OKRUCHY BOŻEGO CHLEBA

Radiowe przemówienie wygłoszone przez
o. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu
GODZINY RÓŻAŃCOWEJ o. JUSTYNA 28-my marca 1976

OKRUCHY BOŻEGO CHLEBA

(JE Ks. Bp. Albin Małysiak)

Wiłam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki słaropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Ojciec Kornelian (Słowo wstępne):

Przypadkowe spotkania przyjaciół należą do najpiękniejszych chwil życia i są zapowiedzią czasów przyszłych - nieba, gdzie nie będzie już żadnej rozłąki, ani cierpień rozstania. W przypadkowych spotkaniach przyjaciele mają. sobie dużo do powiedzenia. Nie wyszukują pięknych, kwiecistych słów, lecz mówią co dla nich jest najważniejsze i najdroższe.
Do takich spotkań zaliczam to, jakie za chwilę nastąpi na falach eteru - spotkanie z Wami Księdza Biskupa Albina Małysiaka, sufragana archidiecezji Krakowskiej, a zarazem zakonnika ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy świętego Wincentego a Paulo. To będzie już drugie spotkanie, bo Ksiądz Biskup był u nas cztery lata temu.
Jak tamto spotkanie, tak i to będzie miało charakter wymiany różnych cennych wartości. Ksiądz Biskup odwiedził dużo parafii polonijnych w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Nazbierał od Was wiele cennych wiadomości. We wspólnych nabożeństwach liturgicznych przeżywał swoją i waszą wiarę w Boga, Ojca wszystkich ludzi i Syna Jego, Jezusa Chrystusa, naszego Zbawiciela, a teraz podzieli się z Wami swoimi myślami.

Jego mowa będzie typowo duszpasterska. W krótkim czasie będzie się starał jak najwięcej Wam powiedzieć. Niesie Warn jakoby kosz pełen ułomków Bożego Chleba. Pamiętacie, że Chrystus polecił kiedyś swoim apostołom zebrać w kosze okruchy rozmnożonego chleba, aby się nie zmarnowały. Tak właśnie potraktujcie mowę Księdza Biskupa do Was - jako kosz pełen okruchów słowo Bożego. Nie znajdziecie w niej całych, pięknie uformowanych bochenków chleba. Raczej przygodne myśli duszpasterza, myśli, które się mu nasunęły w indywidualnych i zbiorowych spotkaniach. Jego czułe serce kapłańskie potrafiło odkryć Wasze potrzeby i teraz stara się je zaspokoić. Mowa ta trafi Wam do serca, bo jest uskrzydlona Bożą miłością. Tę gorącość miłości do Boga. do Kościoła, do Polonii, do polskiego Narodu wyczuwa się w każdym słowie. Widać, że jest to owa miłość, która - jak mówi święty Paweł - "współweseli się z prawdą" posiadaną. Przewielebnemu i Drogiemu Księdzu Biskupowi, Przyjacielowi Godziny Różańcowej oddaję głos. A oto temat Jego przemówienia:

OKRUCHY BOŻEGO CHLEBA

J.E. Ks. Bp. Albin Małysiak, Sufragan Arch. Krakowskiej:

Drodzy Słuchacze Godziny Różańcowej! Ponowne spotkanie ze Sluchaczami Godziny Różańcowej

