Katecheza (3): Kryzys ekonomiczny

Część Pierwsza

PROBLEMATYKA SPOŁECZNA I HISTORYCZNA

Rozdział I

UWARUNKOWANIA SPOŁECZNO-RELIGIJNE

1. Kryzys ekonomiczny

Problematyka historyczna, związana z powstaniem Radiowej Godziny Różańcowej, została przedstawiona w dwóch książkach9/ wydanych z okazji pięćdziesięciolecia jej istnienia oraz dwudziestopięciolecia pracy radiowej jej obecnego dyrektora – Ojca Korneliana Dende10/. Niniejszą pracę poprzedza ponadto krótka nota historyczna, ujmująca zasadnicze fakty z dziejów Radiowej Godziny Różańcowej i życia jej twórcy O. Justyna Figasa oraz O. Korneliana Dende.

Dla właściwego przedstawienia genezy oraz znaczenia instytucji duszpasterstwa radiowego (w tym przypadku – Radiowej Godziny Różańcowej) niezbędne wydaje się naszkicowanie tła społeczno-ekonomicznego. Tłem tym jest kryzys przełomu lat dwudziestych i trzydziestych naszego stulecia, nazywany w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej depresją gospodarczą. Słowo – „depresja” – ma w tym przypadku najgłębsze uzasadnienie. Obejmuje ono bowiem nie tylko sferę gospodarczą, ale także społeczną i moralną. Dotyczy społeczeństwa jako całości, przede wszystkim jednak jednostki i rodziny.

W wyniku kryzysu ekonomicznego doszło do likwidacji wielu dużych i małych przedsiębiorstwa. Prostym tego wynikiem było masowe bezrobocie. Odpowiedzią na nie – strajki. Sytuacji tej, w stopniu masowym, zaczęła towarzyszyć plaga alkoholizmu, będąca efektem wprowadzonej prohibicji. W takich warunkach kryzys rodziny i jednostki ujawnił się z całą ostrością.

Najskrajniejsze formy depresji ekonomicznej w USA wystąpiły w wielkich aglomeracjach miejskich posiadających rozwinięty przemysł. Do takich miast należało Buffalo ze swoim przemysłem chemicznym i bardzo liczną kolonią polskich emigrantów. Wszystkie grupy etniczne emigrantów, także polskich, czuły się szczególnie zagubione i bezradne. Stan ten pogłębiała dodatkowo nieznajomość języka angielskiego.

W tym trudnym momencie pojawił się w Buffalo O. Justyn Figas, franciszkanin. Z miejsca zorientował się, że opieką duszpasterską należy objąć nie tylko polskich emigrantów w Buffalo, ale wszystkich Polaków w Stanach Zjednoczonych. Było to możliwe tylko za pomocą, najnowocześniejszego wówczas środka masowego przekazu, jakim było radio. Początkowo własnej radiostacji nie mógł uruchomić ze względu na panujący kryzys ekonomiczny. Korzystał więc z radiostacji już istniejących. W efekcie stworzył w 1931 roku własną sieć radiową, obejmującą najpierw miasta: Buffalo, Nowy Jork, Detroit, Chicago, Filadelfię, a więc największe skupiska emigrantów polskich. Aktualnie, jak już wspominano, sieć ta obejmuje 42 radiostacje na terenie Stanów Zjednoczonych i Kanady.

Szybkość komunikacji radiowej sprawiła, że O. Justyn stał się uczestnikiem wszystkich aktualnych problemów polskiej grupy etnicznej. Była ona cząstką Kościoła Powszechnego i zarazem cząstką Polski, mimo iż żyła na obczyźnie. Te współzależności nadawały i nadal nadają kierunek Radiowej Godzinie Różańcowej.

O. Justyn stał się więc od razu, na samym początku swej działalności duszpasterskiej, katechetą i opiekunem robotników, którzy dla obrony swych praw uciekali się do strajku. Nie zawsze rozumieli oni jednak, że strajk bywał instrumentem manipulacji w rękach ludzi, którzy jedyny sposób rozwiązania robotniczych problemów widzieli w tzw. walce klas i dyktaturze proletariatu.

