GRABARZE SZCZĘŚCIA ROBOTNIKA - pogadanka o. Justyna z 24.03.1935 r.

Witam Was Zacni Rodacy i Mile Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Skutkiem przemówienia z ostatniej niedzieli zasypano mnie listami. Niektóre z nich z rozmaitemi zarzutami, jednostronności i trzymania strony z kapitalistami. Naznaczam i to z naciskiem, że żaden apostoł czerwonej i krwawej propagandy nie przeszedł takiej biedy i nie najadł się takiej nędzy, jak ja sam. Niech poświadcza ci, co ze mną się chowali w McClure i Everson, Pa., a którzy dziś zamieszkują w Buffalo, Detroit, Chicago i Milwaukee. Mieszkaliśmy w domach kompanicznych, pomalowanych na czerwono, może na pośmiechowisko i hańbę. Rodzice musieli wszystko kupować ze sztorów kompanicznych, naturalnie za wygórowane ceny. Nadeszły czasy clevelandzkie. Bezustanne strajki i zaburzenia. Kompania Pana Fricka wyrzuciła nas z domków i przez jedną całą zimę mieszkaliśmy pod namiotami, a żywili nas negrzy, sprowadzeni na złamanie strajku! Widziałem jak policja strzelała do tłumu strajkierów; widziałem jak pałkami rozbijano głowy bezbronnych, patrzyłem jak policja konna tratowała poległych strajkierów i sam jako chłopiec kilkakrotnie zaledwiem uniknął kopyt końskich. Mając zaledwie lat dziesięć, chodziłem z tatusiem do roboty. Wstawaliśmy o północy, pracowaliśmy do trzeciej lub czwartej po południu za $1.50 lub $1.75! Byłem świadkiem potu, krwi, kalectwa i śmierci koksiarzy i majnerów. Widziałem jak dziewczęta, żony i matki, pomagały ojcom i mężom ciągnąc lub pchać taczki czyli wilbary. Słyszałem jak bossowie innonarodowi, nie tylko wyśmiewali się z tych biedaków, lecz ich przeklinali i wyzywali, pędząć ich do roboty, jak bydło nierozumne. — Nieraz patrząc na to, mimowoli nie tylko łzy zakręciły się w oku, lecz spłynęły po policzkach, i pytałem się: czemu to tak? przecież to nie tylko niesprawiedliwie, lecz nawet nie po ludzku! — I dlatego też dobro robotnika leży mi na sercu. Moje rady są serdeczne i szczere, skierowane na obronę klasy roboczej, nie tylko przed niesprawiedliwym systemem kapitalistycznym i przed chciwą zachłannością okrutnych bogaczów, w jakimkolwiek przemyśle, lecz zarazem przeciw fałszywym nauczycielom zasad i nauki gwałtownego przewrotu, który zakończy się spodleniem i niewolnictwem robotnika, jego żony i dzieci. Już od czterech lat uczę, że obecny system jest niesprawiedliwym i przeżytym. Że to zły duch, który sieje nędze, nieufność, niezgodę i podejrzliwość. Że musi ulec przemianie czyli ewolucji dla zabezpieczenia klasy roboczej. Lecz nalegam zarazem, że ta zmiana ma wziąć obrót spokojny, legalny i bezkrwawy. Że powoli to się dzieje, mimo szalonej opozycji zwolenników Starego Ładu. Zawsze też uważałem nie tylko za mój obowiązek, lecz za obowiązek sumienny i święty, piętnować apostołów nauki gwałtu, przewrotu i rozlewu krwi. Bo to kruki i sępy w ciele ludzkim, które za zapłatę państwa zagranicznego i wrogiego zaprzedają szczęście, dobrobyt i życie robotnika za zasady pogańskie i niewolnicze. Mówiłem, mówię i mówić będę bez ogródek, i bez względu na pogróżki i denuncjacje, bo tu się nie rozchodzi o mnie, lecz o kilka milionów rodaków i rodaczek. "Jeśli wam jest pożyteczne, żeby jeden człowiek umarł za lud, a nie wszystek naród zginął", nawet na to się zgódzę jak najchętniej. Po tym, nieco długim wstępie, do mowy:

GRABARZE SZCZĘŚCIA ROBOTNIKA

