WŁAŚCIWY SENS WIELKANOCY

Radiowe przemówienie wygłoszone przez o. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ o. JUSTYNA

18-ty kwietnia 1976

WŁAŚCIWY SENS WIELKANOCY

Witam Was, Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Popularny pisarz amerykański Fulton Oursler przeżył prawdziwy wstrząs duchowy na widok dziecka płaczącego w wigilię świąt Bożego Narodzenia. Płakała jego pięcioletnia chrześniaczka, Janeczka Grace, najmilsze i najradośniejsze dziecko jakie znał.
Janeczka Grace była zachwycona przy choince, ale nagle odwróciła się od swej nowej, podarowanej lalki w wózeczku i od choinki jarzącej się blaskiem świec, a po chwili łkała w nieutolonym płaczu. Rodzina była najwyraźniej zmieszana. Co się stało? Dlaczego ona płacze? - pytali wszyscy, patrząc na siebie porozumiewawczo.
Można się było domyślić. Dziewczynka trzymała w zaciśniętej piąstce krucyfiks i raz po raz. jakby z niedowierzaniem, a na pewno z przerażeniem i bojaźnią nań spoglądała. Okazało się, że wśród podarunków otrzymała też krucyfiks na ścianę do swego pokoju. Próbowano1 Ją uspokoić i wyjaśnić historię Jezusa przybitego do krzyża. Ale ona ciągle zanosząc się od płaczu pytała:
- Czy to nieszczęście naprawdę spotkało Jezusa, gdy dorósł? Czy Jezus
był naprawdę ukrzyżowany?
Po chwili zastanowienia uklękła przy żłóbku, wyjęła z niego figurkę Dzieciątka Jezus, i tuląc do serca mówiła szeptem:
- Mamusiu, to straszne, żeby tak zakończyć życie!
Mamusia tłumaczyła jej, że śmierć krzyżowa nie kończy historii Bożego Dzieciątka z Betlejem; po Jego ziemskim życiu nastąpiła nowa, chwalebna część historii; że w ogóle wszystko miało szczęśliwy koniec w święto Wielkanocy, gdy Jezus zmartwychwstał i wkrótce potem wstąpił do nieba, aby tam przygotować nam wszystkim miejsce.
Mała Janeczka Grace kojarzyła sobie Wielkanoc z czekoladowymi zajączkami, pisankami, z cudnymi liliami w kościele, z radosnymi śpiewami, biciem dzwonów, procesją rezurekcyjną, i ... pięknym kapelusikiem jaki otrzymała w ubiegłym roku na wiosnę, na Wielkanoc. Ale mamusia wyjaśniała, że Wielkanoc znaczy coś więcej niż to wszystko.
- A więc co to jest Wielkanoc? Co znaczy Wielkanoc? - pytała Janeczka.
Wtedy świeżo nawrócony na katolicym Fulton Oursler próbował dać jej
odpowiedź na podstawie tego, co przypominał sobie z katechizmu. Odpowiedź dał krótką, ale ujętą w teologiczne wyrażenia, nie dostosowaną do poziomu umysłowego dziecka. Fulton Oursler nie był więc z niej zadowolony, a tym bardziej Janeczka Grace. Postanowił jednak dać jej lepszą, bardziej wyczerpującą, jaśniejszą odpowiedź, ale nie zaraz. Przygotowywał ją przez wiele lat myślowego wysiłku, wczytywania się w słowa Pisma świętego, rozmyślań i modlitwy. Zbierał wszystkie złote myśli na ten temat i zapisywał z taką cierpliwością i systematycznością z jaka dziewczynka nawleka na sznur koraliki. Gdy skończył swą pracę mógł dać zadawalającą odpowiedź nie tylko swej chrześniaczce, ale wszystkim dzieciom i wszystkim dorosłym - zdrowym i chorym, spracowanym i nieszczęśliwym. Część jego odpowiedzi znajdziecie w dzisiejszej pogadance, której daję tytuł:

WŁAŚCIWY SENS WIELKANOCY

Wcielenie idei zadośćuczynienia za grzechy

Niedaleko West Point, gdzie dziś stoi Akademia Wojskowa, a gdzie 200 lat temu Kościuszko przystąpił do budowy największej fortecy z wieńcem fortów i redut dokoła, po przeciwległym brzegu rzeki Hudson znajduje się miejscowość Garrison. Tu, w roku 1898 były episkopalny pastor ,a potem ksiądz katolicki. O. Lewis Thomas Wattson założył nowe zgromadzenie w duchu świętego Franciszka z Asyżu o nazwie Society of Atonement - Zgromadzenie Pokutne. Członków jego zwano popularnie Atonement Friars - Braćmi Pokutującymi, albo po prostu franciszkanami - Graymoor Friars. W samej nazwie widoczna jest idea przewodnia zgromadzenia, mianowicie - ekspiacja, wynagrodzenie Bogu za grzechy ludzi za nienawiść, niesprawiedliwość, pychę, nieczystość, zbrodnie, pijaństwo . . . Jednym z grzechów chrześcijaństwa jest jego rozłam, więc franciszkańscy pokutnicy obrali sobie też jako cel przyśpieszenie pojednania i zjednoczenia wszystkich odłamów chrześcijańskich. Od nich też wyszła rozpowszechniona dziś na cały świat praktyka Oktawy Modłów o Zjednoczenie Chrześcijan, odprawiana w lutym, przed świętem Nawrócenia świętego Pawła Apostoła.
Założyciel zgromadzenia Ojciec Lewis T. Wattson przybrał sobie imię Paweł, z wdzięczności dla Apostoła, którego listy podsunęły mu myśl o potrzebie zadośćuczynienia za grzechy. Wszyscy zakonnicy w duchu ekspiacji rezygnują z życia rodzinnego, w miłości mężczyzny do kobiety, z posiadania własności, z własnych ambicji. W tym duchu również pracują. W roku 1909 postawili na wzgórzu gospodę pod wezwaniem świętego Krzysztofa - Christopher's Inn, przytułek dla bezdomnych, bezrobotnych, włóczęgów, rozbitków życiowych - ofiar ludzkich grzechów. Nieszczęśliwcy przybywają tu ze wszystkich Stanów, otrzymują darmo nocleg, pożywienie i odzież. Mogą się tu zatrzymać tak długo jak tylko chcą.
Ktoś pomyśli: ci zakonnicy są chyba naiwni: czy nie widzą, że przychodzą do nich sami nabieracze? Że przyjmują włóczęgów i darmozjadów i popierają nieróbstwo i oszustwo? Nie tak myślą zakonnicy. Oni widzą we wszystkich rozbitkach życiowych ofiary grzechów, ofiary bezbożnej filozofii życia, ofiary ułudnych haseł i mamideł tego świata, który nie liczy się z Bogiem i wabi ludzi obrazem fałszywego szczęścia. A gdy ich upodli, zniszczy, zmarnuje im życie, zapomina i usuwa z publicznego widoku do nor i spelunek, jako szumowiny społeczeństwa.

Największy dar - dar miłości

Zakonnicy niosą rozbitkom największy dar - dar bezinteresownej, prawdziwej miłości na wzór miłości Chrystusowej. I mają nadzieję, że ich potrafią uratować i przywrócić do czci i sławy, włączyć na nowo do społeczeństwa. Gospoda świętego Krzysztofa nie jest jednak ośrodkiem rehabilitacyjnym. Zakonnicy nie stawiają pytań, nie wymuszają zwierzeń, ani obietnic, przyrzeczeń poprawy. Nikt nie moralizuje, nie biada, ani nie potrząsa nad nieszczęśnikami głowy.
Leczą tylko gościnnością i miłością. Dają to, co się każdemu należy. Dają dar najrzadziej dawany. Dar prawdziwej miłości, na który świat nie stać. Tam liczy się tylko miłość! Ona dźwiga, wiedzie do opamiętania, dodaje sił, wraca nadzieję i wiarę. Miłość chrześcijańska przekracza różnice rasy. narodowości, języka, przekonań, wykształcenia, pochodzenia, zdolności. Miłość Chrystusowa obejmuje nawet nieprzyjaciół. Jest to więc siła Boża, która działa przez ludzi i przenika bariery jak promienie słońca sączące się przez szybę.
Co z tego mają mnisi? Co im z tego przyjdzie? Słuszne pytanie. Apostołowie o to samo pytali swego Mistrza: "Oto opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy" (Mt 19,27). O, gdyby pokutnicy z Garrison potrafili nam przekazać to co czują, co otrzymują w zamian za poświęcenie i trud? "Ale jak można opisać piękno piątej Symfonii Bethovena człowiekowi głuchoniememu od urodzenia, który nigdy żadnego dźwięku nie słyszał"? - powiedział jakiś mnich z Garrison. W każdym dniu mają nową Wielkanoc i przeżywają święta Zmartwychwstania Pańskiego.
Przede wszystkim cud zmartwychwstania dokonuje się w nich samych. Ciągle na nowo rodzą się dla Boga ile razy opanowują się, znoszą cierpliwie bluźnierstwa i przekleństwa miotane przez bliskich rozpaczy nieszczęśliwców, gdy upakarzają się przez zmywanie z podłóg nieczystości po jakimś chorym alkoholiku.
Franciszkanie ci znają sekret szczęścia, sekret miłości bezinteresownej. Znajomość sekretu odzwierciedla się w ich twarzach. Mają spokojne, radosne spojrzenie. Niektórzy są starzy, ale w całym ich obejściu, w ruchach, słowach jest coś młodzieńczego. Sekret szczęścia znaleźli w cudzie zmartwychwstania. Każdy z nich może powiedzieć: "Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus". Nikt nie zamierza opisywać ich przygód i dokumentować w książkach szare dni poświęcenia. Każdy pisarz wie, że w życiu zakonnika nie ma nic szczególnego, nic sensacyjnego, co by mu dostarczyło wątku do książki. Świat zresztą mało dba, czy który z tych wykolejeńców życiowych odzyska sens życia.

