SPÓR O BOGA

Radiowe przemówienie wygłoszone przez o. Korneliana Dende, OFMCoiw.
w ramach programu
GODZINY RÓŻAŃCOWEJ o. JUSTYNA
25-ty kwietnia 1976

SPÓR O BOGA

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dwieście lat temu, 4 lipca 1776 roku, w Filadelfii rozkołysał się Dzwon Wolności wieszcząc światu narodziny nowego Narodu Amerykańskiego - pierwszej w świecie demokracji. Po Bogu głos Narodu stał się najwyższym prawem; decydował o wyborze swoich przedstawicieli - prezydenta i członków Kongresu. Głos Narodu miał też prawo usunąć od władzy każdego winowajcę, choćby nim był sarn prezydent.
W szerokim świecie wszyscy ludzie miłujący wolność rokowali Narodowi Amerykańskiemu wspaniałą przyszłość. Nie rozdzierały go podziały klasowe, jak narody w Europie; wszyscy obywatele byli równi, nikt nie był więcej uprzywilejowany od drugiego; cieszyli się wolnością, która dawała wszystkim równe szansę materialnego i duchowego rozwoju. Od początku swego istnienia Naród Amerykański poczuł w sobie szczególne powołanie. Świadom był misji, którą Opatrzność dawała mu do spełnienia. Nazwał ją "The Manifest Destiny" -"Oczywistym Przeznaczeniem". Toteż opanowała go ambicja wypracowania społeczeństwa - wzoru dla całego świata.
Pułaski, Kościuszko, Lafayette, von Steuben i wielu innych cudzoziemców przybyło do Ameryki, by być przy narodzinach Amerykańskiej wolności i demokracji, aby z kolei przeszczepić jej ducha na teren Europy, gdzie całe narody jęczały w niewoli monarchów, arystokracji i szlachty. Wierzyli oni, że prędzej czy później jutrzenka wolności zabłyśnie nad całym światem. Pułaski i Kościuszko chcieli ją ujrzeć jak najprędzej w swojej Ojczyźnie, w Polsce, gdzie naród jęczał w podwójnej niewoli. Jedną niewolę narzuciły mu państwa zaborcze - Rosja, Prusy i Austria, przeprowadzając rozbiory. Nie mniej haniebna, nieludzka była niewola chłopów uciskanych przez własnych braci, którym się wydawało, że szlacheckie pochodzenie tylko im daje prawo do wolności i do ludzkich warunków życia.
Pułaski nie doczekał się powrotu do Ojczyzny. W Ameryce złożył swe młode życie na ołtarzu wolności dla wszystkich. Wrócił natomiast Kościuszko. Podniósł sztandar wolności przeciw zaborcom, ale żądał też wolności dla chłopów i mieszczan, mówiąc: "Za samą szlachtę bić się nie będę. Chcę wolności całego narodu i dla niej tylko wystawię swe życie". Kościuszko był "najczystszym synem wolności, jakiego znałem i to wolności, która nie jest tylko dla kilku i dla bogaczy wyłącznie" - zaświadczył Tomasz Jefferson, który sam o sobie powiedział: "Przysięgłem przed ołtarzem Boga wieczną wrogość wobec każdej formy tyranii nad umysłem człowieka".

W dwusetną rocznicę narodzin Stanów Zjednoczonych mamy obowiązek napytać czy Naród Amerykański spełnia nadal swą misję dziejową? Czy świadom jest swego "Oczywistego Przeznaczenia"? Czy zachował wizję Ojców Narodu (The Founding Fathers)? Czy marzy o nowych horyzontach (The New Frontiers), aby się kulturalnie i duchowo rozwinąć i służyć światu wzorem prawdziwej wolności i demokracji? A jeśli w tym celu potrzeba nowej rewolucji, to jaka powinna być?
W dzisiejszych rozważaniach przedstawię podwójne zagrożenie wolności i demokracji amerykańskiej, oraz potrzebę jedynej, sensownej rewolucji, która jest w stanie to niebezpieczeństwo zażegnać. Tą rewolucją jest odrodzenie duchowe. Tylko po jej przeprowadzeniu Naród Amerykański może kontynu¬ować swój sen o wielkości. Tytuł pogadanki brzmi:

SPÓR O BOGA

Wolność w granicach sprawiedliwego prawa

Od dwustu lat do brzegów Ameryki płyną ludzie szukający prawdziwej wolności i ludzkich warunków rozwoju. Symbolem oficjalnego zaproszenia jest Statua Wolności stojąca u wejścia do portu nowojorskiego z napisem:
"Dajcie mi swoich zmęczonych, swoich biednych, stłoczone masy łaknące wolnego oddechu, nędzarzy odrzuconych od waszych stłoczonych brzegów, zgubionych w burzy, waszych bezdomnych ... Ja wznoszę moją lampę u Złotej Bramy" (tłum. poety Zbigniewa, Chatko).
Jaka to wolność wabi przybywających? Taka wolność, jaką zapewnia demokracja suwerennego, samostanowiącego o sobie narodu, zgodnie z wolą większości. Wolność, która umożliwia spokojny, harmonijny i pełny rozwój osobowości aż do osiągnięcia szczytów. Wolność w duchu równości wszystkich. Wolność oparta na praworządności. Wolność taką i osobową godność człowieka obwarowuje i zabezpiecza przed krzywdą prawo Boże i sprawiedliwe prawo ludzkie. Kościół uznaje, że demokracja najpewniej zabezpiecza wolność i godność człowieka. Tak cenił i pojmował wolność pierwszy prezydent Stanów Zjednoczonych Jerzy Washington. Siedemnastoletniemu markizowi J. de Lafayette miał rzekomo przypomnieć, że wolność, o którą walczą Amerykanie nie jest samowolą, lecz wolnością w granicach prawa.

Ale jak każde niemowlę przychodzące na świat musi pokonać najrozmaitsze przeszkody, różne zarazki, które usiłują zgasić płomień młodego życia, tak też młody Naród Amerykański stanął wobec niebezpieczeństwa grożącego mu od bakcyla fałszywej wolności, rozsiewanego w XVII i XVIII wieku, głównie zaś przez angielskiego filozofa Jana Stuarta Mull'a.

Bezbożny liberalizm - wrogiem amerykańskiej demokracji

Bakcyl fałszywej wolności bardzo często występuje pod nazwą "liberalizmu". Ten prąd umysłowy kojarzy się w umysłach wielu ludzi z "postępem", "szerokim poglądem na życie", z "toleracją" . . . Słowo liberalizm pochodzi z łacińskiego "liber", co znaczy "wolny". Liberalizm ma na uwadze podstawowe uprawnienie człowieka, a mianowicie wolność, ale zszedł na manowce błędu. Ten prąd tak wiele obiecujący błędnie pojmował wolność, bo oderwał człowieka od Boga Stworzyciela, Najwyższego Prawodawcy, od Jego woli, przykazań i planów. Liberalizm w żadnym wypadku nie może uprawniać człowieka, by myślał, mówił i robił co mu się żywnie podoba, bez liczenia się z powagą Boga i Kościoła, z głosem sumienia, ze zdrowa tradycja i z zasadami rozumu umocnionego światłem wiary Chrystusowej.
Każdy zdrowo myślący wie, że prawdziwa wolność - to nie samowola, uleganie kaprysom zmysłów, brak zasad postępowania, odrzucenie prawa, bezkarność, bezprawie. Obecne bezprawie w dziedzinie moralnej określamy słowem angielskim "permissiveness" albo "license". Ten moralny bałagan, który niszczy prawdziwą godność człowieka i jego wolność określamy też: dziką samowola, egoizmem, nadmierna swobodą, brakiem karności. To moralne rozbrykanie przybiera formę nieposłuszeństwa i wyzywającej nieskromności i niemoralności.
Taki bezbożny liberalizm grasuje po dziś dzień. Afera "Watergate" odsłoniła sprzedajność, kłamliwość, przewrotność wielu przywódców. W jego duchu poważne firmy handlowe i zakłady przemysłowe torują sobie drogę łapownictwem, przekupstwem. Taki liberalizm ludzi bez skrupułów moralnych rozbudza żądzę zysków i w konsekwencji niszczy środowisko zwierząt, ryb. ptaków, zanieczyszcza glebę, powietrze i wodę, odpowiada za rozbój na ulicach, za gwałty, wandalizm. Jak sądy nie uznające prawodawstwa Bożego mogą karać przestępców i brać w obronę społeczeństwo? Telewizja, filmy gloryfikują seksualizm; prasa urabia opinię publiczną i narzuca ogółowi bezprawie, jak na przykład w wypadku ustawy o zalegalizowaniu aborcji. Tymczasem to, co wczoraj było zbrodnią, jest nią i dziś!
Bezbożny liberalizm jest formą bezprawia, bo z liberalizmu korzystają najwięcej możni tego świata - silni, bogaci, wpływowi, uprzywilejowani, ludzie bez zasad i skrupułów. Cierpią natomiast biedni i słabi. Abraham Lincoln widział w liberalizmie wielkie niebezpieczeństwo dla życia narodu. "Nigdy się nie obawiam, by Amerykę można było pokonać z zewnątrz - mówił - lecz bardzo się obawiam, że można ona być pokonana od wewnątrz".