"Ilustrowany Kurier Codzienny" zamieścił wywiad z Józefem Engel. Zeznanie Engla jest ważne, ponieważ on sam był polskim komunistą na Śląsku. Trzy lata temu uciekł wraz z żoną do Sowietów, ponieważ groziło mu więzienie za robotę wywrotowa w Polsce. Po trzech latach pobytu w "sowieckim raju", wolał jednak powrócić do Polski. Dodaje, że Józef Engel był swego czasu górnikiem w kopalniach śląskich. Posłuchajcie co mówi ten komunista polski: "Nigdzie nie widziałem tylu ludzi mdlejących i umierających z głodu, co w Sowietach. Dzieci porzucane są jak zwierzęta i jak szczenięta biją się i gryzą o każdą kość, każdy odpadek wyrzucony na ulice. Przytułki i ochrony istnieją dotychczas tylko na pokaz dla cudzoziemców. Praca w kopalni, czy w fabryce rozpoczyna się o godzinie 6-ej. Ale przyjść trzeba o 3-ej w nocy, by stanąć w kolejce i otrzymać wreszcie kartkę na obiad, składający się z ryby śmierdzącej i chleba ciężkiego jak glina. Po robocie należy jeszcze pozostać z parę godzin, bo są konferencje, wykłady itp., tak że człowiek jest skazany na 16 godzin pracy. Choroby panoszą się tam straszliwie. Widziałem po raz pierwszy w życiu dżumę płucną oraz tyfus plamisty. Od robactwa roi się wszędzie, mydła nie ma, kąpieli nie ma. W Moskwie, co prawda, istnieją łaźnie, ale bardzo drogie, nie na kieszeń robotnika. Trudno się nawet dziwić, że robotnik rosyjski, zmuszony pracować 16 godzin, głodny, chory — woli nie pracować. Jedzie z miejsca na miejsce w poszukiwaniu lepszych warunków bytu. Stąd pochodzą tłumy, obozujące całymi tygodniami na stacjach kolejowych, gdzie mają przynajmniej dach nad głową i czasem ciepły piec. Gdy raz koło nas padł koń, w przeciągu kilku minut dosłownie rozszarpano go i zjedzono z kośćmi. Głód, straszny głód! Ale bezrobotnych nikt tam nie zapisuje i dlatego ich urzędowo w Rosji sowieckiej nie ma! Chłop nie chce uprawiać roli, bo wie, że zbiory mu i tak zabiorą, nie pozostawiając nawet na wyżywienie jego i rodziny. A jeżeli nie odda dobrowolnie wszystkiego, oskarżą go o kułactwo, zabiorą ziemię, a jego poślą na ciężkie roboty. Więc zjada ostatnią krowę, czy konia i idzie w świat. Chociaż w tym czasie dostałem odznaczenie: medal i zostałem "udarnikiem" - mimo tych zaszczytów byłem wciąż głodny. — Postanowiłem wracać, do czego namawiała mnie jeszcze żona, przywykła do kulturalnego życia robotników na Śląsku i chorująca wprost z głodu, brudnego otoczenia i smrodu. W Rosji nic nie wolno. A raczej: wolno pracować 16 godzin na dobę, i umrzeć — z głodu! Ale o tym mówić nie wolno, bo za krytykę ustroju grozi G. P. U. i zesłanie na wieloletnie ciężkie roboty. Przecie wszystkie wielkie fabryki są budowane pracą tych nieszczęśliwych więźniów, poganianych do pracy nad siły o głodzie i chłodzie przez nieludzkich dozorców. Ale gdy przyjeżdżają cudzoziemcy i zwiedzają, robotnicy muszą pod groźbą G. P. U. mówić, jak im się dobrze powodzi! Zgłosiłem się do konsulatu polskiego. Konsul lojalnie uprzedził mnie, że w Polsce bedę aresztowany. Ale ja wolałem więzienie w Polsce, niż wolność w Sowietach! Obecnie wszystkim niezadowolonym w Polsce mówię: Jedźcie do Rosji! Jedźcie! Przekonacie się sami, jak tam jest naprawdę! Co warte hasła komunistyczne. A jak będziecie w Rosji, dopiero nauczycie się cenić chleb, jaki macie w Polsce!" — Oto jak wygląda "raj bolszewicki" w opisie polskiego komunisty, który trzy lata w nim spędził! — A tu naszym Polaczkom prawią smalone duby o nadludzkich wysiłkach, poświęceniu, samozaparciu i zapale robotnika sowieckiego, budującego nowy świat, jako wzór klasie robotniczej całego świata, pracującego nie tylko dla chleba, lecz i dla społeczeństwa, dla potomstwa, na dobre "dzisiaj" i jeszcze lepsze "jutro". Z mej strony dodaje na dobry czyściec "dzisiaj", i na śmierć głodową "jutro"!

