CZY KAŻDY DZIEŃ NIE POWIENIEN BYĆ DNIEM MATKI? - pogadanka o. Justyna z 1.05.38 roku

Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Za tydzień, obchodzić będziemy "Święto Matki"! W przyszłą niedzielę wszyscy bez wyjątku, bez względu na narodowość, rasę lub wyznanie, w jakiś sposób, okażą swój szacunek dla matki! My katolicy pójdziemy do Spowiedzi św., i przyjmiemy Komunię św., na intencję naszej matki jeśli jeszcze mamy ją przy nas! Jeśli Bóg miłosierny już ja nam zabrał, ofiarujemy Komunię św. o spokój jej duszy! Sporo dobrych dzieci zamówi Msze św., na intencję matki! Inni o niej pamiętać będą w modlitwach! Innowiercy, na materialny sposób, dadzą dowód pamięci swym matkom. Popłyną listy i telegramy; posypią się rozmaite podarunki. W tym dniu, nawet więzień za kratami i skazaniec oczekujący śmierci, myślą pobiegnie do stóp swej matki i przypomni sobie te chwile, kiedyś, może już tak dawno, spędzone przy boku matki! Kto wie, czy nawet łza serdecznego wzruszenia, nie zakręci się w oczach tych, którzy porwani wirami przejść twardych, wydusili w swych duszach, ostatnią iskierkę szlachetności ludzkiej! W tym dniu, niejednemu i niejednej, przypomni się matka od dawna w grobie! Jej postać wyraźniej odbije się w wyobraźni, a sumienie rzuci to krótkie, ale tyle znaczące pytanie: "Jestem ja taki lub taka, jak by mnie chciała widzieć moja matka?" I znów serce żywiej zabije, tu pchnięte żalem serdecznym, tam radością głęboką i zadowoleniem żeśmy się nie sprzeniewierzyli zasadom, w nas wpajanych, przy piersiach i u kolan matki naszej! "Zawsze pamięta o swej matce. Szczególnie jeśli miał zacną i dobrą matkę! Nie raz o niej myśli i nie rzadko o niej mówi. Nam Polakom, matka zawsze była, jest i będzie ideałem kobiecości! Słusznie czy niesłusznie, w każdej kobiecie szukamy cnót, które widzieliśmy w naszych matkach. Jeśli zaś ich nie znajdujemy, narzekamy, że dziś tak źle się dzieje na świecie, bo zanika typ dawniejszych, tak surowo krytykowanych, matek starego typu! Coś prawdy, widocznie jest w tym twierdzeniu! Świat też to przyznaje, kiedy widzi konieczność przypominania ludziom, że przynajmniej raz do roku trzeba uczcić matki. W tej ostatniej mowie, w tym sezonie, ja stawiam takie pytanie:

Czy każdy dzień nie powinien być Dniem Matki?

