KONIECZNE DLA ŚWIATA LEKARSTWO: MIŁOSIERDZIE BOŻE

Radiowe przemówienie wygłoszone przez
o. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu
GODZINY RÓŻAŃCOWEJ o. JUSTYNA
1-szy lutego 1976

Konieczne dla swiala lekarstwo: Miłosierdzie Boże

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Było dwóch braci. Jeden był sędzią, a drugi księdzem. Zdarzyło się, że ksiądz słuchał spowiedzi i do konfesjonału przystąpił notoryczny złoczyńca i długo rzewnie się spowiadał. W końcu ksiądz udzielił mu rozgrzeszenia, a za pokutę polecił odmówić sześć Ojcze nasz, sześć Zdrowaś i sześć Chwała Ojcu.
- Tak mało? - zawołał zdumiony penitent. Sędzia, twój rodzony brat, za to samo przestępstwo wlepił mi sześć lat więzienia . . .
Ta historyjka zawiera głęboki sens moralny. Ludzie w swoich sądach, czy to wydawanych w trybunale sądowniczym czy w prywatnych rozmowach, są zazwyczaj surowi, bo kierują się sprawiedliwością, rzadziej miłosierdziem. Natomiast Bóg jest sprawiedliwy i pełen miłosierdzia jak czytamy w Biblii. Odkupienie Boże - wybawienie ludzi z nędzy fizycznej i moralnej, od grzechu i śmierci wiecznej, przybranie ich na dzieci Boże i dziedziców nieba - jest dziełem i sprawiedliwości i miłosierdzia. Dlaczego mówimy o miłosierdziu, a nie wprost o miłości? Jaka jest między nimi różnica?
Mój przyjaciel z Polski, jezuita, składając mi życzenia na święta Bożego Narodzenia i Nowego Roku pisał: "Niech nam Bóg błogosławi! Niech nam wszystkim okaże łagodne i miłosierne oblicze. Jak bardzo cały świat, dosłownie cały świat, potrzebuje miłosierdzia Bożego! To mnie ostatnio uderza i wiele się o miłosierdzie Boże dla nas wszystkich modlę".
Gzy miłosierdzie Boże zawarte w odkupieniu świata nie wystarcza? Czy jeszcze potrzebujemy Jego miłosierdzia? Odpowiedź na te pytania znajdziemy w dzisiejszej pogadance zatytułowanej:

KONIECZNE DLA ŚWIATA LEKARSTWO: MIŁOSIERDZIE BOŻE

Przymiot Boży, który się nie śnił filozofom

Według słów świętego Pawła Bóg wiele razy i różnymi sposobami przemawiał do człowieka (Hbr l, 2). Do poganina przemawiał głównie przez naturę. Z niej, jak z otwartej księgi poganin dowiadywał się o takich przymiotach Bożych jak wielkość, miłość, wszechmoc, piękno, dobroć, hojność . . . Zdarzało się niekiedy, że odczytywał źle, bo nie wspierało go jeszcze światło Objawienia Bożego, jakim my się dziś cieszymy. Bywało więc, że w swej pysze porównywał Boga do siebie samego, przypisywał Mu wady ludzkie: nieczułość, mściwość, złość, zazdrość, niesprawiedliwość . . . Próbka tej pogańskiej mentalności zachowała się w przypowieści Chrystusa o złym i gnuśnym słudze. W czasie rozliczania się sługa ów wyznał, że z bojaźni przed panem ukrył, zakopał talenty jakie mu dał w dzierżawę. Słyszał bowiem, że jest surowy, niemiłosierny, że "chce żąć tam, gdzie nie posiał, i zbierać tam, gdzie nie rozsypał" (Mt 25, 24).
Bardziej jednak wnikliwi ludzie odczytywali, że Bóg jest sprawiedliwy, że za dobre nagradza, a za złe karze; że Bóg kocha człowieka, bo go stworzył i oddał mu władzę nad całym pięknym światem. Najtęższym filozofom nie śniła się jednak, żeby w Bogu mogło być miłosierdzie.