"Graymoor friars" nie utrzymują również kontaktu z rozbitkami, gdy opuszczą ich gospodę. Nie dowiadują się co się z nimi dzieje, czy miłość ich uleczyła, czy nastąpiła w nich duchowa przemiania, czy stali się nowymi ludźmi, odrodzonymi, zmartwychwstałymi. Nie prowadzą statystyki, nie ubiegają się o nagrodę, ani nawet o samozadowolenie z dobrze spełnionego obowiązku. Wierzą, że wszystko jest w ręku Boga, że są pomocnikami Boga, który sam daje wzrost wszystkim roślinom, ziołom, kwiatom, drzewom . . . Tylko przypadkowo dowiadują się o jakimś cudownym uzdrowieniu duszy swoich dawnych podopiecznych. O jednym z nich mówi Fulton Oursler, bo cud przydarzył się jego przyjacielowi.

Historia pewnego zmartwychwstania

Przyjaciel o zmyślonym nazwisku, Eyerett, był z zawodu pisarzem brukowych, popularnych powieści, które zazwyczaj można dostać w drugstore - w drogerii. Miał niepośledni talent do książek erotycznych. Opisywał konflikty miłosne kończące się często zbrodnią. Everett trwonił wszystkie dochody na wódkę i orgie homoseksualne, aż stracił zupełnie energię do pisania zarówno i dobrych i złych książek. Wyschło źródło dochodu. Przeszedł też moment, że już nigdzie nie mógł zaciągnąć pożyczki. Wyrzucony z mieszkania sypiał po zawszonych spelunkach najgorszej dzielnicy Nowego Yorku - Bowery.
W końcu od jakiegoś włóczęgi w dzielnicy chińskiej dowiedział się o Gospodzie świętego Krzysztofa w Garrison. N. Y. Nic wiedząc dokładnie co to jest, głodny, nieszczęśliwy, autostopem (hitchhiking) dotarł do franciszkanów. Zapukał, a gdy mu otworzono, ujrzał w głębi jasno oświetloną salę i odczuł ciepło buchające z kominka; zapach świeżo pieczonego chleba podrażniał nos.
- Wejdź, proszę, Bracie Krzysztofie! - usłyszał na przywitanie.
- Nie nazywam się Krzysztof, a tylko . . .
Ale dla zakonników każdy gość jest Krzysztofem. Z greckiego "Christophor" znaczy noszący Chrystusa. Mnisi widza w każdym człowieku Chrystusa, zwłaszcza w nieszczęśliwym. Pamiętają na słowa Chrystusa: "Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" (Mt 25, 40). "Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, . . . nie utraci swojej nagrody" (Mt 10, 42).

Rok później Oursler i Eyerett spotkali się w Nowym Jorku w klubie, a to odrodzenie przyjaciela uczcili wspólnym obiadem. Everett rzeczywiście stał się nowym człowiekiem. Zmartwychwstał z grobu swej niechlubnej przeszłości. Stanął znów do warsztatu pracy. Od niego Oursler dowiedział się o setkach innych nieszczęśliwców, którzy tak jak on, w Gospodzie świętego Krzysztofa doznali cudu zmartwychwstania na ciele i na duszy - jedni podźwignęli się z pjiaństwa, drudzy z narkomanii, inni jeszcze z próżniactwa lub rozpusty. Do serca ich wstąpiła wiara i nadzieja.

