WSZECHMOCNY BÓG, CZY WSZECHMOCNY DOLAR? - pogadanka o. Justyna z 22.10.1933 r.

Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Jedną z największych plag w historii świata było i jest niewolnictwo. Powtarzam było i jest po dziś dzień. Było. Istniało w starożytnych czasach; dowiadujemy się oczywiście z Pisma św. Stało się instytucją polityczną i społeczna, nieomal że nierozerwalną od narodów. Grecja i Rzym, środowiska cywilizacji, były zarazem i gniazdami niewolnictwa. W średniowieczu plaga ta wisiała nad całym światem, nawet w Polsce aż do trzynastego wieku. Jak słuchaczom wiadomo, tu w Stanach Zjednoczonych niewolnictwo co do murzynów urzędowo zostało zniesione dopiero po Wojnie Domowej. W Europie szereg traktatów międzynarodowych od roku 1815 aż do traktatu wersalskiego w roku 1890, unormował, nie zniósł, lecz unormował, mówie to z naciskiem, walkę z niewolnictwem i z handlem niewolnikami. Państwa niektóre, przez wieki, na czołach nosiły piętno niewolnictwa, czego mamy dowody geograficzne. Piaszczyste wybrzeża Gwinei w Afryce zachodniej, siedliska handlu niewolnikami, noszą szumną nazwę "Wybrzeże Niewolników"; w południowo-zachodniej Kanadzie istnieje "Jezioro Niewolników", z którego odpływa "rzeka Niewolników", i wpada do rzeki "Mackenzie"! — Tu u nas w stanach południowych, na każdym nieomal kroku, widzimy krwawe pamiątki z czasów kiedy murzyn, w oczach białych, nie miał tyle wartości co zwierzę bezrozumne. — Obrzydliwe jest niewolnictwo, ponieważ rozumna istota prawnie, osobiście i rzeczowo, całkowicie zależy od drugiego człowieka, poddana jest zachciankom i wybrykom ludzkim, często okrutnikom i prawdziwym Neronom. Czytając historię niewolnictwa, zgroza i obrzydzenie przejmuje nas, bo czytamy o hańbach i niesprawiedliwościach. — A czy po dziś dzień nie mamy wśród siebie samych niewolnictwa? Jest ono i w czasach naszych i poniekąd straszniejsze i ohydniejsze, aniżeli w wiekach minionych. Tak ongiś przemocą handlowano i sprzedawano towar ludzki, lecz sprzedawano niewolnika - panu człowiekowi! Dziś, sam człowiek obdarzony rozumem i wolną wolą, zaprzedaje się w niewole - panu albo raczej bożkowi, bez życia i bez rozumu! Tak, do trzech lat wstecz, cały świat, a szczególnie mieszkańcy naszego kraju zaprzedali siebie samych w niewolę: dobrowolnie i świadome stali się niewolnikami. Nie tylko sztywno się kłaniali, lecz głębokie i korne bili pokłony przed pewnym, którego nazwali panem i mocarzem, wszechwładcą tak świata i ludzkości, jako też jedynym celem i szczęściem całego życia swego.
I otóż dochodzimy do tytułu dzisiejszego przemówienia:

"WSZECHMOCNY BÓG CZY WSZECHMOCNY DOLAR?"

