CZEMU NIE PO CHRZEŚCIJAŃSKU! - pogadanka o. Justyna z 27.03.38 r.

Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Co dopiero rozpoczęliśmy nadawanie dwudziestego pierwszego programu Godziny Różańcowej! Pozostaje więc nam tylko pięć więcej w obecnym sezonie. Ponieważ następne, z wyjątkiem Wielkanocnego, zamierzam poświęcić sprawom naszej młodzieży, w dzisiejszej mowie muszę pokryć kilka spraw, i to w bardzo treściwy sposób! Mimo wszystkiego, ja wierzę, że nasz ludek polski jest pracowity, pobożny i spokojny. Tak też określiłem otwarcie i szczerze nasze wychodźstwo Generałowi Góreckiemu, kiedy mówiłem: "Nasi Polacy i Polki miłują Boga, dbają o swe rodziny, kochają bliźniego, chcą w spokoju pracować i żyć uczciwie!" Nie ma jednego prawa, które by nie miało swego wyjątku. To samo sprawdza się też w naszej sprawie! W gronie naszym są nie tylko ludzie. Znajdują się zarazem ludziska. Tak jak wśród zboża musi znaleźć się kąkol, tak jak wśród tatarki widzi się zielsko, tak jak wśród koniczyny ujrzy się chwasty — tak w każdym społeczeństwie znajdą się niedowiarkowie, mędrkowie, faryzeusze, fałszywi prorocy; gdzie jest pachnąca kawa, tam będą i fusy; nie ma dobrego piwa bez szumowin, butelka najwytrawniejszego wina, na wewnątrz jest wykpiona osadą, a na zewnątrz pokryta śniedzią i pajęczyną, smaczna herbatka zawsze pozostawia niekształtne i drażliwą woń wydające listki! Nie trzeba więc się dziwić, że wśród naszych, czyli w naszym społeczeństwie, mamy garbate umysły, skarłowaciałe dusze, skamieniałe serca, ludzi, którzy nie żyją, tylko bytują z dnia na dzień, od kolebki do grobu! Ludzi, z których Bóg nie ma chwały, ludzie nie mają pożytku, sami nie wiedzą po co i dlaczego żyją! Pewien procent takich zawsze był. Dziś jest. Zawsze będzie! Nad takimi warto jednak pracować. Czym więcej wysiłków i trudów, to i zawsze większe zadowolenie, kiedy się słyszy, że ten lub owa przejrzeli i zrozumieli, że życie ludzkie powinno posuwać się w prostej linii, bo ta zawsze łatwiej i prędzej zaprowadzi do spokojnego i zadowolonego, chociaż nie do nadmiernego i wygodnego życia, które znów jest pewną wskazówką do spokojnej i zadawalniającej śmierci i nie mniej szczęśliwej wieczności! Czas wielkopostny, nadaje się do dzisiejszej rozprawy, ponieważ w tym czasie powinniśmy otrząsnąć się z przywyknień i przyzwyczajeń, nie zgadzających się z wysokim i podniosłem powołaniem chrześcijanina; to ma posłużyć do naszego powstania z grobu nędzy i upadku, ubrać się w odświętne szaty nowego człowieka do nowego i lepszego życia!

CZEMU NIE PO CHRZEŚCIJAŃSKU!

Proszę wysłuchać takiego listu z Holyoke, Mass.: "Ja też jestem postępowcem! Od lat nie chodzę do kościoła. Nie wierzę w modlitwy, a jednak jeszcze we mnie piorun nie trzasł! Nie widzę żadnej potrzeby poszczenia. Boję się, żebym w rybę się zamienił. Wszystkie religie są mi równe! Żyję sobie jak mi się podoba. Niczego się nie boję!"