Na tablicy przykazań, ręka Stwórcy, zaraz po przykazaniach odnoszących się, bezpośrednio, do Boga, nakreśliła nakaz: "Czcij ojca twego i matkę twoją!"—To samo przykazanie wyrzeźbione jest na sercu każdej istoty, na świat przychodzącej!—Matka, od chwili poczęcia, nosi swe dziecko tuż, pod sercem! Po urodzeniu obdarza to dziecko, czułością, dbałością, starannością i opieką, która należy do tajemnic życia ludzkiego.   Często matka chętnie poświęca nie tylko swe zdrowie, lecz nawet i życie, dla dziecka. Syn, w oczach ludzi, może być najgorszym zbrodniarzem, w oczach matki nigdy nie przestanie być jej dzieckiem. Córka, może stać się niewdzięczną i okrutną, matka nigdy jej od siebie nie odepchnie! Mimo, że świat was potępi i odrzuci, zawsze wam zostanie otwarte, serce matki! Dlatego, pierwsze słówko wymawiane niewinnymi usteczkami jest: Mama! Dlatego, w naszych cierpieniach, zawsze oczyma szukamy postaci naszej matki, a ustami, gorączką spieczonemi,   wołamy: Matko dopomóż! Matko ratuj! Dlatego, często słyszymy jak konający, ostatnim tchem, szepcą: Matko, moja matko!—Życie każdej dobrej matki to bukiet cudownych kwiatów, wśród nich ogromna czerwona róża — miłości; wysmukła lilia — ofiarności i ukryty fiołek — poświęcenia! Co przechodzi każda matka, możecie sobie poniekąd wyobrazić, słuchając następującego zdarzenia prawdziwego: "Było już tak trzeci dzień. Siedziała dniem i nocą przy synku, śledząc każdy oddech, każde poruszenie na buzi obrzękłej od krost, czerwonej, tak okrutnie zmienionej, a teraz stokroć droższej matce, bo skupiającej wyraz cierpienia dziecka. Chwilami spieczone wargi chorego poruszały się; wtedy podnosiła się szybko i na spuchnięty języczek wlewała parę kropli soku pomarańczy. Mały zrywał się często z zamkniętemi oczami, mówił, że pójdzie do szkoły, że go tam czekają, że się spóźni, że musi iść. To szalona gorączka tak podniecała wyczerpane chorobą dziecko. Mały był silny. Ledwie go mogła utrzymać w ramionach; po paru minutach mocowania się z matką opadał na poduszki, zmęczony i czerwieńszy jeszcze. Matka przypominała sobie słowa doktora: "Wyzdrowienie jest niemal jedno natysiąc!" Serce jej obejmowała trwoga, tak silna, że pod jej wpływem zamierała jakby! W mieście dawno już wszyszyscy spali, w mieszkaniu też. Od czasu do czasu, zajrzała babcia staruszka, lub ojciec! Wtedy zbolała matka uspokajała ich. Nie pozwalała jednak się zastąpić, mówiąc, że odejście jest ponad jej siły, że ona musi koniecznie tu trwać. I pozostawała! Koło godziny drugiej, oddech dziecka stał się dziwnie urywany; kolor buzi zaczął  się zmieniać, a z ust ukazała się piana! Patrzała na to przerażona. Już nie mogła być sama. Zawołała męża. Spojrzeli na dziecko przerażeni. Uklękli przy łóżku. Dusze ich złączyły się w modlitwie, jak potężnej w błaganiu, wie tylko Bóg! Mały oddychał, raz z jękiem jakimś bolesnym, jakby to nie dziecko, a ktoś dorosły jęknął. Matka słyszała w tym jęku bolesną skargę: "Pomóżcie mi cierpieć, bo ja nie mogę już, jestem taki mały, a tak już zmęczony . . . tak mi ciężko!" — I dusza jej rwała się z bólu. Mijały ciężkie godziny, a w dziecku nie było zmiany. Razem ze świtem majowego ranka, wpadł dzwonek sygnaturki z najbliższego kościoła. Matka porwała się, narzuciła szal i powiedziała krótko do męża: — ty będziesz tutaj, ja idę do kościoła — dokończyła ciszej. W kościele było pusto. Pobiegła przed ołtarz Matki Boskiej, cały w kwieciu i blaskach porannych. Tu padła krzyżem i błagała. Ogromem swojej miłości matczynej i rękoma drżącymi od bólu, oplotła w myśli nogi Bożej Rodzicielki. Ból swój opowiedziała Jej dawno hamowanym wybuchem płaczu. Przypomniała Jej ból przy męce Syna Bożego. Jej serce Matczyne krwawiące i współczuła Jej, przez swój ból, tak żywo jakby z Nią stała pod krzyżem. To złączenie z Najświętszą z Matek uspokoiło płaczącą. Uciszyła się, jakby poczuła pocałunek Matki Bolesnej na zadatek upewnienia, że wyzdrowieje syn najmilszy! Poszła jeszcze do zakrystii, gdzie ksiądz ubierał się do Mszy św. i prosiła go o modlitwę. Spojrzał na nią z wielkiem współczuciem, obiecał spełnić prośbę. Wróciła przed ołtarz i przez całą mszę modliła się żarliwie, lecz już ufnie. A kiedy przyszła do domu, mały spał blady, ale oddychał równo i spokojnie; domownicy zaglądali do dziecka, ale już bez lęku, bo otucha wstąpiła w serca, że będzie lepiej! Nachyliła się nad małym i już zupełnie nieprzytomna ze szczęścia całowała buzię i rączki dziecka! Mały spał snem mocnym, odradzającym. Na drugi dzień koło południa obudził się i prosił pić, a potem, patrzał dziwnie, nie wiedząc, co się stało. Śledziła z radością bezmierną, budzącą się na jego twarzyczce świadomość!"

W tym zdarzeniu, opisanym przez Zofię Porejko, czy może czasami nie widzimy odbitki naszej matki, może i siebie? Któż bowiem wie, ile nocy bezsennych, spędziła matka nasza, przy naszej kolebce? Jak się martwiła i ile przecierpiała? Ile łez wylała? My to wszystko bierzemy sobie lekkomyślnie, nie zdając sobie sprawy, że te nasze biedne matki, to prawdziwe kapłanki i bohaterki, które całkowicie o sobie zapominały, a we dnie i w nocy o nas myślały, dla nas planowały i budowały! Czy więc nie zasłużyły sobie na naszą pamięć i wdzięczność?
Zbawiciel Chrystus sam uplótł koronę czci i uwielbienia i uwieńczył skroń każdej dobrej matki, w osobie własnej matki ziemskiej! "Madonna z dzieckiem", przedstawia nam nie tylko Matkę Boską, ale matkę naszą! Właśnie to Dziecię Boskie, swoim przykładem, pokazuje praktycznie, jak każde dziecko czcić powinno swoją matkę! — U naszej narodowości, cześć dla Matki, jest głębsza i serdeczniejsza, aniżeli u innych narodów! Nie dziwmy się, ponieważ poszczycić się możemy najlepszymi matkami na świecie. Zresztą, po Bogu, komu, nie tylko możemy, ale powinniśmy zawdzięczać, że pokolenia nasze żyją zdrowo, śmiało i trzeźwo patrzą na życie i nie zrażają się trudnościami jutrzejszemi? To zasługa naszych matek! Matka nas wypiastowała, matka nas wykolebała, matka nas mówić i modić się nauczyła, słowem, matka nas żyć nauczyła.

Niech wyobraźnię waszą cofnę lata wstecz, niech myśli wasze wrócą do lat dzieciństwa waszego! Może dziś już masz własną rodzinę; może też już dziś nie masz matki, mimo to, czy w pewnych chwilach szczególnie przykrych i trudnych, kiedy zdaje się że świat jest ci przeciwny, nie przypominasz sobie twej matki, czy jej postać me przesuwa się przed tobą, czy może nawet nie mówisz: "Szkoda że w tej chwili, nie ma tu mej matki, wtenczas nie czułbym się tak opuszczonym i samotnym, bo moja matka by mi doradziła, by mnie pocieszyła i by mi dopomogła!"
W przeszło ćwierć wieku mego kapłaństwa, widziałem rozmaite zdarzenia, byłem świadkiem zajść rozmaitych. Widziałem dzieci płaczące przy łożu matki konającej! widziałem dzieci żegnające zwłoki matki umarłej; widziałem dzieci nad grobem matki, na cmentarzu! Zawsze słyszałem żalący się okrzyk: "Mamo, czemu żeś nas zostawiła? Mamo, czemu cię Bóg musiał nam zabrać? Mamo, co teraz bez ciebie zrobimy? Mamo, jak sobie bez ciebie radę damy?" Po szpitalach, na stole operacyjnem ostatnie słowo, przed zaśnięciem, było: "Mamo dopomóż mi!" Na łożu konającem, ostatnia modlitwa błagalna, była: "Mamo ratuj mnie!" Skazaniec idący na krzesło elektryczne, na śmierć wystraszony, ostatnim wysiłkiem, przycisnął usta do fotografii matki i wyszlochał: "Żal mi cię matko moja!"
Miłość matki dla dziecka, jest bez granic. Jest nam niezrozumiała, jest niepojęta. Syn lub córka może zbłądzić! Ludzie mogą cię potępić. Świat cię odrzuci, brzydzi się tobą, mija cię ze wstrętem i nienawiścią. Dla matki jednak zawsze pozostaniesz jej dzieckiem. Tylko matka i jedynie matka nad tobą zapłacze, nad tobą się ulituje i serce swoje tobie otworzy! U stóp matki, znajdziesz zrozumienie, zlitowanie i pomoc. Zawsze! Matka o tobie nie zapomni i matka cię nigdy nie odstąpi! Zawsze usłyszysz słowa: "to przecież mój syn! To przecież córka moja!" — Dziś, ty i ty i ty, wspomnij na matkę twoją! Przynajmniej dziś. Może już zapomniałeś jak cię pacierza nauczyła? Pamiętasz jak cię za rękę do kościoła prowadziła? Jak się z tobą w dzień Pierwszej Komunii św. cieszyła? Przychodziłeś do domu ze szkoły, jak ci się troskliwie wypytywała co się tam stało, czego się nauczyłeś? Dla ciebie zawsze coś lepszego w domu i na stole się znalazło! Wieczorem, wszyscy szli na spoczynek.
Przy stole, przy blaskach zastarzałej lampy naftowej, została matka! Długo jeszcze szyła, cerowała, sporządzała. Przed udaniem się na spoczynek, cupnęła na kolana, pacierze odmawiała za — dzieci! O ich zdrowie, powodzenie i szczęście. Rychłym rankiem, pierwsza była na nogach. Rozumiała ona powołanie matki. Wszystkiego musiała dopilnować i po większej części sama musiała wszystko zrobić! W domu była wszystkim. Na jej barkach spoczywało całe gospodarstwo. Nikomu nic nie zabrakło. Była gospodynią, kasjerką, adwokatką i sędzią! — Ile też naszych matek, jeszcze z większym poświęceniem, nie tylko wieczory, ale całe noce spędzały na ciężkiej, a tak mało płatnej robocie, szorując podłogi, czyszcząc biura lub ręcznie piorąc i prasując u zamożnych innonarodowców! I te matki nigdy się nie użalały. Modliły się, pracowały i chowały swe dzieci, stawiając swe zdrowie i życie na ołtarzu ofiary całopalnej swego chlubnego i chwalebnego powołania! Przypomnij sobie to wszystko. Poczuwaj się do wdzięczności ku twej matce, może prostaczce, ale matce według prawa Bożego i według myśli Chrystusowej!

