CZY TO SIĘ OPŁACI? - pogadanka o. Justyna z 10.04.38 r.

Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziś przypada Niedziela Palmowa Mniej więcej dwa tysiące lat temu miasto Jeruzalem i jego mieszkańcy, byli świadkami zdarzenia, którego pamiątkę obchodzi dziś cały świat cywilizowany. Jeruzalem było teatrem. Jerozolimczycy byli aktorami. Pierwsza scena była radosna i tryumfalna. Była zarazem krótka, króciuteńka. Raczej, był to tylko wstęp do tragedii, tak brutalnej i krwawej, że na samo jej wspomnienie, nawet po upływie dwóch tysięcy lat, lęk i strach napełnia dusze ludzkie. Tragedia rozpoczęła się tryumfalnym pochodem poza mury: rozpoczęła się pochwalnymi i radosnymi okrzykami: "Hosanna", zakończyła się bluźnierstwami i zemstliwym hasłem: "Ukrzyżuj Go i na krzyż z Nim". Rozpoczęła się palmami, zakończyła się ciężkim i szorstkim krzyżem z drzewa! Rozpoczęła się śpiewem: "Błogosławiony który idzie w imię Pańskie": zakończyła się wołaniem nienawiści i wzgardy: "Wybaw samego siebie z krzyża!" — Co za krótki czas od palm do krzyża, bo tylko trzy dni! Co za przerażający ogrom zdarzeń w międzyczasie? Zdarzeń, wiekopomnych, historycznych! Zanurzmy, na chwilę wyobraźnie nasze w tej studni tajemnic Bożych! Pocałunek zdradziecki Judasza! Pojmanie przez zgraję najmitów uzbrojonych w kije i pały! Więzienie. Świadkowie pełni kłamstwa i fałszu! Biczowanie, ciernistym wianem ukoronowanie. Sąd. Sędziowie. Piłat i Herod! Porównanie Chrystusa z Barabaszem! Wyrok śmierci. Obłuda sędziów! Zaparcie się Piotra! Nawrócenie zaprzańca. Śmierć rozpaczającego, chytrego i chciwego Judasza! Droga krzyżowa! Pochód bolesny z tysiącem krwawych przygód! Kalwaria. Okrutne do krzyża przybijanie. Trzy krzyże rzucające, na tłum bluźniący, cienie ogromne, przepowiadające gniew Boga i natury. U stóp krzyża w pośrodku, kilka osób rzewliwie płaczących i serdecznie ubolewających nad konającą ofiarą złośliwości, niewdzięcznych i obłudnych i fałszywych serc ludzkich! Od tych tragicznych zdarzeń Chrystusa, upłynęło wiele czasu, bo około dwa tysiące lat! Natura ludzka, nic się nie zmieniła. Świat dziś jest tym, czym był za czasów Chrystusowych: przebiegły, sprytny, fałszywy i zdradliwy! Światu i jego czcicielom, oraz poplecznikom, nie można zaufać i uwierzyć! Dziś was uwieńczą palmami, a jutro zacisną waszą głowę w czapeczkę cierniową! Dziś was wychwalają, jutro potępią! Dziś "Hosanna", a jutro; "na krzyż z wami"! Ludzie są przyjaciółmi póki uważają, że jesteście im potrzebni, albo przynajmniej pożyteczni albo korzystni. Po tym was wypoliczkuja, zbiczują i zdepczą, jak robaka bezużytecznego i szkodliwego! Starsi już o tym wiedzą z doświadczenia; młodzi jednak nie wierzą, aż jest za późno. Dlatego na dziś skreśliłem mowę, pt.:

CZY  TO SIĘ OPŁACI?