"Detroit News" niedawno temu zamieściła artykuł Ryszarda Halliburtona. Autor spędził dłuższy czas w Sowietach i jak sam przyznaje "odetchnął z niebywałą rozkoszą i ulgą, gdy przekroczył granicę rosyjską, udając się do Polski, do kraju, gdzie obywatele mają zagwarantowaną wolność osobistą, do kraju wysokiej kultury i cywilizacji". Pisze on dalej: "Nigdy w historii swego istnienia Rosja nie była tak zubożałą, tak łachmaniarską i tak głodną. Tłumy ludzi na ulicach, wystające godzinami, zmęczone i zrezygnowane, czekające na kupienie czarnego chleba, lub kawałka mięsa, są najbardziej nędzne, najbardziej beznadziejne stworzenia ludzkie, jakie kiedykolwiek widziałem, w którymkolwiek kraju, zaludnionym białą rasą. Każdy wygląda tak jakby kupił swe ubrania na wyprzedaży i spal w nich przez cały rok. Ale innego rodzaju ubrań nie ma.
Można rozpoznać cudzoziemca zdaleka, wszystko jedno jakiej jest narodowości, przez bez porównania lepsze i kompletniejsze ubrania. W carskich czasach Rosja była krainą wszelkiego dobra. Chłopi, choć maltretowani politycznie, byli dostatecznie nakarmieni. Teraz, pod komunizmem, nikt nie ma dosyć do jedzenia, prócz tych, którzy są żywieni w fabrycznych kuchniach. Ubóstwo jest udziałem każdego obywatela, prócz nowej klasy rządzącej, komisarzy i urzędników, którzy mieszkają we wspaniałych apartamentach i jeżdżą drogiemi automobilami. Polska i Rosja przedstawiają jeszcze bardziej silny kontrast. Na granicy polskiej przeszedłem z brudnego, wstrętnego, obrzydliwego, śmierdzącego pociągu zapchanego obdartymi ludźmi — do polskiego pociągu, do czystości, szybkości, komfortu, przyzwoitości. Polaków jedyny wieczny teror jest, że zaraza komunizmu roznoszona przez olbrzymią czerwoną armię spadnie na nich i poniży ich do tego samego stanu ubóstwa, uwięzień i intelektualnego niewolnictwa, które obserwują przez granicę. Coś musi być zasadniczo źle z rosyjskim systemem, coś, co cofa ich w tył, coś marnego, gdy koło nich mniej faworyzowane kraje szybko idą naprzód po drodze wolności i dobrobytu. Komuniści w Ameryce, którzy mają nadzieję zmusić nas do połknięcia rosyjskiego systemu, z linką, haczykiem i wędką, mogą z równem powodzeniem oddech swój tracić na uczenie się śpiewu. My musimy przeprowadzić szerokie reformy, wrzody socjalne muszą być uleczone, lecz dyktatura proletariatu, z wszelką pewnością i najwidoczniej, nie jest odpowiedniem lekarstwem ani dla nas ani dla każdego innego inteligentnego i wolność kochającego narodu. Lecz w rzeczywistości ani trochę nie jestem zaalarmowany. Do czasu aż zobaczę Statuę Wolności koziołkującą ze swego piedestału do zatoki nowojorskiej, nie spodziewam się zobaczyć czerwonej flagi, a nawet różowej powiewającej na Białym Domu i na Kapitolu." — Tak pisał Richard Halliburton w "The Detroit News".

