CHRZEŚCIJAŃSKIE MAŁŻEŃSTWO - pogadanka o. Justyna z 5.11.1933 r.

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Przez wszystkie lata nadawania programów Godziny Różańcowej, z pilną ciekawością i z osobistem zainteresowaniem śledziłem ogólny prąd listów mi tak licznie nadsyłanych przez słuchaczy naszych. Wszystkim jestem wdzięczny. Jedne listy mnie cieszyły, inne bolały. Gdybym te listy dał do druku, czytane by były z ogromnem zainteresowaniem i z korzyścią wielką. Nigdy jednak nie odebrałem tyle pytań, jak w ostatnich trzech tygodniach, tyczących się spraw małżeńskich. I tak, o ślubach cywilnych, rozwodach, kontroli urodzin; czy wolno ślubować z rozwodnikami, czy można wyjeżdżać automobilami z mężczyznami żonatymi, lub udawać się z nimi na rozmaite zabawy. Te pytania jasno wskazują na ów smutny fakt, że młodzież nasza powoli przesiąka zasadami nowoczesnymi, a wiec pogańskimi; ze chociaż pozornie młodzież nasza jest zdrowa, to jednak pożera ją gorączka umysłowa i sercowa, słowem, że zaburzenia, niepokój, niepewność i zniechęcenie rzucają duszami, w sprawie bodajże najważniejszej w każdym społeczeństwie; w sprawie, która jest fundamentem tak Kościoła jako też państwa. Żony i matki, nie tylko gorzkimi, lecz krwawymi łzami ubolewają nad swoją niewolą; mężowie i ojcowie rodzin, żałośnie skarżą się nad postępowaniem żon i matek, nie zgadzającym się z wyniosłą i zaszczytną godnością niewiasty chrześcijańskiej. Pytacie się mnie o powody i o źródła? Daleko szukać ich nie potrzeba. Nasi dziadowie i pradziadowie zyskali sobie owe historyczne miano "Przedmurza Chrześcijaństwa"! Słusznie zasłużyli sobie na takowe, odznaczając się cnotami bohaterstwa, poświecenia, odwagi i rycerskości. Wtenczas naród polski był zdrów. Naród zaś był zdrów, bo rodziny były zdrowe; a zdrowe były rodziny, ponieważ małżeństwa zawierane były na zasadach zdrowych —- chrześcijańskich, a więc Chrystusowych. Małżeństwa te wydawały bohaterów, świętych i męczenników. Świat cały chyli kornie czoła przed tymi historycznemi postaciami; powieściopisarze, historycy, poeci, muzycy, malarze i rzeźbiarze, uwiecznili ich cnoty. Kiedy rozmyślam nad życiem i cnotami przodków naszych, a rozważam dziwne i poniekąd dziwaczne zwyczaje i zapatrywanie współrodaków moich w obecnych czasach, zdziwiony i rozczawany pytam się: czemu my nie trzymamy się tradycyjnych zwyczajów i narodowych obyczajów, które wyniosły przodków naszych i postawiły nam na wzór, na ołtarzach świątyń narodowych i religijnych. Nie chce ja odgrywać roli bolejącego Jeremiasza, więc przystępuje do mowy dzisiejszej, której tytuł:

CHRZEŚCIJAŃSKIE MAŁŻEŃSTWO

Papież Pius XI, w encyklice "Czystego Małżeństwa Godność", z dnia 31go grudnia, 1930 r., pisze: "Stwierdzamy tę nienaruszalną i nietykalną podstawę: małżeństwo nie przez ludzi jest ustanowione i odnowione, lecz przez Boga; nie od ludzi, lecz od Stwórcy natury, od Boga i tejże natury Odnowiciela, Chrystusa Pana, otrzymało swe prawa, swe utwierdzenie, swe podniesienie. Stąd prawa te nie mogą podlegać ani uwidzeniom ludzkim, ani sprzecznym z nimi umowom, choćby one pochodziły od samych małżonków. Taka jest nauka Pisma św., taka jest stała i powszechna tradycja Kościoła, takie jest orzeczenie świętego Soboru Trydenckiego, który słowami samego Pisma św. głosi i potwierdza, iż dozgonny, nierozerwalny węzeł małżeński i jego jedność i trwałość Boga ma za twórcę."

