DLACZEGO MAMY SlĘ MODLIĆ?

Radiowe przemówienie wygłoszone przez
o. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu
GODZINY RÓŻAŃCOWEJ o. JUSTYNA
15-ty lutego 1976

DLACZEGO MAMY SIĘ MODLIĆ?

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Zróbmy mały egzamin. Odpowiedzcie na pytanie: Kto mógł zdobyć się na tak piękne i mądre słowa, które cytuję? "Postaram się, aby moje życie było czyste, nieskalane, tak jak i mój zawód". Wystarczy odpowiedzieć ogólnie. Gzy był to jakiś współczesny filozof? - teolog? - mistrz życia duchownego - święty?
Wątpię czy kto z Was zgadł. Słowa te wypowiedział pogański lekarz około dwa i pół tysiąca lat temu, Grek Hipokrates, uważany za ojca medycyny. Duch jego żyje po dziś dzień w przysiędze, jaką składają wszyscy lekarze przed podjęciem swej pracy zawodowej.
Hipokrates podziwiał harmonię świata, pragnął, aby jej nie zakłóciło żadne zło - żaden błąd, brak, ułomność. Pragnął przede wszystkim, aby harmonia stworzenia istniał najpierw w samym człowieku, między jego duszą i ciałem, z kolei między człowiekiem a światem, a wreszcie między człowiekiem i Bogiem. Zachowanie harmonii - twierdził Hipokrates - uszczęśliwi człowieka, przyniesie mu zdrowie ciała i duszy. Najważniejsza jest jednak harmonia między Bogiem a człowiekiem, między wolą Boga a wolą człowieka. Kto bowiem lepiej może wiedzieć, co potrzeba człowiekowi dla zdrowia jego ciała i duszy niż Bóg, jego Stworzyciel? Żeby wolę Bożą poznać i z Bogiem się zjednoczyć, człowiek powinien nawiązać z Nim kontakt przez modlitwę i rozmyślanie. I w tej sprawie pięknie wypowiedział się Hipokrates: "Medytacja jest dla ducha ludzkiego tym, czym chodzenie dla ciała". Tym mądrym zdaniem Hipokrates wyprzedził naukę psychiatrii o przeszło dwa tysiące lat.

Niestety, modlitwa i medytacja są w dzisiejszym, zmaterializowanym i stechnizowanym świecie niepopularne, niemodne. Człowiek nie ma na nie czasu, tak jest zajęty zaspakajaniem potrzeb sztucznie w jego sercu wywoływanych. Zresztą człowiek, który przelicza wszystko na pieniądze, nie ceni modlitwy! Nie czuje do niej żadnego upodobania!
Kryzys modlitwy dotknął dziś również wielu ludzi wierzących. Tłumaczą się, że modlitwa jest trudna, nudna, a w końcu bezcelowa, bo Pan Bóg i tak jej nie wysłuchuje. Brak modlitwy, brak łączności z Bogiem, Stworzycielem i Ojcem, zakłóca harmonię życia wewnętrznego, wyjaławia duszę, czyni ją pustą i podatną na wpływy szatana. Człowiek, który zaniecha modlitwy, nie utrzyma nawet harmonii z naturą. Wszystko mu idzie na opak, wszystko się psuje, czego tylko się dotknie, co tylko chce urządzić po swojemu, wbrew prawom Bożym.

Powrót do modlitwy jest rzeczą konieczną, tak jak przyjmowanie pokarmu lub ruch dla ciała. Nie brak czasu stanowi największą trudność, lecz niezdolność współczesnego człowieka do skupienia się na Bogu i na sprawach ducha. Czas by się znalazł, gdyby człowiek znał właściwą hierarchię wartości i nie gonił zbytnio za zaspokojeniem potrzeb materialnych. Ustawiczna gonitwa męczy go, oszałamia, wytrąca z równowagi, czyni nerwowym, niespokojnym i drażliwym.
Przystępuję do omówienia podstawowej sprawy w modlitwie. Temat jest w tytule:

DLACZEGO MAMY SIĘ MODLIĆ?