Mili Radiosłuchacze:
Około cztery lata temu byłem w jednym z tutejszych banków. Spotkałem tam pewnego z naszych starych i zacnych parafian, którego od dłuższego czasu nie widziałem. Zacząłem się wypytywać o zdrowie i powodzenie rodziny. No, jak to starszy wiekiem. Nie mógł zastosować się, albo raczej nie umiał przyzwyczaić się do czasów i zwyczajów obecnych. Zakończył wywody takimi słowami: "Ja nie należę do obecnego pokolenia; lata temu był czas do różańca i do tańca. Dziś różaniec do pieca, a ludzie tylko do tańca, jakby sobie karki połamać chcieli." Nie zauważyłem, że w międzyczasie przyłączył się do nas jakiś facet, nieco w za głośnem ubraniu — ulizany i wyperfumerowany, jakby szedł na jaką wystawę mód wiosennych, i z szyderczym uśmiechem na ustach. Oto typ przeciętnego i nieco zarozumiałego obywatela amerykańskiego. Spodziewałem się, że nie wytrzyma i podzieli się z nami jakąś arcymądrą nauczką, którą przygotowywał w nieco kwadratowej mózgownicy. Nie pomyliłem się. Kiedy mój starowina ze mną się żegnał, ów mędrzec dwudziestego wieku powoli i uroczyście wyjął z kieszeni cały zwój amerykańskich banknotów! Napluł na palce, odczepił dwudziestodolarówkę, a trzymając ją przede mną, mówił powoli i z namaszczeniem: "To jest moje godło — mój sztandar i mój Bóg!"

— Niech wam, słuchacze, przypomnę jeszcze jeden znamienny fakt. Nieraz lata temu, trzymaliście w ręku amerykański srebrny dolar. Pod obrębem tego pieniążka czytaliśmy: "W Bogu ufamy". — Czy nie byłoby odpowiedniej wyryć takie zdanie: "W tym bożku, to jest w dolarze, wszystkie nasze nadzieje, cała nasza wiara?" Dwa tysiące lat temu, Chrystus Pan wołał do rzeszy: "Żaden nie może dwom panom służyć, bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował: albo przy jednym stać będzie a drugim wzgardzi. Nie możecie Bogu służyć i mamonie." — Cofam myśli wasze do roku 1929. Zdaje się, że ludzie oślepli. Zarazem rozum stracili. Własną wolę zagubili. Serca ludzkie to głazy: Sumienia dawno zagłuszone. Wiek maszyn i materializmu. Dusza nieśmiertelna? to bajka, w którą wierzyć mogą dzieci, lecz nie ludzie dorośli, rozumni. Bóg? to wynalazek umysłów nierozwinietych. Kto tam wierzył w karę wieczna, lub nagrodę w przyszłości? Piekło i niebo jednogłośnie zaliczano do ciemnych czasów średniowiecznych! Giełdy - dywidendy — hipoteki - pożyczki — bondy - akcje i tysiączne inne spekulacje pieniężne, przesiąkły duszę, serce i umysł ludzki, wokoło dolara krążyły myśli ludzkie. Ludzie zapomnieli o Bogu, zamienili się w pogan i w sposoby pogańskie gromadzili rzeczywiste albo fikcyjne majątki i bogactwa. Kto tam zważał czy środki były sprawiedliwe. Kapitalista fabrykant żerował nie tylko na pocie, lecz nierzadko na krwi robotników i robotnic. Co tam u niego znaczył człowiek? To mniej warte jak bezrozumne zwierę lub bezduszna maszyna. Finansiści i bankierzy miliony dolarów, w których znajdował się pieniążek wdowy i cencik sieroty, wyrzucali na rynek międzynarodowy, obiecując sobie ogromne odsetki. Obywatele bez różnicy stanu, bez głębszego namysłu dali się porwać ogólnemu prądowi, który jak wzburzone fale rzeki Niagary niósł bezmyślnych i chciwców nad przepaść wodospadu. Któż zdoła zliczyć oszukańcze firmy, urojone towarzystwa, wymyślone