"MAŁO LUDZI, BO MAŁO BOGA!" - pogadanka o. Justyna z 28.02.1937 r.

Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Od Środy Popielcowej rozpoczęliśmy okres czasu nazwany Wielkim Postem. Ten czas ma być czasem pokuty, żalu, umartwienia i rozmyślania. Pokuty i żalu za nasze przewinienia i upadki; umartwienia, aby okazać chęć panowania nad sobą przez wstrzymywanie się nie tylko od spożywania potraw mięsnych, ale i przez okazywanie posłuszeństwa przepisom Kościoła, wstrzymując się od rozrywek i zabaw godnych, i w innym czasie zezwolonych; rozmyślania nad naszym położeniem życiowem! Kto wie, czy z tego wszystkiego, rozmyślanie nie jest najważniejsze. Czemu? Ponieważ przez roztrząsanie sumienia, przez zaglądanie częste do serca, przez zadawanie sobie pytań skąd jesteśmy, po co żyjemy, jak się prowadzimy i zachowujemy, dokąd zdążamy, jak, gdzie i kiedy skończymy, przez to wszystko, człowiek rozumny i rozsądny, mimowoli uznać musi potrzebę pokuty i żalu oraz niezbędną konieczność umartwienia! Życie ludzkie obecnej doby, to gmach sprzeczności. Dziś życie ludzkie nie jest tym, czym Stwórca zamierza, aby było! Ludzie dziś nie żyją, ponieważ życie jest złudzeniem, mirażem, kłamstwem, oszukaństwem, bo z życia wyrwano i wyrzucono Boga. Na ustach każdego i z ust każdej płyną słowa postępu, oświaty, wolności i dobrobytu, a mimo to pełno zacofaństwa, ciemnoty, niewolnictwa, biedy, niedostatków, nędzy i uciemiężenia. Ponieważ każdy ma tylko wzgląd na siebie, dba o siebie, a zapomina o drugich, że oni też są ludźmi i bliźnimi. W dodatku zapomina, że w każdej ludzkiej istocie mieszka dusza, i ponad stworzeniem rozciąga się panowanie Boże! Czy na to wszystko nie ma rady? nie znajduje się lekarstwo? Chrystus Pan rzucił nam zasadę, według której żyjąc, ludzie mogą siebie uszczęśliwić i zmienić powierzchnię całej kuli ziemskiej. Zbawiciel bowiem mówił: "Szukajcież tedy najprzód królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a to wszystko będzie wam przydane"! Mało kto w czasach obecnych myśli o sprawiedliwości! Gdyby ją zaprowadzono w państwach, gdyby do niej zastosowali swe życia wszyscy i wszędzie. Sprawiedliwość, to wyraz albo całkowicie nieznany i obcy, albo przynajmniej niezrozumiany. Czy można jednak rozprawiać o sprawiedliwości, jeśli nie ma miejsca dla Boga? Zanikają więc pojęcia szczęścia prawdziwego; wysuwają się zasady sztuczne, rady fałszywe, lekarstwa bezskuteczne. Ludzie rozumni
prowadzą życie bezrozumne. W czwartym wieku przed Chrystusem żył słynny filozof grecki. Byt to cynik pogański, zwolennik życia pierwotnego. Wyrzekł się najpotrzebniejszych rzeczy życiowych, i mieszkał w beczce! O nim krąży powieść, iż jednego dnia, w samo południe, kiedy słonko jasno przyświecało, stary filozof chodził po publicznym rynku, w stołecznym mieście Atenach, trzymając w ręku wielką latarnię i przy jej świetle szukał czegoś. Jakiś przechodzień przyglądał mu się przez dłuższy czas, potem zapytał się, za czym by tak szukał? "Szukam człowieka!" odparł mędrzec! "Czy nie widzisz ile ludzi przechodzi się po rynku?" nalegał przechodzień. "To nie są ludzie, bo ludzie mają rozum, a ci zamiast żyć według rozumu jako ludzie, dają się kierowaĆ i rządzić nierozumnym skłonnościom i zachciankom!" No, czy i dziś nie można powiedzieć tego samego? Stąd tytuł dzisiejszego rozmyślania:

"MAŁO LUDZI, BO MAŁO BOGA!"

Legenda ludowa twierdzi, że dnia jednego po wojnie światowej, zstąpił Pan Jezus wraz z św. Piotrem na ziemię. Szedł pieszo, aby przyjrzeć się nieco światu. Zdążali wolno, ale w ciągu doby nie spotkali ani jednego człowieka; widzieli tylko miasta leżące w gruzach, zniszczone wioski, bielejące kości i rozrzucone belki; żadnych innych prócz kruków nie zoczyli ptaków. Pod wieczór znaleźli się w pobliżu jakiegoś miasta. Gdy byli już w pobliżu Pan Jezus przystanął i odezwał się w te słowa do św. Piotra: "Idź mój synu do tego miasta przed nami i dowiedz się, kto by mnie przyjął na jedną noc? Na twój powrót czekać będę, siedząc tu na drodze pod lasem." Św. Piotr podążył w kierunku miasta. Przyszedłszy do miejskiej rogatki, zwrócił się do strażników celnych z zapytaniem: "Czy przyjęlibyście Jezusa Chrystusa na jedną noc?" Strażnicy celni poczęli się śmiać, a jeden z nich, ospowaty, odpowiedział w imieniu innych: "Pewno pan jesteś wariatem, skoro szukasz noclegu w domu strażników celnych? Czyż nie wiesz, że to gmach urzędowy, a w takim budynku Jezus Chrystus nie ma czego szukać!" Św. Piotr podążył dalej. Niedaleko rogatki, wśród ogrodów, napotkał wieśniaka, który z próżnym wozem powracał z targu do domu. Św. Piotr zapytał go: "Bracie, czy jesteście tutejsi?" — "Tak, niedaleko stąd mam ziemię i dom." — "A czy przyjęlibyście Pana Jezusa a jedna noc?" — "Za dobrą zapłatę — dlaczego nie" — odpowiedział chłop. Za dobre pieniądze przenocuję i samego szatana!" sw. Piotr żachnął się na niego: "Aż tak bezbożnym człowiekiem jesteście?" - Niech pan mi tu nie dokucza! - huknął. Przecież nawet Chrystusowej trumny nie strzeżono. Dlaczegoż bym ja miał dawać nocleg bezpłatnie? - "A więc tak? To wzorujecie się na poganach?" — Ale wieśniak nie słuchał dalszych jego słów, zaciął konia i odjechał z hałasem. A św. Piotr podążył dalej. Na skraju miasta widniała ładna willa zdobna wieżyczkami i otoczona dużym ogrodem; tam więc zaszedł. Służący jednak chciał go wypędzić, a gdy zwabiony krzykami, nadszedł właściciel domu, Św. Piotr wreszcie mógł zapytać, czy przyjąłby Pana Jezusa na jedna noc? — Moja willa, to nie dom zajezdny! —odparł gospodarz i z gniewem odwrócił się od św. Piotra, ale natychmiast oprzytomniał, zdając sobie sprawę, że tak ostre obejście się z Panem Jezusem może mu, jako świeżo wzbogaconemu, niekoniecznie wyjść na dobre, zawrócił więc od drzwi i rzekł: Znam prezesów wielu stowarzyszeń dobroczynnych. Na życzenie więc dam list polecający do któregoś z nich. Św. Piotr nie czekał na żadne polecenie, ale poszedł dalej. Na przedmieściu odezwał się do spotkanego tam robotnika: "Czy przyjęlibyście Pana Jezusa na jedna noc!?" — Robotnik odpowiedział: — Gdyby to zależało tylko ode mnie — naturalnie, żebym Go przyjął — bo widzę, że Jego nauka jest prawdziwa, a miłość rzeczywiście jest zasadniczym nakazem i największą potęgą! Ale sam nie mam odwagi tego zrobić, gdyż ci, którzy są apostołami nienawiści, powiedzieliby, że jestem zdrajcą! — Św. Piotr pospieszył dalej. Na jednej z głównych ulic zagadnął jakiegoś obywatela: "Czy przyjąłbyś pan Pana Jezusa na jedną noc?" Obywatel —zaskoczony, odpowiedział lękliwie: — Ach, prosze tego nie żądać ode mnie. Dziś świat jest tak zbałamucony, że najlepiej, gdy człowiek do niczego się nie przyznaje. I szedł Św. Piotr dalej. I znalazł się na jednej z wielkich ulic zupełnie niespodzianie przed świetnym pałacem i gdy się właśnie namyślał, czy próbować tam szczęścia, otwarła się brama pałacowa i bogacz - właściciei wyszedł na ulicę. Św. Piotr stanął przed nim i znów zapytał: "Panie, czy przyjąłbyś Pana Jezusa na jedną noc?" — Niski, gruby człowieczek, mrugając przez chwilę oczyma, odpowiedział: — "Naturalnie żebym przyjął! tylko niestety nie mam odwagi tego uczynić, jestem bowiem Żydem. Gdybym więc przyjął, to Żydzi kpiliby ze mnie, a chrześcijanie wyśmialiby mnie!" I poszedł Św. Piotr dalej. W jakimś parku zwrócił się z swoim zapytaniem do modnie ubranej damy, która przechadzała się z córeczką. Dama, uroczo uśmiechając się odmówiła Św. Piotrowi: — Nie, dziękuje za takiego gościa, który uczy o liliach polnych. Na pewno wygłosiłby jakąś mowę przeciw modzie! Św. Piotr zapytał się córeczki damy, czy ona może by przenocowała Pana Jezusa w pokoju dziecinnym. Oczy małej dziewczynki zabłyszczały: — O, bardzo chętnie. Przecież Jezus przyniesie podarek! — A gdyby nic nie przyniósł? — zapytał się św. Piotr. — No, wtedy nawet bym Go nie wpuściła! — zawołało dziecko. — Przecież dobry Jezus zawsze chodzi z podarunkami, a jeżeli przychodzi z próżnymi rękoma, to nie jest dobry! Św. Piotr poszedł znów dalej i trafił do najbardziej wytwornego hotelu w mieście, pytając portiera: "Czy przyjęliby Pana Jezusa na jedną noc?" - Za nic w świecie!—odpowiedział portier. Przecież przedstawiciele państw, kierujący polityką świata, prowadzą tu właśnie swoje obrady, a ci umknęliby sprzed oblicza Chrystusa! Szedł więc Św. Piotr dalej, stawiając swoje pytanie ludziom spotykanym, ale każdy go zbywał i potrafił wyszukać jakąś przyczynę, dla której Panu Jezusowi nawet na jedną noc nie mógł użyczyć noclegu. Jeden posiadał za ciasne mieszkanie, drugiemu brakowało pościeli, trzeci miał innego gościa, jednem słowem: Św. Piotr daremnie zwracał się do ludzi. Tymczasem noc mijała powoli i już dnieć poczęło i nie trzeba było szukać noclegu. Św. Piotr zasmucony powrócił na drogę pod las, gdzie Jezus wieczorem usiadł, ale już Go tam nie zastał. Św. Piotr szukał śladów Jego na drodze, ale nie znalazł znaku stóp Chrystusowych. — Pewno powrócił do nieba — pomyślał św. Piotr — i sam się tam skierował. Strażnicy celni, którzy z okien swego urzędowego gmachu widzieli drogę i las, zauważyli tylko, że rano z lasu przy drodze podniosła się mgła jakoś inaczej, niż się zwykle podnosiła!

— Czy myślicie że rzeczywistość przedstawia weselszy i jaśniejszy obrazek, od tej legendy? Popełniacie błąd! Mimo, że świat chce uchodzić za coś chrześcijańskiego, to miano kradnie i niesłusznie przyswaja sobie, aby ludzi łatwiej zbałamucić, oszukać, wyzyskać, fizycznie i duchowo złamać. Mówimy o starożytnym poganiźmie, powtarzamy o średnich ciemnych wiekach, a czasy nasze są tak brutalne i tak podłe, że jak czarne chmury, zasłaniają ohydę i wstręt i brzydotę, czasów przedchrystusowych! Właśnie ponieważ zasady pogańskie, okryły się krańcami, albo skrawkami szaty chrzęścijanizmu, tyle mamy niesprawiedliwości, występków i błędów! Stąd tłumaczą się te dziwne poglądy, nawet niektórych naszych, tak zwanych katolików, na Chrystusa, krzyż, Kościół i na naukę Chrystusową, podawaną i tłumaczoną przez usta Kościoła! Na zasadach zepsutych tak zwanego neopoganizmu, który jest tylko nowym w nazwie, w rzeczywistości ciągnie się od starożytności, świat bowiem wywlókł tylko stary szkielet z już dawno cuchnącego zgnilizną i robactwem grobu, ubrał go w nowe szaty, upiekszył go pociągającymi i chwytającymi nazwami oświaty, wiedzy, nauki, postępu i cywilizacji, postawił go na ołtarzu i naiwnym oraz łatwowiernym kazał bić głębokie i upokarzające pokłony.
Ludzie czołgają sie na kolanach przed Baalem, nie przed Bogiem!
Ktoś słusznie powiedział, że świat dziesiejszy dzieli się na dwa obozy. W jednym armia czcicieli złota, brzucha i niższych skłonności ludzkich. W drugim półchrześcijanie, którzy by chcieli pogodzić krzyż z zasadami świata. Świat ich zaślepia, światowcy im imponują do tego stopnia, że tracą mowę i stają się kalekami. Tylko znikoma część trzyma się usilnie Chrystusa i krzyża, wierząc głoboko i mocno, że w Chrystusie i Krzyżu jedynie znaleźć można dokładne i kompletne lekarstwo na ludzkie dolegliwości i cierpienia! Na dowód przytaczam osiem błogosławieństw Chrystusowych. Zbawicieł wołał:
Błogosławieni ubodzy duchem, albowiem ich jest królestwo niebieskie! Zwolennicy półchrześcijanizmu uczą, że błogosławieni tylko i jedynie bogaci w zasoby materialne, bo przez nie mogą nie tylko używać wszystkiego w tym życiu, a potem kupić szczęście wieczne.

2. Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą ziemię! Mimo to, dziś słyszy się jeden okrzyk: siła i moc nad prawem, dlatego tak przełożeni jak poddani uciekają się do gwałtowności, pieści i broni!

3. Chrystus pociesza, że błogosławieni którzy płaczą, albowiem będą pocieszeni. Dziś ludzie twierdza, że tylko ten jest szczęśliwy, który się śmieje, zapominając, że chytrzy, sprytni, złośliwi i niesprawiedliwi na uśmiech grzeczności i współczucia chwytają najliczniejsze ofiary.

4. Błogosławieni, którzy łakną i pragną spawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Ta nauka Chrystusowa wywołuje uśmiech pogardy, politowania. Sprawiedliwość, już dawno wywieziono na cmentarz. Tam i tam jedynie znajdziecie sprawiedliwość, nie pośród ludzi żyjących! Dziś mówią trzeba szukać wzbogacenia, majątku, sławy i pochwały. Sprawiedliwość uważana jest za znak słabości, niemocy i bezrady. Niesprawiedliwość jest uprawiana w domu rodzicielskim, w biurach, po fabrykach; wdarła się do urzędów i wśród urzędników. Tu okryła się nazwą polityki, albo raczej politykierstwa. Znajduje się na arenach międzynarodowych umów i ugód, chociaż tu znana jest jako dyplomacja! Niesprawiedliwość pomiędzy chlebodawca i pracownikiem, pomiędzy panią a służącą, pomiędzy wierzycielem i dłużnikem. Łańcuch niesprawiedliwości opasał życie ludzkie, i ten jest szczęśliwszy, który najwięcej oszukaństw i innych niesprawiedliwości się dopuszcza!

5. Błogosławieni miłosierni, głosi Chrystus. Świat jednak pyta się: co to jest miłosierdzie? Niech biedni idą do roboty, niech sobie zarobią! Lecz gdzie i jak, jeśli nie ma roboty? I tak wyrzuca się miliony, jako przykład, dajmy na to na utrzymanie przestępców osiemnaście milionów dolarów rocznie, na szpitale dla psów, kotów, kanarków, itp., też idą olbrzymie sumy; litujemy się więc nad zbrodniarzami; współczujemy też z bezrozumnymi zwierzętami, kiedy jednak rozchodzi się o uczynki miłosierdzia tak co do duszy jak co do ciała, wtenczas okazujemy się skąpcami bez serca i bez sumienia!

6. Błogosławieni czystego serca, to wołanie Chrystusowe! Dzisiaj czyste serce, jest miane na językach ludzkich, nie na to, aby być uznane i wychwalane, tylko aby być wyszydzone, wyśmiane jako staromodne, przeżyte, z dniem dzisiejszym się nie zgadzające.

7. Błogosławieni pokój czyniący. Kto dziś idzie siejąc pokój i zgodę? Kto? Języki ludzkie sieją na wszystkie strony świata: niezgodę, niezadowolenie, podejrzenia. Sieką, tną, rąbią, biją i zabijają.

8. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, to głosił Chrystus. I to nie zgadza się z duchem czasu. Dziś praktykowana jest zasada oko za oko, ząb za ząb! Ludzie więc żyją w bezustannych troskach, niepokojach, obawach, pragnieniach, gonitwach za złudzeniami, swarząc się i kłócąc pomiędzy sobą. Jedni umierają z głodu, inni z przesytu. W tej chwili przesuwam przed wyobraźnią waszą postać naszego Św. Ojca Franciszka z Assyżu. Syn bogatego kupca włoskiego. W uniesieniu, zrzcił ze siebie w obecności Biskupa Asyskiego, bogatą szatę ojcowską, wołając: "Teraz naprawdę mogę mówić: Ojcze mój, któryś jest w niebiesiech!" Przez życie szedł, nic nie mając, a jednak wszystko posiadając. Bogatszy od milionerów całego świata, weselszy i więcej zadowolony od opływających w dostatkach Dlaczego? Bo miał Boga! Z Księgi Mądrości wybieram opis znajdujący się w rozdziale drugim: "Mówili bowiem rozmyślając nie dobrze u siebie: "krótki i przykry jest czas żywota naszego i nie masz ochłody przy końca człowieka, i nie wiadomo o nikim, by się z piekła wrócił. Bo z niczegośny się narodzili i potem będziemy, jakoby nas nie było; bo dymem jest dech w nozdrzach naszych, a mowa iskrą na poruszenie serca naszego. Gdy ona zgaśnie, popiołem będzie ciało nasze, a duch rozwieje się, jak delikatne powietrze, i przeminie żywot nasz jak ślad obłoku, i rozejdzie się jako mgła, która rozpędzona jest od promieni słońca od gorącości jego obciążona, a imię nasze będzie z czasem zapomniane i żaden nie będzie miał w pamięci uczynków naszych. Bo przemijaniem cienia jest czas nasz i nie masz powrotu końca naszego, gdyż jest zapieczętowane i żaden się nie wraca. -— Pójdzież tedy, a używajmy dóbr niniejszych i zażywajmy rzeczy stworzonych prędko jak w młodości! Winem drogim i olejkami się napełniajmy, a niech nas nie mija kwiat czasu! Chodźmy w wieńcach różanych, póki nie uwiedną; żadnej łąki niech nie będzie, po której by nie miała przejść rozpusta nasza. Żaden z nas niech nie będzie wyjęty, wszędzie zostawiajmy znaki rozkoszy, gdyż ta jest cząstka nasza i ten jest dział. Uciśnijmy ubogiego sprawiedliwego i nie przepuszczajmy wdowie, ani nie uszanujmy starca siwizmy wiekowej. A siłą naszą niech będzie za prawo sprawiedliwości, co bowiem siły nie ma, za niepożyteczne się uważa. Zasadźmy się tedy na sprawiedliwego, gdyż nam jest niepożyteczny i przeciwny jest sprawom naszym i wypomina nam grzechy przeciw prawu, i rozgłasza przeciw nam grzechy życia naszego. Chwali się, że ma znajomość Boga i nazywa się Synem Bożym. Stał się nam oskarżeniem myśli naszych. Ciężko nawet nam patrzeć na niego, gdyż różny jest żywot jego od innych i odmienne są drogi jego. Za lichotę poczytani jesteśmy od niego i strzeże się dróg naszych jako plugastwa, i chlubi się, że Boga ma za ojca. Zobaczmy tedy, czy mowy jego są prawdziwe i doświadczmy, co nań potem przyjdzie, a dowiemy się, jaki będzie koniec jego." Tak myśleli, lecz pobłądzili, zaślepiła ich bowiem złość ich. I nie poznali tajemnic Bożych, ani się nie spodziewali zapłaty sprawiedliwości, ani nie sądzili, że dusze święte otrzymają chwałę, gdyż Bóg stworzył człowieka nieśmiertelnym i uczynił go na wyobrażenie podobieństwa swego." Tyle czytamy w Księdze Mądrości.

Czy w ten sposób dziś nie argumentuje, nie wywodzi świat? Czy tego nie zastosowują do życia codziennego niektórzy chrześcijanie? Mimo że "wszelkie ciało jako trawa i jako kwiat polny, matka jego jest zgnilizna, a siostrą — robactwo", co za pycha? co za zarozumiałość? co za próżność? — Albo co do bogactw. Jak je ludzie składają, chowają, z powodu ich straty od rozumu odchodzą. Zbawiciel woła: "skarbcie sobie skarby w niebie"! Jeśli masz dobra tego świata, dziękuj Bogu, bądź biedny w duchu, i pamiętaj żeś tylko włodarzem, a z włodarstwa zdać musisz rachunek do ostatniego szelążka, a jeśli nie zdasz zadawalająco, wiesz co cię czeka? Sprawiedliwy wyrok Stwórcy i Pana wszystkich dóbr, nie tylko doczesnych, ale wiecznych! Gonisz za zaszczytami, albo szukasz sławy? Pamiętaj słowa Chrystusa, upominającego Apostołów: "Kto by między wami hciał pierwszym być, będzie sługą waszym." Przypomnij sobie los Heroda Agrypy. Zasiadł na tronie pozłacanym, ubrany w purpurę, oczekując hołdów poddanych. Przed pyszałkiem, poddani czołgali się na kolanach, wołając: "to nie człowiek, tylko Bóg mówi do nas". No, i co się stało? W tej chwili ręka niewidzialnego Anioła, uderzyła w tego, który chlubił się z nazwy Boga, i padł jak zwykły śmiertelnik, i robactwo roztoczyło jego ciało! Albo co do innych fałszywych pociech świata. Serca ludzkie nigdy się nimi nie nasycą, lecz prawdopodobnie w nich zginą. To wszystko czcze, próżne, chwilowe, usypiające, nic więcej! Gdyby i dziś Chrystus przyszedł na świat, z pewnością nie znalazłby przyjęcia. Przecież na bramach szkół, akademii i uniwersytetów, widnieje napis wyryty ogromnymi literami: Wstęp Bogu wzbroniony! Wolno rozprawiać o ewolucji, nie wolno jednak o Bogu, aby nie obrazić uczucia studentów i studentek! Henryk VIII, Kalwin, Luter, Huss to dobroczyńcy i geniusze. Chrystus i Krzyż nie ma żadnego znaczenia! W zakładach naukowych nie ma miejsca dla Boga! Nawet w pewnych tak zwanych kościołach już nie ma miejsca dla Boga. Chrystus nigdy nie istniał, jako Syn Boży. Był on uczony, wielki, przezorny, lecz nie Chrystus, Syn Boży zesłany na odkupienie i zbawienie dusz ludzkich. Bóg też nic innego, jak tylko urojenie wyobrażeń schorzałych i przesądnych! Czy by może tu znalazł Chrystus przyjęcie i schronienie? Może w domach prywatnych? W tych, gdzie tak zwana żona jest rozwódką - brak porozumienia, miłości, szacunku i wierności? W tych, w których ojciec jest pijakiem bez względu na żonę i dzieci, lub gemblerem, albo marnotrawnikiem? W tych, w których matka i żona daje zgorszenie swoim i obcym? W tych, w których nie ma zgody, prozumienia, miłości, szacunku i wierności? W tych, w których dzieci nie znają posłuszeństwa, chodzą luzem, złorzeczą rodzicom? Chyba przyznacie, że w takich domach nie byłoby miejsca dla Chrystusa. Gdyby Go Świat chciał wpuścić do szkół, kościołów i domów, Chrystus ten, obrzuciłby tych wszystkich nieobliczalnemi błogosławieństwami i łaskami. I dziś Zbawiciel leczyłby chorych, wskrzeszał umarłych, pocieszał powątpiewających, uzdrawiał; godziłby powaśnionych, karciłby niesprawiedliwych, litowałby się nad wdowami, sierotami, biednymi. Zabrałby naczelne miejsce na posiedzeniach pomiędzy pracodawcami i robotnikami, nakreśliłby granice sprawiedliwości, w stosunkach pierwszych z drugimi! Chrystus przemówiłby mniej więcej tak: Fabryka czy biuro powinny być prawdziwą świątynią, gdzie robotnicy i robotnice, mogą w ludzkich warunkach, pracować uczwie i szczęśliwie na potrzebny kawałek chleba codziennego! Robotnicy to ludzie, nie maszyny, ani zwierzęta, tylko ludzie obdarzeni duszą nieśmiertelną, zasługujący na względy i szacunek z powodu swych wysiłków. Pamiętajcie, abyście nie krzywdzili tych maluczkich moich w czymkolwiek im słusznie się należy. Inaczej ich głosy, oraz ich żon i dzieci, wołać będą do mnie o pomstę! Do robotników mówiłby: "Z waszej strony, włóżcie serca w waszą robotę. Bądźcie sumienni. Sprzedawajcie rzetelną robotę, za sprawiedliwą zapłatę. Tak jak każdemu człowiekowi są potrzebne dwie nogi i dwie ręce, tak w obecnym ustroju potrzebny jest ludziom kapitał i praca. Inaczej społeczeństwo jest kaleką. Co by się stało, gdyby jedna noga chciała się posuwać, a druga cofać? Co się też stanie jeśli kapitał zechce się cofać, a praca postępować, albo też odwrotnie? Czy człowiek nie używa obu rąk, aby całe ciało obmyć, uporządkować? Sprawdza się to samo co do kapitału i pracy względem społeczeństwa? Wszystkim więc zostawiam moje błogosławieństwo i mój pokój. Współpracujcie zgodnie, wszyscy znajdziecie szczęście, na które byliście stworzeni." Zanim zakończę, powtarzam, tak mało dziś ludzi, bo tak mało Boga. Czy nie byłoby nam wszystkim lepiej i weselej, gdybyśmy wpuścili Boga do naszych kościołów, szkół, domów, fabryk, dusz i serc? Zastanówmy się nad tym czasie świętym Wielkiego Postu!