PIERWSZA RODOWITA AMERYKAŃSKA ŚWIĘTA

Radiowe przemówienie wygłoszone przez
o. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu
GODZINY RÓŻAŃCOWEJ o. JUSTYNA

9-ty listopada 1975

PIERWSZA RODOWITA AMERYKAŃSKA ŚWIĘTA
(św. Elżbieta Seton)

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Do niedawna Kościół katolicki w Stanach Zjednoczonych modlił się do świętych, którzy przybyli do Ameryki z innych krajów. Są nimi Francuzi święci Izaak Jogues i Rene Goupil, zamęczeni przez Mohawków pod Amsterdamem w stanie Nowego Yorku, Włoszka - święta Franciszka Ksawera Gabrini, Czech - błogosławiony John N. Neuman. W Chicago działały w opinii świętości polska zakonnica Maria Dudzik i założycielki Sióstr Zmartwychwstanek - służebnice Boże Jadwiga i Teresa Borzęckie.
Katolicy amerykańscy chcą mieć też swoich świętych, choćby na dowód dojrzałości duchowej kraju, który przecież jeszcze niedawno, bo do roku 1911 był krajem misyjnym. Pragnienia Amerykanów spełniły się 14 września bieżącego roku, gdy Papież Paweł VI-ty wyniósł na ołtarze pierwszą rodowitą Amerykankę Elżbietę Annę Bayley-Seton. Uroczystość kanonizacyjna ściągnęła do Rzymu stutysięczną rzeszę wiernych, w tym 16 tysięcy samych Amerykanów z imponującą liczbą duchowieństwa: 6 kardynałów, 80 biskupów, 700 księży i 1300 zakonnic. Z najbliższej rodziny Elżbiety Seton było koło 30 osób.
W dzisiejszej pogadance przybliżę Wam tę świetlaną i uroczą postać. Tytuł pogadanki:

PIERWSZA RODOWITA AMERYKAŃSKA ŚWIĘTA

Czym jest kanonizacja Elżbiety Seton?

Świecka prasa amerykańska z uczuciem pewnego zawodu stwierdziła, że Ameryka została potraktowana po macoszemu skoro się zważy, że taka pogańska Uganda, kraj w sercu Afryki, ma już 22 świętych, Japonia 20, a Anglia 40. Należy jednak pamiętać, że kanonizacja Elżbiety Seton nie powinna być rodzajem narodowego triumfalizmu, okazją do gloryfikacji amerykańskiego stylu życia. Przez każdą kanonizację - podobnie jak przez liturgię - Kościół wychowuje nas i poucza jak powinniśmy spełniać swe powołanie życiowe, niezależnie od stanu i warunków życia, w jakich Opatrzność nas postawiła. Zarówno człowiek świecki czy duchowny, mężczyzna czy kobieta, uczony czy nie, wszyscy mamy służyć Bogu.

Z racji obchodu rocznicy Niepodległości Stanów Zjednoczonych kanonizacja Matki Seton wskazuje narodowi amerykańskiemu dalszą drogę rozwoju podstawowych wartości duchowych, materialnych, narodowych.
Z racji zaś Międzynarodowego Roku Kobiet Kościół stawia świętą Elżbietę za wzór wszystkim Amerykankom, których powołanie i godność w obecnych przełomowych czasach są tak bardzo zagrożone. Kanonizacja pierwszej rodowitej Amerykanki wcale nie świadczy, że naród nie ma innych świętych. Niekanonizowanych ma wiele - pośród tych którzy pracują na roli ,trudzą się przy ognisku domowym, w szkole, w zakładach fabrycznych, a zwłaszcza pośród tych, którzy cierpią w szpitalach i w przytułkach. Święta Elżbieta Seton ich symbolizuje i przedstawia.

