RELIGIA W ŻYCIU NASZYM

Radiowe przemówienie wygłoszone przez o. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ o. JUSTYNA
l-ty styczeń 1976

RELIGIA W ŻYCIU NASZYM

Witam Was, Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Klasztor trapistów Matki Bożej z Citeaux, położony niedaleko Dijon we Francji, słynie jako jedno z największych ognisk życia religijnego naszych czasów. Ojcowie i bracia, w liczbie bez mała sto osób, prowadzą życie pokuty. Wstają o godzinie drugiej w nocy i śpiewają modlitwy brewiarzowe, we dnie zaś przeplatają cichą, mrówczą pracę w ogrodzie i w polu modlitwami i posiłkami. Ich twarze rozpromienia wewnętrzne szczęście.
Zdarzyło się, że pewnego razu słynny przeor Dom Godefroy, podając zakonnikom myśl przewodnią medytacji powiedział: "Moi bracia, strzeżcie się jednego niebezpieczeństwa grożącego stale duszy waszej, abyście żyjąc w murach klasztornych nie utracili religii, nie stali się bezbożnikami".

Twarde to słowa, dla większości ludzi w świecie niezrozumiałe. Jak to, bezbożność może się zakraść do klasztoru, uwieść któregoś z tych, którzy poświęcili się całkowicie na służbę Bogu, złożyli ślubowanie, że będą dążyć drogą świętości? Jeśli zastanowimy się co dokładnie znaczy słowo "religia", przekonamy się, że smutne odstępstwo od Boga jest możliwe. Zapoznajmy się zatem z treścią słowa "religia", "religijność". Ważny ten temat poruszę w dzisiejszej pogadance, którą opatruję tytułem:

RELIGIA W ŻYCIU NASZYM

Czym nie jest religia

Zacznijmy od sprawy najogólniejszej, ale zarazem najbardziej podstawowej. Postawmy sobie pytanie czym w ogóle jest religia, na czym polega, co stanowi jej istotę? Na pierwszy rzut oka odpowiedź wydaje się łatwa i prosta. Ale tylko na pozór. Najczęściej ludzie mają niejasne lub sprzeczne pojęcia o religii. Ułatwijmy sobie odpowiedź i powiedzmy najpierw czym religia nie jest, a dopiero potem czym jest.
Religia to nie to samo co pewien duchowy światopogląd, ani nie sama moralność, ani obie te rzeczy razem wzięte.
Religią nie są również duchowe przeżycia estetyczne, często trudne do określenia. Ktoś mi się zwierzył: "Księże, nie chodzę na niedzielną świętą, bo nie czuję nastroju. Obecność ludzi w kościele przeszkadza mi w skupieniu, drażni mnie głośny śpiew, ciągłe wstawanie i siadanie na czyjś rozkaz . . . Wolę, o ile tylko mogę, wyjechać rychło rano w ulubione okolice. Tam, na łonie natury doznaję daleko głębszych przeżyć duchowych. W porannym słońcu spaceruję po łące lub po lesie, upajam się powiewem wiatru, wonią kwiatów i traw, bzykaniem owadów, świergotaniem ptaków. Czuję się bliżej Boga, podziwiam Jego potęgę, piękno, mądrość".
Tych przeżyć też nie można nazwać ściśle przeżyciami religijnymi. Religia to nie nastrój, uczucie. Przeżycia estetyczne, odczucie piękna, często towarzyszą nam w modlitwie, w praktykach religijnych, zasilają życie religijne, ale nie są dla religii czymś istotnym.

Religia to niezupełnie to samo co wiara. Można wierzyć, a nie być człowiekiem religijnym. Święty Jakub Apostoł mówi, że szatani - "złe duchy także wierzą" (Jak 2, 19); wierzą daleko lepiej niż nasi ziemscy niedowiarkowie. Lecz stosunek szatanów do Boga jest wrogi, są oni od Boga oddaleni, stoją na przeciwnym biegunie.

Czym właściwie jest religia?