Bóg pierwszy wychodzi na spotkanie czlowieka

Mamy wiele trafnych i pięknych określeń modlitwy, na przykład, że jest dialogiem rozumnego stworzenia ze Stwórcą, rozmową człowieka - dziecka - z Bogiem, jego Ojcem, że jest jednym ze środków łączności z Bogiem, jednym ze sposobów wejścia z Nim w łączność. Określenia te nie wyczerpują jednak całego zagadnienia. Nie mówią dlaczego człowiek powinien się modlić i w jaki sposób do rozmowy z Bogiem dochodzi? A od tego trzeba zacząć!
Dlaczego mamy się modlić? Odpowiedź jest bardzo prosta! Bo Bóg kocha nas od wieczności i w sposób nieskończony. Nikt i nigdy tak nas nie kochał, nie kocha, nie będzie kochał jak Bóg. Ani matka, ani najlepszy przyjaciel. Bóg nie zraża się obojętnością ani niewdzięcznością naszą. Jego wzrok spoczywa z upodobaniem na nas. Ciągle nas szuka i pragnie z nami nawiązać rozmowę. Bóg sam przejmuje inicjatywę w tym nawiązaniu łączności. On pierwszy wychodzi człowiekowi na spotkanie. On robi pierwszy krok. On zaprasza do rozmowy i ofiarowuje mu Swą przyjaźń.
Jego ojcowskie Serce przyciąga do Siebie. Czym jest ta siła? Wszechmocą? Wszechwiedzą? Majestatem? Pięknem? Siła ta jest przede wszystkim Miłością! Miłość ma dla nas największe znaczenie. Święty Jan w swoich listach najpiękniej Boga określił, gdy powiedział: "Bóg jest Miłością" (l J 4, 8). Tym określeniem zachwycił się światowej sławy szwedzki reżyser filmowy Ingemar Bergman, sceptyk, zwany popularnie "metafizykiem ekranu". W jednym ze swoich wywiadów powiedział, że słowa świętego Jana są najwspanialszym określeniem Boga i zmuszają nas do głębokiego zastanowienia.
Gdyby Bóg był tylko Stwórcą i Panem, może był by obojętny na to, czy się modlimy, czy nie. Ale ponieważ jest Miłością, Ojcem naszym, ponieważ kocha nas bezgranicznie jako Swe dzieci, Swój obraz, więc nic dziwnego, że zaprasza nas do spotkania i rozmowy z Sobą. Prawdziwa miłość przezwycięża różnice wynikłe z wielkości, bogactwa, mądrości, pochodzenia. Wobec Boga jesteśmy nicością i nędza, ale mimo to Pan Bóg nas kocha.

Bóg zwraca na Siebie uwagę czlowieka

Bóg pociąga nas do Siebie. Pragnie, żebyśmy Go poznali i odwzajemnili się Mu miłością za miłość. Pan Bóg pociąga nas do Siebie - oto najprostsze ujęcie sprawy, oto pierwsza odpowiedź na pytanie: dlaczego powinniśmy się modlić? Pan Bóg lubi, Panu Bogu o to chodzi, abyśmy zwracali na Niego uwagę, bo jest Miłością. Jako Stwórca i Ojciec tak urządził ludzką psychikę, że Jego miłość budzi w duszy naszej oddźwięk. Podobnie rezonują skrzypce, gdy wprawny artysta potrąci struny lub pociągnie smyczkiem. Wobec miłości Ojca naszego serca nasze nie mogą być obojętne.
Pan Bóg zna naturalną potrzebę naszego serca. Nie możemy zasklepić się w sobie jak ów mitologiczny Narcyz. Mitologia mówi o młodzieńcu, który odznaczał się niezwykłą urodą. Bogini Nemezys pragnęła pozyskać jego serce. Gdy młodzieniec nie odwzajemniał jej swych uczuć, za karę wzbudziła w nim perwersyjną miłość do samego siebie, do własnego odbicia w zwierciadle wody. Młodzieniec tak długo wypatrywał mamiącego odbicia swej postaci w tafli wody, aż z niezaspokojonej tęsknoty umarł i przemienił się w kwiat nazwany jego imieniem. Nie zawsze przypominamy sobie to piękne opowiadanie starożytnych gdy patrzymy na piękne narcyzy. Ale nigdy nie możemy zasklepiać się w sobie. Sami za siebie jesteśmy nicością i pełni nędzy.
Pan Bóg chce dźwignąć nas z tej nędzy i przywołuje nas do Siebie. W Bogu jest pełnia szczęścia! Nie jesteśmy Mu do szczęścia potrzebni. Odwrotnie! My potrzebujemy Boga do szczęścia. Potrzebujemy w Nim trwałego oparcia w swej nędzy. Może nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale dobrze zna naszą nędzę Bóg. A ponieważ jest Miłością, więc niczego tak nie pragnie jak naszego szczęścia.

