Stanowisko Kościoła wobec ateizmu

Radiowe przemówienie wygłoszone przez
o. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu
GODZINY RÓŻAŃCOWEJ o. JUSTYNA 25-ty stycznia 1976

Stanowisko Kościoła wobec ateizmu

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Historia Wielkiej Rewolucji Francuskiej przemilcza szczegół, sam w sobie banalny, lecz ze względu na jego symbolikę, wart przytoczenia. W czasie największego terroru, gdy pod nóż gilotyny kładło swe głowy wielu niewinnych ludzi, na Polach Marsowych, na oczach tysięcy widzów, odbyła się uroczysta intronizacja bogini rozumu i wolności. Boginię uosabiała młoda i piękna niewiasta Theroigne de Mericourt. Zjednała sobie serca tłumów tym, że publicznie bezcześciła honor i godność kobiety oraz, że bluźniła Bogu.
Rewolucja Francuska była triumfem Wieku Oświecenia, który ubóstwiał rozum, uznał go za jedynego przewodnika człowieka, odrzucając Boga, Jego Objawienie i przykazania. Intronizacja bogini rozumu i wolności była symbolicznym aktem. Rozszalały lud francuski decydował się żyć odtąd bez Boga, zrywał więc z wiarą i moralnością chrześcijańską, ogłaszając całkowitą i nieskrępowaną wolność człowieka. W tym szalonym widowisku obok pięknej Theroigne de Mericourt zasiadł Józef Fouche - minister urzędu bezpieczeństwa - policji. Mało która kobieta w historii odebrała tyle hołdów co Theroigne de Mericourt. Lud francuski nie szczędził bohaterce narodowej ani wiwatów, ani pochlebstw i czołobitności.
Po Rewolucji atoli słuch po niej szybko zaginął. Dopiero w roku 1817 na bramie pewnego paryskiego szpitala wywieszono klepsydrę o śmierci Theroigne de Mericourt. Nazwa szpitala Pauperi Lunatici de Sal Petriere - mówiła sama za siebie. Był to zakład dla obłąkanych. Theroigne de Mericourt spędziła w nim 20 lat. Jej sława zabłysła na krótko jak meteor i przepadła na zawsze. Po 20 latach pobytu w zakładzie jej imię i jej rola podczas Rewolucji poszły w niepamięć. I tak dawna bogini rozumu i wolności zakończyła swe życie. Postradała zmysły! Nie mogła doznać większego poniżenia. Okresowe przebłyski świadomości jakie ją nawiedzały, wypełniała rozpaczliwymi jękami, budząc dokoła grozę i współczucie.
Bunt przeciwko Bogu nic zawsze kończy się aż tak tragicznie. Prędzej czy później jednak człowiek musi przyjść do przekonania, że walka przeciwko Bogu jest jednocześnie walką przeciwko sobie samemu, przeciwko siłom natury, które od wewnątrz prowadzą człowieka do Boga, Twórcy wszechświata, Dawcy życia i Źródła szczęścia. Gdy człowiek okazuje złą wolę i usiłuje odłączyć się od Boga i opiera się tylko i wyłącznie na kierownictwie omylnego rozumu i ślepych żądz, wtedy sam rozum i cała natura sprzymierzają się przeciwko śmiałkowi, któremu dotychczas wiernie służyły.
Pokusa oderwania się od Boga, zdetronizowania Go, bałwochwalczego wynoszenia człowieka na miejscu Boga, budowania raju na ziemi bez Boga, jest stara jak ludzkość, o czym dobrze wiemy. W naszych atoli czasach przybrała ona nową, perfidną formę, która może być tylko dziełem szatana. O niej to będę dziś mówił.