Czym właściwie jest religia? Co jest jest jej istotą? Co odróżnia życie religijne od innych dziedzin duchowego życia ludzkiego, na przykład od przeżyć intelektualnych, estetycznych? Istotne znaczenie religii znajdujemy w samym słowie "religia". To słowo łacińskie. Znaczy ono: nawiązywać z kimś na powrót kiedyś zerwany, utracony kontakt; łączyć się z kimś, jednoczyć. Słowa "religia" używamy tylko w stosunku człowieka do Boga. Religia więc znaczy powtórne nawiązanie kontaktu człowieka z Bogiem. Jest więc zjednoczeniem człowieka z Bogiem, stworzenia ze Stwórcą, połączeniem się ziemskiego dziecka z Ojcem niebieskim. Bez względu na to jak się życie religijne przejawia, w jakich ono rozwija się formach, religia oznacza, zawsze dążenie człowieka do ścisłego zjednoczenia z Bogiem żyjącym poza czasem i poza światem materialnym.

Jaki jest cel religijnego dążenia?

Jaki jest cel tej dążności? Dlaczego człowiek chce nawiązać kontakt z Bogiem i z Nim się zjednoczyć? Odpowiedź jest prosta. Przez zjednoczenie z Bogiem człowiek chce uzyskać siły wyższe, nadprzyrodzone, Boskie i przy ich pomocy wyzwolić się od wszelkiego zła, jakie go tu na ziemi gniecie. Złem dla niego są: choroby, nieszczęścia, niesprawiedliwość ludzka, a także zło, które tkwi w nim samym: skłonności do złego, namiętności, które bardzo często biorą górę nad rozumem, nad rozsądkiem, upokarzają i spychają na dno nędzy moralnej.
Oczyściwszy się ze zła, człowiek zjednoczony z Bogiem pragnie uzyskać stan niezmąconego i niezniszczalnego szczęścia. "Pierwotną formą wszelkiej świadomości religijnej - pisze znany filozof religii, ks. A. Rademacher, jest tęsknota człowieka za obejmującym wszystko porządkiem, który by przyniósł człowiekowi wyzwolenie od wszelkich sprzeczności życia, wszelkich niebezpieczeństw i wszelkiego zła. Wszystkie religie są ostatecznie religiami wybawienia".

Poszczególne religie różnie pojmują Boga. Każda inaczej określa stosunek Boga do świata i do człowieka; wskazuje inną drogę do zjednoczenia się z Bogiem i do zdobycia życia nadprzyrodzonego. Religie pogańskie, zależnie od poziomu kultury i od stopnia rozwoju religii, różnie pojmują zło i sposób wyzwolenia się z niego. Zazwyczaj pojmują je prymitywnie, płytko, przyziemnie. Podobnie stan szczęśliwości wyobrażają sobie naiwnie, ciasno, zbyt zmysłowo, jak na przykład religia mahonaetańska, która obiecuje wyznawcom w niebie większe zmysłowe rozkosze niż na ziemi.
Mniejsza jednak o to. Chodzi tylko o podkreślenie zjawiska, że gdziekolwiek tli się iskra prawdziwie religijnego życia, tam nie brak bodaj mglistej myśli o Bogu Wybawicielu i Dawcy szczęścia; gdzie tli się iskra religijności, tam nie brak dążenia do zjednoczenia się z Bogiem, celem uzyskania wyższego rodzaju życia i wyższych sił Boskich. Chęć zjednoczenia się z Bogiem jest trzonem każdej religii. Prawdziwa religijność, czyli życie z Bogiem, uszczęśliwia nas, usuwa niepokój ze serca, bo wszystkie dziedziny życia ludzkiego - nauka, sztuki, technika, produkcja, konsumpcja, podbój natury nie mogą nasycić naszego serca.

Człowiek religijny to czciciel Boga

Człowiek dąży do zjednoczenia z Bogiem, bo pragnie Mu oddać cześć. Ogarnia go pełna zachwytu cześć dla Boga, Stwórcy, Pana i Ojca. Myśl, że został obdarzony życiem, że Bóg go wyróżnił spośród wszystkich stworzeń ziemskich, wywołuje w nim zdumienie, zachwyt, uznanie dla Boga i wdzięczność. Wzorem wszelkiego życia religijnego, wzorem stworzenia wielbiącego Boga jest Najświętsza Maryja Panna, która wielbienie Boga uważała sobie za pierwszy obowiązek. Maryja napełniona łaską stała się stworzeniem najbardziej zjednoczonym z Bogiem.
Głęboka wdzięczność wobec Boga rodzi się w człowieku z uświadomienia, że Bóg jest źródłem wszelkiego dobra. "Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali łaskę po łasce" (J l, 16); dalej, wdzięczność człowieka rodzi się ze świadomości, że Bóg jest jedynym wybawicielem człowieka i Dawcą wiekuistego szczęścia. Święty Franciszek streścił całą postawę człowieka religijnego zjednoczonego z Bogiem w słowach: "Bóg mój i wszystko moje".

