GŁÓD BOGA W DZISIEJSZYCH CZASACH

Radiowe przemówienie wygłoszone przez
o. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu
GODZINY RÓŻAŃCOWEJ o. JUSTYNA

30-ty listopada 1975

GŁÓD BOGA W DZISIEJSZYCH CZASACH

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus !

Episkopat Stanów Zjednoczonych podał tematy do przemyślenia jako przygotowanie do Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego, który odbędzie się w przyszłym roku w Filadelfii. Pierwszym tematem jest głód Boga i powrót do Bona. Bóg bowiem jest początkiem i końcem wszechrzeczy i ośrodkiem wszystkiego. Bez Boga nie rozwiążemy żadnych problemów trapiących dziś ludzkość.

Tytuł dzisiejszej pogadanki brzmi:

GŁÓD BOGA W DZISIEJSZYCH CZASACH

Głód fizyczny

Głód fizyczny, to straszne cierpienie. Inne od bólu zęba, wątroby, głowy; przejawia się nie tylko paleniem w żołądku, lecz niszczy całego człowieka, przeżera jego myśli i tępi uczucia. Kto nigdy głodu nie zaznał, ten nie ma o nim zielonego pojęcia. Kto zaś go raz przeżył, nie potrafi sobie odtworzyć jego katuszy.
Ślepy instynkt czepia się wszystkiego, byle tylko ratować się od śmierci głodowej. Zagłodzeni nic panują nad sobą, lecz żują korę drzewną, chwytają wszelkie odpadki, nawet nieczystości, pasy skórzane, świece łojowe, obgryzają własne palce i dopuszczają się kanibalizmu, gdy spożywają ciała ludzkie. Wypadki dobrowolnej głodówki na znak protestu przeciwko jakiejś krzywdzie, wywołują podziw. Podziw budzi dobrowolna śmierć głodowa błogosławionego Maksymiliana Kolbe w bunkrze głodowym. Wszystkie opisy skrajnego głodu budzą grozę, ale nie docierają do naszej świadomości, bo syty nigdy głodnego nic zrozumie.

Zaspokojenie głodu fizycznego jest pierwsza potrzebą. Starożytni Rzymianie mawiali: "primimi viverc - postea philosophare". Najpierw trzeba żyć, a potem można sobie pozwolić na luksus myślenia, filozofowania, fantazjowania i politykowania. W systemach policyjnych głód jest narzędziem tortury, środkiem do utrzymania nieraz całych narodów w posłuszeństwie. Głodny bowiem nie potrafi o niczym myśleć, jak tylko o zdobyciu kromki chleba, marnej strawy.
Czy jest jednak głód ducha, podobny do głodu fizycznego? Tak! Jest głód wyższego rzędu, jak na przykład głód wolności, prawdy, miłości, Boga!
Kara piekielna jest najskrajniejszym głodem Boga. Będzie dręczyć świadomość potępionego, że przez własną lekkomyślność utracił Boga, najwyższe dobro i źródła szczęścia. Czy jednak rzeczywiście ludzie są głodni Boga? Czy znamy takich ludzi?

Głód ducha ludzkiego

Nie potrzeba udawadniać, że istnieje głód miłości, prawdy, sprawiedliwości. Jest on udręką, naszego życia. Wieluż małżonków dręczy brak miłości, szacunku, wdzięczności ze strony partnera? To głód wyniszczający, straszny głód, który prowadzi nieraz do zrywania związku małżeńskiego, tak bardzo naturalnego i umocnionego najszczytniejszym ślubem. Ten głód miłości kopie przepaść między pokoleniami. Starsi skarżą się, że młodzi się do nich nie odzywają, nie spoglądają za nich przyjaźnie, nie zdobywają się na uśmiech, nie okazują najmniejszego zainteresowania się nimi. To straszny głód osamotnienia, odtrącenia. Od niego ludzie schną, popadają w cichą rozpacz, odchodzą od zmysłów, porywają się na samobójstwo.
Istnieje więc niszczycielski głód miłości, wolności, prawdy, sprawiedliwości. A jak się przedstawia głód Boga? Tę palącą sprawę spoganiały człowiek zbywa słowami: to mnie nie interesuje. Bardzo często człowiek w pogoni za sprawami ziemskimi nie pozostawia miejsca dla Boga. Ale Bóg jest źródłem wszystkich dóbr fizycznych i duchowych i nie możemy Boga bezkarnie lekceważyć, pomijać, zaprzeczać. Człowiek ulega wielkiemu zaślepieniu, jeśli do tego stopnia obrasta w sprawy materialne, że wobec Boga. swego Dobroczyńcy, pozostaje obojętny i wrogi. Bóg nas stworzył i kocha nas!

