PAN ŚMIERCI - pogadanka o. Justyna z 16.04.1933 r.

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki słowami. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

W noc przyjścia na świat Dzieciny Boskiej, na niebie ukazała się gwiazda cudownej jasności, świadek zmiłowania Boskiego, znak wesela i radości Nieba i ziemi; w dzień zejścia ze świata Zbawiciela ludzkości, a "było jakoby o szóstej godzinie i stały się ciemności po wszystkiej ziemi, aż do dziewią tej godziny. I zaćmiło się słońce." Natura, ślepa i zimna natura, okazała Stwórcy swemu więcej współczucia i litości, aniżeli ludzkość zatwardziałego serca i nieugiętego karku. Słońce ze wstydu zakryło jasne swe oblicze, by nie patrzeć na ziemię zbryzganę niewinną krwią Syna Bożego; by nie widzieć niesprawiedliwych sędziów, krwiożerczych katów, fałszywych świadków i niewdzięcznego tłumu! Żałobne ciemności na niebie i ziemi, zabójcom Chrystusa wskazują na moc i potęgę i majestat Ukrzyżowanego. Chrystus kona. Popatrzmy się teraz jeszcze na ofiarę czarnej niewdzięczności, głębokiej zazdrości, nieludzkiej nienawiści stworzeń względem Stwórcy. Robak to już, a nie człowiek. Zawieszony pomiędzy niebem a ziemią. Stratowany, zbity i skatowany. Nad głową korona cierniową obwitą, szydercze słowa po żydowsku, po grecku i po łacinie: "Jezus Nazareński. Król żydowski." U stóp krzyża gromadka wiernych i bolejących niewiast, mdlejących na widok konającego. Wokoło jak daleko oko ludzkie sięga, tłumy ciekawych, miotających przekleństwa i blużnierstwa: "Hej, co rozwalasz Kościół Boży, a za trzy dni zasię budujesz, zachowaj sam siebie: jeśliś Syn Boży, zstąp z krzyża." "Inszych zachował, sam siebie zachować nie może; jeśli jest król Izraelski, niech teraz zstąpi z krzyża, a uwierzymy Jemu. Dufał w Bogu, niech go teraz wybawi jeśli chce, bo powiedział: że jestem Synem Bożym". Niedaleko od krzyża siedziała gromadka pijanych żołdaków, Żołnierze wzięli szaty i suknię nie szytą. Rzucili o nią kości, aby wypełniło się Pismo mówiące: "Podzielili sobie szaty moje, a o suknię mają rzucili los." Złość i przewrotność ludzka wzrastała; wzrastała też miłość i litość Jezusa; nie zemsty szuka Jezus, lecz z trudnością otwiera usta i błaga: "Ojcze, odpuść im, albowiem nie wiedzą co czynią." Po trzech godzinach męczarni, "około godziny dziewiątej, zawołał Jezus głosem wielkim: Boże mój, Boże mój, czemuś mig opuścił?" i "zawoławszy głosem wielkim rzekł: Ojcze w ręce Twoje polecam ducha mojego. A to rzekłszy, skonał." Gdy Zbawiciel na krzyżu skonał "oto ziemia zadrżała, a skały się popadały, groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy byli posnęli, powstało, weszli do miasta świętego i ukazali się wielu". — Tak się zakończył ten pierwszy krwawy Wielki Piątek, naocznie, umarł Chrystus Pan, a zwyciężyli Jego nieprzyjaciele i ciemności ludzkie pokryły światłość Boską. Czy tak? Pokaże nam dzisiejsza przemowa:

PAN ŚMIERCI

Przez, ostatnie trzy dni świat pogrążony był w bólu i smutku. Nic dziwnego. Staliśmy w cieniu krzyża: byliśmy świadkami upokorzenia, hańby i śmierci Chrystusa. Wstyd nas opanował, trwoga wstąpiła w serca i umysły nasze. Na krzyżu wisi Ten, który miał być Panem i Królem. Pod krzyżem Matka Boleściwa. Uczniowie, naoczni świadkowie licznych cudów, daleko od Nauczyciela. Tak było wczoraj. Dziś już inaczej. Dziś powtarza się to, czego nieraz byłem świadkiem, podróżując we Włoszech. Stałem w dolinie obok wysokich gór sterczących nad sławnem miasteczkiem Sorrento. Słucham. O uszy moje odbijają się nuty piosenki neapolitańskiej. Najpierw nieśmiałe, ciche, pokorne, zaledwie uchem ludzkim uchwytalne, rosną, potęgują się, roztaczają się, aż wreszcie zamieniają się w setne i tysięczne echa, które z rozmachem i rozgłosem odbijają się o ściany gór, jak bałwany morskie o skaliste wybrzeża, jak gromy piorunów o sklepienie niebieskie. Tam na szczycie gór siedzi pastuszek i te cudne i głośne tony wydobywa ze swego flecika albo rogu pasterskiego. Tak dziś o uszy ludzkie, jak świat długi i szeroki, rozchodzi się potężne echo: Chrystus Zmartwychwstał! Odbija się ono o umysły wierzących i niedowiarków; o uszy złych i dobrych; o uszy uczonych i prostaczków; o uszy zamożnych i biednych; o uszy zdrowych i chorych; wciska się do pałacu i domów: leci przez góry i doliny, niosąc na swych skrzydłach niewidzialnych wesołe Alleluja, które w ludzkość wlewa jakąś nową wiarę, głębszą ufność, obszerniejszą i tkliwszą miłość. — Powracam jednak do rzeczy. - Piątek wieczór. Józef z Arymatei, uczeń Chrystusowy, miał pewne wpływy u Piłata. Prosił więc gorąco, aby mu oddano zwłoki Chrystusa. Piłat się zgodził. Józef kazał je zdjąć z krzyża, owinął w czyste prześcieradło i złożył we własnym grobie wykutym w skale. Przywalił do drzwi grobu wielki kamień i odszedł. Faryzeusze, uczeni w piśmie oraz przedniejsi kapłani niepokoili się. W sercu przyznawali wraz z setnikiem: "Zaiste, ten był Synem Bożym!" Obawiali się gniewu Boskiego i zemsty ludzkiej. Zebrali się na dworze Piłata. Mówili: "Panie, wspomnieliśmy, iż on zwodziciel powiedział jeszcze żyjąc: Po trzech dniach zmartwychwstane. Przetoż rozkaż, aby strzeżono grobu aż do dnia trzeciego, aby snadź nie przyszli uczniowie Jego i ukradli Go, i powiedzieli ludowi: Powstał z martwych; i będzie ostatni błąd gorszy niż pierwszy. Rzekł im Piłat: Macie straż; idźcie, strzeżcie jako umiecie. A oni poszli, obwarowali grób, zapiecztowawszy kamień z strażą." Rozumieli nader dobrze, jeśli Chrystus miałby pęta śmierci zerwać i z grobu strzeżonego się uwolnić ... do życia powrócić . . . naród cały uwierzyłby w moc Boską ukrzyżowanego. Kto wie? Może by naród im krzyże postawił i na tych krzyżach ich pozawieszał. Oj, obawiali się skutków Chrystusa zmartwychwstania! Mimo ich starań i zabiegów, cóż się dzieje? Trzeciego dnia rychło z rana, zaledwie ogniste promienie wchodzącego słońca poczynały złocić blaskiem nadziemskim szczyt krzyża na górze Kalwarii. Chrystus powstaje, opuszcza grobowiec, idzie pełen słodkiego majestatu i niegraniczonej siły. Opuszcza łoże martwe, żywy w ciele chwalebnym. Śmierć zwyciężył, bo Panem śmierci jest. Straż żołnierska, na widok Chrystusa rzuca broń i ucieka do miasta, aby pierwsza zwiastować, że Ten, który na krzyżu skonał . . . teraz z ciemnego i zimnego grobowca chwalebnie powstał. "Przyszła Maria Magdalena i druga Marja oglądać grób. A oto stało się wielkie drżenie ziemi. Albowiem Anioł Pański zstąpił z nieba i przystąpiwszy odwalił kamień i siedział na nim; a było wejrzenie jego jak błyskawica, a odzienie jego jako śnieg. A Maria stalą u grobu zewnątrz, płacząc. Gdy tedy płakała, nachyliła się i wejrzała w grób i ujrzała dwu aniołów w bieli, siedzących jednego u głowy, a drugiego u nóg, kędy położone było ciało Jezusowe. Rzekli jej oni: "Niewiasto, czemu płaczesz? Rzekła im: Iż wzięto Pana mego, a nie wiem kędy Go położono. A to rzekłszy, obróciła się nazad i ujrzała Jezusa stojącego, a nie wiedziała iż Jezus był. Rzekł jej Jezus: Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz? Ona mniemając, żeby był ogrodnik, rzekła mu: Panie jeśliś Go ty wziął, powiedz mi, gdzieś Go położył, a ja Go wezmę. Rzekł jej Jezus: Marja. Obróciwszy się ona rzekła: Rabboni. Rzekł jej Jezus: Nie tykaj się mnie, bom jeszcze nie wstąpił do Ojca mego. Ale idź do braci mojej, a powiedz im: wstępuje do Ojca mojego i Ojca waszego, Boga mojego i Boga waszego. Przyszła Maria Magdalena oznajmując uczniom: Iżem widziała Pana i to mi powiedział." Cóż w międzyczasie czynili nieprzyjaciele Chrystusa? "Niektórzy ze stróżów przyszli do miasta i oznajmili przedniejszym kapłanom wszystko co się stało. A zebrawszy się ze starszymi, naradziwszy się, wiele pieniędzy dali żołnierzom, mowiąc: powiadajcie, iż uczniowie Jego w nocy przyszli i ukradli Go, gdyśmy spali. A jeśli się to do starosty doniesie, my go namówimy, a bezpiecznymi was uczynimy. A oni wziąwszy pieniądze uczynili jako je nauczono. I rozniosło się to słowo u żydów aż do dnia dzisiejszego!" Wkrótce Chrystus zmartwychwstały pokazuje się Apostołom, w końcu przekonowuje nawet Tomasza niewiernego. Wierzą, że zwyciężając śmierć, jest śmierci Panem, a więc Synem Boga, Zbawicielem świata, Odkupicielem rodu ludzkiego! — Zmartwychwstanie Chrystusa, to kamień węgielny wiary naszej świętej, jak pisze Apostoł: "Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał próżne jest tedy słowo nasze, próżna jest wiara nasza." Zmartwychwstanie Pańskie rozwiązuje wszelkie zagadki życiowe; wskazuje nam cel życia ludzkiego; udowadnia nieśmiertelność duszy; sprawdza wieczność życia pozagrobowego. Zmartwychwstanie Pańskie umacnia wiarę w szlachetność i wartość życia ludzkiego. Zasila nadzieję, że mimo czasowych i przejściowych cierpień Bóg wynagrodzi nam krzyże nasze. Podtrzymuje miłość tak względem Boga jako też i bliźniego. Skłania do dobrych uczynków . . . słowem, zamienia nas słabych i niestałych, w żołnierzy i rycerzy Chrystusa. Świat więc ma powody kiedy dziś wśród dźwięków rozkołysanych dzwonów radości śpiewa:
Chrystus zmartwychwstan jest.
Nam na przykład dan jest,
Iż mamy zmartwychpowstać,
Z Panem Bogiem królować. Alleluja!