Jak czlowiek religijny pojmuje zjednocznie z Bogiem?

Jak człowiek religijny jednoczy się z Bogiem? Najpierw zdajemy sobie sprawę, że całkowite i pełne zjednoczenie z Bogiem nie jest możliwe w tym doczesnym, ziemskim życiu. W pełni zjednoczymy się z Nim dopiero w życiu przyszłym, pozagrobowym. Pełne, doskonałe zjednoczenie wymaga zupełnie odmiennego sposobu życia, innych warunków bytowania niż te, które mamy na ziemi.
Ale mimo, że w pełni zjednoczymy się z Bogiem tylko w życiu przyszłym, to jednak tu, na ziemi, w życiu doczesnym, możemy, a nawet powinniśmy je zapoczątkować; już teraz otrzymujemy na Chrzcie świętym niejako zarodek Boskiego życia nadprzyrodzonego, który rozwija się i w pełni uszczęśliwi nas w niebie. W ten sposób człowiek religijny wiąże życie doczesne i wieczne w jedną zwartą całość. Na ziemi żyjemy nie tylko dla spraw ziemskich, ale dla nieba.
Wreszcie musimy uznać w pokorze, że o własnych siłach nie wzniesiemy się na wyżyny Boskie, że sami nie możemy zdobyć życia nadprzyrodzonego. Sami nie możemy wejść w świat Boży. Ponieważ nie potrafimy wspiąć się o własnych siłach na szczyty Boskiego życia, Bóg sam pośpieszył nam z pomocą i łaskawie zesłał na niziny ludzkie swego Syna jednorodzonego. Syn Boży pochylił się nad nami i bierze każdego z nas w swoje ramiona. Zdajemy sobie sprawę, że wszelki żywotny związek z Bogiem zawdzięczamy Synowi Bożemu. On zaszczepił w nas życie nadprzyrodzone. Podarował je nam za cenę swej męki jako łaskę. Objawił nam swa miłość, łaskawość i uzupełnił całkowitą nieporadność naszą.

Zjednoczenie więc z Bogiem jest łaską, darem niczym nie zasłużonym, ale nie jesteśmy bynajmniej biernymi żebrakami owego daru Boskiej łaski. Musimy czynić wszystko co w naszej mocy, by z łaską współpracować. Zbliżajmy się więc do Boga. Wyciągajmy ku Niemu ręce, otwierajmy przed Nim swą duszę, uznajmy swą zależność od Niego, przyobiecujmy współpracować z natchnieniami Ducha Świętego świadomie i dobrowolnie, a Bóg zamieszka w duszach naszych i pomnoży w nas życie Boże. Gotowość przyjęcia w siebie Boskich życiowych sił nadprzyrodzonych jest koniecznym warunkiem otrzymania daru Bożego.
"Otwarcie" się duszy naszej na nadprzyrodzone działanie Boga oznacza więc ducha pokuty, pragnienie oczyszczenia duszy ze wszystkich brudów moralnych i pragnienie pełnienia woli Bożej. W tym celu wykonujemy akty życia religijnego, modlimy się, przystępujemy do sakramentów, spełniamy akty umartwienia, pogłębiamy znajomość Boga przez czytanie Pisma świętego i rozważanie prawd wiary ... I tak Pan Bóg rozwija w nas Swą miłość. My tylko przyspasabiamy swą duszę, a Bóg ją uświęca swą łaską.

