Wyrabianie religijnej postawy u dziecka

Radiowe przemówienie wygłoszone przez
o. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu
GODZINY RÓŻAŃCOWEJ o. JUSTYNA

18-ty styczeń 1976

Wyrabianie religijnej postawy u dziecka

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

W Pirenejach, w Południowej Francji, można zwiedzać jaskinie, w których mieszkali ludzie 50 tysięcy lat temu, gdy jeszcze Europę pokrywał płaszcz lodowca. Na ścianach jaskiń zachowały się dobrze malowidła i rysunki tych ludzi, Świadczące o ich wysokiej inteligencji. Nazywamy ich ludźmi "pierwotnymi", ale nie przyznajemy racji Darwinowi, który głosił, że cały człowiek rozwinął się z małpy. Malowidła, rysunki, narzędzia i organizacja życia tych ludzi stwierdzają, że ich inteligencja nie była mniejsza od naszej. Obecnie korzystamy z nagromadzonej przez wieki wiedzy i doświadczenia minionych pokoleń i dlatego mamy nad nimi przewagę..
Czlowiek jaskiniowy nie umiał odpowiedzieć swemu dziecku na takie pytanie jak: "Tatusiu, powiedz dlaczego niebo jest błękitne?" Raczej dał dziecku dobrego klapsa, zabronił pytać o "głupstwa" i radził wziąć się do łuku i pójść na polowanie. Ale i nasze pokolenie nie składa się z samych Einsteinów. I dziś wiele rodziców, nawet po ukończeniu High School nie potrafiłoby dać dziecku naukowej odpowiedzi na to samo pytanie.
Od zamierzchłych jaskiniowych czasów wiele pokoleń dzieci biegało po powierzchni ziemi. Nie przychodzilo im do głowy, że ziemia jest okrągła i obraca się dokoła swej osi; że ją spowija niebieski welon powietrza; że z dokładnością zegara krąży dokoła słońca w towarzystwie innych planet; że również nasze słońce, wespół ze swoimi towarzyszkami krąży dokoła osi galaktyki Drogi Mlecznej, niby w olbrzymiej karuzeli złożonej z bilionów słońc i planet.
Dzieci współczesne są o tyle w lepszym położeniu niż dzieci rodziców jaskiniowych, gdyż mają do dyspozycji ogromną spuściznę wiedzy i wspaniałe osiągnięcia naukowe: szkoły, książki, radio, telewizję, muzea . . . Nie znaczy to, że ich ciekawość zostanie raz na zawsze zaspokojona, że przyjdzie dzień, kiedy już o nic więcej pytać nie będą. Im więcej w las, tym więcej drzew - mówi przysłowie. Im więcej zagadek ludzkość rozwiązuje, tym więcej wyłania się tajemnic. Życie zadziwia nie tylko starszych ale i dzieci. Stawiamy nowe pytania i więcej się uczymy. Rodzice ze swej strony muszą być dobrze przygotowani, by odpowiedzieć dzieciom na zasadnicze pytania. Nic mogą ich skwitować klapsem i szorstkim "zamknij się". Dziecko nigdy się nie "zamknie". Może to uczynić tylko przed rodzicami, ale prawdy o życiu będzie szukać nadal.

Każde pokolenie dzieci przychodzące na świat zasypuje rodziców lawiną dociekliwych pytań: "Mamo, a to co?", "Tato, a dlaczego tak jest?" Pytały i pytać nie przestaną, by głód wiedzy, głód prawdy jest im wrodzony; bo chcą poznać życie i otaczający świat, chcą poznać sens życia. Na podstawie otrzymywanych odpowiedzi dziecko urabia sobie światopogląd, przyjmuje odpowiednią postawę wobec życia, ludzi, świata i Boga. Dzieci bowiem stopniowo dorastają, dojrzewają i zajmują w społeczeństwie odpowiedzialne miejsce i osiągają cel życia.
Rodzina powinna przekazać dziecku postawę religijną. Ta jest najważniejsza, gdyż chroni od zagubienia w świecie przyrodzonym i nadprzyrodzonym. Otacza nas bowiem Boży świat. Niestety - wiele dzisiejszych dzieci i młodzieży przestaje stawiać religijne pytania. Obojętność wkrada się do ich dusz. Część winy za ten stan ponoszą rodzice, jeśli sami są religijnie obojętni i zagubieni w świecie Bożym i źle przygotowani do dania dzieciom religijnej formacji. Dzisiejszą pogadanką chcę ich utwierdzić w ich wzniosłym powołaniu pierwszych nauczycieli dziecka i pomóc je wypełnić. Tytuł pogadanki:

WYRABIANIE RELIGIJNEJ POSTAWY U DZIECKA

Dziecko instynktownie zwraca się do Boga

Jakże wyrażamy piękną tajemnicę, gdy mówimy, że wychowanie religijne, katolickie dziecka polega na uformowaniu w nim Chrystusa. Chodzi o to, by dziecko myślało, chciało i postępowało na wzór Chrystusa; chodzi o przekazanie prawdy Chrystusowej odnośnie życia i zbawienia. Dziecko skłania się do tych Bożych tajemnic i często zapytuje rodziców o te sprawy.
Mówiłem już raz, że Tomasz Merton, konwertyta i trapista, czuł przez całe życie wielki żal do swych rodziców, że nie dali mu religijnego wychowania. W swej książce "Siedmiopietrowa góra" pisze: "Wydaje się dziwne, że rodzice, którzy troszczyli się nieomal skrupulatnie, aby umysły ich synów pozostały nie zarażone błędami, małostkowością, brzydotą i fałszem, nie starali się dać nam żadnego istotnego religijnego wychowania ... W Flushing (dzielnicy Nowego Yorku) nigdy nie chodziliśmy do kościoła. Pamiętam, - pisze dalej - że raz gwałtownie zapragnąłem pójść, ale i wtedy nic z tego nie wyszło. Była to niedziela. Może to była Wielkanoc . . . Spoza czerwonego domu farmy naszego sąsiada widziałem ponad drzewami wieżę kościoła świętego Jerzego. Głos dzwonów dochodził do nas poprzez jasne pola. Bawiłem się wtedy przed domem i stanąłem zasłuchany. Nagle wszystkie ptaki zaczęły śpiewać w drzewach naci moją głową i te głosy śpiewających ptaków i dzwoniących dzwonów wzbudziły uniesienie radości w moim sercu. Krzyknąłem do ojca: - 'Ojcze, wszystkie ptaki są w moim kościele'. Potem dodałem: 'Czemu my nie chodzimy do kościoła?' - Ojciec podniósł wzrok i rzekł: - 'Pójdziemy!' - 'Teraz?' - zapytałem. - 'Nie, już za późno!"

Tomasz Merton z wdzięcznością wspomina krótki pobyt babki z Nowej Zelandii, bo nauczyła go odmawiać "Ojcze nasz". Potem modlitwa ta nie wyszła mu już z pamięci, choć przez całe lata wcale jej nie odmawiał. Zwierza się, że na skutek religijnej obojętności rodziców sam, jakby po omacku, szukał Boga. Posłużyła mu w tym najulubieńsza książka o mitologii greckiej. Z niej - pisze "budowałem sobie nieświadomie nieokreślone fragmenty jakiejś religii i filozofii, ukryte a jednak kierujące moim postępowaniem".
Ucieszył się bardzo, gdy ojciec, z braku środków do życia, przyjął posadę organisty i zabierał go z sobą do kościoła. "Byłem pod wrażeniem zapalania świec na ołtarzu, zbierania składki i śpiewania hymnów . . . Wychodziło się z kościoła z rodzajem spokoju i zadowolenia, że się zrobiło coś, co powinno było być zrobione, i to wszystko, co z tego zrozumiałem. Ale teraz, patrząc na to po wielu latach, uważam, że nawet i tak luźny kontakt z religią za czasów mego dzieciństwa był dla mnie bardzo korzystny. Zgromadzenie się z innymi ludźmi w celu uznania wspólnej zależności od Boga, ich Ojca i Stwórcy, jest prawem natury człowieka, wpisanym w samą jego istotę i stanowiącym jego integralną część, równie jak pragnienie budowania domów i uprawiania roli, żenienia się i chowania dzieci, czytania książek i śpiewania pieśni. W gruncie rzeczy to dążenie jest w nas bardziej fundamentalne niż jakakolwiek czysto materialna potrzeba".