Miłość i miłosierdzie

Co to jest miłosierdzie? Łacińskie słowo "misericordia" jest złożeniem dwóch słów: "miser" czyli biedny, nieszczęśliwy, i "cor" czyli serce. Miłosierdzie zatem jest przedziwnym połączeniem współczującego serca Boga z nędzą człowieka, zwłaszcza jego nędzą moralną. Polski język ma całą gamę odcieni dla określenia miłosierdzia. Są to wyrazy bliskoznaczne, bardzo piękne: czułość, litość, współczucie, życzliwość, delikatność, dobroć, łagodność, łaskawość. W odniesieniu do miłosierdzia ludzkiego mamy jeszcze wyraz "ludzkość".
Miłość i miłosierdzie to dwa przymioty sobie pokrewne. Miłosierdzie wypływa z miłości. Miłujemy przedmiot lub osobę ze względu na jej dobro. Dobro urzeka, posiąga. Lubimy owoce, bo są słodkie, orzeźwiające, chleb, bo jest pożywny i smaczny . . . Człowieka kochamy najwięcej za jego dobra duchowe, wartości wewnętrzne, za szlachetność serca, prawdomówność, dyskrecję, dobroć . . .
Papież Jan XXIII ujął sobie swa prostotą i ojcowską dobrocią wszystkich ludzi. Podobny urok roztacza dokoła siebie Matka Teresy z Kalkuty. Malcolm Muggeridge, nie katolik, który filmował dla brytyjskiej telewizji sceny z jej działalności, tymi słowami oddał swe uczucia po rozstaniu się z zakonnicą: "Poczułem się tak, jak gdybym pozostawił za sobą całe piękno i radość świata. Coś na kształt śladu wszechogarniającej Bożej miłości spoczęło na Matce Teresie, dzięki czemu wszystko, co było w niej zwykłe i proste, wydawało się przeświatlone jakimś zdumiewającym światłem".

Dla lepszego zrozumienia miłosierdzia zestawmy je z miłością i sprawiedliwością. Według określenia świętego Tomasza z Akwinu, miłość z istoty swej przede wszystkim udziela się, promieniuje dobrem. Sprawiedliwość oddaje każdemu, co mu się należy. Miłosierdzie zaś polega na tym, że Bóg usuwa ze świata braki i uzupełnia dobro, które powinno być w człowieku z racji jego natury.
Natura nasza powinna rozwijać się harmonijnie aż do osiągnięcia pełni człowieczeństwa. Tylko pełnia uszczęśliwi człowieka. Tę pełnię znajdziemy w Bogu. Jeśli natomiast nie osiągniemy celu swego życia, to jest Boga, będziemy nieszczęśliwi. Oczywiście, że w próbie na ziemi ciągle borykamy się z brakami fizycznymi i duchowymi. Bolesnymi próbami życiowymi są: brak zdrowia, chleba, mieszkania, pracy, szacunku i miłości ze strony ludzi i wszystkie nasze winy i niesprawiedliwości, które nas spotykają. Tej próby - czy to sobie uświadamiamy czy nie - nie wytrzymamy bez Boga, religii, czyli bez zjednoczenia z naszym Ojcem niebieskim, bez Jego łaski, bez starania o postęp duchowy.
W tych bolesnych próbach Bóg okazuje nam zawsze miłosierdzie, współczuje nam, przejmuje Go nędza nasza. Bóg śpieszy nam też z pomocą. My ze swej strony winniśmy naśladować miłosierdzie Boga i okazywać je z kolei kalekom, biednym, bezdomnym, głodnym, więźniom i wszystkim bliźnim, by łagodzić niesprawiedliwości i trud życia na ziemi.