Brak białka, węglowodanów, cukrów, witamin i wszelkich odżywczych składników powoduje w organizmie uczucie fizycznego głodu, uszkadza organizm i rujnuje go. Tak brak Boga rujnuje całkowicie ducha ludzkiego. Dla własnego bezpieczeństwa i wewnętrznej harmonii i równowagi potrzebujemy Boga. Znaki ostrzegawcze alarmują człowieka, gdy przez brak Boga głodzi swego ducha.

Nie samym chlebem żyje człowiek

Bóg dał nam w obfitości, bez liku, dobra materialne w świecie, by zaspokoić nasze potrzeby cielesne.
Chrystus z czułością opowiada o trosce Ojca niebieskiego, który dobrze wie czego ludziom potrzeba i troszczy się, by nam czegoś nie zabrakło. Jesteśmy Mu drożsi niż wróble lub lilie polne. Karmi ptaki powietrzne i przyodziewa lilie polne. Chce, by i ludziom też niczego nie brakowało. "On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcze na sprawiedliwych i niesprawiedliwych" (Mt 5, 45).
Bóg daje też nam w obfitości wszelkie dobra duchowe i przypomina, byśmy się najpierw o nie troszczyli. "Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych" (Mt 4, 4). Chrystus mówi do Samarytanki przy studni: "O, gdybyś znała dar Boży i (wiedziała) kim jest Ten, który ci mówi: 'Daj mi się napić' - prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej". Człowiek wyszedł od Boga i zawsze będzie spragniony Boga, póki nie zbliży się do Niego jako do źródła ukojenia. "Kto będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki . . . (Ona) stanie się w nim: źródłem wody tryskającej ku życiu wiecznemu" (J 4, 10-14).

Po cudownym rozmnożeniu chleba Chrystus ukrywa się przed ludźmi, bo nie chce być tylko królem ziemskim, który zaspakaja tylko potrzeby materialne, głód fizyczny. Czyni wyrzut nacierającym Nań: "Szukacie Mnie, żeście jedli do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy". Z kolei przedstawi im, że dopóki ludzkość będzie na ziemi, może się łączyć z Bogiem przez chleb eucharystyczny, "Chleb z nieba". Gdy słuchacze w dalszym ciągu Go nie rozumieją i myślą tylko o chlebie materialnym i proszą: "Panie, dawaj nam zawsze tego chleba", Chrystus poucza wyraźnie o jaki chleb chodzi: "Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął" (J 6, 35).

Chrystus z bólem serca patrzył na to, ile zachodu czynią ludzie, by zaspokoić jedynie potrzeby materialne. Ostrzegł ich, by się zbytnio nie troszczyli o odzież, chleb i napoje. "Zbytnio", czyli aż do stłumienia głodu duszy. Tak czynią tylko poganie, bo Boga nie znają ani Jego Opatrzności. Zdaje się im, że są zdani na własne siły. Stąd niepokoi ich jutro. Konwertyta G. Papini powiedział: "Kto ma mało, chce mieć wiele, kto ma dużo, chce mieć jeszcze więcej, a kto ma więcej, chce mieć wszystko". Zachłanność ludzka nie ma granic! Chrystus przypomina więc: "Starajcie się raczej o królestwo (mego Ojca), a te rzeczy będą wam dodane" (Łk 12, 31).