Przed czterema laty byłem już w Ameryce. Przemawiałem wtedy w Godzinie Różańcowej. Wydawało mi się, że powtórnie nie zjawię się na kontynencie amerykańskim. Wielu jednak Słuchaczy Godziny Różańcowej pisało do Kraju, by jeszcze przyjechać. Nawiązali ze mną serdeczny kontakt. Zapewnię mnie teraz słyszycie, mili Przyjaciele. Dziękuję Wam za listy.
Również moi Wychowankowie, mieszkający w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie, zachęcali do przyjazdu. Biorąc to pod uwagę, jak również fakt, że powinna istnieć łączność między Polską i Polonią, to znaczy, że z kraju powinni przyjeżdżać tutaj i na odwrót, zjawiłem się pomiędzy Wami. I najserdeczniej wszystkich Słuchaczy Godziny Różańcowej pozdrawiam.
Ale specjalnie pragnąłbym pozdrowić tych, którzy są duszą Godziny Różańcowej, to znaczy Ojca Korneliana i jego Współpracowników. Wyrażam moją radość ze spotkania z nimi.
W okresie międzywojennym wychodził w Krakowie poczytny dziennik, który nosił nazwę Ilustrowany Kurier Codzienny. Jego współpracownikiem był pisarz i znany felietonista, Zygmunt Nowakowski. Autor ten wyjechał raz za granicę. Po dłuższym pobycie otrzymał wreszcie pocztę z Kraju, a wraz z nią swe ulubione pismo. Zobaczywszy je, powitał jak drogiego przyjaciela. Podobną radość i ja dzisiaj przeżywam, będąc w studio Godziny Różańcowej. Wiemy przecież wszyscy dobrze, w Ameryce i w Polsce, jaką wielką rolę odgrywa ona w życiu religijnym i polonijnym.

Życie religijne w Polsce

Często spotykam się tu z zapytaniami jak przedstawia się życie religijne w Kraju. Otóż muszę odpowiedzieć, że zdecydowana większość naszego narodu nadal jest wierna Bogu. Wcale nie chcę tu koloryzować i mówić zbyt optymistycznie. Wielu jest niestety takich, którzy się w Polsce zlaicyzowali, a nawet na skutek różnych warunków, całkiem utracili wiarą w Boga. Naród Polski wzięty jednak jako całość nadal trwa w wierze ojców.
Pamiętam te niedawne lata, gdy byłem jeszcze proboszczem. Przypominam sobie te tysiące wiernych, pobożnie uczestniczących w nabożeństwie niedzielnym. Na katechizację czyli na nauczanie religii przychodziły tysiące dzieci i młodzieży szkół średnich. Również młodzież akademicka przejawiała dużą żywotność religijną. Wiem o tym dobrze na podstawie badań socjologiczne duszpasterskich. Młodzież szkół wyższych wcale nie jest mniej religijna od starszego pokolenia.
Do Polski dość często przyjeżdżają przedstawiciele zachodnioeuropejskich organizacji religijnych. Pewnego dnia Kuria Biskupia przysłała do mojej parafii pięciu takich delegatów, by powiedzieć im coś o życiu religijnym naszego ośrodka. Stawiali oni pytania. Między innymi zapytali, czy studenci i studentki uczęszczają na Mszę świętą niedzielną. Powiedziałem im, że większość na pewno to czyni. Wówczas moi goście wyrazili życzenie, że chcieliby to zobaczyć. Zaprosiłem ich w niedzielę na Mszę świętą akademicką o godzinie jedenastej. Przybyli już pół godziny wcześniej. Przed kościołem i plebanią jest piękny, nieduży park. I zaczęło się coś dla moich gości niezwykłego. Oto w ostatnich minutach przed jedenasta zaczęli młodzi wypełniać kościół. Szli w grupach po pięć, dziesięć, czy dwadzieścia osób. W parku było rojno od nich i wesoło. Goście zachodnioeuropejscy bez przerwy fotografowali, wciąż trzaskały kamery fotograficzne. W ciągu dziesięciu minut, kościół mogący pomieścić ponad dwa tysiące ludzi, był całkowicie wypełniony. Moi goście byli wzruszeni i jasno stwierdzili, że tego rodzaju widok należy do wyjątków w Europie, że chyba jest jedyny. Udaliśmy się do świątyni. Młodzi ze skupieniem się modlili, pięknie śpiewali, pilnie słuchali kazania, jednym słowem głęboko przeżywali swą Mszę święta niedzielną.

Gdy mówimy o setkach i tysiącach wiernych, uczęszczających do świątyń wówczas jest mowa o tak zwanym duszpasterstwie masowym. Ale kapłan musi interesować się również grupami lub całkiem małymi zespołami. Tacy właśnie młodzi studenci przychodzili do salki katechetycznej. Czasem było ich dziesięciu, niekiedy piętnastu lub dwudziestu. Duszpasterz akademicki, lub oni sami wyznaczali sobie temat do rozważań. Dobrze pamiętam ten wtorek, o godzinie ósmej wieczorem. Do salki przybyła grupa czternastu osób, studentów i studentek. Wypowiadali się na temat: moja Msza święta niedzielna.