Dziecko Rewolucji Amerykańskiej

Kanonizacja Matki Seton zbiega się z obchodem Dwustulecia Niepodległości Stanów Zjednoczonych, podobnie jak Jej urodziny przypadły w przeddzień Aktu Niepodległości. Podkreśla się, że Elżbieta Seton była przy narodzinach Stanów Zjednoczonych i była spokrewniona z historycznymi i wybitnymi postaciami tego czasu. Kanonizacja Jej zbiega się też z Międzynarodowym Kongresem Eucharystycznym. Jest to opatrznościowe, bo Elżbieta Seton jest wielką czcicielką Najświętszego Sakramentu.

Elżbieta Anna Bayley urodziła się 28 sierpnia 1774 roku w Nowym Yorku, dwa lata przed ogłoszeniem Deklaracji Niepodległości, kiedy atmosferą społeczno-polityczną trzynastu kolonii angielskich wstrząsały już nastroje rewolucyjne. Betty rośnie, gdy wzmagał się ogień rewolucji, który sprowadził donośne zmiany. Patrzy na przemarsze wojsk brytyjskich i kolonialnych i przeżywa oblężenie Nowego Yorku. Gdy miała dziewięć lat, ojciec zabrał ją wraz siostrą Marią na pierwszą publiczną uroczystość uczczenia nowej flagi amerykańskiej - "Stars and Stripes". Gdy miała piętnaście lat, wraz ze swym ojcem była świadkiem zaprzysiężenia pierwszego prezydenta Stanów Zjednoczonych Jerzego Washingtona i w tym samym roku przeżywała ogłoszenie Konstytucji Amerykańskiej. Jako dorosła kobieta była czynna w kołach republikańskich. Jej mąż William Seton organizował bal na cześć prezydenta Washingtona z okazji 65 rocznicy jego urodzin. Elżbieta miała 23 lata i jako jedna z najpiękniejszych kobiet nowojorskich była duszą tego balu. Wzięła udział w uroczystym tańcu, choć - jak potem powie - towarzyski "taniec nigdy nie miał na nią innego wpływu jak tylko ten, że ją nastrajał do najbardziej niewinnej radości".

Rodzice

Ojciec Elżbiety, Richard Bayley, pochodzący z zasłużonej rodziny angielskiej, spokrewnionej z francuskimi hugenotami, przybyłymi do Ameryki w XVII wieku, był zdolnym i ofiarnym lekarzem, inspektorem zdrowia na okręg Nowego Yorku i okolicy, oraz profesorem anatomii na wydziale medycyny przy uniwersytecie Columbia. W pierwszych dniach Rewolucji Richard Bayley służył jako chirurg w angielskiej armii okupującej Nowy York. Wówczas większość mieszkańców trzymała stronę króla uważając, że próba oderwanie się od Anglii jest przedwczesna i skończy się tragicznie dla Kolonii. Gdy jednak wielu zwolenników króla, tak zwanych rojalistów opuściło kraj i udało się do Kanady, względnie do Nowej Szkocji, ojciec Elżbiety pozostał w Nowym Yorku, świadcząc po czyjej stronie było jego serce.

Matka Elżbiety, Katarzyna Charlton, Angielka, była córką pastora episkopalnego. Rodzice mieli trzy córki: Marię, Elżbietę i Katarzynę. Ale matka umarła, gdy Elżbieta miała niecałe cztery lata. Ojciec ożenił się po raz drugi z Charlotte Barclay, której dalszym krewnym był późniejszy prezydent Franklin D. Roosevelt. Jako gubernator Nowego Yorku, Franklin D. Roovelt pisał, że "w jego młodości ojciec często opowiadał o Matce Seton . . . Jej szwagierka była jego praciocią, a jej siostrzeniec, arcybiskup Bayley, był pierwszym kuzynem jego ojca, Jakuba Roosevelta . . . W rodzinie pielęgnowano tradycje świątobliwej Matki Seton".
Elżbieta otrzymała solidne wychowanie i wykształcenie. Grała też na fortepianie i biegle mówiła po francusku i modliła się w tym języku aż do śmierci.

