KTO WINIEN? KTO JEST KAINEM? - pogadanka o. Justyna z 3.04.38 r.

Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Za wstęp do dzisiejszej mowy przyswajam sobie wyjątki z życiorysu staruszki, mieszkającej w jednej z najbrudniejszych części miasta Nowy Jork! Hisioria tej, dziś już osiemdziesiecioletniej kobiety jest nie tylko wzruszająca lecz zarazem i smutna. Ponad wszystko, jest prawdziwa. Rzućcie na nią okiem. Głowa zroszona włosami bielusieńkiemi, jak nitkami lnu. Czoło zorane głębokimi bruzdami fałdowatych zmarszczek; twarz blada, wynędzniała; usta bezkrwiste! Jak inny i odmienny obraz przedstawiała ona blisko pół wieku temu! Historia jej życia, to zarazem historia czasów, tak cudacznych i dziwacznych jakby wyjętych z bajek starożytnych. Mimo to, jest jednak nowoczesna, dzisiejsza, prawdziwa i życiowa! W roku 1896 na pokładzie małego i powolnego parowca, wjeżdżającego do zatoki nowojorskiej, stała kobieta w sile wieku. Przed dwudziestu dniami porzuciła marną izdebkę w Palermo, w Sycylii. Widocznie oczyma patrzyła na wielkie zabudowania nowoczesnsgo olbrzyma amerykańskiego, myślami jednak goniła do tej marnej izby, het tam daleko za wodami! Robiła też z pewnością porównanie z tym co było tam, a tym co będzie tu! Bóg miłosierny jednak nie pozwolił jej rozedrzeć tajemniczej przyszłości. Lepiej, że tak! Przy niej stało trzech chłopców. Najstarszy liczył zaledwie dziewięć lat! Matka stała nieruchoma. Po licach jednak kulały się łzy. Czy łzy radości? Nie wiem! Na tę gromadkę czekał mąż i ojciec! Powitanie było ciepłe, serdeczne, długie! Rodzina rozpoczęła prowadzić normalne życie dawnych przybyszów do ziemi, gdzie niby każdy jest równy, ma równe prawa, równe okazje i równe możliwości! Najstarszy syn był bardzo pojętny i sprytny. W dodatku twardy i hardy. Po amerykańsku mówimy: "tough"! Już w siedemnastym roku życia zderzył się z prawem. Dzięki sprytowi obrońcy, wydostał się z tarapatów. Dziewięć lat później już był znany jako "big shot" gembler! Znów wpadł w ręce policji, bo wynajął fachowego zbrodniarza, aby zgładził jego przeciwnika. Zbrodniarz jednak przez pomyłkę zamordował inną osobę. Teraz nasz bohater zmądrzał. Stał się rakiecerem w kontrolowaniu sprzedaży karczochów czyli "artichokes". Opodatkował każde pudło tego warzywa. Kupcy musieli mu opłacać podatek! Dano mu miano "króla karczochów"! W międzyczasie dwaj jego bracia padli pod strzałami morderców! Obaj uprawiali rakieterstwo. W nagrodę ciała ich wyglądały jak ludzkie rzeszota. I pochowano ich w kosztownych trumnach, wśród powodzi kwiatów, przy dźwiękach doborowych kapeli. Dwukrotnie w pierwszym szeregu za trumną synów-zbrodniarzy postępowała stara matka, rozmyślając i dziwując się, że tu wszystko tak tanie, nawet życie ludzkie! Wreszcie nadszedł rok 1930, a z tym rokiem nadeszły inwestygacje rządowe. Rząd polował na przestępców. Usidlił też króla karczochów! Padł król i upadło jego królestwo. Rząd skonfiskował jego pałac; policja nie dała mu odpoczynku ani wytchnienia! Zachorował. Dostał dwa ataki paraliżu. Odstawiono go do szpitala. Już nie odzyskał przytomności! Umarł w komie. Pochowano go 24-go lutego. Pogrzeb miał niewystawny. Za trumną, z nogi na nogę, zanosząc się od płaczu, postępowała staruszka matka, nie zdając sobie zdania ze zwyczajów naszego kraju i naszych czasów, kiedy to już tak cicho o równości i sposobności, a tak głośno o występkach i rozlewie krwi ludzkiej! Może miała jedną pociechę. Przynajmniej ten jeden syn umarł śmiercią naturalną! Staruszka wiele przeżyła; wiele widziała i wiele cierpiała. Trzesącymi palcami przewraca kartki księgi swego życia. Zdaje się, że już jest przy ostatniej stronicy. Cudaczna i dziwaczna historia naszej ery posuwa się jednak dalej, bez ustanku i bez przerwy! Podmywa umysły, pojęcia; targa sumieniami i duszami; niszczy zdrowie, łamie cnotę, bo to wszystko jeśli już nie bezwartościowe, to tak tanie, że nie warto o to dbać. nie opłaci się o to starać!

