KRZYŻYKI LUDZKIE - pogadanka o. Justyna z 4.04.1937 r.

Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Z obowiązku i konieczności, często przejeżdżam przez miasto Nowy Jork. Tam bowiem zmuszony jestem zmieniać pociągi, kiedy jadę do stanów Nowej Anglii. Pomiędzy pociągami zostaje mi nieco czasu wolnego. Wtenczas staje sobie na uboczu i ciekawie przypatruję się twarzom ludzkim. Naprawdę, że ciekawe obrazki przeciągają się przede mną, a jeszcze ciekawsze myśli snują się po głowie. Proszę sobie bowiem wyobrazić prawdziwą panoramę twarzy ludzkich. Twarz ludzkich, na których widnieją rozmaite uczucia, dobroduszności i łagodności, spokoju i zadowolenia; cierpliwości i dobrej woli; to znów twarze, przez które przebija chytrość i mściwość, złośliwość i nienawiść; podejrzliwość j niepokój; niezadowolenie i niepewność. Twarze dobrotliwe, spokojne i zadowolone; twarze pochmurne, złośliwe, przewrotne. Jedne pociągające, drugie odpychające. Jedne zadumane i zamyślone, jakoby dźwigające jakieś ciężary niewidzialne; drugie zbolałe i zbite upałami i burzami przejść codziennych. Mało wesołych i uśmiechniętych! Każdy z przechodniów zatopiony we własnych trudnościach, kłopotach i obowiązkach! Przypatrując się tym zjawiskom, przychodzę do przekonania, że każdy z nas żyje nie w jednym, ale w dwóch światach. W tym jednym olbrzymim świecie, w którym człowiek pojedynczy to tylko znikoma mrówka, maleńka pszczółka, słabowity motylek, albo nieznaczne ziarnko piasku. Tu, człowiek pojedynczy może być korzystny, ale nie tylko może być, ale w rzeczywistości jest niepotrzebny. Jest i go nie ma. Rodzi się na świat. Świat o tym nie wie i nie dba. Człowiek żyje. Świat się nie interesuje. Człowiek umiera. Świat istnieje dalej. W stosunku więc do świata, człowiek jakby wcale się nie urodził i nie żył. Jest on wielkiem zerem i niczym! Każdy jednak z nas inaczej myśli. Czemu? Ponieważ żyjemy w drugim świecie, maleńkim, ograniczonym i osobistym. Ten nasz świat odrębny, to wcale nie większy od skorupy żółwiej. Pierwszym światem mało się interesujemy, akurat tyle co ten świat nas obchodzi. Za to całe nasze życie skupia się około tego drugiego świata. Tu krążą nasze myśli, nasze zabiegi, nasze prace, nasze starania i nasze wysiłki! I każdy oraz każda myśli tylko o sobie; nie chce, czy też nie umie oderwać wzroku od siebie i od trudności osobistych, aby oczyma duszy rzucić nieco dalej, poza życie własne i zobaczyć co drudzy cierpią, co inni znosić muszą i jak drudzy borykać się muszą z trudnościami i krzyżami życia. Każdy więc z nas myśli, że tylko on cierpi; że tylko on ma kłopoty; że jego krzyż jest największy; że tylko jego trudności są do niepokonania; czemuż nie mamy odwagi wyzuć się z tej żółwiej skorupy naszego maleńkiego świata, i rozejrzeć się po tym ogromnym świecie, gdzie szczególnie w czasach naszych tyle mąk i cierpienia, tyle niepokoju i nienawiści, tyle oszukaństwa i niesprawiedliwości? Przez to nie tylko poznamy, że mimo iż nam coś dopieka i dokucza, inni więcej cierpią i znoszą; nauczy nas też nie tylko więcej pokory, ale zmusi nas do okazywania wdzięczności naszemu Panu i Stwórcy, za tak liczne i hojne dary niebios. W końcu doda nam otuchy i odwagi na przyszłość w codziennym życiu naszym.

KRZYŻYKI LUDZKIE

Dziś podaje nowy szereg listów. Naturalnie, bez przytaczania nazwisk lub miejscowości, z przyczyn łatwo zrozumiałych. Rozpoczynam. "Drogi Ojcze: Ze smutkiem przyznaje, że jesteśmy dzieci bez ojca i bez matki. Żyjemy tak przez dwanaście lat bez opieki rodziców. Właśnie przez ostatnie dwanaście lat nasz ojciec i matka zapijają się. Są teraz tak zwyczajni upijania się, że z dnia na dzień mamy gorsze piekło w domu. Czy Pan Bóg nas biedne dzieci opuścił? Było nas ośmioro dzieci. Teraz troje ma własne rodziny. My dzieci w domu jesteśmy wychudzone i zmizerniałe. Tym wszystkim jestem tak zdenerwowana, że nie wiem co dalej robić. Jak piszę ten list, ojciec i matka leżą spici. Ich nic nie obchodzi, tylko picie. Jak postarałam się o nową pościel, to ojciec sprzedał, kupił gorzały i upił się razem z matką. Mamy rachunki do zapłacenia w groserni i u rzeźnika. Moja siostra i ja pracowałyśmy w Nowym Jorku przez jeden rok, ale wyrzucono nas z roboty, musiałyśmy powrócić do domu. Zarobek przysyłałyśmy regularnie, ale rodzice wszystko przepili. Jak się upiją, to najpierw rozpoczynają się kłócić, a nieraz pobiją się. Ja się boję, że kiedyś ojciec zabije nas wszystkich; już nieraz odgrażał się, że zrobi tak. Nocami nie możemy spać, bo jak powróci, to nas wyrzuca z domu, przeklina i bluźni, że aż sąsiedzi się budzą. We dnie nie lepiej. Ojciec odgraża się matce, a matka klnie ojca. Żyją tylko na to, aby pić. Czy by Ojciec mógł jeszcze raz mówić na radio, aby rodzice się nie upijali?" List ma taki dziwny i oryginalny podpis: "Biedne i opuszczone dzieci, które nie powinny były się narodzić."

Na ten sam temat, pisze córka: "Piszę już po raz drugi, aby Wielebny Ojciec, raczył przemówić do naszych rodziców. Jestem młodą panienką, która co tylko ukończyła szkołę, polsko-katolicką. Nie pracuję, a więc tym trudniej dla mnie oraz dla moich rodziców. Jest nas pięcioro w domu. Najstarsza pracuje, ale chodzi z narzeczonym. Rodzice nasi wszędzie nam wstyd przynoszą. Tak ojciec jak matka są prawie w równym wieku. Liczą około lat 50! Oni tylko wierzą we flaszkę. Co dzień muszą mieć piwo i wódkę, bo gdyby nie mieli to zachorowaliby. Żal mi serce rozsadza, gdy sobie pomyślę, że nasza matka tak sobie codziennie popija. Tacie to już się tak nie dziwię, ale na mamę to brzydko wygląda. I tak oboje prawie do północka przesiadują i sobie do syta popijają. Ludzie się dowiadują o tym, a nam wstyd, że tak robią nasi rodzice. W gościnie matka nasza kieliszka nie odmówi, chyba że już więcej żołądek przyjąć nie może. Ludzie na to patrzą, się uśmiechają i do siebie szepcą. Niech Ojciec przepowie takim matkom które kieliszkami czystą, a obrzydliwą wódkę piją, że wystarczającym trunkiem dla każdej niewiasty powinno być piwo! Matki się dziwią, gdy ich synowie i córki, chodzą po tawernach i opijają się, a przecież one to samo robią! Skutkiem tego, matka i ojciec, mają rozstrojone nerwy, są bardzo drażliwi i "crabby"! Wszystko im w drodze, wszystko ganią, wszystko im źle i zawsze na nas mruczą. Ja wiem, bo nas uczono i mamy wychowanie, że to grzech obmawiać i obgadywać rodziców, ale przed kim mamy się użalić? Ja nie mogę opisać wszyskiego, ale żeby Ojciec widział jak u nas było kiedy rodzice nie pili, to by Ojciec powiedział, że wtenczas to był czysty raj, a teraz to żyjemy w piekle! Proszę bardzo aby O. Justyn przemówił do rodziców, ale szczególniej do każdej matki i poprosił je aby przyrzekły, że wódki do ust nie wezmą, bo pijane matki cały świat przewrócą. Niech więc Ojciec zostanie z Bogiem. Co dzień będę się modliła, aby przez ten czas nasza matka odrzekła się od tej trucizny-wódki."

Na te listy, zwracam uwagę wszystkich rodziców. Ojcze drogi i matko ukochana! Pijaństwo to obrzydliwy i poniżający nałóg! Pijak wzbudza nieco politowania, ale zarazem i sporo wstrętu u drugich. Ojcze pijaku, przepuszczasz przez twą nigdy nie zaspokojoną i nie nasyconą gardziel zarobek, zdrowie, spokój i szczęście całej rodziny. Powodujesz zarazem zgorszenie niemałe, ponieważ nałogowy pijak, to też zwyczajnie oszust, kłamca, złodziej, bluźnierca, gorszyciel i niedowiarek. Podwójny morderca, ponieważ zabija duszę i ciało! Idzie dalej. Meczy i torturuje żonę i dzieci. Niszczy ich szczęście, łamie ich zdrowie, spacza ich życie, słowem sieje zarazę w domu i poza kółkiem rodzinnym! Czy więc mamy się dziwić, że nad grobami niejednycb ojców pijaków, krążą przekleństwa synów i córek? Że tyle dzieci nieszczęśliwych, zarzuca swe nieszczęśliwe położenie, i opłakane życie, ojcom pijakom? Jeśli zaś opis ojca pijaka napełnia nas wstrętem, to obraz matki pijaczki napełnia nas obrzydzeniem! Ja nie mogę pogodzić ze sobą wyrazów matka-pijanica! Matka to wyraz święty, a pijanica, to przedstawia mi coś tak poniżającego, upadlającego, że nie znajduje odpowiednich słów do określenia mych uczuć!

Przed kilku latami widziałem na własne oczy, po raz pierwszy, matkę, Polkę, pijanicę nałogową. Pewnego wieczora zimowego, ukończyłem moją robotę w ofisie klubowym. Była to godzina dziesiąta. Mróz siarczysty. W dodatku padały płatki śniegu. Zimny wiatr dął jakby chciał krew w żyłach zamrozić. Wychodzę z klubu i spieszę na ulicę, aby dostać się najprędzej do klasztorku. Właśnie zbliża się ku mnie pijana kobieta. Prowadzi ją dziewuszka, albo ja wiem, mogła mieć z dziesięć lat. Blask, wielkiej lampy na ulicy, oświetlał te ponurą i bolesną scenę. Dziewczę, mnie zauważyło, bo ze wstydu, puściła pijaną matkę, przeszła na drugą stronę ulicy, i ukryła się w cieniach domu. Pijaczka, w średnim wieku, z gołą głową. Włosy najeżone i rozczochrane. Oczy błyszczały jak dwa węgle rozpalone. Stanęła i chwyciła się płota. Zaczęła głośno pokaszliwać i spluwać. Kiedy stanąłem w budce przy wnijściu do klasztoru, dziewuszka oglądając się na prawo i na lewo, powróciła do spitej matki, chwyciła za rękę i powoli prowadziła do domu!

Co za życie w domu gdzie są podobne matki? Lepiej nie przestępować progów takich domów! Ojcze i Matko, zastanówcie się! Ojcze, w oczach twych dzieci jesteś bohaterem. Matko, w mniemaniu twych dzieci jesteś bohaterką! Dzieci mają was za swój wzór; wpatrują się w was, jak w obrazy świętych, z prawdziwem uwielbieniem, czcią i szacunkiem. Syn, chwali się, że ty jesteś jego ojcem i chce być takim, jakim ty jesteś; chce robić to co ty robisz; chce żyć jak ty żyjesz! W tej małej główce, roją się myśli o tobie, bo powtarzam, tyś jego ojcem! Powiedz mi, czy chcesz, abym dodał, boś ty jego ojcem-pijakiem? Albo, matko-ukochana, czy ty rozumiesz, że w oczach twych dzieci jesteś prawdziwą świętością? Na twoim życiu, chcą i swe życia wzorować twoi synowie i twoje córki, i myślą żeś ty najlepszą matką, boś ty ich matka! Czy chcesz aby pamiętały cię jako matkę-pijanicę? — Na tym kończę rozprawę!

Sięgam dalej do listów: "Drogi Ojcze: W krótkości opiszę moje nieszczęśliwe małżeństwo. Przyjechałem z Polski i tu mi Pan Bóg błogosławił. Mając dwadzieścia siedem lat ożeniłem się. Za żonę wziąłem sobie tu zrodzoną Polkę. Już w pierwszym roku pożycia małżeńskiego żona okazała się chętną do kłótni i niezgody. Nie mogłem jej w niczem wygodzić. Kłótnie trwały przez dwa lub trzy dni. Potem znów przez kilka dni absolutnie do mnie ust nie otworzyła. Zawsze musiałem przepraszać. Myślałem, że później będzie lepiej. Tymczasem coraz to gorzej. Szczególnie przez ostatnie pięć lat, to już do niewytrzymania. Teraz mnie przeklina. Klnie też moją matkę, której wcale nie znałem. Najgorzej jednak wybucha przed Świętami Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy. Nawet jeśli muszę iść na posiedzenia towarzystw, do których należę, to się jej nie podoba. Kiedy powrócę do domu z pracy, wymęczony, to zaraz przy kolacji rozpoczyna robić mi niesłuszne wyrzuty, przeklina i używa słów niedobrych. Często tak mnie zdenerwuje, że nie mogę w domu jeść, tylko muszę iść do restauracji. Mógłbym napisać całą książkę o naszym nieszczęśliwym życiu małżeńskiem. Ja myślę, że z mej strony uczyniłem, co tylko mogłem, ale dalej już nie mogę. Obawiam się o dwie rzeczy. Po pierwsze dzieci już dorastają, i zaczynają rozumieć nasze niezgody. Co te dzieci sobie pomyślą? Po drugie, nie mogąc dalej znieść i wytrzymać boję się, że w złości i zdenerwowaniu może się coś gorszego zrobić! Myślę że najlepiej będzie wziąść separację!"

Z listu poznać można, że zazdrosna żona, to jak rdza, która gryzie miłość małżeńską, aż ją całą zniszczy. Zazdrosna żona bawi się w podejrzewania, robi niesłuszne zarzuty, szuka okazji do kłótni i kończy na rozbiciu pożycia małżeńskiego! Św. Augustyn pisze: "Zazdrość strąciła Aniołów z Nieba i wypędziła człowieka z raju!" Dodam: a zazdrosne żony wypędzają z domu zadowolenie, spokój, i szczęście; powodując kłótnie, nienawiści i niezgodę; otwierają drogę do sądów, nieraz też prowadzą do samobójstwa lub morderstwa!

Teraz na inną nutę: "Drogi Ojcze Justynie! Bardzo mi się podobał apel do robotników, a nie do bogatych o wspomaganie Godziny Różańcowej, bo ja widzę i rozumię, że O. Justyn nie chce i nie śpiewa według nut zamożnych! Cóż naszych księży wstrzymuje, lub kogo się lękają, aby w tym czasie głosić prawdę biednemu ludowi przeciw szowinistom, bogatym oraz przewrotnym przewodnikom. Więc czemuż nie rozwiązać języka przed ludem robotniczym i oznajmić mu różne prawdy, powiedzieć robotnikowi co mu nie wolno, a do czego ma prawo, aby ten lud miał sposobność dostatniego zarobku dla prowadzenia życia godnego człowieka, aby mógł dać lepsze wychowanie swemu pokoleniu, a nie posyłać swe dzieci przedwcześnie za zarobkiem! Z tego to powodu wynikają różne zboczenia, aby coś przynieść do domu, bez względu jakim sposobem zdobyte. Z tejże to właśnie przyczyny między polską młodzieżą, tyle jest kandydatów na posadę rządową, za kratami, z tak uniżającej nędzy i upokarzających stosunków nieświadomości! Drogi Ojcze, nie dziw się, że tak piszę, gdyż ta niesprawiedliwość i obłuda rani serce okropnie. Wy księża macie tak dostępna sposobność, naprawienia tego zła, przez oświecanie ludu i demaskowanie podłoty, która ssie ostatnią kroplę krwi oraz zatruwa mózgi ludzkie i tyle zła i wywrotu, oraz ucisku sprowadziła na barki tego ludu, który się stara o wszystko dla wszystkich; który przetwarza surowiec na rzeczy wygodne i oddaje ludzkości dla wygody i użyteczności. Proszę mi wybaczyć, nie chcę prawić kazań nikomu, lecz tych, którzy powinni być nauczycielami i przewodnikami ludu zawsze i wszędzie nie zaniedbam poprawić, gdy mówią jakiekolwiek podejrzliwe niedorzeczności. A teraz proszę o przyjęcie tej niedużej ofiary i proszę odmówić szczerą modlitwę za moje zdrowie, którego mi brak oraz o oświatę i uwolnienie ludu z tego jarzma niewoli. Ja zaś będę się modlił o pomyślność w nauczaniu i oświecaniu ludu, aby Bóg raczył pobłogosławić w pracy O. Justyna i dodał jak najwięcej otuchy, wiary i odwagi, aby O. Justyn nie zważał na trudy i przeciwności, ale aby zawsze głosił naszemu biednemu ludowi szczerość i życzliwość, bez względu na utarte zwyczaje i ustawy. Niech Ojciec mówi zawsze odważnie, bez strachu i wahania."