Gorliwa protestantka

Elżbieta była gorliwą protestantką. Brała czynny udział w nabożeństwach w kościele Świętej Trójcy przy Broadway ulicy, dokąd uczęszczali również Jerzy Washington i Aleksander Hamilton. Na szczególne podkreślenie zasługuje jej wielkie nabożeństwo do Ostatniej Wieczerzy Pańskiej i protestanckiego obrządku Komunii świętej, aczkolwiek większość protestantów nie uznaje istotnej obecności Chrystusa w Eucharystii. Protestanci nie mają sakramentu kapłaństwa i dlatego nie mogą mieć i nie mają Najświętszego Sakramentu. Najświętszy Sakrament jest skarbem Kościoła katolickiego. Mimo wszystko nabożeństwa episkopalne były dla Elżbiety źródłem głębokich duchowych przeżyć.
Czym dla Elżbiety był episkopalny obrzęd eucharystyczny, świadczą jej własne słowa: Jest to "pieczęć przymierza, która - wierzę w to - nie będzie nigdy złamana, ani za życia, ani po śmierci, ani w wieczności".
Zasługą Kościoła Episkopalnego jest to, że właśnie on rozbudził w duszy Elżbiety głębokie życie religijne i pielęgnował w jej sercu chrześcijańskie cnoty. Kościół katolicki wznieci w jej sercu miłość Eucharystii, która w późniejszych latach dała jej pełnie szczęścia.

Lata radości i cierpień

Elżbieta miała wszystko, o czym marzy każde Amerykanka. Miała dobrego i kochającego ojca, rodzeństwo, krewnych, opływała w dostatki, cieszyła się powodzeniem. Właśnie podczas spotkań towarzyskich swą urodą i wdziękiem zwróciła na siebie uwagę dwudziestopięcioletniego Williama Magee Seton, potomka starej szkociej rodziny i spadkobiercy znacznej fortuny ulokowanej w nowojorskiej firmie eksportu i importu. Mając dziewiętnaście lat zawiera z nim ślub dnia 25 stycznia 1794 roku.
Młodzi Setonowie mieli szerokie powiązania społeczne i towarzyskie. Parokrotnie zmieniali miejsce zamieszkania, ale zawsze pozostawali w obrębie elitarnego, modnego i luksusowego śródmieścia, w którym skupiły się wysokie kamienice, stojąc przy szerokich ulicach. Raz mieszkali pod numerem 27, przy Wall Street, tylko o jedne drzwi dalej od rodziny Aleksandra Hamiltona, byłego adiutanta i osobistego sekretarza Jerzego Washingtona, a potem sekretarza skarbu w jego gabinecie. Bóg obdarzył ich pięciorgiem pięknych dzieci.

Elżbieta miała serce wrażliwe na potrzeby drugich. Wśród radości i dostatków, Elżbieta nie zapominała o ludzkiej nędzy. Ze swą szwagierka Rebeką odwiedzała domy biedaków i dzieliła się z nimi chlebem, stąd nazywano je "protestanckimi siostrami miłosierdzia".
Od roku 1800 w życiu Elżbiety nastąpiła radykalna zmiana. Prysło szczęście ziemskie, a cierpienie za cierpieniem nawiedzały dom. Prowadzona wojna z Francją Napoleona, chociaż nie była oficjalnie wypowiedziana, odbiła się ujemnie na interesach Williama Seton. Ich przedsiębiorstwo popadło w bankructwo.
W roku 1801 ukochany ojciec Elżbiety padł ofiarą żółtej febry, gdy ratował od tej plagi imigrantów. Największy jednak cios spadł niespodziewanie, gdy jej mąż William zapadł na gruźlicę. Setonowie udali się do Włoch, bo klimat tego słonecznego kraju mógł zahamować rozwój choroby. Towarzyszyła im ośmioletnia córka Annina. Dnia 18 listopada, 1803 roku wylądowali w Livorno, gdzie musieli przejść kwarantannę przeciwko żółtej febrze. Odosobnienie i bardzo złe warunki kwarantanny pogorszyły stan zdrowia jej męża i przyśpieszyły jego śmierć. Umarł w Pizie dnia 27 grudnia 1803 roku. Elżbieta z córką znalazły gościnę u przyjaciół w Pizie, w bogatej rodzinie Filicchi.