STANOWISKO KOŚCIOŁA WOBEC ATEIZMU

Ubóstwienie rozumu

Ludzie dzielą się na wierzących i niewierzących. Niewierzących nazywamy też bezbożnikami, ateistami. Słowo "niewierzący" nie jest zbyt szczęśliwym i słusznym określeniem, bo wszyscy ludzie wierzą. Ateiści nie wierzą tylko w Boga, w Jego istnienie, że stworzył świat duchowy i materialny, że opiekuje się światem . . . Nie wierzą, że Bóg obdarzył ludzi duszą nieśmiertelną, że do ludzi przemówił przez Swego Syna Jezusa Chrystusa, który przyszedł na ziemię pod postacią człowieka, objawił nam Bożą wolę, dał przykazania, zbawił od grzechu i otworzył na powrót bramy królestwa niebieskiego.
Ateiści natomiast wierzą, tak jak my wierzymy reporterom, dziecko - matce, uczeń - nauczycielowi. Ateiści wierzą przede wszystkim mądrym i uczonym tego świata. Wierzą naiwnie, że rozum jest zdolny rozwiązać wszystkie tajemnice i zagadki życia, że jest najwyższą siłą. Odrzucają istnienie Boga i świata duchowego, gdyż nie mogą Boga ani świata duchowego widzieć, dotknąć, zbadać, zmierzyć. Śnią o raju na ziemi i wierzą, że rozum ludzki go stworzy, że na ziemi zapanuje kiedyś pełne szczęście. Ich zdaniem na przeszkodzie w stworzeniu raju ziemskiego stoi tylko niewiedza, brak wykształcenia. Niewiedza według nich jest jedynym grzechem, źródłem wszelkich nieszczęść - wojen, nienawiści, zbrodni, przestępstw, głodu, braku mieszkań, niesprawiedliwości, chorób. Dlatego trzeba wszystkich uczyć jak najwięcej. Wiedza usunie wszelkie niedoskonałości, pomyłki, błędy. Wiedza przedłuży życie, zwolni ludzi od ciężkiej pracy, zaprowadzi sprawiedliwość, równość i braterstwo. Stąd owo uwielbienie rozumu. Rozum jest bożyszczem. Stąd nad głowami uczonych zawiesza się aureolę świętych, a inżynierów uważa się za kapłanów stechnizo-wanego społeczeństwa. Stąd pęd, aby rozwijać umysł młodzieży jak najbardziej, choćby z pominięciem rozwoju innych władz duszy, kształcenia siły woli, wychowania do miłości. W dziedzinie woli, żądz zmysłowych ma być zupełna wolność, zażywanie wszelkich przyjemności.

Punkt rozejścia się

Takie uwielbienie rozumu ludzkiego i jednoczesne odrzucenie Boga jest punktem, od którego drogi ludzkie się rozchodzą. Wierzący w Boga kochają ziemię arcydzieło rąk Bożych, korzystają z dóbr ziemskich, ale ich celem ostatecznym jest królestwo Boże. Ziemia to tylko doczesne mieszkanie, szlak pielgrzymi, miejsce próby. Tu przygotowują się do życia doskonalszego i szczęśliwszego w niebie. Ziemia jest jakby sakramentem, świętym znakiem wiecznej ojczyzny.
Przecenianie rozumu jest zasadniczym błędem, który ludzi dzieli; błędem, który stanowi dramat całej ludzkości; błędem, który skrzywia bezbożnym cały pogląd na życie i świat. Błąd ten coraz bardziej oddala ateistów od Boga. Można by ich los porównać z lotem rakiety lecącej w przestworza z popsutym żyroskopem, aparatem sterowniczym. Rakieta nie może utrzymać się na właściwym torze, by dotrzeć do celu. Początkowe małe odchylenie od właściwego kierunku lotu doprowadzi w końcu do zagubienia w przestworzach.
Obranie ludzkiego rozumu za bożka jest katastrofalne dla wszystkich ludzi. Człowiek bowiem usiłujący zająć miejsce Boga, sam ustala prawa moralne, decyduje co jest dobre a co złe.