Bezbożny komunizm

Bezbożny liberalizm utorował drogę innemu wrogowi, którym jest komunizm. Chce on pogrzebać demokracje Narodu Amerykańskiego. Chruszczow na arenie Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku miał odwagę powiedzieć: "We will bury you" - "pogrzebiemy Was"! Rozkład i upadek moralny narodu ułatwia jego zniszczenie. Komunizm jak sęp i hiena pojawia się nad padliną. Pierwszą ofiarą komunizmu pada bezideowa, pozbawiona wiary w Boga młodzież. Opływająca we wszystko, korzystająca z swobód i wolności aż do rozwydrzenia, ale duchowo nieszczęśliwa nawet nie zdaje sobie sprawy, że jest łatwym łupem. Nie posiadając żadnej ideologii, programu, nie porywa jej program Kościoła, program Królestwa Bożego na ziemi, lecz skłania się do krwawej rewolucji i wiary komunistycznej, mimo, że komunizm zasłania swe zbrodnicze dzieła żelaznymi i bambusowymi kurtynami.
Nikt poza zesłańcami na Sybir i do obozów koncentracyjnych nie przebadał na miejscu komunizmu. Historia dotąd nie ujawniła jego dzieł. Założenia społeczno-gospodarcze komunizmu, jego dążenie do zniesienia podziałów klasowych, do odebrania przywilejów możnym, a bogatym ich nadmiernego bogactwa - to wszystko może porywać człowieka. Kościół szczególnie od stu lat głosi trudny lecz sprawiedliwy program społeczny. Ale ludzi urzekają łatwe hasła komunizmu. W zasadzie o to samo walczył T. Jefferson, B. Franklin, T. Kościuszko i inni.

Komunizm jednak - to nie tylko system społeczny. To ideologia, to forma religii, to utopijna wiara w raj na ziemi - to parodia religii walczącej z każdą inną, a najbardziej z religią chrześcijańską. Komunizm zachłannie zagarnia duszę i ciało; rości sobie władzę nad całym człowiekiem - nad jego myślami, sumieniem, postępowaniem moralnym. Dlatego nazywamy go totalizmem, od słowa "totus" - "cały". "Powiedziano, że ciało należy do państwa, a dusza do Kościoła czy do Boga. Tak więcej nie jest. Cały człowiek z ciałem i duszą należy do sowieckiego państwa". Jest to cytat z hitlerowskiego pisma, ale słowo "niemiecki" zastąpiłem słowem "sowiecki", bo hitleryzm był tak samo totalizmem jak i komunizm.
Komunizm wychodzi od błędnego materialistycznego spojrzenia na świat i człowieka. Według wiary komunistycznej zbawicielem świata jest Karol Marks. On jest też najwyższym nauczycielem i prawda. Biblią komunizmu jest książka K. Marksa "Kapitał"; narodem wybranym - proletariat; kościołem - partia; dogmatami - zasady dialektyki marksistowskiej; każde odchylenie od nich jest bluźnierstwem i herezja; grzechem pierworodnym - kapitalizm; kapłanami - politrucy; katechizacja - kursy nauki marksistowskiej; spowiedzią - samooskarżenie i donos; asceza komunistyczna jest wymagająca, gotowa jest zagłodzić naród, aby zbudować więcej rakiet, bomb atomowych, tanków, armat, samolotów" - celem zaprowadzenia powszechnego królestwa komunistycznego na całej ziemi. Komunizm czci swoich świętych, ślepych wykonawców nakazów partii, przodowników pracy (stachanowców), dozorców obozów koncentracyjnych i swoich męczenników, którymi są wszyscy polegli za sprawę komunizmu; sądem ostatecznym ma być krwawa rewolucja, która wydziedziczy wszystkich posiadaczy i zniszczy wrogów komunizmu. Komunizm uważa się za jedyną prawdziwą religię i dlatego prześladuje i niszczy każdą religię nadprzyrodzoną, zwłaszcza chrześcijańska.