Merton żałuje tych dziecinnych czasów bez przeżywania obecności Boga. Pisze, że leżało wtedy przed nim wiele możliwości. "Świeże, niespaczone sumienie budziło się właśnie do życia jako aktualnie działająca funkcja duszy" - pisze. - "Moje akty wyboru zaczynało cechować poczucie odpowiedzialności. Mój umysł był na tyle czysty i nieukształtowany, żeby móc przyjąć jakikolwiek standard życia i współpracować z najdoskonalszym z nich, a gdybym tylko miał tę szansę, współpracować z samą łaską Boga i Jego własnym systemem wartości".
Przede wszystkim rodzice muszą pamiętać, że od Boga otrzymali dzieci na wychowanie, że mają je do Boga prowadzić, wykształcić w nich postawę katolicką zarówno przykładem chrześcijańskiego życia jak nauką wiary. Nie wolno im tego obowiązku spychać na szkołę i kościół. Szkoła i kościół braki uzupełnią, wiarę pogłębią, ale nigdy nie zastąpią rodziców.
Obok dobrego przykładu katolickiego życia jest więc jeszcze nauka. Dzieci same zgłaszać się po nią będą stawiając rodzicom pytania. Nie potrzebują więc rodzice narzucać dzieciom własnych tematów, mają tylko uszanować zainteresowania dziecka, szczerze, rzetelnie, w słowach prostych, zrozumiałych odpowiadać na ich pytania. Mogą budzić w dzieciach przeżycia religijne i w ten sposób prowokować niejako do stawiania pytań. Okazje mogą być różne: radość, zdumienie, podziw, nagłe odkrycie, zmartwienie, śmierć w rodzinie . . . Słowem chodzi o przekazywanie dziecku prawd chrześcijańskich potrzebnych do uformowania jego życia. Niektóre prawdy będą dla dziecka zrozumiałe na przykładzie stosunku do rodziców, na przykład, że Bóg jest dobrym Ojcem wszystkich; że do Boga można się zwracać z ufnością - podobnie jak do rodziców; że Boga trzeba kochać - podobnie jak rodziców. Inne prawdy będą nieco trudniejsze.
Oto kilka pomocniczych odpowiedzi rodziców na pytania najbardziej typowe dla dzieci.
Pytanie o niebie
"Tatusiu, dlaczego niebo jest błękitne?" - Drogie dziecko, niebo jest błękitne, bo Bóg je takim stworzył. Właściwie niebo posiada wszystkie kolory tęczy, ale ze wszystkich kolorów tylko błękit wpada do naszego oka. Wszystkie inne kolory, na przykład czerwony, mają inną długość fali. Światło słoneczne, jak każde białe światło, zawiera wszystkie zasadnicze kolory, ale światło to przechodząc przez atmosferę, jaką otoczona jest nasza ziemia, załamuje się na małych cząsteczkach powietrza, pyłu i pary. Dzięki załamaniu promieni słońca i rozproszeniu ich mamy wrażenie jakby niebo było niebieskie. Astronautom lecącym na księżyc przedstawił się piękny widok - ziemia nasza, ojczyzna ludzi, mknęła cicho i szybko przez przestworza, kręcąc się dokoła swej osi, spowita w błękitny welon atmosfery. Wobec tego cudu natury astronauci czuli się bliżej Boga, a ziemia z czeluści przestrzeni tym bardziej wydawała się im bliska, droga i kochana.

Rodzice mogą więc wiązać wiedzę z wiarą. Taka odpowiedź rozbudzi w dziecku jeszcze większą ciekawość, aby poznać Stwórcę wszechświata, którego przymioty - Jego wszechmoc, mądrość, piękno i dobroć odzwierciedlają się w stworzeniach. Dziecko uzna za rzecz naturalną, że Boga nie możemy oglądać oczyma ludzkimi, lecz tylko oczyma wiary, że wiara służy nam w pewnym sensie tak jak teleskop służy uczonemu do lepszego zbadania ciał niebieskich. Dziecko zrozumie łatwiej dlaczego trzeba było zejścia Syna Bożego na ziemię pod postacią czołwieka, aby objawić nam Ojca. i Jego plany zbawienia całej ludzkości.