O. Justyn nie był zwolennikiem kapitalizmu w postaci, z jaką stykał się na co dzień w Stanach Zjednoczonych. Mimo to jednak, dyktaturę proletariatu nazywał konsekwentnie „stalowym walcem”, który zgniecie, zmiażdży i uśmierci wolność robotników11/.

Rozwiązania robotniczych problemów upatrywał O. Justyn w dialogu robotników z pracodawcami12/. Mówił wówczas: „Robotnicy i robotnice, rozważcie sobie te moja słowa. Macie nie tylko prawo, ale i obowiązek rozwiązywać wasze trudności, nieporozumienia i spory przy wspólnym stole. Usiądźcie obok waszych pracodawców. Pomiędzy siebie postawcie wizerunek Chrystusa Ukrzyżowanego. Nie łamcie prawa, by się nie pomściło na was i na waszych dzieciach. Dojdźcie do korzystnego porozumienia. Wtedy będziecie mogli pracować w spokoju, zadowoleniu i szczęściu”13/.

W postawie O. Justyna uderza duch pojednania, a jednocześnie jasne widzenie praw robotników zgodne z ówczesną społeczną nauką Kościoła14/. W pracy duszpasterskiej z robotnikami ciągle uświadamiał im niebezpieczeństwo wykorzystania ich do celów politycznych. Nazywał to wprost – „inną formą zniewolenia”. Mając świadomość rozlicznych zagrożeń, konsekwentnie postulował dialog jako skuteczny środek rozwiązywania konfliktów świata pracy.

W swoim nauczaniu społecznym O. Justyn dopuszczał możliwość strajku, ale tylko wtedy, kiedy zostały wyczerpane wszystkie środki porozumienia. Ostrzegał przed organizatorami strajków działającymi często w jawnej lub ukrytej zmowie z pracodawcami. Pytany przez robotników o prawo do strajku, odpowiadał twierdząco, ale tylko wówczas, kiedy pracodawcy odmawiają spokojnego i rzeczowego dialogu. Z kolei postulaty robotników winny być słuszne i sprawiedliwe, a nie wątpliwe i wygórowane. Ponadto musi istnieć pewność, że cel strajku, a więc określone prawa robotników, zostaną spełnione, skoro zawiodły próby dialogu. Podczas strajku O. Justyn dopuszczał spokojne pikietowanie, by inni go nie łamali. Zdecydowanie jednak opowiadał się przeciwko jakimkolwiek formom gwałtu, tak przeciw osobom, jak też mieniu15/.

Robotnicy polskiej grupy etnicznej mieli w osobie O. Justyna wielkiego, mądrego i rozważnego protektora. Bronił ich praw wobec pracodawców. Osłaniał i chronił przed wpływami lewicowymi, które w ówczesnej sytuacji znajdowały podatny grunt.

Pełne i sensowne rozwiązanie problemów świata pracy widział O. Justyn w oparciu o zasadę sprawiedliwości społecznej. Uważał, że nędza i cierpienie tak długo będą istnieć na świecie, jak długo garstka bogatych i uprzywilejowanych, a zarazem bezlitosnych osób, nie zostanie zmuszona do zmiany swoich poglądów na problemy świata robotniczego. Z największym oburzeniem donosił O. Justyn swoim słuchaczom o tym, co ujawnił w 1933 roku Międzynarodowy Komitet Pomocy Potrzebującym. Z głodu zmarło 2.400.000 ludzi. Jeden milion dwieście tysięcy osób popełniło samobójstwo z rozpaczy w obawie przed nędzą i głodem. W tym samym roku jednocześnie, by utrzymać ceny na odpowiednim poziomie, zniszczono 567.000 wagonów zboża, 267.000 worków kawy, 2.560 ton cukru, 114.000 wagonów ryżu, spalono 500.000 kg mięsa i 145.000 kg ryb16/.

W samych tylko Stanach Zjednoczonych, w 1934 roku, było 16.271 osób posiadających na swoich kontach bankowych 1 mln dolarów. Pół miliona miało 28.471 osób, 56.000 osób dysponowało 250.000 tys. Dolarów. Dysponentami kont od 100 tys. do 250 tys. dolarów było 144.379 osób, natomiast około 539.635 posiadało na swoim koncie poniżej 50.000 dolarów17/. Pięć lat wcześniej, w 1929 roku, ogólny dochód 36 tysięcy najzamożniejszych rodzin w USA równał się dochodowi 11 milionów rodzin ubogich. O. Justyn nie wierzył, co wiele razy podkreślał, w równy, bo utopijny w istocie, podział dóbr. Nie mógł jednak pogodzić się z tym, że 36 tys. ludzi jest 300 razy zamożniejszych, „inteligentniejszych, pracowitszych i bardziej zasłużonych”, niż pozostałe 11 milionów18/.