Sprawa wyboru

Ateistów ideowych, z prawdziwego zdarzenia nie można uważać za obałamuconych. Oni są świadomi swego wyboru, tak jak zbuntowany anioł, który powiedział Bogu: "Nie będę służył!" Ateiści z prawdziwego zdarzenia są zazwyczaj dobrze obeznani z zagadnieniami religijnymi. Odrzucają oni Boga, bo tak chcą, bo im z tym na ziemi dobrze. Nie odczuwają braku Boga i zubożenia swego człowieczeństwa. Twierdzą, że bezbożność daje im świadomość pewnego wyzwolenia. Nierzadko swoim bezbożnictwem chlubią się, lubią podkreślać fakt, że są ateistami. Czują nawet pewien kompleks wyższości wobec ludzi wierzących w Boga.
Ateistę scharakteryzował R. Coffy w swej książce "Bóg niewierzących". Przez usta jednej z postaci tej książki Roger Vailland mówi:
"Jeżeli chlubić się mogę jakąś zaletą, to sądzę, że chyba tą, iż należę do owej grupy ludzi, tradycyjnie francuskiej, która od wieków prowadzi otwartą walkę - w imię rozumu ludzkiego - z pojęciem rzeczy świętej we wszystkich jej postawach . . . Problem religijny dla mnie nie istnieje . . . Tracąc wiarę nie przechodziłem przez jakiś kryzys wewnętrzny, odbyło się to w sposób naturalny, stopniowo, w miarę jak stawałem się "rozsądny". Zjawiska utraty wiary nie otacza jakaś tajemnica, nie pociąga ono rozterki, niepokoju".
Oto jak człowiek może zagłuszyć w sobie podstawową prawdę, że wyszedł od Boga i do Boga zdąża!

Ateizm z prawdziwego zdarzenia

Bezbożnych nigdy nie brakowało w dziejach ludzkości. Najbardziej jednak rozsławili się ateiści z przełomu XVIII i XIX wieku, z czasów tak zwanego Oświecenia. Są oni ideowi, z prawdziwego zdarzenia, fanatycznie walczący z Bogiem, religią i Kościołem. Patronował im niemiecki filozof Fryderyk W. Nietzsche. Jego nazwisko stało się prawie symbolem walki człowieka o pełną autonomię, o niezależność zapewniającą mu absolutną władzę nad sobą i kosmosem. Wtedy to ateizm zaczyna się organizować i obejmować masy. Nietzsche i jego zwolennicy układają zbiorowy nekrolog o śmierci Boga. Jean Paul Richter drwi z Chrystusa i mówi, że nadeszły nowe czasy, gdy Chrystus powinien ze szczytu najwyższej budowli świata ogłosić światu drugą ewangelię, drugą nowinę: że Bóg umarł, że Go już raz na zawsze pochowano. Heinrich Heine szydzi: "Czy nie słyszycie dźwięku dzwonka? Klękajcie! Oto niosą ostatnie sakramenta konającemu Bogu". Voltaire, król ironii, nawołuje, żeby zniszczyć hańbę ludzkości, jaką jest chrześcijaństwo. "Jestem zmęczony wysłuchiwaniem, że do rozwoju chrześcijaństwa przyczyniło się dwunastu ludzi. Udowodnię, że jeden człowiek potrafi je zniszczyć". Karol Marks rozpowszechnia swój slogan, że religia to opium dla ludu, odurza i odciąga go od obowiązków ziemskich, od budowania raju na ziemi.
Te pełne nienawiści wypowiedzi cały ówczesny świat przyjmował z przerażeniem jako bluźnierstwa i podeptanie największych, powszechnie jeszcze uznawanych świętości. Ale to byli ateiści ideowi, którzy przemyśleli sprawę i odrzucali Boga z pełną świadomością; żyli w stałym napięciu sił intelektualnych, które użyli do odpierania logiki prawd Bożych. Wypowiedzi Nietzsche'go były jak wybuch wulkanu; ich żar do dziś czujemy. Zbuntowani ateiści przeciw Bogu poświęcili wiele czasu, sił i talentu, by postawić siebie na miejscu Boga, ustawić wszystko dokoła siebie, wyrokować o tym, co dobre i piękne. Kościół z nimi polemizował, ścierał się, potępiał ich błędy, ostrzegał wiernych przed ich ideową i moralną trucizną.