KTO WINIEN? KTO JEST KAINEM?

Dopiero przed sześciu czy siedmiu tygodniami na kampusie uniwersyteckim władze znalazły trupa młodej studentki. Popełniła samobójstwo, zażywając trucizny. Obok niej leżała książka; była to filozofia modernistyczna autora obecnej doby! W niej wypisane brutalne zasady i zapatrywania na człowieka, na życie ludzkie, na cel i na koniec życia ludzkiego. Wszystko to przesiąknięte zimnym materializmem i pogańską brutalnością! I to dziewczę, stojąc dopiero na progu życia, już się tak wymęczyło i tak zniechęciło, że poszukało sobie odpoczynku i spokoju - w śmierci własnoręcznej! Ludzie, wykształceni brutale, przedstawili jej świat w kolorach tak dziwacznych, że zbrzydziło się jej życie. Pochodziła z dobrej i zamożnej rodziny. Miała w dostatku rzeczy materialne. Ktoś wyrwał ów kwiat tajemniczy z jej umysłu, serca i duszy! Tam zostały pustki. Nie wystarczały jej ani wygody, ani używanie, ani wolność, ani wykształcenie nowoczesne. To wszystko spowodowało chaos: sprowadziło przesyt, obrzydzenie i załamanie. Co powiecie na to wy wszyscy modernistyczni nauczyciele i bezsumienni pisarze, którzy waszymi naukami bezbożnymi, zalewacie umysły, serca i dusze młodociane, trucizną drukowaną i ustną? Co powiecie na to wy wszyscy rodzice, którzy pewne prawa, przedwieczne, Boże i naturalne, chcecie zastąpić rozumem, honorem i jakąś wolnością osobistą, która w każdym wypadku kończy się na swawoli i niewoli? Kto jest winien? Kto zasługuje sobie na miano Kaina?

Nie ma na świecie, i być nie może wolności bez granic. Każda wolność musi mieć pewne ograniczenia. Inaczej biada ludziom i biada światu! biada, ponieważ tacy ludzie stają się swawolnymi, a władza traci nad nimi kcntrolę! Proszę popatrzeć prawdzie w oczy! Czemu nie? Przecież jesteśmy ludźmi i z ludźmi żyć musimy; Nie opłaci się nam być strusiami. Nie warto przymrużać oczu, albo je całkowicie zamykać, z obawy przed rzeczywistością! To ani wad nie usunie ani ran nie zagoi! Każdy mi przyzna, że jest ogromna różnica, pomiędzy zapatrywaniami dzisiejszych pokoleń, a zapatrywaniami pokolenia przed wojną światową! O, co za głęboka przepaść, co za szeroka przepaść rozdziela starszych od młodszych! I to porównanie nie wypada na całkowitą niekorzyść młodszych. Daleko od tego! Nasza młodzież ma jedną zaletę, jest szczera. Powiedziałbym, nie tylko serdecznie, ale brutalnie szczera! Ta młodzież, bez obawy, wypowiada swoje zapatrywania każdemu, bez względu na osobę lub stan! Przez ostatnie szesnaście miesięcy, miałem wiele do czynienia z tą młodzieżą, w sprawach robotniczych. Całymi godzinami wsłuchiwałem się w wywody i argumenty młodzieży. Ta młodzież zrobiła nie jedną pomyłkę i nie jeden fałszywy krok, ale nigdy nie uciekała się do nieszczerości, fałszu lub kłamstwa. Zawsze była szczerą. Może, przy pierwszym spotkaniu i na pierwszy rzut oka, mogła wydawać się swawolną i zuchwałą, w rzeczywistości jednak, z małymi wyjątkami, okazywała szacunek i pogodne zapatrywanie się na przyszłość. Nie rozpaczała, ale owszem wymyślała nowe sposoby nad polepszeniem swego losu! Jedni z młodych uczęszczali do szkół wieczornych, aby wyszkolić się w jakimś fachu; drudzy chwytali co mogli, sprzedawali gazety, albo nawet wieczorami i nocami zbierali stare gazety, opony, pudła itp.! Czy takim nie trzeba dać uznania i pochwały? Przecież sobie na to zasługują! Jak często słyszałem z ust młodych "Pierwsza rzecz, to oddam długi które zaciągnąłem!"; "Bgdę szczęśliwym jak będę mógł iść kupić sobie wszystko potrzebne i płacić gotówką!"; "Nieraz gotów byłem dopuścić się kradzieży, ale przecież Boga się boję!"; "Żal mi mojej żony, bo ja o siebie nie dbam!"; "Że się nie rozpiłem, to zasługa mojej żony, która mnie zawsze pociesza!" I przez całe szesnaście miesięcy, takie wypowiadania się odbijały się o uszy moje! Tu macie odbitkę naszej dobrej i zacnej młodzieży. Już słyszę, jak rzucacie we mnie pytanie: "Czy wszystka młodzież jest taka i zgadza się z twoim opisem?" — Odpowiadam wam bez wahania, że nie! Niestety, że nie! W ostatnich dwudziestu latach zbrodniczość wśród młodzieży amerykańskiej podniosła się w sposób przerażający! Wzrosła więc i wśród młodzieży naszej narodowości. Do roku 1920 w sądach stawali przestępcy w starszym wieku. Od wtenczas, większy procent to młodzież. Statystyka wskazuje, że z 51.209 przestępstw - około 62 procent to zbrodniarze poniżej trzydziestu lat! Kto jednak zaczął łamać stary ład? wiekowe ideały życia ludzkiego? kto zaczął podkopywać zasady nierozerwalności małżeńskiej oraz stałości stanu małżeńskiego? Czy za to winić możemy obecne pokolenie młodych?

