Grzech mój jest zawsze przede mną

Radiowe przemówienie wygłoszone przez o. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu
GODZINY RÓŻAŃCOWEJ o. JUSTYNA

7-my marca 1976

Grzech Mój Jest Zawsze Przede Mną

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus !

W książce katolickiego pisarza Juliana Green'a "Każdy w swojej nocy", bohater powieści Wilfryd uchodził powszechnie za niezwykle pobożnego człowieka. W rzeczywistości jednak takim nic był. Przeciwnie, jako człowiek zmysłowo bardzo pobudliwy i o bardzo słabej woli, dopuszczał się cudzołóstwa z Febą, żoną swego znajomego Jakuba Knight'a. Jakub Knight był tak szlachetnym człowiekiem, że nie podejrzewał zdrady małżeńskiej, ba, nawet darzył Wilfryda wielkim zaufaniem i szacunkiem.
Zdarzyło się kiedyś, że podczas spotkania, Jakub czytał Wilfrydowi ustęp z Ewangelii, w którym autor wymienia imiona Apostołów: "A te są imiona dwunastu Apostołów" - czytał Jakub, - "pierwszy Szymon, którego zowią Piotrem, i Andrzej, brat jego; Jakub, syn Zebedeuszowy, i Jan, brat jego, Filip i Bartłomiej, Tomasz i Mateusz celnik, Jakub, syn Alfeuszowy i Tadeusz Szymon, Kananejczyk . . ."
W tym miejscu Jakub przerwał, chwilę się zastanawiał, i rzekł: "i Jakub Knight, ten, który Go zdradził". Podstawienie własnego nazwiska zamiast Judaszowego wstrząsnęło Wilfrydem. Nie wiedział jak sobie to tłumaczyć. Zapytał więc:
- "Dlaczego pan to mówi?"
- "Wydaje się panu nieprawdopodobne, żeby Jakub Knight zdradził Jezusa? Wstawmy więc inne imię na to miejsce: a dwunasty na imię miał Wilfryd, który Go zdradził".
Wsunięcie jego własnego imienia do tekstu jeszcze bardziej zaniepokoiło Wilfryda, a nawet zirytowało. Czyżby Jakub coś podejrzewał? - pomyślał. Wstał i już otworzył usta, lecz nie znalazł w sobie dość siły, aby cokolwiek powiedzieć. Tymczasem Jakub Knight ciągnął dalej:
"Właściwie wszyscy, ilu nas jest, moglibyśmy wstawić nasze imiona na miejsce Judasza. Nie przychodziło to panu do głowy?"
- "Owszem" - odpowiedział w głębi duszy zawstydzony Wilfryd.
- "Czemuż więc to zdumienie?" - mówił Jakub. "Chrystus kochał Judasza. I choć zdrada Chrystusa była wielkim grzechem, był to jednak grzech wybaczalny. Judasz błądził, bo myślał, że nie ma dla niego przebaczenia, i powiesił się. Proszę sobie wyobrazić, że wszystko odbyło się inaczej, że Judasz pobiegł do Chrystusa uginającego się i potykającego pod brzemieniem Krzyża. Krzycząc i płacząc zdrajca rzuca się na kolana, prosi swoją Ofiarę o przebaczenie, chwyta za rąbek szaty, błaga, mimo kopniaków, których nie szczędzą mu żołnierze rzymscy. Jakie spojrzenie pada wówczas na zdrajcę? Jak się panu zdaje? Spojrzenie pełne nienawiści? Nie sądzę. Spojrzenie pełne miłości, Wilfrydzie, pełne miłości. W czasie Męki Pańskiej była chwila, kiedy tylko Judasz mógł pocieszyć Chrystusa prosząc Go a przebaczenie. Najgorsze jest to, że ta chwila minęła, a Judasza nie było".