Ateizm masowy - narzucony, oportunistyczny

Dzisiejszy ateizm jest płodem Wieku Oświecenia. Dziś jest on dobrze zorganizowany. Patronują mu zaś rządy ateistyczne, posługujące się w walce z wierzącymi całym aparatem administracyjnym, policyjnym, najbardziej wyrafinowanymi metodami udręczeń, szykan i likwidacji. Jeśli chodzi o masy, to bezbożnictwo narzuca się im przemocą, bałamuctwem. Nie jest to zatem ateizm ideowy, z prawdziwego zdarzenia, przez jednostki przemyślany i usprawiedliwiony. Jest to raczej ateizm praktyczny o podłożu moralnym. Współcześni ludzie często wierzą nadal w Boga, ale żyją tak, jakby Go wcale nie było.
Praktyczny ateizm wywiera również wielki wpływ na słabych we wierze chrześcijan i katolików, co zauważył wielki filozof chrześcijański Jacąues Maritain patrzący na pogański styl życia wielu chrześcijan. Jest to forma ateizmu, jaką już Chrystus scharakteryzował słowami: "Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym jest daleko ode Mnie" (Mt 15, 8). To są katolicy z imienia, tylko żyjący po pogańsku. Jeśli idą na Mszę świętą niedzielną, to ze zwyczaju. Możemy poznać ich po tym, że latami stronią od Spowiedzi i Komunii świętej. W domu usunęli krzyż, nie modlą się, nie stosują umartwień, postów, samozaparcia się; nie uznają za grzech cudzołóstwa, rozwodu czy aborcji. Pozornie wszystko jest w porządku, lecz życie ich zaprzecza Ewangelii: pogardzają biednymi, odnoszą się z gniewem i niechęcią do tego wszystkiego, co zagraża ich interesom; drżą w obawie o swój prestiż i stan posiadania; wszelkim aktom gwałtu i przemocy przyglądają się bez zmrużenia powiek. Serce swoje zatopili w sprawach ziemskich, zajęci są bowiem tylko sprawą swojej władzy, sukcesu.
Ateizm dzisieiszy jest sprawą szatana. Nie kładzie on nacisku na twierdzenie, że Boga nie ma. Nacisk kładzie na człowieka - ubóstwia jego rozum, zdolności, podkreśla jego samowystarczalność, namawia go, by wyszedł spod opieki Boga, bo dorósł, zmądrzał i stał się wolny. Bóg sam wycofa się dyskretnie ze wszystkich dziedzin życia ludzkiego. Nie będzie już potrzebny ani w technice, ani w gospodarce surowcami, ani w literaturze, sztuce, polityce, w badaniach naukowych i w korzystaniu z ich wyników.
Taką właśnie atmosferą zatruwa się dziś masy. Ateiści tłumią wszelkie przejawy duchowe. W krajach komunistycznych Kościół nie ma dostępu do radia, telewizji, do prasy, do szkół. Nie wolno mu organizować dzieci i młodzieży. W naszym zaś kraju dzieciom nie wolno mówić w szkole modlitwy. Z gwałtownym protestem spotkali się parę lat temu astronauci za czytanie urywków Biblii w dzień Bożego Narodzenia w orbicie księżyca. Prasa, filmy, telewizja szerzą gruby materializm, głoszą wolność od obowiązków i odpowiedzialności przed Bogiem. Wychwalają pogoń za użyciem i przyjemnościami. "Jeśli nie ma Boga, wszystko jest dozwolone" - mówił kiedyś pisarz rosyjski F. Dostojewski.

