sprawcą całego życia, wszystkich jej form, odmian i gatunków. Nic nie przeszkadza, żeby Bóg tchnął ducha nieśmiertelnego w ciało najdoskonalszego zwierzęcia,, które się rozwijało tysiące tysięcy lat. Dla Boga nie stanowi to żadnej trudności stworzyć coś w jednej chwili, lub rozłożyć dzieło stworzenia na okres milionów lat. W każdym razie nic nigdy nie dzieje się bez przyczyny. W stworzeniu musi być Przyczyna Pierwsza, czyli Bóg. Bóg jest Autorem ewolucji. On stworzył mechanizm i nadał prawa rozwojowe, dzięki którym natura automatycznie się rozwija. Ewolucja świadczy o wielkiej mądrości, wszechmocy i Opatrzności Bożej.

Ciało ludzkie nie zdaje się pochodzić od malpy

Gdyby ciało ludzkie pochodziło od małpy czy innego zwierzęcia przez to samo nie ucierpiałaby jeszcze dostojność natury ludzkiej, która opiera się głównie na rozumie i wolnej woli. Dziś coraz więcej uczonych odrzuca teorię, że człowiek przeobraził się z małpy człekokształtnej. Owszem, pod względem samej budowy ciała człowiek jest do- niej dość podobny, na przykład pod względem wzrostu, uzębienia, narządów trawiennych i oddechowych, systemu krwionośnego i nerwowego, budowy mięśni, kości, wnętrzności i grupy krwi, i innych biologicznych funkcji . . .
Z drugiej strony są też wielkie różnice. Z pośród wszystkich zwierząt człowiek ma największą czaszkę, a twarz najmniejszą. U człowieka przeważa część górna głowy, w której mieści się mózg posiadający szczególny związek z życiem psychicznym. W małpie zaś przeważa część dolna służąca życiu wegetatywnemu. Objętność mózgu jest daleko większa u ludzi niż u małp. Stosunek mózgu do całego ciała wynosi u człowieka l:50, a u małpy l:200. Mózg małpy prezstaje róść około szóstego roku jej życia, czaszka jej szybko kostnieje, a tylko twarz i szczęki nadal się rozwijają. Wzrost mózgu ludzkiego trwa znacznie dłużej, a proces kostnienia czaszki jest o wiele późniejszy. "Rozwój olbrzymiego mózgu ludzkiego - pisze Broom - stanowił zawsze nierozwiązalny problem" dla ewolucjonistów. Ponadto małpiątko w bardzo krótkim czasie staje się samowystarczalne, dziecko ludzkie zaś przez długi szereg lat żyje w całkowitej zależności od swych rodziców.

Gdyby ciało ludzkie rozwinęło się ze zwierzęcia, to między nim a człowiekiem musiałyby kiedyś istnieć jakieś formy pośrednie i to olbrzymia ich ilość, na co sami ewolucjoniści się godzą. Ponadto któreś z tych ogniw powinno się zachować do dziś w pokładach ziemi, albo przy życiu. Gdy więc mówimy, że uczeni szukają brakującego ogniwa (the missing link) trzeba pamiętać, że chodzi tu nie o jedno ogniwo ale o bardzo dużą ich ilość.

Pokrewieństwo nadprzyrodzone chwalą człowieka

Dotychczas wszelkie poszukiwania brakującego ogniwa nie dały żadnych rezultatów. Pokrewieństwo człowieka ze światem organicznym i nieorganicznym wcale nam ujmy ani chwały nie przynosi. Go nam przynosi naprawdę chwałę to pokrewieństwo nadprzyrodzone, duchowe z Bogiem i Jego aniołami. Podstawą tego pokrewieństwa jest duch nieśmiertelny stworzony na obraz i podobieństwo Boże. Jesteśmy wdzięczni za wywyższenie natury ludzkiej, a uczucie to możemy oddać słowami Psalmisty: "Czym jest człowiek, że pamiętasz o nim (o Boże), że się troszczysz o niego; mało co mniejszym uczyniłeś go od aniołów, chwałą i czcią uwieńczyłeś go. Wszystko poddałeś pod nogi jego" (Hbr 2, 6-7).
Nie dajmy się ściągać w dół, równać ze zwierzątami. Jeśli ktoś zagubił ogniwo łączące go z Bogiem, z Jego łaską, niech na nowo szuka zjednoczenia z Bogiem-Stworzycielem i Ojcem. Dzięki łączności z Bogiem stajemy się Jego dziećmi i dziedzicami nieba. "Jesteśmy wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, świętym narodem, ludem (Bogu) na własność przeznaczonym, obyśmy ogłaszali dzieła potęgi Tego, który nas wezwał z ciemności do przedziwnego Swojego światła" (l P 2,9). Nasza duchowa natura stawia nas na najwyższym szczeblu ziemskich stworzeń i uzdalnia do wykonywania kapłańskiej roli w imieniu wszystkich stworzeń przed Bogiem, przez oddanie Mu czci i dziękczynienia w sposób wolny i świadomy.