Małżeństwo więc jest nie tylko kontraktem obopólnym, lecz i sakramentem świętym, tak uczy Kościół katolicki. Małżeństwo nie jest żadnym wymysłem ludzkim, ani też instytucją świecką, lecz jest instytucją prawa przyrodzonego i bezpośrednią instytucją Bożą. W pierwszej księdze Mojżesza w rozdziale l, wierszu 27, czytamy: "Bóg stworzył mężczyznę i białogłowę", bo postanowił pierwszemu człowiekowi dać pomoc mu podobną. Przyprowadził ją do Adama i pobłogosławił im mówiąc: "Roście i mnóżcie się i napełniajcie ziemię, a czyńcie ją sobie poddaną." Tak ustanowił Bóg pierwsze małżeństwo, w którem i cel małżeństwa jest widoczny. W słowach Pisma św.: "Przetoż opuści człowiek ojca swego i matkę, a przyłączy się do żony swej i będą dwoje w jednem ciele", znajdujemy jeszcze dwie cechy małżeństwa; jedność i trwałość. Małżeństwo jest instytucją religijną. Wszyscy ludzie w całości i każdy człowiek z osobna ma cele bliższe najrozmaitszego gatunku, lecz zawsze cel ostateczny i najważniejszy jest: chwała Boża. Więc i małżeństwo, ma służyć do pomnażania ludzi, a przez to i chwały Bożej. Z ustanowienia Chrystusa Pana sam kontrakt małżeński pomiędzy ochrzconymi został podniesiony do godności Sakramentu. W roku 1852, parlament sardyński uchwalił wprowadzić małżeństwa cywilne, Pius IX, w liście do króla Wiktora Emanuela II, pisał: "Jest to artykułem wiary, że Chrystus Pan nasz wyniósł małżeństwo do godności sakramentu, a Kościół katolicki naucza, że sakrament nie jest przypadkowym przymiotem umowy małżeńskiej, ale należy do istoty małżeństwa, tak że związek małżeński między chrześcijanami staje się prawnym, jedynie za pośrednictwem sakramentu małżeństwa, a poza nim nie jest niczym innym jak konkubinatem. Ustawa cywilna, przypuszczająca rozdział sakramentu i kontraktu dla katolików i chcąca orzekać o prawości związku małżeńskiego, sprzeciwia się nauce Kościoła, przywłaszcza sobie jego prawa i stawia w praktyce konkubinat na równi z sakramentem małżeństwa."

Również 27go października, 1852 r., Pius IX mówił: "Żadnemu katolikowi nie może być tajnem, że małżeństwo jest prawdziwie i istotnie jednym z siedmiu sakramentów Nowego Zakonu, przez Jezusa Chrysutsa Pana naszego ustanowionym, że zatem nie może być małżeństwa, które by zarazem nie było sakramentem, tak iż wszelkie inne połączenie się niewiasty z mężczyzna pomiędzy chrześcijanami, na jakimkolwiek prawie oparte, niczem innym być nie może, jak bezecnym i zgubnym konkubinatem. Stąd wypływa, że sakramentu od węzła małżeńskiego odłączyć nie można, a następnie, że wyłącznie do władzy kościelnej należy stanowić to wszystko, co w jakikolwiek sposób małżeństwa dotyczy."

Papież Pius IX potępił następujące zdania: "Sakrament małżeństwa jest tylko czymś dodatkowem, od niego zupełnie odrębnem, a sakrament właściwy zasadza się tylko na błogosławieństwie kapłańskiem. Mocą tylko cywilnej umowy może między chrześcijanami zachodzić prawe małżeństwo; błędnym jest twierdzenie, że kontrakt małżeński między chrześcijanami jest zawsze sakramentem, albo też że nie ma kontraktu, gdzie nie ma sakramentu." — Powtarzam, że te powyższe stwierdzenia były potępione przez Piusa IX. Z tych zasad wypływają następujące konkluzje: między ochrzconymi nie może istnieć ważny związek małżeński, który by nie był sakramentem, a o którym Apostoł pisał w liście do Efezów: "Sakrament to wielki jest, a ja mówię w Chrystusie i w kościele." — Pierwsi nasi rodzice zobowiązani byli do małżeństwa z prawa przyrodzonego i z nakazu Bożego: "Roście i rozmnażajcie się." Do rozmnażania się rodzaju ludzkiego małżeństwo jest konieczne. Zachodzi teraz pytanie: czy małżeństwo jest konieczne lub jakim prawem nakazane poszczególnym ludziom?

