HANIEBNA ŚMIERĆ - CHWALEBNE POWSTANIE! - pogadanka o. Justyna z 28.03.1937 r.

Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

W Wielki Piątek, mniej więcej dwa tysiące lat temu, na Golgocie, odegrała się straszna tragedia! Na krzyżu drewnianym zawieszono Chrystusa. Ten sam tłum, który groźnie i zemstliwie krzyczał: Ukrzyżuj Go! Ukrzyżuj Go!, widząc praktyczne i rzeczywiste uwieńczenie swych żądań, upojony cierpieniami, nasycony katuszami cichego i łagodnego Chrystusa, spiesznie powracał do domu. Ucichły szyderstwa i blużnierstwa. Szał i wściekłość wylały się na ofiarę ukrzyżowanego, bo zakończenie tragedii kalwaryjskiej było przerażające. Żołnierze, siepacze, pospólstwo, faryzeusze, kapłani, powracali do miasta wystraszeni, przerażeni, niespokojni i zawstydzeni. Sama natura oburzyła się na niewdzięczność serc ludzkich. Słońce przerażone widokiem krzyżowania, zaprzestało rzucać swe promienia na złości ludzkie. Ziemia z oburzenia, zatrzęsła się wewnętrznie. Skały z współczucia pękały skruszone. Zasłona świątyni, rozdarła się na dwoje. Tu i tam grób się otworzył, trup ożył i pokazał się żyjącym, głosząc moc i potęgę i majestat Ukrzyżowanego! Te same usta, które co dopiero bezczelnie bluźniły wołając: "Jeśli jesteś Synem Bożym, zstąp z krzyża!", teraz już szeptały skruszone, za nawróconym setnikiem: "Zaiste ten był Synem Bożym!" — Przypominali sobie nawzajem jak podbił serca ludzkie swoją dobrocią i litością; jak leczył, uzdrawiał i wskrzeszał. O ich uszy odbijały się słowa tej nauki nowej, ale stanowczej i sprawiedliwej: kochajcie bliźnich jak siebie samych; czyńcie dobrze nawet tym, co was prześladują! Błogosławieni pokorni, biedni, prześladowani, cierpiący, bo ci sowitą nagrodę otrzymają! Na te wspomnienia oczy ich zachodziły łzami. Usta zaś trwożliwie wymawiały słowa skruchy i żalu. W międzyczasie, tam na Kalwarii, pośrodku małej gromadki zatrwożonych serc, "stała Matka Boleściwa, pod Krzyżem, bardzo troskliwa, na którym Jej Syn wisiał!" Stała, załamując kurczowo ręce, a serce z bólu pękało. Do krzyża zbliżała się gromadka żołnierzy, którzy mieli obowiązek łamania kości ukrzyżowanych, dla pewności, że w rzeczywistości umarli! Widząc zbite zwłoki Chrystusa, nie mieli serca, aby więcej się nad Nim znęcać, ale jeden z nich otworzył Serce, długą i ostrą włócznią. I wypłynęła struga krwi z wodą zmieszanej! Spływała powoli i zraszała ziemię pod drzewem krzyża. Umarł Chrystus. Umarł, aby nas nauczył umierać. Umarł, aby nas odkupić. Umarł, aby nas uszczęśliwić. Umarł, aby nam życie dać. Umarł, aby chwalebnie zmartwychpowstać!

HANIEBNA ŚMIERĆ—CHWALEBNE POWSTANIE!