przedsiębiorstwa, w których utopiono nie tysiące lecz miliony. Kto nie miał nic, chciał coś; kto miał coś, chciał więcej; kto miał więcej, chciał najwięcej. Dolara uważano nie tylko za króla i mocarza, lecz za Boga i wszechmocarza. Tu w Ameryce wśród nas mieliśmy przeszło czterdzieści tysięcy milionerów rzeczywistych, a blisko osiemdziesiat tysięcy było na drodze do milionów. Był to kraj, przynajmniej pozornie, nie płynący już mlekiem i miodem ale - dolarami. Ludzie mówili, marzyli, śnili o swym ulubieńcu i bożku. Ta nieograniczona żądza złota, pieniędzy i dolarów, bezlitośnie toczyła organizm społeczeństwa naszego, tak jak choroba raka nieuleczalnego. Niesprawiedliwość, niesumienność, podłość, brak miłosierdzia i litości, brutalność, szerzyły się na każdym kroku. Bezbożne, materialistyczne i pogańskie zasady wykorzeniały zasady Boskie i chrześcijańskie. Dolar stał się godłem — a wszystko dla dolara, hasłem społeczeństwa naszego! Naród nasz wzrastał nie tylko w zarozumiałość ale i pychę, które są prawdziwymi bramami każdego występku. Sprawdzało się to w szeregach rządzących i wśród poddanych. Na urzędy obierano niezdolnych i niedołęgów, którym drogę torował dolar: katedry profesorskie obsadzano niedowiarkami i bezbożnikami, którzy dla dolara, w uczniów i w uczennice wpajali poglądy zdziczałe i z godnością ludzką się nie zgadzające. Gazety donosiły, a nawet niektórzy redaktorzy obszernie komentowali następujące zdarzenie: W jednej z wyższych bezwyznaniowych uczelni, jakaś profesorka miała odczyt na temat: "Teraźniejszość pewna — przyszłość niepewna. Dlaczego więc poświecić teraźniejszość przyszłości?" Uczona owa przez blisko dwie godziny wmawiała w uczennice panienki, że żyjąc, powinny używać; nie krepować się w niczym, bo to nienaturalne: nie odmawiać sobie niczego, bo to niesprawiedliwe itd. bez końca. Proszę wyobrazić sobie jakie wrażenie, krzywdzące umysły młodociane wywarła profesorka przez ów bezrozumny odczyt. — Inny obrazek przesuwam przed oczyma słuchaczów. Nasz kraj uważany jest za bardzo demokratyczny. Tak w teorii. Zamożny swoimi posiadłościami, pałacami, majątkiem i ubiorem, zwracał uwagę na siebie. Wspaniałe przyjęcia, uczty, bankiety, szczegółowo opisywane całymi szpaltami przez zdolnych reporterów, w czytelnikach wzbudzały podziw i chęć dopięcia równego stanowiska. Teatry i kina przedstawiały i wyświetlały biesiady wytworne, równające się z przyjęciami na pogańskich dworach cesarzy rzymskich, hołdujące namiętnym zachciankom zbankrutowanych umysłów; dolar, pieniądze, przecież tylko za pomocą tych można sobie pozwolić i użyć. Dolar to jedyny środek, który życie uprzyjemnić może. Kto ma dolary, ten może wszystko mieć i panem być. Z małymi wyjątkami tak myślało całe społeczeństwo nasze. Zaznaczam, że rozumiem dobrze, że każdy jest obowiązany starać się, aby nie był ciężarem dla drugich. Rozumiem, że pewien majątek zabezpiecza przyszłość człowieka. Rozumiem, że pieniądz jest niezbędnie potrzebny w obecnym systemie społecznym do prowadzenia interesów. Lecz pieniądz powinien być środkiem, a nie celem całego życia. Pieniądz być winien źródłem uczynków miłosierdzia, a nie apostołem samolubstwa i egoizmu. Pieniądz w oczach ludzi rozumnych i uczciwych, to sługa a nie pan!