Pierwsza droga zjednoczenia z Bogiem

Swym wysiłkiem przygotowujemy duszę i otwieramy ją na Boskie działanie. Wiele dróg prowadzi nas do Boga, gdyż liczne i różnorodne bywają akty życia religijnego. W gruncie rzeczy wszystkie nasze wysiłki dają się sprowadzić do trzech dróg głównych.
Człowiek religijny "otwiera" przede wszystkim swój umysł. Im więcej kogoś znamy, tym bardziej go kochamy. To samo możemy powiedzieć o Bogu. Poznajemy Boga jako najwyższe dobro, jako źródło naszego szczęścia. Takie poznanie budzi w nas zachwyt, entuzjazm, chęć doskonalszego poznania. Poznanie zaś, to już jest pewnego rodzaju zjednoczenie, stopnienie się duchowe z poznawanym przedmiotem. Zależy nam, by poznać Boga i okazujemy w tym wielką pomysłowość. Chętnie rozmyślamy o Bogu. Często też doznajemy ukojenia i odpoczywamy w Bogu, zatapiamy się w Nim. kontemplujemy Go. Czynimy podobnie na łonie natury, gdy nie zatrzymujemy się na szczegółach, na poszczególnym kwiatku, nie ścigamy wzrokiem każdego ptaszka, nie zauważamy ruchu . . . Po prostu zachwyca nas widok morza, lasów, gór i błękit nieba. "W takiej zadumie wtapiamy się niejako w naturę, jednoczymy się z nią, tak jakbyśmy zatracali swą odrębność. Każda modlitwa jest w gruncie rzeczy - bodaj w zarodku - kontemplacją. Znacie historię francuskiego wieśniaka, który godzinami bez ruchu siedział przed Najświętszym Sakramentem. Zapytany przez swego proboszcza czy ma aż tyle Bogu do powiedzenia, odpowiedział: "Wcale nie! Bóg wpatruje się we mnie, a ja w Niego". Tego rodzaju zapatrzenie mówi o wielkim upodobaniu w Bogu. Święci potwierdzają, że w takim upodobaniu tracą świadomość, nie odczuwają wrażeń zmysłowych, własnej odrębności, samopoczucia własnego ja, a całkowicie spoczywają w Bogu. Bóg porywa swych wybrańców i oni czują się przezeń pochłonięci, rozlewają się w Nim niby mała kropla wody w bezmiernym oceanie. Ci, którzy przeżywali taki stan, jak święty Paweł Apostoł, święty Franciszek z Asyżu, święta Katarzyna ze Sieny, święty Jan od Krzyża, święta Teresa z Avila, twierdzą niekiedy, jakoby wówczas wprost oglądali duchowo lub dotykali samego Boga, doświadczając zarazem w swej sferze uczuciowej przedsmaku niebiańskiego szczęścia.

Druga droga zjednoczenia z Bogiem

Możemy też zjednoczyć się z Bogiem przez swą ludzką wolę i czyn. "Otwieramy" swą duszę na działanie Boga, gdy swą ludzką wolę jednoczymy z wolą Bożą. Błogosławiony Maksymilian podał wzór matematycznego równania: "W = w". (Duże Wu równa się małemu wu). Nasza słaba wola ludzka porywa się i chce tego samego, czego pragnie wola Boża.

Poddanie swej ludzkiej woli woli Bożej prowadzi do świętości. Taka jest w praktyce prosta droga do doskonałości moralnej. Bóg bowiem jest istotą moralnie bezwględnie doskonałą. Każda wina moralna stanowi zasadniczą przeszkodę do nadnaturalnego zjednoczenia z Bogiem. Chrystus mówił o tym zjednoczeniu w słowach: "Przyjaciółmi moimi jesteście, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję" (J 15, 14).
Sumienie mówi nim, że pod względem wiele uchybiamy. Pokusa samowoli sprowadza nas nieraz na manowce. Gdy szczerze dążymy do zjednoczenia z Bogiem, wyrabiamy w sobie wrażliwsze sumienie, a co za tym idzie, trafniej oceniamy samych siebie. Odczuwamy ciągły niedosyt w pracy nad uporządkowaniem własnego życia moralnego. Prawdziwa religijność sprawia, że wzrasta w nas niezadowolenie z własnej przeciętności i dotkliwie gnębi nas poczucie własnej niedoskonałości, czyli własnej grzeszności w porównaniu z doskonałym, świętym Bogiem.
Wielką przeszkodą naszego duchowego postępu jest nieopanowana popędliwość cielesno-zmysłowa, uleganie zmysłom wbrew rozumowi, skłonność do złego, którego nie chcielibyśmy czynić. Jakże prawdziwe są słowa świętego Pawła w tym względzie: "Jestem (człowiek) cielesny, zaprzedany w niewolę grzechu. Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę - to właśnie czynię" (Rz 7, 14-16). Wobec tej upakarzającej rzeczywistości, wobec tego rozdźwięku między popędami a wolą, podejmujemy rozmaite środki, by ujarzmić i opanować przez wolę sferę życia zmysłowo-popędowego. Praktykujemy pokutę i umartwienie. Ale pokuta i umartwienie nie są celem samym w sobie, lecz tylko środkiem. Nie ulegajmy błędnemu przeświadczeniu, że gdy wyniszczymy swe ciało i dobijemy swój organizm, tym samym wyzwolony duch ludzki z więzów ciała samorzutnie już zjednoczy się z Bogiem. Nadprzyrodzone zjednoczenie jest zawsze dziełem Boga.