Zaledwie Jezus na krzyżu skonał, kiedy przed Piłatem stanął Józef z Arymatei i Nikodem. Józef był tajemnym uczniem Chrystusa. Nikodem zaś był wielbicielem nauki Jezusa, który dla braku odwagi, przychodził do Mistrza tylko nocami, w obawie przed ludźmi! Prosili oni Piłata o ciało Jezusowe. "Wtedy Piłat kazał oddać ciało. A Józef wziąwszy ciało, uwinął je w czyste prześcieradło. I położył je w nowym grobie swoim, który był wykuł w skale, i przywalił do drzwi grobu kamień wielki i odszedł. A nazajutrz, to jest w dzień po przygotowaniu, zebrali się przedniejsi kapłani i Faryzeusze do Piłata, mówiąc: Panie! wspomnieliśmy, że ten zwodziciel powiedział jeszcze żyjąc: Po trzech dniach zmartwychwstanę. Przeto rozkaż, aby strzeżono grobu aż do dnia trzeciego, aby snać przyszedłszy uczniowie jego, nie ukradli go i nie powiedzieli ludowi: Powstał z martwych, i będzie ostatni błąd gorszy niż pierwszy. Rzekł im Piłat: Macie straż, idźcie, strzeżcie jak umiecie. A oni przyszedłszy, obwarowali grób. zapieczętowawszy kamień, ze strażą"! — Przyjaźni i nieprzyjaciele pamiętali obietnice Chrystusa. Myśli wszystkich biegły do grobu i nad nim krążyły. Pierwsi czekali z ufnością, drudzy z obawą! Bo jeśli Chrystus zerwie pęta śmierci, jeśli śmierć samą zwycięży i z zimnego grobu powstanie, własną mocą, wtenczas zaprawdę udowodni, że jest Synem Bożym! Przy grobie w skale wykutym, przywalonym ciężkim kamieniem, opieczętowanym glejtem cesarskim, czatowali żołnierze. Nie widząc żadnej żywej duszy, pewni, że nie stanie się nic nadzwyczajnego, opowiadali sobie zdarzenia ostatnich dni! Szydzili sobie z Chrystusa, mniemanego Króla Żydowskiego! Po co i na co muszą stać przy zimnym grobie, przez te dni i noce? Przecież ten który od śmierci się nie mógł ochronić, ten który z krzyża nie miał mocy zejść i ten który publicznie skonał i martwy do grobu był złożony, miałby i mógłby teraz po tych dniach i nocach powstać żywy!? Żartowali i śmiali się z takiego przypuszczenia! Minęła już północ. Jeszcze nic. Wreszcie het daleko na krańcach niebios pokazały się strugi świtu! Gwiazdki, jedna po drugiej, zamierały na coraz jaśniejszym sklepieniu. Nagle nad samym grobem zaświeciła jasność nadziemska. Straż zerwała się na nogi. Żołnierze z przerażenia zdrętwieli. Przed nimi stał duch niebieski. "Wejrzenie jego było jak błyskawica, a odzienie jego jako śnieg. Odwalił kamień i usiadł na nim." Nad grobem zaś ukażał się Chrystus w ciele nowym, świeżym, jaśniejącem, uduchowionym. Kiedy jeszcze stróże zaślepieni jasnością i przerażeni widokiem z grobu wstającego Chrystusa, stali jakby umarli, zbliżały się trwożliwie dwie Marie. Anioł rzekł niewiastom: "Nie bójcie się wy, bo wiem, że Jezusa, który ukrzyżowany jest szukacie. Nie masz go tu; albowiem powstał, jak powiedział. Chodźcie, a oglądajcie miejsce, gdzie był położony Pan. A prędko idąc, powiedźcie uczniom jego, iż powstał, a oto uprzedza was do Galilei, tam go ujrzycie. Otom wam zapowiedział. A wyszły prędko z grobu z bojaźnią i z radością wielką, biegnąc, aby opowiedzieć uczniom jego. A oto Jezus spotkał się z nimi, mówiąc: Witajcie! A one przystąpiły i ujęły nogi jego i pokłon mu oddały! Tedy im rzekł Jezus: Nie bójcie się, idźcie, oznajmijcie braciom moim, aby poszli do Galilei, tam mnie ujrzą. A gdy one odeszły, niektórzy ze stróżów przyszli do miasta i oznajmili przedniejszym kapłanom wszystko, co się stało. A zebrawszy się ze starszymi, naradziwszy się, dali żołnierzom wiele pieniędzy, mówiąc: Powiadajcie, iż uczniowie jego w nocy przyszli i ukradli go, gdyśmy spali. Bo, jeśli się to do starosty doniesie, my z nim pomówimy i bezpiecznymi was uczynimy. A oni, wziąwszy pieniądze, uczynili jak ich nauczono. I rozniosło się to słowo u Żydów aż do dnia dzisiejszego!" Cały ten opis znajdujemy w Ewangelii św. Mateusza! Cudowne zajścia owej nadzwyczajnej nocy przeszły do zdarzeń historycznych i wpisane są do kart historii świata! Polacy zaś z tego powodu noc ową nazwali Wielką Nocą! I słusznie. Ponieważ w tę noc Chrystus śmierć pokonał, moc piekła złamał, bramy niebios nam otworzył. Zmartwychwstanie Pańskie to kamień węgielny wiary chrześcijańskiej, bo jak pisał Apostoł narodów: "Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, próżne tedy jest słowo nasze, próżna jest wiara wasza"! Dziś po całym świecie, huczą radośnie dzwony, a lud śpiewa pełną piersią: "Chrystus zmartwychwstan jest, nam na przykład dań jest, iż mamy zmartwychpowstać, z Panem Bogiem królować, alleluja!" Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego to pieśń chwalebna, podniosła, wesoła i szczęśliwa; bo w niej mieszczą się ziarnka miłości, zgody, pokoju, zwycięstwa, zmartwychwstania ciał ludzkich, nieśmiertelności duszy i szczęścia ludzkiego! Gdyby ludzie obecnych czasów od czasu do czasu, zastanowili się nad faktem Zmartwychwstania Pańskiego, oblicze świata by się zamieniło do nierozpoznania, a życie ludzkie płynęłoby spokojnie i szczęśliwie. W miejsce niedowierzania, zakwitłaby nowa, świeża i głęboka wiara; zamiast zniechęcenia, zwątpienia i rozpaczy, zajaśniałaby chęć do życia, pewność zamiarów i celu życia i ufność w pełną i szczęśliwa nagrodę! Ciemna noc, w której błąkają się dziś te liczne umysły, w które zaplątały się serca, w cieniach której wiją się sumienia, zakończyłaby się, zamieniając się w rzeczywistą, wesołą i radosną Wielką noc! Jeśli
kiedy od początku ery chrześcijańskiej, ludzkość stąpała po drodze krzyżowej, idzie po niej w tych niezwykłych latach naszego wieku! Czy dla tej ludzkości przyświeca, przynajmniej promyk, przyszłego powstania z bólu, nędzy, cierpienia, udręki, niepokoju i niepewności? Czy też padnie pod ciężarem krzyża, bezradna i bezsilna? Nie mam zamiaru odpowiadać. Niech każdy i każda odpowie z osobna!