"Zazdrosna" miłość Boga

Bóg robi wszystko, aby na Siebie zwrócić uwagę człowieka. Jest pełnią życia, doskonałości i miłości. Wszelkie dobro czerpiemy z Boga. Jego łaska i pomoc uzdalniają nas, że możemy przekroczyć samych siebie, ubogacić swoją osobowość, możemy duchowo urosnąć. Pan Bóg w Swej nieorgarnionej miłości znajduje wiele sposobów, by nas ubogacić. Wspaniale wyposażył naszą naturę. Prawdziwie uczynił nas królami ziemskich stworzeń. Wywyższył nas przez potęgę rozumu, który jest odblaskiem Jego mądrości Boskiej, królewską władza wolnej woli, dzięki której możemy prześcigać się w czynieniu dobra. I przez światło rozumu i przez czynienie dobra coraz bardziej upodabniamy się do Boga. Bóg tak nas wywyższył, że z ust Psalmisty wyrwał się okrzyk zachwytu: "Uczyniłeś człowieka niewiele mniejszym od istot niebieskich, chwałą i czcią go uwieńczyłeś. Obdarzyłeś go władzą nad dziełami rąk Twoich" (8,6).
Bóg stworzył dla nas cały cudowny świat, w obrębie którego możemy udoskonalać swe twórcze siły i możliwości.

Bóg powołał nas w Swej niewysłowionej dobroci do Kościoła Katolickiego, który jest Mistycznym Ciałem Chrystusa. W Kościele zaś dla najśmielszych dusz i serc nigdy nie zabraknie łaski Bożej, ożywczych źródeł Sakramentów, posilnego pokarmu Eucharystii, mocy Słowa Bożego . . .
Czyż za te niezliczone dobrodziejstwa nie zwrócimy uwagi na Boskiego Dobroczyńcę? - na naszego Ojca niebieskiego? Bóg pragnie, żebyśmy od czasu do czasu oderwali się od swoich zajęć i trosk i odpoczęli z upodobaniem przy Nim. Bóg jest blisko nas. W Nim żyjemy i poruszamy się, Jego jesteśmy własnością. Żyje! Nie tylko istnieje, bo nie jest przecież jakimś martwym przedmiotem, posągiem, bryłą kamienia, którą się raz ogląda i od niej odchodzi, o niej zapomina. Jest Bogiem żyjącym, osobowym; jest Stwórcą i Rządcą świata oraz kochającym Ojcem. Zwracajmy na Niego uwagę i uświadamiajmy sobie dobroć naszego Ojca i to, że jest dla nas wszystkim. Nie przerazi nas wtedy nędza nasza, nawet nędza naszych win, grzechów, zbrodni, bo przecież zawsze jesteśmy w objęciach naszego Ojca i w bezmiarze Jego niewysłowionego Miłosierdzia. Bóg ukazał nam Swą łaskawość, gdy powołał nas z nicości do życia i ubogacił wspaniałomyślnie. Uznajmy i wychwalajmy niezliczone dobrodziejstwa Boże, tak jak to czyni Psalmista w prostych strofach psalmów. Bóg troszczy się o nas więcej niż o zwierzęta, ptactwo powietrzne, ryby morskie, drzewa, rośliny i kwiaty. Nad całym stworzeniem czuwa Jego Opatrzność. Jakżeż więc Bóg nie miałby roztaczać Swojej opieki nad nami, którzy jesteśmy koroną ziemskiego stworzenia? On hojnie rozdziela dobra, bez różnicy czy kto jest dobry czy zły. "On sprawia, że słońce jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych" (Mt 5, 45). Oczywiście, że pragnie, byśmy Jego darów używali do pełnienienia dobra.

