SKARGI ZBOLAŁYCH SERC! - pogadanka o. Justyna z 21.02.1937 r.

Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki Słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Od niedzieli, w której mówiłem na temat: "Grób dziecka obok serca Matki", zasypano mnie listami. Udowadniają one jeszcze dobitniej, że szlachetność i uczciwość małżeńska jest znikoma, że szacunek wzajemny męża dla żony i odwrotnie, nieomal że sięga zera, że wiara małżeńska, kiedyś istniała, dziś jednak trzeba jej z latarnią wśród białego dnia szukać; że świętość, stałość, jedność i nierozerwalność sakramentalna małżeństwa, jest nie tylko wyśmiewana i wyszydzana, ale szarpana i targana, odstępowana i sprzedawana za misę soczewicy; że życie rodzinne, obraca się na osi, wykrzywionej i spaczonej zasadami materialistycznej wygody i dogadzania zachciankom ciała, zarazem zarażonej skażoną i zepsutą nauką pogańską, dotychczas nam obcą i nieznaną, i bodajże przewyższającą brutalność starożytnego i rozpasanego Rzymu oraz wyrafinowaną, wyszukaną i subtelną zgniliznę francuską! Życie ludzkie zawsze było walką. Dotychczas jednak było walką, w której zwartym szeregiem szli mężowie, a obok nich postępowały żony. Mężowie stawali w obronie swych żon, a żony dodawały otuchy i zachęty swym mężom, w paraniu się z trudnościami i przeszkodami życia codziennego. Mężowie byli rycerzami, jaśniejącymi cnotami szlachetności rycerskiej; żony były rycerkami godnymi miłości, szacunku i poważania! Dom rodzinny był uważany nie tylko za pałac, w którym panowali mąż i żona, ojciec i matka, ale uważany był za prawdziwą i rzeczywistą świątynię, w której ojciec był kapłanem, a matka kapłanką, kształtującą umysły, serca i dusze swych dzieci na zasadach miłości Boga i bliźniego, torując im drogę do lepszego, jaśniejszego i weselszego bytowania na ziemi! Dziś też jak dawniej życie jest walką. Jest walką zaciętszą, zażartszą od dawniejszej. W dodatku okrutniejszą i okropniejszą, bo w tej walce już żona nie kroczy przy boku męża, i mąż obok żony. Nie, idą sobie naprzeciw i walczą jedni z drugimi! Mąż szuka swego szczęścia osobistego i staje się brutalnym egoistą w swych wymaganiach. Żona nowoczesna nie ma pojęcia o ofiarności, o zaparciu siebie, a więc zamienia się w samoluba, w moderną tygrysicę, w nowoczesną bryłę bez serca i bez uczucia. Zapomina o swoich obowiązkach i zatapia się w gonitwie za tym czymś, co nie zgadza się z powołaniem nakreślonym jej przez Boga i naturę. Pomiędzy mężem i żoną, dzisiejszy postęp, postawił nie tylko płot, ale wysoki i gruby mur. Mąż walczy o jakieś prawa, które mu się nie należą, żona też domaga się jakichś praw urojonych, nieznanych nawet samemu Bogu! A dom? Zniknął starożytny zamek i pałac, upadła świątynia. Rodzina i życie rodzinne? Gdzie jest? Tam gdzie kiedyś stała i dziś stać powinna kolebka, dziś stoi psia buda, w której mruczy rasowa psina lub kociaki ubrane w kaftaniki i wstążeczki. Te opanowały serca i umysły nowoczesnych mężów i żon, którzy swą miłość wylewają na bezrozumne zwierzęta, zamiast na własne kości i krew! Po tym wstępie, poniekąd żałosnym i przepełnionym usprawiedliwionymi żalami i wyrzutami, rozpoczynam dzisiejszą mowę:

SKARGI ZBOLAŁYCH SERC!

Rzeczywistość i twardość życia ludzkiego, poznajemy najlepiej z ust tych, którzy na własnej skórze i w własnym życiu doznali cięgów bicza i bata przejść codziennych! Oto pewien rodak, zdaje mi się, patrzy za czarno na obraz naszego życia, kiedy pisze tak: "Zjeździłem dużo świata, byłem w rozmaitych krajach, jednak w żadnym kraju nie widziałem, ażeby kobieta miała tyle praw nad mężczyzną co tutaj w Ameryce, dlaczego tak jest? — Czytając historię tego kraju, nigdy nie napotkałem, ażeby kobieta odznaczyła się w jakiej wojnie lub rewolucji amerykańskiej, albo w dziedzinie maszynerii lub techniki, a wszystko co widzimy gołem okiem wynalazła i zbudowała twarda ręka mężczyzny. Pomimo tego kobieta wciąż uważana jest w tym kraju za coś wyższego od mężczyzny, który przy pomocy Boga wszystko w tym kraju zbudował!"

Najpierw, pozwalam sobie przytoczyć pewną uwagę zrobioną w roku 1879 przez Ludwika Windhorsta, polityka, przywódcę centrum katolickiego, i wielkiego przeciwnika Bismarcka. Na jednym z licznych zjazdów katolickich, Windhorst mówił tak: "Wpływ kobiety na wszystkie stosunki życiowe jest niezmiernie wielki, studiując historię, musimy my mężczyźni, wejrzawszy głębiej, przyznać, że kobieta poczynając od Ewy, kończąc na naszych czasach, nieraz wywarła większy wpływ na dzieje, niż my dumni synowie Adama." — Świat ma dwa poglądy na niewiastę, pogląd pogański i pogląd chrześcijański. Czym była kobieta i czym jeszcze jest po dziś dzień u pogan, lub w narodach żyjących na zasadach nowoczesnego poganizmu, wystarczy zajrzeć do historii. Poganie uważali kobietę, jako istotę bez duszy, przyrównywali ją do zwierzęcia bezrozumnego, sprzedawali ją jak towar, wynajmowali ją lub więzili. Dwadzieścia pięć lat temu byłem w Afryce. Nasz okręt przystanął w Tunisie. Poszedłem zwiedzać miasto. Na przedmieściu odbywał się targ. Obok siebie stały dwie platformy. Na jednej stało z pięćdziesiąt niewiast rozmaitego wieku. Na drugiej owce, barany i kozy.
Kupiec upatrzył sobie kobietę i rozpoczął się targować z jej panem i właścicielem. Widziałem jak za dwie lub trzy owieczki, za kozę lub dwie, niewiasta zmieniała właściciela! Przechodziła w nowe ręce, pod nowe panowanie. Szła z głową smutnie ku ziemi spuszczoną, wystraszona i potulna. Szła z niewoli w niewolę, niepewna jutra, ale pewna nowych okrucieństw, nowych katuszy, nowych cierpień. Pewna żyjącego piekła na ziemi.

Chrześcijaństwo zmieniło zapatrywanie świata na kobietę. Nauka Kościoła zerwała pęta tej długoletniej niewoli niewieściej. Podniosła kobietę z rynsztoku, w którym tarzała się pod stopami pogaństwa, i wyniosła ją na ołtarze świata. Z niewolnicy zrobiła ją pomocniczką i współtowarzyszką mężczyzny. Wpajała w umysły ludzkie, że nie ma różnicy pomiędzy mężczyzną i niewiastą. Przez pomnażanie czci dla Matki Bożej powiększała i pomnażała cześć dla rodzaju niewieściego. Cały pogląd Kościoła na niewiastę, był wyrażony ustami pewnego dominikanina który mówił: "My chrześcijanie, poważamy wysoko niewiasty, ponieważ jednej niewieście, mianowicie Matce Bożej, zawdzięczamy Zbawiciela"!

W Ojczyźnie praojców naszych, w starej Polsce, kiedyś, rycerskość względem niewiasty kwitła w setnim stopniu, ponieważ każdy mężczyzna widział w kobiecie — siostrę Matki Chrystusa i zarazem Matki Bolesnej. Średniowieczny poeta, niejaki Słota, tak pisał: "Kobiety od Matki Boskiej to mają, iż im się nawet książęta kłaniają i wielką chwałę im dają." Przeznaczenie Boże i powołanie naturalne kobiety, zostało poniekąd spaczone przez rozmaite czynniki w tym dwudziestym wieku. Wojna światowa otwarła kobietom drogę do stanowisk i zajęć, które nie zgadzają się ani ze zdolnościami, ani też z ich powołaniem. Skutkiem tego, dziś niewiasty pełnią pracę mężczyzn.

Rzućcie okiem na taką bolszewię. Tam "towarzyszki" operują maszyny na równi z "towarzyszami". Tam ubrane w uniformy żołnierskie, ćwiczą się w sztuce wojennej. Co za tragedia życia niewieściego? Młoda kobieta celuje karabinem; kieruje lufą armatnią, z uśmiechem zadowolenia słucha trajkotu karabinu maszynowego; ujeżdża na czołgach; lata w samolotach, rzucając bomby i granaty; jest sternikiem okrętu wojennego. Do czego to wszystko prowadzi? Czy te i podobne zajęcia nie mają wpływów na moralność nie tylko poszczególnych jednostek, ale całego rodu kobiecego? Wstrętnych szczegółów strony moralnej nie tykam. Wystarczy powiedzieć, że cuchnie zgnilizną ludzką przewyższającą stokrotnie zepsucie starożytnych i nowoczesnych państw pogańskich. Ten obrzydły zaduch sowieckiej rozwiązłości unosi się jak gazy trujące i rozpływa się duszącymi chmurkami nad rodem kobiecym na całej kuli ziemskiej! Kobiety przez to ponoszą ogromną stratę na godności, czci i szacunku! Cała jednak wina nie spoczywa wyłącznie na barkach świata. Odpowiedzialność, i wielką cząstkę odpowiedzialności ponoszą same kobiety! Bezustannie wygrywają na strunach jakiegoś dziwacznego, powiedziałbym dzikiego postępu i źle zrozumianego, zarozumiałego i wygórowanego równouprawienia. Nigdy nie będzie i nigdy być nie może zupełnego, absolutnego i całkowitego równouprawnienia, czyli zrównania kobety z mężczyzną. Stwórca wszechmocny nie miał tego na myśli, i natura nie ma tego na celu. Bóg stworzył kobietę na towarzyszkę i pomocnicę mężczyzny. Natura wyposażyła kobiety i obdarzyła ją cnotami i cechami na wskroś niewieścimi. Różnic chyba mi nie potrzeba tłumaczyć. Tylko same kobiety nie chcą widzieć i przyznać tego. Poniżają się same, wyzuwając się z cnót i zalet niewieścich. Czy to znak równouprawienia, kiedy dziś balwiernie, tawerny, ogrody piwne i jadalnie przepełnione są podlotkami, dziewczynami, żonami i matkami, ubranymi w ubiory męskie, popijającymi napitki nie tylko sodowe i owocowe, ale alkoholowe, silne, mocne i czyste! Czy palenie papierosów, zaciąganie się dymem fajek i cygar, jest znakiem równouprawienia? Czy wykonywanie tak zwanych modernych małpich skoków i niedźwiedzich podrygów, przy dźwiękach wyjącej i skowyczącej muzyki, w objęciach i uściskach na wpół spitego partnera, czy to może uszlachetnia kobietę i wynosi jej godność? Czy zresztą wszystkie poglądy dzisiejszych modernych chłopczyc, topiących się w potopie różu, pudru i innej mieszaniny kosmetyków, wpływają dodatnio na powiększenie czci i szacunku dla tej tak dziś z cynicznym uśmiechem nazwanej słabszej płci? Dzisiaj uczciwe siebie szanujące dziewczę, w oczach rozhulanych współsióstr, to już 'old-fashioned". Jedynie dlatego, że się nie rozbija, nie zapija, nie pali, nie flirtuje i nie sprzedaje się!

Oto wyjątek z listu: Cóż mam pisać o sobie? Pracuję i pracuję! Od 9-ej rano do 9-ej wieczór i nie mam czasu na nic. Nie znam ludzi nawet w naszym sąsiedztwie! Tylko tych, u których i z którymi pracuję. Czasem też czuję się okropnie, bo słyszę takie mowy: "Cóż w tym złego, że żonaty wyjdzie na trochę "good time" z innymi dziewczynami? Na cóż jest niewiasta na tym świecie, jeśli nie dla mężczyzny, aby miał "good time"? A moja żona nie potrzebuje o tym nic wiedzieć! A chociażby i wiedziała, ona ma szerokie poglądy, szeroko na to patrzy. Ona wszystko zrozumie." Co dzień muszę to samo słuchać! Nieraz się rozbeczę. Nie mogą zrozumieć, że ja taka "old-fashioned" i "flat tire"! Proszę zmówić za mnie Zdrowaśkę!"

— Jeśli jest gdzie na kuli ziemskiej, drugi kraj ucywilizowany do tego stopnia co nasza Ameryka, a jednocześnie, gdzie kobieta jest mniej szanowana, czczona i uwielbiana, a więcej oszukiwana, ja wątpię, bardzo wątpię! Pozornie może się to wydawać sprzecznością, może nawet nieprawdą. Pozory jednak są mylne. Pokażcie mi drugi kraj, w którym zasada dwojakiej moralności, jest nie tylko tak ogólnie głoszona i uznana, lecz nawet jawnie uprawiana i praktykowana! Niewierność męża uważana jest za znak męskości. Niewierność żony bywa napiętnowana z obrzydzeniem! Procesy, separacje, rozwody, zabójstwa, napady, wskazują tylko na jedno, kobietę ściągają z ołtarza czci, rzacunku i uwielbienia. Kobiety, miast się bronić, rozpaczliwie bronić, same i dobrowolnie zagmatwały się w sieć postępowego równouprawnienia. Okazywać zewnętrzną greczność kobietom, mówić o nich ślicznie, a do nich słodko, to jeszcze nie tylko mało, ale nic nie znaczy! W tym są dwa cele, pierwszy, aby się z nimi bawić, drugi, aby je wyzyskać! Mało dbam, czy mi uwierzycie, lub nie! Dla kobiet wszystkich, pozostaje jedno lekarstwo: wiara i Kościół! Przed latami jeden z dzienników paryskich, urządził konkurs, zadawając jedno pytanie: "Czemu w więzieniach jest więcej mężczyzn jak kobiet?" Nagrodę przyznano tej, która odpowiedziała tak: "W więzieniach jest więcej mężczyzn niż kobiet, ponieważ w kościołach jest więcej kobiet, niż mężczyzn"! Niech będzie więcej kobiet w kościołach, a będzie ich mniej w miejscach, gdzie być nie powinny, w ten sposób zasłużą sobie na cześć i szacunek, który słusznie im się należy. Szanujcie siebie, świat padnie na kolana przed wami!

Proszę jeszcze posłuchać następującego listu. Pisany był oryginalnie w języku angielskim. Podaje go wam w tłumaczeniu:
"Z pilnością i uwagą słuchałem programu radiowego w niedzielę 7-go lutego. Ja myślę, że Ojciec był za ostry w swoich zarzutach przeciw niewiastom, twierdząc, że one tylko i wyłącznie są winne w sprowadzaniu poronień sztucznych. Najpierw, jak sam się wyraził, kobiety najwięcej cierpią i płaczą przez resztę życia. Czemu nie zrzucić nieco winy na barki mężczyzn! Bo są tacy, którzy nie chcą dzieci pod żadnym warunkiem! Słyszy się to bardzo niedobrze, lecz proszę Ojca, zapytać się tych kobiet, które już są matkami kilkoro dzieci, jak dziś trudno znaleźć nawet mieszkanie. Mogłabym przytoczyć setki wypadków, w których właściciele domów podnieśli opłatę mieszkania, ponieważ dzieci używały za wiele wody do mycia, albo za to, że dzieci bawiły się na frontowej werandzie, albo że dzieci kulały się na trawie przed domem, albo że dzieci poplamiły świeżo odmalowany dom. Na ile zelżywych docinków są narażone kobiety które chcą mieć dzieci, a nie chcą mordować swych dzieci, albo nie mają pieniędzy, aby opłacić doktora na przeprowadzenie poronienia. Jeśli małżonkowie mają więcej dzieci, aniżeli mogą im dać odpowiednie utrzymanie, czemu nie pouczyć matki odpowiednio, aby nie potrzebowały uciekać się do medycyny lub operacji! Jeśli zaś biedne matki proszą o kilka centów więcej zapomogi, zarzucają jej, że jest komunistką. Ojcze Justyn, ty znasz życie ludzkie, czy zdajesz sobie sprawę, co to znaczy kiedy matka widzi, że dzieciom brak obuwia i odzieży, a ona im tego dać nie może? Czy możesz zrozumieć albo sobie wyobrazić młodą żonę w stanie błogosławionym, oczekująca pierwszego dziecka, a nie mającą najpotrzebniejszych rzeczy na wyprawę? Większa cześć żon, które pozbywają się swych dzieci, nie mają współczucia i sympatii swych mężów. Czy żona chce mieć dzieci, jeśli z tego powodu wywołuje pogardę i wystawia się na drwiny i szyderstwa męża? Ojcze Justynie, ludzie twierdzą, że obecna depresja spowodowana jest przez za wielkie zaludnienie, dlaczego więc zmuszać małżonków, aby mieli dziec? Czy takie dziecko, które nie jest pożądane i chciane, będzie szczęśliwe? Matki umierają, zostawiając wiele dzieci sierotkami, skutkiem sztucznego poronienia, lecz moja matka, chociaż była głęboko religijna kochała dzieci, umarła dwa tygodnie po przyjściu na świat dziesiątego dziecka. Zostawiła pięcioro żyjących dzieci. Zostawiła je na losie macochy. W krótkim czasie zostało nas tylko troje. Czemu rodzice nie mogli mieć tylko troje dzieci, wszystkie zdrowe, aby być w stanie dać in lepszą opiekę? Moi rodzice nie byliby potrzebowali tak ciężko robić, a my byśmy mieli lepsze wykształcenie, ponieważ matka byłaby lepiej nas dopilnowała. Zabijanie dziecka nieurodzonego jest zbrodnią, ale wprowadzenie w świat dziecka niepożądanego jest też złem nie małym! Kiedym wyszła zamąż, zamierzałam zostać matką licznej rodziny, lecz w bardzo krótkim czasie przyszłam do przekonania, że czasy i poglądy ludzkie na wielką rodzinę się zmieniły. Mężowie nie szanują swych żon, ponieważ są matkami ich dzieci, nie dziś! Jeśli żona ma kilkoro dzieci zamiast szacunku, obdarzają ją wyzwiskami i porównują ją do bezrozumnych zwierząt! Ojcze Justynie, ty masz więcej wpływu na ludzi, aniżeli sobie wyobrażasz! Ludzie cię nie tylko słuchają, ale wierzą ci, mają do ciebie zaufanie i idą za twoją radą. Przepowiedz mężom, aby obchodzili się ze żonami po ludzku; aby okazywali im współczucie i nieco miłości i poszanowania. Przepowiedz właścicielom domów, aby mieli więcej względów na matki dzieci i na same dzieci. Do politykierów przemów w sprawie potrzeby parków i ogródków rekreacyjnych, gdzie dzieci mogłyby się bawić w spokoju i w bezpieczeństwie! Każda kobieta, bez wyjątku, kocha dzieci i dla dzieci ma wielkie serdeczne serce! Przewrotni ludzie i świat zepsuty, wszyscy pilnują ją hańbą i wyśmiewaniem. My żony i matki nie mamy ucieczki, nie mamy sposobów usprawiedliwienia siebie samych. Dla nas nie ma uznania, nie ma słów serdecznej pociechy. Piszę to, co czuje, i w imieniu wielu matek z któ-rymi rozmawiałam o tej sprawie. Będziemy Ojcu Justynowi wdzięczne za omówienie tej sprawy."

W odpowiedzi koniecznie krótkiej kładę zasadnicze prawo: Nie zabijaj! Pod żadnym warunkiem nie wolno tobie, ojcze i matko, podnieść rąk na własne bezradne, bezbronne i niewinne dziecko. Jeśli się zaś odważycie na taką zbrodnię, sami piętnujecie dusze wasze znakiem i znamionem morderców. Piętno to pozostanie na wieki. Brutalnym, bez serca mężom Herodom, przypominam ślub małżeński: "Ja biorę sobie ciebie za małżonkę i ślubuję ci miłość, wiarę i uczciwość małżeńską". Kiedy zaś każdy mąż powinien okazywać miłość, względy i uszanowanie swej żonie, jeśli nie wtenczas kiedy ona nosi obok serca, nową maleńką i nie tylko ludzką, ale zarazem istotę Boską? Tak, powtarzam raz jeszcze, istotę Boską, bo na obraz i podobieństwo Boskie stworzoną i cząstką Bożą, bo duszą nieśmiertelną obdarzoną? Mężowie, dla żon waszych, okazujcie dobrotliwość, cierpliwość i troskę! Miejcie dla nich serce! Wy zaś właściciele domów nie bądźcie samolubami, mszczącymi się tak na rodzicach, jak na dzieciach. Czym byłby świat bez dzieci? Czym byłoby życie ludzkie bez dzieci? Puste, jałowe, głuche, smutne i gorzkie. Szczebiot dziecka przewyższa muzykę najsławniejszych kompozytorów; uśmiech dziecka, to promień, jaśniejszy od promieni słonecznych; pocałunek dziecka, to dar niebios, kojący bóle serc upadających i rozpaczających; dziecko, to posłaniec Boży przynoszący na świat pokój Boży. Kończę na dziś. Kiedyś powrócę do omówienia reszty zarzutów w liście. Powtarzam tylko raz jeszcze: Nie zabijaj dziecka, które jak najcudowniejszy kwiat na polach letnich, lub w cieplarniach zimowych, kiełkuje w łonie matki!