Krąży pomiędzy pewnym ludem taka legenda: Kiedy żydzi żądali, aby Piłat uwolnił zbrodniarza Barabasza, a skazał niewinnego Chrystusa na śmierć krzyżową, sam zadziwił się upartości i zemstliwości tłumu. Po wyroku Barabasz zmieszał się z gromadą nieprzyjaciół Chrystusa. Zaciekawiony, ponurym wzrokiem wodził po obecnych. Zatrzymał wzrok na pewnym staruszku, o pogodnym i dobrotliwym wyrazie twarzy. Barabasz przemocą przedarł się przez tłum i stanął obok staruszka który mówił: "A teraz Go ukrzyżują, ale On Syn Boży, zmartwychwstanie!" Zbrodniarz zamyślił się. Potem, mruknął szyderczo do staruszka: — Możebne, że On zmartwychwstanie, ale nadaremnie, bo choćby sto razy zmartwychwstał, to sto razy Go ukrzyżują! Starowina zdziwiony popatrzył na Barabasza mówiąc: — Więc nie wierzysz, że On naprawdę jest Synem Bożym? Nie wierzysz w to, że On naprawdę zmartwychwstanie? — W Niego — brzmiała odpowiedź — i w to, co On nauczał i nawet w to, że kiedyś naprawdę zmartwychwstanie, mógłbym wierzyć, ale w ludzi wierzyć nie mogę! — I dlatego dziś tak zimno w sercach ludzkich, tak ciemno w umysłach ludzkich, tak gorzko w duszach ludzkich!

Nasz Asnyk śpiewał tak wzruszająco:
"I znów słyszałem te boskie wyrazy:
"Chodźcie tu do mnie wy, którzy cierpicie,
Chodźcie tu do mnie leczyć ziemskie zmazy.
We mnie jest pokój i we mnie jest życie!
Nie płaczcie próżno na świeżej ruinie.
Wszystko przemija — prawda nie przeminie!"
Więc usłuchałem słodkiego wezwania —
I oto idę z mem sercem schorzałem.
Bom wiele błądził, lecz wiele kochałem
I pewny jestem Twego zmiłowania.
I drogi życia przeszedłem cierniste.
Wiec Ty mnie teraz nie odepchniesz Chryste"!

