"PAMIĘTAJ!" - pogadanka o. Justyna z 7.03.1937 r.

Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Najwspanialsze cmentarze świata, znajdują się we Włoszech. Ich sława rozciąga się do najdalszego zakątka kuli ziemskiej. Są one znakiem kultu dla zmarłych. Włosi chowają swych umarłych ze czcią i pietyzmem, na jakie z trudnością natrafia się u innych narodów. Grobowce upiększają artystycznie wykonywanemi rzeźbami, posągami i freskami. Przedstawiają one powołanie umarłych, albo jakie ważne zdarzenie z życia, albo jaką nadzwyczajną cnotę! Jeden z najlepiej i najszerzej znanych znajduje się w Pizie. Jest to miasto liczące około 75 tysięcy mieszkańców. Podróżni zjeżdżają się z całego świata, aby oglądać i podziwiać sławy światowej — krzywą więże. Mało jednak pamięta, aby zwiedzić cmentarz tamtejszy, ogólnie znany jako "Campo Santo" czyli Pole Święte. Podajcie mi rękę. Będę wam za przewodnika. Stajemy przed wysokim i grubym murem. Otacza on ogromny obszar ziemi. Wchodzimy przez maleńkie drzwiczki do środka. Przed naszymi oczami leży wielki, regularny, do cala wymierzony kwadrat. Groby okopane, pokryte zielenią i kwiatami. Oznaczone większymi lub mniejszemi pomnikami z marmuru lub granitu. Całość przedstawia obraz miły i pociągający. Nad grobami klęczą, tu i tam pobożni, śląc modły serdeczne za dusze tych bliskich i ukochanych, którzy kiedyś też byli, dziś jednak już ich nie ma. Z ust płynie modlitwa, z oczu łzy! Tuż, do ścian muru otaczającego to miasto zmarłych, stoją dobudowane wspaniałe krużganki z trzynastego wieku. Upiększone są dłutami, pędzlami artystów rzeźbiarzy i malarzy. Człowiek myśli, że jest na wystawie sztuki, a nie na cmentarzu! Są tu odbite sceny z ważniejszych zdarzeń biblijnych, jako stworzenie świata, stworzenie człowieka, upadek naszych pierwszych rodziców; tam stary Noah rzuca przekleństwo na Hama; dalej, budowa wieży Babel i rozproszenie narodów. Oczu nie można oderwać od tych obrazów, ponieważ są tak rzeczywiste, iż zdaje się patrzącymu, że są żywe i każdej chwili mogą zejść ze ścian, gdzie były rzucone z taką wprawą i zdolnością. Na mnie jednak, wywarły nigdy nie zatarte wrażenie, inne obrazy, mianowicie te, które przedstawiają jedno zdarzenie związane z cmentarzami, — śmierć! Cała południowa strona krużganków, przedstawia tak ważność jako nieunikalność śmierci. Proszę, nie przymykajcie oczu waszych, patrzcie ze mną śmiało i długo na te obrazy. Wpatrzcie się w nie, bo prędzej czy później spotkacie się z nią oko w oko. Od tego spotkania i od owej godziny nikt was nie obroni i nic ochronić nie może! Otóż tam siedzi anioł śmierci w trzech postaciach, dzieciny maleńkiej, uroczego młodzieńca i staruszka zgrzybiałego. Te trzy postacie w prawej ręce trzymają wielką, długą i ostrą kosę. W lewej mają klepsydrę, z której uleciały ziarnka piasku. Patrzcie i rozmyślajcie. Idę z wami dalej. Tam znów przed postacią śmierci na noszach leżą gromadki chorych, na ziemi zaś klęczą kalecy, ślepcy i żebracy błagający o śmierć rychłą i szybką. Zostają niewysłuchani. Śmierć głucha jest na prośby błagalne i na ich wywody! Zwraca się jednak w stronę jadących na polowanie, trzech bogaczy, i każe im popatrzeć się na trzy otwarte trumny, gotowe do przyjęcia trzech nowych ofiar. Czy to też nie zawiera dla nas głębokiej nauki? Jeszcze jeden obraz pokażę wam w pierwszych zdaniach dzisiejszej mowy, p. t.

"PAMIĘTAJ!"

Prowadzę was nieco dalej po krużgankach cmentarza. Patrzcie na ten starożytny obraz. Jest on przeszło dwieście lat stary. Co on przedstawia? Idźmy bliżej. Widzimy kilka figur, obok których widnieją jakieś napisy. Czas je zatarł, tak że są prawie nieczytelne. Nad figurami umieszczona jest postać śmierci z szeroko rozpostartymi ramionami, jakby pragnęła jednym uściskiem, wydusić życie z ludzi w pobliżu stojących. Stoi tu postać króla, biskupa, żołnierza i robotnika. Król jest ubrany w purpurę; na głowie ma bogatą w drogie kamienie błyszczącą koronę, w ręce trzyma berło, znak królewskiej władzy i potęgi. Z ust króla pada jedno krótkie zdanie: "Ja wami rządzę". Biskup też jest ubrany w odświętne szaty swego powołania i stanu. Na głowie kosztowna mitra; na ramionach błyszcząca kapa; na piersiach krzyż, na palcu ręki pierścień z relikwiami, a w prawej ręce pastorał. Jeden koniec pastorału długi i ostry dla obrony wiernych, drugi zaś zakrzywiony, zakręcony w półkolisko, na znak przyciągania ludzi do Kościoła Chrystusowego. Biskup otwiera usta i mówi: "Ja was wszystkich uczę"! Żołnierz ubrany w starożytny pancerz stalowy, przyozdobiony rycinami przcdstawiającymi cnoty rycerskie, na głowie ma srebrny bełm, w prawej ręce trzyma długi miecz, a na lewej zawieszona jest misternie wykończona srebrna tarcza. Żołnierz wola: "Ja was wszystkich bronię! — Brać robocza jest przedstawiona w postaci rolnika, który stoi w polu, z ręką na pługu, woła: "A ja żywię was wszystkich! Myślicie może, że już skończyliśmy oględziny obrazu? No, jeszcze nie! Patrzcież tylko nieco niżej. Zobaczycie jeszcze nieco więcej. Tam w dole, nieco w kącie obrazu płynie rzeka,
przez rzekę prowadzi most. Prawa strona rzeki to świat; lewa
strona, która ginie w chmurach wszystko przed okiem ludzkim zasłaniających, to wieczność. Rzeka, której wody płyną wzburzonymi falami, to życie ludzkie. Ów słaby, niepewnie zbudowany most, to ta chwila przejściowa, z ważnych najważniejsza, bo przejście z czasu do wieczności. I jeszcze nie koniec. Przed mostem stoi szatan; stoi nad taczką i rzuca te harde, stanowcze i sprawiedliwe słowa: "A ja was wszystkich zabiorę, jeśli każdy z was nie spełni obowiązków swego stanu. Pamiętajcie!" — Nie idę z wami dalej w oglądaniu dalszych obrazów w krużgankach cmentarnych. Przed waszymi wyobraźniami trzymam ten obraz i powtarzam, albo raczej szepcę do uszu waszych te ostre słowa przestrogi, które są prawdziwym wyrokiem: "Pamiętaj abyś był wiernym i sumiennym w pełnieniu obowiązków twego stanu, bo jaka praca, taka też i płaca. Robota twoja życiowa, kiedyś, prędzej czy później dobiegnie kresu, znajdziesz się u końca, staniesz przy tym mostku, łączącym teraźniejszość czasową z przyszłością wiekuistą. W owej chwili, rzucisz okiem załzawionym, zmeczonym, czy może i nie zniecheconym, na lata, miesiące, tygodnie, dni, godziny, minuty i sekundy przeżyte. Wrenczas sumienie będzie twoim oskarżycielem. Jaki widok rozciągnie się przed oczyma twymi? Czy głos twego sumienia będzie miał wzgląd na twój stan? Czy będzie szeptał słowa pociechy i ukojenia, czy będzie dzwoniło głośno i długo na alarm, na znak niebezpieczeństwa i nieszczęścia grożącego pożarem ciała i duszy? Ja nie wiem. Nie oskarżam. Nie posądzam. To sprawa każdego słuchacza i każdej słuchaczki. Czy może w tej chwili ostatniej, groźnej, niebezpiecznej i nieszczęśliwej, nie ujrzysz obok anioła śmierci i owego drugiego anioła ciemności, który powie z uśmiechem szyderczym i złośliwym: "Zabieram ciebie, bo prawnie do mnie należysz, ponieważ nie wypełniałeś, nie wypełniałeś twoich obowiązków. Pamiętasz?" Daremnie wtenczas szukać słów wymówki, usprawiedliwienia i uniewinnienia. Dlatego, dziś póki jeszcze czas, rzucam to słówko przestrogi, nakazu: "Pamiętaj!" aby uniknąć w przyszłości, nic dobrego wróżącego pytania: "pamiętasz?" Jeszcze nie spuszczajcie oczu z powyższego obrazu i słuchajcie moich wywodów. Nie zamierzam was straszyć. Postaram się jedynie przedstawić wam rzeczywisty stan rzeczy. W życiu zajmujesz jakiś stan: jesteś cieślą, kowalem, majnerem, adwokatem, doktorem; zarazem jesteś mężem, żoną, ojcem, matką itd.! Czy wierzysz, że sam Pan Bóg kierował twoimi myślami, obdarzył cię pewnymi zdolnościami, żeś skłonił się do tego lub owego stanu, i dlatego mówimy o powołaniu? Czy wierzysz więc, że idąc za głosem powołania, wstępujesz do służby Bożej? Czy rozumiesz teraz, że trzeba będzie składać rachunek z wypełniania obowiązków przy końcu twego gospodarowania i włodarzowania? Chciej zrozumieć żeś istotą Bożą, cały — z duszą i ciałem, oraz z ich zdolnodami. Chciej zrozumieć, że Bóg ma do ciebie pewne prawa, nie tylko raz do roku, albo raz na tydzień, w niedzielę. Oj nie, prawo Boże obowiązuje cię zawsze i wszędzie, boś przecie zawsze i wszędzie stworzeniem Bożym. Stąd płyną te rozmaite i liczne obowiązki twoje względem Boga, jako Pana i Ojca! Pod to prawo Boże podpada tak życie prywatne, jako też publiczne! Prawda, nie są jednakowe i równe, ale zawsze są. Św. Franciszek Salezy twierdzi, że "kto nie wypełnia obowiązków swego stanu, jest w stanie grzechu ciężkiego, a nie na drodze do zbawienia, choćby nawet wskrzeszał umarłych, może modlić się cały rok i pościć całe życie, a jednak będzie potępionym." Pamiętaj o tym, jakiekolwiek twoje powołanie! Pierwsze i zasadnicze powołanie jest służyć Bogu. Służysz Mu? Posłuchaj co mówił nowonawrócony, który przez lat czterdzieści szukał prawdy: "Są w życiu człowieka chwile, albo i godziny, które przydarzają się wszystkim. Wtedy, chociażby kto był najobojętniejszy i zepsuty do szpiku kości, odczuwa straszną tajemnicę życia, która go nastraja do modlitwy, rozbudza coś, co dotychczas drzemało, pobudza dusze do błagania o światło, pomoc i opiekę." Czy właśnie czas Postu Świętego nie jest dla nas wszystkich taką chwilą? Może zdawać się tobie, że wolno ci zapomnieć Boga, nie uczęszczać do Sakramentów Świętych, nie chodzić do Kościoła, nie zginać kolana do regularnych pacierzy? Przypominam ci tylko tyle. Bóg jest dobrotliwy i cierpliwy, zapamiętaj sobie jednak, że będąc Bogiem, musi być, i jest sprawiedliwym. Widzisz, mimo starannego wychowania, danego ci przez dawno w grobie spoczywających rodziców, ty nie jesteś tym, czym byłeś przed rokiem, przed pięcioma, przed dziesięcioma latami. I wtenczas ty miałeś wiarę, miałeś więc i Boga po twej stronie, przecież to pamiętasz, nieprawdaż? Z dnia na dzień, borykałeś się z trudnościami, i - zwyciężałeś! Niosłeś na twych barkach krzyż, może uginałeś się pod jego ciężarem. Jednak nie upadałeś! Odczuwałeś braki, nędza i bieda zaglądała do twego domku, choroba nie była ci obcą, nawet śmierć nie zapomniała twoich progów, a jednak to wszystko cię nie złamało! Bez mego przypominania, tobie doskonale znana jest przyczyna! Boś szedł do konfesjonału, a potem przyjmowałeś do duszy twej Tego, który jest zdrowym pokarmem duszy ludzkiej, który daje moc, siłę i odwagę każdemu śmiertelnikowi. Boś regularnie co niedzielę chodził na Mszę św. Boś co rano i co wieczór zgiął kornie kolana, schylił głowę, mówiłeś ze skupieniem: Ojcze nasz któryś jest w niebiesiech. I jakoś pchałeś tę ciężką taczkę życia, pełniąc twoje obowiązki. Widzisz, bo przy twoim boku stał Bóg. Wtenczas byłeś o tyle pokornym, żeś wierzył, modlił i pracował. Nie wiem jednak dlaczego, ty jednak wiesz, coś się zerwało w twej duszy. Może dałeś wmówić w siebie, możeś coś czytał lub słyszał, nagle zacząłeś buntować się przeciw Bogu i Jego przykazaniom. Dawidek zamienił się w Goliata. Bóg ci się stał niepotrzebnym, sakramenty św., czymś upokarzajacym, modlitwy zaś dobre tylko dla kobiet i dzieci. Powiedział ci ktoś i wmówił w ciebie, żeś ty Panem życia twego; że wolno ci myśleć, mówić i zachować się jak tobie się żywnie podoba. Oto rozumowałeś tak: mam rozum, mam zdrowie, mam robotę, będę żył tak jak chcę, co tam Bogu do tego. Wyrzuciłeś Boga z twego życia; wykluczyłeś Go z twoich myśli, mów i uczynków! Czy przez to polepszyłeś twoją dolę Czy jesteś więcej zadowolony? czy jesteś szczęśliwszy? Jeśli tak, to proszę wytłumacz mi, czemu tak podejrzliwie patrzysz na ludzi? Czemu tak niespokojnie oczekujesz dnia jutrzejszego? Nie łudź się człowiecze drogi i mizerny. W duszy twej pozostała próżnia. Próżnia, której nic na świecie nie wypełni, ponieważ Boga nie zastąpi ani nauka, ani majątek, ani rozrywki, ani sława. Zgoła nic! Skrzywdziłeś siebie, skrzywdziłeś bezlitośnie. Lata spędzone z dala od Boga i bez Boga, stracone są na zawsze. Przepadły na wieki. Czy nie czas już Boga przeprosić i poprosić do siebie? Czy będziesz czekał do tej chwili kiedy wraz z aniołem śmierci, stanie przy tobie anioł ciemności i szepnie ci: "ponieważ nie spełniałeś obowiązków, względem twego Boga i Stwórcy, zabieram cię do królestwa mego!" Proszę cię teraz i wołam: "Pamiętaj", aby zaoszczędzić ci gorzkiego pytania: "pamiętasz?"

Słuchaj, znam jednego człowieka, który w ostatnich siedmiu czy ośmiu latach zgubił przeszło sto tysięcy dolarów. Mimo to chodzi sobie wesół i szczęśliwy. Czy myślisz, że nie odczuł tego? Czy może nie bolała go strata w pocie czoła zapracowanego grosza? Posłuchaj co mówi: "Całe noce spędziłem chodząc po stancji. Spać nie mogłem, jeść mi się nie chciało. Rozmaite myśli biły mi do głowy. Często już rady sobie dać nie mogłem i nie umiałem. Wtenczas klękałem i pacierz mówiłem. Po modlitwie "i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom", zawsze mi się lepiej zrobiło. Zapominałem krzywdę mi wyrządzoną. Żal mi straconego grosza, no, wola Boża, moja krzywda mnie nie dobiła, a drugich nie utuczyła!" Tak rezonować może i umie tylko ten który wierzy! Posłuchaj też wyjątku listu pisanego mi przez jednego z więźniów, z którym utrzymuję korespondencję. — "Gdybym więcej wierzył w Boga, jak we własna siłę i zdolności, dziś nie byłbym za kratami. Póki chodziłem do kościoła i modliłem się, wstydziłem się wdawać w złe towarzystwo, kiedy jednak zaprzestałem się modlić, najgorsi zdawali mi się być dobrymi. Zamiast słuchać głosu sumienia, słuchałem rad przewrotnych i szedłem za nimi. Teraz pokutuję i pokutować będę przez dwadzieścia lat. Ojciec może tyle dobrego zrobić, szczególnie dla młodzieży. Nigdy żałować nie będą, jeśli wierzyć będą w modlitwę. Lepiej, że skłonię głowę przed Bogiem, aniżeli skłaniać ją będą później przed dozorcami. Lepiej jest powiedzieć, że "God is my boss", aniżeli mówić - "the warden is my boss"!

Drugi więzień, osadzony na długoletni termin, pisał tak przed Bożym Narodzeniem: "Teraz dopiero, kiedy nadchodzi Boże Narodzenie, czuję co to znaczy Bóg i modlitwa. Za kratami i za murami, kiedy człowiek zawsze jest pilnowany przez dozorców, poznaje żem z własnej winy, utracił coś czym mnie Bóg obdarzył. Tu żem odzyskał tę samą wiarę, której uczyli mnie moi rodzice, że bez Boga nie przestąpisz proga. Jeśli gdzie nauczyłem się o Bogu i modlitwie to tu. Może to być smutne, ale dla mnie pocieszające!"

Patrząc jeszcze w ten starożytny obraz odzywam się do nastpujących: męża i żony, ojca i matki, syna i córki, pamiętacie wy wszyscy o waszych obowiązkach! Pomiędzy małżonkami istnieją pewne wzajemne obowiązki, jak miłości, wierności i pomocy! Miłość małżonków powinna wznieść się ponad miłość naturalną i ludzką, być powinna świętą, skłaniającą do cierpliwości, znoszenia wad i braków, do przebaczania sobie ludzkich słabostek. Znów czytam z listu pisanego przez żalącego się nad swoją niedolą: "Chodzę jak obłąkany, bo moja żona idzie drogą tych, co Ojciec Justyn nazwał modernymi żonami. Nie mogę sobie wytłumaczyć tej zmiany. Przez dwanaście lat mieliśmy w domu zgodę i spokój, chodziliśmy razem po zakupy, do kościoła i w odwiedziny. Teraz żona nie ma dla mnie uczciwego słowa. Mówi, że się mnie wstydzi. Dla drugich ma wesoły uśmiech i dobre słowo. Do mnie mało mówi, a jak się odezwię to tylko oskarża, podejrzewa i wymyśla. Ja się martwię i na zdrowiu podupadam. Myślę sobiu, czy nie byłoby lepiej, porzucić wszystko, wziąść separację, i nie mieć tyle kłopotów. Inaczej mnie we wszystkim zmarnuje"! - Ktoś pisał, że dobra i roztropna i zgodliwa żona, to anioł widzialny, najcenniejszy dar niebios! Tak, miał rację. Czymże jednak jest żona kłótliwa, niezgodna, podejrzliwa i zazdrosna? Określenie takiej żony zostawiam wyobraźni mnie słuchających. Do żon jednak wołam: Pamiętajcie o waszych obowiązkach. Zwracam się do mężów i powtarzam to samo. Ilu mężów odzywa się do sponiewieranych żon: "Co ja dbam, ty mnie nic nie obchodzisz, tyle jest innych kobiet na świecie!" Prawda, wiele jest kobiet, ale tylko jedna żona, którą poślubiłeś i której przysięgałeś! Szanujesz ją jak współtowarzyszkę życia? Okazujesz jej serce i wyrozumiałość? Czy też jeszcze nie wybiłeś sobie z głowy, żeś ty Pan, a żona to niewolnica? Czy twardo i bezwzględnie rzucasz harde rozkazy, używając słów brutalnych, rażących i upokrzającycb? Jedno słówko serdeczności, dbałości i troskliwości może wiele naprawić, coś dotychczas popsuł! W ilu wypadkach Bóg karze takich mężów zabierając im żony dobre, łagodne, zgodliwe i pracowite; później obdarza ich Opatrzność żonami, które dom w piekło zamieniają? Próżne późniejsze zawody i żale. Pamiętajcie więc, że jak klejnoty i drogie kamienie są dla właściciela w dobrobycie ozdobą, a w potrzebie ratunkiem, tak i wasze dobre żony powinny być wam w szczęściu chlubą, w nieszczęściu podporą! I będą takowe, jeśli pełnić będziecie względem nich wasze obowiązki wiernych, miłujących i dbających mężów! Wielki Święty Ambroży przypominał mężom swego czasu, prawdę o której dziś się zapomina: "Nie jesteś panem, lecz małżonkiem. Nie służebnicę masz, lecz żonę. Bóg chce, byś nie dawał jej uczuwać twej przewagi."

Ojcowie i matki, czy pamiętacie o obowiązkach waszych względem waszych dzieci? Są one liczne i trudne, prawda, ale bogate w błogosławieństwa Boże. Czy ty ojcze i matko dbacie nie tylko o fizyczne, ale na równi o duchowe potrzeby waszych dzieci? Nie wystarczy bowiem nakarmić, napoić i odziać ich ciała. Bóg wymaga daleko więcej, bo kształtować ich dusze. Są dziś tacy ojcowie samolubni i takie matki samolubne, które nie tylko zapominają, ale porzucają swe dzieci. Tego nie czynią ani poganie, ani nawet zwierzęta bezrozumne. Czy ty może należysz do całej armii tych ojców, którzy zamiast przynieść do domu tygodniową zapłatę, wstępujesz do tawerny i większą cześć przepuszczasz przez gardło, nie zważając, że w domu oczekuje twego powrotu wystraszona żona i głodne, zmizerniałe, biednie ubrane i płaczące dzieci? Ty twierdzisz, że to są twoje pieniądze? że możesz z nimi zrobić co ci się podoba! Kłamiesz! Ten zarobek należy do całej rodziny, i okradasz tak żonę jak i dzieci. Prawdopodobnie jesteś zdrów i masz pracę, ponieważ modlitwy twej dobrej żony i pacierze płynące z niewinnych ust twych dzieci, uprosiły ci tak zdrowie, jak i robotę! Ty zapominasz o tej prawdzie. Zapijasz się, zatruwasz się, marnujesz grosz, tracisz zdrowie, dobijasz żonę, niszczysz twoje dzieci. Albo może należysz do takich, którzy oddzielają żonę? Robisz tak jak czyni pan ze służbą! Znów niesprawiedliwie krzywdzisz całą rodzinę! Co za mąż i ojciec z ciebie? Człowiecze, miej Boga w sercu i sumieniu twoim! Czy siebie uważasz za bożka? Uważaj, nierzadko palec Boży dotyka się takich i zwala ich z pedestału. Padając zaś kruszą się w kawałki. Miej się na baczności, aby cię nie spotkał los podobny!

Albo może jesteś ojcem, który za młodu dzieci peędzi do roboty, bo chce się wzbogacić z ich potu i łez? Szczególnie dziś w tych czasach tak trudnych! Niech ci przypomnę, słowa Apostoła który pisał: "Bo nie synowie mają rodzicom skarbić, ale rodzice synom!" Ile właśnie, obecnie, płynie skarg bolesnych ust i powątpiewających serc, na rodziców którzy wyrzucają dzieciom, że nic pracują! Dobrzy rodzice tak nie postępują! Czy wy matki wypełniacie wasze obowiązki? Czy może dom to dla was klatka i więzienie? Gdzie spędzacie wesołe i miłe chwile? W domu nad kolebką czy w tawernie przy stoliku? Wśród rodziny, czy w towarzystwie nad butelką, trzymając w jednej ręce kieliszek, w drugiej papierosika? Wolisz szczebiot dzieci, czy plotki i obmowy towarzyszek? Zresztą zadawaj sobie cały szereg pytań złączonych z twoim powołaniem. Odpowiadaj na nie sama, teraz. Odpowiadaj szczerze i prosto. — Dzieci drogie młodsze i starsze, czy wy wypełniacie wasze obowiązki względem Boga — rodziców — siebie — rodzeństwa? Nie zasłaniajcie się wymówkami, że podły świat i źli ludzie nauczają, że młodzież ma tylko prawa, a nie ma żadnych obowiązków! Fałsz to i błąd wielki. Od młodości — starość zależy. Boga miłujcie, rodziców kochajcie, siebie szanujcie, rodzeństwo poważajcie! Szczegółowo możecie rozważyć wasze obowiązki w tym tygodniu, kiedy pójdziecie do kościoła, aby odprawić stacje drogi krzyżowej, albo weźmiecie udział w śpiewaniu Gorzkich Żali! Niech wtenczas, raz jeszcze, przed oczyma waszymi przesunie się ten obraz z krużganków cmentarnych, z rozmaitymi stanami i napisami, a szczególnie ten, z ust anioła ciemności: "A ja was wszystkich zabiorę, jeśli każdy nie spełni obowiązków swego stanu. Pamiętajcie!" Dodam jeszcze jedną prośbę. Po zrachowaniu się z sumieniem, niech każdy i każda, z żałosnym i skruszonym sercem idzie do spowiedzi świętej. Wyrzuć z duszy twej, tę truciznę moralną, która życie ci zatruwała. Odnajdziesz pokój. Innym okiem popatrzysz na życie; z nowym zapałem rozpoczniesz pełnić twoje obowiązki!