Twoja Msza święta niedzielna

W pewnym momencie głos zabrała Barbara, studentka czwartego roku medycyny. Mówiła, że we Mszy świętej uczestniczy tylko w niedzielę, bo w zwykły dzień jest to dla niej niemożliwe. Ale Msza niedzielna stanowi dla niej najważniejsze wydarzenie tygodnia. Już w sobotę wieczorem przypomina sobie, że jutro w kościele w specjalny sposób będzie współczuć Panu Jezusowi przybitemu do krzyża.. Ubierając się rano, i potem w drodze do kościoła, Barbara przypominała sobie Kalwarię. W świątyni zachowuje się jak inni. Odmawia głośno modlitwy, śpiewa, słucha czytań Pisma świętego i kazania. Barbara bardzo dobrze wie, że Msza święta stanowi powtórne uobecnienie Męki Chrystusowej. Patrząc na ołtarz, przypomina sobie w duchu Kalwarię, Jezusa przybitego do krzyża, Matkę Najświętszą stojącą obok, świętego Jana Ewangelistę, świętą Marię Magdalenę. Barbara mówi, że matka uczyła ją, iż święta Maria Magdalena miała specjalne nabożeństwo do przebitych stóp Jezusowych. W mieszkaniu Barbary wisiał obraz, na którym Maria Magdalena obejmuje krzyż i całuje przebite stopy Zbawiciela. Studentka Barbara podczas całej Mszy świętej, ale szczególnie w czasie podniesienia, obejmuje w duchu krzyż Chrystusowy i całuje rany Jego nóg. Modli się przy tym o miłosierdzie dla siebie, dla świata, dla Kościoła. Wyraża swą wiarę i miłość Ukrzyżowanemu Zbawicielowi.

Ze wzruszającą prostotą i odwagą mówiła Barbara o przeżywaniu swej niedzielnej Mszy świętej. My obecni, słuchaliśmy jej z największym skupieniem. Dodam od siebie, że profesorowie teologii wykładali mi o Mszy świętej. Ale Barbara do mych wiadomości dodała coś bardzo cennego. I wcale nie wstydzę się tego wyznać, że gdy odprawiam Mszę świętą mając przed sobą niekiedy tysiące ludzi, w duchu, podczas Podniesienia, obejmuję przebite stopy Chrystusowe. Proszę o pomnożenie wiary i miłości dla siebie i dla wszystkich.
Moi najdrożsi Słuchacze Godziny Różańcowej! Przybywszy tu z Polski na krótki okres pragnąłbym Wam coś przekazać, chciałbym Was ubogacić, a nawet oddać część mego serca. I chcąc to uczynić, proszę Was, byście pokochali Mszę świętą. Byście, może nawet za wzorem Barbary, obejmowali Krzyż Chrystusowy. W dobie laicyzacji i zobojętnienia religijnego, Msza święta niech będzie dla was najgłębszym przeżyciem, największą świętością. Przychodźcie na nią z całym wewnętrznym przekonaniem. Zjawiajcie się w świątyni nie tylko dlatego, że tak Was rodzice nauczyli, ale z potrzeby serca. Przychodźcie uczestniczyć we Mszy świętej niedzielnej nie ze zwyczaju, nie z szablonu i przyzwyczajenia, nie dlatego, że czegoś by Warn brakowało w niedzielę, lecz przede wszystkim dlatego, by okazać swą miłość Zbawicielowi.On tak bardzo cię umiłował, że dał się za ciebie przybić do krzyża.