Wielokrotnie i różnymi sposobami przemawia Bóg do człowieka. Przemówił również do niego w sposób nadzwyczajny przez Swego Syna, który przywdział naturę ludzką, aby nam objawić miłość Boga Ojca (Por. Hebr l, 1-2).

Kontakt z Bogiem konieczny dla człowieka

Łączność z Bogiem, Stwórcą i Ojcem naszym jest zatem konieczna dla naszego dobra, dla dopełnienia naszej osobowości i osiągnięcia celu ostatecznego. Niczyjej miłości, przyjaźni tak nie potrzebujemy jak Jego. Bóg w niedwuznacznych słowach powiedział co myśli o stosunku jaki ludzie powinni mieć do Niego. Z Jego słów wynika, że łączność i przyjaźń z Bogiem jest dla nas konieczna, życiodajna. Posłuchajmy: "Jam jest Pan, Bóg twój. Nie będziesz miał innych bogów obok Mnie"! Jest to skrócona forma przykazania, które Mojżesz otrzymał od Boga na Górze Synaj. Ale dalsze słowa Boga mówią nam o wiele więcej: "Ja jestem Jahwe, twój Bóg, który cię wyzwolił z niewoli egipskiej. Nie będziesz czcił żadnego innego boga obok Mnie! Nie sporządzisz sobie żadnej rzeźby, ni obrazu, które by przedstawiały zwierzę, ptaka, rybę jak twego bożka. Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Jahwe, twój Bóg jestem Bogiem zazdrosnym, który każe występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i strzegą Moich przykazań" (Wyj 20, 1-6).
Słowa te są fundamentem religii, nakazują człowiekowi nawiązać łączność z Bogiem, kochać Go, zawrzeć z Nim przyjaźń. Słowo "religia" dobrze ten nakaz oddaje, bo znaczy na powrót złączyć, zjednoczyć, to znaczy na powrót nawiązać z Bogiem stosunki, które zostały zerwane przez grzech. Konsekwentnie słowa Boga nakazują, nam również modlitwę. Modlitwa jest pierwszą, najlepszą i najczęstszą formą jednoczenia się z Bogiem, jest jak życiodajna łączność niemowlęcia w łonie matki.
Zaskoczy nas wyrażenie "zazdrosny" Bóg. Język biblijny często odzwierciedla stosunki panujące między ludźmi. Przymiotnik "zazdrosna miłość" został użyty dla wyrażenia szczególnej miłości Boga względem narodu wybranego, który jest jakby Jego oblubienicą. Stąd więc Bóg domaga się od swego ludu miłości wzajemnej, a nie dopuszcza do tego, by "cudzołożył," to znaczy popełnił wiarołomstwo przez oddawanie czci cudzym bogom. Bóg żąda, aby miłość nasza do Niego była ponad wszystko, z całego serca, z całej duszy i ze wszystkich sił.
Druga racja dlaczego mamy się modlić: Wdzięczność należna Bogu
Druga przyczyna, dla której mamy się modlić, jest wdzięczność należna Bogu za wszystkie dobrodziejstwa jakie nam świadczy. Wdzięczność człowieka nie przymnaża Bogu szczęścia, natomiast uszlachetnia nas samych. Jeśli odwzajemniamy się Bogu miłością za miłość, to powinniśmy być przede wszystkim wdzięczni. Gdy zdamy sobie sprawę z wielkości naszego człowieczeństwa, z tego, że zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże, łatwo zrozumiemy dlaczego Bóg żąda od nas wdzięczności. Gdy my sami nie pragniemy, aby ludzie okazywali nam wdzięczność za uczynione im przysługi i dobrodziejstwa? Gzy nie pragniemy, by oceniali naszą dobroć i bezinteresowną miłość?
Niestety, wdzięczność jest rzadką cnotą u człowieka samolubnego. Zaślepieni samolubstwem, wszystko przypisujemy sobie. Skutkiem tej samolubnej postawy stosunek wdzięcznych do niewdzięcznych może być taki sam, jak za czasów Chrystusa, gdy na dziesięciu uzdrowionych ludzi z trądu, tylko jeden przyszedł podziękować Chrystusowi za pomoc. Niewdzięcznik nie czuje potrzeby odwzajemnienia się. Uważa, że wszystko mu się należy tak od Boga jak i od ludzi. Święty Paweł otrząsa niewdzięcznych z tej nieczulicy mówiąc: "Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jak byś nie otrzymał" (l Kor 4, 7)? - jakby wszystko co masz, było twoją zasługą - uroda, młodość, talenty, powodzenie . . .