Każdy żyje w swojej nocy grzesznych namiętności i wspomnień grzechów już odpuszczonych, lecz nigdy przez nas nie zapomnianych. Światło rozumu i wiary prowadzi nas ku dobru, które dla naszego szczęścia powinniśmy osiągnąć. Jakże często jednak się zdarza, że w zamian wybieramy zło, dając się uwieść ślepym instynktom. Toteż "wszyscy,ilu nas jest, moglibyśmy wstawić nasze imiona na miejsce Judasza". W dzisiejszej pogadance powiem szerzej o tej nocy, o tej niedoli człowieka, który, podobnie jak Kain, nosi na czole palące piętno grzechu. Gdyby temu zaprzeczył, byłby kłamcą, oszukiwałby samego siebie, jak mówi święty Jan (I J l, 8). A jednak, każdy z nas może zawsze liczyć na nieskończone miłosierdzie Boże. Na każdego Bóg czeka, z każdym rozmawia. Tytuł pogadanki:

GRZECH MÓJ JEST ZAWSZE PRZEDE MNĄ

Ciężar bolesnych wspomnień

Autorem słów podanych w tytule jest król Dawid (Ps 51, 5). Dawid popełnił grzech cudzołóstwa z piękną Batszebą, żoną żołnierza Uriasza. Gdy Batszeba zaszła w ciążę, Dawid, bojąc się, że grzech się wyjawi, usiłował upoz¬rować, że ojcem dziecka jest Uriasz. Sprowadził więc go z pola walki i posłał do żony. Uriasz jednak, zapewne powiadomiony o tym co zaszło, odmówił zejścia się z żoną. Wtedy Dawid kazał dowódcy wojsk postawić go w najbardziej zażartą walkę, odstąpić od niego, aby został ugodzony i zginął. Prorok Natan skłonił króla do publicznego wyznania grzechu i pokuty. (Sam 11, 2-12,14). Wzruszający psalm pokutny Dawida jest po dziś dzień modlitwą milionów ludzi: "Zmiłuj się nade mną, Boże ... W ogromie swego miłosierdzia wymaż moją nieprawość . . .Uznaję bowiem moją nieprawość, a grzech mój jest zawsze przede mną ..."
Taka jest dola każdego grzesznika. Pojednany z Bogiem podporządkowuje swe życie Jego wymaganiom i stara się Go kochać ponad wszystko, z całych sił, a jednak nie jest całkowicie spokojny i szczęśliwy. Nigdy nie zapomni, że jest grzesznikiem. W pamięci nosi bolesne wspomnienia zdrad, niby zadry i kolce. Jak może zapomnieć lata swej niewierności, zdrady najpiękniejszej Miłości?
Lecz boleść upokorzenia łagodzi pamięć o miłosiernym Bogu, który inaczej patrzy i sądzi niż my. On oddziela grzech od grzesznika, jak lekarz zarazki od chorego; nienawidzi grzechu, lecz kocha grzesznika kocha jako dzieło rąk swoich, istotę mało co mniejszą od aniołów, stworzoną na Jego podobieństwo, przez Niego usynowioną i powołaną do wieczności, by dzieliła z Nim Jego szczęście.
Bóg całkowicie zapomina o grzechach człowieka. "Choćby były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją" - mówi przez usta proroka Izajasza (l, 18). Bóg dał człowiekowi zdolność zapominania, ale odnosi się ona głównie do takich nieszczęść jak choroba, głód, wojna, urazy . . . Upadków swoich człowiek łatwo nie zapomina. Święty Piotr Apostoł do końca życia opłakiwał zdradę Mistrza. Ponoć od łez bruzdy wyżłobiły mu się na twarzy.