Wiara w Boga przyniesie Wam szczęście

I nie tylko przez Mszę świętą łączcie się z Chrystusem. Odmawiajcie również wszystkie inne modlitwy, których nauczyli Was rodzice i wychowawcy. Bądźcie dobrymi dla drugich. Prowadźcie życie z Bogiem, a na pewno doznacie Jego radości i pociech.
I znowu pragnę Was w duchu przenieść do Ojczyzny nad Wisłą. Oto w Krakowie przy ulicy Stradomskiej 4, jeszcze kilka lat temu żyła Maria Wrochna. Liczyła sobie przeszło 70 lat, a była praczką. Gdy po raz pierwszy wszedłem do jej mieszkania, zauważyłem, że było to jedno z najgorszych mieszkań w Krakowie. Wilgoć wysoko wypełzła na ściany. Słońce nie gościło tu nigdy. Dookoła staruszki stosy bielizny czystej i niewypranej. Ręce miała zniszczone od sody i kiepskiego mydła. Wrochna była też osobą samotną. Nie miała męża i dzieci. Ale człowiek to istota towarzyska i pragnie od czasu do czasu z kimś porozmawiać. Jednak nasza praczka nie miała do kogo się odezwać. Dlatego z wioski sprowadziła sobie trzy kury. I rozmawiała z nimi. Raz mówiła tak: czemu ty czubata tak głośno gdaczesz; a ty jarzębiata nie dziobaj ceglastej. A kurki po swojemu odpowiadały: ko, ko, ko . . . Pomyślałem sobie, że naprawdę politowania godne jest życie tej praczki. Ale w pewnym momencie moje oczy spotkały się na dłuższy moment z jej oczyma. I wtedy zauważyłem w nich jakiś dziwny spokój i równowagę, a nawet radość i wesele. Nie mogłem powstrzymać się od pytania: a pani dlaczeko jest taka jakaś radosna i szczęśliwa mimo tak ciężkich warunków. A ona mi wtedy spokojnie odpowiedziała, że przecież wierzy w swojego Boga. Wówczas niby kamień z procy wyleciałem z jej mieszkania i ulicą Grodzką udałem się w kierunku Rynku z dumą w mym stroju duchownym, każdemu byłem gotów śmiało patrzeć w oczy. Każdemu niedowiarkowi i ateiście chętnie bym mówił, że ja jako kapłan nikogo nie oszukuje głosząc prawdy o Bogu. Owszem świadczę ludziom największe dobro.
I rzeczywiście, Bóg musi być pierwszą i najbardziej istotną wartością w naszym życiu. On winien stanowić cel, do którego zmierza nasze całe działanie. W życiu naszym ważne są takie zwykłe sprawy jak ubranie, jedzenie, zarobki. Ważne jest byś zdobył zawód i wykształcenie, byś posiadał dobrą pracę, przyjaciół, konto bankowe i zdrowie. Ale przecież pierwszy i najważniejszy jest BÓG.

Napisał ktoś utwór pod tytułem: "Drzewa umierają stojąc." My śmiało możemy stwierdzić, że człowiek umiera sam. Na pewno sam! I wygrasz batalię o swoje życie, gdy odchodząc z tego świata okażesz się przyjacielem Bożym.
Ale chodzi nie tylko o godzinę śmierci. Ważny jest każdy dzień twego życia. Dobrze gdy przeżywasz go z Bogiem. Na każdym kroku widzisz, jak ludziom ulatuje młodość, tracą sławę, pieniądze, władzę, przyjaciół. I bardzo często człowiek zostaje tylko ze sobą. Ż dala jest partia polityczna, medycyna bezradnie rozkłada ręce. Człowiek zostaje sam ze sobą. I dobrze jest, gdy wówczas za wzorem samotnej praczki Wrochny może powtórzyć: ja przecież wierzę w mojego Boga. On jest moją radością.