Czyście kiedy wydzieli rozbitki okrętowe? Nie macie wyobrażenia co to za smutny i zatrważający widok! Taka scena, raz i to krótko widziana, nie da wytrzeć się z wyobraźni. Pozostaje w pamięci aż do śmierci! Często sunie się przed oczyma, a za każdym razem wzbudza uczucia strachu, przerażenia i ohydy. Czym dłużej zaś rozbitek bywa bity przez bałwany wodne, tym widok jest więcej zatrważający! Okręt bywa szarpany, rzucany, przewalany z boku na bok. Ludzie patrzą bezradni, kiwają głowami, robią rozmaite uwagi i idą dalej! Bezustanne i niemiłosierne bałwany prowadzą dalej i bezustannie swoją niszczycielską robotę! Chociażby okręt należał do klasy pływających goliatów, pałaców i hoteli, w końcu pozostaną z niego tylko deski, belki i sztaby stalowe, które prędzej czy później, rozgniewane bałwany wyrzucą na brzeg lądu! — W oczach obecnych, nie ma większego rozbitka na świecie jak właśnie cała ludzkość! Świat to okręt, który płynie bez sternika, bez steru, bez kotwicy, bez latarni, bez łodzi ratunkowych! Ludzkość nie wie skąd odbiła, po co i dla czego podróżuje, gdzie i do jakiego portu zdąża. Dawniejsze normy i ideały życia zdeptane i złamane; dawniejsze wierzenia podmyte i chwiejące się; dawniejsze i wiekowe zapatrywania na początek, cel i koniec życia ludzkiego zrujnowane; dawniejsze poglądy na świętość, jedność i nierozerwalność pożycia małżeńskiego zdruzgotane; chwalebne i wzniosłe powołanie niewiasty wyszydzane; morderstwo, nie tylko kalek i rozmaitych innych tak fizycznych jak umysłowych nieszczęśliwców, lecz nawet istot jeszcze nie urodzonych, morderstwo wychwalane i zalecane! To wszystko to tylko kropla w tym morzu, które tak nielitościwie, stale i uporczywie bije od lat w ludzkość; nie tylko bije, lecz rozbija, a szczątki rozbite wyrzuca na brzegi śmierci doczesnej i wiecznej! Bodaj w całej historii świata nie było tyle i takiego zamętu i bezładu jak w tym wieku dwudziestym, a szczególnie w ostatnich dwudziestu latach! Jakaś gorączka opanowała umysły ludzkie; jakaś febra wtargnęła do dusz ludzkich; jakiś pasożyt wgryzł się w serca ludzkie. Ta trójka sformowała jakieś dziwaczne zasady; stworzyła jakąś nową naukę i rozbiła to, co było od wieków stawiane, budowane, ulepszane i udoskonalane! Boga zastąpił rozum, honor i pieniądz; miejsce wiary, wziął patriotyzm, lepiej — arcypatriotyzm; znikło prawdziwe pojecie małżeństwa, rodziny i domu! Dziś ludzie żyją, wyraźniej, istnieją i bytują, aby jedynie używać i zadowolić najmniejszą zachciankę swoją! Kto tam ma czas, zresztą, kto chce stanąć i pomyśleć sobie o Bogu, o duszy, o celu życia, o końcu i o wieczności! Przecież to wszystko należy do starych, średniowiecznych przesądów na które nie ma miejsca wśród oświaty, postępu i cywilizacji dwudziestego wieku! A nad światem coraz to większe i groźniejsze chmury; a w umysłach, coraz to ciemniej; a w sercach, coraz to więcej niepewności; a w duszach coraz to więcej rozpaczy! Ludzie żyją w gorzkości i cierpkości. Wiodą żywot przykry, niespokojny, niezadowolony. Sam ciekaw jestem, czy to się opłaci! Posłuchajcie urywków z rozmaitych listów.

Z Buffalo: "Jestem nieślubną matką. Mam osiemnaście lat! Nie pracowałam. Rodzice mi dokuczali w domu. Dostałam zatrudnienie w klubie nocnym i padłam ofiarą naciągacza. Teraz rodzice mnie wyrzucają z domu! Ojcze, ja nie jestem tyle winna! Chciałam być uczciwą, ale miejsce i robota były powodem żem się poślizgnęła. Rodzice nie dbali jak żem wypłatę regularnie przynosiła. Teraz mają nade mną mniej litości, jak nad własnym psem. Ja się nie tylko wstydzę, ale jestem zrozpaczona! Gdzie pójdę? Postanowiłam już raz zakończyć wszystko. "I've made up my mind to end everything by taking poison, which I have already prepared!" Ja się pytam: Czy to się opłaci?