Wyciągam z historii biblijnej obrazek i przedstawiam go moim słuchaczom. Wzięty jest ze Starego Testamentu. W Księdze Wyjścia w rozdziale 32 czytamy, że kiedy Mojżesz rozmawiał z Panem na górze Synaj, Izrael zapomniał o dobrodziejstwach otrzymanych z rąk Boga, i uparcie nalegał, aby Aaron uczynił im nowe bogi. Znieśli do niego złote zausznice żon, córek i synów i uczynił z nich cielca odlanego, a lud Izraela zawołał: ci są bogowie twoi, Izraelu, którzy cię wywiedli z ziemi egipskiej. I wstawszy rano ofiarowali całopalenia i ofiary zapokojne, i usiadł lud jeść i pić, i wstali grać. I rzekł Pan do Mojżesza: Idź, zstąp, zgrzeszył lud twój, któryś wywiódł z ziemi egipskiej. Ustąpili rychło z drogi i uczynili sobie cielca odlewanego i pokłonili się, i ofiarując mu ofiary rzekli: ci są bogowie twoi, Izraelu, którzy cię wywiedli z ziemi egipskiej. Widzę, że ten lud jest twardego karku. Skarał tedy Pan lud za grzech cielca, którego był uczynił Aaaron." Tak Izrael cudownie uwolniony i cudowniej wyprowadzony z niewoli egipskiej do ziemi obiecanej, mlekiem i miodem płynącej, dobrowolnie i z zimną krwią oddał się w niewolę cielca złotego. Niedobrze i niewygodnie Izraelowi było pod przenikliwem i pieczołowitym okiem Boga miłosiernego i sprawiedliwego. Zbuntował się Bogu wewnętrznie, a zewnętrznie i publicznie bił pokłony złotemu cielcowi! Czy nie mniej niewdzięcznie postąpiło społeczeństwo nasze?

Opatrzność Boska wyprowadziła nas z niewoli i uciemiężenia krajów pozamorskich. Niewola ta była często religijna, a nieraz i polityczna; często nawet materialna — brak chleba. Odnosi się to nie tylko do narodowości polskiego pochodzenia, lecz do każdego odłamu społeczeństwa amerykańskiego. Opatrzność skierowała oczy i kroki praojców i ojców naszych do brzegów kraju płynącego wolnością duchową i materialną; Opatrzność obdarzyła ten nasz kraj bogactwami przechodzącemi pojęcia rozumu ludzkiego. Bo Stany Zjednoczone to jeden z najbogatszych krajów na kuli ziemskiej. Opatrzność czuwała nad mieszkańcami tego kraju w czasie rozmaitych przejść krwawych, szczególnie kiedy kierowała losami w czasie zachłańczych napadów angielskich. W nagrodę za to, naród nasz odpłacił się Bogu w czarny sposób — niewdzięcznością. W kraju naszym przeszło trzysta sekt, których wyznawcy Boga w dziwoląga zamienili. W kraju naszym jest około siedemdziesiąt milionów takich, którzy otwarcie przyznają, że o Bogu jako istocie światem rządzącej, pojęcia nie mają. Boga usunięto ze szkół: wyrzucono Go z domów; wypowiedziano Mu miejsce w sprawach publicznych: jednem słowem, dla Boga nie było miejsca. Umysł i serce ludzkie karmiono zasadami i naukami oświaty i postępu materjalistycznego. Tak nasz cały kraj zamieniono w ogromną świątynie narodową, w której umieszczono bożka, złotego cielca — wszechmocnego dolara! Nagle, jak grom z nieba pogodnego, spadło nieszczęście, przyszedł krach. Zastój, bezrobocie, upadek giełdy, zamykanie zbankrutowanych banków, kas oszczędnościowych, kraje pozagraniczne odmówiły zapłaty długów wojennych i powojennych. Skarał tedy Pan lud za grzechy cielca! Z winnymi cierpieli i niewinni: pomstował chciwiec, lały się łzy biednych, wdów i sierot. Łamały się umysły, łamały się serca ludzkie. Padały ofiary często i licznie. Kula, trucizna i woda, to środki do których uciekali się ludzie: aby uniknąć niewoli, kiedyś wszechmocarza — dolara. Niedostatek, głód, nędza, choroby; niepokój, niezadowolenie, a tu i tam nawet krwawe wybuchy, to widzialne skutki panowania - dolara. Ten dolar, który tyle przed latami obiecywał, wielbicielom swym z garści wypadł, a w umyśle rozpacz zostawił: ten dolar, który wieniec z róż wił, skronie swych stronników kolczystemi cierniami uwieńczył. Ten dolar, który bez troski i szczęśliwe życie malował, tłumowi na barki ciężki krzyż wtłoczył, a wreszcie na ziemie rzucił i samemu sobie pozostawił. Wtenczas dopiero niejeden przejrzał. Niejeden zrozumiał, lecz nie wszyscy. Sporo jeszcze po dziś dzień Bogu bluźni, i Opatrzność Boską wini za smutne przejścia czterech lat, kiedy tylko i wyłącznie ludzie zawinili. Zasady rządzących i rządzonych; przełożonych i podwładnych: kapitalistów i mas roboczych, nie były oparte na zasadach Bożych i chrześcijańskich, lecz na zasadach niemądrych wymysłów ludzkich; nie na zasadzie miłości, lecz na fundamentach nienawiści, nie na haśle: z Bogiem, tylko na okrzyku: precz z Bogiem, Bóg to nic — dolar i pieniądz to wszystko.