Wdzięczność względem Boga powinna nas skłaniać do modlitwy, tym bardziej, że od Boga otrzymujemy nie tylko dobra przyrodzone, lecz daleko większe - dobra nadprzyrodzone. Człowiek czuje specjalną wdzięczność do osoby, która mu zwierzyła swą tajemnicę. Jest to dla niego wyróżnienie. Osoba ta mogła jej nie wyjawić, a jednak to zrobiła. Podobnie postąpił z nami Bóg. Nie tylko dał nam życie, piękny świat, ale ponadto objawił tajemnicę, że ze Swej łaskawości podniesie nas do życia nadprzyrodzonego, że podzieli się swoim wiecznym szczęściem. Objawił nam plan zbawienia powzięty od wieczności, a wykonany przez Jezus Chrystusa. Posłuchajmy co Chrystus mówi w tej mierze: "Tak Bóg umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, aby świat został przez niego zbawiony" (J 3, 16-17). Miłość Boża ciągle nas zaskakuje, ciągle sprawia nowe niespodzianki. Największą zaś będzie ta ostatnia, w Jego Królestwie, po naszym zmartwychwstaniu, o której mówi święty Paweł: "Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce czkowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują" (l Kor 2, 9).

Bóg jest i będzie nam zawsze potrzebny

Trzecią racją dlaczego mamy się modlić jest nasza absolutna zależność od Boga. Boga ciągle potrzebujemy i nie przestaniemy Go potrzebować. Przede wszystkim zaś dlatego Go potrzebujemy, że niektóre dobrodziejstwa możemy otrzymać tylko i wyłącznie drogą modlitwy. Bo Bóg rozporządza dwoma rodzajami darów. Jedne daje człowiekowi niezależnie od tego czy o nie prosi, czy nie. Te dary są podobne do tych, które dziecko otrzymuje w rodzinie: żywność, ubranie, dach nad głową, troskę i czujność rodziców nad zdrowiem i szczęściem dziecka. Są jednak dary, których Bóg nam nie udzieli jak tylko na naszą prośbę, podobnie jak to czynią rodzice wobec swego dziecka. Na przykład rodzice życzyliby sobie, żeby ich dziecko poszło na wyższe studia, do kolegium, ale jeśli nie chce się uczyć, albo jeśli zejdzie na manowce, stanie się przestępcą, dar, jaki zamierzali mu dać zostanie wstrzymany. Nie jest to ze strony rodziców odmowa. Po prostu dziecko uniemożliwia im danie tego daru.
Pan Bóg zasypuje nas dobrodziejstwami, choć Go o to nie prosimy. Przyświeca i ogrzewa nas Jego słońce, oddychamy Jego powietrzem, gasimy pragnienie Jego wodą, stąpamy po Jego ziemi. Według słów Chrystusa "Bóg sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych" . . . Bez naszej też zasługi powołał nas do łaski Chrztu. Ale zarówno o dary ziemskie, jak i o dary nadprzyrodzone, winniśmy Boga prosić, jak poucza nas Chrystus: "Proście, a będzie wam dane; szukajcie a znajdziecie; kołaczcie o otworzą wam" (Mt 7,7). Wtedy dopiero uświadomimy sobie prawdę: "Z Twoich rąk Boże żyjemy, choć naszymi pracujemy". Boga nie musimy informować o naszych potrzebach materialnych. On je dobrze zna. Chrystus mówi: "Ojciec Wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie" (Mt 6, 32). Ale o wszystko wypada Boga prosić, a szczególnie o to, byśmy obsypani Jego dobrodziejstwami ziemskimi, tęsknili najbarziej za Jego Królestwem i Jego sprawiedliwością. Gdy będziemy Bogu okazywać wdzięczność i gdy będziemy współpracować z Jego łaską, Pan Bóg da nam o wiele więcej, niż to, O co Go prosimy. W Królestwie Bożym obowiązuje przedziwna zasada: "Kto ma, temu będzie dane, a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma" (Łk 8, 18), bo wszystko mamy od Boga a ze siebie jesteśmy nicością. Jeśli nie uznajemy swej zależności od Boga, nie modlimy się o Jego dary, zdarzyć się może. że nie da nam tego wszystkiego, co dać zamierzył. Pewne dary uzależnił od naszej inicjatywy, od naszej modlitwy. Święty Augustyn wyraża to słowami: "Stworzyłeś nas Boże bez nas, lecz nie zbawisz nas bez nas", bez naszej woli i wysiłku.