Ostatnio w "La Vie Intellectuelle" autor Rosjanin, który dlatego, że przez dłuższy czas był urzędnikiem w Sowietach, nie może wyjawić swego nazwiska, opisuje stosunki wśród młodzieży bolszewickiej należącej do Komsomołu. Skutkiem antyreligijnego i bezbożnego wychowania, zauważono zastraszającą epidemje samobójstw. Z początku pisma sowieckie wyrażały się pogardliwie o tych "dezerterach życia", i ostrzegały przed naśladowaniem tych tchórzów! Na nic to, liczba samobójstw wzrastała. Dziś nie wolno gazetom opisywać pojedynczych gwałtownych śmierci młodzieży sowieckiej, chyba że są wypadki "samobójstw kolektywnych". Młodzież targnąca się na własne życie pozostawia za sobą listy, w których ujawnia się zniechęcenie do życia i bezdenną rozpacz co do panujących stosunków. Listy te powinny być zachowane w archiwum bolszewickiem na wieczną pamiątkę i przestrogę przyszłym pokoleniom. Oto wyjątki listów: "Życie jest tak smutne, nie mogę już dłużej wytrzymać." — "Wszystko jest okropne. Rzucam się do wody, by mnie ryby pożarły i by nic po mnie nie pozostało." — "Moglibyśmy żyć gdybyśmy dostali obłąkania, ale możemy myśleć i to jest przerażające." — Sześć młodych dziewcząt powiesiło się na jednym i tem samym drzewie. Zostawiły one list pożegnalny, w którym piszą: "Nie możemy już dłużej wytrzymać. Wszystko jest szare. Dusimy się." Znawcy zwracają uwagę na fakt, że owa plaga samobójstw oszczędza młodzież tatarską i innych szczepów mongolskich, którym Sowiety zostawiły pewną swobodę wyznania. Jeśli wam to nie wystarcza posłuchajcie, co pisze pewna gazeta bolszewicka: "We wsi Wandyszewo uspołeczniono (t. z. po polsku, zrabowano) całą cebulę i czosnek, włączając i ten, który znajduje się w kuchni u chłopa. Biedaków i średniaków, którzy nie chcieli się na to zgodzić, aresztowano i przeznaczono do wysyłki na Syberię. We wsi Krasnowo zabrano dla kolektywu cały drób." W kolektywach rej wodzą urzędnicy komuniści, a przede wszystkiem młodzież komunistyczna, zajmują oni różne dobre stanowiska, mieszkają w dworach i kradną na wszystkie sposoby. Chłopi traktowani są jak najgorsi niewolnicy. Raz jeszcze czytamy w gazecie "Komunist" o gospodarce w kolektywie "Zinowjejka" pod Odessą. Pracownicy rolni mieszkali w chlewach razem z trzodą. Nie otrzymywali oni pieniędzy za pracę. Kierownicy komuny traktowali ich brutalnie, częste wypadki bicia aż na śmierć. Całą gospodarkę ujawniła śmierć chłopa, zbitego nahajkami. Najlepiej spisał się prezes kolektywu koło Tyraspolu, towarzysz Lewicki, który okradł kolektywę i zwiał. Podobno obecnie grasuje po Ameryce! — Historia stwierdza, że już w roku 1917, w czasie tej klęski głodowej w Sowietach, kiedy 40 milionów ludzi cierpiało najstraszniejsze męki, zjadano zgniłą słomę, padlinę, zdarzały się często wypadki ludożerstwa, a 24 miliony ludzi umarło z głodu! W roku ubiegłym 1934, nieco mniej, bo tylko sześć milionów. A od roku 1917 do 1934, ile zginęło śmiercią głodową?... Jaki więc jest cel komunistów? Czy dobro chłopa, jak twierdzą agitatorowie? Czy szczęście klasy roboczej? A gdzież tam! Podbój całego świata, to jedyny i wyłączny ich cel. Gdy przed latami towarzyszowi Leninowi przedstawiono straszne skutki bolszewizmu, ten apostoł rozlewu krwi i nienawiści odpowiedział: "Dziewięć dziesiątych ludu rosyjskiego może sobie wymrzeć, byle choć jedna dziesiąta przetrwała do "światowej rewolucji". Bolszewicy rozumieją, że bez pozyskania chłopa nie zdobędą władzy nad światem, i dlatego założyli Czerwoną Międzynarodówkę Chłopska. Na jej czele przez kilka lat, nie wiem czy i dziś, stał zdrajca Polak, nazwiskiem Dąbal. Ta międzynarodówka zakłada związki prostego robotnika. Na to są ruble sowieckie. Sypią się miliony. W międzyczasie, sowieckie pisma "Prawda" i "Izwiestja" opisują jak w przytułkach rządowych tysiące dzieci głoduje, i musi żebrać, albo — kraść! Inne tysiące, wskutek braku ubrania, nie mogą uczęszczać do szkół i chodzą półnagie. Ile z nich choruje na obrzydłe choroby zakaźne? Samych kalek wśród nich jest tylko — jeden milion! Oto, tylko w przybladłym świetle - obraz sowieckiej uczciwości, sprawiedliwości i dbałości!