Posłuchajcie listu: "Mam lat 18-naście! Przed sześciu miesiącami, zaręczyłam się z młodzieńcem nie Polakiem. Wszystko mi obiecywał. Jego rodzice już dawno się rozwiedli! Matka nas zaprosiła kilka razy. Urządziła nam party. Ja nie wiem co mi się stało co ze mną zrobili. Ja przyznaję, żem zrobiła pomyłkę. Oni mnie też skrzywdzili. On wkrótce po tym, uciekł z miasta. Kiedym poszła do jego matki, z prośbą o pomoc, wyzwała mnie od ulicznicy, splunęła mi w twarz i powiedziała mi, że syn dobrze robi; po co ma się żenić i wiązać sobie ręce i tracić wolność na całe życie? Teraz jestem w szpitalu. Doktorzy mówią, że moje dziecko urodzi się albo niewidome, albo nie przy rozumie! Proszę przeczytać mój list na przestrogę tym, które myślą, że mogą używać "and get away with it!" Kto jest bez grzechu, i tylko ten kto jest bez grzechu, niech weźmie do ręki kamień potępienia i rzuci w tę politowania godną istotę! Ja nie mam ani odwagi, ani serca uczynić tego! Kto w rzeczywistości jest tu winien? Kto zasługuje sobie na miano Kaina?

Każdy z nas rozumie, że wojna światowa nie tylko wymazała słupy graniczne dawnych i starożytnych państw i zmieniła oblicze i wygląd świata; złamała też przykazania Boże, skruszyła prawa naturalne oraz zmiażdżyła prawa ludzkie; czyniąc to wszystko, wymazała pojęcia i poglądy zdrowe i trzeźwe na życie ludzkie! Słowem, zmieniła oblicze życia ludzkiego! Żołnierze powracający z transzów i pola walki, to już nie byli ci sami ojcowie, mężowie i synowie, którzy niedawno przedtem opuścili swe domy i żegnali swych bliskich! Z powrotem znaleźli też całkowicie inny typ rodziców, żon i dzieci! Za szeregami powracających wojaków, zwaliła się fala gwałtownych zbrodni. Morderstwa, zabójstwa, kradzieże, kto je liczyć zdoła. Obok płynęły fale rozwodów —samobójstw! Nie mniejsze fale rozmaitych nadużyć kończących się na chorobach zakaźnych i zaraźliwych. Obecne pokolenie właśnie wtenczas przychodziło na świat! Na świat, skąpany krwią ludzką i taczajacy się pod krzywdami i cierpieniami istot niewinnych! Na świat, po powierzchni którego przez cztery lata krążyła śmierć; chodziła bieda i nędza; stąpało kalectwo, w najokropniejszych szczegółach! W takich warunkach i okolicznościach, powiedzieć by można w krwawych kołyskach składały ówczesne matki swoje dzieci! Kto jest winien temu? Kto stał się Kainem tego pokolenia? Nie chce sądzić!