Modlitwa uwrażliwia ducha

Bóg daje nam dary ziemskie i nadprzyrodzone, bo jest łaskawy i dobrotliwy. Modlitwa jest ważna w całym życiu chrześcijańskim, bo wytwarza wrażliwość nadprzyrodzoną, wrażliwość na sprawy Królestwa Bożego i naszego odkupienia. Wytwarza gotowość naszego serca na przyjęcie darów zbawienia. Tę wrażliwość rozwijamy w swych spotkaniach z Bogiem na modlitwie.
Modlitwa jest najlepszym dowodem, że jesteśmy przygotowani na przyjęcie darów Bożych. Ale to nie oko sprawia, że otacza nas zawsze światło słoneczne. To nie płucom zawdzięczamy, że otacza nas powietrze. Możemy zawsze korzystać ze światła słonecznego, bylebyśmy tylko nie zamykali na nie oczu. I powietrze Bóg daje nam do naszej dyspozycji tak długo, jak długo nasze płuca mogą je wciągać przy oddechu, jak długo powietrza całkowicie nie zatrujemy. Błogosławieństwa Boże są zawsze dla nas w pogotowiu, tak jak liczne potrawy na stole przygotowane przez dobrego gospodarza w Chrystusowej przypowieści o uczcie. Nie wszyscy zaproszeni chcieli z zaproszenia skorzystać.

Tak dziś dużo ludzi nie modli się i nie chce korzystać z zaproszenia Bożego do uczty. Wydaje się nam, że jesteśmy samowystarczalni, że wszystko możemy sami zrobić, lub że wszystko kupimy za dolary. Dla iluż to ludzi Bóg zdaje się być niepotrzebny? Usprawiedliwiają się, że nie mają dla Niego czasu. Oczywiście, że im brak czasu. Na co innego czas znajdują, a mianowicie znajdują czas na to, co kochają, według słów Chrystusa: "gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje" (Mt 6, 21). Człowiek, który się nie modli, człowiek zmysłowy, nie czuje żadnego smaku do rzeczy duchowych.

Modlitwa warunkiem otrzymania dóbr wiecznych

Modlitwa jest zatem mostem prowadzącym do dóbr wiecznych. Kto nań wejdzie, dojdzie do szczęśliwej wieczności, gdy wytrwa w modlitwie, bo wtedy nie strącą go w przepaść wichry doczesne i zbuntowane zmysły. Modlitwa jest do zbawienia koniecznie potrzebna. Modlitwa o dary Boże jest znakiem, że człowiek gotów jest je przyjąć. Gotowość ta zaś wyraża się czystością serca i świętością lub duchem pokuty. Czy będziemy się dziwić, że Bóg do przyjęcia tych darów żąda od nas świętości i ciągłej pokuty? Przecież mówi wyraźnie przez usta Chrystusa: "Bądźcie wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski" (Mt 5, 48).