Nie wstydzić się polskości

Drodzy Słuchacze Godziny Różańcowej! Jako duchowny, z powołania mego, muszę Wam przypominać sprawy Boże. Do mnie całkiem marginesowo należą ekonomia, socjologia, sprawy polityczne. Jako biskup staram się przypomnieć Wam naszego Boga. Ale jestem też Polakiem. Przybywam z Kraju.
I obok zagadnień religijnych bez przerwy stają mi przed oczyma te nasze problemy, polskie i polonijne.
W naszej historii przez całe dziesięć wieków tak się już układało, że Kościół i Naród tworzyli jedno. Gdy narodowi wiodło się dobrze, również i Kościołowi. A gdy Kościół był prześladowany, cierpiał też naród. Stąd to księża i biskupi zawsze czuli się odpowiedzialnymi za losy narodu.
Stojąc na tym stanowisku staram się zwrócić uwagę na niektóre z naszych problemów. Właściwie stale trzeba je przypominać. Otóż między innymi powinniśmy być dumni z naszego polskiego pochodzenia. W żadnym wypadku nie wstydźmy się swej polskości. Nasz naród jest wielkim narodem. Już w wieku X posiadaliśmy silne państwo. W XVI wieku stanowiliśmy największą potęgę polityczną Europy. W życiu publicznym ojcowie nasi starali się na ogół kierować zasadami uczciwości i sprawiedliwości. Przykładem tego są choćby dwa znane fakty historyczne. A mianowicie, Unia Polsko-Litewska i Konstytucja Trzeciego Maja. Unią z Litwą zachwycał się między innymi znany niemiecki pisarz protestancki, Fryderyk Wilhelm Foerster. Zauważa, że to pokojowe załatwienie wszystkich spraw dwóch sąsiednich narodów (przy czym jeden drugiemu przekazał skarb wiary chrześcijańskiej) powinno stanowić przykład dla wielu innych społeczności. Polska Konstytucja Trzeciego Maja jest wyrazem sprawiedliwości społecznej i dojrzałości politycznej. Rosja, Prusy, Austria nie dopuściły, by Polacy wprowadzili Konstytucję w życie. Przez rozbiory te państwa zadały straszliwy gwałt Polsce. Wówczas gdy we Francji spadały z gilotyn tysięce głów, u nas bez rozlewu krwi uchwalono najbardziej postępową na ówczesne czasy konstytucję.

Nasze trudne położenie geograficzne stało się powodem wielkich klęsk politycznych i militarnych. Ale naród polski nad wszystko ukochał wolność. Zawsze o nią walczył, dowartościowując w ten sposób tę cenna ideę wolności w ogólnoludzkim skarbcu.
Naród polski jest też narodem szlachetnym, inteligentnym, twórczym i pracowitym. Gdziekolwiek dziś zjawia się polski robotnik, majster, inżynier, artysta, uczony czy duchowny, wszędzie jest wysoko ceniony. Właśnie za pracowitość, sumienność, polot. Dlatego można wołać byśmy podnosili głowę do góry, byśmy nie mieli najmniejszych nawet kompleksów, lecz zawsze z dumą przyznawali się do polskiego pochodzenia. O ile gdzie, to poza granicami kraju warto to przypomnieć.

Mowa polska twym drugim językiem

Adresuję do Was jeszcze inną serdeczną prośbę. Nie zagubcie skarbu polskiej mowy. Stara Polonia zachowała język swych ojców do dnia dzisiejszego. Oby nadal tak było. Wykształcony, kulturalny Amerykanin czy Europejczyk zna w zasadzie dwa języki. Językiem angielskim rozmówicie się z kim potrzeba prawie na całym globie. Drugim językiem Amerykanina polskiego pochodzenia niech będzie język jego przodków, język polski. Władając tym językiem rozmówicie się z 40 milionami ludzi. Odwiedzając Polskę, będzie Warn bardzo przyjemnie rozmówić się tym językiem. Mowa polska daje Warn klucz do bogatych skarbów kultury polskiej, szczególnie do literatury. Ta literatura posiada bardzo wysoką lokatę w świecie. Śmiało można ją umieścić obok literatury amerykańskiej, angielskiej, francuskiej czy hiszpańskiej.
W tym celu chętnie posyłajcie Wasze dzieci do polskich szkół sobotnich. Warto też naśladować te rodziny, w których w jednym, w dwóch, a nawet w trzech dniach w tygodniu mówią tylko po polsku. Problem przekazania języka dzieciom czy wnukom jest na pewno bardzo trudny. I są już liczne rodziny, w których młode pokolenie w ogóle nie mówi po polsku, albo mówi bardzo słabo. Ale spotkać też można wiele rodzin, w których młodzi znając świetnie język angielski, mówią również dobrze po polsku. Czytajcie pisma wydawane w naszym języku. Choć są one już bardzo nieliczne, to jednak redakcje muszą pilnie poszukiwać prenumeratorów. Słuchajcie radiowych audycji polonijnych, zorganizowanych w większych ośrodkach. A was jako ludzi wierzących specjalnie proszę, byście pilnie słuchali Godziny Różańcowej. Zauważyłem, że język tych audycji jest bardzo prosty i zrozumiały, a równocześnie stylistycznie i gramatycznie piękny.