Niewola narodów

Totalizm komunistyczny steroryzował najpierw narody na wielkim obszarze Rosji. Czynił to w wielkim odgrodzeniu od świata, jakby za potwornym murem. Stworzył własną strukturę państwową własny język, własną armię, przedstawicielstwa dyplomatyczne, handel zagraniczny, sieć szkół wszelkiego rodzaju oraz plany rozwoju kultury. Kreml i kierownicy partii kształtują losy ujarzmionych ludzi, wpływają na życie międzynarodowe, politykę wewnętrzną i zewnętrzną. Z Kremla, od kierowników partii jak z ośrodka dyspozycyjnego, płyną następnie rozkazy do narodów uzależnionych i hasła propagandowe do narodów, które szukają sprawiedliwych społecznych rozwiązań. W takim systemie zawsze jest zagrożona wolność człowieka i zawsze jest sponiewierana jego godność.
Komunizm nie szanuje również wolności uzależnionych narodów. Na oczach świata Rosja sowiecka pozbawiła wolności małe i słabe narody: Litwę, Łotwę, Estonię. Ostatnio obserwowaliśmy, że chciała pozbawić Polskę nawet pozorów suwerenności. Na posiedzeniu Sejmu w Warszawie w dniu 19 grudnia 1975 roku Edward Babiuch w imieniu Klubu Poselskiego PZPR wniósł projekt o wprowadzenie poprawki do konstytucji, mianowicie artykułu o "wiecznej" przyjaźni polsko-sowieckiej. Słowem chodziło o zalegalizowanie przynależności Polski do bloku sowieckiego kierowanego przez Związek Sowiecki. Klauzulę o przyjaźni polsko-sowieckiej chciano podnieść do rangi
do narzucenia każdemu bez wyjątku doktryny ateistycznej. Każde wystąpienie przeciw przyjaźni polsko-sowieckiej byłoby zarazem wystąpieniem przeciwko oficjalnej doktrynie ateistycznej i pozwoliłoby piętnować jako przestępców wszystkich tych, którzy tej przyjaźni i ateizmu nie uznają. Wprowadzenie tego artykułu do polskiej konstytucji usprawiedliwiałoby z góry wszystkie represje, których ofiara byłby przede wszystkim Kościół Katolicki i prosty lud wierzący. Artykuł ten byłby uświęceniem przemocy, narzuceniem wszystkim obywatelom laicyzacji.

Przeciwko tym zakusom podniosły się odważne głosy protestu zarówno w kraju jak i poza krajem. Protestowali intelektualiści, robotnicy, studenci, lekarze, prawnicy. Protestował Kościół, broniąc praw człowieka, wolności sumienia, religii. Protestowali Polacy rozsiani po całym świecie. Walka była podobna do tej, którą w 1773 roku na sejmie w Warszawie stoczył Rejtan i jego towarzysze przeciwko dyktatowi Moskwy, żądającemu zatwierdzenia pierwszego rozbioru Polski.

Spór o Boga

Liberalizm i komunizm maja wspólną cechę - bezbożność. Liberalizm otwiera komunizmowi na oścież bramę do Ameryki i stanowi poważne jej zagrożenie. Bezbożność liberalizmu i bezbożność komunizmu powinny otworzyć nam oczy na to zagrożenie, by się mu przeciwstawić.
Obyśmy uświadomili sobie niebezpieczeństwo płynące ze strony komunizmu zagrażające życiu i demokracji Narodu Amerykańskiego jak pewien taksówkarz z pochodzenia Rosjanin. Było to przed drugą wojną światową w Paryżu. Do jego taksówki wsiadł znany polski jezuita Ojciec J. Mirewicz. Podczas rozmowy kapłan zagadnął: "Czy pan jest emigrantem politycznym"? Rosjanin w odpowiedzi na to rzekł: "Nie jestem emigrantem politycznym. Nie kłócę się z komunistami o władzę, ani o strukturę społeczną Rosji. Spieram się z nimi o Boga".
Taka powinna być postawa każdego człowieka wobec komunizmu. W walce z komunizmem i liberalizmem chodzi o wartości daleko większe niż sama forma rządu, taki czy inny system społeczny i gospodarczy. W tej walce chodzi o wartości zasadnicze - o Boga. Dlatego właśnie, że liberalizm i komunizm nie uznają Boga, będą zawsze odmawiały nam godności, która jest mało co mniejsza od aniołów; zawsze będą spychały człowieka poniżej poziomu zwierzęcia; oddadzą w igraszkę przemocy. Bez uznania Boga jako Ojca wszystkich ludzi nie ma prawdziwej wolności, braterstwa i równości.