Pytanie o narodzinach

A oto inne pytanie: "Tatusiu, a skąd ja się wziąłem? Gzy mnie naprawdę bocian przyniósł?" - Chociaż odpowiedź na to pytanie będzie zależała od wieku dziecka i stopnia jego dojrzałości, to jednak przedstawienie podstawowych faktów o życiu jest proste i piękne. Rodzice mogą odpowiedzieć: Pan Bóg nas tobą obdarzył. Nie moglibyśmy dać tobie życia bez zezwolenia Boga i urządzenia nas w ten sposób byśmy mogli być twoimi rodzicielami. Bóg posłużył się nami jako swoim narzędziem, by ci dać życie. Z początku byłeś malutką, miskroskopijną cząsteczką, daleko mniejszą niż główka od szpilki, niż punkt zrobiony atramentem na papierze. Byłeś złożony w specjalnym miejscu w ciele twej mamusi, które nazywa się łonem. Tam przebywałeś 9 miesięcy rozwijając się szybko, nabierając kształtów, upodabniając się coraz więcej do człowieka. Twój rozwój odbywał się bez wszelkiej wiedzy mamusi. Ona musiała dbać jedynie o to, byś miał odpowiednie pożywienie i by ciebie nie uszkodzić. Aż wreszcie opuściłeś matczyne łono, ujrzałeś światło dzienne, a w nim świat, zacząłeś oddychać jego powietrzem. To był dzień twoich urodzin.