Z listu z Pittsburgha: "Świat się na mnie zawalił i ziemia pode mną się rozpadła. Nie mam czego się trzymać, i nie widzę żadnej przyszłości! Obawiam sig czekać na jutro. Rozpacz mnie bierze kiedy w domu patrzę na moich starych rodziców. Przez pięćdziesiąt lat żyli skromnie i oszczędzali co mogli. Odmawiali sobie nawet pewnych drobnych przyjemności, aby się zabezpieczyć na czarną godzinę. I co się stało? Dziś w starości, nic im nie pozostało. Stoją na progu przytułku dla starców! A ja? ja chyba pójdę w świat, bo tu nie zostanie mi nic!" Czy tak się opłaci?

List z Detroit: "Czuję obrzydzenie do życia. Mam 22 lata. Chodzę z dziewczyną, której rodzice nie chcą dać jej dobrego słowa. Codziennie chodzę za robotą. Zbywają mnie wszędzie. Co mi pozostaje? Chyba iść i kraść! Jeśli czegoś nie dostane w bardzo krótkim czasie, lepiej będzie umrzeć!" Czy to się opłaci?

List z Cicero: "Żadne pokolenie nie miało takich zadań jak obecne. Żadne też nie miało tak dziwnego zapatrywania na życie! Wszystko jest niewyraźne i w nieładzie! Życie zdaje się być bezsilne i ludzie bezradni. Szukamy czegoś co przed nami ucieka! Wyciągamy ręce po coś, lecz sami nie wiemy co to jest! Spieszymy się, pędzimy i wysilamy się! Chcemy zrozumieć, o co idzie, chcemy wydostać się z błota, na stalszy i pewniejszy grunt. Wokoło nas ciemności, z których żadną miarą, nie możemy się wydostać! Co nam pozostaje! Opuścić ręce, stanąć i czekać?" Czy to i tak się opłaci?

Tu znów z Bostonu: "W krótkich latach mieliśmy wojnę. Przechodziliśmy przez kilka lat nadmiernego dobrobytu wraz z nieokiełzanemi obyczajami prohibicji, potem wpadliśmy w bezrobocie! Wszyscy upajali się nauką dogadzania sobie. Żyli, używali i nadużywali! Młodzież przyzwyczajona do wygód, stała się miękką, niewytrzymałą, niezdolną do powiedzenia sobie: nie! Dziś mamy odpływ, który zabrał ze sobą ludzi i rzuca nimi bez litości i bez pardonu! "People fold up and pity themselves and shed tears over their bad lat!" — Czy to się opłaci?

Teraz tym obrazkom, skreślonym piórem ludzi dzisiejszych, raz jeszcze przeciwstawiam przejścia Chrystusa od krwawego pocenia się w Ogrójcu, aż do niemiłosiernego przybicia do drzewa krzyża i do tej chwili, kiedy rzeczywiście znienawidzony od nigdy nienasyconego tłumu, a pozornie opuszczony przez Boga, z wysiłkiem otwierał spieczone i zbolałe usta, wołając rzewliwie: "Ojcze, w ręce twe, polecam ducha mego!" — Prawda, żyjemy w czasach przepełnionych trudnościami i przeszkodami materialnymi i duchowymi: wewnątrz i zewnątrz kłopoty! Nie chcemy jednak zrozumieć, że i dawniej nasi poprzednicy i praojcowie, też mieli swoją cząstkę trudności i kłopotów. Mimo to rąk nie opuszczali, nie ustawali, nie poddawali się! Z pewnością żeście nieraz słyszeli opowiadania waszych ojców i matek! Właśnie, dzięki im, ich odwadze, pracy, poświęceniu i zaparciu się, że ten świat stał się lepszym i wygodniejszym dla nas! Może nie wierzycie? Dobrze, porównajcie pomiędzy tym co wtenczas było a co dziś jest; pomiędzy tym co mieli oni, a co mamy my! Nie trzeba się zrażać! Nie trzeba się zniechęcać, bo czy to się opłaci?
Trzeba myśleć, trzeba się kłopotać, trzeba się starać. Niech będzie co chce, trzeba mówić tak po amerykańsku: "Even though I'm down, I'm not out! I can still push on! How? God only knows. I don't!" I to się na pewno opłaci!

— Aby jednak tak myśleć, mówić i żyć, trzeba nam do ufności w siebie, dodać wiarę w Tego, o którego przejściach, cierpieniach i śmierci wspomniałem na wstępie! Ponieważ tylko i jedynie ta wiara jest rozumnym sternikiem, silnym sterem, odpowiednią kotwicą, jasną latarnią, pewną łodzią ratunkową, na wzburzonych falach zdziczałego życia dzisiejszego! Kilka lat temu, umierało dziewczę. Wypiła dozę trucizny. Kilka minut przed skonaniem, z trudnością wykrztusiła taki zarzut: "On wyrwał Chrystusa z mego serca! Dlatego życie nie ma żadnej wartości!" Kto był tym złodziejem i zbrodniarzem? Jakiś profesor biologii, który prawdziwym sprytem szatańskim w imię prawdy, wiedzy i postępu zdołał biedaczkę przekonać, wydrzeć z serca niewinnego wszelką wiarę w Boga i w przyszłość. Zmiażdżył jej ideały życia i szczęścia. Wmówił w nią że była tylko, dzięki ewolucji, najdoskonalszym typem małpy, przeznaczona, aby zakończyć sposobem zwierza bezrozumnego. Kiedy przekonał ją, że w jej żyłach płynie krew brutalnego zwierzęcia, a nie ma śladu tchu Bożego, czyli duszy nieśmiertelnej; kiedy przekonał ją, że człowiek i życie ludzkie nie ma nad sobą Boga, wtenczas przekonał ją też, że nie opłaci się żyć dla drugich, że jedyny cel życia to zadowolenie zachcianek wyrafinowanego umysłu ludzkiego! Jeśli nie ma Boga, jeśli nie ma Chrystusa, jeśli nie ma wieczności, jeśli nie ma nieba, dlaczego nie zakończyć tej komedii, tej farsy, jaką jest życie ludzkie, bez Boga, bez Chrystusa, bez nieba, bez duszy? Takiego bytowania zwierzęcego, przyobleczonego w ciało ludzkie, nie opłaci się przeciągać! Chwyciła rozpaczliwie za butelkę trucizny i zaczęła — konać!
Tak jak konała owa studentka, w tej chwili konają cale miliony! Miliony starszych, młodszych i dzieci! Cóż spowodowało i sprowadziło na nich taki straszny koniec? Niedbałość rodziców — złe towarzystwo z obecnymi rozrywkami i piciem — bezbożne zasady zasiewane przez modernistycznych nauczycieli i profesorów — nieuczciwa i niemoralna prasa, która pod płaszczykiem nauki i oświaty, ryje jak kret, i podkopuje fundamenty czystości i wstydliwości każdego powołania i stanu. Nie małą winę ponosi kino i radio! Posłuchajcie jak woła do młodzieży, jeden z uczonych: "Spojrzyj na nieprzejrzane szeregi młodzieńców, których serce przedwcześnie zestarzałe, skostniałe, próżne, bez odrobiny pociechy, ponieważ zgasło w nim ciepłe, miłe, światło wiary; policz młodocianych zbrodniarzy, którzy z wściekłym gniewem daremnie usiłują potargać sprawiedliwie zasłużone kajdany więzienne, albo nawet na szubienicę muszą wstąpić; zajrzyj do szpitali i do domów obłąkanych, przepełnionych młodymi ludźmi, którzy pijąc z kielicha rozkoszy, bez miary, zatruli ducha swego na zawsze i zapytaj tych wszystkich: jakiż początek waszego okropnego losu? Cóż was tak daleko przywiodło?"

Raz jeszcze i to z niemałym naciskiem odzywam się do rodziców! Zechciej, tak ojcze jak matko, zrozumieć, że przykazania Boże i kościelne, oraz prawa naturalne obowiązują nie tylko dzieci, lecz obowiązują i ciebie! Nie czyńcie sami tego, czego zabraniacie dzieciom! Czyńcie zaś to, co im nakazujecie, czego od nich wymagacie! Spamiętajcie sobie hasło św. Ignacego: "Gdy słowem budujesz, a czynem walisz, to nic nie postawisz!" Rozumnie zapatrywał się na sprawg pewien urzędnik probacyjny kiedy mówił: "Z prawdziwym żalem muszę wyznać, że przestępstwo coraz to więcej szerzy się wśród młodzieży. Powody: zaniedbanie domu — niedbali i samolubni rodzice — luźność w zachowaniu władzy i w wymaganiu posłuszeństwa, wyrabia lekceważenie każdego prawa!" Jak to się popłaca, widzimy z kronik sądowych!
Życie ludzkie od kolebki do trumny jest krótkie. Czas od rodzenia do śmierci śmiało porównać możemy od niedzieli palmowej do Wielkiego Piątku. Świat nas wita radośnie. Żegna nas pogardliwie. W międzyczasie wtłacza na barki nie jeden krzyż, ale wiele krzyży! Smaga nas językami, które ranią aż do kości! Koronuje nas pośmiewiskami i urąganiami, rzuca na barki nasze płaszcz podszyty posądzeniami niesprawiedliwymi, podejrzywaniami bez powodu; pluje nam w twarz, zasłania wzrok, wtłacza się do serca, wkrada się do duszy. Dziwić się nie trzeba, że upadamy. Sam Chrystus padł trzykrotnie. Padł ale podniósł się i szedł dalej! Naszą powinnością jest iść Jego śladami. Doszedł On do końca, dojdziemy i my! Przecierpiał On, przecierpimy i my! Zwyciężył On, zwyciężymy i my! To się nam opłaci!

"Wielki Piątek... Jakiś smętek powiał, wszystko naraz zmartwiało! Ot, daleko poza wsią, pod czarnym borem na rozstajnych drogach, stoi czarny krzyż. Wiatr pokruszył już przed laty wszystkie godła Męki Pańskiej. Ino Chrystus niezmieniony wisi na krzyżu, jak gdyby Go nie niszczył czas, ni deszcz ... A kiedy w siołach ludzie zasną w noc po Wielkim Piątku i w mrokach znikną drogowskazy na rozstajnych drogach. Pan Jezus z krzyża wyciąga ramiona i schodzi na niwy ludzkim znojem przeorane. I przez pola idąc, o północy, z wyciagniętymi rękoma, błogosławi pracy rolnika na chleb powszedni! Potem przez wieś kroczy cicho i pod strzechy zagląda; w śnie spokojnym zjawi się rodzinom postać Zbawiciela i uśmiecha się łagodnie. Gdzie smutnych zastanie w rozpaczy, tam pocieszy! Płaczących ukoi przy swej piersi, ulży w niedoli ciężkiej najuboższym! Aż sioła ciche obszedłszy — ku miastu zdąża z miłością, krzepiąc wiarę i nadzieję słabnącą! Tam przez okno wsuwa się przez nocne cienie jasność wielka do izby mrocznej. I wyciąga Chrystus ramiona do nędzarza i tuli go do piersi swojej i pocałunek bratni kładzie mu na czole. — Wytrwaj — szepcze — cierp dla mnie!" Do tej rzewliwej prośby Chrystusa dodam upomnienie, bo to i to tylko ci się opłaci!