Nie warto mówić o stosunku bolszewików do religii. Przypominam tylko scenę z procesu śp. męczennika Arcybiskupa Cieplaka, kiedy zdrajca i bezbożnik, prokurator Krylenko, rozwścieklony, krzyczał, wył i ryczał: "Pluję na wiarę katolicką, pluję na wiarę prawosławną, pluję na wiarę mahometańska, pluję na każdą wiarę i wyznanie." — Tak myśli każdy agitator bolszewicki, który staje przed robotnikami i pod pozorem dbałości o los robotnika, w rzeczywistości zaprzedaje go w niewolę doczesną, oddając go w szpony niedźwiedzia rosyjskiego, oraz w niewole wieczną, posyłając go na samo dno piekła. Bolszewickie bluźnierstwa, które wołają o pomstę do nieba, i tę pomstę sprowadzą tak jak ten Bóg jest na niebie, posłuchajcie: wiara w Boga, to opium i narkotyk, to środek uciemiężenia i trzymania mas w niewoli; to bezczelne oszustwo mas pracujących, to trup! "Załatwiliśmy się z caratem ziemskim, teraz zabierzemy się do carów niebieskich." "Cara łatwo było z tronu zrzucić, ale dopiero kiedy nam się uda strącić z tronu tego starego cara (Boga) — wtedy dopiero będziemy panami świata." — "Nie Jezus Chrystus, lecz Judasz miał słuszność." — Ideałem świata cywilizowanego i chrześcijańskiego jest Chrystus i krzyż; ideałem bolszewików jest Judasz zdrajca, z workiem judaszowskim i pętlicą, na to, aby lud zaprzedać, a potem powiesić. Temu Judaszowi bolszewicy pomniki stawiają. Pomijam mordowanie biskupów i kapłanów, którzy przechodzili katusze, równające się z wymysłami cezarów rzymskich. Nie mogę jednak pominąć statystyki z roku 1924, kiedy to bolszewicy trzymali w obozach koncentracyjnych lub posłali na wygnanie osiem milionów swych poddanych, ponieważ ci nie chcieli zgodzić sig na program rządu sowieckiego. Nie mogę też pominąć faktu, że w roku 1921 bolszewicy wymordowali: 6.775 nauczycieli, 8,800 lekarzy, 54,650 oficerów, 10,500 policjantów, 260,200 sierżantów, 12.950 właścicieli dóbr,
355.250 inteligentów, 192.650 robotników, 815.100 włościan.

Co powiedzieć o moralności pod chorągwią komunizmu? Rumieniec wstydu pokrywa lica ludzi uczciwych. Kobieta, matka, żona i siostra, odarte ze czci i szacunku. Zwalone z ołtarza chrześcijanizmu do rynsztoku bolszewizmu. Małżeństwo, to dziś sprzedaż i kupno na rynku społecznym. Dzieci od 4go do-16go roku chowane po barakach rządowych! Tysiące małoletnich ofiar gnije po ochronkach i szpitalach. Tak zasady bolszewizmu człowieka zamieniły w bydlę, w zwierza, bez wiary i bez obyczajów! Na pośmiewisko, bolszewicy obrali sobie za patrona — Judasza, wystawiając mu pomniki i naśladując jego uczynki, idą w świat, zaprzedając ludy, docześnie i wiecznie, w piekło nędzy, rozpaczy, krwi i śmierci głodowej. Rodacy i robotnicy, nie słuchajcie ich kłamliwych i oszukańczych podszeptów i namów! Obiecują wam oni wolność a dadzą niewolę; obiecują dostatki, a dadzą nędzę; obiecują życie, a dadzą śmierć głodową. Powiedzcież im raz na zawsze: "precz i jak najdalej precz od nas!" I zawsze dziękujmy Bogu, żeśmy w kraju, przy brzegach którego stoi statua Wolności, a nie mauzoleum Lenina; że jesteśmy obywatelami tej naszej przybranej Ojczyzny, i że nad nami dumnie powiewa sztandar orła i gwiazd, a nie żadna płachta międzynarodowa, zbrukana bratnią krwią, wołającą o pomstę do nieba!