Pytanie o modlitwie

A oto inne pytanie, które - życzyłbym sobie - żeby dzieci wam postawiły: "Tatusiu, dlaczego musimy wszyscy co dzień klękać do modlitwy przed spaniem, albo modlić się przed i po jedzeniu?" Dziecko, chociaż łatwo lgnie do Boga, wyczuwa Go wszędzie, jest jednak roztragnione, ruchliwe, ciekawe, chciałoby ciągle nowe odbierać wrażenia, toteż modlitwa, zwłaszcza długa, mało zrozumiała, męczy dziecko. Modlitwa zdaje się zatrzymywać je w ruchu, zastyga je niemal w bezruchu na parę chwil, by się skupiło. Benjamin Franklin jako dziecko, zapytał raz matkę czy nie lepiej by było ułożyć taką modlitwę, która by objęła wszystkie posiłki, tak żeby nie trzeba było modlić się przy stole za każdym razem przed i po jedzeniu. Odpowiedź rodziców podsunie następujące myśli:
Dziecko drogie, przed Bogiem wszyscy jesteśmy równi, wszyscy jesteśmy Jego dziećmi, dlatego wspólnie, w rodzinnym gronie, modlimy się, aby podziękować Bogu za wszystko: za to, że nas stworzył, że dał nam ten cudowny świat napełniony dobrami. Wszystko dał nam do naszego użytku. Chcemy Mu więc wyrazić swoją wdzięczność, powiedzieć, że Go kochamy, że potrzebujemy Jego pomocy we wszystkim, nawet w tym celu, aby jeden drugiego kochał. Modlitwa dziękczynna za posiłki, za dobry dzień, zdrowie, szczęśliwą noc, za dobrych ludzi przypomina nam, że jesteśmy tylko stworzeniami, że w dalszym ciągu potrzebujemy Bożej pomocy. Pomoc tę Bóg nam udziela nie w cudowny sposób, lecz pośrednio, przez ręce innych ludzi - na przykład przez rolnika, młynarza, piekarza, krawca, nauczyciela, inżyniera, prezydenta . . .
Dlatego jest rzeczą konieczną kochać i szanować wszystkich ludzi. Wdzięczność im okazywana wraca do Boga. Bóg się nią cieszy, bo On jest Ojcem nas wszystkich.
Poza tym modlitwa pomaga nam utrzymywać zgodę, jedność i miłość w rodzinie i wśród innych ludzi. Zdanie wielkiego czciciela Najświętszej Maryi Panny Ojca Peytona stało się przysłowiowe, że rodzina, która wspólnie się modli, razem się trzyma. Mimo naszych dobrych chęci nie wszystko się nam układa podług naszych myśli, a tym bardziej podług myśli Bożej. Czasem niewiele myśląc czynimy drugim krzywdę lub zaniedbujemy swój obowiązek. Jest więc rzeczą budowną, że możemy się modlić do Boga, powiedzieć Mu "przepraszam"; "Żal mi, że Ciebie Boże obraziłem myślą, słowem lub uczynkiem". Przez modlitwę oddajemy się na nowo pod opiekę Boga. A to uczucie, że Bóg nas przyjął, że nas kocha wlewa do naszego serca pokój i radość. Cieszymy się, że stosunki między nami a Nim zostały naprawione. Pytanie o rozwoju gatunków
Wiele razy dzieci stawiają pytania odnośnie życia ziemskiego, doczesnego. Do rodziców należy, aby korzystać z tych sposobności i o ile tylko można naprowadzać myśl dziecka na Boga, który jest Stworzycielem wszystkich rzeczy, Rządcą świata, a przede wszystkim Ojcem ludzi. Dziecko ich będzie się uczyło przyjmować katolicką postawę, katolicki światopogląd na życie, będzie urabiało sobie wielką perspektywę i na życie doczesne i wieczne. A oto przykład:
Dziecko pyta tatusia: "Tatusiu, a co jest większe - słoń czy wieloryb?" - Mądry i przezorny ojciec przygotuje już wtedy dziecko na przysłość, gdy dziecko pójdzie do szkoły i dowie się o tak zwanej nauce o ewolucji. Odpowiedź może być taka:
Błękitny wieloryb (blue whale) jest największym zwierzęciem, które kiedykolwiek żyło na ziemi; jest większy od przedlodowcowego dinozaura, olbrzymich jaszczurów. Wieloryb może osiągnąć 110 stóp długości i ważyć do 125 ton funtów. Słoń rzadko kiedy waży więcej niż 7 ton. Ponieważ niektóre zwierzęta, ptaki, ryby przez okres tysięcy lat przeszły pewne zmiany spwodowane klimatem, środowiskiem, inne znów wyginęły doszczętnie, jak dinozaury, jaszczury, więc dobrze jest napomknąć dziecku o pewnego rodzaju ewolucji w świecie, która jest zamierzona przez Boga. Dziecko bowiem w szkole spotka się z opinia nauki o ewolucji. Niektórzy naukowcy, a za nimi nauczyciele, lubią rozciągnąć tę teorię na człowieka; twierdzą, że człowiek rozwinął się od małpy lub innego zwierzęcia. Z milczenia rodziców na ten temat dziecko może sobie później wyprowadzić wniosek, że religia jest w sprzeczności z nauką, że rodzice wstydliwie chowali przed nim prawdę. Religia nie przeczy pewnego rodzaju ewolucji w świecie, ale zaprzecza, że cały człowiek pochodzi od małpy. Najwyżej samo ciało człowieka mogło się wykształcić z ciała zwierzęcego, ale nigdy nie duch. Jeśliby ciało ludzkie rozwinęło się z ciała zwierzęcego, na co nauka nie ma jeszcze żadnych dowodów. Bóg mógłby wybrać najbardziej rozwinięte zwierzę, najlepszy okaz i tchnąć w niego ducha nieśmiertelnego. Duch ludzki, z jego władzami rozumu i woli pochodzi bezpośrednio od Boga. Warto też dziecku przy tej okazji powiedzieć, że chociaż nauka nie ma dowodów na potwierdzenie, że człowiek od małpy pochodzi, to niektórzy uczeni wyznający światopogląd materialistyczny nigdy chyba nie zrezygnują z tej teorii dla osobistych zapatrywań, bo z taką teoria im dobrze, wygodnie.