Mój drogi rodaku, mianujący się postępowcem! Jeśli każdy ten, który nie wierzy, nie modli się, nie chodzi do kościoła; lub ten, który porzucił prawowitą żonę i siedzi z kobietą na wiarę; albo wykradł drugiemu żonę, albo taki, który rozwiódł się ze żoną, aby drugą zaślubić cywilnie, jeśli taki zasługuje sobie na tytuł postępowca, to każdy psiątek czyli hycel ma równe prawo do mianowania się następcą tronu rosyjskiego! Mimo, że uroiliście sobie patent na postęp i rościcie sobie pretensje do postępu, ten dzikus w dżungli afrykańskiej przewyższa ciebie w postępie! Nie chodzisz do kościoła, bo właśnie nie chcesz pogodzić twego życia z nauką Kościoła. I ten kościół i wszystko z kościołem związane jest ci kością w gardle! Twierdzisz, że nie wierzysz w modlitwy, a jeszcze w ciebie piorun nie trzasł! Jeszcze jeden powód, abyś rzucił się przed Bogiem na kolana, że jeszcze w ciebie piorun nie trzasł to zawdzięczasz cierpliwości, dobroci i miłosierdziu Bożemu, a nie twej niewierze. Że jeszcze w ciebie piorun nie trzasł, to nie znak, że kiedyś nie trzaśnie! Sam widocznie się tego spodziewasz, kiedy mówisz, "że jeszcze nie!" Zresztą Bóg nie jest tak skory do rzucania gromów w bluźnierców. Zazwyczaj Stwórca zostawia sprawę czasowi i zdarzeniom życiowym! Padnie na tego ciężka i długa choroba, aby miał czas do wnijścia w siebie i do naprawienia drogi życia, albo taki ulegnie jakiemu kalectwu, albo własną ręką wpakuje sobie kulkę, albo umyślnie zawiesi się na sznurze, może taki wskoczy do wody, albo rzuci się z wysoka, albo też wypije szklanicę trucizny!
Ze siedem lat temu, tu niedaleko od Buffalo zderzyły się dwa samochody. Na miejscu zabiło mężczyznę i kobietę, albo raczej dziewczynę. W kolizji mężczyźnie coś przecięło język na pół! To też był taki postępowy niedowiarek i bluźnierca, który mimo, że miał żonę i dzieci, bałamucił inne, lekceważąc sobie prawa Boże! Sprawiedliwość go dogoniła, kiedy jechał na "good-time"! Zginął w mgnieniu oka! Twarzy tak strasznie wykrzywionej i wystraszonej nigdym w życiu nie widział!
— Drugiemu, też takiemu, który wyzwolił się spod przykazań Boskich i kościelnych, Opatrzność zabrała mu syna jedynaka! To też poskutkowało! Dziś inaczej mówi i inaczej żyje! Trzeci, który wzbogacił się naciąganiem i nadużywaniem maluczkich, aż sąd go dogonił i zamknął za kratami, ten odnalazł Boga i odzyskał wiarę w więzieniu! Widzisz mój kochany, Bóg nie rzucił piorunem ani w pierwszego, ani w drugiego, ani w trzeciego! Nie naśmiewaj się i nie szydź sobie z wyroków Boskich, my za słabi jesteśmy, aby je zrozumieć, wierz mi jednak, że są one sprawiedliwe!