Chrystus Pan mówił do Marty: "Jam jest zmartwychwstanie i żywot. Kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyw będzie. Wierzysz ty w to?" To samo pytanie rzucam wszystkim bez wyjątku, przy dzisiejszej uroczystości: "wierzysz ty w to?"

-Dziś ludzie wierzą we wszystko, z wyjątkiem nauki Ukrzyżowanego i Zmartwychpowstałego Chrystusa. Czemu? Z tej prostej przyczyny, że ludzie wolą wierzyć światu. I znów czemu? Ponieważ świat głosi naukę szeroką, wygodną, rozwiązłą! Chrystus zaś wskazuje na swój krzyż, krzyż ciężki i wielki, mówiąc: "Otóż życie ludzkie! Nieś go wytrwale, bez szemrania, wpatrzony we mnie, bo ja jestem prawdą, drogą i światłem; bo jam jest zmartwychwstanie i żywot, kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyw będzie!" Przy świecie dzisiejszem, w tej chwili, czy naprawdę wierzysz, że Ten którego pamiątkę chwalebnego zmartwychwstania świat cały obchodzi, jest prawdą, drogą, światłem i żywotem? Czy nie tylko wierzysz ustami i mową, lecz zarazem okazujesz tę wiarę pełną, silna i szczerą w życiu codziennym praktycznie i uczynkowo? Czy może należysz do grona tych, którzy już nie zginają kolan do codziennego pacierza, ponieważ modlitwa to rzecz zbyteczna, a nawet człowiekowi rozumnemu ubliżająca? A może jeszcze się kiedy pomodlisz, ale na niedzielnej Mszy Świętej już cię nie widują, a u Sakramentów Świętych od lat nie byłeś? Czy więc jesteś na tej drodze prawdy, światła i życia? Czy może jesteś jednym z takich samozwańczych postępowców, którzy tak chętnie oraz chciwie i łatwo udowadniają że Boga nie ma, że Bóg istnieć nie może, a chociażby i był to jest On Bogiem niemiłosiernym, nielitościwym, o świat i ludzi mało dbającym! A może i ty należysz do takich którzy dowodzą, że człowiek nie posiada żadnej duszy, pierwiastka nieśmiertelności Bożej, tej nigdy nie umierającej cząstki Boga samego, ale że istota ludzka ma koniec tu na ziemi, a poza grobem istnieć nie może! Czy mimo cudu Wielkanocnego, nie twierdzisz, że nie będzie zmartwychwstania ciał ludzkich, ponieważ nie wierzysz Chrystusowi iż zmartwychwstał, żywot ludzki naprawił, z śmierci wiecznej nas wybawił, swoja świętą moc nam zjawił, ale raczej wierzysz pewnym siewcom ciemnoty i zacofaństwa, którzy dla celów osobistych, naukę Chrystusa wyśmiewają, a samemu Chrystusowi bezczelnie bluźnią! W dniu dzisiejszym, kiedy po całej kuli ziemskiej, nieomal że w każdym zakątku, bucha z piersi wierzących śpiew radosny: "Alleluja,
Chrystus zmartwychwstał", unosi się het wysoko na skrzydłach modlitwy i odbija się o sklepienia niebios wesołym echem: "Zaprawdę Zmartwychwstał", dziś powtarzam radę pewnego świątobliwego zakonnika — "Nade wszystko pamiętaj, mój przyjacielu, że życie jest bardzo krótkie, niebo bardzo piękne, piekło zaś bardzo gorące"!