Doktor anielski, św. Tomasz z Akwinu, uczy, że małżeństwo nie jest konieczne dla poszczególnych osób i nie jest żadnem prawem nakazane. Argumentuje tak: każdy ma obowiązek troszczyć się o rzeczy, których wymaga dobro jednostkowe; nie każdy zaś jest obowiązany troszczyć się o rzeczy potrzebne wprawdzie dla ogółu, ale niekoniecznie potrzebne dla jednostek. Wszak społeczeństwo ludzkie nie może się obejść bez uprawy pól, bez domów umiejętnie budowanych, bez odzieży, środków leczniczych; potrzebuje też nauczycieli, sędziów, kupców, urzędników itp. Nie każdy atoli ma obowiązek oddawać się tym zajęciom: owszem byłoby to niemożliwe. Tak samo udział w pomnażaniu ludzkości, nie wszystkich obowiązuje; owszem pożądanem jest, aby niektórzy żyli w bezżeństwie, poświęcając się zawodom pożytecznym dla społeczeństwa.

Robię tu jenak jedną uwagę, że są wypadki, gdzie małżeństwo jest wyjątkowo obowiązkowe dla poszczególnych jednostek, dajmy na to, że małżeństwo jest jedynym środkiem do naprawienia krzywdy wyrządzonej. W czasach obecnych, rozmaici uczeni twierdzą, że kraj dla własnej protekcji ma prawo pewnym jednostkom zakazać małżeństwa. Niektóre kraje podobne uchwały już przeprowadziły. Nauka Kościoła jest taka: wszyscy i każda z osobna jednostka posiada prawo przyrodzone do zawarcia małżeństwa. Tego prawa żaden prawodawca nie może nikomu odebrać, chyba że się go dobrowolnie zrzekł i obrał taki zawód, który nie zgadza się z małżeństwem. Niesprawiedliwe są te prawa, które bezwzględnie zabraniają komuś małżeństwa, np. ubogim, chorowitym, itd., ponieważ prawodawca ludzki nie może znieść lub unieważnić prawa danego przez Stwórcę samego; wyjątki są wtenczas, kiedy istnieją przeszkody zabraniające lub unieważniające małżeństwo. Wobec tej nauki Kościoła względem małżeństwa chrześcijan, przeczytam wam słuchacze, następujący list:

Detroit, Mich.

Wielebny Ojcze:
Mam lat dwadzieścia; wychowana byłam po katolicku. Chodzę do pracy, gdzie poznałam się z mężczyzną Polakiem. Z kraju uciekł zostawiając tam żonę i dziecko. Tu ożenił się na sądzie z polską dziewczyną. Żyli ze sobą tylko trzy miesiące. Skarżyła go o rozwód, bo nie mogli się zgodzić. Ja znam go od dwóch lat i kocham go. Pytałam się pewnego księdza, czy możemy ślubować w kościele, i zdziwiona usłyszałam, że nie mogę. Czy to sprawiedliwie? Zresztą ja nie dbam. Weźmiemy ślub na sądzie. To też ważny ślub; ja znam Polaków co ślubowali na sądzie, a są szczęśliwsi, jak ci co ślubowali w kościele. Ja od tego tracę wiarę, a jak tak dalej będzie, to w nic nie będę wierzyła. Lepiej żyć bez Kościoła, jeśli Kościół zakazuje to, co sąd pozwala.

Czy nie dziwaczny pogląd, Polki i katoliczki, na sakrament małżeństwa? Dziewczę twierdzi, że od tego traci wiarę. Ja śmiem twierdzić, że już dawno wiarę utraciła, bo mając wiarę, inaczej by pisała, mówiła i myślała! Facet ów prawowitą żonę z niewinnym dzieckiem porzucił; tu już zamerykanizowany, wiedząc, że ślubu w kościele nie dostanie, a wiedząc, że cywilnej żony z łatwością przez rozwód się pozbędzie, namówił ją do małżeństwa na sądzie. Teraz zbałamucił ową panienkę, niby po katolicku wychowaną, a w oczach której nauka Kościoła jest niesprawiedliwa, ostra i niezrozumiała. Za chwilowe zaślepienie sprzedaje spokój sumienia i wiarę ojca i matki. Nie, dziecko drogie, w oczach Kościoła ślub twój, jako katoliczki, jest nieważny. Dla innowierców, śluby dywilne są ważne, dla katolików — nieważne.

Buffalo, N. Y.