Dlatego, że ty nie widzisz potrzeby poszczenia, to jeszcze nie znak, że myśmy pościć nie powinni! Bóg w Starym Testamencie dał pewne przepisy postne; sam Chrystus pościł i nam post polecił wielokrotnie! Pierwszy post nadał Bóg naszym rodzicom w raju, kiedy zakazał im spożywać owocu! Żydom zakazane były pewne gatunki mięsiwa; w niektóre uroczystości nie było im wolno ani jeść ani pić przez 24 godziny! Pościli Mojżesz, Eliasz i Jan Chrzciciel. Post kościelny nikomu szkody i krzywdy nie przynosi! Zapytaj się doktora, ten ci powie, ile i jakie choroby sprowadza na siebie każdy, który się objada mięsiwem! Zresztą ty wiesz, że dziś kładzie się na dietę nie tylko cierpiących i schorzałych, ale nawet zdrowych. Ludzie płacą za to i płacą ochoczo! Kościół wypisuje receptę postną za darmo! Czemu więc nie mamy tej recepty przyjąć i do niej się zastosować, kiedy za jej pomocą możemy odzyskać tak zaszargane i zbankrutowane zdrowie nie tylko ciała, lecz również i duszy? Przecież nie ma zdrowotniejszych potraw nad jajka, ryby, sałatki i jarzyny! Co zdrowego widzisz w przepakowaniu żołądka jakiemś "ścierwem", które przez miesiące lub lata leżało w lodowni i czekało na żarłoczny apetyt nie lubiących postu i umartwienia! Ja jeszcze nie słyszałem, aby zachowanie postu kościelnego komu na zdrowiu zaszkodziło, ale wiem ze zeznań doktorów, że wielu, bardzo wielu powędrowało na cmentarz z powodu — obżarstwa! Boisz się, żebyś, jedząc rybę, w rybę się nie zamienił! No, a jedząc cielęcinę, nie boisz się, że zamienisz się w cielątko głupiutkie? Jedząc wołowinę, nie myślisz, że we woła powolnego wyrośniesz? Jedząc skopowinę, nie obawiasz się, że wyrośniesz w barana upartego? Nie bój się ryby, bo przecież ona ani wieloryb, ani ty — Jonasz! Ty ją z łatwością przełkniesz. Ze smakiem też i z nie małą korzyścią dla ciała i duszy!

Może w twoich bezkrytycznych i niewiarą zamglonych oczach wszystkie wiary są równe! W rzeczywistości tak nie jest! Czy ta wiara, która pobudza do nienawiści, ma tę sama wartość jak ta, która uczy braterstwa, równości i miłości? Są wiary, których wyznawcy kłaniają się słońcu, księżycowi, gwiazdom i kometom! Są takie wiary, w których za bożka mają białego słonia, białego wołu z czarna gwiazdką na czole, żmije, ptaki itp. Czy te wiary mogą być porównane z wiarą chrześcijańską? Czy wszystkie sekty tu w Ameryce, a jest ich przeszło trzysta, są równe i jednakowo doskonałe? Chyba nie jesteś maleńkim dzieckiem, aby nie uznać różnicy przynajmniej pomiędzy religią katolicką a zwolennikami sekty Judasza, albo wyznawcami sług szatana, nieprawdaż?
Przyznaj się, że nie żyjesz jak ci się podoba, tylko jesteś niewolnikiem i ślepym służalcem twych skłonności, wybryków i nałogów. Wołasz na głos, "że się niczego nie boisz." To są słowa jałowe, puste i nic nie znaczące. Żaden człowiek odważny tak nie głosi tej cnoty, ale daje ją poznać uczynkiem. Tylko tchórz trąbi o swej odwadze wszędzie i wszystkim. Nikogo jednak nie oszuka! Zresztą poczekaj aż staniesz w obliczu śmierci, kiedy ona spojrzy ci w oczy, bo przecież wiesz, że inaczej człowiek mówi w zdrowiu i szczęściu, a inaczej zachowuje się w chorobie i kiedy chyli się nad trumną. Ja stawiam ci tylko pytanie, czemu nie rozpoczynasz myśleć, mówić i żyć więcej po chrześcijańsku? Post święty, to najlepsza okazja na zmianę trybu życia!

Następny list też zawiera opis sprawy, dziś na porządku dziennym; "Mamy mały sklepik z groserią i mięsiwem. Kiedy była bieda dawaliśmy naszym klientom na książkę, bo przecież nie mogliśmy pozwolić, aby kto z głodu cierpiał. Kostumerzy nabrali nas na przeszło siedem tysięcy dolarów. Co teraz zrobili? Nie chcą nam oddać. Co my mamy zrobić? Ludzie nie mają sumienia. Chodzą do kościoła, modlą się, a nam długów nie oddają!"
W połączeniu z tą sprawą, wysłuchajcie też i takiego: "W czasie depresji pożyczyliśmy naszym krewnym przeszło tysiąc dolarów, bo bank chciał im dom odebrać. Przez dwa lata płacili nam procent. Ze sumy nic nie spłacili, teraz dom sprzedali i wyjechali z miasta!"
Jeszcze taki: "Nasza siostra miała wielką pożyczkę od taty, bo za te pieniądze kupiła sobie wielki dom. Tata umarł. Teraz ona się wypiera, że nic jej tata nie pożyczył. Myśmy zostali bez ojca i matki i bez pieniędzy!"
Ktokolwiek nie odpłaca zaciągniętych długów, popełnia kradzież. "Nie bądźcie nikomu nic winni", upomina Apostoł, i "oddawajcie tedy wszystkim coście powinni!" W księdze Eklezjastyka: "Nakłoń ubogiemu bez smutku ucha twego, oddaj dług twój!" W księdze Przypowieści znajdujemy taką radę i ostrzeżenie: "Nie bywaj między tymi, którzy rękę dają i którzy się czynią rękojmiami za długi, bo jeśli nie masz skąd wrócić, czemuć nie ma wziąść przykrycia z łóżka twego?" — Św. Augustyn woła: "Nigdy nie będzie twa wina zmazaną, jeśli nie będzie rzecz cudza oddaną!" Dług musi być oddany albo właścicielowi albo jego spadkobiercom. Jeśli pierwszy umarł, drugich nie ma, lub nie są znani, dług należy przelać na dobre cele, jak na sieroty, staruszków lub inne! Kto nie jest w stanie oddać wszystkiego, niech odda część! Kto nie może oddać od razu, niech przynajmniej przyzna się do długu i przyobieca spłacić jak najprędzej! Nasi jednak inaczej postępują: nie chcą przyznać się do pożyczek i długów, lecz nawet na sądzie przysięgają, że nie są winni! Narobią długów u polskiego rzeźnika, grosernika lub piekarza, potem idą za gotówkę kupować u innonarodowca! Zresztą dziś całe nasze społeczeństwo żyje ponad głowę i stan! Dawniej, nasi nic nie brali na kredyt. Obawiali się pożyczek. Długów nie znali i długów nie mieli! Kiedy młodzi się pobierali, mieli tylko własny piec, łóżko, stół i kilka krzeseł. Z czasem jak się dorabiali, dokupowali za gotówkę najpotrzebniejsze sprzęty. Dziś, jeszcze przed ślubem młodzi zakupią na kredyt wszystko najnowsze, najmodniejsze i najdroższe! Lecz na — kredyt! Mają wszystko do użytku, ale nic nie jest ich własnością, bo to na wypłatę! W dodatku, mają długi z nadmiernym procentem! Uginają się młodzi pod tym ciężarem. Jeśli nie są w stanie opłacić cząstki wyznaczonej, bo zgubią robotę, albo przyjdzie choroba — wtenczas nadjeżdża "truck" i zabiera im wszystko, od pieca do solniczki! I to powtarza się po kilka razy! Ja znam takich nowożeńców, którzy ślubowali przed dziewięciu latami, a którzy po dziś dzień nie mają własnej patelni! Regularnie raz, lub nawet dwa razy do roku, kredytorzy zabierają im niewypłacone ruchomości!
Nieraz człowiek powątpiewa o uczciwości ludzkiej kiedy wie, że ludzie, którzy narobili długów, ich nie oddają, je sobie lekceważą i o nich chętnie zapominają. Nie rozumieją, że piją pot i łzy ludzkie, i że karmią się krwawą pracą drugich, przyprawioną błaganiami i prośbami o sprawiedliwą karę Bożą! Lepiej jest raz na dzień jeść za własne pieniądze, aniżeli tuczyć się na zadłużonych dolarach! Lepiej jeździć konikami apostolskiemi, aniżeli pokazywać się w samochodzie zakupionym za pożyczone pieniądze! Ten, który ma dług u księdza, doktora, piekarza, rzeźnika, a nie chce go oddać, najpierw staje się dłużnikiem u Boga, który mu nie odpuści, aż odda do ostatniego szeląga, potem staje się ofiarą prawa naturalnego, bo nigdy się niczego nie dorobi, wreszcie idzie do "poor-hauzu"! Bądź więc człowiecze sprawiedliwym i honorowym dłużnikiem. Teraz rozpocznij oddawać coś winien. Zaoszczędzaj, nawet odmawiaj sobie nieco, ale oddaj coś z długu!

Niech teraz dam wam jedną przestrogę w pożyczaniu drugim. Wszyscy bądźcie ostrożni. Szczególnie wy rodzice! Jeśli chcecie zatrzymać szacunek waszych dzieci i nie chcecie sobie zrobić nieprzyjaciół, nie pożyczajcie im pieniędzy, szczególnie w cztery oczy! Jeśli im koniecznie chcecie pożyczyć, zróbcie to legalnie i przez adwokata! Za często zmuszony jestem słuchać zażaleń zacnych ojców i matek, którzy za mało kierują się rozumem, a za łatwo idą za popędami uczuć serca polskiego, dają się nakłonić do prywatnych pożyczek, tak bez krzyża i świeczek. Potem płaczą, narzekają i pomstują. Nieraz, w dodatku, bywają wyrzuceni z domów, i zmuszeni są szukać stołu i łóżka u obcych! Nic zaś na świecie, żadna wymówka nie usprawiedliwia dzieci od zwrócenia pożyczek zrobionych u rodziców! Jeśli sprawiedliwość jest podwaliną państw, musi też być podwaliną szczęścia jednostek i rodzin! Pamiętajcie o tym dłużnicy, oraz wspomnijcie na słowa Apostoła, że "niesprawiedliwi i złodzieje nie posiędą Królestwa Bożego"!
Następujący list zawiera taką prośbę: "Słucham programów niedzielnych. Czemu O. Justyn nigdy nie przypomni naszym rodzicom, aby zrobili testament. Zostawiają nas bez testamentu; potem dzieci kłócą się o spadek i nawet procesują się. Nieporozumienia trwają przez lata, albo i na całe życie! Tego można przecież uniknąć!" — Jak to dobrze, prawda, że od czasu do czasu ktoś nadepnie na moje nagniotki i zbudzi mnie do omawiania spraw ważnych, odnoszących się do szczęścia ludzkiego? Bez wątpienia, że rodzice powinni sporządzić testament czyli rozporządzenie ostatnich życzeń! Przez to uniknie się kłótni, procesów i rozkładu majątku! Testament, dla ważności musi być wyrobiony z przytomnością umysłu i dlatego nie powinno się odkładać i niedbale się zapatrywać na obowiązek zrobienia go. Św. Bazyli robi taką uwagę: "Nieszczęsny, zechcesz może umierając, ostatnią swą wolę wyjawić, lecz wtedy język twój zdębiały wymówić słów nie potrafi, drżąca ręka pisać nie zdoła. Jeśli nawet zdążysz jeszcze żywym słowem albo na pismie wydać rozporządzenie, to każda omyłka, zapomnienie, litera lub znaczek chybiony zmieni myśl twoją, a wolę niezrozumiałą i w skutkach niespełnioną uczyni. Robiąc testament trzeba iść według sumienia, trzymać się prawa sprawiedliwości i przed oczyma mieć zasadę miłości chrześcijańskiej! Trzeba dokładnie wyszczególnić co, wiele i komu. Może, że jedno dziecko dłużej pracowało, całe pejdy oddawało. Drugie z domu poszło, we więzieniu siedziało itp. Wszystkie te szczegóły trzeba rozważyć i stosownie do tego mająteczkiem rozporządzić. Pamiętać trzeba, aby wyszczególnić pewną sumę na koszta pogrzebu, na Msze św., na sierotki, na kształcenie biednych chłopców, lub na inne cele dobroczynne i szlachetne! Znam ja wypadki, gdzie dzieci wiedząc, że rodzice nie zrobili testamentu, a łaszcząc się na majątek, sprawiły ojcu lub matce najtańszą trumnę. Msze świętą cichą, albo bez wigilii. Inne dzieci kłóciły się o spadek, kiedy matka konała. Inne ani raz na Mszę św. za duszę rodziców nie dały! Jeśli jakim dzieciom rodzice już za życia coś im dali, należy wymienić w testamencie, aby te dzieci nie miały równych pretensji z drugimi, co nic nie dostały.
Przez testament nic nie oddajecie za życia; testament nie jest
proroctwem lub zapowiedzią waszej rychłej śmierci. Jest tylko znamieniem dobrego, uczciwego i sprawiedliwego gospodarstwa.
Rodzic, który uporządkował sprawy duchowe przez sumienną i skruszoną Spowiedź świętą, a sprawy materialne rozporządził sprawiedliwym testamentem, może w końcu z całym spokojem ducha mówić: "Ojcze, w ręce Twoje oddaje, ducha mego!"
Ten list celowo zostawiłem do końca! Proszę słuchać: "Czemu w protestanckich kościołach nigdy nie wołają o pieniądze? W naszych kościołach prawie co niedzielę tylko się słyszy nawoływanie o pieniądze! Czy trzeba płacić za wiarę? Mnie już się nie chce chodzić do kościoła!" — Jedni nie chodzą do kościoła, ponieważ im się niepodoba, że Kościół nie pozwala na rozwody. To nikt inny jak sam rozwodnik, albo żyjący na wiarę, na knebel lub w dzikim małżeństwie! Drudzy nie chodzą do kościoła, bo Kościół woła: "Nie kradnij" — to są złodzieje, naciągacze, oszukańcy i niesprawiedliwi. Trzeci nie idzie do kościoła, bo słyszy naukę o świętości małżeństwa, o umartwieniu i szlachetnej wstrzemięźliwości w pożyciu małżeńskim. To go niepokoi, i nie daje mu spokoju! Gdyby Kościół nie był Boski, tylko ludzki, czysto ludzki, kierowałby się zapatrywaniami i
zachciankami ludzkimi. Będąc jednak Boskim, trzymać się
musi nauki Chrystusa, która nie jednemu wydaje się twardą i
niezrozumiałą! W rzeczywistości za wiarę trzeba płacić; trzeba płacić nie tylko pieniądzem i mieniem, ale krwią i życiem. Tak zawsze płacili od początku wiary Chrystusowej do dnia dzisiejszego praktyczni chrześcijanie-katolicy! Pierwotnie, chrześcijanie znosili wszystkie swe posiadłości i składali w ofierze u stóp Apostołów. To trwało przez całe wieki! Potem obowiązani byli składać starożytne dziesięciny! Kiedy jednak słabła wiara zmniejszała się ofiarność wierzących Kościół zmuszony był wprowadzić przykazanie zmuszające wiernych do wspomagania swych kościołów. I to przykazanie obowiązuje w sumieniu! Żaden praktyczny katolik nie wymawia się od obowiązku składania ofiar na cele kościelne! Jak inaczej można utrzymać budynki parafialne, opłacać obsługę kościelną i szkolną? Czy ty myślisz, że księdzu jest miło iść na ambonę przypominać, prosić i błagać o ofiarę? Przecież to jest poniżający i upokarzający obowiązek! Albo czy ksiądz jest na to, aby urządzać bazary, zabawy i rozmaite afery na dochód parafii? A jednak mus nie łaska. Z konieczności ten biedny ksiądz staje się po prostu dziadem, żebrakiem i manażerem igrzysk towarzyskich! Bo przecież banki domagają się procentu, nauczycielki proszą o pensję, służba domaga się należytej zapłaty, a tu jeszcze trzeba budynki ogrzać i oświetlić, w porządku utrzymać! — Mija się z prawdą twoje twierdzenie, że w zborach innowierców nie nawoływują do ofiar. Mówią o tym nie