DWA KOŁA - pogadanka o. Justyna z 27.01.1935 r.

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Podróżując w Polsce, kilka lat temu, zawadziłem o Lublin. Lublin leży pomiędzy Warszawą a Lwowem. W notatkach robionych w czasie podróży, czytam tak: "Z Wschodniego Dworca kolejowego w Warszawie wyjechałem o godzinie 13, minut 35, a zajechałem do Lublina o godzinie 19, minut 9;" po naszemu o godzinie 7 minut 9, ponieważ w Europie rachują 24 godziny w koło! Mniejsza jednak o to. Co mnie zaprowadziło do Lublina? Ciekawa to rzecz, a zarazem i historyczna. Chciałem widzieć na własne oczy pewien zabytek sztuki, o którym czytałem będąc jeszcze chłopcem. Prosiłem, aby mi wskazano budynek, w którym mieszczą się sądy państwowe. Wskazano mi obszerny gmach. Odnalazłem czegom szukał. W sali trybunalnej zobaczyłem wielki krzyż wykuty z bryły kamiennej. z wizerunkiem Chrystusa, nad którym widnieje napis: "Iustitias vestras iudicabo", po polsku: "Sprawiedliwości wasze sądzić będę." Wizerunek ten jest dziwny i osobliwy, bo Chrystus Pan ma swe smutne oblicze odwrócone tak, że rysów rozpoznać nie można! Czemu rzeźbiarz uwiecznił Zbawiciela w takiej postaci? L. Siemieński opisuje nam ten powód: Była pewna wdowa, posiadająca domek i kilka zagonów gruntu uprawnego. Złakomił się na to pewien bogaty gospodarz. Sprawa wdowy była jasna, lecz bogacz przekupił sędziów i adwokatów i wdowa przegrała a gospodarz wygrał. Sumienie i prawo przekupione pieniędzmi. Po wygłoszeniu wyroku, skrzywdzona wdowa płaczliwie krzyknęła: "gdyby mię diabli sądzili, sprawiedliwszy byłby wyrok!" — Sędziowie opuścili sale pośpiesznie. Zostali tylko urzędnicy. Wtem nadjeżdżają karety. Wychodzą z powozów panowie-szatani. Udają się na salę i zajmują krzesła sędziowskie. Pisarze poznali, że to szatani i ze strachem oczekują. Marszałek szatan nakazał rozpocząć na nowo proces. Wyszło dwóch adwokatów-szatanów, jeden po stronie wdowy, drugi stwierdzał słuszność pretensji bogacza. Po argumentach marszałek-szatan zawołał pisarza, kazał mu usiąść i wypisać wyrok na korzyść ukrzywdzonej wdowy. Legenda twierdzi, że Chrystus do krzyża przybity na tej sali sądowej, ze zgrozy, że wyrok szatanów był sprawiedliwszy, aniżeli wyrok sędziów chrześcijańskich, zasmuconą twarz odwrócił, i oblicza swego nie pokaże, aż naród polski okaże biednym nie tylko więcej miłosierdzia, lecz zarazem i więcej sprawiedliwości. Może być to legenda, bądź co bądź, zawiera w sobie pewną nauczkę moralną, która potrzebna jest szczególnie w czasach dzisiejszych. Kto dziś myśli o sprawiedliwości? Kto dba o sprawiedliwość? Kto kieruje się sprawiedliwościąę Czy nasze przysłowie nie twierdzi, że świat obraca się na oszukaństwie? Otóż tytuł mowy:

DWA KOŁA

Zdaje mi się, że życie ludzi nieuczciwych i niesumiennych można porównać do powozu o dwóch ciężkich kołach, które miażdżą i dusza wszystko co pod nie padnie. Tymi kołami to nic innego jak kradzież i oszukaństwo. Kradzież popełnia ten, który potajemnie przywłaszcza sobie rzeczy nieswoje. Oszustwem zaś piętnuje się tego, który podstępem szkodzi bliźniemu na majątku. Naznaczam, że patronem złodziei i oszustów jest sam Judasz, który będąc skarbnikiem i kasjerem Apostołów, nieprawnie i potajemnie z jałmużny ofiarowanej, przywłaszczał sobie pewną cząstkę. "A to mówił (Judasz) nie iżby miał pieczę o ubogich; ale iż był złodziejem, i mieszek mając, co wkładano nosił." — W złodziejskim herbie znajduje się ptak-sroka, bo wszystko kradnie i przebiegle chowa, przed okiem ludzkiem. Dodać tu należy wypowiedzenie się Ducha św.: "Nie łudźcie się, bo ani psotnicy, ani złodzieje, ani łakomi, ani drapieżnicy nie posiądą Królestwa Bożego." A teraz sięgam do listów:

Chicago, Ill., 14go grudnia, 1934.

Wielebny Ojcze:
Jestem grosernikiem. Zawsze byłem sprawiedliwym względem kostumerów. Niektórzy przez trzy lata brali na książkę, tak że odbiorcy są mi winni przeszło sześć tysięcy dolarów. Jedni wyprowadzili się daleko na inną stronę miasta i nie spłacili mi ani centa. Drudzy, mimo że teraz robią, wyśmiewają się ze mnie, mówią, że nie potrzebują zapłacić ani centa, bo jeszcze jest depresja. Inni, kiedy im przypominam o długach, mówią, że jeśli chce, to mogę sobie zabrać jedno lub dwoje dzieci. Czy ci ludzie sumienia nie mają?
Niestety na to pytanie, czy ci ludzie sumienia nie mają, nie oddając długów zaciągniętych, trzeba odpowiedzieć: widocznie że nie mają! Są na wzór ptaków, które ni orzą ni sieją, a jednak wygodnie żyją, bez troski i kłopotu. Tu w Buffalo mieliśmy jeszcze lepszy wypadek. Pewien młody eks-żołnierz, który nie pracował od kilku lat, a jednak żył, tak na kredyt. Miał długi u grosernika i rzeźnika: kościelnego i szkolnego nie opłacał. Dostał od rządu pewien bonus! Około sześćset dolarów. Czy pomyślał on o obowiązku oddania, przynajmniej części długów, grosernikowi, rzeżnikowi i kościołowi? Widocznie długi u niego to tylko bagatela. Zaledwie dostał pieniądze do garści, popędził do agencji automobilowej, i całą sumę zostawił jako zadatek na nowy samochód, i to nie byle jaki, tylko lepszej marki. Rzeźnik klął w niebogłosy — grosernik wymyślał na czym świat stoi, a jednak ten oszust z uśmiechem na ustach przejeżdżał pod ich oknami!

Detroit, Mich., l1go grudnia.

Drogi Ojcze:
Proszę napiętnować ostro pewne dzieci, które nie mają serca dla swych rodziców. Byłyśmy dwie dziewczyny w rodzinie. Tata nam umarł. Ja z mężem i dzieckiem mieszkaliśmy po drugiej stronie miasta. Młodsza siostra miała mamę u siebie. Po tacie zostały dwa domy i sporo pieniędzy w banku. Nie wiem jak się stało, lecz mama podpisała im jakiś papier, siostra zabrała pieniądze z banku i za domy, które sprzedała. To jeszcze nic. Lecz po kilkunastu miesiącach przepłacili jakiegoś lekarza i starą matkę oddali do domu obłąkanych. Tam musi być dzisiaj, chociaż nam nic nie chcą powiedzieć. Moja siostra z jej mężem teraz używają. Mają letnisko i grają panów. Czy takim dzieciom Pan Bóg może błogosławić?
"Czcij ojca twego i matkę twoją abyś długo żył i aby ci się powodziło na ziemi", to jest błogosławieństwo Boskie. Nad głowami jednak dzieci niewdzięcznych wisi i przekleństwo Boże: "Przeklęty który nie czci ojca swego i matki; i rzecze wszystek lud: Amen." Dzieci, które od staruszków rodziców wyłudzają pieniądze — kradną i oszukują. Dzieci złodzieje i dzieci oszukańcy! Co za serce kamienne, staruszkom skraść ostatni kawałeczek chleba, a potem niemiłosiernie wyrzucić ich z domu na śmietnisko szpitalne lub przytułkowe. Jak to łatwo dziś przekupić lekarza, adwokata, sędziego i wrzucić bezradnych staruszków do domu obłąkanych. Aby pokryć kradzież, oszustwo i niesumienność, takie dzieci zasłaniają się prawem. Usprawiedliwiają się kłamstwem. Prawda, mogą zamydlić oczy ludziom, może uda im się nawet zatopić sumienie w kosztownych napitkach, lub zagłuszyć nawoływanie w rozrywkach i zabawach, lecz Boga ani przekupią ani unikną. Zaplata ich czeka. Zaplata sprawiedliwa, surowa i pewna!