Naprowadzenie dziecka na Opatrzność Bożą

Przedstawmy sobie, że dziecko zadaje także pytanie: "Tatusiu, czy ryby pod wodą zamykają oczy i śpią?" Odpowiedz żartem: Tak synu, ryby śpią, wydaje się, że najwięcej śpią wtedy, gdy ludzie idą je łowić. Gdyby bowiem były czujniejsze nie dałyby się złapać. Ryby jednak nie zamykają oczu, bo nie mają powiek, podobnie jak węże. Powieki wystawiałyby je na wielkie niebezpieczeństwo. Nieprzyjaciele ryb atakowaliby je tylko wtedy, gdyby oczy miały zamknięte. Czy nie cudownie Bóg urządził świat? . . .
I przy tej okazji można powiedzieć dziecku coś więcej o Opatrzności Bożej, słowami samego Chrystusa. Jeśli Bóg tak troszczy się o wszystko, że lilie polne piękniej przyodziewa niż przyodziewał się bogaty i mądry król Salomon, jeśli karmi wróble ziarnem, choć go ani nie sieją, ani nie kosza, to o ileż więcej troszczy się o człowieka, który dla Boga stanowi większą wartość, większą niż cały świat materialny, bo ma duszę nieśmiertelną stworzoną na obraz i podobieństwo Boga.
"Tato, a które zwierzę jest najmądrzejsze?" - W odpowiedzi trzeba zaznaczyć, że słowo inteligencja bierzemy tu w bardzo szerokim znaczeniu. U człowieka nie jest ona taka jak u zwierzęcia. Chociaż mówimy popularnie, na przykład, że pies jest mądry, jednak nie nauczy się on nigdy czytać, pisać, ani wyprowadzać wniosków. Dla odróżnienia od inteligencji ludzkiej mówimy o instynkcie zwierząt, który u jednych jest bardziej rozwinięty niż u drugich.
I tak jeśli chodzi o mądrość w znaczeniu instynk, spryt, to najbardziej w niej celują delfiny (porpoise). Czy pamiętasz naszą wizytę w dużym akwarium
na Florydzie, gdzie w basenie delfiny igrały, dokonywały różnych akrobacji i
sztuczek? Delfiny żyjące w oceanie porozumiewają się między sobą za pomocą
głosu na bardzo wielką odległość. Są one tak pojętne, że wojsko szkoli je do
zadań bojowych, na przykład aby podpłynęły pod okręt nieprzyjacielski i przyczepiły do jego kadłuba torpedę, którą potem detonuje się na odległość. Inteligencja delfinów jest przysłowiowa i weszła do legend. Starzy marynarze opowiadali sobie, że nieraz ratują marynarzy z rozbitego okrętu i niosą rozbitka na swym grzbiecie do bezpiecznego miejsca.

A czy chciałbyś wiedzieć w jakiej kolejności zaznacza, się inteligencja zwierząt? Za delfinem idzie szympans, potem orangutan, pies, kot, szop (racoon), słoń, świnia, koń, ptaki i ryby. Lecz jak wspomniałem jest to mądrość wypływająca z ich instynktu, mądrość nie duchowa. Żadne zwierzę nie potrafi liczyć, mnożyć, używać elektronowego liczydła, myśleć abstrakcyjnie, jak my, ludzie, możemy myśleć o pięknie, miłości, możemy sobie wyobrażać istoty duchowe . . .
Oto w jaki sposób drogą rozumowania dowiadujemy się, że jesteśmy istotami duchowymi. Z objawienia Bożego wiemy, że jesteśmy obdarzeni duszą nieśmiertelną, stworzoną na obraz i podobieństwo Boże, że Bóg nas kocha i że przygotowuje nam inne życie, bardziej doskonałe niż ziemskie, wiecznie szczęśliwe w swoim niebieskim królestwie, gdzie Boga będziemy oglądać twarzą w twarz, tak jak patrzymy jedni na drugich. To wszystko jest ponad materią i nie kończy się, nie ginie z chwilą, gdy ciało nasze rozsypie się w proch.