Nowe stanowisko Kościoła wobec ateizmu

W ostatnich dziesięciu latach przeżywamy eksplozje owego praktycznego bezbożnictwa. Kościół wobec tego nowoczesnego pogaństwa wyszedł ze swej izolacji, w której trwał przez cztery wieki od czasów Reformacji Lutra. OjcoII Soboru Watykańskiego zapoczątkowali badanie przeczyn masowego niedowiarstwa i doszli do przekonania, że we wielu wypadkach ateizm jest niezupełnie zawiniony, że jest często reakcją przeciwko życiu chrześcijan niezgodnemu z Ewangelią, lub jest wynikiem niemoralnego życia, że masowy ateizm dzisiejszych czasów jest mniej doktrynalny, ideowy, co raczej moralny. Wobec tego stanowisko Kościoła jest nieco inne, aniżeli dawniej w stosunku do zagorzałych, ideowych, całe życie walczących z Bogiem i Kościołem ateistów. Kościół dziś odróżnia ideowych teoretyków i przywódców bezbożniczego ruchu, którzy dysponując żelaznym systemem państwowym przemocą narzucają ateizm, od ofiar zbałamuconych mrzonką ziemskiego raju, większą wolnością, lub wręcz zniechęconych faryzeizmem wielu chrześcijan. Teoretycy i przywódcy ateizmu wiedzą dobrze co czynią. Natomiast wobec zbałamuconych i zniewolonych mas Kościół zajmuje stanowisko Matki, pełnej miłosierdzia i wyrozumienia. Unika więc potępień, polemik, natomiast cały swój wysiłek kieruje ku duchowemu odrodzeniu Ludu Bożego, a równocześnie ku usunięciu wszelkich braków, zaniedbań i zgorszeń. Kościół duchowo odnowiony i ożywiony - jak to mówił Papież Jan XXIII - pociągnie mocą łaski Bożej niewierzących.

W tym celu Kościół zreformował służbę Bożą - liturgię: Mszę świętą ubogacił czytaniami Pisma świętego, wprowadził język ojczysty, zachęcił całą wspólnotę do żywego udziału w liturgii. W tem też duchu przeprowadził reformę obrzędów sakramentów świętych, zwłaszcza sakramentu Chrztu, Pokuty i sakramentu chorych, aby ukazać wszystkim bogactwo źródeł odrodzenia.
Kościół troszczy się o zbawienie dusz i pragnie również trafić do niewierzących. Ojciec święty Paweł VI podsuwa nam różne okazje do wewnętrznego odnowienia i pogłębienia wiary. Taką okazją był na przykład Rok Święty.
Kościół wykazuje, że odstępstwo od Boga jest błędem dzisiejszego człowieka. Czyż nie przekonujemy się, że daremny jest trud tych, którzy budują raj na ziemi bez Boga, głównego Architekta? On ma w swym ręku wszystkie plany. Kościół wykazuje, że niewiara zuboża człowieka, udaremnia rozwój jego osobowości. Wiara nikogo nie poniża, przeciwnie Bóg jest fundamentem godności człowieka i wszelkiego ładu na ziemi. W Bogu tylko znajdujemy rozwiązanie zagadki życia i śmierci, winy i cierpienia, prawdziwej wolności, pokoju, szczęścia. Bóg jest źródłem nadziei.