Źródlo ludzkiej nędzy

Źródłem fizycznej i moralnej nędzy człowieka jest grzech pierworodny i jego skutki oraz nasze grzechy osobiste. Wszyscy doświadczamy tragicznego przewrotu w swej naturze, buntu ślepych zmysłów przeciwko przyćmionemu rozumowi i osłabionej woli. W takim buncie łamiemy przykazania i niszczymy plany Boga. Moralną nędzę człowieka dostrzegł pogański filozof Owidiusz i ujął ją w te słowa: "Widzę jasno, co dla mnie jest dobre i pożyteczne, ale idę za tym, co złe". Podobnie powiedział święty Paweł: "Nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę ? to właśnie czynię" (Rz 7, 15).
Bóg, który stworzył człowieka i cały świat z miłości, nie mógł pozwolić, żeby człowiek pozostawał na dnie nędzy i rozpaczy. Wyszedł na przeciw niego z miłością wyrozumiałą, wybaczającą, bez żadnej z naszej strony zasługi. Podał nam pomocną rękę, wyrwał naz z nędzy, z której swoimi siłami nigdy byśmy się nie wyzwolili. Uzupełnia nasze braki, obsypuje dobrami ponad miarę, na nowo przywraca do swej łaski, do życia nadprzyrodzonego, do przyjaźni z sobą, do synostwa swego i korzystania z wiecznej szczęśliwości w królestwie Swoim. Człowiek zawodzi stale, Bóg zaś nigdy! Bóg nigdy człowiekowi swej miłości nie odmawia. Na tym polega Jego niewysłowione miłosierdzie i wierność danym obietnicom. Wierność w języku biblijnym oznacza stałą przyjaźń. Możemy na Bogu polegać, gdyż pozostaje On wierny swym obietnicom.

Brzask Miłosierdzia Bożego

Dzięki miłosierdziu Bożemu upadek człowieka stał się "szczęśliwą winą" -"felix culpa", gdyż sprowadził na świat Zbawiciela. Jego Serce jest "cierpliwe i wielkiego miłosierdzia". Pierwszy objaw miłosierdzia Bożego podziwiamy już w raju. Zaraz po upadku człowieka w grzech pierworodny, Bóg zapowiada naprawę zła. Szatana, w jego walce z ludzkością, czeka klęska. Potomek Niewiasty zada mu cios decydujący o przegranej. Proroctwo to jest Protoewangelią, czyli niejako brzaskiem Dobrej Nowiny i mówi o Mesjaszu i Jego Matce, Maryi (Rdz 3, 15).
Dowody Miłosierdzia Bożego odkrywamy w całym planie zbawienia. Bóg w Miłosierdziu Swoim daje obietnicę po potopie: "Przeto już nigdy nie zgładzę żadnej istoty żywej, jak to uczyniłem; będą one zatem istniały, jak długo trwać będzie ziemia, siew i żniwo, mróz i upał, lato i zima, dzień i noc" (Rdz 8, 21-22).
Bóg bardziej jeszcze odsłania przed człowiekiem pełnię miłosierdzia przy kataklizmie Sodomy i sąsiednich miast. Sodoma została przypadkowo wpleciona w dzieje patriarchy Abrahama, gdyż w mieście tym osiedlił się jego bratanek Lot z żoną i dwiema córkami. Prorocy Starego Testamentu surowo oceniali grzechy mieszkańców Sodomy. Izajasz widział w Sodomie lekceważenie wszelkich praw i pysznienie się występkami. Ezechiel pisał o przesycie dobrami materialnymi, a także o próżności, pysze i obojętności na los biedaków. Jeremiasz przypisuje mieszkańcom Sodomy zamiłowanie do kłamstwa. Według opisu Księgi Rodzaju sam Lot odczuł na własnej skórze przewrotność i rozpustę mieszkańców.
Gdy w domu jego przebywali dwaj dorodni młodzieńcy, którzy według Biblii byli aniołami w ludzkiej postaci, podczas nocy tłum rozwydrzonych homoseksualistów otoczył dom Lota i zażądał wydania młodzieńców. Biblia nie ukrywa w jakich zamiarach ich żądano.
Sodomę, Gomorę i inne miasteczka za tę rozpustę i skrajny materializm dotknęła kara Boża. Zostały spalone ogniem. Okolice te, leżące nad brzegiem Morza Martwego, dziś całkowicie wyludnione, pustynne i odrażające swą absolutną martwotą, pełne cuchnących mineralnych wyziewów siarki, asfaltu i smoły ziemnej - z całą pewnością były kiedyś żyzną i ludną krainą, co w sposób wystarczająco pewny potwierdziły archeologiczne badania. Dokopano się bowiem nawet ruin miast o wysokim poziomie cywilizacji, których dzieje i rozwój zostały w sposób gwałtowny przecięte około 20 wieku przed Chrystusem. Zagłada przyszła zapewne w skutek gwałtownych wstrząsów górotwórczych i wybuchu wulkanów; do dziś dnia czynne tam są zresztą źródła gorącej wody, zaś ostatnie silne trzęsienia ziemi zdarzyły się bardzo niedawno, bo w roku 1927. pociągając za sobą ofiary w ludziach.
Biblia nie jest zresztą jedynym źródłem, opowiadającym o zniszczeniu kwitnącej ongiś ziemi. Pisze o tym również historyk i filozof aleksandryjski, Filon: "Spadły gęste deszcze ogniste i padały z nieustanną, ciągle odnawiającą się gwałtownością. Spalone zostały pola, łąki i pączkujące gaje. Spalone zostały na wzgórzach lasy, a pnie drzew strawił ogień aż do korzeni. Spalone zostały razem stajnie i domy, fortece i gmachy publiczne. Ludne miasta zamieniły się w groby, a gdy płomienie pożarły już wszystko co było na ziemi, przeniknęły w głąb roli, aby ją wyjałowić".