Niedawno temu rozmawiałem z pewnym kapłanem polskim. Opowiedział mi taką ludzką i na wskroś serdecznie polską historyjkę. Słuchałem z pewnem wzruszeniem, ponieważ sam straciłem moją mamę w latach kiedy jej opieki najwięcej potrzebowałem. Ksiądz chociaż sam już liczył około sześćdziesiąt lat, mówił do mnie tak: "Co kilka lat muszę jechać do Polski. Uważam to za mój obowiązek, obowiązek sumienny i święty! Tam w Polsce, żyje jeszcze moja mamusia, która obecnie liczy dziewięćdziesiąt jeden lat! Jak ta staruszka cieszy się i raduje jak mnie zobaczy! Nie pozwoli mi żebym zamieszkiwał u tamtejszego proboszcza. Muszę przebywać w jej dwóch izdebkach. Sama musi mi przygotować jedzenie, posłać łóżko i tak mnie pilnuje jak bym dopiero ze szkół powrócił. Nawet w nocy wstaje i zagląda czy śpię i poprawia pierzynę, abym nie dostał przeciągu i abym przypadkowo się nie przeziębił! Kiedy zaś odjeżdżam, to tak to moje matczysko się popłacze, jak by mnie po raz pierwszy w świat wysyłało! Jak tu nie kochać i nie dbać o moją matkę! Nieraz muszę się zapożyczyć, ale nie dbam o to, byleby odbyć prawdziwą pielgrzymkę do staruszki matki, ale w nagrodę za to wszystko co dla mnie uczyniła, przez to ją ucieszyć i rozradować!"

No i na tym kończę dzisiejszy program, który zarazem zakończa całą serię programów Godziny Różańcowej. Raz jeszcze zwracam się do wszystkich synów i wszystkich córek. W dniu dzisiejszym okażcie waszą wdzięczność matkom waszym. Mamy zwyczaj chwalebny, że przy dzisiejszej uroczystości, dzieci ofiarują Komunię św. na intencje matek żyjących, lub za spokój dusz matek, które już poszły po zasłużoną nagrodę. Niektóre z dzieci zamawiają Mszę św. za matkę! W dodatku składają jaki podarunek. Dodajcie dzieci drogie jeszcze jedno. W tej chwili, zbliżcie się do matki, ucałujcie serdecznie to czoło zmarszczone i tę rękę spracowaną, bo te zmarszczki to z powodu was, bo ta ręka to dla was! Niech wśród nas i w nas każdy dzień, będzie dniem Matki, ponieważ w każdym dniu życia naszego obowiązuje nas prawo Boże. Kochajmy i szanujmy Matki nasze i często pytajmy się: Żyjemy tak jak uczyły nas matki nasze? Jesteśmy tym czym by chciały nas widzieć matki nasze? Sam zaś całuję dłonie każdej matki, mówiąc: Niech Wam, matki drogie, oraz waszym dzieciom — Bóg obficie błogosławi!