Bodaj tu już był koniec tej smutnej historii! Jakiś niezrozumiały i nierozumny szał opanował nasze społeczeństwo. Przecież nam tak łatwo iść i chwycić za krańce sprawy i krańcowych środków! Pewni nie znając ludzi, ani ludzkiej natury, chcieli wyrwać naród z bagna niedoli i nie tylko ulepszyć, ale nawet udoskonalić, prawem ludzkim! W naszym wypadku nie tylko nierozumnem i śmiesznem, ale niesprawiedliwym i w skutkach —przerażającym! Ludzkość od tylu tysięcy lat ogrodzona jest przykazaniami Boga; świat od dwóch tysięcy lat ma przed sobą naukę Chrystusa! Mimo to daleko ludzkości i światu nie tylko od doskonałości, lecz nawet do przeciętnej uczciwości!
Ręka ludzka jednym machnięciem pióra chciała nasze społeczeństwo zamienić w jakaś wymarzoną utopie, która jest możebna tylko w wyobraźni, ale nie w życiu codziennym! No, i mniejszość w swym zapale zarzuciła kaganiec prohibicyjny większości nieroztropnej i niedbałej. Nastąpiły wyścigi rozumów ludzkich, w wytężaniu się w zdolnościach łamania tego prawa! Według tej zdolności, wzrastały wzory zdolności, mądrości i sprytu! Co za nieszlachetna miara dla ludzi rozumnych! Nastąpiła era popuszczania pasa w każdej dziedzinie! Spryt w łamaniu jednego prawa ludzkiego, przeniósł się do przekraczania praw kościelnych i Bożych. Teraz ludzie zaczęli szaleć. Te lata noszą nazwę ery "jazzu"! Na arenie mody, dumnie i pociągająco, spacerowały pijaństwo, gemblerstwo; tańce dzikusów, importowane z dżungli, przy dźwiękach bębenków, trzasku pałek i wyciu instrumentów dziwacznych! Te trzy czynniki uprawiały grunt i uprawiały gruntownie na zasiewy wolnej miłości — małżeństw na próbę —separacji — rozwodów — sztucznej kontroli urodzin, morderstw niewiniątek! W tej erze, w umysły kobiet wpajano zasady męskości. Wmawiano w nią, że jest równą mężczyźnie we wszystkim i że ma z nim równe prawa; kobieta nauczyła się pić, palić, kląć na równi z chłopami! Zapanowały hasła znamiennie amerykańskie; Each one is at liberty to lead his own life! — Each has the right to take a fling at life! — Tak bez końca! Przypominam, że takie poglądy zakorzeniały się w umysłach ludzkich przez blisko czternaście lat! Przypominam też, że takie zapatrywania, zastosowane do życia stu trzydziestu milionów ludzi, nie pozostają bez skutków, widzialnych i namacalnych. Proszę spamiętać sobie to, i spamiętać dobrze! Tam gdzie jest naturalny powód, muszą być, w dodatku, naturalne skutki! W dodatku pamiętajmy, że mimo, iż Pan jest cierpliwy i wielkiego miłosierdzia, nawiedza grzechy ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia! Pamiętać na to wszystko dopomoże nam do dania sobie prawdziwej odpowiedzi na pytania; kto jest winien? kto jest Kainem?

Naprawdę, że żadne pokolenie nie przechodziło tak nagłych i gwałtownych zmian, i nie trafiało na tyle trudności, jak właśnie pokolenie obecne! Przyszło na świat kiedy ziemia trzęsła się od huku armat i innych dział morderczych; przyszło na świat, kiedy po ziemi chodziła śmierć w rozmaitych postaciach; przyszło na świat, kiedy umysły ludzkie pałały zawziętością, kiedy serca ludzkie gorzały nienawiścią, a usta ludzkie śpiewały pieśni zemsty i odwetu! Naprawdę, że to pokolenie wykolebało się w kolebce krwi ludzkiej! Postawiło pierwsze kroki w erze "jazzu"! i uczyło się stąpać w latach, w których nasz naród stracił poszanowanie dla wszelkiego prawa i każdej władzy. Proszę mieć to wszystko przed oczyma, kiedy rozprawiamy o dzisiejszem naprężeniu umysłowem i o dzisiejszem rozprężeniu moralnem. Łatwo nam wskazywać na wzrost zbrodni wśród młodych; łatwo nam potępiać przestępców młodocianych! Nie miło nam słuchać, że choroby zaraźliwe szerzą się pośród młodzieży; co gorsza, że procentowo sprawdza się to więcej wśród dziewcząt jak chłopców; że dziewczęta nasze coraz to częściej idą na bezdroża, i na to wskazuje statystyka; mimo to nie wolno nam rzucać kamieniem potępienia na tę młodzież! Powiedziałbym szczerze, że z tej młodzieży, tylko najwyżej trzy procent, jest sobie sama winną, bo jest zuchwałą, swawolną, niedbałą i zbrodniczo usposobioną! Co do reszty, ktoś inny jest winien!