Do tego serdecznego wynurzenia się polskiego robotnika, dodaję z mej strony, że chętnie i bez obawy nadal pouczać będę naszych w tej sprawie, zawsze jednak na zasadach sprawiedliwości Bożej; a nie według zasad nauki radykałów bez sumienia i bez serca, którzy dla osobistych korzyści, szczepią w umysłach robotników naukę awantur rewolucyjnych, kończących się na rozlewie krwi ludzkiej. Mną, powtarzam, kierować zawsze będzie chęć sprawiedliwości, nigdy zaś chęć zemsty! Niech to wystarczy!
(...)
Poza pijaństwem, nie wiem czy jest drugi nałóg tak szkodliwy jak gemblerka. Dziś jest ona prawdziwą zarazą. Nierzadko, prowadzi do innych nadużyć, jak do kradzieży, oszukaństwa, fałszowania czeków, i kończy się sądem oraz więzieniem. Dzieci, które nie utrzymują rodziców, według możności, i nie opiekują się nimi w starości, tę niewdzięczność synowską, muszą kosztownie opłacić, zdrowiem, szczęściem i mieniem. Dzieci, zawsze miejcie wiele serca dla waszych rodziców! Bóg wam tego nie zapomni!

Jeszcze jeden opis. "Ja mam lat szesnaście i jestem najstarsza z dzieci. Jeszcze jest troje dzieci w rodzinie. Mamy jednak takie smutne życie, a boję się użalić przed ludźmi. Nasi rodzice zawsze się gniewają, i czasami przez całe tygodnie do siebie nie mówią. Mama często za tatą na noc zamyka i zaklucza drzwi do sypialni, aby do taty ciepło od pieca nie doszło. Jak się pokłócą, to mama rzuca w tatę naczyniem ze stołu. Co złapie w niego rzuci. Nam dzieciom zakazuje mówić z tatą, i nawet nie każe go do pracy budzić! Nasz tata tyle wycierpiał przy mamie, kiedy mama chorowała, i za to teraz jeszcze na niego się gniewa. Mnie tak serce boli dla taty, że jak się układę do spania, to niemało oczy sobie wypłaczę. Do mamy też nie mogę mówić, bo by mi głowę rozbiła. Za młoda jestem, aby z domu iść i pomiędzy ludźmi się poniewierać. Przy takiej mamie życie się sprzykrzyło."

Posłuchaj córko. Najlepiej idź do waszego proboszcza, i śmiało oraz szczerze, opowiedz mu całą historię. Wierzę, że on w sprawę wejrzy i postara się, aby zaszła pewna zmiana, nie tylko pożądana, ale tak konieczna. Dałby Bóg, aby wasza Mama zamieniła się w matkę dobrą, zgodną i przykładną!

Te kilka listów, wam przeczytanych w ostatnich trzydziestu minutach, pokazują, że nieszczęście i niedola, nie unosi się w powietrzu, ale chodzi po ludziach. Wszędzie ludzie ubolewają, narzekają j płaczą. Życie ludzkie zawsze było trudne do zrozumienia, było pewną zagadką i poniekąd tajemnicą. Czym zaś dalej od Boga i od zasad Boskich, to tym bardziej zbliża
się do życia bezrozumnych zwierząt. Ptak ptaszkowi, zwierz zwierzęciu nigdy nie wyrządzi takiej szkody i krzywdy, jak człowiek — człowiekowi! Ptak i zwierz, stworzenia bezrozumne, człowiek zaś podobno ma być na obraz Boski, i posiada duszę, która nigdy nie umrze! Te wynurzenia zbolałych serc ludzkich, odkrywają tylko maleńką, nieznacznie znikomą część cierpień! Świat kręci się bezustannie, życia ludzkie mijają, ludzie się zmieniają. Wobec tego, jak Stwórcy dziękować powinniśmy, za te hojne dary i liczne błogosławieństwa? Odwdzięczyć się Bogu możemy, żyjąc po Bożemu!

Proszę naszych słuchaczy i nasze słuchaczki w Hazleton i okolicy, aby nie skręcali swych aparatów przy końcu naszego programu, ponieważ wtenczas ze stacji hazeltońskiej WAZL przemówi do nich zacny Ks. Proboszcz Franciszek Dominiak z West Hazleton, w bardzo ważnej sprawie!