Miłosierna próba ocalenia

Jednakże Biblia nie po to opisuje katastrofę Sodomy i Gomory, aby utrwalić w pamięci ludzkiej obraz tego nieszczęścia. Biblia widzi w tym wydarzeniu nie wypadek ślepego losu, lecz wykonanie wyroku Bożego za bezbożność i bankructwo moralne ludności obu miast. Biblia chce nas czegoś uczyć.
Miasta te mogły ocaleć. Bóg byłby przebaczył ich mieszkańcom, i okazał im miłosierdzie, gdyby pokutowali i odmienili swe życie. Biblia zanotowała śmieszący jednych, irytujący drugich, sposób targowania się Abrahama z Bogiem o ocalenie mieszkańców. Targowanie się z Bogiem nie wygląda poważnie. Pamiętać jednak należy, że Biblia ta była pisana przed Chrystusem, a Bóg posłużył się do jej spisania ludźmi o mentalności tamtejszych czasów.
W każdym razie Abraham woła: "Czy zatracisz sprawiedliwego z niezbożnym?"... "Niech to będzie daleko od Ciebie ,abyś miał tę rzecz uczynić". Przy tych słowach można przypuszczać, że Abrahamowi chodzi o Lota i jego rodzinę. Ale nie! Abrahamowi chodzi o wszystkich mieszkańców Sodomy. Żal mu było miasta i ludzi, chociaż dobrze wie o panującej w niej rozpuście. Pyta: Czy nie przebaczysz temu miastu z uwagi na 50 sprawiedliwych? A jeśli z tej liczby zabraknie pięciu, czy z tego powodu zniszczysz miasto? A jeśli znajdzie się tylko 40? Nie gniewaj się: cóż, jeśli znajdzie się tam tylko 30 sprawiedliwych? A 20? Bardzo przepraszam: czy zniszczysz miasto i ludzi, jeśli znajdzie się w Sodomie dziesięciu sprawiedliwych? ... Za każdym razem Bóg odpowiada z nieznużoną cierpliwością, że nie, że nie zniszczy miasta. Ale nie znalazło się nawet tyle, więc Abraham nie śmiał już więcej Boga pytać.