Zwracam się ze specjalnym apelem do Rodaków, w ostatnich latach a nawet miesiącach przybyłych z kraju. Wiem, że wielu z Was w tempie uczy się języka angielskiego, równocześnie pracuje, a nawet studiuje. Macie dużo pracy. Koniecznie jednak zgłoście się do najbliższego kościoła polonijnego. Tam uczestniczyć będziecie w nabożeństwie odprawianym w języku polskim. Żaden to przecież problem przejechać w niedzielę tych kilka mil. Nawiążcie również łączność z organizacjami polonijnymi lub zakładajcie swe nowe. Winniście trochę czasu poświęcić sprawom religijno-społecznym. Ze względu na ustalony tu porządek duszpasterski zapiszcie się również do polskiej, rzymsko katolickiej Darafii. Możecie sobie wybrać tę, która Warn najwięcej odpowiada.

Polak Polakowi bratem

Wszystkich ludzi należy objąć kochającym sercem, również swoich, może nawet w pierwszym rzędzie. Obserwując życie naszych polonijnych braci zauważam, że potrzeba nam jeszcze więcej jedności. Mówmy o tym co nas łączy, nie o tym, co dzieli. A przecież tak bardzo wiele nas łączy. A więc wspólna ziemia przodków, język, kultura, nasze smutne niekiedy i dość często pełne chwały dzieje. Polak Polakowi niech będzie bratem. Ci, którzy przybyli tu dawniej i już dość dobrze się zakorzenili, niech pomagają świeżo przybyłym. Ci zaś, którzy doznali pomocy, niech umieją być wdzięcznymi. Nie wolno odwrócić się na pięcie i nawet nie podziękować za okazane serce. Otrzymawszy pomoc, należy ją z kolei świadczyć drugim. Niektóre grupy narodowościowe, etniczne mają wielkie poczucie jedności. Są doskonale zorganizowane. Należy je w tym naśladować. Wypominają nam niekiedy, że polska grupa etniczna nie bardzo dba o swa spoistość, i nie zależy jej na opinii pod tym względem.

Odwiedzajcie Ojczyznę swych przodków

Wzajemne kontakty Polonii i dawnej Ojczyzny są wskazane i pożyteczne dla obydwóch stron. Przyjedźcie do Polski pomodlić się na grobie rodziców, albo dziadków. Przybądźcie zobaczyć kościół, w którym byliście ochrzczeni i przyjęliście pierwszą Komunię świętą. Przyjedźcie, byście mogli pełni zadumy oglądnąć wieś tych praojców, pochodzić po tamtejszych polach i łąkach. Czekamy na Was ze staropolską gościnnością i otwartym sercem. Prawie wszyscy, którzy przybywają do Polski wracają stamtąd bardzo zadowoleni i pełni radości. Młodzi, urodzeni w USA odczuwają zew krwi. Polska głośno do nich woła, że z niej wyśli, że nie mają się czego wstydzić. Spotkałem młodego Amerykanina, który wróciwszy ze starej ojczyzny już trochę mówił po polsku i z dumą powtarzał: I am Polish - Jestem Polakiem!