Obecnie przeżywamy chaos w Stanach Zjednoczonych, potworne nadużycia wypływające z odstępstwa od Boga i Jego przykazań. Z tego powodu cierpimy wszyscy. Ale jeśli ktoś sądzi, że droga do uzdrowienia stosunków i naprawy zła prowadzi przez krwawą rewolucję jak mniema pewna grupa młodych Amerykanów, to się grubo myli.
Dwie największe w historii rewolucje: francuska z roku 1789 i bolszewicka z roku 1917 skończyły się kompletnym fiaskiem. Oba kraje spłynęły obficie krwią, spowodowały ogromne krzywdy i straty materialne, osobowe, kulturalne i duchowe. Pewien historyk francuski scharakteryzował Francję podczas rewolucji jako "dom wariatów". O Rosji można powiedzieć więcej. Komunistyczna Rosja obróciła się w wielkie więzienie i obóz koncentracyjny.

Pytano o radę autora Deklaracji Niepodległości, Tomasza Jeffersona, ambasadora Stanów Zjednoczonych we Francji w przede dniu wybuchu rewolucji: Rozpocząć rewolucję, czy nie? A on odradzał rozlewu krwi. Zachęcał do pokojowych rozwiązań. Początkowo rewolucja francuska rozwijała się pokojowo, w ramach prawa. Łagodny i ugodowy król Ludwik XVI zgodził się zwołać Stany Generalne i byłby w następnych latach zgadzał się na różne reformy, podpisywał nowe ustawy, ale masy podżegane przez demagogów i spiskowców pozbawionych wszelkich skrupułów dały się popchnąć do gwałtów i krwawych aktów zemsty. Rewolucjonista St. Just, którego Francja obdarzyła przydomkiem "Archanioła terroru" głosił, że "naród może się odrodzić tylko na stosie trupów". Terror srożył się falami. Każda nowa fala była potworniejsza i pożerała nawet dzieci rewolucji. We Francji zaczęło się również od zerwania z Bogiem, na miejsce którego intronizowano oświecony "rozum".