Dlaczego Abraham prosi Boga o darowanie mieszkańcom winy i kary? Przecież w tamtych odległych czasach odpowiedzialność zbiorowa - wszyscy za jednego - była powszechnym obyczajem. Abraham pomija ten obyczaj. Nie wiadomo czy świadomie czy podświadomie, bez wątpienia zaś na skutek natchnienia Bożego, Abraham odkrywa zupełnie nową i zaskakującą ideę zadośćuczynienia i odkupienia; zdobywa przekonanie, że niegodziwości bardzo wielu mogą być przesłonięte, zmazane i odkupione sprawiedliwością niewielu; że sprawiedliwość i dobroć niewielu może ocalić innych, choćby i całą zbiorowość.
"Tak, nie zatracę" - mówi Bóg - "jeśli znajdzie się w Sodomie dziesięciu sprawiedliwych". Ale nie było komu osłonić grzesznych Sodomy i Gomory. Niczyja sprawiedliwość, uczciwość, i czystość, niczyja dobroć, współczucie i pokora nie przesłoniły i nie zmazały win mieszkańców. I dlatego, w pojęciu Księgi, miasta te wraz z mieszkańcami zostały starte i ziemię ogarnęło spustoszenie. Ale Biblia wierzy i wyznaje, że sprawiedliwość bodaj dziesięciu ludzi mogła przegrodzić gniew Boży; wierzy, że Bóg mógł okazać swe miłosierdzie ze względu na niewielu świętych.

Chrystus objawieniem miłości i miłosierdzia Bożego

Już historia Sodomy budzi nadzieję, że ktoś Sprawiedliwy złoży Bogu okup za wielu. Izajasz umocni tę nadzieję, przepowiadając przyjście Mesjasza. Wieścił, że nadchodzi Najsprawiedliwszy ze sprawiedliwych, który całą ludzkość ocali, sprowadzi na ziemię czasy Bożego Miłosierdzia. Wołał on: "Spuśćcie rosę, niebiosa, a obłoki niechaj zleją z deszczem Sprawiedliwego! niech się otworzy ziemia i zrodzi Zbawiciela, a sprawiedliwość niechaj wzejdzie społem" (Iz 45, 8 Wulg).
W Chrystusie objawiły się miłość i miłosierdzie Boże. "Tak Bóg umiłował świat, powie Chrystus, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony" (J 3, 16-17). Chrystus stał się głównym szafarzem miłosierdzia Bożego, postęcią centralną historii zbawienia. Rozpoczynając swą działalność zbawczą, zacytował w czasie kazania w synagodze w Nazarecie słowa proroka Izajasza o miłosierdziu: "Duch Pański spoczywa na mnie, ponieważ mnie namaścił i posłał mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidowym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnych, abym obwoływał rok łaski od Pana" (Łk 4, 18-19).

Jezus Chrystus na pierwszym miejscu okazywał współczucie ludziom ubogim, chorym, pozbawionym wolności i ślepym fizycznie czy duchowo. Miłosierdzie to stosuje przede wszystkim do ludzi potrzebujących duchowej pomocy. Jego Ewangelia jest zatem od początku do końca Ewangelią miłosierdzia. Jak dobry pasterz, szuka zagubionych owieczek. Troskę o ich dobro okazuje w sposób paradoksalny, mówiąc, że wśród mieszkańców nieba większa jest radość "z jednego grzesznika, który się nawraca, niż w dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia" (Łk 15, 7).
Radość tę przedstawia Chrystus w sposób obrazowy w przypowieści o synu marnotrawnym, który odnajduje ojca i odzyskuje dom. Przejęty żalem podnosi się z dna poniżenia, a ojciec hojnie go obdarowuje. Ojciec nędzarza mówi do swoich sług: "Rychło przynieście najlepszą szatę, a przyodziejcie go, dajcie też pierścień na rękę jego, a sandały na jego nogi. I przywiedźcie cielca tuczonego, i zabijcie, a jedzmy i weselmy się: albowiem ten syn mój umarły był, a ożył, zaginął był, a odnalazł się" (Łk 15, 11 . . .)