raz. I dostają ofiary w papierkach i przekazach, nie jak my w indianach i bawołach. Jeśli zaś nie proszą o ofiary w niedzielę, to dlatego, że to jest zbyteczne! Niech ja ci to wytłumaczę. Na początku roku schodzą się tak zwani prowizorzy kościoła i układają budżet roczny. Teraz obliczają ile jest rodzin i ile jest mniej więcej dochodu w rodzinie. Każdą rodziny opodatkowują. Każdej rodzinie wysyłają zawiadomienie, że taka lub taka ofiara jest od nich spodziewana. Nikt nie protestuje. Nikt nie krzyczy. Każdy płaci swoje ratami lub jednorazowo! Albo inni znów składają całkowicie dobrowolną ofiarę! Ta wynosi przeciętnie, na rok, trzydzieści dolarów od osoby! Gdyby nasi Polacy okazali podobną ofiarność, żaden ksiądz by nie prosił o ofiary! Ja rozumiem, że nasi są biedni, że nie mają tyle co drudzy. Prawda. Jednak i nasi mają dosyć na palenie, na picie, na uczęszczanie do teatrów, na karty i na konie!
Jakiś komitet przeprowadził inwestygację tu w Stanach Zjednoczonych, z której dowiadujemy się, że mimo faktu iż w roku 1936 zarobki wzrosły o 61 procent, ofiary na kościoły spadły o 30 procent, a na cele dobroczynne o 29 procent. W tym samym czasie wydatki na samochody wzrosły o 203 procent, na
wódkę o 220 procent, na piwo o 317 procent, na radioaparaty o 302 procent. Udowodniono, że Amerykanin wydaje 98 centów, na religię rzuca całe dwa wielkie miedziaki. Czy to nie prawdziwy grosz małpi? Niech będę zrozumianym. Wiem dobrze, że niektórzy nie są w stanie złożyć większej ofiary. Bardzo dobrze. Niech ci dadzą swój grosz wdowi. Są jednak tacy, którzy by dać mogli stosunkowo więcej, aniżeli dają! Ja wątpię czy tacy kupią sobie paszport do zbawienia i nieba za cenciki!

Kończąc, bądźmy wyrozumiali na potrzeby materialne kościoła. Krytykujmy mniej, dawajmy więcej. Ofiarami podtrzymujmy i rozkrzewiajmy Wiarę świętą i często przypominajmy sobie, że "kto skąpo sieje, skąpo też żąć będzie", czyli niech tyle daje ile może, a kto skąpy datek daje, mały owoc odniesie! I ciągnie dalej Apostoł: "Każdy jako postanowił w sercu swoiem; nie z zamarszczenia, albo z przymuszenia; albowiem ochotnego dawcę Bóg miłuje!" czyli, niech każdy daje ochotnie i dobrowolnie, nie zaś skąpo i niechętnie, albo przez wstyd lub z bojaźni! Szczodrość i hojność serc waszych Chrystus Zbawiciel Wam i Waszym już tu za życia wynagrodzi — zdrowiem i powodzeniem!
Dowiedziałem się, że w pewnych osiedlach Nowej Anglii kręcą się jacyś ludzie, agenci i agentki, sekciarze i sekciarki, sprzedając jakieś broszurki. Podobno nawet mają rekordy moich słów, których używają do ułatwienia im sprzedaży tej sekciarskiej literatury. Stwierdzam publicznie, że to są oszuści i naciągacze, których trzeba raportować na policję. Jeśli taki lub taka przyjdzie do was, zatelefonujcie do policji. Niech władza sprawę załatwi z oszustami.