Nie wystarczała jednak, ani wojna światowa, ani prohibicja. Potrzebna była jeszcze depresja, aby uzupełnić szkody i krzywdy obecnego pokolenia! Trzy zastraszające katy. Od 1914 do 1934 roku bezrobocie wyrzuciło na bruk miliony młodocianych robotników i robotnic w najwrażliwszych i najniebezpieczniejszych latach ich życia! Młodzi, w domu nie mieli spokoju; o ich uszy odbijały się nie tylko wyrzuty i narzekania, lecz nie raz wyzwiska, urągania i przekleństwa; poza domem, młodzi znaleźli się pod okiem sprytnych osobistości, którzy pod płaszczykiem troski o robotnika i jego sprawę, tłoczyli w umysły niespokojne, naukę twardą nienawiści i zemsty! Ta młodzież, została sama bez kierownika, bez opieki, bez rady i bez rozumnego i rozumiejącego opiekuna! Może się mylę! Bo cześć tej młodzieży nie mając co innego do roboty, przesiadywała po tawernach, kształcąc się w rzeczach podejrzliwych od nauczycieli biegłych w sprawach światowych! Może uczęszczała do kina, gdzie widziała obrazki z życia gengsterów, wyświetlanych w całej chwale i bohaterstwie; może czytała opisy, w najdrobniejszych szczegółach, odważnych rakieterów, sprytnych porywaczy dzieci dla okupu, i setek innych przestępców prawa; może wsłuchiwała się w programy radiowe, wychwalające odwagę samobójców i samobójczyń, itp.! Posłuchajcie wypowiedzenia się, jednej z kelnerek, w jakimś "beer-garden" w Detroit: "Mam swoje lata i nie łatwo się gorszę. Opisać jednak nie mogę, to na co muszę codziennie patrzeć! Starsi i starsze gorzej się zachowują jak młodzież! Młodzi widzą i potem naśladują! Picie, tańce i automobile łamią więcej młodych żyć, jak co innego na świecie! Czemu matki pozwalają 17 letnim dziewczynom, chodzić na zabawy, ze starymi żonatymi mężczyznami! Ile znam takich, które już straciły zdrowie z tego powodu. Niech Ojciec Justyn mówi ostro do ojców i matek naszych polskich dziewcząt, które sprzedają swe szczęście za chwilę przy kieliszku wódki lub wina!"

Wobec tego pytam się kto jest winien? Teraz w szczególny sposób zwracam się do was rodzice drodzy! Na barki wasze spada wielka część odpowiedzialności za dzieci wasze. Wychowanie dziecka nie rozpoczyna się dopiero od czasu kiedy dziecko zaczyna chodzić! Rozpoczyna się przy piersiach matki. Od kołyski. Dzieci wszystko widzą, wszystko słyszą, wszystko zauważą i wszystko spamiętają. Na nic przydadzą się upomnienia, jeśli dzieci nie widzą dobrego przykładu! Dzieciom i młodzieży trzeba tłumaczyć skutki uczciwego i cnotliwego życia; nie trzeba jednak milczeć o skutkach złego i występnego prowadzenia się! Trzeba wykazać, że życie występne nie popłaca! Trzeba udowodnić że nie warto spędzić kilka godzin pozornego szczęścia, aby potem przez długie lata patrzeć smutnie na dno kielicha, okryte gorzkością piołunową! Trzeba wykazać różnice pomiędzy murami więzienia, a ścianami domku bodaj najbiedniejszego! Naturalnie trzeba wskazywać na tablicę przykazań Bożych. Uczyć bojaźni Boga! Przestrzegać przed złym towarzystwym. Co najważniejsze, do przestróg i upomnień, trzeba koniecznie dodać żywy przykład! Niech rodzice będą nie tylko nauczycielami i doradcami w słowach ale przewodnikami w uczynkach!

Chcesz ojcze, aby syn mówił pacierze? Sam nie wstydź się klęknąć na kolana; chcesz aby syn szedł do kościoła, sam chodź regularnie; chcesz aby syn szedł do Spowiedzi św.? Sam daj mu przykład. Wy matki uczyńcie tak samo! Wtenczas przynajmniej wy rodzice, będziecie mogli śmiało powiedzieć: Nie my, lecz kto inny jest winien! Nie my, lecz kto inny jest Kainem!