Bóg oddziela grzech od grzesznika

Miłosierdzia Bożego mogą nie rozumieć ci, którzy latami, dzień w dzień wiernie pełnili służbę Bogu i uszlachetniali swą duszę. W swym poczuciu sprawiedliwości czują rozżalenie. Czują, że są niesprawiedliwie traktowani. Z takiego stanowiska mówił do ojca brat marnotrawcy: "Oto przez tyle lat służę tobie i nigdym nie przestąpił rozkazu twego, a nigdyś mi nie dał koźlęcia, abym ucztował z przyjaciółmi mymi. Skoro jednak przyszedł tu ten syn twój, który roztrwonił z nierządnicami majętność swoją, zabiłeś mu tucznego cielca".
Ojciec niebieski ma swoje racje dlaczego tak postępuje wobec grzeszników, którzy się nawracają. Jest sprawiedliwy i równocześnie pełen miłości i miłosierdzia: 'Synu, tyś zawsze był za mną i wszystko, co moje, twoje jest". Wszyscy korzystamy z miłosierdzia Bożego. Pozbądźmy się tylko faryzejskiego poczucia, że jesteśmy sprawiedliwi. Jeśli bowiem uważamy się za sprawiedliwych wobec Boga - czujemy się skrzywdzeni. Ale przecież wobec Boga wszyscy jesteśmy grzesznikami, utracjuszami, nędzarzami duchowymi potrzebującymi pomocy i miłosierdzia.

Jak więc dobrze, że objawienie Boże wyjaśnia nam Jego Miłosierdzie, bo sami byśmy go nie zgłębili. Gdyby Bóg nam całkowicie pozostawił rządy nad swatem, zaprzepaścilibyśmy i siebie i świat. Nie mamy tego spojrzenia na świat co Bóg. Gotowi jesteśmy jedynie potępiać, nie zauważając wielkości powstającej lub też już istniejącej w grzeszniku. On odkrywa w błocie niemoralności klejnot, który jedynie trzeba oczyścić, by mógł świecić pełnym blaskiem. Tak było z jawnogrzesznicą umywającą Jezusowi nogi podczas uczty u faryzeusza Szymona. Faryzeusz widział w niej jedynie zło: "Gdyby on był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się go dotyka, że jest grzesznicą" (Łk 7, 39). Chrystus natomiast spostrzega jej żal i miłość: "Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała" (47).
Podobnie zaczyn dobra Chrystus odkrył w celniku Zacheuszu, do którego dom usam się zaprasza i w następstwie słyszy wyznanie: "Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie". Chrystus usłyszawszy to wyznanie stwierdza: "Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu . . . Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło" (Łk 19, 5-10).

Nawet w ostatnich minutach swego ziemskiego życia Chrystus nie przestaje szukać i zbawiać, okazywać miłosierdzie. Do dobrego Łotra proszącego Go o wspomnienie, gdy przyjdzie do swego królestwa, powie: "Dziś ze mną będziesz w raju". A za wszystkich uczestników zbrodni na Nim dokonanej prosi: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią" (Łk 23, 34).

Znakomity pisarz angielski G. K. Chesterton pisał w jednej ze swoich książek, że miłosierdzie Boga jest paradoksem. Miłosierdzie bowiem z wszelką pewnością oznacza jedną z dwóch rzeczy: wybaczanie niewybaczalnych czynów lub miłowanie nie wzbudzających miłość ludzi. Bóg raz na zawsze oddzielił grzesznika od grzechu. Grzesznika kocha, grzechu nienawidzi. Jednocześnie zaś miłosierdzie Boże stało się wzorem clla ludzi. Musimy najpierw sami okazać miłosierdzie bliźnim zanim poprosimy Boga o miłosierdzie dla siebie, według słów podanych nam przez naszego Zbawiciela: "Ojcze, przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili" (Mt 6, 12). Naszemu winowajcy musimy przebaczyć aż siedemdziesiąt razy po siedem. "Zbrodni przebaczać nie wolno - mówi Chesterton. Musimy jeszcze bardziej niż przedtem gniewać się na kradzież, a jednak złodziejowi okazać o wiele większe niż przedtem współczucie. Jest tu więc miejsce dla nieujarzmionego gniewu i nieujarzmionej miłości".

Pozostaje nam modlić się gorąco słowami świętego Pawła, aby Chrystus Miłosierny zamieszkał w sercach naszych, abyśmy się wkorzenili i ugruntowali w Jego miłości, i abyśmy mogli odczuć głębię miłości i miłosierdzia Bożego. "Szerokość, długość, wysokość i głębokość" miłości i miłosierdzia Bożego "przewyższa wszelką wiedzę", to znaczy, że miłość i miłosierdzie pozostaną dla nas na zawsze tajemnicą. Możemy je jednak opiewać teraz i na wieki.