Trzecia droga zjednoczenia z Bogiem

Wielkie znaczenie w naszym życiu religijnym odgrywają również uczucia. One skłaniają nas do religijnej ofiary. Najszlachetniejsze uczucie miłości Boga ogarnia również nasze myśli i nasze czyny, ale w ofierze odgrywa najważniejszą rolę. Miłość sprawia, że pragniemy upodobnić się w jakiś widoczny, zewnętrzny sposób do osoby miłowanej. Człowiek cały chce się zjednoczyć z Bogiem. Pragnie stać się dzieckiem Bożym. Bóg zaspakaja nasze pragnienia i duchowy głód dając nam siebie w Eucharystii. W Komunii świętej rzeczywiście jednoczymy się z Bogiem i wszytskie nasze władze duszy - rozum, wola, uczucia doznają pełnego ukojenia. Sam Bóg jest pokarmem naszych dusz.

Zewnętrzne formy związania z Bogiem

Prawdziwa religijność wiąże nas i jednoczy z Bogiem, naszą duszę i ciało. Dlatego wyrażamy swój stosunek do Boga przy pomocy zewnętrznych form, którymi są praktyki religijne, tradycje, znaki, symbole, słowem wszystko co nazywamy służbą Bożą. Zewnętrzne znaki i formy wyrażają nasze wewnętrzne przywiązanie i duchową łączność z Bogiem. Znakami naszej religijności są: krzyż, medalik, obrazek święty, kropielnica, szkaplerz ... Są one znakami pomocniczymi, symbolami, pomostami, wyobrażeniami i umacniają naszą łączność z Bogiem. Jest to rzecz zupełnie naturalna. Lubimy mieć przy sobie lub na biurku fotografię bliskiej osoby, matki, żony, dzieci. W rzeczy samej fotografia to nic innego, jak tylko kawałek papieru powleczony emulsją światłoczułą. A jednak nie dlatego nosimy ją przy sobie, że to kawałek papieru. Nie darzymy uczuciem kawałka papieru. Fotografia jest symbolem.
Przypomina nam twarz ukochanej osoby. Dlatego nasz sentyment jest usprawiedliwiony, sensowny. Fotografia podtrzymuje duchową łączność z osobą ukochaną.
Chrystus w przededniu swej śmierci krzyżowej prosił Ojca, byśmy wszyscy byli z Nim tak ściśle zjednoczeni jak Syn Boży i Ojciec są zjednoczeni: "Nie tylko za nimi (moimi uczniami) proszę, ale i za tymi ,którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili jedno w Nas . . . Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, że Ty Mnie posłałeś i żeś Ty ich umiłował" (J 17, 20...)