Do najbardziej upokarzających należą upadki cielesne.One bowiem najlepiej wykazują słabość ludzkiej natury. Przeżyte radości zmysłowe, gdy łączą się z odpowiedzialnością za rodzinę, w katolickim małżeństwie, są czyste i usprawiedliwione. W każdym innym wypadku wywołują "pamięć cielesną" - nadwrażliwość zmysłów, jak mawiała święta Małgorzata z Kortony. Rozwydrzają zmysły nigdy nie nasycone przez grzech i ciągle kuszą ułudną rozkoszą. Człowieka zmysłowego moglibyśmy porównać do akrobaty, który chodzi po linii rozpiętej nad przepaścią. Najmniejsze, niby niewinne przyzwolenie, najmniejsza nieuwaga, zlekceważenie niebezpieczeństwa, może na nowo spowodować upadek. Tylko prawdziwa pokuta - jak pokuta świętej Małgorzaty z Kortony - może przywrócić smak rzeczy wzniosłych i Bożych i uciszyć zmysły.
Miłosierdziem Bożym jest, że wspomnienia grzechów nie idą do głębi świadomości zwykłych grzeszników. "Gdybyś znał wszystkie twoje grzechy, załamałbyś się" - miał powiedzieć Chrystus Pascalowi. Natomiast Bóg nie oszczędzał mistyków i ukazywał im cały brud ich dawnych niewierności wobec Niego w jakimś skondensowaniu. W świetle świętości Boga, do którego zbliżają się coraz bardziej, widzą coraz lepiej swą nędzę, niemal schodzą do samego jej dna. Takiego obrazu siebie samego nie mogłaby dać żadna naturalna psychoanaliza. To obnażenie duszy wywołuje u mistyków wstyd, niesmak, wstręt, obrzydzenie do samych siebie i wyłączne ukojenie w Bogu. Zawsze kończy się rozradowaniem i pokojem wewnętrznym.

Wspomnienia upadków są dla nas wielkim cierpieniem i rodzajem wynagrodzenia, zadośćuczynienia, oczyszczenia. Potrzebę zadośćuczynienia za zbrodnie odczuwają nawet ludzie niewierzący. Od ostatniej wojny światowej ludzie wiją się w mękach aż po granice wytrzymałości. Narzuca się wprost potrzeba powrotu do Boga, ale obiera się półśrodki - najrozmaitsze propozycje na rozładowanie powstałej sytuacji. Ostatnia wojna światowa była olbrzymim zbiorowym męczeństwem. Morze cierpień stało się jakby monetą wymienną za zbrodnie, za odstępstwo od przykazań Bożych.

Fałszywa wolność

Fałszywa wolność czyli samowola ciągle uwodzi człowieka: wolność od nadzoru rodziców, nauczycieli, od księży, od Kościoła, od prawa Bożego, od Boga. W takiej samowoli dziecko dzisiaj nie potrzebuje rady rodziców. W ich radach i napomnieniach dopatruje się pokrywki hipokryzji albo słabości, lub pospolitego strachu. Dziecko nie uznaje, że autorytet rodzicielski pochodzi od Boga, ale sądzi, że starzy i słabi zazdroszczą radości i rozkoszy młodym i silnym. Stąd wywodzą się tragiczne ucieczki z domu rodzinnego.
Zbuntowany człowiek nie uznaje również autorytetu Kościoła, który dotąd roztaczał kontrolę i opiekę nad religijnością społeczeństwa, chronił przed upadkami, przed rozwydrzeniem, przed łamaniem więzów rodzinnych i społecznych.
Człowiek cieszył się wtedy, że uwolnił się również od religijnego środowiska, w którym dotychczas tkwił, a które roztaczało nad nim jakąś kontrolę, opiekę, chroniło przed upadkiem. Zależało mu, żeby nikt z bliskich nie dowiedział się o jego postępowaniu, nie potępił go, a co najmniej nie dokuczał. Wyzwolenie to przypadło mu do gustu, napełniało poczuciem dumy, pochlebiało i dogadzało, utwierdzało w pewności siebie, było gwarancją jego niezawisłości. Czuł pogardę dla wszystkich, którzy byli posłuszni Bogu i Kościołowi, którzy sumiennie wypełniali przykazania Boże i wyrzekali się wielu przyjemności. Uważał ich za głupców nie umiejących korzystać z radości życia, sparaliżowanych strachem przed piekłem.
Zaliczał się wtedy do wielkich buntowników. Wyobrażał sobie, że wyrósł ponad wszystkie błędy, głupstwa, pomyłki ludzi religijnych, że tylko on zna naprawdę życie. Trzeba było długiego okresu czasu, aby się przekonał w jak straszną uwikłał się niewolę. Poświęcił się kultowi własnej, głupiej woli, przylgnął do otaczającego świata, przekształcił się w prawdziwego obywatela naszego obrzydliwego wieku - wieku trujących gazów i bomb atomowych, stał się człowiekiem o żyłach pełnych trucizny, kochającym oszustwo, lubieżność, przejadanie się, picie, wygody, a nawet współzawodniczył z innymi, aby ich w złem prześcignąć. Długo wierzył w mit, że może robić co mu się podoba.