Pokrewieństwo zwierzęce może ściągnąć w dół

Zapatrzenie się w niepewne pokrewieństwo zwierzęce ściąga nas w dół, sprawia, że człowiek postępuje jak zwierzę, nawet gorzej, bo zwierzę idzie instynktownie za wolą natury czyli za wolą Boga. Święty Paweł mówi, że "dążność ciała prowadzi do śmierci, dążność zaś ducha - do życia . . . Ciało wprawdzie podlega śmierci ze względu na (skutki) grzechu, duch jednak posiada życie na skutek usprawiedliwienia" i przemieszkiwania w nas, Boga, "który przywróci do życia śmiertelne ciała mocą mieszkającego w nas ducha". Człowiek, którego ciało nie jest kierowane Duchem Bożym popada w niewolę, pogrąża się w bojaźni, natomiast poddany Bogu staje się przybranym dzieckiem Boga i dziedzicem nieba, współdziedzicem Chrystusa, ma prawo wzywać Boga "Ojcze" (Rz 8, 5-17). Jesteśmy powołani do Królestwa Bożego.
Zapatrzenie się w więzy pokrewieństwa zwierzęcego zwalniające od odpowiedzialności przed Bogiem za swoje czyny, ośmielające do robienia tego, co się komu żywnie podobna, co mu się zachce, jest fałszywe i błędne. Życie moralne nie zależy od kaprysu chwili, od zwierzęcych zachcianek. Czy właśnie pragnienie swobody moralnej, zwalnianie się od odpowiedzialności, egoizm i dogadzanie zmysłom, nie jest przyczyną dlaczego wielu ludzi wyznaje filozofię czysto materialistyczną? Wolą uznać, że są tylko zwierzętami, wyższego gatunku, ale tylko zwierzętami, bez duszy nieśmiertelnej! Kto wierzy w to, że jest zwierzęciem, będzie postępował jak zwierzę, będzie się przebijał przez życie nogami i łokciami, będzie po innych deptał, innymi pogardzał, innych eliminował według zasady Darwina, że tylko najsilniejsze zwierzę ma prawo do życia. Jeśli uwierzy w nieubłaganą, bez pardonową walkę o byt, wtedy wyda mu się, że robi ludzkości przysługę, gdy usuwa słabych, chorych, starych . . . Przekaże potomności swe najlepsze zwierzęce zalety: brak litości, egoizm, pożądliwość zmysłów posuniętą do najwyższego stopnia, słowem dzikie najniższe instynkty.
Ludzie zezwierzęceni ciągle spychają ludzkość w dół, gdy święci i ludzie żyjący duchem starają się ją ciągle podnosić, uszlachetniać, formować według wzoru prawdziwego Boga, który stał się Człowiekiem, Jezusa Chrystusa. "Uczcie się ode Mnie, - mówi Jezus Chrystus - bo jestem cichy i pokorny sercem" (Mt 11, 29); "Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem ... Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłować (J 13, 34-35). W kazaniu na Górze podał nam Chrystus naszą duchową konstytucję potwierdzając, że na ziemi i w niebie będą szczęśliwi (błogosławieni) ci, którzy są cisi, pokorni, miłosierni, łaknący sprawiedliwości, czystego serca, wprowadzający pokój.
Uszanujemy swą godność wtedy, gdy nie będziemy się wpatrywać w małpę beztrosko skaczącą po drzewach, lecz w obliczu Syna Człowieczego, Jezusa Chrystusa wiszącego na drzewie krzyża i umierającego za nasze grzechy. On pociąga nas wszystkich ku Sobie, wywyższa, uszlachetnia, uświęca. On jest tym Koniecznym Ogniwem w rozwoju ludzkości, które łączy ziemię z niebem, ludzkość z Bogiem, Ojcem naszym.