POJEDNAJMY SIĘ Z PRZYRODĄ

Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA
16-ty wrzesień, 1990

POJEDNAJMY SIĘ Z PRZYRODĄ

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

W zbiorze bajek Johannesa Joergensena, wielkiego pisarza duńskiego, autora między innymi życiorysu św. Franciszka z Asyżu, znajduje się pełna głębokiego znaczenia przypowieść o buncie drzew przeciwko całemu stworzeniu. Do buntu wezwała smukła osika oświadczając zuchwale: "Nasza jest cała ziemia. Ani człowiek, ani zwierzę bez nas żyć nie mogą. My jesteśmy ośrodkiem wszystkiego, z nas wszystko żyje, bo nawet gleba wytwarza się z przegniłego naszego listowia. Jedna tylko potęga nam zagraża — słońce. Wmawia się nam, że bez światła słonecznego nie moglibyśmy żyć. Jest to przesąd, objaw ciemnoty niegodny nowoczesnych roślin. Zrzućmy z siebie nieznośne jarzmo słońca! Ogłaszam bunt przeciw niemu. Zaniechajmy wszelkich czynności spełnianych za dnia, a przenieśmy je na noc. W ciemności nocy będziemy rosnąć, kwitnąć, roztaczać wonie, wydawać owoce". Odpowiedzią na słowa osiki był szelest nagany starych drzew, zagłuszany jednak poszumem drzew młodocianych.

Nazajutrz ludzie zauważyli dziwną zmianę w zachowaniu drzew i roślin. Słońce ślicznie świeciło, a w jego blasku kwiaty ostentacyjnie skłoniły główki do ziemi, drzewa poopuszczały liście i odwróciły się tyłem do słońca. Z nastaniem nocy rozchyliły się stulone płatki kielichów i barwne kwiaty wyciągnęły szyjki do bladego światła księżyca, do rzadko rozsianych gwiazd. A po niewielu dniach stała się dziwna rzecz: płatki kwiatów przybladły i poczęły więdnąć, listki pożółkły i opadły na ziemię. I wtedy znaczna część drzew i roślin otrzeźwiała. Zwymyślały przemądrzałą osikę i powróciły do życiodajnego słońca. Te natomiast, które zacięły się w uporze, zeschły i u więdły.

Ma więc przyroda swoje prawa rozwoju. Wyjęcie jej spod tych praw równa się skazaniu jej na degenerację i powolną śmierć. Jesteśmy świadkami wielkiego skażenia i spustoszenia przyrody: wokół nas coraz więcej uschłych drzew, wymierających lasów i niektórych gatunków zwierząt, zatrutej atmosfery, ziemi i wód. Czas najwyższy, abyśmy otrzeźwieli. Dzisiejsza pogadanka pragnie zachęcić do odpowiedzialności za naturalne środowisko człowieka i ma tytuł:

POJEDNAJMY SIĘ Z PRZYRODĄ

Bóg absolutnym władcą świata

Człowiek jest dziwnym stworzeniem. Przez swój bunt przeciwko Stwórcy i Jego prawom doprowadził nie tylko do obecnego splugawienia i spustoszenia przyrody, swego naturalnego środowiska, lecz jeszcze odważa się Boga za to obwiniać. Gniewa się, że Bóg przyznał człowiekowi prawo do nieograniczonej władzy nad całym stworzeniem. Za niemądry nakaz poczytuje słowa skierowane do pierwszych rodziców:
"Panujcie na rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad wszystkimi płazami, nad bydłem, słowem: nad całą ziemią i czyńcie ją sobie poddaną" (por. Rdz l, 26).
Religia katolicka odrzuca to oskarżenie. Pan Bóg nie zrzekł się swej absolutnej władzy nad ziemią i całym stworzeniem. Tego nie mógł uczynić. Jest metafizyczną niemożliwością, żeby przestał być całkowitym i bezpośrednim Panem całego stworzenia. Przecież to On, i tylko On, udziela istnienia wszystkim bytom w całej różnorodności ich natur i w całym bogactwie ich wzajemnych relacji. Człowiek w żaden sposób nie potrafiłby Go zastąpić w tym Jego panowaniu. Nie jest bowiem w mocy człowieka udzielić istnienia nawet jednemu ziarnku piasku, a cóż dopiero stworzyć lilie i ubrać ja strojniej niż to uczynił Salomon w całym swoim przepychu. A zupełnie niezdolny jest ustanowić lub zmienić choćby jednego prawa natury. Zresztą, człowiek nie mógłby istnieć, gdyby Stwórca nie podtrzymywał w istnieniu zarówno jego samego, jak i całego jego środowiska.