Czas rozbrojenia

Wspomnienia grzesznika odnoszą się nie tylko do rzeczy upokarzających, ale i do tych wszystkich, które można objąć słowem: miłosierdzie Boże. Przyszedł bowiem moment spotkania z Bogiem, chwila konfrontacji i rozbrojenia. Pan Bóg niepostrzeżenie, znienacka obalał wszystko to, co człowiek uważał za zręby swojego szczęścia: młodość, urodę, zdrowie, powodzenie, pieniądze i sławę. To wszystko było jego twierdzą, w której czuł się samowystarczalny. Boga więcej nie potrzebował. Teraz Bóg skruszył mur i twierdza padła. Przed człowiekiem pojawiła się pustka, życiowa. Wszystkie jego marzenia o fantastycznych przyjemnościach i rozkoszach prysły, stały się głupie i szalone. Wszystko, po co sięgał przemieniło się w popiół w jego dłoniach, a w dodatku on sam przeobraził się w niemiłego osobnika, stał się próżny, zajęty sobą, rozwiązły, słaby, niezdecydowany, zmysłowy i pyszny. Stał się człowiekiem nieudanym, i to z własnej woli. Nawet widok jego twarzy w lustrze wystarcza, aby wzbudzić w nim obrzydzenie.

To był dowód Opatrzności Bożej. To była łaska miłosierdzia Bożego. Przez cały czas człowiek uciekał przed Bogiem, a Bóg tak właśnie wszystkim kierował, ażeby go w tym miejscu spotkać, rozbroić, ukazać mu jego nędzę i całkowitą zależność od Boga. Może ktoś powiedzieć, że to okrutne ze strony Boga, iż zniszczył człowiekowi wszystko to, w czym pokładał nadzieję. A przecież Opatrzność, to znaczy miłość Boga do ludzi. Bóg działa z wielką mądrością, gdy odwraca się od samowoli ludzi, nie chce w nią wkraczać i pozostawia człowieka jego własnym zamysłom tak długo, jak długo upiera się rządzić samym sobą. Bóg chce mu pokazać do jakich głębin absurdu i nieszczęścia może doprowadzić własna niemoc.

Zemsta ciała i piekła

Niedola nawróconego grzesznika nie kończy się na bolesnych wspomnieniach swoich upadków. Ciało bierze na nim odwet za wyrzeczenie się przyjemności zmysłowych. Zwłaszcza podczas nocy mści się na nim. bo podczas dnia człowiek oddany Bogu rozciąga kontrolę nad zmysłami, zwłaszcza nad wzrokiem, mową, myślami, dotykiem. Ale jakże może obronić się przed plugawymi snami, które rozbrajają go na kilka godzin? Wydaje się, jakby piekło nie miało wtedy żadnych przeszkód w przenikaniu do zdrętwiałej duszy. Wszystko śpi w wiernej Bogu istocie, prócz ciała, które udaje tylko sen. Wszystko zdaje się być zahamowane poza. zdolnością tworzenia obrazów i wizji znienawidzonych przez duszę a uwielbianych przez zmysły. A może Bóg pozwala, aby dusza jeszcze i w snach pamiętała o błocie, w jakim kiedyś grzęzła?
Sny nie są grzechem, bo to, co dokonuje się poza wolą, nie ma żadnego znaczenia. Ale szatan, odwieczny wróg człowieka, liczy na zamęt, jaki w człowieku wytworzy. Chociaż sny nie są świadome i dobrowolne, przecież pochodzą od człowieka. Najskrytsze "ja" człowieka tworzy sny; są one dziećmi ciała ludzkiego; złe sny to jakby pozostałości dawnych grzechów, ich brudna piana i męty. wypływające na powierzchnię uśpionej duszy. Dziki zwierz, który siedzi w człowieku, co do którego śmierci nawrócony grzesznik był przekonany, pod osłoną mroku wychodzi ze swej kryjówki i przechadza się swobodnie w skrępowanej snem istocie. Wszystko, co dusza uznała za zniszczone i pogrzebane na zawsze istnieje nadal.