Spotkanie z katolicyzmem

We Włoszech Elżbieta zetknęła się po raz pierwszy z atmosferą katolickiego środowiska. Antoni Felicchi z żoną z domu Miss Cowper z Bostonu i jego młodszy brat Filip Filicci z żoną Amabilią Baragazzi byli dla Elżbiety przykładem katolickiej pobożnośi. W niedługim czasie Elżbieta poddała się działaniu głębokiej, mistycznej mocy Najświętszego Sakramentu. Nawiedzała kościoły w Pizie i we Florencji. Jezus ukryty w tabernakulum zsyłał na nią obfity deszcz łask.
Pewnego razu, podczas pielgrzymki, którą odbywała razem z rodziną Filicchi, Elżbieta wstąpiła do kościoła Matki Boskiej Łaskawej w Montenero i tam uczestniczyła we Mszy świętej. W chwili Podniesienia młoda turystka angielska w sposób ordynarny, dość głośnym głosem powiedziała wprost do ucha Elżbiecie: "Oto, co oni nazywają Prawdziwą Obecnością". Reakcja Elżbiety była wręcz odwrotna, niż spodziewała się młoda Angielka. Elżbietę uraziła gruboskórność turystki a światło łaski rozjaśniło jej umysł. Oto jak sama opisuje to przeżycie: "Zostałam do głębi wstrząśnięta i serce zadrżało we mnie ze wstydu i żalu, że w tak bezduszny sposób przerwano moment świętej adoracji, gdy wokoło panowała cisza, a ludzie klęczeli w pokorze. Bezwolnie pochyliłam się ku posadzce i ze łzami w oczach pomyślałam o słowach świętego Pawła: "Nie zważają na Ciało Pańskie" - i zaraz potem pomyślałam: "dlaczego mają oni spożywać i pić wyrok sobie, nie zważając na Ciało Pańskie, jeśli istotnie Jego tam nie ma? A jak się to dokonuje, że Ono tam jest? I jak się stało, że On tchnął we mnie moją duszę? I setki innych pytań przemknęło mi przez głowę, na które nie umiałam znaleźć odpowiedzi. Jestem sama matką i jako matce przyszła mi też myśl - jak to było, gdy nasz Pan był maleńkim dzieckiem w zaraniu swego ziemskiego istnienia w łonie Maryi?"

Działanie Ducha Świętego

Prawda o rzeczywistej obecności Bożej w Najświętszym Sakramencie urzekła Elżbietę. W jednym z listów do Rebeki Seton, siostry męża, która później pójdzie za przykładem Elżbiety, nawróci się i zostanie katoliczką - tak o tym pisze: "Jakże byłybyśmy szczęśliwe, gdybyśmi wierzyły, tak jak te poczciwe dusze wierzą, iż mają Boga w Sakramencie, i że On przebywa w ich kościołach, a gdy są chorzy - przynoszą Go do nich. Gdy widzę przez okno jak niesiony jest Najświętszy Sakrament czuję cały smutek i samotność mego losu i nie mogę powstrzymać się od łez myśląc: "Mój Boże, jakże byłabym szczęśliwą, nawet teraz - oddalona od wszystkiego co mi jest drogie - gdybym mogła odnaleźć Cię w kościele. Kaplica jest tak blisko mnie, w samym domu pana F. (Filicchi), jakże więc często mogłabym Ci opowiadać o smutku mego serca i wyznawać grzech mego życia".

Pobyt Elżbiety we Włoszech trwał niecałe pięć miesięcy. Po 56 dniach podróży morskiej Elżbieta wróciła do Nowego Yorku, 4 czerwca 1804 roku.
Na przystani witały je ze łzami radości dzieci i rodzina. Elżbieta jeszcze rok wahała się z powzięciem ostatecznej decyzji przystąpienia do Kościoła katolickiego i w dalszym ciągu uczęszczała na nabożeństwa episkopalne, ale serce jej było pod urokiem katolickiej nauki o Eucharystii. Później wyznała: "Swoje nawrócenie zawdzięczałam temu, że odwiedziłam katolicki kraj - Italię".