Udział człowieka w panowaniu nad przyrodą

A zatem człowiek może panować nad ziemią wyłącznie poprzez udział w panowaniu Bożym, które jest wszechogarniające. I zawsze kiepsko wypada nasza władza nad ziemią, ilekroć zapominamy o tym, że wszystko opiera się w niej na Bożych darach.
Co znaczy słowo "panować" w sensie biblijnym? Znaczy: naśladować Stwórcę w zarządzaniu światem. Panowanie Boże nad stworzeniem nie ma w sobie nawet cienia bezsensownej wyższości. Jest to panowanie łaskawe, opiekuńcze, ojcowskie. Ścisłe naśladowanie Najwyższego Pana przekracza nasze możliwości: Jego panowanie polega wyłącznie na tym, że jest On dawcą i opiekunem swoich stworzeń; one Go w niczym nie wzbogacają ani w żaden sposób nie są mu potrzebne. Nasza sytuacja jest gruntownie inna. My potrzebujemy dóbr tej ziemi w różnoraki sposób. Niemniej nasza władza nad ziemią będzie tym prawdziwsza, im więcej będzie w nas — na wzór Najwyższego Pana — bezinteresowności wobec stworzeń od nas niższych. Zatem panowanie nasze nad ziemią jest autentyczne tylko w takiej mierze, w jakiej potrafimy uwyraźnić piękno i dobro Bożego stworzenia.

Jeśli człowiek nie liczy się z zamysłem, jaki Stwórca miał wobec niego, udzielając mu władzy nad ziemia, wówczas z władcy, a raczej z zarządcy i dzierżawcy, zmieni się w tyrana. Plugawienie i pustoszenie naszego domu ziemskiego, środowiska naturalnego, przez wojny i lekkomyślność ekologiczną, jest zawsze skutkiem grzechu, czyli jakiegoś odejścia od Boga. Wtedy człowiek nie jest naśladowca Stwórcy, Bożego Dawcy i Opiekuna, a tylko naśladowcą diabła-niszczyciela.
W opisie raju mówi się o doskonałej harmonii w stosunkach człowieka z cała przyroda. W opisach świata odkupionego z niewoli grzechu zapowiada się przywrócenie tej harmonii: "Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem — pisze prorok Izajasz — pantera z koźlęciem razem leżeć będzie (...). Niemowie igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmiji. Zła czynić nie będą ani zgubnie działać" (Iz 11, 6-9). Rzecz ciekawa, że właśnie w tym fragmencie Ewangelii, w którym podkreślono absolutną wolność Pana Jezusa od wpływów szatana, wspomniano, że "żył (On na pustyni) wśród zwierząt, aniołowie zaś usługiwali Mu" (Mk l, 13).

Wniosek moralny, jaki stąd płynie, jest jasny. Jeśli nasze niewłaściwości w stosunku do całej przyrody są owocem grzechu, to program walki z grzechem winien obejmować uzdrowienie także i tej sfery życia. Mamy nie tylko pokonywać zło dobrem, ale i ocalać dobro przed złem. Nie tylko ocalać lud Boży przed kieską opilstwa, młodzieży przed pesymizmem i narkotykami, ale i ratować przyrodę - Całe stworzenie — mówi św. Paweł — "zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych" (Rz 8, 21).

Ekologia w domu

Cóż może począć przeciętny człowiek, który nawet widzi zatrute rzeki-ścieki, ginące lasy, pospieszne wyczerpywanie nieodnawialnych zasobów, oszpecenie krajobrazu, wzrost umieralności ludzi, zatrute powietrze? Ten człowiek szary, zatruwany spalinami, brudną wodą, warzywami i owocami przesyconymi sztucznymi nawozami i chemikaliami? Pożerający setki pigułek na wszystko: na sen i pobudzenie, na niestrawność i na bolący kręgosłup, i przede wszystkim na nerwy, nerwy, nerwy! Żyjący w skażonym środowisku, w dodatku zatruwa środowisko wewnętrzne swojego organizmu. Nie tylko lekami, alkoholem, dymem papierosowym, narkotykami. Czy rzeczywiście nic nie może zrobić? Czy naprawdę od nas samych nic nie zależy?
Pierwszą instytucją, która wychowuje i kształtuje postawę odpowiedzialności za przyrodę, jest rodzina. Wychowanie ekologiczne winno zacząć się w domu. W nim dziecko uczy się miłości do bliźniego i szacunku do przyrody. Święta rodzina uszanuje wszystko. Należy wiec troszczyć się o świętość rodziny, o nieugięte pełnienie woli Bożej. Eugene lonesco, najsłynniejszy współczesny dramatopisarz, Rumun żyjący we Francji, autor książki o św. Maksymilianie Kolbem, w wywiadzie dla francuskiego tygodnika "La Vie" powiedział: "Nie jestem zbyt blisko Boga. A przecież wierze w Niego. Moja modlitwa jest bardzo prosta, ale moja wiara — chwiejna. Wiem jednak, że ludzkość zostanie ocalona przez świętość".