Wielebny Księże:
Trzeba żyć pomiędzy ludźmi, aby poznać ich biedę i nędzę w czasach dzisiejszych. Mimo to Kościół katolicki uczy ludzi, że muszą na zawsze żyć w małżeństwie i mieć najwięcej dzieci. Lecz ta nauka obowiązuje tylko biednych i ciemnych. Bogaci i arystokracja mogą wszystko. Dla nich są rozwody i życie wygodne. Mój ojciec z matką żyją w niezgodzie od dziesięciu lat, klną się nawzajem; często w domu biją się, a my dzieci, jest nas ośmioro w domu, musimy wszystkiego słuchać. Jeśli ja kiedy ślubować będę, to jedynie na korcie, bo wiem, że jeśli mi nie będzie dobrze, to dostanę rozwód.

Naprawdę, że smutny to obrazek, lecz Bogu dzięki, że nie przedstawia on wszystkie małżeństwa. Są rodziny, i to w ogromnej większości, spokojne i wzorowe, powiedziałbym nawet świątobliwe. Kościół uczy, że małżeństwo jest nierozerwalne, bo tak uczył sam Zbawiciel: "Co tedy Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza." W dodatku ślubujący, z dobrej i nieprzymuszonej woli, składają uroczystą przysięgę: "że cię nie opuszczę aż do śmierci". Co do twierdzenia, że Kościół zmusza do najwięcej dzieci w rodzinach — to nieprawda. Kościół uczy, że umiarkowanie i umartwienie jest koniecznie potrzebne małżonkom, wnioski z tej nauki są jasne. Nauka Kościoła jest jedna i ta sama dla bogaczy i dla biednych, dla uczonych i dla prostaków, dla panów i dla chłopów. Historia uczy nas, że Kościół z tego powodu naraził się na prześladowania i uciemiężenia; że ta nieustępliwość Kościoła spowodowała odszczepieństwa, schizmy i herezje. Kościół jednak stoi, niewzruszony i nienaruszony, jak skała Gibraltarska, na straży wiary i obyczajów. Czy to wina sakramentu małżeństwa, że rodzice twoi nie żyją w zgodzie? Czy winien jest Kościół, lub nauka Kościoła? Kościół upomina, przepowiada i uczy, że mąż i żona mają być aniołami zgody, pokoju, cierpliwości; że mają wspólnie cierpieć i cieszyć się. Kościół nie zmuszał twych rodziców do małżeństwa, lecz kiedy raz ślubowali, furtkę za sobą zamknęli na kłódkę, a klucz do głębokiej studni wrzucili. Twierdzisz, że jeśli ty będziesz ślubowała, to tylko na sądzie, bo z łatwością rozwód dostaniesz, — a ja dodaję: "i szczęścia i spokoju nie znajdziesz!" Tak, wiedząc jak łatwo się rozwieść można, dzisiejsza młodzież zawiera związki małżeńskie na ślepo i bez zastanowienia się. Rozwody te hańbią dzisiejsze społeczeństwo, szczególnie niewiastę ściągają z ołtarza czci i uwielbienia, zrywają z jej skroni wieniec ozdobny cnoty i świątobliwości, a spychają do poziomu istoty bez rozumu i bez szlachetności.

Smutne są skutki takiego zapatrywania się na małżeństwa. Rozciągają się one na rodziny, na narody; krzywdzą społeczeństwa — Boga i Kościół. — Na zakończenie, przytaczam wyjątek z listu mi nadesłanego: "Nie wiem już co robić. Rok temu ślubowałam na korcie. We fabryce, gdzie pracowałam, moje koleżanki tylko rozprawiały, że mogę być też szczęśliwą bez ślubu w kościele. Mój mąż zaraz po ślubie rozpoczął chodzić regularnie do "Town Social Club" na zabawy; sześć miesięcy później przepłacił szeryfa i dostał rozwód, a miesiąc później wziął ślub w innym stanie. Ja teraz rozpaczam i nie mam spokoju. Widzę, że mnie Bóg ukarał, żem tak zrobiła. Rodzice moi płakali i mi odradzali. - Jestem zdenerwowana i chora. Czasem usiądę i całe godziny patrzę na mojego bejbisia, a w głowie mi się mąci. Opuszczona i bez pracy, co ja zrobię?" — Tu spuszczam zasłonę na ten bolesny i wcale niepotrzebny wypadek. Na ten list odpisałem osobiście, a słuchaczom nie powiem skąd ten list pochodzi, ponieważ jest to maleńka wioska, a pisząca jest tam dobrze znana.