TRZEJ TRUCICIELE! - pogadanka o. Justyna z 5.02.1939 r.

Witam Was zacni Rodacy i mile Rodaczki, słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

W jednym z poprzednich przemówień niedzielnych, wspomniałem tylko, że młodzież dzisiejsza, otoczona jest okazjami do nieszczęścia i narażona jest na upadek, na załamanie się i na kompletne bankructwo, tak materialne jako też duchowe, jak żadne pokolenie dotychczas w historii świata! Czemu to? Z powodu nowoczesnych wynalazków i swobody w stosunkach życiowych, swobody, którą niektórzy nazywają: "rozluźnieniem obyczajów!" — Niemały wpływ też na obecnie krytyczny star młodzieży, ma kilkuletnia depresja, która napełnia umysły blisko pięciomilionowej armii młodych bezrobotnych, uczuciami zniechęcenia, zwątpienia i rozpaczy. Nie zapominajmy też, że już od kilkunastu lat przyjęły się takie hasła, jak: "życie prywatne każdego, jego samego tylko obchodzi" — albo: "religja to rzecz tylko prywatna!", albo: "Wszystko wolno póki cię nie złapią", albo: "każdy ma prawo do wykorzystania życia według woli", albo: "nie warto prowadzić życia umartwionego i wstrzemięźliwego!". Takie hasła nie tylko odbijają się o uszy młodzieży, lecz wpadają do dusz ich i czasem, wydają plon zielska i kąkolu! Proszę mnie nie posądzać o zacofaństwo lub cynizm, kiedy mówię że największa cześć młodzieży wyrządza sobie szkodę i krzywdzi siebie i drugich z powodu samochodu — tańca — picia! Dziwnie się to wam słyszy. Przecież samochód zalicza się dziś do niezbędnych i najużyteczniejszych rzeczy! Taniec, zawsze, każdemu narodowi, od dzikusa do najwyżej ucywilizowanego, służył za rozrywkę godziwą i pożyteczną: nieraz bywał i jest połączony z ceremoniami religijnymi! Alkohol, w jakiejkolwiek formie zawsze służył za lekarstwo. Sam Apostoł Paweł pisząc do Tymoteusza, tak radził: "Wody jeszcze nie pij, ale używaj nieco wina ze względu na żołądek i częste choroby twoje!" Opatrzność obdarzyła człowieka rozumem, aby robił wynalazki na korzyść i pożytek ludzki! Przewrotność i złośliwość człowieka, zamieniła to, na szkodę i krzywdę ludzkości. I tak, samochód stał się instrumentem zabójstwa i grobem cnoty: taniec, często jest okazją upadku; picie prowadzi do nadużyć, biedy, utraty zdrowia, ewentualnie i życia! Teraz do mowy pt.

TRZEJ TRUCICIELE!

W dowód tego, co mówiłem powyżej, przytaczam kilka listów. Są one barwniejsze i wymowniejsze od moich słów.
Zrobią większe wrażenie, ponieważ są to obrazki żywe i rzeczywiste, wzięte z życia dzisiejszego! Czytam: "Słucham regularnie programów Godziny Różańcowej i cieszy mnie, że O. Justyn tak się wstawia za naszą młodzieżą. Ośmielam się więc pisać i prosić Ojca, aby stanął w obronie za tymi zbłąkanemi owieczkami, tj., dziewczynami, którym noga się poślizgnęła i zeszły z prostej i dobrej drogi! Moja siostra umarła trzynaście lat temu, zostawiając męża i dziecko siedemnaście miesięcy stare. Wdowiec oddał córkę mojej babce, gdyż to było według woli i rozporządzenia nieboszczycy. Dziwny to był ojciec. Wcale nie dbał i nie troszczył się o córeczkę. Babcia jednak chowała sierotkę, jak by to było jej dziecko. Wyrosła więc na silną i przystojną dziewczynę. Mimo, że miała tylko jeszcze niecałe piętnaście lat, wyglądała jak dorosła panna. No i stało się. Poznała się z polskim chłopakiem, który przyjechał po nią automobilem. Pojechali do teatru. Potem on wziął ją do jakiejś restauracji, gdzie upił ją winem. Sama nie pamięta co się potem z nią stało. Chłopak przywiózł ją do domu nad ranem. Nam nie przyznała się do prawdy. Zauważyliśmy jednak że coś było w nieporządku, bo ten chłopak więcej się nic pokazał! Teraz wiemy, że ma zostać matką. Teraz ona płacze we dnie i w nocy, a jej babka rozpacza! Kilka dni temu babka i ja odważyliśmy się iść do matki tego chłopaka, który uwiódł naszą dziewczynę. Chcieliśmy się z nią rozmówić, bośmy wszyscy myśleli, że byłoby najlepiej, aby młodzi wzięli ślub. Matka, cbociażeśmy ze łzami prosili ją, wyśmiała się z nas. Jego zaś starszy brat wyzwał tę biedną dziewczynę od najgorszych ulicznic i wyrzucił za drzwi! Nawet raportowali nas do Towarzystwa Pomocy, skąd przyszła urzędniczka i chcą zabrać biedaczkę do Domu Dobrego Pasterza! Biedne dziewczę nie śpi nocami tylko płacze i narzeka. Nigdy nie była złą dziewczyną, więc sobie nie zasługuje na taki los, który złamie ją z pewnością na całe życie! Proszę więc jeszcze raz, aby O. Justyn, najpierw, ostrzegł nasze dziewczyny, aby się miały na baczności; potem, aby rzucił słowo współczucia tym, które upadną i od których najlepsi przyjaciele się odwracają; w końcu, przemówić do takich nieludzkich chłopaków i ich zatwardziałych matek, które szydzą sobie z nieszczęśliwej doli sieroty!"

Z listu, poznajemy skutki trzech trucicieli szczęścia naszej młodzieży: samochodu, tańca i picia! To, co ma i powinno służyć na korzyść i pożytek ludzi, zamienia się na niekorzyść, nadużycie i nieszczęście. Nie zawsze jednak z czystej przewrotności. Raz, z powodu słabości natury ludzkiej, drugi raz z braku oględności, ostrożności i rozwagi; w końcu, z powodu dzisiejszego zapatrywania się na obyczaje Boże, naturalne, chrześcijańskie, rozumne, od wieków przyjęte, zachowane i praktykowane! Niejedna, mocą łaski Bożej i dzięki swej silnej woli opamięta i podniesie się na własne nogi. Setki innych, to jak żabki, skaczą z pola pachnącego kwieciem, do bagniska zarośniętego cuchnącą trzciną, i pokrytego stechłą, pełną robactwa wodą! Tam się kąpią i tam się topią. Mam rzucić przestrogę naszym panienkom, aby się miały na baczności! Czy nie czynię tego od lat? Czy nie przestrzegam przed niebezpieczeństwami automobilowych przejazdek? przed nowoczesnymi tańcami, przy hałaśliwej i rozdziczonej muzyce? przed nadużywaniem wszelkich napitkowi? przed wszelkiemi poufałościami, które pozornie rozpoczynają się w złocie, a nieomal zawsze kończą się w błocie?

Dowód znów z listu dziewczęcia dwudziestoletniego: "Czemu mi nie wolno doświadczyć wszystkiego, abym sama była 'experienced', w sprawach życia? O. Justyn nawołuje do moralności chrześcijańskiej, bo nie rozumie, że dziś ona nie jest na porządku dziennym. Mamy teraz moralność dwudziestego wieku, a nie z czasów przed wiekami. Musimy żyć moralnością własną i osobistą, ponieważ mamy własny rozum i własną wolność!" — Z takiego rozumowania, nowoczesna dziewczyna, jest przekonana, że zasady moralności chrześcijańskiej, całkowicie straciły swą powagę i znaczenie, jedynie dlatego, że dzisiejsza nauka je odrzuciła, a nowoczesny człowiek je lekceważy i tratuje!! Słowem, przestały istnieć przykazania Boże, ponieważ ręka ludzka, złośliwie i celowo, dla pozornej wygody ludzkości, rozbiła tablice z przykazaniami w tysiączne kawały i rzuciła hasło: "Boga nie znamy i Jemu służyć nie chcemy!" — Mimo to, Bóg jest, przykazania Boże są, a z tych płyną zasady moralności, według których, każdy człowiek powinien kierować życiem swoim!

Znów idę do listów. Takie pytania i argumenty rzuca do mnie jakieś dziewczę sofistka. "Nie dlatego, że żyje w roku 1938 należę do nowoczesnych dziewcząt, lecz dlatego, że mię nie obchodzą nakazy i zakazy, jakich trzymali się moi rodzice! Zresztą nie tylko moi rodzice, lecz wszyscy starzy ludzie trzymają się przesądów i są zacofani! Według nich, to nam nic nie wolno. Domowe życie mi się sprzykrzyło i nudzi mię. Muszę zawsze mieć zmiany. Jeśli nie mogę się teraz bawić, to co to za życie? Pracuję w biurze, bo mam nieco wykształcenia. Jestem popularna, bo wszyscy mię zapraszają. Prawie co wieczór jadę z mężczyznami na zabawy, albo do teatru. Jeśli mnie to nic nie kosztuje, bo oni chcą się pokazać, niech płacą, biedni głupcy (poor saps). Ja wiem jak daleko mogę iść i na co
mogę zezwolić! Nie mogę żyć tak jak żyli rodzice. Oni są 'old -fashioned' ja jestem, 'modern'!"

Takiej modernistce, która igra z ogniem i wystawia się dobrowolnie na nieszczęście mówię: "dziecko drogie, jesteś łatwowierna i nieoględna. Prędzej, czy później, ktoś cię wykorzysta i skrzywdzi, bo ludzie są okrutni w takich sprawach. Opalisz sobie skrzydełka, jak ten biedny motyl, który fruwa nad płomykiem ognia. Przestaniesz fruwać! Stracisz to, co stanowi twój skarb najcenniejszy, a co ty tak nieroztropnie narażasz na stratę. Życie zamieni się w tragedię. Co ty wtenczas zrobisz? Gdzie pójdziesz szukać współczucia, pomocy i ratunku? Ucz się z bolesnych przejść twych współsióstr, które kiedyś też myślały jak ty myślisz i chciały być moderne, jak ty chcesz być! Zresztą czytaj dzienniki, które tak szczegółowo opisują krwawe wypadki, których biednymi ofiarami padają właśnie takie, które myślały, że umieją i mogą sobie poradzić w każdym wypadku! Samochód — taniec i butelka! Niech dodam jeszcze, czytywanie rozmaitych poradników miłości, rozpraw na tle seksualnym, oraz trzymanie się tak zwanych "fast crowds"! — Dekret śmierci wypisany!!

Jeszcze nie dosyć. Proszę słuchać dalej: "Ja też do kilka miesięcy temu myślałam, że nie warto żyć, chyba że muszę doświadczyć wszystkiego! Rodzice mię przestrzegali. Ja myślałam, że byłam mądrzejsza od nich. Przekonałam się, że oni mieli rację! Sama teraz musze płakać i narzekać. Za wiele wierzyłam obcym, a za mało ufałam mojej matce. Teraz nie widzę jak będę mogła przeżyć moje nieszczęście! Około rok temu w nocnej kawiarni, gdzie weszłam nad ranem, zapoznałam się z mężczyzną, który mię przywiózł do domu. Często spotykałam się z nim! Po kilku miesiącach dowiedziałam się że był żonaty. Narzekał na swą żonę, że go nie rozumie, że "they don't fit" i zyskał moje współczucie! — Zapłaciłam za to. Co teraz zrobię, sama nie wiem! Matce nie śmiem spojrzeć w oczy! Przegrałam!"

Pewna autorka tak pisze o jednym z licznych żeńskich domów karnych: "Sprowadza tutaj istoty ludzkie ich ciężka wina, wymuszona na nich konieczność pokuty za spożywanie zakazanych owoców życia, owoców często tak marnych i tak naprawdę gorzkich. Nienawiść, zemsta, przeklęte dziedzictwo minionych pokoleń, zgubny wpływ środowiska, wszystko to sprowadza tutaj nieraz nędznych złamanych na duchu i bezwolnych ludzi, jakkolwiek istoty te z pozoru są pełne zuchwalstwa i pychy. Nie mogłam zrozumieć żadną miarą, dlaczego życie często bywa tak okrutne i dlaczego niejednej kobiecie, niejednej dorastającej dziewczynie nie przynosi ono ani jednego promienia radości, zmuszając ją do spędzenia tutaj lat młodości! Naprawdę nieszczęśliwe istoty! Dzisiaj znowu przyprowadzono tutaj dwie dzieciobójczynie. Takie jeszcze młode dziewczęta. Jedna lat siedemnaście, a druga dwadzieścia jeden! Jest ich tutaj zatem już razem osiemnaście! - Osiemnaście matek, które dzieci swoje pozbawiły życia, chociaż miały je żywe w swych rękach! Takie nieszczęśliwe, małe, bezbronne istotki, które jeszcze nikomu nie mogły uczynić krzywdy. — Niejedna z tych nieszczęsnych dziewcząt zaufała jakiemuś mężczyźnie, który starał się jej przypodobać i tak doprowadził ją do upadku. Pewnego dnia dziewczyna taka poznaje całą prawdę, poznaje raczej całą tę nędzną pustkę i fałsz, którego ofiarą padła. Wtedy może też się zdarzyć, że cała ta nienawiść i ten wstręt takiej oszukanej matki z żywiołową siłą wyładowuje się na nieszczesnym dziecku. W nim widzi taka matka niejako ojca, widzi sprawcę nieszczęścia! Patrząc tutaj na niejedną tragedię tego rodzaju, przychodzę do przekonania, że widok dziecka nagle nieraz takiej matce w jakiś okrutny sposób uzmysławia całą gorycz i rozpacz, spowodowaną przez takiego niegodnego ojca!" Tyle podaję z pracy uczonej autorki, która boleje nad tymi, które łamią zasady moralności chrześcijańskiej, szukają doświadczeń osobistych, gonią za jakimiś wrażeniami, przechodzą z ręki do ręki i w końcu bywają bezlitośnie odrzucone na śmietnisko świata! Biedne, złamane fizycznie i moralnie, łatwowierne i nieogledne istoty!!

Nie ma bodaj pod słońcem żadnego upadku, ażeby ludzie nie żałowali biednej ofiary. Każdy znajdzie odrobinę litości i szczyptę serca! Nieszczęśliwych uniewinniają słabością, towarzystwem, biedą, zazdrością, prostactwem itp. Czemu prawie jedynie te, które bywają uwiedzione i okradzione z cnoty, nie znajdują w oczach świata, najmniejszej obrony? Każdy chętnie rzuca na nie kamieniami potępienia i z uciechą oraz uśmiechem zadowolenia mówi: "Dobrze jej tak!" — Nikt, albo bardzo mało kto, tak potępi uwodziciela: owszem, niejedni pochwalą jego spryt i obrotność w naciąganiu coraz to nowych ofiar! Krzywdziciel tryumfuje — pokrzywdzona bywa piętnowana! Czemu ludzie są tak okrutni i niesprawiedliwi? Zdaje mi się, że świat zawsze był taki! To znaczy ten świat, który ma poglądy pogańskie na znaczenie i wartość kobiety! Ten świat, który niby otworzył kobiecie drzwi do równouprawienia, które tak dziś zrozumiane nie znaczy nic innego, jak małpowanie wad i niecnot męskich! Pewne prawa wolności i równej wartości, to rozumiem; prawa jednak, które poniżają kobietę, i które w kobiecie ubijają godność i wartość, dokąd doprowadzą? Chrystus wziął kobietę za rękę; wyprowadził ją z lasu ciemności i podniósł z bagna stęchlizny. Kościół kobietę otoczył aureolą szacunku i uwielbienia. Chrystus był Zbawcą rodu niewieściego. Kościół stał się adwokatem jej spraw i obrońcą jej praw! Czym świat dalej od Chrystusa, a ludzie od wiary, tym więcej zanika godność kobiety, a wartość jej maleje! Oby wszystkie kobiety chciały to zrozumieć! Wszystkie dziewczęta do zasad Chrystusowych nawrócić i do wiary się zastosować! Wtenczas oczy by otworzyły. Zobaczyłyby gdzie ukrywają się niebezpieczeństwa i nieszczęścia! Zamiast szukać porady w rozmaitych piśmidłach — sięgałyby po katechizm! Wierzyłyby mniej sobie, a więcej Opatrzności! Mniej dbałyby o tanią popularność, o pochwały i oklaski przelotnych wielbicieli! Nie chciałyby być znane jako "modern" i "flaming"! Unikałyby szczególnie tych trzech trucicieli, o których wspomniałem na wstępie i na których dziś tyle pomstuje. Kobiety i dziewczęta, wszystkie z powrotem do stóp Chrystusa, bo w Nim wasze szczęście i wasze zbawienie!