Hamtramck, Mich., 9go grudnia.

Wielebny Ojcze:
Rok temu umarła nasza mama. Został ojciec, córka i dwóch synów! Matka pracowała przez trzydzieści lat na równi z ojcem. Oszczędzali, a nawet skąpili. Kiedy mama umarła, tata chciał kupić lepszą trumnę i sprawić okazały pogrzeb, bracia aż klęli ze złości. Po pogrzebie wzięli tatę do siebie. Spijali go dzień w dzień, aż nie tylko oddał im obydwa domy, lecz pożyczył im wszystkie pieniądze. Teraz staruszka wyrzucili z domu, i jeszcze wyśmiewają się, że staruszek jest głupi.

Naprawdę, że pewne dzieci, zaślepione, chciwe i niemiłosierne, z zamkniętymi oczami lecą ku własnej zgubie. Lecz i w podobnych wypadkach rodzice nie są bez winy. Czemu nasi rodzice nie wierzą w robienie testamentu? Myślą, że jeśli zrobią testament, to już muszą się na śmierć przygotować. Dlaczego każdy ojciec i matka nie idą do adwokata i dadzą sporządzić testament w ten sposób, że dzieci nic nie dostają za życia rodziców? Przecież rodzice majątku ze sobą do grobu nie zabiorą. Po śmierci rodziców, wszystko dla dzieci! Za życia rodziców — nic! Wydaje się to poniekąd surowe zapatrywanie, a jednak jest bardzo praktyczne. W Hamburg, N. Y., mamy dom staruszków. Idźcież tam porozmawiać z tymi biedakami, opuszczonymi i poniewieranymi przez własne dzieci. Złamane ciała i zmiażdżone dusze. Ojciec wychował, ojciec wspomagał, ojciec siły stargał, ojciec zdrowie stracił, a potem dzieci zuchwale mu miejsce wypowiedziały: "Marsz stary do przytułku!" — Matka ponad siły przez lata i lata pracowała. W końcu nie było nawet stancyjki na łóżko. Z własnego domu dzieci ją na bruk uliczny wyrzuciły, krzycząc: "Idź stara do przytułku, u nas miejsca nie ma." Och, jakie to smutne, lecz nie mniej prawdziwe!


Buffalo, N. Y., 8go grudnia.

Drogi Ojcze:
Moja żona i córka wdały się ze złodziejami. Kradną po składach; mają gdzieś miejsce gdzie wszystko zwożą, a potem sprzedają po domach za tanie pieniądze. Przy tym uprawiają pijatykę przez całe noce. Do tej bandy należą nie tylko mężczyźni i kobiety, lecz i młodzież. Najwięcej uprawiają złodziejstwo w czwartki i soboty. Mnie wstyd, lecz ze wstydu musze milczeć. Zresztą moja żona ma zapatrywanie moderne. Lubi się stroić, bierze udział w zabawach, a mnie inaczej nie mówi jak: głupi stary! Niech mi Ojciec wierzy, że ja od strapienia zacząłem się upijać.