Zagrożenie religijności

Zjednoczenie duchowe z Bogiem wszystkich osób, zakonnika, kapłana i człowieka żyjącego w świecie, jest narażone na niebezpieczeństwa. Możemy zerwać łączność z Bogiem i utracić Jego przyjaźń. Odgradza nas od Boga bunt, jak bunt szatana, albo każdy grzech, jak grzech syna marnotrawnego, który w chwili nawrócenia uznał swój błąd i mówił: "Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko Bogu i względem ciebie . . . już nie jestem godzien nazywać się twoim synem" (Łk 15, 19). Zaniedbujemy się w swych obowiązkach do Boga. Zapominamy o Nim. Obojętniejemy względem Niego. Jakże często zdarza się takie zaniedbanie?! Wikłamy się w troski i sprawy tego świata i dla Boga nie mamy już czasu w życiu i osłabiamy swą religijność lub całkowicie ją tracimy.
Porzucanie znaków, form zewnętrznych, tradycji i praktyk życia religijnego świadczy o zerwaniu więzów z Bogiem. Znaki te stają się wówczas pustymi formami, bez sensu i znaczenia. Noszenie krzyżyka lub medalika na szyi, umieszczenie na ścianie krzyża, lub obrazów świętych, praktyka codziennej modlitwy podtrzymują w nas religijność. Kto czuje zaś niechęć do modlitwy, wstydzi się jej przed drugimi, wypowiada się o niej lekkomyślnie, okazuje brak religijności. To samo dotyczy jeszcze bardziej opuszczania nabożeństw, sakramentów świętych, ofiary Mszy świętej ... Są to groźne sygnały odstępstwa od Boga. Zaniedbanie się w służbie Bożej nie przybiera formy gwałtownego buntu upadłego anioła, lecz stopniowo do niego prowadzi. Obojętność religijna, praktyczna bezbożność może zatruć życie każdego wierzącego. Niebezpieczeństwo to grozi nam głównie wtedy, gdy się zbytnio przywiązujemy do przemijających spraw ziemskich, gdy zbyt gorliwie organizujemy życie doczesne. Pod koniec dnia, zmęczeni pracą i troskami, nie mamy nieraz chęci i siły na prosty pacierz. Rano zaś, spożywszy prędko śniadanie, pędzimy do kolejki podziemnej, do autobusu, do auta, by na czas zdążyć do pracy, by przedziurkować swoją kartkę roboczą na czas.

Zaniedbanie Boga i spraw duszy uwidacznia się najbardziej w niedzielę. Po pretekstem, że w ciągu tygodnia nie było czasu na wszystkie zajęcia domowe, Niedziela przestaje być dniem pańskim, ale jest przepełniona pracą: praniem, prasowaniem, malowaniem, naprawianiem auta, uszkodzonych mebli. A przecież Niedzielę powinniśmy wypełnić sprawami ducha: modlitwą, czytaniem Pisma świętego, żywotów świętych, pogłębianiem wiedzy religijnej. Wszyscy dziś żyjemy w nieustannym napięciu, w halasie, w zmechanizowaniu życia, w pośród kłopotów, trudności i trosk. Martwimy się, by nie utracić pracy, zdrowia, powodzenia, przyjaciół; martwimy się, żeby w terminie zapłacić podatek i czynsz. Wszystko zdaje się nas odrywać od Boga, nawet krzywdy, podejrzenia, nienawiści, obojętność i zazdrość, plotki i oszczerstwa, których padamy ofiarą. Na wszystko znajdujemy czas tylko nie na Boga, a więc na kurację, na zabiegi terapeutyczne, przechadzkę, wakacji. Wszystko dla ciała, najwyżej clla umysłu i wyobraźni, a nic dla ducha.

Święty Paweł Apostoł boleśnie przeżywał napięcie jakie istnieje w każdym człowieku z powodu słabości naszej natury. Z jednej strony, wsparty laską Bożą mówił wprost wyzywająco: "Kto nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk, czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz" (Rz 8, 35). Z drugiej strony drżał na myśl, że głosząc innym Ewangelię może zaniedbać swe zbawienie, odłączyć się od Chrystusa i być odrzucony na wieki (2 Kor 11, 23 ... l Kor 9, 27).

Obowiązek człowieka religijnego

Szukajmy więc Boga, lepiej Go poznajmy, goręcej ukochajmy, wierniej Mu służmy! Szukajmy Go wszędzie, w całym świecie, w każdym stworzeniu, a zwłaszcza w każdym człowieku. I w sobie też!
Potrzebujemy Boga dla dopełnienia swojego człowieczeństwa, do pełnej dojrzałości, do doskonałości, podobnie jak rośliny potrzebują słońca do wydania pełnego owocu. Poeta polski Leopold Staff powiedział: "Kto szuka Ciebie, Boże już Cię znalazł."
Nie zrywajmy łączności z Bogiem, tak jak nie zrywamy łączności z najdroższymi osobami: matką, ojcem, przyjacielem, prezydentem, królem . . . Przeciwnie, zacieśniajmy zażyłą przyjaźń z Bogiem, pogłębiajmy ją przez świętość życia, według wskazania świętego Piotra Apostoła: "W całym postępowaniu stańcie się świętymi na wzór Świętego, który was powołał, (to jest Jezusa), gdyż jest napisane: Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty (I P l, 15-16).
Świętość życia jest owocem prawdziwej religijności.