Leżał trzy dni w grobie,
Dał bok przebić Sobie,
Bok, ręce, nogi obie.
Na zbawienie człowiecze tobie. Alleluja!

Zadaje Wam przy dzisiejszej uroczystości to krótkie pytanie: Odczuwacie i Wy w dniu dzisiejszym tę radość Wielkiej Nocy? Chrystus Zmartwychwstały trzyma w ręku sztandar. Na nim złocistymi literami wypisane są: miłość, przebaczenie, pojednanie, zwycięstwo, zmartwychwstanie, wieczność szczęśliwa! Uczyńmy króciutki rachunek sumienia. Nie ukrywajmy przed sobą prawdy! Niemiecki poeta Goethe, w poemacie "Faust" opisuje nam swego bohatera w ten sposób: "Żył w dostatkach. Używał wszystkiego czego tylko serce zachciało. Pił z kielicha słodyczy, aż do dna, a na dnie znalazł gorycz i rozgoryczenie. Życie przesycone obrzydło mu się. Zadecydował życie sobie odebrać. Decyzja zapadła w poranek Wielkanocny. Stoi zadumany, w myśli żegna się ze światem, aż tu nagle o uszy jego odbija się głos dzwonów . . . słyszy radosne piosenki Wielkanocne . . . wesołego Alleluja wyrywa się z piersi rozśpiewanego ludu, unosi się majestatycznie pod niebiosa, echem odbija się o obłoki! Niedoszły samobójca staje jak wryty. Słucha, bezwładnie opuszcza ręce. Schyla głowę; oczy łzami zachodzą: kolana pod nim się uginają. Klęka. Przed oczami duszy jego przesuwają się obrazki z lat dziecięcych. Widzi jak klęcząc przy łóżeczku, z rączkami złożonymi, za matką pobożnie paciorki powtarzał. Widzi, jak skupiony, z anielskim nieomal usposobieniem do Pierwszej Komunii św. przystępował. Widzi, jak powoli, otoczony przyjaciółmi bezmyślnemi, z drogi pobożności zstępował, aż wreszcie na sumienia nawoływania nie zważając, utopił się w kałuży życia materialnego i o duszy zapomniał. Stają przed nim lata błogie i szczęśliwe, a dziś: zniechęcony, rozgoryczony, zamierza targnąć się na życie, które mu dał Ten, który Zmartwychpowstał , . . aby kiedyś i drudzy zmartwychwstali. Chce życie sobie odebrać właśnie w chwili kiedy świat się cieszy i raduje, że Stwórca i Odkupiciel zmartwychwstał. Gorzkie łzy żalu spływają po licach. Powstaje, odrzuca myśl samobójstwa i postanawia sobie żyć na nowo według zasad i nauki Chrystusa.