Próżniactwo, chęć używania, zamiłowanie do zabaw i strojów, sprowadzają ludzi z drogi uczciwości na bezdroża i w szczególny sposób otwierają bramy do wszelkich przyjemności, które tak obficie obiecują oszukaństwo i kradzież! W końcu prowadzi to tylko na sąd i za kraty więzienne. Wtenczas dopiero łzy i rumieniec wstydu okrywa czoła złodziejów i złodziejek! Tu w Buffalo - pomiędzy Polakami istnieją prawdziwe towarzystwa złodziejskie. Młodzieńcy szczególnie okradają kluby: inni wykradają ubrania w czasie tańców i card parties, jak z miesiąc temu zrobiono na jednej z sal polskich. Są złodziejki które kradną po kościołach, po szkołach, po składach. Złodziejstwo szerzy się jak choroba zaraźliwa. Ojcowie nasi szanowali cudzą własność. Z czasem widocznie polskie uczciwe ręce wyrosły w ręce chciwego złodzieja, a krótkie pracowite palce polskie urosły w długie próżniarze palce próżniaka, wyciągające się po mienie cudze! Mimo to i dziś, mimo sprytu, wbrew zasadom oświaty i niemoralnego postępu, nie tylko na tablicy Mojżeszowej, lecz w sercu każdego człowieka wyryty jest zakaz Boży: Nie kradnij!


Buffalo, N. Y., 29go grudnia.

Wielebny Ojcze:
Pierwszy raz w życiu pisze do Księdza, bo nie mam przed kim się użalić w mojem nieszczęściu. Byłam dobrą dla dzieci póki wiedziały, że miałam pieniądze. Pożyczałam im, kiedy mnie dzieci prosiły, bo ufałam im i chciałam pomagać. Nigdy od nich nie żądałam żadnych podpisów. Tak dzieci wydostały ze mnie dwa tysiące siedemset dolarów. Teraz kiedy mówię im, aby mi oddawały chociaż po cząstce, a wiem że mogą, to mówią mi: Matce co po pieniądzach, i tak są niepotrzebne, bo matka wnet umrze. Nie chcą mi nic oddać. Zięć mój, który najwięcej dostał, klnie na mnie i mówi do córki: "Co ta baba znowu tu chce? Wyrzuć ją za drzwi!" Czego żem się doczekała na stare lata, po ciężkiej pracy, od własnych dzieci!

Kochana i zarazem ukrzywdzona matko! Żal mi cię bardzo, lecz widzisz, szczególnie nasze dobre i dobroduszne oraz łatwowierne matki muszą nierozumną i bezgraniczną dobroć swoją opłacać gorzkim i mało pomocnym płaczem. Za wiele serca, a za mało rozumu. W sprawach pieniężnych, postępować w biznesowy sposób. Dzieci jak dzieci. Za młodu ssały piersi matki, w późniejszych latach chętnie ssą kieszeń rodziców. Przy tym, mając zęby, gryzą! Zbyteczne teraz płacze. Narzekania też nic nie pomogą! — Tak jak jest niemożebnym domagać się, aby kto oddał to co pogryzł i połknął, tak niech rodzice nie spodziewają się, aby chciwy syn lub skąpa córka kiedy oddali pożyczone lub wyłudzone pieniądze! Tu można przytoczyć legendę, opowiadaną przez Św. Alfonsa: Pewnego razu Lucyfer zasiadł na swym tronie i słuchał sprawozdania swoich wysłanników, z ich działalności wśród ludzi na świecie! Po długich sprawozdaniach, stanął wreszcie przed nim jeden szatan, który od dawna nie był widzianym w królestwie ciemności. — A ty, gdzieś tak długo się wałęsał?" — zapytał go książę. — odpowiedział kusiciel — strzegłem pewnego złodzieja, aby co ukradł, nie oddał i nie nawrócił się." — "Głupiec z ciebie", zawołał rozgniewany Lucyfer, "ty tyle czasu zmarnowałeś na próżno. Czy ty nie wiesz, ośle, że złodzieje nie oddają skradzionych rzeczy i ich dusze do nas całkiem z pewnością należą. Hej oprawcy, weźcie tego idiotę i ukarzcie go za to głupie marnowanie czasu."
Złodziej i oszukaniec mało kiedy myśli o oddaniu, bezustannie jednak łamie sobie głowę i wynajduje nowe środki i sposoby, aby więcej okraść i korzystniej oszukać. Kiedy zaś mowa o dzieciach, które na wzór pijawek czepiają się ojca lub matki, aby tuczyć się ich dorobkiem, a w końcu wyrzekają się ich, i wrzucają do domów starców, lub nawet zamykają po zakładach dla obłąkanych, na ich czołach widnieć powinien napis: Przekleństwo Boskie nad dziećmi rodzicobójcami! — Ród zaś taki z czasem zmarnieje, zgnije i zaniknie. Musi. Nie ma innego zakończenia budowy, której fundamenty spoczywają na kradzieży i oszukaństwie.