Jakże potrzebna jest modlitwa wieczorna do anioła stróża, do świętych, do Najświętszej Maryi Panny, prośba o ich orędownictwo, o strzeżenie duszy w nocnych godzinach, w których wszystkie moce ducha są uśpione.
Bóg w swym nieskończonym miłosierdziu pozwala na ten odwet ciała i szatana, bo przecież człowiek nie popełnia grzechu, a jednak dotyka jego brzegu ; niby wydany jest na łup brudu, ale nie lgnie do niego. Jaki Bóg może mieć w tym cel, że dopuszcza tego rodzaju sny? Z pewnością chce uleczyć człowieka z zarozumiałości, wyniszczyć wszystko, co pochodzi od złego ducha, by człowiek przestał uważać się za samowystarczalnego i tylko u Boga szukał pomocy.

Żal utraconych lat i okazji

Gdy pamięć przechowuje wspomnienie naszej niewierności wobec Boga, w sercu rodzi się żal utraconych cennych lat, tej krótkiej i wspaniałej szansy naszego życia.. Święty Augustyn ubolewał, że tak późno poznał Boga, Miłość Nieskończoną. Tyle lat błądził, tyle czasu zmarnował. Dzieje grzechu każdego człowieka nie są jednakowe, ale często mają pewne cechy wspólne. Gdybyśmy oglądali siebie na ekranie filmowym, jak i co robiliśmy w przeszłości, przerazilibyśmy się, że tak lekkomyślnie tłumiliśmy w swej duszy ostatnie resztki duchowej żywotności, żeśmy usiłowali zgnieść i zatrzeć w sobie obraz podobieństwa Bożego, który Bóg Sam w nas wyrył. Widzielibyśmy jak wszystkimi nerwami i włóknami naszej istoty pracowaliśmy na własną zgubę i skazywaliśmy się w niewolę nieznośnych zmysłów. W zaślepieniu nie zdawaliśmy sobie wtedy jasno sprawy, że każdy upadek w grzech ciężki był obłudnym pocałunkiem Judasza, powtórnym krzyżowaniem Chrystusa. A przecież jesteśmy stworzeni po to, aby dzielić radość i wolność Jego łaski.
Bóg w Swym miłosierdziu czekał na nas, gdy uciekaliśmy tak daleko, jak tylko mogliśmy, od Jego miłości. Równocześnie przygotowywał spotkanie ze Sobą u kresu całej tej ucieczki i na samym dnie przepaści, gdy już sądziliśmy, że najbardziej oddaliliśmy się od Niego.
Aktem łaski jest to, że Bóg, który zawsze pozostaje wierny Swojej miłości, swoim obietnicom, w największym upadku zawsze roztacza w duszy grzesznika dosyć światła, aby mógł ujrzeć wielkość swojej nędzy i przyznać, że ona jest jego dziełem, i jego winą. Osobiste grzechy zawsze sprowadzają bolesną karę, i choć nigdy nie zgłębimy tajemnicy własnej nieprawości, nie powinniśmy oskarżać Boga, gdy sami w zaślepieniu podsycamy ogień piekła i chcemy gnić w przepaści swego zepsucia. Z takiej czeluści wydobywa was Miłosierdzie Boże.