Bądź Słuchaczem i apostolem Godziny Różańcowej

Czas mojego przemówienia dobiega do końca. Mam jeszcze do Was wyjątkowo serdeczną prośbę. Bądźcie bardzo gorliwymi Słuchaczami Godziny Różańcowej. Mówcie też drugim o niej, bądźcie jej propagatorami.
Gdy wielu opuszcza polonijne parafie, osiedlając się poza miastem, gdy Polacy bardzo często żyją nie w zwartych jak dawniej grupach, lecz w rozproszeniu, łatwo poprzez fale radiowe mogą utrzymać kontakt z językiem polskim w Godzinie Różańcowej.
Radio, telewizja i inne środki masowego przekazu prawie przez całą dobę przedstawiają Wram sprawy życia codziennego. W Godzinie Różańcowej słyszycie o tym, co dla Was jest najważniejsze. Tu jest mowa bezpośrednio o Bogu, do którego macie należeć w tym i przyszłym życiu. Przypominając Wam życie wieczne i w pewnym stopniu dając Warn je przez dobrą pogadankę religijną, znakomicie ubezpiecza Was na przyszłość. W ten sposób Godzina Różańcowa staje się twym prawdziwym przyjacielem. Nie rozstawajcie się z nim nigdy, pokochajcie go jeszcze więcej. Mówcie o nim znajomym i najdroższym. Zdobywając choć jednego słuchacza dla Godziny Różańcowej przysługujecie się sprawie polonijnej, a przede wszystkim Bożej. Nie wielki to dla Was, Najdrożsi Słuchacze, trud, by zdobyć choć jednego zwolennika tej największej polonijnej ambony. Ale gdyby każdy słuchający to uczynił, dokonalibyście wielkiego dzieła. Serdecznie Was proszę, podejmijcie się tego wysiłku.

I jeszcze jedno. Na tym świecie sprawy duchowe łączą się z materialnym. Wspomagajcie również swymi ofiarami Godzinę Różańcową. Koszty nadawania programu są bardzo wysokie. Może się ktoś zdziwi, że przypominam tu sprawy gospodarcze. Ale mam wzór u świętego Pawła, który co pewien czas wspominał o ofiarach składanych przez wiernych.
Wielu ludzi ma swych ulubionych pisarzy, artystów, sportowców, gwiazdy filmowe. Cieszą ich ulubione programy radiowe i telewizyjne. Do żelaznego repertuaru Waszego programu, któremu poświęcacie swój czas, niech na pewno należy Godzina Różańcowa.
Tu, w studio wszystko jest skromne i proste. Wydaje mi się, że równocześnie franciszkańskie i wielkie. Proste było życie świętego Franciszka i wielkie. Zwykłym wydawało się prawie przez cały czas życie błogosławionego Ojca Kolbego. Prostym był "Mały Dziennik" z Niepokalanowa, ale równocześnie wielki. Oby dzięki Waszej prostej współpracy i przyjaźni akcja Godziny Różańcowej stawała się coraz bardziej wielka.

Moi Ukochani i Najdroższi Słuchacze. Na zakończenie jeszcze raz bardzo serdecznie Was pozdrawiam. Udzielani Wam również biskupiego błogosławieństwa: Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec, Syn i Duch Święty! Szczęść Warn Boże!
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Ojciec Kornelian:
Dziękuję serdecznie Księdzu Biskupowi w imieniu wszystkich Słuchaczy Godziny Różańcowej za tak piękną i podniosłą treść przemówienia. Cieszymy się z tego spotkania. Wierzymy, że wszystkie spotkania z ludźmi kochającymi Boga poprzedzają to niewysłowione spotkanie z Bogiem twarzą w twarz, w Jego Królestwie. Na razie drogi nasze muszą się rozejść. Ksiądz Biskup wraca do swojej diecezji, do swojej pracy. Wraca z sercem, które objęło dla Boga jeszcze więcej ludzi. W Polsce będzie głosił rodakom o głębokiej wierze współrodaków z Ziemi Washingtona, Jeffersona, Franklina . . .
Prosimy, Księże Biskupie, zapewnić wiernych w Polsce o wielkiej życzliwości całej Polonii dla Kraju Przodków i o naszych modlitwach za Kościół w Polsce i za cały Naród, któremu wiara katolicka daje siłę i męstwo do przeciwstawienia się wojującemu bezbożnictwu gwałcącemu podstawowe prawa osoby ludzkiej.