Rola Kościoła

Bezbożnicy usiłują wmówić masom, że Kościół jest nieprzyjacielem świata, że żywi nieufność do porządku doczesnego i do natury ludzkiej, że zagraża wartościom ludzkim i ziemskim, że z ascetyczną pogardą patrzy na świat i żąda od wiernych, by uciekali od świata, jeśli chcą prowadzić życie doskonałe. Jest to wielkie nieporozumienie. Kościołowi nic co ludzkie nie jest obce. Kościół docenia rzeczywistość ziemską, świecką i doczesną, uznaje jej względną niezależność, autonomię. Względna, bo chociaż człowiek jest ośrodkiem i szczytem wszystkich rzeczy ziemskich, to jednak nie jest panem absolutnym. Ostatecznym fundamentem i normą wszelkiego ludzkiego działania jest Bóg. Dlatego człowiek powinien postępować zgodnie z planem Bożym i wolą Bożą. Kościół ma wielki szacunek i miłość dla świata jako do arcydzieła rąk Bożych i interesuje się wszystkimi dziedzinami życia nie po to, żeby poddać je swojej kontroli, lecz żeby je uszlachetniać, uświęcać, przebóstwiać.
Kościół pragnie zaznaczyć dziś swą obecność w świecie na sposób bardziej ewangeliczny - w większej prostocie, szczerości. Nie trzyma - jak mu dawniej zarzucano - z panującymi, z klasą możnych i bogatych. Kościół nie wiąże się z żadnym systemem politycznym. Jest Kościołem powszechnym, dla wszystkich narodów i ras. Więcej czasu i wysiłku poświęca biednym, upośledzonym i nieszczęśliwym. Chętnie nawiązuje dialog z niewierzącymi, aby ich sprowadzić do Boga i chętnie współpracuje w walce z głodem, nędzą, klęskami żywiołowymi, analfabetyzmem nawet z innowiercami i niewierzącymi. Podkreśla, że wszyscy ludzie są braćmi.
Kościół zabiega, aby usunąć z oczu wszystkich ludzi, zwłaszcza niewierzących, skandal nad skandale, którym jest rozbicie chrześcijaństwa i wzajemna wrogość odłamów, która do niedawna przejawiała się nietolerancją i prowadziła nieraz do walk religijnych.
Powiedziałem, że niewiara jest błędem, tragedią całej ludzkości, źródłem ogromnych cierpień zarówno niewierzących jak i wierzących. Najtragiczniejszy jednak jest los niewierzących, których zbawienie jest wystawione na szwank. Los, który spotkał narodową bohaterkę z czasów Rewolucji Francuskiej, Theroigne de Mericourt, spotyka w takiej czy innej formie wszystkich, którzy zawierzyli samemu rozumowi i odrzucili Boga. Życie idzie im na opak, gmatwa się i psuje. Rozum ludzki jest za słaby i nigdy nie obejmie dziedziny wiary. Wiara nie sprzeciwia się rozumowi, ale jest wspaniałym i koniecznym jego uzupełnieniem.

Chaos, anarchia szerząca się w świecie jest wynikiem odstępstwa od Boga i Jego przykazań. Jeśli nie szerzy się w krajach rządzonych przez komunistów, to tylko dlatego, że stosują bezwględną tyranię, ucisk i niewolnictwo z pogwałceniem wszelkich praw Boskich i ludzkich. Obecny stan świata jest chyba najlepszym argumentem przeciwko bezbożnictwu . Najwięcej przestępstw, kradzieży, samobójstw, morderstw jest w krajach najbardziej cywilizowanych, postępowych, bogatych, które oparły się tylko na ludzkim rozumie, zerwały łączność z Bogiem i czują się samowystarczalne. Co z tego, że człowiek wylądował na księżycu, skoro na ziemi nie może sobie poradzić z samym sobą? Co z tego, że potrafi przeszczepiać serca, przedłużać życie, jak nie zna prawdziwego sensu życia? Psychiatrzy nie zwolnią ludzi od winy, a narkotyki nie zastąpią Komunii świętej. Coraz większy postęp techniczny i umysłowy tylko uwydatnia wewnętrzne ubóstwo ludzi.
Nikt nie powie, że ateizm przybliżył nam raj na ziemi. Mało kto jest szczęśliwy. Ogarnia nas coraz większy strach, lęk, smutek, przeraża bezsens. Cisną się na usta słowa psalmisty: "Mówi głupi w swoim sercu: 'Nie ma Boga'" (14, 1). Cisną się słowa Chrystusa na usta, że Bóg zaślepi pychą nadętych, że "zakryje rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawi je prostaczkom" (Mt 11, 25). Przysłowie mówi: Ten się śmieje, kto się ostatni śmieje. Tak jest u ludzi, ale nie u Boga. On się nie śmieje, nie szydzi z błądzących, ślepych, buntujących się przeciw Niemu. Miłosierdzie Jego trwa na wieki. On pragnie zbawienia wszystkich ludzi. On szuka każdej owieczki zagubionej na manowcach, wśród cierni, chce je sprowadzić do Swej owczarni, a miłującym Go dać szczęście, jakie nie śniło się filozofom.
Dlatego Kościół idzie śladami Zbawiciela, zbliża się do błądzących, rozmawia z nimi, by im ukazać drogę, z której zeszli, a która prowadzi do domu Ojca w niebie.