Pokusa rozpaczy

Szatan nie szybko rezygnuje ze swej ofiary, z grzesznika nawracającego się do Boga. "Jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć" - ostrzega święty Piotr (l P 5, 8). Szturmuje raz po raz. Bada teren, szuka słabych punktów i w przedziwny sposób nie omija żadnego z nich. Często na pomoc zabiera innych szatanów, o czym mówi Chrystus, że gdy dusza jest wymieciona z grzechów i przyozdobiona łaską, "wtedy idzie i bierze siedmiu innych duchów złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I stan późniejszy owego człowieka staje się gorszy niż poprzedni" (Łk 11, 24-26).
Szatan przede wszystkim wykorzystuje zwątpienie i rozpacz. Jakże nie popaść w zwątpienie i w rozpacz człowiekowi uwikłanemu w nałogowe grzechy, z osłabioną wolą, który nie widzi dla siebie znikąd ratunku? Nałogi czynią wielkie spustoszenie i osłabiają wolę. Człowiek nałogowy wzrusza się i żałuje za swe upadki, ale często nie zdobywa się na tyle siły, by oprzeć się pokusie i nie powiększać swej tragedii przez nowe grzechy.

Nawroty do grzechu mogą długo trapić człowieka. One są najbardziej wstydliwym prawem naszej natury. Skłonność do nawrotów wprowadza wielki zamęt i niepokój do duszy. Szatan wie dobrze, że wspomnienia grzechów i przekonanie o własnej grzeszności i nieużyteczności, są zarejestrowane w pamięci człowieka niby na taśmie magnetofonowej. Korzysta więc z tego. Wie, że człowiek lubi analizować swoje upadki, odtwarza je na nowo, jakby dla utwierdzenia się w przekonaniu, że nie jest nic wart, że ani Bogu ani ludziom nie jest miły czy pożyteczny. Przed człowiekiem otwiera się więc otchłań beznadziejności. Szatan jest złym i przewrotnym doradcą. W takiej rozterce duchowej pamiętajmy, że Bóg jest nie tylko strasznym Sędzią trzymającym w ręku wagę sprawiedliwości, ale również jest Miłosiernym Ojcem; Chrystus nie jest naszym Oskarżycielem, ale Zbawcą. Chrystus umarł za nas na krzyżu i zapewnia nas: "Kocham cię bezinteresownie, bez zastrzeżeń, bez granic!". Może w swym głębokim żalu ze świętym Piotrem pragnęlibyśmy wyznać: "Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny" (Łk 5, 8). W przepaści naszej nędzy ogarnia nas niesłychana miłość, nie do wiary, miłość zbawcza naszego Pana, który kocha nas zupełnie bezinteresownie.
Uwierzmy w tę oszałamiającą miłość i przyjmijmy ją jako dar Boży. Dobra nowina o naszym zbawieniu głosi, że Bóg szuka każdej zagubionej owieczki. Łaska Bożego odrodzenia i przebaczenia przemienia nas w nowe stworzenie. Odradza nas Duch Święty, który pragnie zamieszkać w naszych sercach. On rozlewa w sercach ludzkich miłość Bożą. Wystarczy tylko otworzyć serce na oścież. Pod tchnieniem Ducha Świętego szybko poczniemy wzrastać w miłości Bożej i dążyć do świętości. To jedyny ratunek dla nas grzesznych. Możemy nadrobić stracone dni i sięgnąć po prawdziwą świętość życia, by już nigdy nie powtarzać zła.

Tak więc los swój rozgrywamy w każdej chwili. Każda chwila zawiera wieczność. Wieczna szczęśliwość człowieka będzie owocem naszej współpracy z łaską i dziełem miłości i miłosierdzia Bożego. Wszyscy będziemy je opiewać na wieki.