Nawrócenie

Eucharystia stała się punktem zwrotnym w jej życiu. Ona zadecydowała o jej nawróceniu. Elżbieta w głębi duszy nie miała przekonania do mocy rozgrzeszania protestanckiego biskupa. Modlili się oni nad wiernymi, ale przecież sami episkopalianie nie uznają apostolskiej mocy odpuszczania grzechów. Raziły ją też słowa wymawiane przy Komunii, bo były zmienione i rozwodnione. Przed rokiem 1789 anglikański modlitewnik (Book of Gommon Prayer) używany w amerykańskim Kościele episkopalnym, głosił: "Ciało i Krew Chrystusa są prawdziwie i rzeczywiście przyjmowane przez wiernych w Wieczerzy Pańskiej". W następnym roku amerykański Kościół episkopalny zastąpił te słowa następującą formułą: "Ciało i Krew Chrystusa są duchowo brane i przyjmowane ..." I to stało się bezpośrednią przyczyną, iż Elżbieta odrzuciła wierzenia episkopalne i jak sama się wyraziła: "wyszła z domu jako protestantka, a wróciła jako katoliczka". Dnia 14 marca 1805 roku, w kościele świętego Piotra na Barclay Street w Nowym Yorku Elżbieta została przyjęta do Kościoła katolickiego. Dnia 20 marca odbyła spowiedź, a 25 marca, w święto Zwiastowania po raz pierwszy przyjęła Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Uczucia swe przekazuje w liście do Amabilii:
"Nareszcie, Amabilio, nareszcie Bóg jest mój i ja jestem Jego. Przyjęłam Go! Bardzo to przeżywałam poprzedzającego wieczora. Obawiałam się, że nie uczyniłam wszystkiego co należy, by się lepiej do tego przygotować, a mimo to byłam pełna nadziei i ufności w Jego dobroć. Mój Boże! Do ostatniego tchnienia mego życia będę pamiętała tę noc, gdy czuwałam do świtu z lękliwym biciem serca, które zdawało się uchodzić z życiem. Długa droga do miasta . . . Każdy krok miał wtedy znaczenie . . . Coraz bliżej do tej ulicy . . . Coraz bliżej do tabernakulum ... do tej chwili, gdy On zechce wstąpić do małego, ubogiego przybytku, który do Niego należy. A gdy to uczynił, myślałam wyłącznie: niechaj powstanie Pan i niechaj nieprzyjaciele Jego będą rozproszeni, bo wydawało mi się w tym momencie, że to król wstępuje, by objąć swój tron i zamiast pokornego, czułego powitania, jakie Mu chciałam zgotować, poczułam się uosobieniem triumfu, radości, i wesela, że Zbawiciel przybył, aby mnie bronić, dać mi siłę i zbawienie w tym świecie i w przyszłym".

Krokami olbrzyma na drodze świętości

Od tej chwili Elżbieta dąży do świętości krokami olbrzyma, ale po drodze krzyżowej. Dusze są bowiem jak atleci. I one jak atleci potrzebują godnych siebie przeciwników, a nimi są pokusy, trudności i cierpienia. Dusze rozwijają się w ogniu próby. Walka z przeciwnościami wzmaga siły duchowe.
Przepełniała jej serce ogromnym smutkiem wrogość większości rodziny i przyjaciół, okazywana Elżbiecie na wieść o jej przejściu do zanienawidzonych "papistów", jak pogardliwie nazywano katolików. Odmówiono jej wszelkiej pomocy. Aby więc zarobić na utrzymanie swoje i dzieci, założyła w Nowym Yorku pensjonat dla chłopców do spółki z panem White, a później z panem Harris. Obaj ci panowie byli protestantami i do ich szkół uczęszczali pensjonariusze Elżbiety. Protestancka opinia publiczna uznała wkrótce, że byłoby rzeczą niebezpieczną powierzać protestanckie dzieci opiece katoliczki, skutkiem czego liczba chłopców w jej zakładzie zmalała. Między innymi i to wpłynęło, że Elżbieta przeniosła się do katolickiego stanu Maryland.

Pionierka systemu szkól katolickich

Elżbieta otwarła pierwszą katolicką szkołę elementarną w Baltimore, dnia dziewątego czerwca 1808 roku. Tym samym dała podwaliny pod system prywatnych" szkół katolickich w Stanach Zjednoczonych. Program szkoły obejmował czytanie, pisanie, arytmetykę, język angielski i francuski, roboty ręczne, rysunki, muzykę oraz religię.
Wkrótce dom w Baltimore stał się za ciasny. Elżbieta przeniosła się do Emmitsburg'a, położonego 60 mil od tego miasta. Jednocześnie marzyła o założeniu zgromadzenia religijnego sióstr, które by miało za cel pracę charytatywną, a przede wszystkim nauczanie dzieci religii. Arcybiskup John Carroll, pierwszy biskup Baltimore i Stanów Zjednoczonych, długi czas wahał się z udzieleniem jej na to pozwolenia, gdyż Elżbieta miała jeszcze przy sobie czworo własnych dzieci. Ale gdy przyszłość dzieci była już zabezpieczona, Elżbieta złożyła śluby zakonne dnia 25 marca, 1809 roku. Odtąd wszyscy nazywali ją "Matką Seton".

W "Białym Domu", jak zwano siedzibę zgromadzenia w Emmitsburgu, cela matki Seton połączona jest drzwiami z przyległą kaplicą i ta bliskość Boga w Sakramencie ołtarza była dla niej źródłem radości i mocy, o czym świadczą jej własne słowa: "Przez cały dzień, siedząc czy stojąc, jestem naprzeciw Jego Tabernakulum, a serce moje kieruje się ku Niemu jak wskazówka kompasu ku biegunowi, a tym więcej jeszcze w nocy, wprost do szaleństwa, gdyż mam skromne prawo być blisko Niego".
Jak wszyscy święci, tak i Elżbieta szybko się spala w miłości do Boga i ludzi. Umarła w 46 roku życia. Żegnając się mówi do swoich duchowych córek: "Bądźcie dziećmi Kościoła! Bądźcie dziećmi Kościoła!"
Gdy wśród cierpień podawano jej lekarstwo na uśmierzenie bólu, powiedziała do siostry pelęgniarki: "Nie ma znaczenia ten napój; jeszcze jedna Komunia święta, a potem wieczność". I rzeczywiście to była jej ostania Komunia święta. Przeniosła się do wieczności dnia 4 stycznia 1821 roku.Przypomnę rok 1804, w którym Elżbieta Seton wróciła z Włoch do Stanów Zjednoczonych. Kraj przeżywał wówczas wielkie napięcie, które da się porównać z emocja jaką myśmy przeżywali w czasie lądowania amerykańskich astronautów na księżyciu. Prezydent, Thomas Jefferson, wysłał wtedy niewielką ekspedycję pod kierownictwem kapitanów M. Lewis'a i W. Clark'a na zbadanie nieznanych terenów leżących na Zachód od rzeki Mississippi. Wyprawa zwycięstko przebyła Góry Skaliste, dotarła do brzegów Oceanu Spokojnego i po dwóch latach niezwykłych przygód wróciła. Odtąd przysłowiem stało się powiedzenie "new frontier" -nowe horyzonty.
Elżbieta Seton rozpoczynała wtedy zdobywać duchowe horyzonty. Ale chciała jeszcze więcej zrobić, pociągnąć tam innych. Powiedziała kiedyś: "Gdybym była mężczyzną, cały świat nie mógłby mnie zatrzymać. Poszłabym wprost śladami świętego Franciszka Ksawerego. Wody otchłani i bezmiar nieba zostałyby przebadane. Ale muszę czekać, aż udam się wyżej niż morza i gwiazdy".
Nowe, niezbadane horyzonty ducha stoją przed nami, zapraszają dreszczem radośniejszych przeżyć niż daje świat materialny. Ku tym horyzontom Kościół wyznaczył nam za przewodniczkę - świętą Elżbietę Annę Bayley-Seton.