Na pewnej wystawie krakowskiej w roku 1926, jakiś nieznany artysta, widocznie jednak bardzo oryginalnie i umiejętnie, pędzlem ożywczym rzucił na płótno, prawdę odnoszącą się do nauki Chrystusowej. Na ogromnej pustej równinie, leżały stosy bezmięsnych i gołych kości ludzkich. Czaszki, żebra, piszczele i palce. Obok, tuż przy nich, tańczą ludzkie kościotrupy. Szał dziki ogarnął tańczące kościotrupy. Spieszą się i prześcigają w zapamiętałym wirze. Czemu? Bo za kilka sekund, albo najdłużej minut, runą na już leżący stos innych kości! Na tym cmentarzysku kroczy krokiem powolnym, spokojny i jednostajnym Zbawiciel. Z oczu tryska pokój, a od całego jestestwa Chrystusowego biją promienie litości i współczucia. Na ścieżce którą szedł Chrystus, wyrastają całe szeregi niewinnych dzieci, dziewczątek i chłopczyków, panienek i młodzieńców, niewiast i mężczyzn! Mimo, że brak najmniejszego tłumaczenia, każdy z widzów zrozumiał że malarz chciał w ten sposób, obrazowo przypomnieć każdemu i każdej słowa Zbawiciela: Jam jest zmartwychwstanie i żywot. — Przyszedłem by życie mieli i nader obficie mieli! — Czy wszyscy mamy takie życie obfite, czyli spokojne, zadowolone, szczęśliwe, mimo że na świecie narody uprawiają życie swawolne, szerokie, wygodne, kończące się gorzkim przesytem i głębokiem niezadowoleniem! "Pokój wam" wołał dobrotliwy Zbawiciel. "Pokój mój zostawiam wam, pokój mój daję wam, nie tak jak daje świat, ja wam daję!" Jeśli nie mają dziś ludzie tego pokoju Chrystusowego, to tylko dlatego, że go nie chcą. Jedni, ponieważ są za złośliwi i przewrotni; drudzy, ponieważ są za łatwowierni; inni ponieważ są pyszni i dumni. Wina zawsze po stronie ludzi! W Hiszpanii, w jednym ze starożytnych kościołów znajduje się krucyfiks. Na nim wisi postać Chrystusa. Prawe ramię Ukrzyżowanego, jest oderwane od drzewa i wisi spuszczone ku ziemi. Historia jest taka. Kiedyś tu pod krzyżem odprawił skruszony i publiczny grzesznik swą spowiedź świętą. Po jakimś czasie, znów zacząt broić, dawając publiczne zgorszenie. Powrócił jednak i znów dostał rozgrzeszenie, przyrzekając poprawę. Kiedy jednak po kilku miesiącach życia występnego powrócił do konfesjonału, spowiednik odmówił mu stanowczo dalszego rozgrzeszenia mówiąc: — Nie, dla ciebie nie ma już litości! — Wtem dało słyszeć się łkanie pochodzące z krzyża. Pierś Chrystusa zadrżała, jak przy konaniu; prawa ręka oderwała się od drzewa i wznosząc się zakreśliła nad głową występcy znak przebaczenia, a jednocześnie głos bolesny wyrwał się z ust Ukrzyżowanego: "Ja ci przebaczam, boś mnie tak drogo kosztował." Usta dotychczas szczelnie przymknięte, zostały otwarte, a prawa ręka zwisła ku dołu! —

Zacny słuchaczu i miła słuchaczko, czy nie warto zawsze trzymać przed oczyma obrazek tego zdarzenia? Z pewnością że wtenczas spłynie na nas obfita rosa pokoju Chrystusowego!
Odzywam się jeszcze raz do tych wszystkich, którzy kiedyś dawniej, wierzyli, dziś jednak, z rozmaitych powodów, wiarę zaniedbali, odrzucili i wyrzekli się! Pamiętacie niewiernego ucznia Tomasza? Nie był on z uczniami, kiedy im się okazał Zmartwychwstały Chrystus! Kiedy więc mówili mu: widzieliśmy Pana, on odrzekł: Jeśli nie ujrzę, w ręku jego przebicia gwoździ, a nie włożę palca mego na miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej w bok jego, nie uwierzę. Kiedy po ośmiu dniach byli wszyscy razem, przyszedł Jezus przez zamknięte drzwi, stanął w pośrodku i rzekł: Pokój wam! Potem rzekł Tomaszowi: — Włóż tu palec twój i obejrzyj ręce moje, i wyciągnij rękę twoją, i włóż w bok mój, a nie bądź niewiernym, ale wiernym. Odpowiedział Tomasz i rzekł mu: Pan mój i Bóg mój! Rzekł mu Jezus: Dlatego żeś mnie ujrzał, Tomaszu, uwierzyłeś: błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli! — Tak, i dziś można śmiało powtórzyć: "błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli" że ten Chrystus który jest prawdą, drogą, światłem i życiem, zmartwychwstał, ponieważ wiarę waszą wynagrodzi pokojem, którego świat dać nie może swoim służalcom; pokojem, którym upojeni zawsze śpiewać będziecie "Alleluja!"