Prawda, wszyscy śpiewamy dziś: Allejuja! Śpiewamy usłami i sercem . . . czy tylko ustami? A cóż się dzieje w sercach naszych? Przepełnione są one nienawiścią, chciwością i rozmaitemi brudami życia codziennego? Lata temu nie byliśmy tacy. Mieliśmy wiarę ... a wiarę prawdziwą, żywą, silną i praktyczną. Gdzie ona dziś? W głębokim i zimnym grobie, przywalona grubym i ciężkim kamieniem. Czemu? ... Bo ktoś może z nami niesprawiedliwie się obchodził. Bo nas prześladowano. Bo nas obmawiano i oczerniano. Bo nas Opatrzność biedą lub chorobą nawiedziła. Wtenczas, zamiast z większą i odporniejszą wiarą iść naprzód, wołaliśmy natrętnie i dumnie: nie opłaci się wierzyć; Bóg jest niesprawiedliwy; słuchać Boga nie będziemy; Jemu służyć nie chcemy, bo Boga niema, a jeśli jest, o nas nie dba. Może nie słowami, ale czynem żeśmy wołali: "Hej Ty, jeśliś Syn Boży, czemuż na te rzeczy pozwalasz?" Wyrugowaliśmy ten dar nadziemski ze serc naszych, wiarę ... i wrzuciliśmy do grobu niepamięci. Żyjemy, jak byśmy wiecznie żyć mieli. Udajemy wzorowych i sprawiedliwych ... ot tak, jak aktorzy na scenie. Biedni my! Spokoju nie mamy, bo tam gdzieś na dnie serca tli się jeszcze iskierka tej wiary dawniejszej; bo sumienie nasze czasami szepce cichuteńko, czasami krzyczy głośno: umrzesz, a później kiedyś zmartwychwstaniesz, a potem? . . . Obawa i trwoga nieraz nas biczuje. Czemuż w dniu dzisiejszym, kiedy świat cały wesoło śpiewa: Alleluja, czemuż w tej chwili nie powiedzieć sobie:
zmartwychwstanę z grobu opieszałości, niedbalstwa, aby od dnia dzisiejszego na nowo wierzyć jak kiedyś; zmartwychwstanę do szczęścia doczesnego, aby kiedyś zmartwychwstać do szczęścia wiekuistego. Naprawdę, że wtenczas z całą serdecznością zaśpiewacie: "Wesoły nam dziś dzień nastał!" Nad wami staje w nagrodę zmartwychwstały Zbawiciel, a z ust Jego płynie do Was to błogie błogosławieństwo "Pokój Wam!"

Święta Wielkanocne są okazją do składania sobie życzeń wzajemnych. Otóż, niech i ja dołączę moje. Zwrócone są one do wszystkich Polaków bez wyjątku, no i do Słowaków, Litwinów, Rusinów — naszych słowiańskich współbraci. Niech Chrystus Pan w serca wasze wleje pokój niebieski i zadowolenie nadziemskie, bo to są łaski, których świat nie ma, wiec Wam dać nie może. Niech Was i waszych Zbawiciel obdarzy czerstwcm zdrowiem, tak duszy jak i ciała. Oby Was Chrystus ubdarzył cierpliwością i dobrą wolą, abyście żyć mogli w zgodzie jak bracia jednej ogromnej rodziny. Dałby Bóg abyśmy raz już powstali z grobu zazdrości i podejrzliwości, abyśmy porzucili swary i niezgody; abyśmy z ręką na sercu mogli sobie powiedzieć: Pokój Wam i nam! — Te i podobne życzenia z głębi serca ślę Wam zacni Rodacy i mile Rodaczki w te uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego!