ZBURZENIE—SPUSTOSZENIE—ŚMIERĆ - pogadanka o. Justyna z 11.04.1937 r.

Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

W sobotę Wielkiego Tygodnia powróciłem do Buffalo, z tygodniowej pielgrzymki po Pennsylwanii. Zaraz od południa rozpocząłem jeżdżąc po święconce. Od blisko ćwierć wieku znam pewne zacne i poczciwe rodziny, którym, chcąc się odwdzięczyć za ich dobre serce i względy, odwiedzam i świecę wielkanocne potrawy. Jeżdżę od południa do piątej wieczór. Kiedy powróciłem do klasztoru, przypomniało mi się, że opuściłem jednych, mieszkających tylko kilka bloków od kościoła. Zarzuciłem na habit moją starą milwaucką kapotę, która kiedyś lepsze czasy widziała i idę. Po drugiej stronie ulicy zauważyłem dwóch młodzieńców. Jeden mógł liczyć ze dwadzieścia lat, drugi siedemnaście lub osiemnaście. Obaj elegancko ubrani i obaj porządnie spici. Jeden trzymał drugiego pod pachę. Raczej podtrzymywał go na nogach i kierował jego krokami, ponieważ ten ledwie na nogach się utrzymywał! Z ciekawości, przeszedłem przez ulicę i zdążałem za młodzieńcami. Ten, który kierował ruchami pijanego, chociaż sam nietrzeźwy, prawił morały swemu koledze, i robił mu zarzuty. "Gdzieś ty się tak upił? Ty nie wiesz co to za dzień dziś? Nie wiesz, bo gdybyś wiedział, to nie byłbyś się upił. Wiesz ty, że dziś to Wielka Sobota? Ty nic nie wiesz! Nie widzisz nawet tych dzieci co niosą święconką do kościoła." Przystanęli. Chwiali się jak te polne trzciny. Powoli, ugięły się kolana pod ciężarem zalanej głowy i ten jeden zwalił się na ziemię. Zatrzymałem się nieco dalej. Zleciała się gromadka dzieci. Otoczyły leżącego i nad nim pochylającego się przyjaciela. Właśnie dziś, kiedy rozmyślałem nad tematem do mowy, przypomniała mi się i żywo stanęła przede mną ta nie tylko smutna, ale wprost poniżająca scena. Dwóch młodzieńców pijanych, w Wielką Sobotę. W wigilię największej uroczystości chrześcijańskiej, kiedy świat cały przygotowuje się do obchodzenia zmartwychwstania Chrystusa, ci młodzieńcy stali nad brzegiem grobu podwójnej śmierci, cielesnej i duchowej. Ja nie myślę, że przesadzam, kiedy powiem, że powyższa scena jest wierną odbitką młodzieży amerykańskiej. I ona jest pijana. Pijana moralnie. Chwieje się i tacza, pada, podnosi się. Idzie chwiejnym krokiem, odurzona, niepewna, nieprzytomna. Przepojona jest poglądami ludzi pozornie uczonych, w rzeczywistości zaś płytkich, w dodatku złośliwie przewrotnych, co najgorsza, bezbożnych. Kierują się oni zasadami brutalności, przemocy, swawoli, dogadzania. Poją naszą młodzież nauką bezprawia, którą ubierają w koronę wolności osobistej i nauką wystarczającego rozumu, którą przyozdabiają szatą godności człowieka. W ten sposób usuwają fundament trzeźwych zasad, trzeźwej nauki, trzeźwego życia. W ten sposób, w bardzo podły sposób zatruwają umysły, sumienia i serca obecnego pokolenia, które myśli, mówi i żyje po pijanemu! Rozumiem, że niejeden polski młodzieniec lub polska panienka, oburzą się na mnie za takie porównanie. Nic to. Proszę wysłuchać uważnie i cierpliwie dzisiejszego przemówienia p.t.

ZBURZENIE—SPUSTOSZENIE—ŚMIERĆ

Na wstępie stawiam kilka zasad, ogólnych i nie trudnych do zrozumienia. Światu jest koniecznie potrzebny Bóg i Boskie przykazania. Światu nie wystarczy zgodzie się, że Bóg istotnie istnieje i że wraz z Nim istnieją przykazania Boże. Świat musi uznać to publicznie oraz czynnie. Inaczej ludzkość sama się zburzy, spustoszeje i w końcu zamrze. Dziś, już nie żadna niewidzialna ręka kreśli te słowa wyroczne nad głowami ludzkości, ale naocznie już widzimy skutki tej przestraszającej przepowiedni. Nie potrzebujecie mi wierzyć, ponieważ chce was przekonać jakiś zacofany, jednostronny zakonnik polski. I mniejsza o to. Posłuchajcie co publicznie mówił i to nie tak dawno temu, bo dopiero w marcu bieżącego roku, Dr. W. Terpenning, wybitny socjolog amerykański: "Ameryka ma pewne gatunki zbrodni, które są praktycznie nieznane w innych krajach cywilizowanych. Te wkluczają rakieterstwo, linczowanie i wykradanie ludzi, które są wynalazkami amerykańskiemi. Stany Zjednoczone są ogólnie uważane za najwięcej kryminalne spośród narodów cywilizowanych, a najwięcej zastraszający fakt naszego rekordu kryminalnego, jest szybki wzrost ciężkich zbrodni od roku 1900. Obconarodowcy tworzą lepszych obywateli od ich dzieci!" Dzień w dzień przez cały rok 72 amerykańskich obywateli i obywatelek popełnia samobójstwo. Rocznie przeszło 21,000 wiesza się, truje, topi, lub w inny sposób odbiera sobie życie! Jakiś amerykański pisarz stwierdza, że "religia odgrywa ważną rolę w skłonnościach do samobójstwa. Najwyższy stopień znajduje się wśród wyznań protestanckich, najniższy pomiędzy katolikami. Żydzi zajmują pośrednie miejsce!" Statystyka podaje nam pewne cyfry, według których, w takich krajach jak we Francji, Włoszech, Anglii, Belgii i innych, mimo naturalnego wzrostu ludności, zbrodnie zmniejszyły się o 50 procent, a tu w naszym kraju, podniosły się o sto procent! — Posłuchajcie co ma do powiedzenia nam w tej sprawie jeszcze drugi amerykański uczony Doktor Henryk M. Busch: "Ameryka wydaje rocznie pięć miliardów dolarów na zbrodnie, czyli tyle zbrodnie kosztują Amerykę. Największa ilość przestępców rekrutuje się z młodzieży w dziewiętnastym roku życia. Gdyby Ameryka wydała rocznie jeden miliard dolarów na wychowanie młodzieży, miałaby świetnie zorganizowaną i wychowaną młodzież i zaoszczędziłaby rocznie cztery miliardy dolarów. Nie interesuje się tym jednak Ameryka i dlatego liczba przestępców tak szalenie wzrasta z każdym rokiem. Ciągle się mówi, że Ameryka jest krajem złotych sposobności, ale jest to puste zdanie, nie poparte dowodami. Jakąż sposobność ma młodzież w tym kraju, gdy 4,500,000 młodych ludzi jest bez pracy, a 300,000 młodzieży doszło już do takiego upadku ducha, że w ogóle nie szuka pracy. Gdy młody człowiek dopuści się przestępstwa, posyłamy go do tak zwanej "reformatory", gdzie go tak zreformują, że gdy stąd wyjdzie staje się zawodowym zbrodniarzem. Sześćdziesiąt cztery miliony ludzi w tym kraju nie posiada wyższego wykształcenia, a 32 miliony nie ukończyło nawet szkół publicznych!" W miesiącu lutym b.r., pisma angielskie podały swym czytelnikom taką wiadomość: "Czterej młodzieńcy zostali zatrzymani przez policję w Los Angeles, Calif., pod zarzutem, że obrabowali trupa. Był to trup mężczyzny średnich lat, byłego weterana wojny światowej, który zmarł w automobilu. Ci młodzieńcy znaleźli zwłoki w samochodzie, zabrali z kieszeni $115 i odjechali ze zwłokami do niedalekiego letniska na wybrzeżu morskim. Tam na różnych zabawach przepuścili pieniądze zrabowane na trupie. Nie zapomnieli jeszcze o obrabowanych zwłokach, odwieźli je w samochodzie do odległego miejsca i tam je zostawili!" — W Hamtramck w sobotę 6-go marca, 1937, siedemnastoletnia panienka powracała z kościoła do domu matki wdowy, której dopomagała w pracy na utrzymanie rodziny. Do domu nie doszła. W niedzielę rano, o godzinie dziewiątej znaleziono zmaltretowane i zduszone zwłoki młodocianej robotnicy. Biedna matka-wdowa, wśród rozpaczliwego łkania, zołała tylko wykrztusić te słowa: "Była to najlepsza dziewczyna na świecie!! — W Tacoma, Wash. wykradziono i zamordowano dziecko Mattsona.— W Vermont, chłopcy, jeden sześcio, drugi siedmioletni, zamordowali, a potem utopili piecioletnią dziewczynkę! Tu w naszym Buffalo, kto nie czytał ponurnych szczegółów zamordowania młodej obywatelki, przed kilku miesiącami! Rzekomy morderca liczy osiemnaście lat! Dzienniki polskie z Chicago piszą: "W wielkiej sali kryminalnego sądu w Chicago rozegrał się onegdaj ponury dramat młodego, silnego i pełnego możliwości życiowych człowieka, nazwiskiem Selnester, który nie usłuchał wezwania uczuć szlachetnych, pogardził wszystkiem, co przedstawia wartości realne w życiu ludzkim, a idąc za głosem zepsucia — rzucił wszystko na ryzykancki stół gry zbrodniarzy i w kilku rzutach przegrał. I przegrał z kretesem. Przegrał bowiem własne życie, szczęście, a może nawet szczęście tych, których najwięcej w życiu ukochał. Tragedia to ponura i pełna nauki dla ludzi młodych, którzy w kipiącym szumie młodości zatracają kierunek i gubią się w chaosie zbrodni i występków! Sędzia Lupe, przed wydaniem wyroku, takie wygłosił do nieszczęśliwca przemówienie: "Jesteś winnym zbrodni morderstwa. Dla wyrównania zbrodni, o którą jesteś oskarżony, mamy tylko jedną karę. Przeglądałem cały bieg twego życia w nadziei, że znajdę jakieś wypadki łagodzące — niestety nic nie znalazłem. Twój rekord stwierdza, iż popełniałeś rabunek po rabunku, z bronią w ręku. Zabiłeś człowieka w czasie napadu. Władze stanowe dały ci już raz sposobność do poprawy przez ułaskawienie. Wobec tego obowiązkiem moim jest skazać cię na śmierć." Młody skazaniec wysłuchał wyroku w ponurem milczeniu, i wyszeptał tylko, głosem ledwie słyszalnym: "Thank you, judge!" — Jakież to tragiczne zakończenie! "Dziękuje ci sędzio, za — śmierć!" Tak kończy się szalona podróż zbrodni. Młody człowiek, dziękuje za śmierć, i karta jego życia zamyka się na wieki! — W takich i podobnych wypadkach - rozmaici uczeni, wyciągają kolumbryny nauki i wiedzy, dając powody pedagogiczne, biologiczne, antropologiczne i psychologiczne i psychiatryczne! Mówią o poziomie umysłu, czyli o tak dziś szeroko znanej mentalności amerykańskiej. Twierdzą, że w Stanach Zjednoczonych jest przeszło sześć milionów ludzi dorosłych, którzy mają umysł sześcioletnich dzieci; że większa cześć reszty, to znów z umysłami dwunasto lub trzynastoletnich dzieci, i w ten sposób tłumaczą wszystko od A do Z! Najdobitniej i najdokładniej wytłumaczył prawdziwy powód, i to bez żadnych ogródek jakiś wybitny uczony, którego zdanie wyczytałem w jednym z małych miesięczników angielskich, i dosłownie spamiętałem że: "our modern American youth is nothing more or less, than a crowd of sophisticated ignoramuses," czyli: nasza współczesna amerykańska młodzież, to nie mniej i nie więcej, jak gromada wykrętnych albo przemądrzałych ignorantów! Z naszego jednak punktu widzenia muszą być i są inne czynniki, które spowodowały ten przykry stan położenia! Podaje sprawozdanie Ks. Piotra Mellerskiego, kapelana więzienia stanowego w Attiea, N. Y., który do mnie pisze tak: "Przeciętny więzień to mężczyzna liczący lat 23. Egoizm, próżność, niemoralność, ciemnota umysłowa, to znamienne jego cechy. W ubiegłym roku badałem 584 więźniów katolickiego wyznania. Z tej liczby 233 uczęszczało do szkoły katolickiej — po dwa lub więcej lat; 312 było wykształconych w szkołach rządowych; 39 nie chodziło do żadnej szkoły; 21 nie było u pierwszej Spowiedzi i Komunii św.; 117 zawarło ślub cywilny na sądzie lub żyli w stosunkach nieprawnych; 207 wcale nie uczęszczało do kościoła przed osadzeniem do więzienia; 8 procent choruje na choroby społeczne. Pomiędzy nimi są umysłowo wadliwi, umysłowo tępi, psychopatni, a 108 całkowicie zrujnowani alkoholem! Pozornie wielka liczba jest wyznania katolickiego. Większa cześć jest tylko nominalnie członkami Kościoła. Można śmiało powiedzieć, że są bezreligijni. Główne czynniki przyczyniające się do wytwarzania kryminalistów są: 1. Rodziny rozdzielone przez rozwód albo niezgodę małżonków. Dziecko wychowane w takim domu znajduje się w otoczeniu szkodliwym. Nie ma odpowiedniej opieki, toteż czuje się niepożądane. Powoli poznaje, że dzieci wychowane przez dobrych rodziców są kochane, mają pewne wygody i wesołe kółko rodzinne. Przez długie lata rozmyśla nad niesprawiedliwym losem swego życia i wie że niesłusznie cierpi. W sercu chowa zemstę za krzywdy mu wyrządzone! Wreszcie dorasta, ale dla niego każda władza jest solą w oku. Nie znosi karności, jest pesymistą, bez ideału i ambicji, staje się wrogiem społeczeństwa, popełnia zbrodnie i nareszcie kończy za kratami. 2. Rodzice obojętni, samolubni, niedbali. Ojciec i matka nie troszczą się wiele co dziecko robi, z kim obcuje albo gdzie spędza wolne chwile. Dzieci też o dom nie dbają, bo tam nie ma porządku, więc szukają rozrywki poza domem, często w towarzystwie zepsutym i niemoralnym. W takim otoczeniu rosną jak krzak dziki i wyrabiają sobie charakter luźny, ponieważ rodzice nie zwrócili im uwagi, że istnieją pewne zasady moralne, które wymagają poszanowania dla władzy. Jest w Attica miedzy więźniami mężczyzna liczący ponad 40 lat. Jest ojcem siedmiorga dzieci. Zasadzono go na trzy lata za kradzież i życie rozpustne. Starszy syn liczący 24 lat, siedzi z ojcem, w Attica, też za kradzież. Młodszy syn siedzi w szkole poprawczej w Elmira, również za kradzież. Oto powód podany przez syna: "W domu zawsze była bieda, bo ojciec lubił pić, a matka musiała chodzić do roboty. Nikt o nas nie dbał. Ubranie zawsze brudne i potargane. W szkole nauczycielki, nami gardziły, a inne dzieci z nas się wyśmiewały. Nie dbałem o szkołę, ani o Kościół, bo nie miałem dobrego ubrania ani pieniędzy. Często też i jeść mi się chciało, a więc kradłem co mogłem. Ojciec zawsze był przy szklance w domu, a my wychodzili na "treki" kolejowe zbierać węgiel i drzewo. Jednego dnia aresztowali mnie i brata i odesłali nas do Elmira. Od tego czasu zacząłem się zaniedbywać i dziś znowu tu jestem razem z ojcem, którego nienawidzę, bo z jego winy tu się dostałem!" 3. Ruchome obrazki i sensacyjne opisy w gazetach o zbrodniach wszelkiego rodzaju. Każdy chyba wie, że dziś więcej piszą o bandytach aniżeli o pracownikach na polu wychowawczym i społecznym. Czytanie takich sensacji działa ujemnie na umysły młodych czytelników. Bujna wyobraźnia maluje im pociągające obrazy życia wygodnego, bez pracy i troski. Rodzi się chęć naśladowania i wnet chłopak wyrabia sobie rewolwer z drzewa, zwołuje kolegów i odgrywa rolę bandyty. Ta pozornie dziecinna zabawka, jest niestety dla niejednego, pierwszym krokiem do kariery kryminalnej. Psycholodzy twierdzą, że wrażenie wyciśnięte na umyśle w młodości, nie łatwo da się wytrzeć z pamięci. Jeśli chłopak jest łatwo wrażliwy, to na pewno padnie pod wpływami wyobraźni i pójdzie w ślady bandytów. Na zjeździe adwokatów w Milwaukee, Wis., powiedział Joseph Keenan, asystent prokuratora generalnego Stanów Zjednoczonych, "problem zbrodni w Ameryce będzie stale wzrastał, jeżeli prasa, obrazki ruchome i radio nie przestaną wysławiać zbrodniarzy i publiczność nie zbudzi się z obojgtności i nie zażąda, aby bezprawie wytępić." — Tu też warto dodać surową krytykę pewnego pisarza angielskiego, który twierdzi, że każde 9 z dziesięciu nowel amerykańskich jest napisanych przez autorów, których umysł równa się mentalności od siedmiu do czternastoletnich dzieci. Programy radiowe, przynajmniej 93 procent, to bez żadnej wartości duchowej, a filmy amerykańskie, w olbrzymiej większości, to prawdziwa trucizna, nie tylko dla umysłów małoletnich, ale i dla dusz dojrzałych! Mimo to, młode matki, całymi godzinami napawają się czytaniem rozmaitych modnych magazynów, albo z dzieckiem na ręku, kilkakrotnie w tygodniu spieszą do teatrów, aby nasycić się widokiem swych ulubionych bohaterów i uwielbianych bohaterek. 4. Chyba najważniejszy czynnik to brak wychowania religijnego i moralnego w dzieciństwie. Dr. Christian zarządca szkoły poprawczej w Elmira N.Y., twierdzi, że zaniedbywanie religii i brak szacunku dla władzy kościelnej i cywilnej, jest największym czynnikiem w stwarzaniu klasy zbrodniarzy. Religia nalega, aby być poddanym władzy i zakłada pewne hamulce wrodzonym złym skłonnościom. Jeżeli nie ma zasad etycznych, nie ma ani karności ani charakteru, a jest tylko ślepy egoizm, co depce najwznioślejsze obyczaje i czyni człowieka dziką maszyną, bez kontroli i szkodliwą dla społeczeństwa. Zaś Dr. Thayer pisze: "Zapobieżenie zbrodni musi rozpocząć się z młodzieżą. Jeżeli człowiek utrzyma się w karności do wieku lat dwudziestu pięciu, wtenczas nie tak łatwo staje się zbrodniarzem!" Istnieje dziś wielka potrzeba dobrze wychowanych dzieci, ale więcej potrzeba nam oświeconych rodziców, zdolnych wychować dzieci rozumnie. Łatwo przepowiedzieć można czym nasze dzieci będą, jeśli tylko pamiętać będziemy na proste słowa Pisma św.: "Dobre drzewo owoce dobre rodzi, i z owoców ich poznacie je." -— 5. Trzeba nam też nie zapominać, że dziś młodzi zamiast wziąść do ręki katechizm katolickiej nauki, trzymają katechizmy Freuda, Adlera, i Schopenhaura! Tu wyczytają, że każdy człowiek nie jest odpowiedzialnym za żadne występki, ponieważ w systemie ludzkim, są pewne gruczoły, które mimowoli pchają człowieka ku pewnym czynnościom i usprawiedliwiają każde wykroczenie przeciw prawu. A potem? A potem: "And if this life does not your hopes fulfill — You ara free to quit it when you will — Without fear of waking!" I to zgadza się z zasadami Ernesta Haeckela, który twierdzi, że "każdy człowiek ma prawo zakończyć swe cierpienia — samobójstwem".

Pewien zecer przyszedł do domu po zebraniu jakiegoś towarzystwa wolnomyślicieli. Rozgniewał go widok krucyfiksu, wiszącego na ścianie izby mieszkalnej. Jego młoda żona pada przed nim na kolana, z prośbą aby wstrzymał się od zrywania wizerunku Ukrzyżowanego Zbawiciela. Staruszka matka, wyciąga ku niemu, swe ręce spracowane, z prośbą: "Synu kochany, nie czyń tego, sprowadzisz bowiem na nas przekleństwo!" Gniewliwie odpycha od siebie obie niewiasty, zrywa ze ściany krucyfiks, łamie go i rzuca go w ogień. W dodatku szyderczo woła: "Precz z tym zabobonem. Ja nie mogę pozwolić, aby to panowanie księży wkraczało do mego domu." Matka staruszka wydostała z ognia połamany krzyż i wychodząc z domu, mówiła z przerażeniem, do siebie: "I to zrobił mój syn, mój syn!" — Pewnego dnia, w kilka lat później, jakiś skazaniec, szedł powoli do kapelana więziennego. Przychodził, aby poznajomić kapelana, że właśnie dostał list, w którym mu doniesiono o śmierci matki. Był to ten sam, który przed latami zerwał krzyż ze ściany, połamał go i w ogień wrzucił! Więzień odzywa się głosem złamanym, połykając własne łzy: "Księże kapelanie! Miałem kiedyś najlepszą żonę i najukochańszą matkę! A teraz, żona nie chce mię znać i wniosła sprawę o separacje, bom ją maltretował. Dzieci zabrała ze sobą, nie chcąc aby były wychowane bez religii. Moją matkę staruszkę doprowadziłem do grobu." Zapomniał, że był przy nim kapelan, bo mówił sam do siebie, jakimś głosem ponurym i smutnym: Kiedyś byłem tak szczęśliwy! i jednego dnia, kiedy wróciłem po tym zebraniu, zerwałem krucyfiks, a z nim i całe moje szczęście. Niech mi ksiądz da jaki krucyfiks! — Gdyby społeczeństwo i rządy chciały dać swej młodzieży krucyfiks. Żeby ten wizerunek znalazł się w każdym domu, w każdej rodzinie i w każdej duszy. Wnet dałaby się zobaczyć zmiana w życiu społecznym i w życiu poszczególnych osób. Szczególnie jednak zaszłaby nadzwyczajna zmiana w życiu młodzieży. Z tej młodzieży wyrośliby posłuszniejsi synowie, przykładniejsze córki i wzorowsi obywatele kraju. Mniej byłoby mieszkańców zboczonych w celach więziennych, a więcej byłoby ładu, pokoju, posłuchu i posłuszeństwa dla praw Bożych oraz dla władzy świeckiej po tej stronie murów więziennych! Nic innego nie pomoże dla poratowania chwiejącej się młodzieży; na nic zda się sama nauka, na nic wiedza, na nic kultura. Prawa ludzkie też mało co dopomoga. Jedyna nadzieja ratunku dla młodzieży nowoczesnej, przed zburzeniem, spustoszeniem i śmiercią jest w krzyżu Chrystusowym.