Milwaukee, Wis., 28go grudnia.

Kochany Ojcze:
Nasi krewni żyją tylko z oszukaństwa. Dom mają wypłacony, a jednak nakłamali i dostają zapomogę z miasta. Mają też pieniądze w banku, lecz nie na swoje nazwisko, tylko na zamężną córkę. Kilka lat temu nasz tata pożyczył im sześćset dolarów; pożyczył im tak w cztery oczy, bez świadków. Teraz wypierają się długu, mówią, że nie są nic winni, bo tata nie ma ich podpisu. Śmieją się z taty i z nas.

Długi względem Boga, społeczeństwa i pojedynczych ludzi! Dług na długu, cały stos długów, zaciągniętych przez złodziei i oszukańców! — Dom taki upaść musi. Przyjdą nieprzyjaciele, choroba, utrapienie, nędza, bieda, niedostatek, dodajcież do tego wyrzuty i nawoływanie sumienia, zgryzoty i niepokój, nieraz też gorycz i rozpacz — wreszcie z mienia złodziejskiego i dobytku oszukańczego pozostają zgliszcza i popioły! Złodziei i oszukańców jest dziś cała armia. Do szeregów tej armji zaliczamy nie tylko tych, co zabierają cudzą własność potajemnie, czy przemocą i gwałtem, lecz i tych, którzy im pomagają i radzą, oraz tych którzy świadomie rzeczy skradzione odbierają, przetrzymują lub odkupują. Złodziejami są chlebodawcy, którzy, robotników krzywdzą przez niesprawiedliwe wynagradzanie, szczególnie jeśli rozchodzi się o wdowy i sieroty. Zarazem złodziejami są leniwi i niedbali robotnicy, którzy niesumiennie spełniają swe roboty. Złodziejami są dzieci, które podstępami lub naleganiami wyłudzają pieniądze i mienie od rodziców, nie mając zamiaru pożyczek zwrócić. Złodziejami są ci, którzy fałszują testamenty, lub nie chcą wypełnić ich przepisów. Złodziejami są ci, którzy podpalają budynki, aby wzbogacić się asekuracją; i ci którzy niesprawiedliwie po sądach drugich oprowadzają, i ci co oszukują na towarze, na wadze lub innej mierze; i ci, którzy zapłatę przepijają, lub w karty albo konie przegrywają; adwokaci, którzy bezpotrzebnie procesy przeciągają; lekarze, którzy od naiwnych pieniądze wyzyskują; lichwiarze, bądź bankierzy, bądź prywatni, wysokie procenty wymagający. To tylko krótki spis złodziei. Widocznie świat i życie ludzkie obraca się na dwóch kołach: na kradzieży i oszukaństwie. —

Będąc w Poznaniu, po raz pierwszy w życiu moim widziałem pręgierz. Poszedłem na rynek poznański. Obok ratusza z szesnastego wieku, pod kamiennym posągiem przedstawiającym rycerza Rolanda, znajduje się dawny pręgierz miejski. Jest to słup — przy którym ścinano skazańców. Przy słupie są żalaza, w które okuwano przestępców, szczególnie złodziei i oszustów, skazywanych na hańbę publiczną. Często chłostano ich batami, a potem "wyświęcano", to jest wypędzano za bramy miasta. Co by się stało, gdyby władze w podobny sposób karały złodziei i oszustów? Miasta by opustoszały! Pamiętajmy na przykazanie Boże: "Nie kradnij!" i na nasze przysłowia: "Lepiej swoje stracić — niż cudzem się bogacić." — "Lepsze czyste sumienie — niż wielkie nieprawe mienie" i "niech każdy pamięta — że cudza własność święta."