Jedyna sensowna rewolucja - to wewnętrzna odnowa

Rewolucja francuska i bolszewicka nie przyniosły ludziom szczęścia, przeciwnie - pogrążyły w morzu nieszczęść. Rosja pokutuje po dziś dzień za swe odstępstwo od Boga. czemu ciał wyraz A. Sołżenicyn w liście cło przywódców Związku Sowieckiego w roku 1973, na kilka miesięcy przed wydaleniem go z kraju. Pisał on:
"Doświadczenie historii Rosji uczyniło mnie przeciwnikiem wszelkich rewolucji i zbrojonych wstrząsów, także tych przyszłych: których pragniecie (nie u nas), i których się obawiacie (u nas). Przekonałem się, że masowe, krwawe rewolucje zawsze są zgubne dla narodów, pośród których się rozgrywają. I pośród naszego obecnego społeczeństwa wcale nie jestem osamotniony w tym przeświadczeniu ..."
"Wielkie rewolucje wielu zagadnień nie rozwiązują; wprowadzają natomiast duże zamieszanie; jedynie moralne i psychologiczne rewolucje dają trwałe zmiany. Wschód i Zachód znajdują się w trudnym położeniu. Wyjście z niego leży w płaszczyźnie moralnej, psychicznej i religijnej. Wolny świat ma tę wyższość nad komunistami, że religii nie odrzucił, choć wiele pod tym względem brakuje".
Sołżenicyn ma słuszność! Rewolucja, wojna, osobista zemsta, zła nie naprawią. Trzeba sięgnąć w głąb, do samego źródła wszelkich nieszczęść, do siedliska w którym się zło wylęga. A jest nim serce. W nim się rodzą - jak mówi Chrystus - złe myśli, zabójstwa, krzywdy, cudzołóstwa, nierząd, kradzież, fałszywe świadectwo (Mt 15, 18-19) ; tam się lęgnie zło, które nazywamy grzechem, i które zagraża osobistej godności, rodzinie, narodowi i społeczeństwu całemu. Z grzechem łączy się osobiste poniżenie, i społeczna niesprawiedliwość, ucisk, prześladowanie, analfabetyzm, głód, niedostatek mieszkań, odzieży, warunków higienicznych, brak lekarstw . . .
Zatem jedyna sensowa, godną człowieka rewolucją - to rewolucja religijna, duchowa, to powrót do Boga, Tego przykazań, Jego ładu i porządku przez wewnętrzne odrodzenie. Zerwanie z grzechem pozwoli nam dostrzec w każdym człowieku brata i sostrę. Odnowa wewnętrzna wytrąci równocześnie broń z ręki komunistów. Bo zło - według recepty Chrystusa - zwycięża się jedynie dobrem, zwłaszcza miłością, nigdy zaś odwetem. Mylą się ci, którzy powołują się na Chrystusa we wszelkich aktach przemocy. Chrystus nikomu nie pozwala podnieść miecza na drugiego człowieka, użyć jakiejkolwiek broni przeciwko niemu. "Którzy za miecz chwytają, od miecza giną" - mówił Chrystus (Mt 26. 52). Chrystus mówi o mieczu w przenośni, mianowicie o mieczu ascezy dobrowolnej, samozaparcia, wyrzeczenia. "Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz" (Mt 10, 32). Droga przemiany wewnętrznej nie jest więc łatwa. To droga krzyżowa. Gwałt zadany naszemu egoizmowi. Do takiej walki wzywa nas Chrystus, gdy mówi: "Kto chce iść za Mną. niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Kto nie bierze krzyża swego i nie niesie go za Mną, nie jest Mnie godzien".

Tadeusz Kościuszko dał nam piękny przykład naprawy stosunków w duchu chrześcijańskim. W czasie drugiego pobytu w Stanach Zjednoczonych sporządził testament i w nim przeznaczył pieniądze na uwolnienie murzynów, jakie Kongres był mu jeszcze winien za jego siedmioletnią służbę w Armii Kontynentalnej. Widział bowiem, że już tyle lat upłynęło ocl ogłoszenia Deklaracji Niepodległości, a jeszcze wielu generałów i mężów stanu, nie mówiąc już o innych, w dalszym ciągu trzymało murzynów w niewoli, wykorzystując ich. Żeby zaś uwolnieni za jego pieniądze murzyni umieli cenić wolność i korzystać z niej, żeby umieli jej bronić przed wrogami, zarządził, by zbudowano im szkołę i kształcono ich. Nie kogo innego wyznaczył na wykonawcę swego testamentu jak tylko wielkiego miłośnika wolności a swego przyjaciela - Tomasza Jeffersona. Oto jak Kościuszko, "męczennik wolności", rozumiał wolność, równość i braterctwo w świecie.

W sierpniu bieżącego roku odbędzie się Międzynarodowy Kongres Eucharystyczny w Filadelfii. Ma on również na uwadze nasze wewnętrzne odrodzenie. Niech ono będzie prezentem urodzinowym dla Narodu Amerykańskiego. Chrześcijanie według wskazań Chrystusa mają zawsze zaczynać naprawę od siebie samych, od oczyszczenia duszy z grzechów i ozdobienia jej łaską nadprzyrodzoną, przyjaźnią z Bogiem. Nigdy odnowy nie zaczynają od naprawiania drugich.
Krwawe rewolucje nie naprawiają zła ale go powiększają, wprowadzają zamieszanie, stosują terror, budzą chęć odwetu, pozbawiają człowieka wolności i godności.
Rewolucja chrześcijańska stosuje prawo Chrystusowej miłości i w duchu tego prawa zaprowadza ład Boży, sprawiedliwość, braterstwo, wolność i równość. W powszechnym więc i zaciekłym sporze o Boga wiemy co mamy czynić. Utwierdzajmy królestwo Boże na ziemi. Bądźmy wierni Bogu i kochajmy Go całym sercem.