Zagłodzenie duszy

Zagłodzenie duchowe wyniszcza człowieka. Na przykład zaniedbanie modlitwy, rozmyślania, życia sakramentalnego i wszelkiej żywotnej łączności z Kościołem wytwarza wielką pustkę w duszy. Dziwimy się, jak człowiek może znieść taką pustkę w duszy? Gdyby każda wina była niezwłocznie karana silnym bólem fizycznym, a z drugiej strony, każdy odruch miłości Boga i bliźniego był nagradzany ekstazą rozkoszy, nikt by od Boga nie odchodził i prowadziłby życie cnotliwe. Ale Bóg dał nam wolność. Nie tresuje nas jak my tresujemy psy. Bóg chce, byśmy dobrowolnie, z własnego przekonania obrali Go za najwyższe dobro.
Jakże uwierzyć, że ludzie są głodni Boga, skoro dokoła tyle niewiary? Czy wielu ludzi się modli? Czy wielu ma wyrzuty sumienia? Czy wielu uważa kradzież, cudzołóstwo, egoizm, aborcję za grzech? Czy ludzie urodziwi, mądrzy, wykształceni, młodzi, opływający we wszystko często myślą o Bogu? Kto z nich się przejmuje martwotą duchową? Pustkę wewnętrzną maskują wylaniem na zewnątrz, zatopieniem w sprawach światowych. Ale Boże oczy widzą ich duchową śmierć. Chrystus w przypowieści o synu marnotrawnym włożył w usta jego ojca słowa: "Ten mój syn był umarły, a znów ożył" (Łk 15, 24). Faryzeusze w oczach Chrystusa byli trupami chodzącymi po ziemi: "Podobni jesteście do grobów pobielanych, - mówił im Chrystus - które zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa . . . Wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości" (Mt 23, 27-28). Tak bez Boga nie ma prawdziwego życia godnego człowieka.

Wewnętrzna pustka człowieka bez Boga

Szerząca się dokoła niewiara może sprawiać wrażenie, że wszystko przepadło, że ludzie dalecy od Boga są na zawsze zgubieni. Zapominamy, że choć człowiek Boga zawodzi, to Bóg nigdy nie zawodzi człowieka. Przerażający jest stan duchowej ślepoty i złudnych mrzonek dzisiejszych ludzi, zagubionych w sprawach ziemskich, materialnych. Ale Bóg w dalszym ciągu szuka zagubionego człowieka jak dobry pasterz zagubionej owieczki.
Przy różnych okazjach odzywa się w duszy ludzkiej głód Boga. Jeśli człowiek nie chce iść do Boga prostą drogą uległości wobec prawa Bożego wypisanego na sercu i w naturze ludzkiej, jeśli nie pociąga go do Stwórcy zachwycająca celowość, piękno, porządek całego świata, całej natury, jeśli zapomina o swym Stwórcy, lekceważy Go, lub w ogóle nie uznaje Jego władzy nad sobą, pogrąża się w nieporządek, chaos, beznadziejność ... W takim stanie uczucia niedosytu, zwichnięcia, zmarnowania życia, rozpaczy, lęku i najrozmaitszych kompleksów, znalazł się dzisiejszy człowiek nie uznający Boga. Jak syn marnotrawny nie wytrzymał długo życia poza domem swego ojca, tak człowiek współczesny szuka rozpaczliwie wyjścia z ciemności obecnego życia, z niewoli grzechu do wolności dzieci Bożych.