Dziwna to rzecz, że na uroczystość Zmartwychwstania każdy człowiek, wierzący lub niedowiarek, wystraja się w nowe i modne ubranie. Chce wyglądać świątecznie, chce być zauważony, widziany i pochwalony! Sprawdza się to zewnętrznie, materialnie i co do stroju ciała! Jak tam jednak z duszą? Czy wszyscy dbają, aby ich dusza była przystrojona w cnoty i łaski? Czy też nie zostawiają jej na śmietnisku, w sukni starganej w strzępy i zaszarganej brudami długoletnimi? Jak więc stoi sprawa twej duszy? Posłuchaj, niech ci przypomnę lata dawniejsze, kiedyś i ty, postem i umartwieniem ciała przygotował się do oczyszczenia i wykąpania duszy twej i przyodziania jej w suknie świąteczną radosnej Wielkiejnocy! Pamiętasz i ty te czasy, błogie, radosne, szczęśliwe! Pożądasz tych chwil. Niestety nie powrócą! Przepadły. Jest jednak w twej mocy przeżywać podobne. Prawda, może się zaniedbałeś, może nawet uparłeś się, i o Bogu zapomniałeś, wiarę porzuciłeś, praktyk religijnych zaniedbałeś. Otóż teraz czas i pora do Boga zawrócić, wiarę odnowić albo wskrzesić i dusze twoją w nową suknię cudownych łask Bożych ubrać! Postanów sobie w tej chwili iść do spowiedzi św. w następnych dniach. Nie bój się! Idź z sercem skruszonym, żalem i chęcią poprawy wypełnionym, ręczę ci że będziesz miał prawdziwe święta. Obchodzić będziesz nie tylko chwalebne Zmartwychwstanie Pańskie, ale zarówno wesołe zmartwychwstanie twej duszy. Niech ci Bóg dopomoże! Ja nie myślę, że jest potrzebną rzeczą zachęcać słuchaczy i słuchaczki do brania udziału w nabożeństwach Wielkiego Tygodnia! Są one śliczne i wzruszające! W Wielki Czwartek odwiedzajcie kościoły. Pomódlcie się przed Chrystusem więźniem w piwnicy! W Wielki Piątek idźcie najpierw do Krzyża ucałować rany Chrystusa; potem do Jego grobu! Przynajmniej w Wielki Piątek odprawcie drogę krzyżową! Niech każdy idzie na rezurekcję, i niech wszyscy zaśpiewają jak nigdy dotychczas, całym sercem i pełnym głosem: "Wesoły nam dzień dziś nastał" i "Chrystus Zmartwychwstań Jest!" — Pokażcie światu, że jesteście katolikami i wyznawcami nauki Chrystusowej!

My Polacy mamy dwa zwyczaje narodowe, uświęcone wiekowymi tradycjami. Nimi są: Opłatek i Święconka! Opłatek to znak braterstwa. Święconka to znak naszej gościnności! Czysto polskie zwyczaje, dzielenie się opłatkiem i świeconem jajkiem. Wielkanoc Polacy spędzają w domu. To uroczystość domowa i familijna. W drugie święto, czyli w tak zwany dyngus, ojcowie nasi chodzili w odwiedziny czyli w gościnę! — Niech w każdym polskim domu będzie święconka! Czy dotychczas była lub nie, niech będzie tego roku. Niech nasze dobre matki, zacne żony dopilnują tego. Szczególnie wy młodsze zachowujcie ten śliczny zwyczaj. Jeśli macie w rodzinie małe dzieci, każdemu dziecku uszykujcie koszyczek. Zobaczycie ile one będą miały uciechy, a wy radości i zadowolenia! Cały ten tydzień spędźcie z dała od wszystkiego co trąci duchem świata! Przygotujcie się zewnętrznie i wewnętrznie do wesołego i radosnego święta Zmartwychwstanie Pańskiego i waszego!

Teraz słówko lub dwa tak na ucho! Nie wszyscy są dziś tak szczęśliwi jak wy! Macie zdrowie, robotę i rodzinę. Czy za to nie należy się podziękować Bogu? Nie tylko modlitwą, lecz uczynkiem miłosierdzia! Z pewnością, że znacie jaką biedną rodzinę. Może tam ojciec nie robi; może tam ojciec pijak, niedbały o rodzinę; może znów w innej rodzinie matka choruje, dzieci są zaniedbane, tu znów umarł dobry ojciec, tam ukochana matka; w rodzinie pusto i smutno! Chcecie przyczynić się do rozweselenia i uszczęśliwienia tych istot przynajmniej w tym dniu, w którym każdy człowiek rozpoczyna patrzeć w przyszłość z nową wiarą i świeżą ufnością. Zakupcie kosz żywności — albo sukienkę biednej dziewuszce, albo surducik chłopcu sierotce! Albo rzućcie jaką znaczniejszą ofiarę na jaki dobry cel! — W nagrodę spłynie na was obficie pokój Chrystusowy i Allelujowa radość i wesele!