Cudowny jest Bóg w swoich dziełach

"Tato, a czy to prawda, że gdy przystawić muszlę do ucha, można usłyszeć szum oceanu?" - Któreż dziecko nie byłoby zafascynowane tym niby dalekim echem oceanu słyszanym w muszli. Odpowiedź może być następująca: - Nie synu, muszla nie nosi w sobie szumu tego oceanu, którego brzeg był niegdyś jej mieszkaniem. Szum ten słyszymy dzięki specjalnej budowie muszli. Ma ona specjalne kształty, podobnie jak ucho ludzkie, skrzypce, które mają zdolność chwytania dźwiękowych fal i pomnażania ich. Mówimy, że muszla jest dobrym rezonatorem. Zbiera ona najsłabsze nawet głosy, dźwięki, szumy, które wypełniają nasz pokój i wzmacnia je. Szum muszli zawiera tętno naszego serca, szum krwi płynącej w naszych żyłach, gdy muszlę przystawimy do naszych skroni. Nieustanny ów szum romantycznie kojarzymy sobie z szumem dalekiego oceanu, chcielibyśmy w nim słyszeć echo spienionych fal morskich. Czy nie cudowny jest Bóg w swoich dziełach?

Chętna odpowiedź rodziców, wprowadzająca dzieci w tajniki otaczającego je świata, odpowiedź szczera, zawierająca prawdę, pobudzi ciekawość dzieci do dalszych pytań, do poznania pełnej prawdy o Bogu i Jego stworzeniach, o wielkich planach Bożych, odnośnie ludzi, o których nauki przyrodnicze nam już nie mówią. Umysł dzieci jest z natury nastawiony na przyjmowanie prawd o nieskończonym i wiecznym Bogu, który nas kocha jak nikt inny kochać nie potrafi.
W każdym z nas jest coś z dziecka - owa umiejętność i pragnienie zachwytu. Chcemy wszystko widzieć harmonijnie zaplanowane, konsekwentnie budowane i pięknie wykończone. Swoją ziemską historię, swój pobyt na ziemi chcemy przeżywać jak w dzieciństwie przeżywaliśmy koniec opowiadanej nam baśni, o której wiedzieliśmy, że zabłyśnie słowami: i żyli szczęśliwie bez końca. Prawda nas wyzwoli. Prawda poda nam kształt naszego ziemskiego i wiecznego życia. Prawda poda nam kształt naszego ziemskiego i wiecznego życia. Prawda pouczy, że Bóg chce nas widzieć arcydziełami ponad inne dzieła. Za arcydziełami wszyscy tęsknimy.

Na przełomie XV i XVI wieku żył jeden z najznakomitszych artystów renesansu, Michał Anioł Buonarotti, w jednej osobie rzeźbiarz, malarz, architekt i poeta. Kiedyś Michał Anioł szedł drogą, w pewnym oddaleniu od Florencji, gdzie mieszkał i tworzył swe dzieła. W pewnym momencie spostrzegł wielką bryle marmuru, brudną, częściowo ugrzęzła w błocie. Była to bryła, która swego czasu obrabiał inny artysta na zamówienie florenckich kupców. Ale był kiepskim artystą. Przeciągał robotę, spartaczył bryłę i gdy mu nic nie wychodziło, komitet zerwał z nim kontrakt. Na tę bryłę złakomił się Michał Anioł w genialnej swej wyobraźni widział już jaka ja wykorzysta. Powiedział do siebie: "Zabiorę te bryłę do domu i wyzwolę z niej anioła". Z bryły tej, spod dłuta i młota w krótkim czasie wyszło jedno z najbardziej uroczych arcydzieł Michała - posąg młodzieńczego Dawida.

Rodzice są również artystami powołanymi przez Boga do rzeźbienia charakterów. Dłutem i młotem są ich słowa, a przede wszystkim przykład szlachetnego życia. W tej sztuce muszą się stale sami ćwiczyć. Muszą umiejętnie przeprowadzać rozmowy z dziećmi, aby sycić ich wrodzony głód prawdy. Z nieokrzesanej bryły człowieczeństwa swoich dzieci mają wyzwolić anioła, to znaczy, przez cierpliwe, umiejętne i pełne odpowiedzi na ich pytania mają w nich ukształtować Chrystusa, czyli wykształcić w nich postawę chrześcijańską, żeby stały się świętymi.