Możemy co najwyższej przeczuwać co się dzieje w duszach ludzkich pozbawionych Boga. Człowiek pilnie strzeże tajników swego serca, jego lęków, porażek, ciemności ducha, zwątpień, uczucia zmarnowania życia. Nie ma odwagi zwierzyć się ze swego rozpaczliwego stanu ani przed matką ani przed przyjacielem. To wewnętrzne szamotanie się duszy pozbawionej Boga trwa nieraz całe lata. Widzimy często beztroski uśmiech i błogi spokój rozlany na twarzy wielu ludzi. Ale wiele razy dostrzegamy w twarzy spotykanych ludzi zaczajony lęk, zaniepokojenie? Wieleż dusz przechodzi burze, a jakich nie mamy pojęcia? Człowiek nie od razu uznaje to "palenie" duszy za głód Boga. Tak pacjent pozornie fizycznie zdrowy, stwierdza wobec lekarza, że jednak coś mu dolega, jakże tragicznie człowiek stara się otrząsnąć z wewnętrznej pustki! Rzuca się z większa jeszcze pasję w wir zmysłowych rozkoszy, zbiera bogactwa ziemskie, sięga po władzę, zawiera więcej kontaktów z ludźmi, ubiega się o większą sławę, zdobywa wiedzę . . . Tragicznie się łudzi, że sprawy ziemskie w końcu go napełnią, zadowolą, uszczęśliwią . . .

Trzeba nieraz wielu lat błądzeń, upokorzeń, zawiedzionych nadziei, by człowiek doszedł do wniosku, że wszystko jest marnością prócz kochania i służenia Bogu. Ubezpiecza się i upewnia w swym egoizmie i urojeniach, jak rycerz w oblężonym zamku. Ta twierdza zbudowana na piasku ludzkich urojeń musi runąć! W każdym człowieku jest coś z psychiki syna marnotrawnego. Każdy marzy o szczęściu według swojego wyobrażenia. Młodość, zdrowie, powodzenie utrzymują go w złudzeniu, że jest na drodze do szczęścia. Otrzeźwienie następuje zazwyczaj wtedy, gdy człowiek jak syn marnotrawny roztrwoni dobra otrzymane od Ojca niebieskiego, gdy dozna zawodu, gdy poczuje się przez świat oszukany. Głodu duszy plewami ziemskich spraw zadowolić się nie da. Jedyny ratunek - to powrót do Boga.

Prosta droga do Boga

Do Pana Boga prowadzi nas Pismo święte. Najwięcej książek w całym świecie i w całej historii ludzkości napisano o Bogu. Bestsellerem wszystkich książek jest Biblia. Już to samo świadczy, że myśl ludzka szuka Boga, serce człowieka głodne jest Boga. Historię każdej duszy można by zamknąć w słowach Psalmisty: "Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże . . ." (42, 2). Każdy człowiek może posłużyć się słowami świętego Augustyna, zmęczonego szukaniem Boga, kosztującego ze wszystkich zatrutych źródeł szczęścia: "Niespokojne jest serce moje, Boże, dopóki nie spocznie w Tobie!"
Do Pana Boga winno nas prowadzić wychowanie, bo wychowanie bez Boga jest niemożliwe.
Wygląda to na paradoks, ale głodem Boga może być trawione również dziecko. Tak było w wypadku Tomasza Mertona, słynnego konwertyty i trapisty. Gdy miał pięć lat, odczuł nieprzepartą chęć pójścia do kościoła. Była to Niedziela Wielkanocna. Bawił się na ulicy, gdy do uszu jego doleciał głos kościelnych dzwonów, wkrótce zaobserwował jak ludzie podążali do kościoła. Prosił wtedy ojca, by go zaprowadził na nabożeństwo. Ojciec odmówił. Obiecywał to uczynić innym razem, lecz nie spełnił życzenia, dziecka. Później z zachowania rodziców wywnioskował, że pozostawiają wybór religii jego woli, aż wyrośnie. Tymczasem on już wtedy odczuwał potrzebę religii. Brak jej uzupełniał sobie mitologią grecką: "Budowałem sobie nieświadomie fragmenty jakiejś religii i filozofii, ukryte, a jednak kierujące moim postępowaniem" - pisze w swej książce "Siedmiopiętrowa góra".
Do rodziców czuł żal. W sercu nosił poczucie krzywdy, że mu "nie dali szansy współpracowania z łaską Boga", żyć według Jego przykazań. Jego dusza była wtedy jeszcze niewinna i prosta i samorzutnie zwracała się do światła, pokoju, ładu, miłości.
"Wydaje się dziwne, - pisze - że rodzice, którzy troszczyli się nieomal skrupulatnie, aby umysły ich synów pozostały nie zarażone błędami, małostkowością, brzydotą i fałszem, nie starali się dać nam żadnego istotnego religijnego wychowania . . . Nigdy nie chodziliśmy do kościoła". Merton ubolewa, że gdy przyszła śmierć jego mamusi, nie umiał się za nią pomodlić, nie pozwolono mu nawet ujrzeć ją w trumnie. Ale tylko ateista, który nie wierzy w Boga, w śmierci widzi ostateczny wyrok. Dziecko szuka prostej odpowiedzi na pytanie, co dzieje się z człowiekiem po śmierci.