W tym miejscu przypominają się liczne wypowiedzi papieża Jana Pawła II, kierowane do ludzi podczas jego podróży apostolskich. Na szczególną uwagę zasługuje zwłaszcza końcowa homilia wygłoszona w Ottawie 20 września 1984 roku. Papież mówił wtedy: „Wierzymy (…), że źródła konfliktów znajdują się wszędzie tam, gdzie szerzy się niesprawiedliwość, gdzie godność wielu ludzi jest deptana. Aby budować pokój, musimy unaocznić sprawiedliwość. Jakież sumienie mogłoby spokojnie pogodzić się z tym, że istnieją wciąż straszliwe różnice pomiędzy wąskimi kręgami ludzi nadmiernie bogatych z jednej strony, a liczebną większością społeczeństw z drugiej strony, które stanowią biedacy czy wręcz nędzarze”19/.

Zasada społecznej nauki Kościoła – pokój jest owocem sprawiedliwości – ciągle towarzyszyła nauczaniu O. Justyna. Głosił ją, co nie jest bez znaczenia, w systemie kapitalistycznym. Nie zyskiwał przez to uznania wielkiego kapitału, ale też i nie popychał robotniczego świata, swoim nauczaniem, na barykady. Ten typ nauczania był konkretnym wkładem w życie społeczeństwa amerykańskiego, którego część stanowiła polska grupa etniczna. Był to również wkład w życie Kościoła, ciągle obecnego pośród potrzebujących i cierpiących skutki niesprawiedliwości społecznej.

Groźnym zjawiskiem, towarzyszącym depresji gospodarczej w USA, był alkoholizm. Drastyczne przedsięwzięcia rządu, aż do prohibicji włącznie, nie zlikwidowały problemu. Alkohol produkowano systemem domowy, nazywając go „munszjnówką” 20/. Pili prawie wszyscy: mężczyźni, kobiety, starcy, a nawet dzieci. Prohibicja, zamiast powstrzymać falę alkoholizmu, jeszcze ją wzmogła. Nałóg ten dotknął również polską grupę etniczną.

O. Justyn, w swoich audycjach radiowych, natychmiast włączył się w walę z alkoholizmem wśród Polaków. Wyjaśniał bezsens prohibicji i jej zgubne skutki, jeśli nie towarzyszy jej świadoma wstrzemięźliwość21/. Apelował do sumień słuchaczy. Wskazywał na upadek człowieka uzależnionego od alkoholu. Pokazywał przykłady zagrożenia dla rodziny, narodu, życia i zdrowia nienarodzonych. Mówił o wypadkach w pracy i na drogach22/.

Niezależnie od działań rządu, wysiłku lekarzy i organizacji społecznych, O. Justyn rozwinął akcję duszpasterską, w której zalecał środki nadprzyrodzone: modlitwę, spowiedź, zawierzenie Bogu. Nawet w sytuacjach, gdy już wszystko zawodziło, gdy pozornie znalazł się człowiek w matki bez wyjścia, alkohol nie może być jedynym ratunkiem i ucieczką. Nawołując do odrodzenia religijnego, do ufnego powierzenia swoich spraw i sytuacji Bogu, O. Justyn ratował w wielu przypadkach ludzi od desperackich kroków, od samobójstw, będących wówczas częstym zjawiskiem23/. W sytuacjach skrajnych wskazywał nie tylko na możliwość, ale wręcz konieczność leczenia alkoholizmu. Pomagał w umieszczaniu nałogowych alkoholików w lecznicach, gdzie odzyskiwali zdrowie i równowagę psychiczną. Często, podobnie jak bł. brat Albert, zbierał swoich bezdomnych alkoholików z ulicy. Otaczał opieką. A „zgorszonym pobożnisiom” odpowiadał, że nie miałby prawa do miana „ojca”, gdyby troszczył się tylko o dobrych i układnych24/.