Ukrzyżowanie namiętności i grzechów

Ile razy Everett odwiedzał F. Oursler'a, tyle razy prawie mówił o tajemniczej duchowej sile promieniującej z klasztoru Graymoor. Oursler był wtedy jeszcze zarozumiałym agnostykiem, więc przerywał niecierpliwie te wspomnienia: "Co ty sobie myślisz, że wszyscy powinniśmy przywdziać habit zakonny i zająć się wykolejeńcami"?
"Nie"! - odpowiedział Everett. - "Ale wszyscy możemy zmniejszyć ilość zła na świecie, a przynajmniej go nie powiększać. Możemy to zrobić przez ukrzyżowanie naszych wad, grzechów, specjalnie zaś tych, które wypływają z naszego egoizmu: nienawiść, zadrość, pychę, nieczystość, obmowy i oszczerstwo ..."
"Każdy z nas - perswadował dalej Everett - mógłby się upoddbnić do mnichów z Graymoor, gdyby uznał Boga za Ojca, a w konsekwencji wszystkich mężczyzn i kobiety za braci i siostry. Wrówczas o wiele łatwiej kochać ludzi po Bożemu, gdy się ich traktuje jak braci i siostry. Dzisiaj lekarze i psychologowie stwierdzają, że istnieje tak zwana psychosomatyka - wzajemna zależność i wzajemne oddziaływanie duszy na ciało oraz ciała na duszę. Mówią nam, że nieraz artretyzm, który usztywnia nogi i kręgosłup, wrzody żołądkowe, a nawet ostre migreny są chorobami, któreśmy sobie sami zadali, sami spowodowali przez ciągłe napięcia nerwowe, chowane urazy, nienawiści, chęć zemsty, podejrzenia . . . Usuńmy te trucizny z naszej psychiki, a uzdrowimy ciało . . ."
Czy psychosomatyka jest nową nauką? Wcale nie! Chrystus 2000 lat temu mówił, że najlepszą metodą zapobiegawczą do zachowania zdrowia duszy i ciała jest miłowanie Boga z całego serca, a bliźniego swego jak siebie samego, trwania w miłości i stałe wzrastnie w niej, obejmowanie nią nawet nieprzyjaciół, a więc tych. którzy nam źle czynią, prześladują; przebaczanie naszym winowajcom nie raz, nie dwa, ale ile razy zajdzie potrzeba; modlenie się za nieprzyjaciół i czynienie im dobrze. Tę samą naukę podjęli uczniowie. Święty Paweł Apostoł przestrzegał: "Niech nad waszym gniewem słońce nie zachodzi". To znaczy - usuńcie jad gniewu natychmiast, żeby się nie rozrósł, żeby was zupełnie nie opętał, żeby was nie męczył podczas snu, żeby serce wasze nie skamieniało w uporze. "Nie dawajcie miejsca diabłu". Gniew jest grzechem, usunięciem Boga z duszy a poddanie się władzy diabła. "Niech zniknie spośród was wszelka gorycz - mówi dalej święty Paweł - uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważanie - wraz z wszelką złością. Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie" (Ef 4, 26-32).
"Błogosławcie tych, którzy was prześladują . . . Nikomu złem za złe nie odpłacajcie. Starajcie się dobrze czynić wobec wszystkich ludzi . . . Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód - nakarm go. Jeżeli pragnie - napój go. Tak bowiem czyniąc, węgle żarzące zgromadzisz na jego głowę". To znaczy najłatwiej poprawisz złego świadcząc mu dobro. "Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj" (Rz 12, 14-21).
Everett znalazł "Drogę, Prawdę i Życie" - to znaczy znalazł w "Gospodzie" franciszkanów Chrystusa.