Lew Tołstoj

Wielki pisarz staje się wychowawcą swego narodu. Takim pisarzem chrześcijańskim jest rosyjski pisarz - Lew Tołstoj, który otwarcie mówił o głodzie duszy.
Prowadząc z sobą dialog zapytuje: "Co ja tu czynię rzucony pośród świata? Do kogo mam się zwrócić? U kogo szukać pociechy? U ludzi? Oni mi jej nie dadzą, wyśmieją, nie chcą dać, mówiąc: 'To drobiazgi. Nie myśl o tym. Przed tobą świat i jego rozkosze. Używaj życia!' Lecz oni nie oszukają mnie. Wiem, że nie wierzą w to, co mówią. Tak samo jak ja męczą się, lękają się śmierci, boją się samych siebie i Ciebie, Panie, którego Imienia nie chcą wypowiedzieć. I ja długo nie chciałem Go wypowiedzieć, długo byłem podobny do nich. Znam ten omam i wiem, jak gniecie on serce, jak straszliwy jest ogień rozpaczy utajony w sercu tego, kto nie chce Cię nazwać po Imieniu.
Lecz, Panie, nazwałem Cię, i męki moje skończyły się. Rozpacz minęła.
Nie przeklinam słabości swojej, szukam Twojej drogi, nie rozpaczam, jednak czuję bliskość Twoją, czuję pomoc, gdy idę Twoimi drogami; przebaczenie, gdy z nich zbaczam. Droga Twoja jest jasna i prosta. Jarzmo Twoje jest słodkie a brzemię Twoje lekkie. Długo błądziłem poza drogami Twoimi, długo w grzechach młodości mojej dumnie zrzucałem wszelkie brzemię, wyprzęgałem się z jarzma i oduczyłem się od chodzenia drogami Twoimi. Ciężko mi jest nieść zarówno jarzmo jak i brzemię Twoje, choć wiem, że jest ono słodkie i lekkie.
Panie, przebacz błędy młodości mojej i pomóż mi tak samo radośnie nieść jarzmo Twoje jak radośnie je przyjmuję".

Edyta Stein

Od konwertytów można się wiele uczyć, bo wiarę biorą na serio, są wrogami kompromisu i przeciwności. Szczerze szukają Boga, a gdy Go znajdą kochają Go ponad wszystko i wszystkich, z całego serca, z całej duszy, ze wszystkich sił i służą Mu według Jego woli. Konwertyci są zazwyczaj maksymalistami jak święci, jak błogosławiony Maksymilian Kolbe. Tak było z nawróconą Żydówka, Edytą Stein. Trzy dni przed wstąpieniem do Karmelu towarzyszy swej matce do synagogi. Uczony rabin wygłasza wspaniałą naukę. Matka zbolała przejściem córki na katolicyzm pyta w drodze powrotnej:
— "Czy nauka nie była piękna?
— Tak!
— Przecież i w judaizmie można żyć święcie.
— Z pewnością — odpowiedział Edyta — jeśli się nie zna czego innego!
— Dlaczegoś ty Go poznała? Nie chcę nic przeciwko Niemu mówić, ale czemu On uważał się za Boga?!"
Ale Edyta jest już spokojna. Wie jakiego wyboru dokonała i prosi, aby "z nią dziękować za łaskę wielkiego powołania". Szukała całej Prawdy i ją znalazła w Chrystusie. Powie potem: "zrozumiałam, co to znaczy chodzić w Prawdzie, w obliczu samej Prawdy . . . Poznałam w tej Boskiej Prawdzie prawdy wspaniałe, lepiej niżby wielu uczonych razem zdołała mnie nauczyć . . . Ta Prawda jest sama w sobie Prawdą, jest bezpoczątku i bez końca i wszelka inna prawda od niej pochodzi, jak wszelka inna miłość pochodzi od tej Miłości".