Drodzy rodzice, wychowujcie dzieci do świętości. Świętość to klucz do pojednania człowieka z przyrodą. Świętość wzbudzi w nich szacunek do wszelkich form życia, wskazuje na konieczność pewnych ofiar, na piękno dzieł Bożych w przyrodzie. Jakże godni pożałowania są ci, którzy piękna przyrody nie dostrzegają lub niszczą je bezmyślnie, niepomni celowości jego istnienia dla dobra ludzi! A przecież każdy strzępek papieru, każdy kawałek rozbitego szkła, każda pusta butelka czy puszka po coca-coli porzucone na trawniku, łące, na kwiatowym rabacie, w lesie, górach i nad morzem — są szpetną skaza na idealnie pięknym obliczu przyrody i profanacją swietego dzieła Bożego. Rośliny nie mogą się bronić, nie mają ani rąk, ani ludzkiego głosu. Złamany przez wandali krzew w milczeniu wyciąga ku przechodniom kikuty okaleczonych gałązek. Tratowana ustawicznie trawa na próżno usiłuje podnieść zielone źdźbła, by odrodzić się do dalszego życia.

Powróćmy do natury!

Rozwijajcie zatem współżycie z pięknem już od zarania ludzkiego życia. Wspólne spacery z dziećmi do parku, do lasu, na wiosenna, lakę winny być okazja dla rodziców do ukazywania uroku kwitnących drzew, zachodzącego słońca, do zwracania uwagi na szum sosen, śpiew ptaków, na zmienny koloryt nieba, ale też i na pojemniki do wrzucania śmieci. Ukażmy dzieciom co dobre, piękne i prawdziwe. Tymi drogami prowadza nas Psalmy — zachęcają, byśmy szukali śladów Boga: "Śpiewajcie Panu pieśń nowa (...) Niech się cieszy niebo i ziemia raduje, niech szumi morze i to, co je napełnia; niech się wesela pola i wszystko, co jesl na nich, niech się radują także wszystkie drzewa leśne w obliczu Pana, bo nadchodzi" (Ps 96, I. 11-13).
Kiedyś współczesny pisarz katolicki Antoni Gołubiew, który miał bardzo wyczulona dusze na uroki ziemi, a którego zapiski znad jezior i rzek do tej pory wspominamy, dopominał się o święto stworzenia świata. Myślę, że każda niedziela i każda przechadzka po parku są jakby takim świętem. Przypominają nam zachwyt Boga, gdy "widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre" (Rdz l, 31).

Podkreślajcie franciszkańską wizje świata, w której rośliny bardziej są "siostrami", a zwierzęta "braćmi" niż bezdusznymi przedmiotami do wykorzystania. Ukazujcie, że największa wartością jest "być" jako człowiek niż "mieć", choćby jak najwięcej. Urabiajcie emocjonalny stosunek do przyrody, na przykład przez zaangażowanie w akcje sadzenia drzew, krzewów, kwiatów. Próbujcie tak gospodarzyć, aby się nic nie zmarnowało. Unikajcie użycia detergentów i innych chemikali zakażających glebę i wodę.
Św. Franciszek z Asyżu, którego w roku 1979 Jan Paweł II ogłosił niebieskim patronem ekologów, daje nam przykład pełnego szacunku dla całego stworzenia. On bowiem odnosił się do przyrody jako przedziwnego daru, którego Bóg udzielił człowiekowi. Przyjaciel ubogich, umiłowany przez Boże stworzenia, zachęcał wszystkich — zwierzęta, rośliny, żywioły przyrody, a także brata słońce i siostrę księżyc — do śpiewania Bogu hymnu czci i chwały. Sw. Franciszek przypomina nam, że człowiek i przyroda maja wspólnego Stwórcę i Ojca, Stąd człowiek jak i poszczególne stworzenia, będąc braćmi i siostrami, zasługują w pełni na miłość i szacunek. Święty z Asyżu, natchniony duchem Bożym, wyśpiewał te najpiękniejszą "Pieśń stworzeń", przez które oddał należne uwielbienie, chwałę, cześć i wszelkie błogosławieństwo najwyższemu, wszechmogącemu i dobremu Panu. "Pochwalony bądź. Panie, z wszystkimi Twoimi stworzeniami!".

Bądźmy sympatycznymi spadkobiercami Franciszkowej wizji świata! Nie tylko przyozdabiajmy jego figurę kwiatami, ale naśladujmy go. Pojednajmy się z przyroda! Pojednanie przyniesie nam pokój z Bogiem-Stwórca i pokój z całym stworzeniem.