Chrzest oznacza śmierć grzechowi

Symbolicznym przedstawieniem śmierci namiętnościom i grzechom jest chrzest. Zanurzenie w wodzie chrzcielnej jest jakby zstąpieniem do grobu. Ale z tego zanurzenia jak z grobu człowiek wychodzi nowym człowiekiem, usprawiedliwionym, czystym, otwartym na działanie Ducha Świętego, dzieckiem Boga i dziedzicem nieba. Przez chrzest - mówi święty Paweł - wszyscy, którzy należą do Chrystusa, ukrzyżowali swą grzeszną naturę wraz z jej namiętnościami i pożądliwościami (Gal 5, 24). "Czyż nie wiadomo wam - mówi dalej Apostoł - że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest . . . zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie - jak Chrystus powstał z martwych . . . Jeżeli bowiem przez śmierć podobną do Jego śmierci, zostaliśmy z Nim złączeni w jedno, to tak samo będziemy z Nim złączeni w jedno przez podobne zmartwychwstanie" (Rz 6, 3-5).
"To wiedzcie, że dla zniszczenia grzesznego ciała (skażonej natury), dawny nasz człowiek został razem z Nim ukrzyżowany po to, byśmy już więcej nie byli w niewoli grzechu". "Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie. Niechże więc grzech nie króluje w waszym śmiertelnym ciele, poddając się pożądliwościom. Nie oddawajcie też członków waszych jako broni nieprawości na służbę grzechowi, ale oddajcie się na służbę Bogu, jako ci, którzy ze śmierci przeszli do życia" (Rz 6, 6-13). "Wszyscy, którzyśmy zostali ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliśmy się w Chrystusa" (Gal'4, 27).

Nielatwo umrzeć grzechowi

Współcześni ludzie mają tak wielkie trudności z pozbyciem się grzechu, i bagatelizują grzech, a grzeszne namiętności uważają za zdrowy instynkt natury. O grzechu nikt publicznie nie mówi, ani nikt nie chce o nim słuchać. To tabu - rzecz zakazana, co do której istnieje zmowa milczenia. Wszyscy grzeszą, ale nikt do tego się nie przyznaje. A jednak nigdy przedtem w historii nie było takiego potopu zła - nienawiści, złości, chciwości, kłamstwa, krzywdy, morderstw, pijaństwa, rozpusty, narkomanii . . . Kronika kryminalna zajmuje codzień całe stronice naszych gazet: akty terrorystyczne, zamachy bombowe, walki bratobójcze w różnych częściach globu.