Ludzie zmaterializowani, hołdujący zmysłom modlą się do Boga tylko w jednym wypadku - gdy ich bieda przyciśnie, i przygniecie nieszczęście. Jest to dobry początek, nawet wtedy, gdy modlą się o rzeczy czysto doczesne, o zdrowie, powodzenie, o odżegnanie jakiegoś nieszczęścia . . . Byle tylko nie przestali Boga prosić i modlić się do Niego. Może pociągnie ich Chrystus, który poucza jak powinniśmy się modlić. "Wy tak się módlcie: Ojcze nasz, któryś jest w niebie, niech się święci Imię Twoje. Niech przyjdzie Królestwo Twojej; niech Twoja wola spełnia się na ziemi, tak jak i w niebie". To są pierwsze, najwyższe dobra, o jakie powinniśmy prosić, dobra dotyczące naszego wiecznego zbawienia. Ale Chrystus nie pominął również spraw ziemskich, sprawy chleba powszedniego. Następnie poleca nam modlić się o łaskę przebaczenia grzechów, o wrażliwość na grzech i siłę do odparcia pokus. Oto Boska arytmetyka, w której sprawy Boże i sprawy duszy są na pierwszym miejscu, a sprawy ciała dopiero na drugim.
W pewnym szpitalu w Chicago umierał 36-letni mężczyzna na raka krwi. Odwiedzającego księdza, który miał wkrótce dać rekolekcje księżom i siostrom zakonnym, prosił, by przekazał następujące słowa, które w czasie choroby przemyślał: "Nic w życiu nie ma prawdziwie znaczenia, nic się nie liczy w obliczu śmierci, jak tylko miłość ku Bogu, gotowość stanięcia przed Nim ze świadomością, że się Mu wiernie służyło. Z początku prosiłem o łaskę zdrowia, a rodzina wydała fortunę, aby mnie uleczyć. Bóg mnie oświecił w modlitwie. Teraz wiem, że moje zdrowie nie ma znaczenia. Znaczenie ma tylko Bóg i ci, którzy Go miłują".
Celem chrześcijańskiego życia jest Odkupienie. Otóż modlitwa jest najskuteczniejszym środkiem, jaki mamy do dyspozycji w przyswajaniu sobie owoców odkupienia. Z modlitwy czerpiemy nie tylko znajomość tego, co nas udoskonala, lub co się sprzeciwia doskonałości, lecz na modlitwie przyswajamy sobie łaski odkupienia. Kiedy się modlimy stajemy w obecności Bożej, skupiamy swe duchowe siły, aby osiągnąć doskonałość i zbawienie. Modlitwa jest pięknym owocem wiary, nadziei i miłości. Modlić się nie jest trudno. Do modlitwy uspasabia nas nasza odkupiona natura. Modlitwy uczy nas Liturgia Kościoła Katolickiego. W modlitewnej postawie przed Bogiem samorzutnie otwieramy swe serce przed Nim bez dobierania specjalnych słów. Modlitwa nie polega na wielornówności, nie wymaga skomplikowanych procesów rozumowania. Ale wymaga pewnego stopnia uciszenia wewnętrznego lub opanowania nerwowości. Skoro nuży nas i męczy hałas stechnizowanego świata, szukajmy chętnie okazji, by się modlić. Choć przeszkadzają nam roztargnienia, nie rezygnujmy z modlitwy. Ona prowadzi nas do zjednoczenia z Bogiem. Miłość Boża pociąga nas niczym huragan. Trzeba tylko na nią odpowiedzieć, a odpowiada nań ten, kto się z Bogiem spotyka i z Nim rozmawia. "Bóg jest Miłością": - mówi święty Jan ewangelista - "kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim" (l j 4, 16). Kto się modli opiera się na Bogu, zdąża do właściwego celu - do zbawienia.