G. K. Chesterton

Bóg jest niewyczerpanym źródłem łask. Każdy znajduje w Nim to, czego przede wszystkim potrzebuje. Angielski konwertyta G. K. Chesterton zapytany dlaczego nawrócił się, odpowiedział krótko: "By zrzucić z siebie moje grzechy". Wybrał Kościół rzymskokatolicki, gdyż on, dzięki ostrości intuicji nadprzyrodzonej, jakiej nie można spotkać w żadnej innej wspólnocie chrześcijańskiej, najgłębiej przenika tajemnice ludzkiego serca. Kościół katolicki posiada w sposób najbardziej autentyczny środki pozwalające na odnowienie duchowe.
Tak by można bez końca przytaczać piękne przykłady z życia odważnych, na wskroś szczerych i gotowych na największe ofiary ludzi. Im większy odczuwali głód Boga, tym więcej Boga pragnęli poznać, kochać i bez zastrzeżeń Mu służyć. To wszystko, co w tej pogadance chciałem wam powiedzieć streszcza w swojej pięknej modlitwie do Chrystusa inny konwertyta, Włoch, Giovanni Papini. Nią kończą pogadankę.

Oto słowa modlitwy:
"Potrzebujemy Ciebie, Ciebie jednego i nikogo innego. Jedynie Ty, który nas kochasz, możesz mieć nad nami wszystkimi, którzy cierpimy - litość, którą każdy z nas odczuwa dla samego siebie ... Ty jeden możesz odczuwac jak wielka, jak przeogromna jest potzeba Ciebie w świecie, w tej jego godzinie. Nikt inny, nikt z żyjących, nikt z tych, którzy śpią w aureoli chwały, nie może dać nam potrzebującym, nam pogrążonym w okrutnym niedostatku, w najbardziej przerażającej z nędz, nędzy duszy - dobra, które ją zbawia.
Wszyscy potrzebują Ciebie, nawet ci, którzy Cię nie znają, a jeszcze więcej, którzy o Tobie nie wiedzą, niż ci, którzy wiedzą. Głodny szuka chleba, a On szuka Ciebie. Pragnący wyobraża sobie, że chce wody, a on pragnie Ciebie. Chory łudzi się pragnieniem zdrowia, a jego ból - to brak Ciebie. Kto na tym świecie szuka piękna. Ciebie szuka nie wiedząc o tym - Ciebie, który jesteś całkowitym i doskonałym pięknem. Kto w swych myślach goni za prawdą, ten ściga za Tobą jedyną prawdą godną poznania; i ten, kto wyciąga ramiona do pokoju, wyciąga je do Ciebie, który jesteś jedynym pokojem, w którym mogą spocząć nasze serca. Przywołują Ciebie nie wiedząc, że to Ciebie przywołują i krzyk ich jest o wiele bardziej bolesny niż nasz . . . (Dzieje Chrystusa).

Międzynarodowy Kongres Eucharystyczny, który odbędzie się w Filadelfii, uroczyście przypomni, że jedynie Bóg w pełni zaspakaja głód naszych dusz. Dlatego nasze dusze lgną do Chrystusa Eucharystycznego i w Komunii świętej karmią się najczystszym i najpożywniejszym Chlebem Żywota.