Szperając pomiędzy wycinkami starych gazet, znalazłem opowiadanie jakiegoś A. Piotrowskiego p. t. "Pocałunek Judasza." Tak mi się spodobało, że dziś dzielę się nim ze słuchaczami. Proszę wysłuchać: "Chrystus sam podszedł nieco wyżej do sterczącego zrębu skały i padł na kolana! I oto otoczyła Go wizja strasznej męki na Golgocie! — Wisi rozpięty jak struna, na drzewie krzyża, pomiędzy niebem a ziemią — i patrzy oczyma krwią i łzami zalanymi na rozedrganą tłuszczę. Wokoło kaci, nie nasyceni żądzą krwi. Dzika horda motłochu w konwulsyjnym tańcu, biega i klaszcze i krzyczy i bluźni, śmieje się, wyje z uciechy i radości iście szatańskiej! Są wszyscy, i ci których nauczał jeszcze niedawno, którym wskazywał drogę Prawdy, których braćmi swoimi mienił; są i ci, których uzdrawiał, którym do członków, na wpół zgnitych, nowe życie wlewał, z których szatana wypędzał, a ci jakoby ich na nowo szatan opętał! O niewdzięczności ludzka! Jezus opuścił powieki! Głowę, z której krwawe krople sączyć poczynały, oparł na dłoniach. I zobaczył Chrystus ludzkość, którą tak gorącą kochał, i dla której życie poświecił, dla której chciał być kluczem do nieba. A ludzkość ta? Oto prowadzi wojny mordercze miedzy sobą. Stają narody naprzeciw siebie i w dłoniach zaciśniętych trzymają karabiny, na których błyszczy stal bagnetu! A wrzaski i jęki wzbijają się pod niebo! Oto miłość bliźniego! — I widzi Chrystus ludzkość, uginającą się pod ciężarem złota, które chwyta chciwymi dłońmi i liczy pobladłemi wargami, szepce — tak — to modlitwa do szatana, który odbiera hołd!
"Chciwość, duma fałszywa, pycha, pochlebstwa, rozpusta, kłamstwo, bluźnierstwo, niewiara, coraz szerszą falą obejmujące świat pogaństwo — oto obraz jaki przedstawił się oczom cierpiącego na górze Oliwnej Chrystusa! Wycieńczone bólem ciało Chrystusowe oblewa się krwawym potem. — Wie, że posiew zła, którego ziarno za chwile rzuci jeden z Jego uczniów, obejmie świat: że uczeń ten będzie przedstawicielem i dowódcą tej rzeszy, która dążyć będzie ku złu, która w złem zobaczy swój jedyny cel życia — a mimo to Jezus postanowił cierpieć dla tej ludzkości! Wiedział Chrystus, że pocałunek Judasza, który dotknie Jego twarzy, będzie symbolem zdrady i obłudy, która będzie cechowała odtąd nieskończone szeregi ludzi aż do skończenia wie¬ków! Wiedział Chrystus, że trzos z 30-tu srebrnikami, przygarnięty do wyschłych piersi, będzie milszy ludzkości, niż Chleb Żywota, wlewający w dusze ludzkie nieskończoną skarbnice łask! I modlił się Chrystus gorąco do Ojca, by nie zechciał zsyłać kar na tę ludzkość, za którą oddaje dobrowolnie swoje życie i za którą idzie oto na stracenie, jak baranek cichy i łagodny!
"I zesłał Ojciec Anioła, by wychylił kielich goryczy do dna! A w tej chwili rozległy się głosy i rozbłysły strumienie światła wśród drzew ... I szedł ten, który Go miał wydać! A gdy zbliżył się Judasz do Chrystusa, Mistrza swego i Nauczyciela, złożył na policzku Jego pocałunek zdrady! — Bądź pozdrowion,
Mistrzu! Szyderczo wykrzywiły się usta, nabiegłe pianą! I wzdrygnął się Chrystus od tego pierwszego pocałunku w Ogrójcu, a który odtąd będą składali na Jego policzku wszyscy, idący śladem Judasza Iskarioty!"
Ten i taki obrazek zostawiam wam, abyście rozmyślali nad jego szczegółami od dziś do wieczora Wielkiego Piątku! Spodziewam się, że będzie to z korzyścią dla waszego zbawienia!