CZEMU SZOPA A NIE PAŁAC? - pogadanka o. Justyna z 22.12.1935 r.

Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Jeszcze tylko dni kilka oddziela nas od Świąt Bożego Narodzenia! Dziwna to poniekąd uroczystość. Świat dzieli się na państwa i narody. Każde państwo ma swe granice nad którymi czuwają zbrojne straże; każdy naród ma wierzących i niedowierzających. Są różnice w dążeniach, zapatrywaniach i wierzeniach jednego i tego samego narodu. Mimo tych różnic licznych, wszystkie państwa na tej kuli ziemskiej, wszystkie narody na świecie, słowem, każdy człowiek bez wyjątku, z pewną tęsknota oczekuje dnia 25-go grudnia. Bo to pamiątka narodzin Syna Bożego i Syna Człowieczego, który przysłany był na świat i do świata i dla świata. Przyszedł nie jako Zbawiciel jednego państwa, nie jako Odkupiciel jednego narodu, nie jako Nauczyciel jakiejś gromadki, lecz jako Chrystus całej ludzkości. Przyszedł aby odkupić, zbawić i uczyć ród ludzki. Przyniósł ze sobą jakąś nową naukę, do dwudziestu wieków wstecz nieznaną, i nawet po dwudziestu wiekach poniekąd niezrozumiałą i w czyn nie wprowadzoną. To nauka miłości i pokoju, to nauka miłosierdzia i litości, to nauka cichości, pokory i poświęcenia, to nauka dobrowolnego poświęcenia, ukrytej pracy i ostatecznego zwycięstwa cnoty nad występkiem oraz wiecznej nagrody w szczęściu i chwale, za czasowe i szybko przemijające krzyże i dolegliwości. — Od wieków, ludzkość oczekiwała niecierpliwie na przyjście obiecanego Zbawcy. Przepowiednie proroków spełniały się jedne po drugich. Ludzie daremnie szukali wyjścia z ciemności umysłowych i z bagien niemoralności. Nagle w miejscu ukrytym, w mieścinie zapomnianej, w szopce opuszczonej, "Słowo stało się ciałem" i zamieszkało pośród ludzi. Nie dziw, że niebiosa ze zdziwienia otwarły swoje podwoje, a aniołowie z radości po raz pierwszy zanucili pieśń: "Chwała na wysokościach Panu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli"! Nie dziw też, że i dziś świat cały wierzący i niewierzący, oczekuje tego dnia, w którym obchodzimy pamiątkę urodzin Chrystusowych. Uroczystość ta bowiem, niesie ze sobą jakieś nadludzkie lekarstwo na wszystkie bóle ludzkie. Posiada w sobie jakąś moc i siłę, zdolne uspokoić najgorsze burze umysłu i serca. Dla nas wierzących, okres świąt Bożego Narodzenia powinien być czasem czerpania nowych sił do walki wytrwałej, do cierpliwego borykania się z ciężarami naszego bytowania. Zresztą, proszę o cierpliwe wysłuchanie dzisiejszej mowy:

CZEMU SZOPA A NIE PAŁAC?

Dwadzieścia wieków temu świat był pogrążony w ciemnościach. Ród ludzki był zbity, skatowany. Wyczerpany z sił naturalnych, rzucany był na wszystkie strony, przez bałwany niepewności, niespokoju, niezadowolenia, przedstawiał obraz okrętu tonącego na pełnym i wzburzonem morzu, bez steru i bez sternika. Pogaństwo i jego nauka opanowały umysły ludzkie; serca ludzkie skamieniały, stały się martwe, bez uczucia; ani bieda ani nędza nie robiły na niech żadnego wrażenia. Nieomal każdy człowiek stworzył sobie własnego boga i osobistą boginię. Cześć boską oddawano słońcu, księżycowi, gwiazdom; padano na kolana przed zwierzętami domowymi i dzikimi; stawiano świątynie występkom, i tworzono sobie niebieskich opiekunów nad skłonnościami i dążeniami, sprzeciwiającemi się uczciwości i cnocie. Rzymianie sami kłaniali się całej armii bożków, a mieli ich przeszło trzydzieści tysięcy. Niewolników uważano za istoty bezduszne, warte mniej od bydła. Konie i osły miały większą wartość aniżeli robotnik. Niewiasta nie miała żadnego znaczenia. Pogaństwo wrzuciło ją do rynsztoków; zdeptało jej godność i odsądziło ją od wszelkiej czci i szacunku. Dzieci topiono w rzekach lub stawach, albo rzucano psom na pożarcie. Taki był stan ludzkości, kiedy zlitował się Bóg miłosierny nad światem tonącym w potopie złego i złości, i zesłał na ratunek Syna swego Jezusa, który miał nie tylko uczyć słowem i przykładem, ale nauką i życie miał później przypieczętować śmiercią krzyżową. Opis narodzenia Dzieciny Boskiej, jest tak miły, jak jest prosty. Palestyna, co do obszaru, jest to kraj nietylko mały lecz maleńki. Jeden z filozofów pogańskich, czytając o proroctwach mesjańskich, wykrzyknął: "Bóg Żydów musi być małym Bogiem, ponieważ swój naród wybrany, obdarzył tak małym krajem"! Kraj jest pokryty skalistemi górami. Chociaż nieomal każda zima przynosi ze sobą częste szrony, przymrozki, a nawet opady śniegowe, są one nadzwyczaj krótkotrwałe. W czasie, w którym rozwija się opis narodzenia Jezusowego, cała Palestyna była pod jarzmem rzymskim. Legiony cezarów rzymskich zawiesiły swe sztandary zwycięskie nad synami plemion Izraela. Naród żydowski uginał się pod ciężarem nadmiernych podatków nałożonych przez mocarną pieść najeźdźców rzymskich. Do kolektowania ceł i podatków, używana była przemoc, bez miłosierdzia i bez względów. Skarb rzymski potrzebował wsparcia i zapomogi; jego wiec służalcy, wyciskali z kieszeni zwyciężonych do ostatniego pieniążka. Dla lepszej i ściślejszej kontroli cezar August, wydał rozporządzenie, aby każdy poddany zaregistrował się w mieście swego pochodzenia. Ponieważ tak cieśla Józef, jak jego małżonka Maria, byli potomkami króla Dawida, opuścili miasto Galileę, i zdążali do miasteczka Betlejemu, skąd król Dawid wywodził swój ród. Wieczór, chociaż pogodny i czysty, jednak chłodny i mroźny. Miasteczko przepełnione podróżnymi. Domy przyjezdne, a nawet domy prywatne zajęte. W zmroku widać jak stary Józef idzie od domu domu, od mieszkania do mieszkania, i prosi o nocleg. Daremne tłumaczenia, bezskuteczne prośby. Nie ma miejsca. Opatrzność Boska, kto ją zrozumie, kto ją pojąć zdoła? Z ciężkim westchnieniem, nieomal z płaczem, tłumaczy swej małżonce, że trzeba pogodzić się z losem, i szukać schronienia, przynajmniej na tę jedną noc, w starej, opuszczonej szopie pasterskiej, nieco poza miasteczkiem, gdzie on sam nieraz bywał lata temu! Młoda żona, wymęczona podróżą daleką i trudną, chętnie się zgodziła na to. Byleby znaleść kąt spokojny, chociaż najbiedniejszy, to wystarczy. Tam się udali. Tam, w szopie zaniedbanej i opuszczonej, z dala od hałasów i zabiegów, nagle przyszedł na świat Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek. "I stało się. gdy tam byli, wypełniły się dni, aby porodziła. I porodziła syna swego pierworodnego, a uwinęła go w pieluszki, i położyła go w żłobie, bo miejsca dla nich nie było w gospodzie. A byli pasterze w tejże krainie czuwający, i odprawiający nocne straże nad trzodą swoją. A oto Anioł Pański stanął przy nich, a jasność Boża zewsząd ich oświeciła, i zlękli się wielką bojaźnią. I rzekł im Anioł: Nie bójcie się, bo oto opowiadam wam wesele wielkie, które będzie wszystkiemu ludowi; iż wam dziś narodził się Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan w mieście Dawidowym. A oto wam znakiem: Znajdziecie niemowlątko uwinione w pieluszki, i położone w żłobie. A natychmiast przybyło z Aniołem mnóstwo wojska niebieskiego, chwalących Boga i mówiących: "Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli." Żadne pióro ludzkie bodaj najzdolniejsze i żadne usta ludzkie, chociaż najwymowniejsze, nie są zdolne określić należycie, co wtenczas działo się w umysłach i sercach tych pastuszków prostaków. Radość zmieszała się z ciemnością: nie chcieli i nie mogli dłużej czekać. Jakieś wewnętrzne uniesienie pchało ich do tej biednej szopy, gdzie stał się ten cud nad cudami, gdzie Syn Boży ubrał się w ciało ludzkie i przybierając postać zwyczajnej Dzieciny, przyszedł na świat w biedzie i nędzy, w brakach i niedostatkach. Mówili więc do siebie głosem przytłumionym, jakby obawiali sig zdradzić nowinę ogłoszoną przez posłów niebiańskich: "Pójdźmy aż do Betlejem, a oglądajmy to słowo, które się stało, które nam Pan pokazał. I przyszli kwapiąc się, i znaleźli Marię, Józefa i niemowlątko w żłobie. A ujrzawszy, zrozumieli słowo, które im było powiedziane o dzieciątku tym. I wrócili się pasterze, wysławiając i chwaląc Boga za wszystko, co słyszeli, i widzieli, jako im powiedziane było." — Uwierzyli, że Dziecina Ta przyniosła ze sobą radość, światłość, miłość i serdeczność, uwierzyli, że teraz zapanuje zgoda, równość i braterstwo: uwierzyli, że teraz po tylu latach niewolniczej doli, prześladowań i cierpień, ta Dziecina dziś taka maleńka i bezradna, już jest zwiastunem i ambasadorem chwalebnej wolności, tej wolności, za którą, od przeszło czterech tysięcy lat potomkowie narodu wybranego z światem całym, wyglądali i wzdychali. Wreszcie nadszedł obiecany Mesjasz! Naprawdę, że dziwny był ten naród. Chociaż Bóg sam nieraz okazywał mu swoje niezadowolenie i gniew; chociaż karał często i ciężko za upadki i odstąpienie, chociaż hufce zbrojne mocnych nieprzyjaciół podbiły ojczyznę tego narodu, jednak w sercach żydowskich zawsze tliła się iskierka ufności i nadziei, że Bóg ześle mu proroka, nauczyciela, przewodnika i Zbawcę. Płomyk tej wiary silnej i stałej nigdy nie wygasł. Prawda, niektórzy, wybudowali sobie złotego cielca, i przed nim na kolana padali, lecz to długo nie trwało; prawda, niektórzy wzdychali za kotłami mięsiwa i za miskami cebuli, lecz to minęło; prawda, niektórzy przeszli na stronę pogan - przywłaszczyli sobie ich obyczaje, lecz tych było mało. Większość jednak trwała przy Bogu, jednym i prawdziwym, który wśród gromów i błyskawic nie tylko karcił, ale upominał i przypominał, że z czasem ześle Odkupiciela i Zbawiciela! — Wreszcie, ta chwila nadeszła. Przyszedł, zwiastowany przez jasne blaski cudownej gwiazdki i przez usta mieszkańców nieba: "iż wam dziś narodził się Zba¬wiciel, którym jest Chrystus Pan. w mieście Dawidowem."

W dniu dzisiejszym wołam do was wszystkich, słuchacze mili: "pójdźmy aż do Betlejem, a oglądajmy to słowo, które się stało, które nam Pan pokazał." Stajenka Betlejemska, narodzenie Dzieciątka Jezus, chóry anielskie i prostacy pastuszkowie, zlewają się w jeden obraz, na który ludzkość spoglądała z podziwem, przez ostatnie dwa tysiące lat. Obraz do którego ciągną ludzie z czterech stron świata. Obraz do którego miliony wyciągają błagalnie ręce. Obraz przed którym, zginają się miliony kolan, w podzięce i uwielbieniu i hołdzie kornym!

Opis narodzenia Dzieciny Bożej, przez usta św. Andrzeja, najpierw zatrwożył, a później nawrócił arystokratycznych Greków; historia Bożego Narodzenia, głoszona przez Księcia Apostołów i Apostoła Narodów, Świętych Piotra i Pawła, przemówiła do zniewieściałych serc dumnych Rzymian. Skromne kazania Św. Jakuba, o szopce Betlejemskiej, przyprowadziły bogatych i zarozumiałych Hiszpanów, do uznania prawdziwej wiary; Św. Wojciech w kazaniach i śpiewach głosił prostotę i boskość Dzieciny Jezus naszym praojcom. Świeci Cyryl i Metody opowiadaniem o tym cudownym zajściu nawrócili narody słowiańskie; Św. Augustyn z towarzyszami, przyprowadzili cały naród nordycki do stajenki i żłóbka; Św. Bonifacy zrobił to samo z hordami dzikich Teutonów. — Za kilka dni na całym świecie, nieomal w każdym mieście i w każdej wiosce, zobaczyć będzie można stajenkę i żłóbek i figurki Najśw. Rodziny, a z ust milionów, popłynie jedna pieśń "Chwała na wysokościach Panu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli." Echo tej pieśni, z głębi serc płynącej, odbije się o sklepienia niebieskie, i rozpostrze się nad światem i ludzkością i okryje ich rosą błogosławieństw i łask nadprzyrodzonych, szczególnie pokoju i miłości, ponieważ w ten dzień, blisko dwa tysiące lat temu, w postaci dzieciątka, w dalekim Betlejem, w szopce zaniedbanej, po raz pierwszy ukazał się Bóg miłości i Książe pokoju!

Pójdźmy do stajenki Betleemskiej, bo dziś przyszedł Zbawiciel i oczekuje nas. Idźmy tam, lecz ze sercem szczerym, ze sercem skruszonym i ze sercem chętnym do wysłuchania tego, co Dziecina do nas mówić będzie! Patrzmy tylko. W żłobie, na sianku nowonarodzone dzieciątko. Skłoń kornie głowę, bo to Bóg twój i Pan twój! Widzisz te rączęta, od zimna się trzęsące, to ręce wszechmocne, które stworzyły mnie i ciebie i świat cały. Słuchaj tego słabiutkiego oddechu maleńkich piersi, ten oddech to początek każdej duszy ludzkiej, która prawda ma początek, ale końca nie ma i mieć nie będzie, bo to cząstka ducha Bożego! Te oczęta jasne i niewinne, na świat patrzące ze zdziwieniem i bojaźnią, to te same oczy przed którymi żadna tajemnica ukryć się nie może. Przejrzą one zasłony serca i sumienia. Zobaczą najskrytsze tajniki życia ludzkiego. A jednak teraz cała wszechmoc Boska kryje się w tej maleńkiej istocie; majestat Boży okryty łupiną bezradnej ludzkości. Tak ta dziecina maleńka, to Bóg wielki i mocarny.

Dziecina ta przyszła bez rozgłosu i bez chwały. Nie pośród grzmotów i błyskawic; nie z żadnym majestatem ani potęga; nie do pałacu ani nawet do chaty, tylko do bieduchnego szałasu, opuszczonego nie tylko przez ludzi lecz nawet przez bydełko. Przyszła dziecina Boża, za ojca przybierając sobie biednego cieślę, a za matkę, ubożuchną Marię. — Ukazała się światu cichuteńko i skromniuteńko. Był powód na to. Abyśmy wszyscy bez trwogi i bez bojaźni, doń się zbliżali. Bo przecież słabej dzieciny nikt się nie boi, albo przynajmniej bać się nie powinien.

Dziecina Boża nic nie mówi, a jednak sama w sobie, swym milczeniem jest najwymowniejszym kazaniem, kiedykolwiek i przez kogokolwiek wygłoszonym. Miłość i pokój. Miłość sprowadziła Ją z tronu niebieskiego i położyła na sianku w żłobie. Przyszła, aby głosić Chrystusowy pokój — Chrystusowa równość — Chrystusowe braterstwo! Wejrzyjmy teraz w serca nasze. My narzekamy na wszystko i na wszystkich. Gniewamy się na Boga na bliźnich i sami na siebie. Wyrzucamy Bogu naszą biedę, cierpienia, krzyżyki i dolegliwości. Czy się w tej chwili nie zawstydzimy? Czy przynajmniej wstydzić się nie powinniśmy? Czy my stworzenia, chcemy być ponad Stwórcę, naszego? Uczmy się od Dzieciny Boskiej, w stajence ukrytej. Zimno, opuszczenie, niewygody, zapomnienie, niedbałość, oto pokarm, napój, ubranie i otoczenie Dzieciątka Jezus. — Na ten widok i na takie rozmyślanie, jakiś nowy duch wstępuje w serca nasze, duch pokory i chęci poprawy; duch przebudzenia się z ospałości, oziębłości i niedbalości, duch nowego, lepszego życia według wzoru danego nam przez Dziecinę, która jest "drogą, prawdą i życiem" dla nas wszystkich.

Czasy obecne, nie bez powodu, przyrównać możemy do czasów, kiedy, dwa tysiące lat temu świat i ludzi ogarnęły ciemności. Kto wie czy nie można powiedzieć, że dziś jest nawet poniekąd gorzej. Zamieszania i nieporozumienia, nieład i nieporządek, na każdym polu i w każdej dziedzinie. Gdzie i kiedy panowały takie ciemne chmury nienawiści Boga i bliźniego? Takie niesprawiedliwości i brak wyrozumienia pomiędzy klasami? Takie samolubstwa, taka obłuda, taki materializm? taka nienawiść, zemsta i zawziętość! I taka pycha i zarozumiałość? Wszędzie jak daleko okiem rzucicie, tak i dalej, bo nad każdym krajem, wiszą chmury czarne, złowrogie, grożące burzami, i potopami kul, bomb i szrapneli. Zdaje się, że rządcy i kierownicy potracili głowy i dążą do nowej pożogi światowej. Mimo tych znaków, nie mamy najmniejszego pojęcia co się dzieje za kulisami w polityce i dyplomacji. Intrygi, konszachty, ugody i łamanie przyrzeczeń. Naprawdę, że dziwna i niezrozumiała jest nasza cywilizacja, która nie cywilizuje, tylko znieczula wszelkie lepsze odruchy umysłu. Wiedza, nauka i postęp, też błąkają się po jakichś bagnach, z których wyjść nie mogą i nie umieją. Pogańskie zasady broniące samobójstwa, rozwody, kontrola urodzin, śmierć z litości i inne, na wzmiankę o których sumienie wola: nie wolno, nie wolno. — Co mówić o zamieszaniu i ciemnościach na polu religijnym? Tu w naszym kraju około osiemdziesiąt procent żadnej wiary nie wyznaje; nie tylko to, lecz Boga otwarcie zwalczają. Dwadzieścia zaś procent podzielone jest na przeszło trzysta sekt i wyznań. Jakie zamieszanie co do pojęć o Bogu — o duszy — o początku i celu człowieka? Co sekta, to inny Bóg, inne pojęcie złego i dobrego, i tak bez końca. Zatargi pomiędzy kościołami, nieporozumienia pomiędzy ich wyznawcami i zwolennikami. Czy w innych krajach może jest lepiej? W takim Meksyku, gdzie przemocą wdarła się na urzędy klika niedowiarków, i przy pomocy importowanych zbirów, a pod zasłoną armat i karabinów, zabraniają wierzącym chwalić Boga, jak im sumienie nakazuje.

Albo weźmy taki kraj, nad którym dziś powiewa sztandar Nazistów, a którego ludność, nawet w sprawach sumienia zmuszona jest podporządkować rozkazom i kierunkowi poganina Hitlera. Albo czy warto wspominać o tym kraju, przezwanym rajem, a zasługującym na miano piekła ziemskiego? Mówimy tyle o ciemnościach, kiedy na świat przyszło Dzieciątko Boże, a zapominamy o ciemnościach, które ogarnęły ludzkość w wieku dwudziestym, kiedy tak mało jest na ziemi ludzi dobrej woli, których uczynki życiowe, śpiewałyby chwałę Panu na wysokościach. — Nauka nowa, którą Dziecina Boska ze sobą na świat przyniosła i którą ludziom od żłóbka aż do krzyża głosiła, dziś po upływie dwóch tysięcy lat, jest tak niezrozumiałą i wydaje się tak dziwną jak wtenczas. Zasady miłości bliźniego są nieprzyjęte i nieuznane. Upokorzenie się uważane bywa za znak słabości, nie godzącej się z powagą rozumnego człowieka. Cierpliwość oznacza brak odwagi. Przebaczenie uraz, to tchórzostwo. Ludzie stronią od cnoty, a rwią się do owoców zakazanych. Ścieżka wąska jest starannie omijana, a szosa szeroka, ubita i wygodna zawsze poszukiwana. Czy więc dziwić się nam, że tak mało jest ludzi dobrej woli, a mniej jeszcze pokoju i zadowolenia na świecie? — Rzucam jednak te myśli. Wam słuchacze mili, ponieważ wydają mi się na czasie i jestem przekonany, że będą nam korzystne. Gdyby państwa i narody, zechciały budować i rozwijać swe moce i potęgi, według nauki Dzieciny-Nauczyciela, dziś w szopie narodzonego? Gdyby tylko ludzie zrozumieć chcieli naukę głoszoną ustami Dzieciątka Jezus, i gdyby swe życie zastosować chcieli do tych zasad Bożych, jak by zmieniła się powierzchnia kuli ziemskiej, a jak by odnowiły się umysły i serca ludzkie, bez wyjątku. Zapanowałby wtenczas pokój powszechny, pokój upragniony, pokój miły i błogosławiony w każdym zakątku świata.

— Dzień Bożego Narodzenia. Na samą myśl o tej uroczystości, serce bije żywszym tętnem, pamięć szuka w skarbcu przeszłości, i wyciąga jakieś wspomnienia z lat dawniejszych, bodaj nawet dziecinnych, które zawierają w sobie jakieś chwile miłe i urocze, które zawsze do dusz naszych przemawiają w sposób cichy i przedziwny. Kto wie czy za tym nie kryje się Dziecię Betlejemskie? Kto wie? — Mimo woli myśli nasze na pierwszym miejscu pędzą do domu rodzinnego. Możesz ty, słuchaczu miły, liczysz wiekiem długie i długie lata; mniejsza o to jakie jest twoje powołanie, czyś ty księdzem, adwokatem czy też doktorem; nie dbam, czy masz bardzo wiele, czy też bardzo mało; nie wchodzę w to w co ty dziś wierzysz, jakie jest teraz zapatrywanie, w dzień Bożego Narodzenia, myślą sięgać będziesz tam pod te dachy, gdzieś i ty na świat przyszedł, gdzieś po raz pierwszy ręce składał i słowa modlitwy szeptał, gdzie twoja zacna matka tłumaczyła ci znaczenie żłóbka — Maleńkiego Dzieciątka, po co Ono na świat przyszło — choinki i gwiazdora. Wiele innych rzeczy też ci się przypomni. Te wszystkie zdarzenia, przeciągną się w wieczór wigilijny przed twymi oczami. I jakiś błogi i niezrozumiały pokój ogarnie całym jestestwem twoim. A nim się spostrzeżesz, zatopisz się w tych myślach, przypominających ci te chwile dawniejsze, spędzone może w niedostatkach i brakach, których dziś nie odczuwasz, a jednak spędzone w zgodzie, spokoju i zadowoleniu, których dziś nie znasz, których dziś tak ci brakuje. Kiedy ockniesz się z twej zadumy, zdziwiony zauważysz, że łzy żałości i tęsknoty, jak rosa poranna, skropiły twe lica. Nie wstydź się tych wspomnień, nie wstrzymuj ich, lecz pofolguj sobie. Jest to naturalny znak ludzkiej serdeczności. Ręczę ci, zarazem i korzystny. Czemu? Ponieważ przynajmniej na chwilę odrywamy się od szarzyzny dziennych starań i zabiegów, i zwracamy myśli nasze do rzeczy i spraw duchowych.

Dzień Bożego Narodzenia, rozlewa szczęście i wesele na wszystkich. Najbiedniejszy zapomina o swej nędzy i biedzie, bo przecież Dziecina Boża na świat przyszła też jako z biednych, najbiedniejsza. Chorzy, zapominają o swych bólach i udrękach, bo i czyż Dziecina Jezus, nie cierpiała? Dręczeni, prześladowani, trapieni, zapominają o sobie, i pełni wiary i otuchy, swe oczy zbolałe zwracają do nowonarodzonej Dzieciny, z prośbą o ukojenie i pociechę. — Nawet serca, w inne dni skamieniałe, karki po inne czasy nieugięte, w dniu Bożego Narodzenia, zrzucają z siebie skorupy nieludzkiej oschłości i zatwardziałości, i przystrajają twarze w uśmiech współczucia, pokoju i szczęścia.

Dzień Bożego Narodzenia. Kiedy w czasie Pasterki ksiądz zaintonuje naszą cudowna kolędę: "W żłobie leży, któż pobieży" — dołączcie wasze głosy z serdecznością i uczuciem, jak nigdy dotychczas: "My zaś sami z piosneczkami, za wami pospieszymy. A tak tego maleńkiego, niech wszyscy zobaczymy. Jak ubogo narodzony, płacze w stajni położony, więc Go dziś ucieszymy."

Rzućcie też okiem na szopę Betleemską. Przypomni się wam, jak to przed kilku tysiącami lat, nad tą stajenką zabłysła cudownie promienna gwiazda, zwiastując światu przyjście Nowego Nauczyciela, a ludzkości nową naukę — Nowego Ładu — Miłości i Pokoju. W dusze wasze wstąpi nowa wiara, nie tylko w Opatrzność, lecz i we własne zdolności i dary, przez Boga nam dane. Jakieś nowe siły zbudzą się w sercach waszych, tak że z otuchą i nadzieją patrzeć będziecie w przyszłość. Gwiazdka Betlejemska, cudownym odblaskiem, przyświecać będzie Wam, i poprowadzi Was po ścieżynie wiary, miłości i pokoju. Następne wiersze są zarazem i modlitwą:

Hej! już pierwsza gwiazdka wstała!
W dniu Wigilii w okna świeci
Hej, kolenda będzie brzmiała
Z piersi starszych i z ust dzieci.

W żłóbku leży Jezus-Dziecię —
Gwiazda nad Nim zajaśniała —
Zaświeć gwiazdko i nam przecie
Gdyś wpierw Bogu cześć oddała.

I prosimy byś świeciła
Świętu chrześcijan, w cześć Dzieciątka,
Gdy serc naszych czcią odżyła
Cudu, łaski w nim pamiątka.

Chrystus, w Betlejem zrodzony
Ubożuchny w sianku leży;
Pasterz składa mu pokłony
I radośnie z darem bieży.

Gdy blask gwiazdy dziś nas woła
Pod tę strzechę, gdzie żłób z sianem
Pójdźmy śpiewać do kościoła
Nad Dzieciątkiem ukochanym.

Synek Marii, a Syn Boży
Przyszedł zbawić grzechy świata,
Niech więc człowiek się ukorzy
Czcząc i Boga w Nim i Brata.

A jak Ono dary miało,
Złóżmy sobie wzajem dary,
I weselmy się tym śmiało,
Chrystusowe czcąc ofiary.

Wszyscy społem, starsi, dziatki,
Uściśnijmy się nawzajem
Nim złamiemy znów opłatki
Wigilijnym obyczajem.

Po wieczerzy — dla zwyczaju —
Drzewko światłem gdy zapłonie,
Dziatwy naszej — ptaszków w gaju
Płoną oczki — klaszczą dłonie...

Hej, wigilii zwyczaj stary!
Hej, zbawienia gwiazda wszędzie!
Myślą, zbiegnij w kącik szary
Gdzie wesela dziś nie będzie.