Mili Radiosłuchacze:
Przed oczyma moimi przesuwa się spokojne i dobrotliwe oblicze Chrystusa Pana, a z ust Jego płyną słodkie słowa zaproszenia: "Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i jesteście obciążeni, a ja was ochłodzę. Weźmijcie jarzmo moje na się, a uczcie się ode mnie, żem jest cichy i pokornego serca, a znajdziecie odpoczynek duszom waszym. Albowiem jarzmo moje wdzięczne jest, a brzemię moje lekkie." Prośba ta tyczy się wszystkich bez wyjątku i bez różnicy. Jarzmo Chrystusowe to nic innego, jak oddanie Bogu, co Bogu się należy. Wyrzucić z duszy ołtarz tam wystawiony bożkowi czy bożkom światowym, a zbudować na nowo ołtarz Bogu jednemu i prawdziwemu; umysły oczyścić z zasad fałszywych; serce oblec w szatę miłości bliźniego. Chciejmy zrozumieć, że środki, to nie cel całego życia naszego; że zresztą czy prędzej czy później stanąć musimy przed Stwórcą i Panem i Bogiem naszym. "Oddaj liczbę włodarstwa twego, albowiem już włodarzyć nie będziesz", i "od każdego, któremu wiele dano, wiele żądać będą, a któremu wiele zlecono, tem więcej będą chcieć od niego."

Jeszcze słów kilka. Na czele rządów ojczyzny naszej stoi człowiek odważny, daleko widzący, pełen ufności w przyszłość. Niejednokrotnie już dał dowody praktycznego i rozumnego dowódcy. Jego zadaniem jest powoli wyprowadzić kraj z chaosu, sprowadzić dobrobyt, zapewnić obywatelom kęs chleba, uspokoić wzburzone umysły i zabezpieczyć przyszłe pokolenia od katastrofy, z której powoli się wygrzebujemy. On osobiście w pojedynkę jednak cudów nie dokona. Sam to stwierdził. Żąda współpracy od wszystkich. Miejmy więc odrobinę cierpliwości. Może plany nam nie przypadają do gustu. Trudno. Wstrzymujmy się z krytyką. Rzymu w jednym dniu nie zbudowano, a nawet świata Bóg w jednym dniu nie stworzył. Plany obecnej władzy są to tylko plany ludzkie, a więc niedoskonałe. Widać jednak dobre chęci i zamiary. Ostrzegam szczególnie robotników, aby nie wychodzili na strajki. To sprawa bardzo niebezpieczna w obecnych czasach, bo tamuje w wielkiej mierze zamierzany powrót do dobrobytu, i wcale nie wpływa na powiększenie ufności ani co do osoby prezydenta, ani co do jego planów. Odebrałem setki listów, że szczególnie w Detroit i w okolicy Pittsburga uwijają się pewne płatne kreatury, które pod płaszczykiem dbałości o dobro naszych robotników, przy każdej okazji, z powodów błahych i małej ważności — podburzają do wychodzenia na strajk. Takim posłuchu nie dawać. Są inne sposoby, prawne i spokojne, któremi nieporozumienia załatwić można. Bronić siebie i praw swoich całkowicie na miejscu i wolno. Uważać jednak na sposoby tej prawnej i zezwolonej samoobrony. W mej osobistej opinii, strajk w obecnych warunkach nie jest na miejscu!