Od zakończenia II Wojny Światowej mieliśmy już łańcuch wojen. Książka Sołżenicyna "Archipelag Gułag" odsłania morze ludzkich krzywd i łez, cło którego reporterzy przez dziesiątki lat nie mieli dostępu.
Wielkanoc głosi śmierć grzechowi. Nigdy jednak nie jest łatwo umrzeć, grzechowi. Można go bowiem zniszczyć tylko przez ofiarę, wyrzeczenie się, zadanie sobie gwałtu. Słowo 'ofiara' jest u nas niemodne, brzmi twardo, nieprzyjemnie, kojarzy się z cierpieniem, przypomina krzyż, gwoździe, rany . . . Człowiek dzisiejszy drży na dźwięk tego słowa, bo przywykł do wygody, ciepłego samolubstwa i pozwala sobie na wszystko ,czego chcą namiętności.
Dokoła nas miliony nieszczęśliwych ludzi. Tęskną do miłości, a przepełniają swe serce nienawiścią. Tęskną do sprawiedliwości, a krzywdzą wciąż swoich braci ulegając pokusom władzy, chciwości, żądzy własnego wywyższenia się, namiętnościom posiadania. Tęsknią do prawdy, a ulegają podszeptom pychy, która zamącą ich wzrok i fałszuje obraz świata. Tęsknią do czystości ciała i duszy, do pełni swej osobowości, a ulegają wciąż szarpiącym żądzom. łakomstwu, wygodnictwu, uciechom. Zamraczają się alkoholem, narkotykami i wyrafinowaną rozpustą, jaka wymyśla nasza cywilizacja. Tęsknimy za działaniem, a ulegamy lenistwu. Tęsknimy za męstwem w poczuciu naszej ludzkiej godności, a żyje w nas lęk i tchórzostwo. Tęsknimy za pełnią życia, a zadawalamy się ochłapami zła.
Nie chcemy - zdecydować się na śmierć dla grzechu, który nas unieszczęśliwia, choć wiemy, że przez porzucenie drogi grzechu możemy być lepsi i szczęśliwsi. Żeby zdać sobie sprawę co znaczy ofiara, ile wywołuje bólu, spróbujmy zrezygnować z tego co kochamy: z kawy, papierosów, fajki, koktailów Użycie tych rzeczy w sposób umiarkowany nie jest złem. Wyobraźmy sobie teraz ile cierpienia wywoła rezygnacja z prawdziwych grzechów - na przykład zerwanie z cudzołóstwem, z gemblerką, z kradzieżą, obmową, oszczerstwem, z alkoholem, z nienawiścią, chciwością. Kochamy grzech. Lubimy przeżuwać ciągle na nowo nienawiść, sycić się obrazem upokorzenia i zniszczenia swego przeciwnika. Lubimy poddawać się subieżnym marzeniom . . .
Bolesny to widok, gdy dziecko płacze. Ale Fulton Oursler był zadowolony, że Janeczka Grace płakała nad Jezusem Ukrzyżowanym w Dzień Bożego Narodzenia. Zazdrościł jej łez i tej pięknej prostej miłości dziecięcej. Jakie miała szczęście, że w piątym roku życia zadała takie mądre, życiowe pytanie, na które nie zdobywają się miliony ludzi schodzących powoli do grobu.
Okrężną drogą - poprzez Gospodę świętego Krzysztofa, poprzez osiedla trędowatych i zbieranych z ulicy Kalkuty biedaków, poprzez oazy, duchowe sanatoria jak Częstochowa, Lourdes, Gwadelupę, a nawet każdy konfesjonał możemy dobrnąć do sformułowania ostatecznej odpowiedzi na pytanie: Co właściwie znaczy"wielkanoc? Trzeba było odbyć długą drogę, aby zrozumieć krótką odpowiedź zawartą zaledwie w dwóch słowach Chrystusa: Miłujcie się wzajemnie! Miłujcie się wzajemnie jak Ja was umiłowałem! Pozostawił nam ten nakaz w przeddzień najwyższej ofiary za nasze grzechy: w przeddzień swej męki i śmierci na krzyżu i złożenia do grobu.
W tym nakazie zawiera się śmierć największemu grzechowi - egoizmowi, samowoli. W miłości grzebiemy wszystkie nasze nienawiści i lęki. Miłość wzajemna przynosi nam zmartwychwstnie do nowego życia - do życia z Bogiem, w wolności dzieci Bożych. Kończy się nasza niedola.
Jakby się zmieniło oblicze tej ziemi, gdyby wszyscy wzięli do serca te słowa: Miłujcie się wzajemnie jak ja was umiłowałem! Rosja wycofałaby swoje wojska z granicy Chin, z Polski i z innych krajów. Nie dawałaby murzynom w Angoli" ani Arabom broni do prowadzenia wojny . . . Rząd amerykański nie załatwiałby spraw poza plecami narodu, nie likwidowałby podstępnie i potajemnie liderów obcych państw . . . Rozebranoby wszystkie wyrzutnie rakiet najeżone głowicami atomowymi, a pieniądze wydawane na zbrojenia przeznaczono by na uprzemysłowienie i zagospodarowanie krajów gospodarczo zacofanych, na zwalczanie analfabetyzmu . . .
Niejeden mężczyzna mający na uboczu kochankę pozostałby wierny swej żonie . . . Zniknęłyby oszustwa, krzywdy ... Z ulic Kalkuty podnieśliby się umierający, bo znalazłoby się dla nich mieszkanie i chleb i przyodziewek . . . Każdy z nas mógłby wyjść na ulicę o byle jakiej porze dnia i nocy bez obawy, że zostanie napadnięty, okaleczony, zrabowany . . . Opustoszałyby więzienia . . . Żaden kaleka, starzec, sierota nie czułby się osamotniony. Pokój i miłość i sprawiedliwość królowałyby wszędzie.
Utopia? Dla zatwardziałych grzeszników, którzy nie chcą porzucić drogi grzechu i nawrócić się do Boga to utopia. Powiedzcie alkoholikowi, że bez wódki można żyć . . . Lubieżnikowi, że bez rozpusty można być szczęśliwym . . . Despocie, że ład i sprawiedliwość jest możliwa w narodzie bez przemocy, bez więzień i obozów koncentracyjnych.
Życie bez grzechu nie jest utopią dla wierzących w miłość chrześcijańską, w cud Zmartwychwstania. Pełny Dzień Zmartwychwstania ludzkości nie nadejdzie dopóki chociażby jeden człowiek będzie przywiązany do grzechu . . . Wierzymy, że dzień ten nastąpi. Będzie to Dzień Ostateczny, kiedy Chrystus przyjdzie w mocy i majestacie ogłosić, swoje królestwo wiecznej miłości, sprawiedliwości i pokoju.